Tajemnice - Opowiadania - Cuckold Forum Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

    W ośmiotysięcznym miasteczku jest niewiele do roboty. Nic więc dziwnego, że Agnieszkę poznałem
w dyskotece, będącej tu jedyną rozrywką. Znajduje się we wsi, dwa kilometry na zachód, więc można się tam
dostać bez problemu nawet pieszo. Taki właśnie spacer zrobiliśmy  ze Staśkiem i Wiktorem, moimi dobrymi
przyjaciółmi, pewnego letniego wieczoru.  Było ciepło a na ciemnym odcinku szosy między miastem a wsią nad
nami świeciły gwiazdy. Piliśmy piwo z puszek. W rozmowie o wyrywaniu dziewczyn przerzucaliśmy się
przechwałkami, zapominając o faktycznych umiejętnościach i wyglądzie.  Przed wyjściem z domu sprawdziłem
czy w portfelu jest prezerwatywa. Była tam. Ta sama od kilku miesięcy.
- Czuję, że dzisiaj zamoczę chłopaki. - powiedziałem.
- Ta, jak wpadniesz do stawu u Krzyśka po pijaku. - walnął Stasiek a Wiktor zarechotał.
- Już widzę jak się na ciebie rzucają Maciek. Do Caprio nie jesteś.
Mieli rację. Trochę mi brakowało. I centymetrów i urody i śmiałości. Miałem jednak silne postanowienie
i zdecydowałem, że nie będę podpierał ściany fantazjując z moimi funflami. Wyjdę ze swojej strefy
komfortu i podejmę śmiałą próbę. Strach mi wszedł w pięty na samą myśl o spojrzeniu pięknej dziewczynie
w oczy.
    Agnieszkę zobaczyłem przy barze. Ucieszyłem się. Siedziała sama na wysokim stołku i sączyła drinka.
Wtedy nie przeszło mi do głowy, że patrzę na przyszłą żonę. Twarz dobrze kojarzyłem z widzenia.
Spotykałem ją tutaj i na mieście, gdzie nie było trudno wpaść na siebie. Nawet wiedziałem jak ma na imię.
Kiedyś byłem świadkiem jej rozmowy z koleżanką. Zawsze miała miły uśmiech i kojarzyła mi się z osobą
pogodną, wręcz nie mającą żadnych problemów. Ze swoją szczupłą sylwetką, prostymi blond włosami i drobnymi
rysami twarzy wpisywała się stuprocentowo w mój typ. Przed zagadaniem postanowiłem nabrać odwagi. Najlepszym
sposobem na to, przynajmniej mi znanym było usiąść z kolegami w wlać w siebie kolejne piwo. Tak też
zrobiłem. Pokazałem chłopakom mój cel, prosząc aby nie gapili się za bardzo, ale skutek był jak zwykle
odwrotny.
- Ale niunia - rzucił po swojemu Stasiek.
Ja cieszyłem się, że nie leci mu ślina z ust.
- Nie twoja liga. Zapomnij. - dodał Wiktor.
Wyciągnąłem rękę do niego.
- Zakładzik, że wyjdziemy stąd razem?
- Pewnie, że wyjdziemy. My w trójkę.
- Nie pajacuj. Wiesz o co mi chodzi. Ja z nią. To jak?
- O whisky - przybił.
Jeszcze zanim skończyliśmy pierwsze piwo Stasiek szturchnął mnie i pokazał na bar.
- Patrz.
    Odwróciłem głowę i od razu pożałowałem. "Moja" blondyneczka rozmawiała z wysokim brunetem i najwyraźniej
słuchała go z zainteresowaniem. Z przykrością zauważyłem, że on jej się podoba. Chwilę potem tańczyli.
Zeszło ze mnie powietrze. Chłopaki postawili mi kolejny browar.
- Wiesz jaką łychę lubię Maciek, nie? Ma być Czerwony Johnnie Walker.
Nawet mu nie odpowiedziałem. Gapiłem się w parkiet, żeby od czasu do czasu dostrzec jej rozpromienioną
twarz i poczuć szpilki w brzuchu. Nie zauważałem i nie miałem ochoty zauważać innych potencjalnych celów
na dzisiejszy wieczór. Blondynka z brunetem wrócili do baru. Coś zazgrzytało. Z jej twarzy zniknął uśmiech.
Kłócili się, choć tego nie słyszałem. Po chwili on wyszedł. Co za dupek - pomyślałem. Kto zostawia kobietę.
Ona siedziała chwilę i też wyszła. Ruszyłem za nią. Stała pod ścianą dyskoteki i paliła. Zupełnie nie
pasowało to do niej. Stanąłem w pobliżu i zbierałem się na odwagę. Gdy uśmiechnęła się, podszedłem.
Czułem, że drżą mi nogi i bałem się, że to zobaczy.
- Wszystko w porządku?
- Nie wiem. Chyba tak. Zatańczymy? - spytała gasząc papierosa.
Nie wiem co to było, ale w żołądku poczułem ciepło. Cudowne uczucie. Chciałem, żeby nie mijało.
- A twój chłopak?
- On? Nie jest moim chłopakiem.
Obserwowała moją reakcję. Chyba mi ulżyło. Prowadząc Agnieszkę na parkiet postanowiłem przejść obok
stolika kolegów. Poklepałem ramię Wiktora:
- Pamiętasz jaką lubię Whisky?
Obaj podnieśli kciuki w górę.
- Powodzenia stary. Wypijemy razem.
Tańczyliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Byłem zaskoczony, że tak łatwo idzie. Żaden ze mnie gawędziarz,
a tu proszę. Ja opowiadałem, ona słuchała i śmiała się. Jakbyśmy znali się od zawsze. Zeszło ze mnie
napięcie i czułem się już swobodnie. Jakbyśmy wychowali się na jednym podwórku. Nie chciała rozmawiać
o brunecie, więc nie naciskałem. Miałem nadzieję, że poszedł na dobre i nie kręci się gdzieś. Wyglądał
na człowieka, którego lepiej omijać. Mógłby mnie zdeptać przypadkowo i nawet tego nie zauważyć.
Z głośników popłynęła wolna piosenka. Agnieszka położyła mi głowę na ramieniu. Poczułem się cudownie,
lecz po chwili coś zakuło, gdy przypomniałem sobie ją wtuloną w bruneta. Nie wiedziałem czy to zazdrość,
czy mobilizacja mojego organizmu do walki o kobietę. A było o kogo walczyć. Do mnie bardziej pasowała
wzrostem. Jemu sięgała głową do klatki.
- Jak ma imię twój olbrzym? - spytałem.
- Piotrek. I nie jest mój. Możemy skończyć o nim?
Przystałem na to. Zamówiłem taksówkę.

