Mężczyzna i uczucia - Dyskusje Tematyczne - Cuckold Forum Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Był temat o męskości i kobiecości, był o cechach alfa, o tym po czym poznaje się mężczyznę  ale ja chciałbym poznać Wasze zdanie (zarówno kobiet jak i mężczyzn) o mężczyznach w kontekście uczuć. Mężczyzna i uczucia, to w mojej ocenie temat kontrowersyjny. Z moich obserwacji wynika, że sporo mężczyzn stara się swoje życie sprowadzić do dwóch uczuć:

Jestem zadowolony/Jestem wkurwiony

 

Smutek, lęk, panika, to uczucia które w stereotypowym spojrzeniu do mężczyzn/męskości nie pasują. Skąd się to bierze? Nie bez powodu od dzieciństwa od naszych ojców słyszymy: „Nie płacz synu, mężczyźni nie beczą” i kilkuletni malec ociera łzy udając, że jest zadowolony, byle tata był z niego dumny. Strach przed ciemnością? „Synu nie ma miejsca na strach, musisz być dzielny!!!”. Od pokoleń ojcowie, dziadkowie  ucząc swoich potomków męskości wpajają im, że pewne uczucia mężczyznom nie przystoją.

 

 Jaki tego efekt? Cała masa mężczyzn przeżywa liczne frustracje związane z tym, że tłumią swoje prawdziwe uczucia albo okazują nie te, które naprawdę czują. „Prawdziwy mężczyzna” często nie powie do swojej partnerki że jest smutny, bo go zawiodła, za to chętnie wydrze na nią mordę za przewiny do 5 pokolenia wstecz, żeby w ten gniewny sposób dać upust temu co w nim siedzi.  Dlaczego wkurwienie do mężczyzny pasuje a smutek już nie za bardzo?

 

 Strach, to kolejne uczucie przed którym mężczyźni uciekają. Często zżera ich presja, obawa o przyszłość, ale nigdy przed sobą i światem zewnętrznym nie pozwolą sobie przyznać, że się boją. Strach i mężczyzna? Nie ma mowy. „Prawdziwy mężczyzna”, to często Pan zajebisty a w zajebistości nie ma miejsca na to żeby się czegokolwiek bać, a już zwłaszcza okazać to przed swoja kobietą. No i pojawiają się substytuty radzenia sobie z tym tłumionym uczuciem jeśli nie agresja kierowana do otoczenia, to przynajmniej spojrzenie do flaszki z napojem wysokoprocentowym.

 

A jak Wy uważacie? Czy faktycznie mężczyźni mają problem z uczuciami? A jeśli tak, to jak Waszym zdaniem wpływa to na nas, nasze życie, nasze związki i nasze międzyludzkie kontakty we wszystkich sferach.        

  • Lubię 11
  • Dziękuję 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Oczywiście że funkcjonuje pewien obraz mężczyzny w którym niewiele jest miejsca na uczucia. To przekaz płynący z rodziny, społeczeństwa, telewizji, reklam... Facet ma być przystojny jak Banderas, twardy jak Linda, odważny jak Chuck Norris i zawsze gotowy "do akcji" jak Łysy z Brazzers. W związku z tym wielu facetów ma z tym problem a efektem są frustracje które następnie są na różne lepsze lub gorsze sposoby rozładowywane. Lub prowadzą na kozetkę w gabinetach psychoterapetów.

 

Jak dla mnie nie jest to jednak problem "rozmawiania przez mężczyzn o uczuciach".  Ludzie ogólnie teraz mają dużo problemów z uczuciami. Nie potrafią często ich nazwać, zrozumieć, okiełznać a w efekcie tego nie potrafią o nich MĄDRZE rozmawiać. Bo sam fakt rozmawiania to jedynie połowa sukcesu 

  • Lubię 10

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Wiesz... wynieśliśmy z domu, szkoly, kościoła i innych często uczęszczanych miejsc rozne wzorce i stereotypy, które dobrze zakodowaly się w naszych glowach. Mysle, ze faceci tak wlasnie maja i probuja się wpisac w ten typ twardziela, co to smierdzi cebula, myje się raz w tygodniu i nigdy, przenigdy nie okazuje uczuc… a jak ktoś już o nich mowi w jego obecnosci, to robi duże oczy, kreci glowa i pokazuje, ze nie wie o co chodzi.

 

Ja osobiście zamieniłbym w kolejności uczucia o których piszesz. Moim zdaniem, to strach jest glowna sila napedowa takiego zachowania. Strach, który rodzi frustracje, agresje, kłamstwo i cala mase innych uczuc i zachowan obronnych. 

