Autsajderka - Opowiadania - Cuckold Forum Skocz do zawartości
pawel1969

Autsajderka

Rekomendowane odpowiedzi


Nienawidziła wózków z marketu, a szczególnie tych z koślawym kółkiem. Pchanie wypełnionego zakupami po krzywym bruku było wyzwaniem, ale dzielnie zataczała się w upale w kierunku samochodu, gdzie czekał Paweł z dziećmi. Gdy nagle wysoki brunet wyrósł za nią jak spod ziemi i chwycił wózek, poczuła się zdezorientowana.
- Pomogę. Gdzie samochód? - uśmiechnął się widząc, że wciąż trzyma się za serce. - Nie chciałem wystraszyć.
- Dam radę. Dziękuję - odpowiedziała ocierając pot z czoła.
Chwilę przyglądała się mrużąc oczy pod słońce i ciało podświadomie wyczuwało niepokój.  
- Olka?... Tak mi się właśnie wydawało! Co za spotkanie!
Gdy rozpoznała rozmówcę, poczuła, że nie stoi stabilnie na nogach. Drżały i bała się,  że ujdzie to jego uwadze. Nie widzieli się ponad dwadzieścia lat. Wciąż przystojny i ten rozbrajający, szelmowski uśmiech, godny klasowego wodzireja. Przystojny jak sam diabeł. Zmusiła się do opanowania entuzjastycznego uśmiechu, ale serce w piersi grało marsza.
- Robert!
- Nic się nie zmieniłaś Olka. Miałem na myśli,  że się nie postarzałaś - sprostował - ale wyglądsz jakoś... lepiej.
Nie potrafiła powstrzymać zawstydzonego uśmiechu.
- Dziękuję.
Komplement trafił do niej, tym bardziej, że w liceum jej nie zauważał, a jeśli nawet rozmawiali, to o banałach. Wątpiła, że kiedykolwiek domyślał się jej skrywanej miłości. Choć wiele koleżanek, włączając przyjaciółkę, Izę, miało swoje pięć minut z Robertem, ona nie. Żyła ze świadomością, że nie powinna robić sobie nadziei. Nie była brzydkim kaczątkiem, ale niczym się nie wyróżniała, poza lekką nadwagą i skrajną nieśmiałością, a niemodne fryzury i swetry nie zwiększały jej szans. Byli razem tylko w marzeniach, w zamkniętym na klucz pokoju, gdy masturbowała się bez opamiętania, i czuła na sobie jego dłonie.
Mimo właśnie ukończonej czterdziestki obecnie wyglądała znacznie lepiej i tak się też czuła. Kompleksy zniknęły i nabrała pewności siebie. Ciemne włosy przycięte, sięgające połowy szyi ładnie komponowały się z miłą, lekko pyzatą buzią a ubiór też już nie mówił: zostawcie mnie w spokoju.  Sylwetka, choć nie całkiem szczupła, prezentowała się apetycznie. Szczegłólnie pupa w kształcie gruszki dobrze prezentowała się w obcisłych rzeczach. Duże brązowe oczy już nie unikały wzroku mężczyzny. Jednak to spotkanie wyzwoliło wspomnienia i zachwiało na chwilę jej pewnością.  
- Mów, co u ciebie. Nie pokazujesz się na spotkaniach klasowych. Nikt nic nie wie.
- Nie mieszkam teraz w Krakowie. Jesteśmy przejazdem. Wybieramy się w góry.
- My, czyli... ?
- Mąż, dzieci. Czekają w samochodzie. Fajnie było cię spotkać ale lecę, zanim się tam usmażą.
- Weź. To telefon do mnie. Musimy się spotkać i pogadać. Tyle się nie widzieliśmy. Zżera mnie ciekawość. Tylko nie wrzuć jej do szuflady.
Teraz nie miała wątpliwości, że mogłaby być obiektem jego porządania, gdyby tylko zechciała. Robert nie odpuścił i pomógł z wózkiem do końca. Poznała go z Pawłem i dziećmi zanim ruszyli w drogę.

Palce robiły się białe od ściskania kierownicy a lewa noga zamiast spoczywać spokojnie, wytupywała szybki rytm. Ola znała dobrze tą nadpobudliwość. Robił tak gdy był zaniepokojony, albo podniecony. Raczej postawiłaby na drugie, ponieważ to chciał by była śmielsza i chyba scena z kolegą dała mu lekkiego kopa. Dobrze znała jego fantazje, które coraz bardziej stawały się również jej własnymi.
Zastanawiała się kiedy zapyta, ale nie zrobi tego przy dzieciach - była pewna. Nigdy przy nich nie rozmawiali o takich sprawach. Okazja trafiła się na kolejnym postoju. W przydrożnym Macu Basia i Tomek pobiegli do toalety. Paweł wykorzystał ten czas na zaspokojenie ciekawości.
- Kolega?
- Chodziłam z Robertem do liceum. Choć zdziwiona jestem, że mnie zapamiętał.
- Eee... Dobrze wam się rozmawiało. Pomyślałem, że to było coś więcej.
- Nigdy nie byliśmy ze sobą. Zresztą wolał wtedy przygody na raz. Ciekawe czy się zmienił.  
- I nie próbowałaś nigdy?
- "Ja" z liceum i zdobywanie facetów? Nawet bałam się spojrzeć w jego stronę. Robiłam to ukradkiem, gdy nie patrzył - opowiadała z rozbawieniem.   
- Ale teraz to on pożerał cię wzrokiem. Chyba powinienem mieć cię na oku.
Uśmiechnęła się lekko.
- Chciał być po prostu miły. Nie często spotyka się dawnych znajomych w takich miejscach.
- Mylę się, czy to spotkanie zrobiło na tobie wrażenie?
Dzieci właśnie nadbiegły robiąc zamęt, ale Ola bardzo chciała odpowiedzieć. Choćby po to, żeby zobaczyć minę męża. Wyszeptała mu więc do ucha, bez ubarwiania, tylko to co naprawdę poczuła:
- Teraz kocham Ciebie i tylko ciebie. Ale tam na parkingu czułam, że drżą mi uda.
Paweł miał przez chwilę minę, jakby zjedzony hamburger był nieświeży. Ola była zadowolona z wywołanego efektu i żeby go trochę zniwelować chwyciła czule rękę męża.  