    Zanim noc się skończyła piliśmy drinka u mnie.  Odkryłem, że jest wrażliwa i mieliśmy podobne poczucie
humoru. Rozmawialiśmy o filmach i o książkach. Lubiła podobnie jak ja wycieczki rowerowe i piesze.
Na szczęście nie mieszkała z Piotrem. Ulżyło mi. Wznieśliśmy kilka śmiesznych, wręcz absurdalnych toastów
zginając w pół ze śmiechu po czym zaproponowałem poważniejszy:
- Za to, że cię poznałem ... Agnieszko.
Spoważniała. Nasze usta spotkały się w dyskretnym pocałunku. W pokoju było nienaturalnie cicho. Tykał zegar.
Smak ust Agnieszki, jej zapach, gorący oddech, to wszystko było dla mnie jak piękna bajka. Bałem się, że
pryśnie jak bańka mydlana. Ża zaraz przypomni sobie o istnieniu bruneta. Jak ja go nienawidzę! Zagłębiłem
się w usta Agnieszki. Jeknęła cicho. Pieściłem jej włosy i szyję. Nie protestowała. Wstaliśmy. Objęła mnie.
Byłem cały rozpalony. Ona też. Całowaliśmy się namiętnie. Gdy poczułem jej drobną dłoń na dżinsach, mój
mały był gotowy. Odpięła rozporek. Zrobiło mi się gorąco. Wsunęła dłoń. Pieściła mi go. Bardzo umiejętnie.
Wyjęła ze spodni i masowała. Całowałem ją namiętnie. Pieściłem ładnie zaokrąglone biodra i dość masywne
jak na szczupłą osobę pośladki. Pociągnąłem za kołnierzyki koszuli i delikatne guziczki ustąpiły posłusznie.
Odpiąłem seksowny koronkowy zielony stanik i zobaczyłem te cuda. Były drobne, ale bardzo jędrne. Pieściłem
i lizałem jasne sutki, odkrywając co Agnieszka lubi.
    Nagle uklękła. Próbowałem ją powstrzymać, ale niezbyt stanowczo. Czułem się lekko skrępowany. Nigdy
mój penis nie był tak blisko twarzy kobiety. Ściągnęła napletek i oblizała od jąder przez wędzidełko aż
po główkę. Znała mojego ptaka lepiej niż ja sam. Nie do końca cieszyło mnie odkrycie, jakie umiejętności
posiada. Chyba wolałbym sam ją wielu rzeczy nauczyć. No tak. Ale jeśli miałbym być nauczycielem, to na pewno
nie seksu. Wzięła do buzi mój członek. Nie wiedziałem jak się zachować. Spojrzała na mnie. Przeczesałem
dłonią jej miękkie włosy. Połknęła go do połowy. Za drugim razem całego.  Wyobrażałem sobie nasze intymne
chwile bardziej romantycznie, ale postanowiłem nie narzekać.
    Nagle zadzwonił telefon. Westchnąłem wkurzony i przewróciłem oczami. Był w mojej kurtce w przedpokoju.
Komu przyszło do głowy dzwonić o trzeciej rano? Postanowiłem, że to zignoruję. Ucichł ale tylko na chwilę.
Pomyślałem, że chłopaki się martwią, bo nic nie mówiąc zniknąłem. Choć mogli podejrzewać, co się ze mną
dzieje,może woleli się upewnić.
- Chyba odbiorę.- powiedziałem.
To był Stasiek. Jak myślałem, martwili się. Podziękowałem koledze nie szczędząc ironii po czym wróciłem
do salonu. Agnieszka wstawała właśnie okrywając piersi bluzką. Byłem zawiedziony.
- Co robisz? Zostań.
Podszedłem i pocałowałem ją.
- Nie powinniśmy.
- Proszę. - nalegałem i rozsunąłem znów bluzkę.
Poczułem rozkosz gdy przylgnęła do mnie gorącymi piersiątkami. Namierzyła ręką mój wzwód. Czysta rozkosz.
Chwyciłem jej majteczki, a ona mnie za ręce. Spojrzała mi w oczy.
- Nie. Proszę.
Oczy przeczyły słowom.
- Tak. Proszę.
Napierałem powoli. Cofała aż usiadła na łóżku. Pozwoliła zdjąć majteczki i rozłożyła uda. Wąska,
wygolona cipka miała ten sam jasny kolor co sutki. Miałem nadzieję, że gumka z portfela nie skruszała.
Wyjąłem i rozerwałem opakowanie.
- Możemy bez tego jak chcesz. - zaproponowała.
- Serio?
- Lubię czuć.
- No dobrze.
Położyłem się na niej i po kilku namiętnych pocałunkach wszedłem jak w masełko. Objęła mnie udami. Było
romantycznie, powoli i namiętnie. Czułem jej zapach. Słyszałem oddech i pojękiwanie. Mój mały czuł
gorące i wilgotne wnętrze jej jaskini.

    Tej nocy spełniliśmy się kilkakrotnie. Opadliśmy z sił około południa. Leżała na mnie zamyślona gdy
zadzwonił jej telefon. Sięgnęła go z szafki:
- Cześć. ... Nie. W domu. ... Na pewno ... A co się stało ... dobrze ... poczekaj chwilę.
To był chyba brunet. Wyszła do innego pokoju. Zauważyłem jej zaniepokojenie. Zająłem się śniadaniem dla
 nas dwojga.
- Kiedy się teraz zobaczymy? - spytałem, gdy w końcu weszła do kuchni.
Była już prawie ubrana i w pośpiechu czesała rozczochrane włosy. Nie ruszyła nic ze stołu.
- Zadzwonię. Możemy się jeszcze zobaczyć, ale do końca września. Potem wyjeżdżam na studia do Krakowa.
Uniosłem brwi ze zdziwienia.
- To ile ty masz lat?
Uśmiechnęła się tylko.
- Kobiety nie pyta się o wiek. Nie wiesz o tym? Skończyłam liceum i dostałam się na polonistykę.
- Super. Ale szkoda. Już cię polubiłem.
Najwyraźniej moje słowa spodobały się Agnieszce. Pocałowała mnie tak jak się całuje ukochanego mężczyznę.
Upiła łyk zimnej kawy i wybiegła.

