Skocz do zawartości
pawel1969

Casting na byczka

Rekomendowane odpowiedzi

Blue Note znajdowała się na drugim końcu miasta, ale była miejscem stworzonym do naszych celów. Nawet w południe panował dyskretny i przyjemny półmrok, a w środku tygodnia było pusto. Restauracja miała liczne zaułki sprzyjające prywatności. Dlatego w poszukiwaniach partnera dla Moniki często braliśmy urlop i jechaliśmy przez miasto na spotkanie. Może spytacie dlaczego nie w domu, skoro tak cenimy dyskrecję i prywatność? Po prostu w domu nie ma tych emocji. Choć dotychczas żaden z kilkunastu kandydatów nie przeszedł przez sito, patrzenie jak żona egzaminuje mężczyznę w miejscu publicznym jest świetne samo w sobie. Czasem, gdy było wystarczająco pusto i kandydat się zgodził, Monia oglądała i dotykała co miała ochotę, prowadząc jednocześnie z nami najzwyklejszą rozmowę. Po takiej zabawie oblizywała palce. Zdarzyło się też raz, że dała mi je oblizać. Facet był bardzo wyluzowany i tak wyszło spontanicznie, a wszyscy się przy tym dobrze bawiliśmy.

Nie liczyłem ilu w ten sposób przetestowaliśmy, ale same te spotkania były dla mnie ekscytujące, choć nie dochodziło do kolejnych. Przełomem okazał się Mariusz. I ja i Monika wiedzieliśmy to niemal natychmiast. Nieco się spóźnił, ale uszło mu to płazem. Monika była podekscytowana różami, które włożyliśmy do wazonu na środku stolika. Zamówiliśmy czerwone, wytrawne wino. Człowiek z taką fizjonomią twarzy zawsze sprawia, że ludzie w jego towarzystwie czują się swobodnie. Gładko przychodziły mu śmiałe komentarze i nie wywoływały żadnych negatywnych reakcji. Nawet dłuższe milczenie, podczas którego przyglądał się bacznie Monice z tajemniczym uśmiechem na twarzy, nie było ani trochę krępujące. A gdy wreszcie powiedział zwykłe, ale przesycone zachwytem
- No no
po prostu się uśmiechnęliśmy.
Oboje mieliśmy wrażenie, że siedzi między nami lider, który poprowadzi rozmowę i zorganizuje nam zajęcie na najbliższe miesiące, może lata.
- Za co pijemy? - wzniosłem toast.
- Za nas - natychmiast podjął Mariusz.
- Za nas - dołączyła Monika.
 
Choć cele i przebieg spotkania były z góry określone i każde z nas je znało, Mariusz nie spieszył się. Nie był typem człowieka przechodzącym do rzeczy. Formalności musiało stać się zadość, więc niczym dżentelmen starej szkoły podjął miłą rozmowę z Moniką. Dla mnie był również uprzejmy, ale zdecydowanie mniej zainteresowany wymianą zdań. Odsunięcie na bok nie wywoływało we mnie przerażenia. Przeciwnie. Chciałem poczuć, że zajmuje moje miejsce i od teraz względy, jakimi byłem darzony przejdą na innego. Chciałem też zobaczyć rzeczywistą fascynację Moniki innym mężczyzną i na to się zanosiło. Zazwyczaj ogarnięta, dziś zachowywała się nerwowo. Potrącała łokciem przedmioty na stole, uderzała się o krzesło i nie zawsze składnie mówiła. Ale był to tylko i wyłącznie pozytywny stres wywołany podnieceniem.

Fajnie się rozmawiało, ale ciąg dalszy nie następował. Przypuszczałem, że to celowe ze strony Mariusza. Monika złamała się pierwsza. Widziałem, że chce zmienić temat, bo oblizywała nerwowo wargi od jakiegoś czasu.
- Myślę, że to nie ostatnie nasze spotkanie. Właściwie, jestem pewna i to o co Cię chciałam prosić, to tylko tak, po prostu.
- Jasne. Tak się umawialiśmy przecież. Ale widzisz... ja nie mam jeszcze takiej pewności i chciałbym, żebyś mnie jakoś przekonała.
Nie wiem, czy mi bardziej odebrało mowę, czy Monice. Ryzykowne zagranie ze strony Mariusza tylko na chwilę nas zaskoczyło. Monika ogarnęła się pierwsza podejmując wyzwanie. Zamierzała udowodnić, że jest właściwą osobą.
- Przepraszam na chwilę. Zaraz wracam.
Nie było jej kilka minut, podczas których chwilę porozmawialiśmy, znów o niczym, zerkając co chwila w stronę, z której miała nadejść.