Fajna okolica i dni przepełnione atrakcjami sprawiły, że incydent przepadł gdzieś w zakamarkach pamięci Oli. Przypomniała sobie o nim dopiero podczas spokojnej, dłuższej górskiej wędrówki. Maszerowali już ósmą godzinę w lekkiej mżawce i zmęczenie nie sprzyjało rozmowom. Idąc dwa metry za mężem rozmyślała o dłoniach Roberta i dreszczach jakie mogłyby wywołać ja jej ciele. Znów marzyła, zdając sobie sprawę jak to jest nierealne, ale tym razem to nie serce waliło z miłości, lecz ciało płonęło z pożądania. Postanowiła, że wrzuci Roberta do szufladki z napisem Archiwum, ale czasem tam zajrzy, gdy będzie sama.  
 Po powrocie wzięła kąpiel i szykowała się do wyjścia na kolację, gdy zadzwonił telefon. Nie znała numeru, lecz gdy rozmówca się przywitał, zamurowało ją. Przecież tylko on dał jej wizytówkę. Zaskoczona zaprzeczyła, że dzwoniła wcześniej i skończyli rozmowę. Było jej trochę głupio. Może zdobył ten numer od kogoś ze wspólnych znajomych. Bardziej prawdopodobne wydało się Oli inne rozwiązanie. Na liście połączeń znalazła wychodzące.
- Paweł? Ruszałeś mój telefon?
- Uspokój się. Zadzwoniłem, ale nie odezwałem się. Masz naprawdę fajnego kolegę i szkoda, żeby urwał wam się kontakt.
- A może chciałam zadzwonić? - skłamała. - Wszystko spieprzyłeś.
Paweł miał świadomość, że wyrwał przed szereg i mógł tym wszystko zepsuć. Chyba jej nie doceniał. Fakt, że każdy kolejny krok ku nowym przygodom był dla mniej wyzwaniem, i musiał działać z czuciem. Skrytykował się w myślach za t posunięcie i obiecał sobie, że nigdy nie będzie wpychał żony w ręce innego bez jej zgody. Obiecał też sobie, że odtąd pokieruje Olą tak, aby sama nabrała ochoty na bliższe spotkanie z innym, nawet niekoniecznie Robertem, choć z nim właśnie Paweł wiązał duże nadzieje. Zamienili tylko parę słów, ale wyglądał na gościa z klasą, dowcipem i dystansem do siebie. Promieniował aurą przyciągającą innych.  Właśnie tak wyobrażał sobie ewentualnego przyszłego kochanka żony.
- Wiesz co on sobie teraz myśli? Że jestem zdesperowana.  Przez ciebie. Wyszłam na jakąś... eh.
- Przepraszam.

Nazajutrz ze względu na spore zakwasy Ola zrezygnowała z wyprawy. Paweł zabrał dzieci i po śniadaniu wyruszyli. Wieczorem, korzystając z chwili nieobecności Oli zdecydował się ponownie na nieładny gest przegrzebania jej telefonu. Odkrył coś na co w głębi liczył - rozmowę z Robertem i to nie krótką. Pojawiły się pierwsze motylki podniecenia zwiastujące wielką przygodę.
- Pojutrze wracamy, Ola. Może zatrzymamy się znów w Krakowie. Dzieciaki nie widziały Wawelu.
- Nie lubię zabytków. Wiesz przecież.
- To sobie jakoś zorganizujesz czas.
"Jakoś zorganizujesz czas". W każdych innych okolicznościach nie uszłoby to Pawłowi bez mega-focha. Jednak zauważyła, że  trzymał w dłoni wizytówkę, którą niedawno dostała. Chwilę patrzyli na siebie, a ledwo dostrzegalny uśmiech na jej twarzy Paweł odczytał jako zgodę na jego plan.  