    Nie liczyłem na wiele. Chłopakom na drógi dzień zdałem relację z zaliczenia laseczki upajając
widokiem opuszczonych szczęk. Coś się ze mną jednak działo. Wróciłem do domu i tęskniłem. Dwa dni później
wpadliśmy na siebie na mieście. Szła z kimś za rękę. Gdy się mijaliśmy uśmiechnęła się do mnie
i pomachała. Poczułem się dziwnie. Właściwie to trafił mnie piorun. Zrozumiałem, że się zakochałem.
Zaraz potem dotarło do mnie, że nie jestem panem sytuacji. Kumplom mogłem wmówić wszystko, ale sobie już
niekoniecznie. To ona pociągała za sznurki. Przebierała jak w ulęgałkach a ja miałem być jedną z nich.
Bałem się, że skończę jako odrzucony kundel po latach łaszenia sie o względy.

Ucieszyło mnie gdy zadzwoniła tydzień później. Umówiliśmy się na lody i kawę. Na trzeźwo Agnieszka była
dużo bardziej powściągliwa. Szwędaliśmy się po mieście, wygłupialiśmy jak każda zakochana para, właśnie
rozpoczynająca przygodę. Pocałunki smakowały podobnie jak pamiętnej nocy. Ale to musiało mi wystarczyć.
Przyszedł wieczór. Odprowadziłem ją pod dom. Mieszkała na zadbanym blokowisku. Do późna rozmawialiśmy na
otoczonej zielenią ławce pod jej klatką. Na pożegnanie dostałem namiętny pocałunek i cały w skowronkach
podreptałem do domu. Miałem dziewczynę. A przynajmniej tak wtedy o niej myślałem.

Nie mogąc czekać do kolejnej soboty, po pracy w środę wykąpałem się postanowiłem zadzwonić do Agnieszki.
- Hej. Robisz coś wieczorem? Może wpadnę?
- Wiesz ... dzisiaj nie bardzo.
Nic nie mówiłem zachęcając ją do rozwinięcia myśli.
- Jestem umówiona.
- Piotrek?
Nie odpowiedziała.
- Zadzwonię jutro.
- Ok. Pa.

Odłożyłem słuchawkę i chiało mi się wyć. Czułem się rozdarty i rozdrażniony. Było coś jeszcze. Na
dżinsach pojawiło się wybrzuszenie. To pewnie z napięcia - pomyślałem. - Dlaczego jestem podniecony?
A więc nie mam dziewczyny. Na razie. Ale postanowiłem, że nie odpuszczę. Musiałem odreagować. Zadzwoniłem
do Staśka. Na szczęście na kumpli mogłem liczyć. Skupiliśmy się na zalewaniu robaka do drugiej nad ranem.
Obudził mnie potworny kac i miła niespodzianka. Wyświetlacz telefonu wskazywał pięć nieodebranych połączeń.
Wszystkie od ... Agnieszki. Serce przyspieszyło. Natychmiast oddzwoniłem.
- Cześć. Możemy się spotkać? - spytała jakby nigdy nic.
- Ale ... teraz?
- Jak nie możesz to nie.
- Nie ... no, jasne. Pewnie że mogę.
Zadzwoniłem do szefa i wziąłem urlop. Jeszcze przed dziewiątą rano byłem pod klatką Agnieszki. Rodziców
nie było w domu i zaprosiła mnie do środka. Była jeszcze w koszuli nocnej. Objęła mnie na przywitanie.
- Dzięki, że przyjechałeś.
- Coś się stało?
- Chciałam cię zobaczyć. Przepraszam. Zostaniesz?
- Nie szkodzi.
Agnieszka zrobiła mi kawę, bez której rano nie potrafię funkcjonować i pokazała mi swój pokój. Wciąż
wyglądał jakby mieszkała tu mała dziewczynka. Parada przeróżnych barw i półki pełne pluszaków. Usiadła na
wersalce po turecku. Ja obok niej. Gładziłem jej seksowne, lecz słabo opalone udo.
- Na pewno wszystko gra? Jeszcze cię nie widziałem z taką minką.
- Sama nie wiem. Tęsknię  za tobą. Jestem dziwna. Nie planowałam tego.
- Nie? A jakie były plany?
- Miałam cię zaliczyć. Wiem co myślisz.
Pocałowałem Agnieszkę. Zaczęliśmy się pieścić i po chwili kochaliśmy się. Było znów świetnie. Powinna być
nieśmiałą i niezręczną kochanką, tymczasem odkrywałem nowe umiejętności. Po wszystkim przytulaliśmy się
znów długo. Dobrze mi z nią - pomyślałem. Okna pokoju wychodziły na północ, więc wciąż było w miarę
chłodno i przyjemnie mimo upałów.
- Kim my dla siebie jesteśmy? - spytałem.
- W marzeniach jesteś moim facetem. Jak tylko uporam się z moją przeszłością. Ale ... nie poproszę cię,
żebyś czekał.
- Poproś. - wyszeptałem i chwyciłem ją delikatnie palcem pod bródkę, obracając ku sobie - Poczekam. Będę
czekał wieczność.
Objęła mnie mocno. Jej rozgrzane ciało uwodziło zapachem. Wtuliłem nozdrza w jedwabiste włosy.