 

Mysle sobie tez, ze w zyciu dojrzewającego faceta, przychodzi w końcu taki moment, kiedy musi on skonfrontować się ze swoimi lękami, przyznać do swoich słabości i dzwignac ten nieidalny obraz siebie. A w tym procesie dojrzewania, bardzo często okazuje się, ze wcale nie jest tak zle… ze te uczucia, potrafią być calkiem meskie w swoim nieoszlifowaniu, szczerości i dobroci... ze jest fajnie ;) 

  • Lubię 10

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
42 minuty temu, Wichura pisze:

 

Jak dla mnie nie jest to jednak problem "rozmawiania przez mężczyzn o uczuciach".  Ludzie ogólnie teraz mają dużo problemów z uczuciami. Nie potrafią często ich nazwać, zrozumieć, okiełznać a w efekcie tego nie potrafią o nich MĄDRZE rozmawiać. Bo sam fakt rozmawiania to jedynie połowa sukcesu 

 

22 minuty temu, Z piernika Paź pisze:

Mysle sobie tez, ze w zyciu dojrzewającego faceta, przychodzi w końcu taki moment, kiedy musi on skonfrontować się ze swoimi lękami, przyznać do swoich słabości i dzwignac ten nieidalny obraz siebie. A w tym procesie dojrzewania, bardzo często okazuje się, ze wcale nie jest tak zle… ze te uczucia, potrafią być calkiem meskie w swoim nieoszlifowaniu, szczerości i dobroci... ze jest fajnie ;) 

Zgadzam się z z całością waszych  wypowiedzi.  Oczywiście problem nie sprowadza się tylko do wyrażania tych uczuć, najpierw trzeba je sobie uświadomić. A dopiero świadomość pozwala pójść parę kroków dalej. 

 

Dla mnie przerażające jest to, że mężczyźni potrafią przeżyć życie w tym stereotypie nie znając innej drogi. Pamiętam program znanej restauratorki o burzy jasnych włosów, która rewolucjonizowała jakąś garkuchnię w górach. Podczas rozmowy z właścicielem, Panem po 50-tce ów wzruszył się i popłakał gdy ona rozmawiała z nim o uczuciach jakie żywi on, jego dzieci z którymi prowadzi knajpę etc. Powiedział jej wtedy, że pierwszy raz z kimkolwiek o uczuciach rozmawiał. Pomyślałem wtedy, jakie to przerąbane żyć 50 lat z tymi tłumionymi nieuświadomionymi uczuciami, które w człowieku siedzą. Opierdalać wszystkich na około z frustracji albo grzać gorzałę  regularnie, żeby zagłuszyć to co w tobie tkwi.

Mniej niż 5% ludzi pewnie trafi na kozetkę do psychoanalityka, gdzie ktoś uświadomi im, że oprócz wkurwienia są inne uczucia, które  należy przeżywać  a co z resztą?  Może w szkole czas na przedmiot dla mężczyzn  "Wychowanie do życia z uczuciami, które odczuwam"😊.

  • Lubię 12

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
20 godzin temu, Grey79 pisze:

Czy faktycznie mężczyźni mają problem z uczuciami?

z samymi uczuciami nie mają problemu bo ich wszak doznają, istotą jest to czy potrafią się do nich przyznać zarówno przed samym sobą a tym bardziej wyrzucić je na zewnątrz

20 godzin temu, Grey79 pisze:

Smutek, lęk, panika,

 

20 godzin temu, Grey79 pisze:

Strach,

odsłonięcie tych uczuć to tak jak uchylenie tarczy, otwarcie się na kolejne, często wyimaginowane ciosy od najbliższej osoby; przyznanie się do nich jest przecież takie "niemęskie", jest okazaniem słabości

 

mężczyźni wg  mnie boją się  okazywania negatywnych / bolesnych emocji a przecież ich uświadomienie sobie a tym bardziej okazanie, w moim rozumieniu jest już ogromną siłą - wiem kim jestem, wiem co czuję i .... tu się dopiero otwierają drzwi do prawdziwej słabości ... bo:

 

- jeśli z tym zostanę, będę w tym tkwić i taplać się w beznadziei to i owszem jest słabe i zupełnie sensu pozbawione, prowadzi donikąd, zostawia w stagnacji - nie pozostawia żadnych widoków na lepszą przyszłość

- natomiast, jeśli zaczynam szukać dróg poradzenia sobie z tym, przyznam się przed sobą, że np. nie wiem, zupełnie nie wiem co mam robić a jednak nie przestaję szukać swojej drogi postępowania - to nie jest słabość, to staje się walką...