Ubiór Oli zdecydowanie nie był idealny na długą podróż samochodem, ale pasował do wnętrza kawiarni. Chciała czerwoną sukienkę do kolan, ale po namowach wcisnęła się w małą czarną. W Krakowie nie będzie się jak przebrać. Wysadził ją pod blokiem matki, żeby nie budzić podejrzeń ze strony dzieci, a sami ruszyli na zwiedzanie. Emocje zaczęły narastać natychmiast, gdy tylko wysiadła. Do Pawła dotarło, że maszyna, która konstruował przez ostatnie lata, w końcu ruszyła.  
Zwiedzając, telefon ustawił na wibracje, ale nie odrywał od niego ręki. Obiecała, że będzie się kontaktować. Przypomniał sobie początki swojej obsesji. Ola dłużej rozmawiała z jego dalszym kolegą i wszystko wskazywało, że dobrze się bawi. Wcześniej zawsze jej relacje z facetami było powściągliwe i Pawła zainteresowała nagła otwartość Oli w dyskusji. Początkowo poczuł zazdrość, że kolega jest zabawny a Ola pęka ze śmiechu. Zastanawiał się, czy się nie wtrącić i nie przerwać, jednak zazdrość szybko zmieniła się w podniecenie. Fantazja rozrastała się  w jego głowie jak dzika winorośl, aż przyszedł też czas, by się nią podzielić. Odbyli szczerą rozmowę, której się trochę obawiał, ale Ola zareagowała nadzwyczaj dobrze. Co prawda nie była gotowa pójść z innym mężczyzną, ale od tej pory wspólnie fantazjowali i oglądali filmy tematyczne. Niedługo potem zaczęła ubierać się śmielej i podejmowała flirt, jeśli rozmówca ją zainteresował. Nieraz opowiadała Pawłowi o fantazjach na temat mężczyzn. Brzęczyk telefonu wyrwał go nagle z rozmyślań, sprowadzając na ziemię. Wiadomość była od niej:
"Jesteśmy w fajnej knajpce. Przytulnie tu. Rozmawiamy. Kocham cię".   
Zupełnie nic takiego a jednak poczuł chłodny pot na ciele i kluchę w gardle. Uśmiechnął się blado i odpisał:
"My też się dobrze bawimy. Spotkanie za godzinę przy samochodzie. Jak tam kolega?"
"Szarmancki i nie nachalny. Stara dobra szkoła manier. Nie wiem czy mnie podrywa :-(".
Paweł przypomniał sobie spotkanie przed marketem. Sposób w jaki Robert patrzył na Olę - zupełnie nie jak na zwykłą koleżankę ze szkoły, lecz na przyszłą zdobycz. Wyglądał na wytrawnego łowcę i obrączka na palcu Oli nie była przeszkodą. Pokaz nienagannych manier i udawany brak zainteresowania jako ulubiona taktyka takich gości wciągały zwierzynę w pułapkę. Chowając telefon poprawił twardego penisa, żeby nie było widać i zaczął słuchać przewodnika, żeby choć trochę skorzystać z wycieczki, którą przebujał w obłokach. Nie był jednak w stanie się skupić a na pytania dzieci odpowiadał zdawkowo. Zastanawiał się, co robi Ola. Czy tylko rozmawiają? A może palce ich rąk są już splecione na stole? Czy cofnęła się przy próbie pocałunku? Rozmawiają da;ej jak dawni znajomi, czy też może nagle dostrzegł w niej kobietę? Czas dłużył się Pawłowi i chciał znać odpowiedzi na swoje pytania natychmiast, lecz nie było mu to dane.
Minęła godzina, lecz jej nie było przy samochodzie.
"Czekamy już kochanie. Za ile będziesz?" - wysłał.
Czas się dłużył a odpowiedź nie nadchodziła. Dopiero po piętnastu minutach zadzwoniła i mówiła szeptem:
- Przepraszam. Miałam właśnie dzwonić.
- Ale nie zadzwoniłaś. Czekamy i martwimy się.
- Zagadaliśmy się trochę. Nie będzie ci przykro jeśli zostanę?
Przez chwilę stał jak słup soli, po czym usiadł na ławce obok samochodu. Czuł lekkie mdłości i drżenie nóg.
- Chcesz zostać? Myślałem, że wcześniej porozmawiamy...
- Nie martw się. Nie u niego. Dzwonię z łazienki w kawiarni. Wypijemuy jeszcze po drinku a później odwiezie mnie autobusem do mamy. Myślałeś, że co głupku? Fajnie się bawię, ale za bardzo pracuje ci wyobraźnia. To jak? Zgoda?
Milczał chwilę.
- Co mam powiedzieć dzieciom? - upewnił się, że są dalej i szepnął.
- Że będę u mamy. Powiedz, że się źle czuje. Jesteś zły? Jeśli chcesz, wrócę z wami.
- Po prostu mogłaś uprzedzić.
- Tak mi szybko czas minął. Sorki. Ale masz rację. Będę za piętnaście minut.
- Nie ma potrzeby. Nie przerywajcie dobrej zabawy. Ale odezwij się jak dotrzesz do mamy.
- Obiecuję.
Poznał po głosie, jak bardzo jej zależało na dalszej rozmowie z Robertem.
- Dacie sobie radę? Wrócę jutro pociągiem - dodała.
- Nie myśl o nas i zmykaj. Buziaczki. I nie pij za dużo.
Gdy się rozłączyli poczuł wątpliwości. Teraz gdy fantazje zaczęły się materializować, powróciło też lekkie ukłucie zazdrości. Wsiadł szybko do samochodu  żeby nie zmienić zdania.  Cieszył się, że dzieci zasnęły, dzięki czemu całą drogę do domu miał na domysły i wyobrażenia. Wieczorem zadzwonił i chwilę porozmawiali. Wszystko było w porządku. Później telefon był już ciągle nieosiągalny, aż do rana. Paweł nie spał tej nocy. Na zmianę dzwonił co pół godziny i masturbował się. Rano odwiózł dzieci do szkoły, ale sam był zbyt zmęczony, by pracować, więc wziął wolne. Ola stanęła w drzwiach domu tuż po południu, ubrana tak jak ją zostawiał. Niby ta sama a jednak inna. Wypłoszone oczy unikały jego wzroku.
- Chodźmy się kochać. Potrzebuję tego. - powiedziała.
Przytulił ją w progu, odgarnął włosy i pocałował szyję zanim poszli do sypialni. Dawno nie było tak dobrze. Nic tak nie wyciąga z rutyny jak przystojny rywal. Nie rozmawiali. Nie chciał pytać czy dotarła do mamy i sądził, że nie musiał.

 

  • Lubię 5
  • Dziękuję 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Bardzo mi się podobało! :)

 

I znalazłam cząstkę siebie w tym opowiadaniu... Całkiem niedawno byłam na przedstawieniu związanym z tematyką wojenną,  w końcu te 80 lat... Rocznica... Krwawy poniedziałek... Ehh

 

A w tłumie mnie wypatrzył kolega z klasy, nie był nigdy moją miłością, ani chyba ja jego...ale teraz zaiskrzyło i też mam wizytówkę :D

Może warto by zadzwonić... 