Szła powoli i mogłem się tylko domyślać, że podniecenie wiąże jej nogi. Lekkie potknięcie, które natychmiast zamaskowała uśmiechem, tylko potwierdziło jej stan.  Podeszła do stolika z mojej strony i wręczyła mi coś, szepcząc do ucha:
- Popilnujesz?
Dyskretnie zerknąłem pod obrusem, by się zorientować, co trzymam. Były to jej  koronkowe majteczki. Mogła je schować do torebki, ale nie miałem pretensji, że wolała mi je wręczyć. Niech będzie, popilnuję, choć majtki nie uciekają. To ostatnie oczywiście tylko pomyślałem. Usiadła bliżej Mariusza. Pierwszą, oczywistą zmianą, którą oboje zauważyliśmy, był brak stanika pod bluzką.
- No no - powtórzył Mariusz. Świetnie mu to wychodziło.
- Śmiało. Można dotykać.
Zachęta dotyczyła tylko jednego z nas, co było dla mnie oczywiste. Sutki muskane delikatnie palcami zmieniły kształt, wyglądając rewelacyjnie pod elastycznym materiałem.
- Nadaję się?
- Jeszcze nie wiem.
Dłoń powędrowała pod stół. Moniki twarz odzwierciedlała coś między radością a podnieceniem. Nie widziałem wszystkiego, ale wiedziałem, że masuje powoli jej uda. Pod spódnicą miała na sobie pończochy. Tylko.

Świece na stole wypaliły się już do połowy. Gdzieś przy barze kelnerka pojawiała się na chwilę i znikała, ale poza nią byliśmy sami.
- Moja kolej - stwierdziła Monika.
Pasek Mariusza miał wielką, metalową klamrę, ale odpięła ją zręcznie i szybko. Podziwiałem jego odporność psychiczną. Zwrócił się do mnie i wbrew temu co się działo, był bardzo naturalny. Gawędziliśmy o naszym małżeństwie, zainteresowaniach, a tymczasem Monika w milczeniu robiła swoje. Po mnie zdecydowanie musiało być widać przejęcie. Szczególnie gdy drobna dłoń po uporaniu się z rozporkiem wyjęła sprzęt ze spodni. Był duży, i całkiem szybko zrobił się twardy dzięki zgrabnym pieszczotom Moniki. Nie tracił fasonu i rozmawiał ze mną zwyczajnie, mimo że waliła mu konia. Ja mówiąc do niego nie odrywałem oczu od widowiska. Drobna dłoń raz po raz zsuwała skórę z dużego łba.

Było niby jak wielokrotnie wcześniej, ale tym razem czułem się inaczej. Z obu twarzy mogłem wyczytać, że ta dwójka zdecydowanie się lubi.
- Za co pijemy? - spytałem.
- Za piękne damy - odparł.
- Również za te łatwe - wtrąciła Monika.
- Za piękne i łatwe dziewczyny - podsumował Mariusz.
Upewniwszy się, że kelnerki nie ma w zasięgu wzroku nachyliła się i oblizała członek. Powtórzyła to jeszcze parokrotnie, zachowując czujność. A my wciąż rozmawialiśmy.
- Może wpadniesz do nas? Wzięliśmy urlop na dzisiaj. Co ty na to?
- No nie wiem. A Monika już zdecydowała?
Odpowiedź Moniki była oralna, lecz nie werbalna. Większa część członka zniknęła w jej ustach.
- Odmówisz takiej kobiecie? Mamy w domu więcej wina i wielkie łóżko.
- Cóż. To jedźmy.
 