 

słabość jest wówczas, nie gdy mamy ją złapaną lecz wtedy gdy jej ulegamy i nie podejmujemy kolejnych prób... nieudane próby też nie są słabością, nią jest tylko poddanie się danemu stanowi / sytuacji i pozostanie w takim maraźmie...

 

jest jeszcze jedno uczuciowe zjawisko, które zauważyłam, że mężczyzn napawa po prostu lękiem...

 

ŁZY - przecież one są wyznacznikiem mojej słabości, że nie mam siły tego nieść, lub też że coś / ktoś tak bardzo mnie wzruszył swoim postępkiem, zachowaniem etc... nie pokażę łez, prawdziwi mężczyźni nie płaczą... prawda panowie?

 

a ja znowu uważam, że można płakać - można robić to w duchu swoim bez wodospadu z oczu, można samemu gdzieś schowanym pozwolić sobie na tę fizjologiczną, szczerą reakcję i znowu najwyższa szkoła emocji - przyznać się do tego przed kimś, uwolnić łzy (bo one w Was powstają tylko Wy im nie pozwalacie żyć)  - one nie są słabością one są bardzo fizyczną miarą emocji, które nami targają a samo ich uwolnienie przynosi lekką ulgę - można porównać to rozmowy z przyjacielem, wywaleniem tego co targa z lekka poza nawias swojego umysłu - daje chwilową ulgę a na pewno pozwala spojrzeć na doświadczenie z innej strony...

 

przecież mamy łzy radości - z narodzin dziecka chociażby, czy łzy rozpaczy po stracie kogoś bliskiego - one dla mnie osobiście mają działanie oczyszczające, zdejmujące z barków kawałek tego ciężaru... spróbujcie, polecam... :)

 

ciekawa jestem ilu panów, umie pozwolić sobie samemu na łez uwolnienie - dla siebie... czy mieli takie to doświadczenie co ono im je dało - czy faktycznie przyznanie się do swoich strachów, obaw, łez pozbawiło ich męskości czy tchnęło nowe, mocniejsze siły do dalszego działania...

 

19 godzin temu, Grey79 pisze:

Może w szkole czas na przedmiot dla mężczyzn  "Wychowanie do życia z uczuciami, które odczuwam"😊.

zacny pomysł (wyczuwam żart) , lecz pomyśl sam czy w męskiej naturze jest umiejętność upublicznienia uczuć, gdy niekiedy wypowiedzenie nawet słów: tęsknię, brakuje mi Ciebie bywa dla niektórych trudne... bo też jest traktowane jako okazanie słabości....

20 godzin temu, Z piernika Paź pisze:

Mysle sobie tez, ze w zyciu dojrzewającego faceta, przychodzi w końcu taki moment, kiedy musi on skonfrontować się ze swoimi lękami, przyznać do swoich słabości i dzwignac ten nieidalny obraz siebie. A w tym procesie dojrzewania, bardzo często okazuje się, ze wcale nie jest tak zle… ze te uczucia, potrafią być calkiem meskie w swoim nieoszlifowaniu, szczerości i dobroci... ze jest fajnie ;) 

i na szczęście, przynajmniej niektórzy mężczyźni, spotykają na swojej drodze takie kobiety, które potrafią ich "nauczyć", oswoić z myślą, że okazywanie emocji bolesnych czy tych wzruszających nie jest żadną słabością, w żaden sposób nie czyni mężczyzn bezbronnymi w oczach kobiety lecz jeszcze bardziej silnymi, męskimi...

 

bo oto On, przyznał się do tego, że stoi przede mną z otwartą, poranioną duszą - bo On we własnych oczach czuje się nagi, bezbronny, odarty z pancerza niezłomności a  w oczach kobiety właśnie rodzi się nowy Jego obraz  - jakże On musi być silny i odważny, że nie lękał się mnie zaprosić do swojego świata, że pokazał mi trzewia... to jest dopiero odwaga i to wielka - dla mnie to jest wielki zaszczyt być zaproszoną do tego kawałka męskiej istoty, jest wyrazem zaufania i tego kim dla danej osoby jestem - nie chodzi o to że chce ode mnie pomocy, chodzi o to to, że tak bardzo mi ufa, że dopuścił mnie do siebie tak bardzo bardzo blisko...