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Podoba mi się. Chętnie przeczytam ciąg dalszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

@Aine kibicuję by się nowa/stara znajomość ciekawie rozwinęła. Życzę byś była jak moja bohaterka w doznawaniu nowego.

  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jak zwykle bardzo fajne opowiadanie, masz kolego talent. Będę czekał na dalszą część.

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
33 minuty temu, napisano:

no i ? co dalej kończ waści nie dręcz mnie:)

No przecież to koniec, nie licz na kontynuację. Takie zakończenie jest aby zostawić niedopowiedzenie i zostawić pole dla wyobraźni. Nie sądze aby była kontynuacja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 Wracając długim korytarzem z gabinetu szefa do biura, Ola z trudem powstrzymywała łzy. Za oknami lało. W taki dzień wszystko przygnębia, a opieprz boli bardziej niż zwykle. Skończyły się już epitety, którymi w myślach obrzucała szefa. Żałowała, że nie ma odwagi wykrzyczeć mu ich prosto w twarz.  W takich chwilach najlepiej wypłakać się komuś w mankiet i tak planowała zrobić. Myśli która pojawiła się na chwilę wywołała poczucie winy i przegoniła ją natychmiast. Bardziej niż mąż, do roli pocieszyciela przy wieczornej lampce, a nawet butelce wina pasował jej ktoś, z nim świetnie się rozumiała. 

Wchodząc do biura poczuła zapach róż, a zaraz potem ujrzała spory bukiet na swoim biurku. Zmarszczyła brwi patrząc pytająco na Basię.
- Od kogo?
- Kurier przyniósł. Nic nie mówił, tyle że dla ciebie.
- Dla mnie?
W sercu Oli zakwitła wiosna przepędzając jesienne chmury. Uśmiechnęła się prawie niezauważalnie. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech, sama dziwiąc się jak szybko poprawił jej się nastrój. Już nie myślała o dupku na końcu korytarza. Tylko jeden mężczyzna znał jej ulubione kwiaty. Facet, który ją kochał. Wybrała numer do Pawła.
- Dziękuję. Są śliczne. Co powiesz na kolację przy świecach?
- Dobrze się czujesz Ola? Co jest śliczne? Wieczorem będę późno, ale jestem w centrum. Może wyskoczymy razem na obiad?
- Czekaj. Nie przysłałeś mi kwiatów?
- Kwiatów? Nie. Chyba masz wielbiciela. To jak. Jemy?
- Dobra. Wyrwę się o drugiej.

Basia była wspólną koleżanką Oli i Pawła. Spotykali się czasem na rodzinnych imprezach. Obecnie była najlepszą przyjaciółką Oli i jako osoba obdarzona świetną, kobiecą intuicją świetnie nadawała się do roli powierniczki sekretów. Zresztą innych przyjaciółek Ola nie miała.
- Nie domyślasz się od kogo? - spytała ze zdziwieniem.
Ale Ola domyślała się, choć twarz jeszcze tego nie wyrażała, ale nogi już drżały. Karteczka między różami tak dobrze się ukryła, że dopiero siadając za biurkiem Ola zauważyła jej różek. Czytając czuła narastające podekscytowanie.
"Cześć Piękna. Jestem przejazdem i zatrzymam się na obiad w Kociołku. Przyłączysz się? Czekam o czternastej przed wejściem. Mam nadzieję, że nie pozwolisz mi jeść w samotności. R"
- To on? - spytała Basia.
Ola kiwnęła opierając głowę na dłoniach. Czuła jak wali jej serce.
- Zaprasza mnie na obiad. Dziś. Za chwilę!
Ekscytacja udzieliła się również Basi.
- Chodź. Pomogę ci się szybko ogarnąć.
- Ocipiałaś? Nie pójdę tam.
- Bo?
- Bo... jem dzisiaj z Pawłem. Kurcze, no. Co mam robić?
- Jak to co? Ile nie widziałaś Roberta? Trzy miesiące.
- Od tamtej pory. Nie odzywał się.
- A teraz sama widzisz. Jednak się nie obraził. Nie jesteś dzieckiem Olka i wiesz czego chcesz. Pawła też nie trzeba niańczyć. Nieduży wzrostem, ale twardziel z twojego faceta. Oboje szukacie przygód, więc nad czym się zastanawiasz?
Zegar na ścianie wskazywał za piętnaście, więc Ola popędziła do łazienki. W drodze zadzwoniła do Pawła, wykręcając się nawałem pracy.

Pięć minut później wyszła z biura rozkładając parasol jeszcze w środku. Ustawiła go pod wiatr, lecz mimo to rzęsisty deszcz smagał jej łydki. Ważne, że sięgająca do kolan czarna spódnica nie ucierpiała. Stawianie pospiesznych kroków w szpilkach na pokrytym liśćmi chodniku nie było łatwe. Wycieraczki w zaparkowanym po drugiej stronie ulicy samochodzie Pawła chodziły pełną parą. Odpalił silnik i odczekawszy chwilę ruszył za żoną. Pod Kociołkiem złożyła parasol i pocałowała wysokiego mężczyznę w polik. Paweł go rozpoznał. Weszli do środka a on zaparkował po drugiej stronie ulicy.  Nie liczył że zobaczy cokolwiek nie tylko ze względu na zaparowane i mokre szyby. W końcu tylko niedoświadczeni kochankowie zajęliby stolik przy witrynie. A jednak tak się stało. Robert odsunął krzesło dla Oli, poczekał aż usiądzie po czym zajął miejsce naprzeciw.