    Agnieszka nazajutrz miała spotkać się i rozmówić z Piotrem. Ja z chłopakami uderzyliśmy na piwko.
Wolałem na wszelki wypadek zająć czymś  myśli. Głównym wątkiem wieczoru była Agnieszka. Tym razem nie
byłem zdobywcą. Opowiadałem co czuję do Agnieszki.  Obiecałem, że ją poznają. Nerwowo zerkałem na
zegarek. Dochodziła dziewiąta. Moja Agusia już się szykuje na spotkanie. Nie mogłem skupić myśli.
Nagle wstałem i pożegnałem się z chłopakami. Wciąż patrzyli za mną w osłupieniu, gdy opuszczałem
zadymioną knajpę.
    Sadziłem szybkie kroki mając nadzieję, że nie będzie za późno. Gdy dotarłem pod jej blok, ściemniało
się. Światło w jej pokoju paliło się. Zatrzymałem rękę przed przyciskiem domofonu i cofnąłem sie w
krzaki. Dobrze, że miałem na sobie ulubioną brązową skórę. Zaczynało robić się chłodno. Czekałem
piętnaście minut. Wyglądała elegancko i seksownie. Ubrała się w szpileczki i czarną mini. Ruszyłem za
nią trzymając dystans. Miałem nadzieję, że nie weźmie taksówki, ale na szczęście nasze zadupie można
przejść spacerem w dziesięć minut.
    Piotr mieszkał w małym domu z gestym ogrodem. Zadzwoniła i czekała. Poczułem kluchę w gardle na widok
jego wysokiej sylwetki. Pocałowała go w polik zanim przepuścił ją w furtce. Potem zniknęli i znów to
poczułem. Jakby podekscytowanie. Lekko mnie mdliło i świdrowało w brzuchu. Serce biło szybciej. Nie
chciałem myśleć, co się dzieje w środku, ale myśli same się pojawiały jak natrętne muchy. Pewnie on
pochwali jej wygląd. Ona podziękuje. Będą rozmawiać. Może poczęstuje ją winem. Czułem, że coraz ciężej
mi się oddycha. Nie myśląc długo przeskoczyłem ogrodzenie. W takim ogrodzie nikt nie mógł mnie
zobaczyć z zewnątrz. Uświadomiłem sobie, że ogrodów często pilnuje jakiś czworonogi kudłacz. Rozejrzałem
się. Nic nie zaszczekało. Wypuściłem powietrze z płuc i ruszyłem w kierunku jedynego świecącego się okna.
Było zamknięte i przez zasłony nic nie widziałem, poza ich niewyraźnymi sylwetkami. Siedzieli chyba po
przeciwnych stronach stołu. W więc w porządku. Rozmawiają. Zaraz Pan Piotr usłyszy wyrok. Wzruszy
ramionami i odprowadzi ją do furtki. A może padnie na kolana?
    Nagle jego cień podniósł się z krzesła. Obszedł stół i odgarnął jej włosy. Domyślałem się, że chyba
zakłada jej coś na szyję. Co jest kurwa? - pomyślałem. Bardzo chciałem zrozumieć co się dzieje. Miałem
ochotę wejść do środka i się ujawnić, ale szybko mi przeszło. Cień na oknie powiększył się. Kucnąłem
plecami do muru. Po chwili na trawie obok padł snop światła z sąsiedniego okna. Upewniając się, że
jestem bezpieczny wstałem i lekko wychyliłem, żeby widzieć pomieszczenie pod kątem. To była sypialnia.
Zasłony nie były domknięte dokładnie. Podszedłem bliżej do uchylonego okna.

    Siedział na skraju łóżka. Serce prawie wyskakiwało mi przez gardło. Co się dzieje? Czyżby numerek
rozchodniaczeK? Czy mogłaby mi to zrobić? To nie było najważniejsze pytanie. Bardziej zastanawiało mnie
dlaczego jestem podniecony. Dotknąłem penisa przez spodnie. Był twardy. Czy właśnie dowiedziałem się
czegoś o sobie? Wszystko na to wskazywało. Agnieszka weszła i zatrzymała się dwa metry przed nim.
Poczułem kluchę w gardle. Nie wiedziałem co mi nie daje spokoju w jej wyglądzie. Nagle to zrozumiałem.
Na szyi miała czarną, skórzaną pobrożę z metalowym kółkiem na smycz. Jak suka. Moja słodka stoi tam
przed nim z obrożą!
    Obserwowałem w milczeniu. Nieświadomie pocierałem dłonią o wypukłość spodni. Oni też milczeli.
Obserwował ją. Była poważna. Chyba lekko drżała. Ze strachu? Z podniecenia? Nie miałem pojęcia.
Może ją szantażuje?
- Poznałam kogoś. - powiedziała.
Chwilę zbierał myśli.
- W porządku. No to zrywamy umowę, jak ci obiecałem, gdy tylko się zaangażujesz.
- Dzięki.
Stała dalej. Milczeli. Upływały sekundy.
- Mogę dzisiaj zostać?
- Pewnie. Jesteś zawsze mile widziana. Rozbieraj się.
Moje żyły chyba wypełniła lawa. Zrobiło mi się duszno. Agnieszka nie ruszywszy się z miejsca zsunęła
ramiączka sukienki. Patrzył na jędrne piersi i rozpinał dużą klamrę paska. Podczas gdy ona zdejmowała
buty i majtki on wyswobodził sporego penisa. Gdy już stała całkiem naga, z łobuzerskim uśmiechem waląc
konia spytał:
- Tego pragniesz?
- Tak. Wyruchasz mnie?
- Pomyślę. Jeśli mi powiesz kim jesteś i ładnie poprosisz.
- Suką. Jestem suką. Proszę. Zerżnij mnie.
Podszedł i zapiął jej smycz do obroży. Zaciągnął ją na łóżko i przywiązał krótko. Rozsunął jej nogi
szerzej i kazał tak pozostać. Cofnąłem się trochę, gdy ruszył w kierunku okna. O sekundę za późno.
Zauważył mnie. Waliło mi serce. Przyłożyłem palec do ust. Postanowił mnie nie wydać. Zauważyłem
szeroki, lekko kpiący uśmiech. Z przerażeniem patrzyłem jak zamyka lufcik i domyka zasłono. Mogłem
równie dobrze już iść do domu.
    Postanowiłem jednak zostać. Napięcie i podniecenie nie dawały mi spokoju. Musiałem je jakoś
rozładować. Zostałem i marszczyłem freda. Wyobrażałem sobie co Piotr robi z moją kobietą. Gdy już
byłem blisko, wyobraziłem sobie ich razem. Jej wypiętą pupę i to jego wielkie coś. Pomyślałem o jej
mince, gdy jej to wkłada i wtedy wystrzeliłem. Chwilę potem, gdy już ochłonąłem i zaspokojony siedziałem
na ogrodowym kamieniu, gdy już podniecenie nie zaciemniało mi oczu poczułem zazdrość. Moja kobieta była
tam w środku. I była rżnięta. Pierwsza myśl, to wtargnę tam i zabiorę do domu. Wstałem z kamienia,
ale usiadłem znów.
    Niech się stanie. Nie ujawnię się teraz. Cierpliwie czekałem. W końcu otworzyły się drzwi. Agnieszka
szła do furtki. On za nią naciągając spodnie i zapinając rozporek. Przy furtce stali chwilę i szeptali,
ale nie słyszałem o czym. Znów miałem ochotę ujawnić się. Podbiec tam i choć na chwilę ją przytulić.
Wyznać jak bardzo ją kocham. Zobaczyć jej reakcję na mój widok. Ale to nie był dobry moment. Teraz tylko
bym ją zaskoczył. Nie wiem jak by zareagowała. Postanowiłem, że porozmawiamy, ale gdy przyjdzie czas.
Na pożegnanie uśmiechnęła sięi zrobiła ciao paluszkami. Furtka trzasnęła i usłyszałem szpileczki Agnieszki
na chodniku. Byłem pewien, że ta dziewczyna będzie moją żoną. Postanowiłem, że zrobię wszystko. Będę ją
rozpieszczał do obrzydzenia. Będę jej pozwalał na wszystko.