 

chciałabym Wam Panowie powiedzieć, że okazywanie uczuć w mojej ocenie nie jest żadną słabością, oczywiście nie każdemu i wszędzie tym warto epatować - lepiej się pokazać przy tej osobie, która dyskretnie będzie Wam towarzyszyć a na pewno uszanuje (bo zrozumieć to nie zawsze jest możliwe jeśli się tego samemu nie doświadczyło), to co Wami targa - to wszystko są bardzo człowiecze cechy i zachowania, one w żaden sposób nie odbierają Wam męskości i siły... tak to widzę ja... 

 

  • Lubię 9
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
1 godzinę temu, iko pisze:

odsłonięcie tych uczuć to tak jak uchylenie tarczy, otwarcie się na kolejne, często wyimaginowane ciosy od najbliższej osoby; przyznanie się do nich jest przecież takie "niemęskie", jest okazaniem słabości

 

Trafiłaś w punkt. Czy nam się to podoba czy nie, mężczyźni żyją pod presją kulturową/społeczną. Męskość w tym rozumieniu, to potrzeba ciągłego sprawdzania się, udowadniania siły. a słabość jest przyznaniem się do porażki. A tymczasem każdy ponosi czasem porażki i to porażki definiują twardziela a nie same zwycięstwa.  Trzeba tylko do tego dojrzeć. 

 

1 godzinę temu, iko pisze:

 

mężczyźni wg  mnie boją się  okazywania negatywnych / bolesnych emocji a przecież ich uświadomienie sobie a tym bardziej okazanie, w moim rozumieniu jest już ogromną siłą - wiem kim jestem, wiem co czuję i ... tu się dopiero otwierają drzwi do prawdziwej słabości ... bo:

Znów się zgadzam a sedno.tkwi w postrzeganiu.  Negatywne/bolesne emocje, to dla większości złe emocje... Tak jakbyśmy mogli je wartościować i dzielić na dobre i złe.  Czy w sytuacji zagrożenia życia strach jest złą emocją? Nie, strach jest emocją, która pozwala nam przeżyć. Gdy się boimy mamy wyostrzone zmysły, co pozwala nam analizować lepiej zagrożenie,  zwiększa się nam krzepliwość krwi, co zwiększa szanse na przeżycie etc. Strach nie jest zła emocją. Strach jest emocją adekwatną do okoliczności jakie nas spotykają.  Podobnie jak wszystkie inne. 

 

1 godzinę temu, iko pisze:

 

ciekawa jestem ilu panów, umie pozwolić sobie samemu na łez uwolnienie - dla siebie... czy mieli takie to doświadczenie co ono im je dało - czy faktycznie przyznanie się do swoich strachów, obaw, łez pozbawiło ich męskości czy tchnęło nowe, mocniejsze siły do dalszego działania...

JA pozwalam sobie na łzy ze smutku. Działają na mnie oczyszczająco, przeganiają to co mnie zżera od środka i nabieram nowych sił. Idealnie opisałaś działanie. Inna rzecz jak "stereotyp kulturowy" zareagowałby, gdybym się tak ujawnił z tym kumplom przy piwie😊

 

1 godzinę temu, iko pisze:

i na szczęście, przynajmniej niektórzy mężczyźni, spotykają na swojej drodze takie kobiety, które potrafią ich "nauczyć", oswoić z myślą, że okazywanie emocji bolesnych czy tych wzruszających nie jest żadną słabością, w żaden sposób nie czyni mężczyzn bezbronnymi w oczach kobiety lecz jeszcze bardziej silnymi, męskimi...

 

Szczerze mówiąc największą ulgę i największy progres w walce z "Panem Zajebistym" zanotowałem gdy moja partnerka powiedziała mi szczerze, że nie jestem w jej oczach w żaden sposób mniej męski gdy przyznam się do tego, że się boją, nie radzę sobie, mam problemy etc.  Dzięki temu ani ona ani ci, którzy ze mną pracują nie muszą go już oglądać często, a ciężko im czasem z "Panem Zajebistym"  było... Odkąd jestem od niego w dużej mierze wolny, jestem o wiele bardziej szczęśliwym człowiekiem niż kiedyś. Wierzę, że moje otoczenie też. 

 

2 godziny temu, iko pisze:

chciałabym Wam Panowie powiedzieć, że okazywanie uczuć w mojej ocenie nie jest żadną słabością, oczywiście nie każdemu i wszędzie tym warto epatować - lepiej się pokazać przy tej osobie, która dyskretnie będzie Wam towarzyszyć a na pewno uszanuje (bo zrozumieć to nie zawsze jest możliwe jeśli się tego samemu nie doświadczyło), to co Wami targa - to wszystko są bardzo człowiecze cechy i zachowania, one w żaden sposób nie odbierają Wam męskości i siły... tak to widzę ja... 