Patrzyli chwilę na siebie uśmiechając się dyskretnie. Grała cicha muzyka a w otwartym kominku trzaskały radosnym płomieniem grube szczapy.
- Ciepło i przytulnie - powiedziała Ola. - Lubię to miejsce.
- Wiesz co pasuje do tego miejsca? Grzaniec z goździkami.
Spojrzała na niego zaciekawiona i zaintrygowana.
- Jestem w pracy, dziękuję. Ale nie za dużo o mnie wiesz?
- Pasuje do ciebie to wino. I róże.
Drgnęła gdy położył dłoń na jej dłoni. Nie cofnęła jej. Ich palce splotły się i tańczyły ze sobą. Ola przypomniała sobie kłótnię z szefem i jak się po niej czuła. A teraz siedzi tu zupełnie odmieniona.
- A niech tam. Zamów dla mnie. Przyznaj się. Przyjechałeś specjalnie? Nie byłeś u klienta?
Robert wysilił się na poważną minę.
- Skąd. Zupełny przypadek, że się tu znalazłem.
- Jasne. Robert, zdobywca damskich serc. Siedzi przypadkowo z mężatką przy winie.
- Ja nie piję wina.
Ola uśmiechnęła się. Zaczynała się czuć swobodniej, ale trema wciąż nie ustąpiła do końca. Przypomniała sobie jaki jest dowcipny i jak dobrze ona bawi się w jego towarzystwie. Zadzwoniła do Basi i powiedziała, że źle się czuje, więc już nie wróci dzisiaj do pracy. Wino zaszumiało w głowie i Ola raz po raz wybuchała salwami śmiechu. Na zewnątrz nastał mrok. Zniknął też samochód zaparkowany przy przeciwległym chodniku. Gdy ich palce ponownie się splotły nagle spoważniała.
- Nie dzwoniłeś. Myślałam, że uraziłam cię tamtej nocy.
- Dobrze się wtedy bawiłem. Serio. Lubię twoje towarzystwo Ola.
- Nie żałujesz?
- Nie. Jeśli pozwolisz mi być twoim kolegą, to niczego nie żałuję. Zwykłym kolegą.
Ola uświadomiła sobie nagle kilka rzeczy. Cofnęła rękę i posmutniała. Pożądała faceta na którego patrzyła. Jednak bardziej bała się tego, że go lubiła i to bardzo. Fantazje snute wieczorami przez ostatnie miesiące miały pozostać tylko fantazjami. Nie zamierzała ryzykować straty męża.
- Przykro mi Robert. Nie będziemy się widywać. Okłamałam dzisiaj Pawła. Nie wie, że tu jestem. Odwieziesz mnie pod dom?

Do domu weszła chwiejąc się na nogach i robiąc sporo szumu. Paweł pomógł jej ze zdjęciem butów i uciszał co chwila, żeby nie obudziła dzieci.  Usiedli w salonie a Paweł polał po drinku. Rozmawiali szeptem. Ola lubiła siadać w fotelu na opak, więc ręce i nogi wisiały ze wszystkich stron.
- Wiesz kto mnie odwiózł?
- Robert.
Dosiadła się do niego i przytuliła.
- Nie chciałam skłamać.
- Przecież nic nie mówię. Dobrze, że się z nim spotykasz. Chciałbym was kiedyś zobaczyć razem. Co ty na to?
- Nie chcę już o nim myśleć. Przytul mnie.
Ola czuła, że dzieje się z nią coś i potrzebuje jak najszybciej antidotum na Roberta. Pieszcząc męża starała się wymazywać obrazy z głowy, ale uporczywie powracały  burząc wewnętrzny spokój. Czarujący uśmiech i błyskotliwe rozmowy okazały się odporne na ścieranie.
- Kochaj się ze mną - poprosiła jakby błagała o pomoc.

Wymieniając namiętne pocałunki ruszyli do sypialni.
- Stchórzyłam wtedy - powiedziała, gdy już leżał na niej i był w środku.
- O czym ty mówisz?
- Nie kochałam się z nim w Krakowie. Chciałam, ale gdy mnie pocałował, obleciał mnie strach.
- A więc nie mam rogów? - spytał lekko rozczarowany.
- Nie masz.
- Nie szkodzi. Nadrobimy to. Lubię Roberta i nie wmówisz mi, że ty nie.
- Sama nie wiem Paweł. Boję się tego. Wiesz, wtedy gdy się wycofałam, on nawet przez chwilę nie dał mi poznać, że jest zły albo zawiedziony. Poprosił, żebym została i rozmawialiśmy do rana. Jest bardzo fajny i tego się boję. Wyczuwa mój nastrój i zawsze wie co powiedzieć.
Mina Pawła uświadomiła jej, jak odebrał jej słowa, więc wzięła go za rękę i przytuliła. Już się nie kochali.
- Hej. Ty też umiesz mnie rozbawić i pocieszyć. Jesteś moim mężczyzną. Dzisiaj powiedziałam mu, że nie będziemy się spotykać.
Paweł ponownie zaczął delikatnie pieścić żonę. Całował szyję i drobne piersi a ona odchylała głowę. Chwytał jej masywne pośladki, aż w końcu wszedł na nią, aby dokończyć dzieło. Penetrując powoli i zmysłowo szeptał jej do ucha.
- To nic nie da, jeśli tak to zostawimy. Pragniesz go Ola i będziesz o tym cały czas myślała. Jestem ciebie bardziej pewny niż ty sama. Ale jeśli się boisz, to jest inne wyjście. Spotkamy się w trójkę.
Ola dyszała ciężko. Gdy spletli palce, znów zobaczyła szarmancki uśmiech Roberta. Paweł kontynuował.
- Wiesz, że to nie materiał na męża. Jest myśliwym i pozwolimy, żeby polowanie się udało. Chcesz.
- Tak. Chcę. - dyszała coraz głośniej.
- Zróbmy to jutro. Pewnie też ma wolne w sobotę. Zadzwonisz i spytasz, co robi. Zawieziemy dzieci do mamy. A potem wiesz co?
- Pojadę do niego.
- Nie. Pojedziemy razem. Zawiozę cię do niego taksówką. Posiedzimy, wypijemy po drinku i pozwolisz mu się zerżnąć.
Ola wbiła mocniej paznokcie w ciało męża a ciche piski były coraz wyższe. Orgazm nadszedł jak tornado.