  • Lubię 5
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Super,  bardzo mi się podoba to opowiadanie

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

dobre, nawet realne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Przepraszam za formatowanie. Chyba nie ma możliwości edycji, albo nie wiem gdzie szukać. Następne sprawdzę. I postaram się utrzymać opowiadanie blisko realiów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Świetnie napisane, super się czyta, a jak na razie widzę, że może z tego wyjść cała powieść. Chętnie poczytam kontynuację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 18.01.2019 o 15:37, pawel1969 pisze:

Chyba nie ma możliwości edycji, albo nie wiem gdzie szuk

Edycja jest jak masz VIPa. 

A opowiadanie całkiem fajne 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi


Po lecie pozostało tylko wspomnienie. Żyłem od weekendu do weekendu, zbijając ciągnący się po pracy czas przy kuflu ze Staśkiem i Wiktorem. Miałem ich teraz na okrągło. Pracowaliśmy razem w warsztacie samochodowym mojego taty, który kiedyś odziedziczę, stając się szefem chłopaków. Agnieszka była moją przyjemnością zarezerwowaną tylko na soboty i niedziele, odkąd zaczęła studia w Krakowie. Często rozmyślałem co będzie z nas za para. Mechanik i polonistka. Właściciel firmy i polonistka będzie brzmiało lepiej, ale to przyszłość.

Agnieszka szybko się zmieniała od wyjazdu. Zaczęła nosić wielkomiejskie ciuchy i malować się dyskretniej. Chodziłem ulicami Krakowa dumny jak paw z nią u boku, czerpiąc satysfakcję z przepełnionych pożądaniem spojrzeń przechodzących facetów i chłopców. Mała szczypta niepokoju i zazdrości, gdy ona odwzajemniała spojrzenia z kokieterią, szybko stała się moim przyjacielem.

- Bo sobie kiedyś kark skręcisz.

Tylko się uśmiechała, jak niegrzeczna dziewczynka przyłapana na podkradaniu cukierków. Nieraz prowokowała mnie odpowiedziami wyszeptanymi do ucha: "Fajny. Dałabym mu gdyby tylko poprosił", albo "Mmm. Wysoki i przystojny. Założę się, że ma większego od ciebie". Rżała jak głupia ze śmiechu gdy wykręcałem jej rękę.

Mimo ograniczonego czasu bardzo szybko poznawaliśmy się nawzajem. Będąc w Krakowie poznałem kiedyś jej kolegów z uczelni. Spędzała z nimi sporo czasu w pubach i mówiła o nich wesoła gromadka. Faktycznie szybko przekonałem się, że lubą pożartować i pośmiać się. Nieraz docinali Agnieszce w dość bezpośredni i niewybredny sposób, jaki nie każdy partner by tolerował. Ja okazywałem dystans i wspaniałomyślną wyrozumiałość. Wesoła gromadka zawsze witała Agnieszkę całusami w policzek. Czekałem aż wszystkich obcałuje, następnie ja się witałem.  Wracając w niedzielne wieczory do domu już w połowie drogi tęskniłem za nią i jej nieznośnym temperamentem, czekając na kolejny nudny tydzień ze smętnymi opowieściami Wiktora i Staśka przy piwie. Rozmyślałem o wesołych kompanach Agnieszki z wrażeniem, że za ich "bezinteresownym towarzystwem" kryje się nieodparta chęć włożenia kutasa w moją dziewczynę przy najbliższej nadarzającej się okazji.

Agnieszka szybko połapała się, że jej zainteresowanie facetami dobrze na mnie działa. Czasem to ona  przyjeżdżała do mnie na sobotę. Odkąd jesienią ktoś wpadł na pomysł wybudowania w miasteczku klubu bilardowego, nie byliśmy skazani na siedzenie w domu lub zadymionych pijalniach. Agnieszka świetnie symulowała, że nie potrafi wbić bili do uzy, a moi koledzy rywalizowali jak lwy o rolę nauczyciela. Nie wyobrażałem sobie, że można kokietować takich nudziarzy jak moi kompani, a jednak widziałem to na własne oczy. Była ubawiona po pachy w ich towarzystwie i czasem prawiła takie komplementy, że aż trudno im było spojrzeć na mnie.  