Nie dojechaliśmy do domu. Zaledwie chwilę po wyruszeniu spod restauracji nie mogłem się skupić na drodze. Para na tylnej kanapie była tak zajęta sobą, że przyciągnęła również moją uwagę w lusterku. Namiętne pocałunki przyprawiły mnie w wzwód, a sytuacja rozwijała się z sekundy na sekundę. Bojąc się o bezpieczeństwo i nie chcąc niczego przegapić zacząłem rozglądać się za ustronnym miejscem. Do najbliższego lasu było dalej niż do nas, parku też żadnego w pobliżu, ale znalazłem po chwili ślepą uliczkę otoczoną przemysłowymi budynkami. Skręciłem. Z tyłu było już głośno i namiętnie. Zaparkowałem przy murze jakiegoś zakładu pomiędzy ciężarówkami i wyłączyłem silnik w samą porę, by zdążyć na finał. Mariusz dźgając Monikę członkiem wyglądał na rozjuszonego nożownika, który właśnie stracił panowanie. Nie stwierdziłem ogumienia, więc jasne było co się za chwilę stanie. Każdy facet dbający o samochód tyle co ja struchlałby w tym momencie. Podczas gdy Monika z Mariuszem całowali się namiętnie, uspokajając oddechy, ja patrzyłem niżej. W zdewastowanej szparce pojawiło się jego mleczko. Miałem tylko nadzieję, że plama na tapicerce będzie niewielka. Pomyliłem się.

  • Lubię 8
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Super... Z wielką nadzieja czekam na ciąg dalszy... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Super opowiadanie :) czekam na więcej :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Miało to być pojedyncze, kompletne opowiadanie, ale ponieważ nie chcę zawieść fanów (przynajmniej dwóch) postanowiłem dopisać kolejną część. Ostatnią.

 

Przez miesiąc zbliżyliśmy się w trójkę. Darzyłem Mariusza sporą sympatią. Odwiedziny odbywały się głównie w soboty i na ogół trwały do niedzieli, natomiast środek tygodnia mieliśmy dla siebie. Najczęściej spotykaliśmy się u nas. Na ogół znikali z Monią w sypialni, by zaspokoić pierwszy głód, po czym spędzaliśmy czas w trójkę, dobrze się bawiąc.
Ta sobota nie była wyjątkiem. Przynajmniej początkowo. Mariusz przyniósł czerwone róże. O mnie też nie zapomniał.
- Piwko Paweł. Twoje ulubione.
- Dzięki. Wypiję w salonie.
- Świetny pomysł.
Jego wzrok zawiesił się na postaci w bieliźnie, opartej o balustradę antresoli. Piersi prawie wypływały z czerwonego stanika, a rozpuszczone, lekko falowane czarne włosy zasłaniały pół twarzy.
- Przyszedłeś do mojego męża?
Mina Mariusza była niemal przepraszająca.
- Kobiety...  pogadamy później.
Ruszył po schodach i tylko chwilę oglądałem namiętne przywitanie kochanków, nim nie zniknęli za dębowymi drzwiami.

Grzebanie przy motorze to moje drugie życie, więc postanowiłem wyjść do garażu zamiast siedzieć w salonie i podsłuchiwać. Jednak nie mogłem się skupić, a moje myśli błądziły. Upiłem kolejny łyk zimnego Staropramena, gdy otworzyły się drzwi i  wszedł spocony Mariusza.
- Szybko poszło.
- Na sportowo. Wziąłem browar z lodówki. Co robisz?
- Nawet nie zacząłem. Nie miałem głowy.
Mariusz zmienił wyraz twarzy z sekundy na sekundę.
- Coś cię trapi? Wszystko gra?
- Tak. Tylko zastanawiam się, czy Ty i Monia nie za bardzo się lubicie. Czeka na te spotkania już od poniedziałku. Zaczynasz mieć na nią niepokojący wpływ.
-  Rozumiem twoje obawy. Powinniśmy to przerwać.
- Dzięki. Ona zaprzecza, ale myślę, że się zadurzyła.
- Za bardzo się martwisz. Póki co dobrze się bawimy i chyba mamy to pod kontrolą. Ale jeśli będziesz bardziej zaniepokojony, przerwiemy. A dziś damy ci trochę pomajstrować przy motorze.
Uniosłem lekko brwi.
- Co masz na myśli?
Zanim zdążył odpowiedzieć, zauważyłem w drzwiach garażu Monikę w ulubionej, czerwonej sukience.
- Tu jesteście. No tak. Mężczyźni i ich motory. Gotowy?
- Tak. Właśnie miałem Pawłowi powiedzieć, że wychodzimy.
Nie miałem cienia złudzeń, że "wychodzimy" odnosiło się do ich dwojga. Zostałem więc sam na sam z moim hobby, podczas gdy oni poszli na randkę. Monia wróciła nazajutrz przed południem, a śniadanie jadła u niego.