  • Lubię 4
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Robert nie przywykł do telefonu o tej porze, bo mimo, że już świtało, w jego fachu to był środek nocy. Usiadł na łóżku łapiąc kontakt z rzeczywistością, próbował przypomnieć sobie imię blondynki śpiącej obok niego. Przeklinając w duszy porannego natręta zdecydował się odebrać.
- Cześć. Paweł. Mąż Oli. Masz chwilkę?
- Teraz już mam. Chyba nie zasnę.
- Sory. Chciałem pogadać o Oli. Możemy?
- Pewnie. Chyba się spodziewałem, że zadzwonisz.
Teraz już był całkiem rozbudzony. Założył pantofle i ruszył do łazienki.
- Zakładam, że już ogarniasz, co się dzieje. Myślę, że powinniśmy współpracować, żeby nasze fantazje się spełniły. O ile jesteś zainteresowany. 
- Odkąd znów zobaczyłem Olę. Bardzo się zmieniła od liceum. Wygląda naprawdę... nieźle.
- Cieszę się, że tak uważasz. Ale wciąż jej brakuje pewności siebie. Siedzi w niej cały czas ta autsajderka, trzymająca się na uboczu. Wiem, że ma swoje marzenia, ale boi się je spełnić. Przy tobie staje się coraz śmielsza. Moglibyśmy się niedługo spotkać w trójkę?
Robert odpowiedział dopiero po chwili:
- Cóż. Pewnie. Może u mnie. W sobotę robię przyjęcie dla znajomych. Czujcie się zaproszeni. Zaczynamy o ósmej.
- Dzięki... wiesz, ale myślałem, że raczej spotkamy się tylko we troje. Co ty na to?
- Chyba łapię. Chciałbyś, żeby sprawy trochę przyspieszyły?
- Nie koniecznie od razu, ale tak. Biorę to pod uwagę. Moglibyśmy się spotkać i zobaczyć co z tego wyjdzie.
- Brzmi ciekawie. Tylko zaznaczam, że nie jestem bi.
- Pewnie. Jakby co to tylko ty i Ola. Ja  z boku.

Poranna rozmowa z Robertem była kolejnym dużym krokiem do ziszczenia szalenie ekscytującej fantazji, która na stałe zagościła w jego głowie. Dzień w pracy bardzo mu się dłużył i przeżył go tylko dzięki częstym wizytom w toalecie. Po masturbacji na chwilę mógł przestać myśleć i skupić się na obowiązkach.  Po powrocie do domu zastał Olę w sypialni. Leżąc na łóżku rozmawiała z Robertem na skajpie.
- Sorki na chwilę. Paweł wrócił - przeprosiła i rozpromieniona podeszła do męża, który nie chcąc zakłócać rozmowy został w drzwiach.
- Znalazłaś tą sukienkę. Zazwyczaj tak nie chodzisz po domu. Ale ładnie ci w niej.
- Dziękuję. Robert też tak uważa.
- Zrobisz coś dla mnie?
Rozpiął zamek stanika i zaczął go zdejmować, na co Ola zareagowała.
- O nie nie nie. Co robisz? Zapnij to - wyszeptała.
Czuła się onieśmielona, ale też podniecona. Paweł czuł, że tak naprawdę chce go zdjąć.
- Tak. Narobimy mu smaku. I majteczki też. Ale nie pokazuj wszystkiego. Chyba, że przypadkowo.
Dalej bez przekonania protestowała aż pozbawił ją bielizny. Dziwnie się czuła wracając przed kamerkę. 
- Coś się chyba zmieniło - powiedział Robert powiększając jej skrępowanie - nie masz stanika.
- Nieraz nie zakładam. Krępuje cię to? Często tak chodzę.
- Chodzi mi o to, że przed chwilą miałaś. Myślę, że zdjęłaś go dla mnie.
- Chciałbyś.
Oli bardzo podobała się ta gra. Próbowała być poważna, ale uśmieszek sam się wyrywał.
- Bez majtek też często chodzisz?
- Mam majtki.
- Nie masz. Jesteś kłamczuchą. I bardzo cię podniecam.
Ola parsknęła arogancko. Przybrała wystudiowaną powagę i zrobiła pauzę, zanim rzuciła Robertowi wyzywające spojrzenie.
- Latało za tobą pół liceum, ale na mnie nie robisz wrażenia. Podnieca mnie tylko Paweł.
Stojący w drzwiach i przysłuchujący rozmowie mąż był zbyt mądry, żeby odczuć ulgę po tych słowach. Wiedział, że jest dokładnie na odwrót a Robert sprawia, że Oli cipka puszcza soczki, a kolano trze o kolano. Zresztą Paweł nie potrzebował ulgi, lecz podniety, którą otrzymywał obserwując żonę kokietującą faceta. Fantazja powoli materializowała się i miał świadomość, że rżnięcie jest już tylko kwestią czasu.