Coraz bardziej czułem, że to ta kobieta, mając świadomość, że nie zawsze będzie z nią lekko, ale zawsze, a przynajmniej przez długie lata Agnieszka będzie przykuwała uwagę facetów wyglądem. Czego nie załatwi wygląd, załatwi jej uwodzicielskie zachowanie. Podjąłem decyzję. U najlepszego jubilera w mieście kupiłem złoty pierścionek. Na moment kiedy padnę przed nią na kolana wybrałem wigilię, przypadającą we wtorek w tym roku. Najchętniej pojechałbym po Agnieszkę już w piątek, gdy tylko na uczelni zaczęła się przerwa świąteczna, ale zadzwoniła, że ma małą imprezkę i spytała, czy nie będzie mi przykro, jeśli przyjedzie w sobotę. Umówiliśmy się, że odbiorę ją z dworca o piętnastej.

W życiu nie dorównam Agnieszce temperamentem, ale tej soboty zamierzałem ją zaskoczyć. Zapowiadała się świetna pogoda i stwierdziłem, że świetnie będzie, jeśli przed zaręczynami rozerwiemy się trochę w EnergyLandii. W piątek oszczędzałem się przy piwie, żeby w sobotę o dziewiątej móc prowadzić. O dziesiątej byłem pod akademikiem. Cisza jakby wszyscy wymarli. No tak - pomyślałem - mało jeszcze został. Większość w drodze do domów. Byłem zbyt podekscytowany i pełen energii, żeby czekać na windę. Z kwiatami wbiegłem na drugie piętro po schodach. Z każdym stopniem serce waliło mi mocniej i rósł wesoły banan na mojej twarzy. Podniosłem rękę, żeby zapukać w drzwi pokoju dwieście pięć. Nie zapukałem. Nacisnąłem na klamkę. Drzwi uchyliły się. W środku zupełna cisza. Zobaczyłem puste łóżko Izy - współlokatorki Agnieszki. Ruszyłem powoli. Po przejściu progu stanąłem jak wryty. Banan spadł z twarzy. Agnieszka spała jak niemowlę. Ręka na jej nagim ciele należała do nieznanego mi bruneta. Leżał za jej plecami z twarzą wtuloną w rozpuszczone włosy. Od pasa w dół byli przykryci. Leżące na środku wykładziny dwie pary majtek szybko rozwiały moje złudzenia.

Stałem tak w bezruchu wgapiając oczy w Agnieszkę. Jaka ona była piękna. Powoli zaczynały do mnie docierać konsekwencje tego co właśnie widziałem. Coś dziwnego działo się z moim ciałem. Spośród wielu odczuć byłem pewien, że mam mdłości. Coś świdrowało w dole brzucha. Poczułem wzwód. Co jest kurwa? - pomyślałem. Walczyłem z myślą, żeby tam się dotknąć i pocierać. Nieźle by pomyślała, gdyby nakryła mnie na tym.

Pomyślałem o pierścionku w mojej kieszeni. I co teraz z nim. Przyszła pora decyzji, którą podjąłem w sekundę. A właściwie to chyba nawet nie decydowałem. Nawet przez chwilę nie miałem wątpliwości, że na łóżku przede mną leży moja przyszła żona. Mimo to było pewne, że najbliższa rozmowa nie będzie łatwa. Wyjąłem bilety z kieszeni i krząknąłem.

- Wstawaj kochanie. Szkoda dnia.

Agnieszka przeciągnęła się i przetarła oczy. Obserwowałem jak uśmiech na jej twarzy znika wraz z resztkami snu, a jego miejsce zajmuje panika. Zakryła się kołdrą po szyję. W jej oczach widziałem strach i reszki nadziei, gdy patrzyła na mnie błagalnie.

- Kolegi się nie wstydzisz, a mnie tak? - powiedziałem starając się zabrzmieć łagodnie i podając jej majtki z podłogi.

Założyła je pod kołdrą. Sięgnęła z podłogi stanik i założyła, po czym usiadła na łóżku skrywając twarz w dłoniach. Szlochała cichutko. Brunet odkąd się obudził nie powiedział słowa. Ubrał się nie unikając mojego wzroku i wyszedł. Usiadłem na podłodze przed nią. Chwyciłem delikatnie za rękę.

- Chodź do mnie. Przytul się. - powiedziałem.
 
Wtulona w moje ramię rozpłakała się całkiem. Myślałem, że już bardziej nie można, ale przekonałem się, gdy powiedziałem, że ją kocham. Podałem chusteczkę, żeby wysmarkała nos.

- Ja ... ja ... Zostawisz mnie Maciek, prawda?

Spadł mi kamień z serca. Najbardziej obawiałem się dowiedzieć, że byłem tylko jej zabawką i że to już koniec. Ale teraz w jej oczach widziałem szczerość. To były oczy osoby, która jest świadoma co zrobiła i wie, że jej świat się wali. Zobaczyłem też w nich, że mnie kocha i że nie wie co robić.

- Wyjdę stąd tylko jeśli mnie wyrzucisz. Ogarnij się. Czekam w samochodzie.

Po kilku czułych całusach wypuściłem ją z ramion i opuściłem akademik. Przyszła po pół godziny z małą walizeczką. Zauważyłem smutek na jej twarzy gdy się zbliżała. Pomogłem jej włożyć walizeczkę do bagażnika i otworzyłem drzwi. Gdy oboje byliśmy w środku znów wyciągnąłem dwa bilety do parku rozrywki i uśmiechnąłem się szeroko.

- To nie ma sensu Michał.

Chwyciła mnie za rękę. Zrozumiałem, że zrywa ze mną.

- Nie znasz mnie. Będę cię tylko raniła. Nie zawsze panuję nad tym co robię.

- Kochasz mnie?

Przytaknęła a spod powiek wypłynęły wielkie łzy.

- W takim razie tylko to się liczy. Masz rację. Nie znam cię. Ale ty też mnie nie znasz do końca.

Włączyłem silnik, bo zima wdzierała się do środka. Długo siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Opowiedziałem Agnieszce o moich dziwacznych pragnieniach. Słuchała uważnie a na jej twarzy coraz wyraźniej malowało się osłupienie. Gdy skończyłem omal nie parsknąłem śmiechem mimo powagi naszej rozmowy. Miała wręcz idiotyczny wyraz twarzy.

- Czyi chcesz, żebym się puszczała?

- Nie uważasz, że dwa takie dziwolągi jak my będą stanowić świetną parę?

Uśmiechnęła się, ale tylko na moment i znów posmutniała.