Tak powoli nasza trójka wyewoluowała w ich dwójkę plus na na doczepkę.  Powoli przyzwyczajali mnie do roli drugoplanowej nie zaprzeczę, że dostarczało mi to wiele wrażeń, których tak pożądałem. W moich częstych fantazjach Monia traci głowę dla innego, a ja muszę nieźle się starać, by pozostać w grze. To chyba właśnie działo się z naszym życiem. Musiałem zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia i komfortowe lenistwo zamienić na nie lada wysiłek. Leżenie w fotelu z pilotem i drapanie się po jajach stawiało mnie na przegranej w konfrontacji z Mariuszem. Zazdrościłem mu łatwości z jaką ją rozśmieszał, lub potrafił zainteresować. To nie duży fiut, lecz błyskotliwość i  charakter tak ją przyciągały.

Monia ignorowała moje ostrzeżenia, twierdząc, że ma wszystko pod kontrolą. Coraz częściej umawiała się z Mariuszem na randki poza domem i moim wzrokiem. Ja stawałem na głowie, żeby być jak dawny Paweł, w którym się zakochała. Kupowałem kwiaty i nie szczędziłem komplementów, a im bardziej się starałem, tym bardziej ona stawała się lodowatą zołzą. Odtrącała mnie, by wyjść z nim na randkę. Nie zabraniałem, ale miałem obawy. Choć na ogół wolałem widzieć, niewiedza też była fajna i zostawiała duże pole dla wyobraźni. W kolejną sobotę, gdy już mieli wyjść udało mi się przekonać ich by zostali w domu. Nawet nie było ciężko, bo pogoda była butelkowa i nikt z nas nie kipiał nadmiarem energii. Zrobiłem popcorn, otworzyliśmy wino i zdecydowaliśmy się na seans filmowy. Mariusz zajął miejsce na środku rogówki, ja po prawo, a z drugiej strony Monia położyła się na nim. Dla dobra ogółu zgodziłem się na komedię romantyczną, którą widziałem z konieczności kilka razy.
- Zimno trochę. Przyniesiesz kocyk kochanie?
Poszedłem po kocyk przy okazji gasząc główne światło. Pozostał blask ekranu i kilka świeczek. Zrobiło się miło. Nakryłem ich kocem, ale dla mnie już nie starczyło. Oglądaliśmy w milczeniu. Oni wtuleni w siebie, ja wpatrzony w ekran. Podjadaliśmy popcorn, popijając winem. Coś do siebie szeptali, co najwyraźniej nie miało być skierowane do moich uszu. Ręce poruszały się pod kocem. Niektóre ruchy, te powolne, dostrzegałem najwyraźniej, choć to one właśnie miały umknąć moim oczom. Konspiracja kochanków w niepojęty sposób oddziaływała na mnie, co spostrzegł Mariusz na moich dżinsach.
- Nie przypuszczałem, że tak lubisz komedie z Jeniffer Lopez.
Tylko się uśmiechnąłem.
- Mógłbyś mi przynieść portfel Paweł? Jest w kurtce, w wewnętrznej kieszeni.
Chcąc nie chcąc zostałem chłopcem na posyłki. Nie wiedząc jak, a może też nie chcąc się wykręcać, przyniosłem portfel. Podziękował i wyciągnął z jednej z przegródek prezerwatywę. Monice rozpromieniała buzia. Nie byłem pewien co robi pod kocem, ale intensywne ruchy przypominały ściąganie majtek. Na potwierdzenie moich przypuszczeń po chwili wyrzuciła je na podłogę i niezgrabnie przeszła nad Mariuszem. Ułożyła się pupą do niego, kładąc głowę na moich kolanach.
- Mogę tak pooglądać?
- Jasne - odpowiedziałem.