W sobotę odwiedzili mamę Oli w Krakowie i planowali zostać do niedzieli. Planowali zostawić dzieci z babcią i pójść do teatru, więc Ola na godzinę zajęła łazienkę. Gdy wyszła, od razu zauważyła wiszącą na drzwiach sukienkę i zaniemówiła z wrażenia.
- Przymierz. Powinna pasować - Paweł przerwał milczenie i wyprowadził żonę z szoku.
- Jezuuu... jest śliczna. Jesteś niesamowity.
Czerwona sukienka ledwo zakrywała pośladki, ciasno je opinając, a w okolicach biustu miała falbanki.
- Wyglądasz jak ognista latynoska. Pięknie ci w niej.
- Nie za krótka na taką okazję?
Faceci będą cię porządać i mi zazdrościć, a ich żony zgrzytając zębami i w myślach zrobią z ciebie dziwkę. I tego właśnie chcę.
Ola zaśmiała się i wyszli. Już podczas drogi podejrzewała, że coś jest nie tak. Pewności nabrała, gdy zatrzymali się przed apartamentowcem przekształconym ze starej fabryki i już wiedziała, gdzie są.  Zrozumiała. Paweł wyłączył silnik. Milczeli. Gładził jej udo.
- W porządku? Jak się czujesz?
- Podniecona. Skąd wiesz, że jest w domu?
- Czeka na nas.
- Wszystko zaplanowałeś.
- Nawet nie mam biletów do teatru. Chcesz wrócić?
Ola nie odpowiedziała. Wysiadła.

Mieszkanie Roberta było pięknym loftem,z ogromnym i wysokim salonem, wielkimi oknami i antresolą. Czuło tu się przestrzeń a bałagan, sprzęt studyjny i wszechobecne fotografie zdradzały, że mieszka tu artysta, singiel.
- Zamierzasz się kiedyś ożenić?
- Nie znalazłem jeszcze tej jedynej. Ale czuję, że chodziło ci o bałagan.
- Pewnie. Przydałaby się tu kobieca ręka.
Usiedli na kanapie po środku salonu. Paweł majstrował przy aparacie na statywie.
- Można dotykać?
- Jasne. To nie muzeum. Wszystko działa.
Spojrzał na nich przez obiektyw i włączył nagrywanie, po czym dosiadł się od strony Oli. Cała trójka popijała whisky z colą i lodem. Ola drgnęła, gdy poczuła dłoń Roberta na udzie. Delikatne głaskanie było przyjemne, więc zbyła to pozwalając się pieścić i dalej toczyli rozmowę.
- Apropos kobiet - kontynuował Robert - to chwilowo znajduję dla nich lepsze zastosowanie niż ogarnianie mojego bajzlu. Poza tym lubię ten bałagan.
- No tak - odpowiedziała. - Artysta i bałaganiarz. I do tego posuwa naiwne modelki, które chcą mieć tylko ładne zdjęcia. Wykorzystujesz je.
Wypowiadając te słowa też gładziła udo Roberta przez dżinsy. Wkrótce pod materiałem dało się zauważyć zgrubienie.
- Cóż. Taki już jestem. Monogamia jest nudna. Pięknie wyglądasz. I bardzo seksownie.
Ola nie starała się nawet stłumić uśmiechu próżności. Jak każda kobieta lubiła komplementy i nie zamierzała ukrywać jak jej miło.
- Dziękuję. A tobie mówiłam już, że jesteś przystojny?
Ręka Oli przesuwała się wciąż bardzo powoli, ale po coraz większym obszarze, wchodząc czasem na zgrubienie. Wtedy szczególnie zwalniała. Paweł obserwował to w milczeniu czując coraz większą kluskę w gardle.
- Więc jednak? Podniecam cię. Czyli na skajpie kłamałaś.
- Złapałeś mnie. Kłamałam. Podniecasz mnie i to bardzo.
- To dobrze. Mam taką jedną fantazję związaną z tobą, wiesz?
- Tak?
Ola była zaintrygowana. Czuła się podniecona i oddech już jej przyspieszył. Na chwilę przypomniała sobie o mężu, który jakby nie istniał. Była blady jak ściana. Pogłaskała jego rękę.
- W porządku kochanie?
- Tak. Jest okej.
Kilka czułych pocałunków dodało mu otuchy, choć skóra nie zmieniła koloru. Klucha w gardle też nie minęła.

Robert w tym czasie napełnił szklanki i wrócili do rozmowy. Ola poczuła wypieki, ale zapewne nie tylko za sprawą alkoholu. Robert rzucał fajnymi opowieściami i dowcipami, a ona wybuchała salwami śmiechu. Paweł z kolei w milczeniu zmieniał kolor twarzy na coraz bardziej bladozielony. Ola niby przypadkiem lekko rozsunęła uda i zgodnie z oczekiwaniami, ręka Roberta przesunęła się do wewnątrz, czasem zapędzając się lekko pod sukienkę. Ola wtedy dla dodania otuchy mężowi głaskając rękę. Ciepłym spojrzeniem chciała zapewnić jaki jest dla niej ważny. Jednak obracając głowę w kierunku Roberta zamieniała się z czułej żony w kipiącą z pożądania i pragnącą emocji suczkę.
- No opowiesz mi w końcu tą fantazję, czy nie? - domagała się rozbawiona i rozweselona.
Spoważniała jednak w miarę jak szeptał jej do ucha kolejne pikantne zdania, a gdy skończył spytała.
- Czyli uważasz, że mam wciąż za duży tyłek?
- No skąd. Właśnie mówię, że jest idealna. Rozmiar to zaleta, zersztą sama widzisz, co się dzieje z moimi spodniami. Bardzo podnieca mnie twój tyłeczek.
Teraz się uśmiechnęła. Jeszcze raz pogłaskała rękę Pawła.
- Nagrywasz to kochanie?
- Nagrywam. Będzie trzeba zahasłować przed dzieciakami.
Ola parsknęła.
- Wyrzekłyby się nas. A przynajmniej mnie.
Wstała, weszła kolanami na kanapę i kładąc łokcie na oparciu wypięła pupę.
- Fantazje czasem się spełniają. Mam nadzieję, że rzeczywistość cię nie rozczaruje.
Zafascynowany pieścił pośladki Oli. Powolutku je masował.
- Raczej oczaruje. Masz cudowny tyłek Ola. Najfajniesza pupa jaką widziałem ever ever.
Wciąż bawił się, rozciągał i masował pośladki, a po lekkich klapsach Ola chichotała.
Pawłowi fale gorąca uderzały do głowy i z trudem łapał oddech. Podniecenie ściskało jaja. Teraz to on głaskał rękę Oli, mając nadzieję, że znów spojrzy na niego tak czule jak ostatnio. Ale ona bawiła się dobrze.
- Jesteś piękna kochanie - mówił, ale była zajęta Robertem.
Pojękiwała cichutko i mrużyła oczy, gdy jego ręka masowała cipkę przez majteczki.
- I co? Jak w fantazji?
- Tylko tam było mniej materiału.
- Chyba da się z tym coś zrobić.