- Dasz mi trochę czasu. Muszę sobie wszystko przemyśleć. Nie dzwoń na razie i pamiętaj, że cię kocham.

Wróciliśmy do miasteczka odpuszczając sobie rozrywkę. Odwiozłem Agnieszkę i wróciłem do siebie. To były najtrudniejsze święta w moim życiu. Wszystko dookoła mnie denerwowało włącznie z choinką, a siedzenie przy stole z rodzicami ciągnęło się w nieskończoność jak najgorsza tortura. Wciąż zerkałem na telefon w nadziei że zadzwoni, ale gnojek milczał złośliwie. Po świętach nigdzie nie mogłem znaleźć dla siebie miejsca. Znacznie wcześniej niż zwykle urywałem się z wieczornego piwka z przyjaciółmi. Siedząc samotnie w domu wielokrotnie waliłem konia rozmyślając o Agnieszce. W każdej z fantazji zdradzała mnie z innym, na wiele różnych sposobów. Myślenie o niej w ramionach innego stawało się moją obsesją. Mój żarcik o dwóch dziwolągach chyba ma o wiele więcej wspólnego z prawdą niż mi się wydawało. Obiecałem Agnieszce, że nie będę dzwonił, ale tak kusiło, że nie wytrzymałem. Nie odebrała, a nawet odrzuciła połączenie. Próbowałem jeszcze wielokrotnie, ale z podobnym skutkiem. Coraz bardziej docierało do mnie, że nie potrafię bez niej żyć. Ogarniała mnie rozpacz.

Na dzień przed sylwestrem ubrałem się i wyszedłem wieczorem. Szedłem dobrze mi znaną trasą aż doszedłem do domu z wysokim żywopłotem. Po kilku dzwonkach Piotr wyszedł otworzyć mi furtkę. Był zaskoczony moją wizytą. Nie byłem pewien jak mnie przywita, ale zachował się wobec mnie jeśli nie przyjacielsko, to przynajmniej w porządku. Zaprosił mnie do środka i poczęstował piwem. Interesowało mnie co łączy go z Agnieszką i na czym stoję.

- Myślę, że Agnieszka cię potrzebuje. - powiedział.

Uniosłem brwi a on mówił dalej.

- Jest wrażliwa i bardzo chwiejna. Same emocje i obsesje. Pędzi na oślep sama nie wiedząc dokąd. Nią trzeba pokierować stary.

- Chciałbym wiedzieć, czy ty nią wciąż nie kierujesz, jeśli rozumiesz co mam na myśli.

- Znam się na ludziach i wiem, że będziesz dla niej odpowiednią podporą. Facetem od uczuć. Ja byłem zawsze tym od emocji. Żeby było jasne Michał. Robiłem z Agnieszką różne rzeczy, ale nigdy nic nas nie łączyło. To były zawsze poszukiwania wrażeń.

Uśmiechnąłem się i uniosłem kufel. Przy toaście puścił do mnie oko. Wydawał mi się coraz bardziej w porządku. Opowiedziałem mu o naszych ostatnich problemach i spytałem czy pomoże mi dotrzeć jakoś do Agnieszki. Wierzyłem, że może pomóc jej zrozumieć, jak bardzo jesteśmy dla siebie stworzeni.

- Będzie dzisiaj u mnie. - wypalił nagle.

Osłupiałem. Pojawiły się moje przyjaciółki mrówki, depczące żołądek i jelita.   

- Przyjdzie co ciebie? Skąd wiesz?

- Dzwoniła. Ale nie mówiła nic konkretnego. Tylko, że chce się spotkać.

Pierwszą myślą było, żeby już iść, ale kolejna szybko ją wyparła. Serce podeszło mo do gardła. Miałem nadzieję, że Piotr zgodzi się na mój pomysł.

- Słuchaj. Nie powinienem cię o to prosić...

- Chcesz zostać? To co zobaczysz może ci się nie spodobać. Ale twój wybór.

Piotr zaprowadził mnie do sypialni i poprosił, żebym tu poczekał. Wziął wszystko na siebie, a ja miałem mu zaufać. Zgodziłem się. Zamknął za mną drzwi, a parę minut później przyszła Agnieszka. Wystarczyło, że ją słyszałem. Serce zaczęło wariować.

- Cześć. - powiedziała zdawkowo.

Nie rozmawiali za dużo. Odgłosy mogły świadczyć, że robi jej herbatę. Wsłuchiwałem się w milczeniu i słyszałem w głowie własny puls.

- Wyrzuciłeś już obrożę?

- Jest cały czas. Chcesz w niej paradować przy Michale?

- Znasz go?

- Tak. Pasujecie do siebie. Zrobi dla ciebie wszystko.

- Nie sądzę. Jakby mnie zobaczył u ciebie, spaliłabym się ze wstydu. I tak już się skompromitowałam. Nie wiem co robić.

- Powiem ci. Zapomnij o obroży. Wróć do domu, zadzwoń do niego.

- Umówmy się na jeszcze jeden miesiąc. Ostatni. Chcesz? Możesz dopisać do umowy na co masz ochotę. Podpiszę wszystko.

- Zgoda. Ale mam warunek. Na umowie mają być dwa podpisy. Twój i Michała.

Agnieszkę najwyraźniej zamurowało na tyle, że nie była w stanie nic odpowiedzieć. Piotr otworzył drzwi od sypialni i poprosił mnie do salonu. Czułem, że nogi mi się uginają ale ruszyłem. Siedziała na kanapie i wyglądała ślicznie w swojej białej bluzeczce na guziki i czarnej mini. Włosy luźno opadały na ramiona. Na fotelu obok leżała smycz z obrożą. Otworzyła usta i wstała. Widziałem, że chciała podbiec do mnie ale się zawahała. Wyciągnąłem ku niej ręce i wpadliśmy sobie w objęcia. Cudownie było poczuć jej zapach i wtulić w siebie gorące drobne ciałko. Głęboki długi pocałunek polał miód na moje serce. Jej radość ze spotkania ze mną była autentyczna. Chciała coś powiedzieć, ale bałem się łzawego usprawiedliwiania i przeprosin. Przyłożyłem palec do jej ust.