Ale chyba tylko ja, teoretycznie najmniej zainteresowany, oglądałem film. Monia zamknęła oczy, odkąd w nią wszedł i skoncentrowana na doznaniach wbijała paznokcie w moje uda.
- Co za tyłek! Rewelacja - wymruczał Mariusz.
- Dzięki - odpowiedziała Monia i otworzyła oczy.
Na ekranie Lopezka kręciła zmysłowo czterema literami.
- O czyim tyłku mówisz?
Mariusz zamiast odpowiedzi spojrzał na mnie z ledwo dostrzegalnym uśmiechem. Monika nie znosi, gdy podziwia się inne kobiety w jej obecności. Zresztą nie jest wyjątkiem.
- Przegiąłeś. Zabawa skończona.
Rozbawiła mnie mina Mariusza. Coś w rodzaju: "Przecież nic nie zrobiłem". Monia wyszła spod koca i z nagą pupą chwilę krzątała się po domu. Dolała sobie wina i upiła duży łyk, po czym zasłoniła mi ekran.
- Ty też uważasz, że ona jest świetna?
- Ty jesteś świetna. Inne mnie nie obchodzą.
To była prawidłowa odpowiedź. Zsunęła mi spodnie i szybko doprowadziła do pionu, spoglądając bez przerwy na niego. Nie miałem złudzeń, że jestem narzędziem służącym do odegrania się na kochanku. Chwilę potem mnie ujeżdżała. Mokra, gorąca szparka smakowała mi jak nigdy i bałem się tylko, że pójdzie za szybko. Ona była już bardzo nakręcona, więc w końcu miałem szansę zrobić jej dobrze, kończąc dzieło zaczęte przez Mariusza. Na twarzy miałem jej spocone cycuszki i przez chwilę byłem w raju.

Raju, który tak okrutnie mi zabrała.
- Nie no. Nuda. - przewróciła oczami - To nie to samo.
Wstała i tym razem stanęła przed Mariuszem.
- Już się nie gniewam.
- Serio? - zupełnie ją zignorował.
- Serio.
- Ale mi się podoba Jennifer. I co z tym zrobimy?
Zmieniła głos na bardziej skruszony.
- W porządku. Może ci się podobać. Zerżniesz mnie?
- Wskakuj pod koc.
Monia położyła się jak poprzednio, lecz twarzą w moją stronę, a ja byłem wciąż nie ubrany. Posuwał ją pod kocem, a ona pieściła mój członek i jądra ustami. Niedługo trwało zanim jej usta wykrzywiły się w grymasie. Oglądałem go może kilka razy i tylko gdy miała intensywny orgazm. Mariusz umiejętnie zwolnił, a ona odchodziła od zmysłów. Wbiła paznokcie w moje ciało. Takie przeciągnięte szczyty uwielbiała najbardziej. Było po wszystkim, a mi zostało dokończyć dzieło ręką, ponieważ kochankowie zajęli się sobą i wymienianiem czułych pocałunków. Popijaliśmy wino i uspokajaliśmy oddechy. Przez chwilę myślałem, że to koniec wrażeń na dzisiaj. Póki nie odezwał się Mariusz.
- Musimy pogadać.
Przykuł natychmiast naszą uwagę. Gdzieś zaczęły się budzić we mnie przeczucia.
- Dzisiaj widzieliśmy się ostatni raz.
Wziąłem Monikę za rękę, by dodać jej otuchy.
- W porządku. Było fajnie. Idealny ostatni raz.
Byłem niemal pewien, że z trudem powstrzymuje łzy, ale trzymała się dzielnie. Pół godziny później byliśmy już sami.

Pierwszy tydzień Monika była w rozsypce. Nigdy nie zapytałem, czy się w nim zadurzyła, będąc prawie przekonanym, że tak jest. Po dwóch tygodniach było znacznie lepiej. Przytulaliśmy się i zaczęliśmy kochać, choć jeszcze bardzo często była mentalnie nieobecna. Poprosiłem, żeby wzięła urlop na środę.
- Chcę, żebyś kogoś miała kochanie. Jedziemy do Blue Note.
Nie była przekonana, ale wyszykowała się i przed południem dotarliśmy na miejsce. Chłopak był młody i wysoki. Jak się po chwili okazało, również hojnie obdarzony.
- I co o tym myślisz kochanie? - spytałem.
- Świetny. Takiego szukamy - odpowiedziała pieszcząc dłonią duży i gruby członek.

  • Lubię 1
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Cuckoldplace Poland © 2007 - 2020

Jesteśmy szanującym się forum, istniejemy od 2007 roku. Słyniemy z dużych oraz udanych imprez zlotowych. Cenimy sobie spokój oraz kulturę wypowiedzi. Regulamin naszej społeczności, nie jest jedynie martwym zapisem, Użytkownicy stosują się do zapisów regulaminu.

Cookies

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

Polityka Wewnętrzna

Nasze Forum jest całkowicie wolne od reklam, jest na bieżąco monitorowane oraz moderowane w sposób profesjonalny przez ekipę zarządzającą. Potrzebujesz więcej informacji? Odwiedź nasz Przewodnik. Jednocześnie przypominamy, że nie przyjmujemy reklamodawców. Dziękujemy za wizytę i do zobaczenia!

×
×
  • Dodaj nową pozycję...