Zdejmował je z pupy bardzo powoli. Była skrajnie podniecona. Poprosił, żeby rozciągnęła pośladki, więc oparła się tylko głową i spełniła prośbę. Zachwycił się soczystą pizdeczką. Paweł nie dowierzał, że to jego żona, ta nieśmiała autsajderka i kujonka. Patrzyła na niego podczas gdy Robert wsunął palec w cipkę. Był odrobinę zazdrosny, że to nie z nim żona wypływa na nowe, burzliwe wody erotycznych doznań. Wstał, żeby lepiej widzieć palcowanie soczystej cipki żony, która nie ukrywała podniecenia. Współpracowała falując lekko by nadziewać się mocniej na palec. Robert w tym czasie drugą ręką sprawnie rozpakował swój sprzęt i paroma ruchami osiągnął stan gotowości. Paweł mógł się domyślać, że Robertowi przejadły się łatwe panienki i pchające się same do łóżka modelki. Zerżnięcie komuś żony jest nowym, ekscytującym doświadczeniem.
- Jednego nie rozumiem Ola. Czemu cię nie przeleciałem w liceum.
- Byłeś dupkiem i latałeś za plastikowymi lalkami.
- Już nim nie jestem. Inne dziewczyny się bawiły, a ty wkuwałaś i marzyłaś o księciu z bajki.
- Już mam księcia, więc chyba teraz mogę poświęcić trochę czasu łobuzom.
Pod koniec zdania załamał jej się głos. Marek był w środku. Paweł usiadł z wrażenia i schował twarz w dłoniach. Nigdy wcześniej tak się nie czuł. Miał silny wzwód, ale jednocześnie ogarnął go dziwny niepokój z domieszką niepewności. Choć siedział spokojnie w środku wszystko kipiało. Obok Robert rżnął mu żonę. Było cicho i tylko biodra klaskały o pośladki. Cofnął rękę, czując głaskanie.
- Hej... Paweł. W porządku? - zaniepokoiła się.
- Tak. Przepraszam.  - odwzajemnił pieszczotę - Już się ogarnąłem.
- Chodź bliżej - zachęciła męża.
Odpięła rozporek i pieściła męża ręką. Niemal stykając się nosami szeptali sobie czułe słówka.
- Świetnie sobie radzisz. Serio. Jesteś moim bohaterem.
- Robię co mogę. A ty? Podoba ci się?
- Tak.
Szepty Oli były urywane. Jej doznania powoli, ale konsekwentnie nabierały rozpędu. Choć miała pewność, że osiągnie orgazm, stało się to szybciej niż przypuszczała.
- Kocham cię - wyszeptała, właściwie wydyszała i wbiła paznokcie w dłoń Pawła. Objął ją a ona piszczała z twarzą wtuloną w jego szyję. Ogier dalej robił swoje. Nagle piski ustały a ciało Oli przestało drżeć. Mokra od potu dyszała w szyję męża, i miała ochotę na czułe pocałunki. Nie musiał pytać czy było jej dobrze. Sam wciąż nie był zaspokojony.
- Mogę też? - wyszeptał.
- Tak. Załóż gumkę.
Paweł zmarszczył brwi ze zdziwienia.
- Dlaczego?
- Bo z tobą chcę w gumce.
Brudne krocze Oli i sperma spływająca po udach wywołały w nim odrazę, ale i podnieciły. Skończył po kilku ruchach. Ola poszła się umyć, a panowie polali po drinku.
- Zamówimy taksówkę. Jutro podjadę po samochód.
- Możecie tu spać jeśli chcecie. Oczywiście ty z Olą.
- Dzięki, ale wracamy do dzieciaków. Oficjalnie jesteśmy w teatrze, więc zaraz zaczną dopytywać. Powiem ci, że całkiem fajnie było.
- Podziwiam cię, że nie pękłeś.
- Kto zrozumie te zabawy. Nie wiem jak to działa, ale działa. Gdybyś miał ochotę mi ją jeszcze zerżnąć, zadzwoń. Do mnie, albo do Oli.
- Dzięki. Będę pamiętał. Po dzisiejszym możesz być pewien.
Paweł ostatnie zdanie odebrał jako komplement i poczuł się fajnie, że wyruchanie Oli było dla Roberta czymś niezwykłym.
Taksówka przyjechała szybko. Nie rozmawiali. Wtuliła się w niego, a on z twarzą schowaną w jej cudownie pachnących włosach obserwował światła nocnego Krakowa, rozbawionych ludzi, tułających się od klubu do klubu i zakochane pary.

  • Lubię 6
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 1.12.2019 o 19:23, napisano:

- Mogę też? - wyszeptał.
- Tak. Załóż gumkę.
Paweł zmarszczył brwi ze zdziwienia.
- Dlaczego?
- Bo z tobą chcę w gumce.

Zaczynają się moje ulubione momenty w Twoich opowiadaniach :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.