- Chodź. Musimy pogadać. - powiedziałem, po czym zwróciłem się do Piotra. - Dasz nam chwilę sam na sam?

- Jasne.

Piotr taktownie wyszedł do kuchni. Zbierałem myśli, żeby nie zabrzmiało głupio ani banalnie. Przytulałem Agnieszkę, pieściłem i w końcu wyszeptałem jak ją kocham. Oboje przyznaliśmy, że jesteśmy na siebie skazani. Nie chciałem ograniczać jej w niczym i powiedziałem to jasno. Chcę być z nią tylko jeśli da się poznać jaka jaką jest. Wyjąłem z kieszeni pierścionek i padłem na kolana. Przez chwilę była oszołomiona. Złapała się za usta. Czekałem. Po chwili gdy doszła do siebie przyklękła też i objęła mnie mocno szepcząc namiętne "tak".

Staliśmy z kolan i pieściliśmy się na stojąco.

- Nie tutaj. - wyszeptała. - Chodźmy do ciebie.

- To też sypialnia. Wyglądasz seksownie, wiesz.

Piotr wszedł do sypialni, gdy się całowaliśmy. Nie przeszkodziło to nam.

- No,no. Chyba jestem niepotrzebny we własnym domu.

Agnieszka spytała mnie szeptem, czy chciałbym, żeby Piotr został. Usłyszeć coś takiego od świeżo upieczonej narzeczonej - bezcenne. Obróciłem Agnieszkę ku niemu a sam stanąłem za nią.

- Co sądzisz o piersiach mojej narzeczonej Piotr? Prawda, że ładne?

Odpiąłem najwyższy guziczek jej bluzki. Potem kolejny. Piotr był już przy nas. Wsunął dłoń pod bluzkę. Agnieszka przeniosła pocałunki na niego. Ręka Piotra powędrowała pod stanik i zajęła się piersiami. Ja pieściłem jej brzuch i pośladki, całując jednocześnie szyję. Podniecenie Agnieszki narastało z każdą sekundą. Moje też. Poczułem jej dłoń na dżinsach, ale nie tylko ja. Piotra też pieściła. Wyglądało na to, że sytuacja stała się klarowna. Oboje wiedzieliśmy czego wzajemnie oczekujemy. Mogłem ostrzyć już sobie ząbki na przygody pełne erotycznej perwersji z moją nową narzeczoną. Zgrzytnęły rozporki i po chwili wiedziałem, że nie mam największego w tym pokoju. A do tego różnica była spora.

- Jak to jest w końcu z tym rozmiarem? - spytał Piotr.

- Lubię gdy kutas jest wielki. - odpowiedziała.

Potem pocałowała mnie w usta, żeby złagodzić swoje słowa. Zsunąłem majtki Agnieszce. Stanęła szerzej. Wsuwając rękę między jej uda natknąłem się na jego rękę.

- Teraz Piotrek kochanie. Ty później.

Posłuchałem. Spodobało mi się to. Piotr pieścił jej szparkę, pozostawiając mi całowanie szyi i pieszczenie jej bioder.

- Zerżniesz mnie? - spytała patrząc na niego.

Usiadła na skraju łóżka i rozsunęła uda. Ja wszedłem na łóżko dalej, żeby mogła się o mnie oprzeć. Chwyciłem nogi Agnieszki za kostki  i rozsunąłem szeroko. Oparłem brodę na jej barku i oboje patrzeliśmy na to co zrobi Piotr. Klęknął przed łóżkiem i pieścił penisem jej wargi. Nie spieszył się. Lekko się poruszałem. Ocieranie się małym o nagie plecy Agnieszki podniecało mnie. Chciałem, żeby już Piotrek pchnął i żeby to wielkie coś znalazło się w mojej Agnieszce. Ale on spowalniał, sprawiając że odchodziła od zmysłów z każdym przeciągnięciem główki penisa po szparce. Szyja Agnieszki była cała spocona i pachnąca. Słyszałem z bliska jej płytki i szybki oddech.

No i stało się. Wszedł. Pisnęła kilka razy. Penetrował ja głęboko. Oburącz pieścił jej sutki. Agnieszka obróciła głowę i całowaliśmy się namiętnie. Czułem jak wbija paznokcie w moją skórę. Piotr rżnął i rżnął aż odleciała. Dopiero wtedy przerwała pocałunek i wgryzła się w moje ramię. Piotr pchał całą siłą lędźwi. Gdy zaczął finiszować zrobiło mi się gorąco. Nie dlatego, że nadchodziła moja kolej.  Piotr nie miał gumki i właśnie zalewał jej szparkę. Poczułem mdłości. I wielkie podniecenie. Chciałem być natychmiast po nim i zrobić to samo. Skończyć w mojej narzeczonej.

Gdy tylko wyjął brudnego ptaka wszedł nad nią. Penis dyndał tuż przy naszych twarzach. Czułem jego zapach. Agnieszka wylizała do czysta prącie i jądra. Nadeszła moja kolej. Zamieniliśmy się z Piotrem miejscami. Gdy klęknąłem on rozciągnął jej nogi szeroko. Ku mojemu utrapieniu (i podnieceniu) ze szparki wypłynęło całe morze mleczka. Skrzywiłem się. Chciałem jednak jak najszybciej wsadzić tam mojego Wacusia. I nagle Agnieszka zmieniła zdanie:

- Z tobą dzisiaj nie chcę. Ale możesz się poocierać jeśli chcesz.

Zaczęli się czule całować. Cipka ociekała wulgarnie. Ocierając się małym o gorące udo Agnieszki doszedłem szybciej niż bym chciał.

Noc była  gwiaździsta i ciepła jak na zimę. W sam raz na spacer z narzeczoną. Trzymaliśmy się za ręce, gdy odprowadzałem Agnieszkę do domu. Następnie wróciłem do siebie. Każde z nas zabrało do przeczytania po egzemplarzu umowy, którą przygotował Piotr.

 

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

I co dalej! Nie godzi się tak swoich wielbicieli zostawiać w rozterce!

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Chyba jedno z najlepszych opowiadań cuckoldowych jakie czytałem, kontynuuj proszę.

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Super, czekam na kontynuacje 😂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.