Mądrego zawsze warto posłuchać!!!!☺️

  • Lubię 6
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
19 minut temu, Grey79 pisze:

Czy nam się to podoba czy nie, mężczyźni żyją pod presją kulturową/społeczną.

to jedno, lecz wg mnie największą presję czynią sami sobie w swoich głowach - właśnie dbając o to by Pan Zajebisty nie pokazał, tak naprawdę człowieczej natury - nikogo więcej w nim nie ma przecież, to jest CZŁOWIEK ze swoimi emocjami i doznaniami a nie jakiś wyzuty z doznań cyborg

 

jedno to kultura a drugie to co sam mężczyzna o sobie myśli jaki POWINIEN być a nie jaki JEST naprawdę - a bywa, że bardzo chce stworzyć dwa odrębne światy

 

czy mężczyzna, którego wzruszy wiersz, spektakl... muzyka jest SŁABY?

czy mężczyzna, który cierpi bo stracił ukochane zwierzę jest SŁABY?

czy mężczyzna, który tęskni jest SŁABY?

 

nie, jest CZŁOWIEKIEM z bardzo ludzkimi doznaniami, jest BARDZO CZŁOWIEKIEM bo umie doświadczyć i okazać emocje 

 

19 minut temu, Grey79 pisze:

A tymczasem każdy ponosi czasem porażki i to porażki definiują twardziela a nie same zwycięstwa.  Trzeba tylko do tego dojrzeć. 

Porażki i podejście do nich. Jak również ugięcie karku czy też walnięcie o glebę z bezsilności totalnej  i pozwolenie sobie na ten czas leżenia na glebie - znowu są ludzkie. Przecholernie ludzkie.

 

Dla mnie życie nie jest grą. Jest drogą pełną doświadczeń, która głównie składa się z uginania karku, pierdolnięcia o glebę i postaw wobec tych zdarzeń. Gdyby nie te, znowu nie mielibyśmy świadomości szczęścia, które jest pomiędzy nimi, wówczas najmocniej odczuwalne.

 

Nie ma tu zwycięzców i nie ma przegranych (a może ja nie umiem tak po prostu spojrzeć). Wysoko sobie cenię osoby obu płci, które są świadome siebie - zarówno tych dobrych i złych swoich stron. Wówczas taka osoba jest kompletna

 

19 minut temu, Grey79 pisze:

Inna rzecz jak "stereotyp kulturowy" zareagowałby, gdybym się tak ujawnił z tym kumplom przy piwie😊

 

Właśnie to powiedziałeś. PUBLICZNIE. SZACUN (w sumie nie spodziewałam się, że jakikolwiek mężczyzna w tym temacie to zrobi).

 

  • Lubię 8

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
8 minut temu, iko pisze:

to jedno, lecz wg mnie największą presję czynią sami sobie w swoich głowach - właśnie dbając o to by Pan Zajebisty nie pokazał, tak naprawdę człowieczej natury - nikogo więcej w nim nie ma przecież, to jest CZŁOWIEK ze swoimi emocjami i doznaniami a nie jakiś wyzuty z doznań cyborg

Tak, ale presja społeczna, presja środowiska jest faktem. Nie każdy ma taką asertywność w sobie,  że potrafi iść pod prąd. 

 

9 minut temu, iko pisze:

 

jedno to kultura a drugie to co sam mężczyzna o sobie myśli jaki POWINIEN być a nie jaki JEST naprawdę - a bywa, że bardzo chce stworzyć dwa odrębne światy

Ale tych mężczyzn podobnie jak te kobiety ktoś wychował. Ilu rodziców uczy swoje dzieci tego jak ważne jest mówienie o swoich prawdziwych uczuciach? Że ważne jest mówienie tego co naprawdę czują a nie dostosowywanie się za wszelką cenę do oczekiwań innych? Obawiam się, że mało, stąd nie dziwmy się, że dorośli mają z tym problem. 

 

12 minut temu, iko pisze:

Porażki i podejście do nich. Jak również ugięcie karku czy też walnięcie o glebę z bezsilności totalnej  i pozwolenie sobie na ten czas leżenia na glebie - znowu są ludzkie. Przecholernie ludzkie.

Bardzo trudno wielu mężczyznom jest znaleźć się w miejscu w którym nic od nich nie zależy.  Kontrola a właściwie złudzenie pełnej kontroli, to coś co jest im potrzebne. Utrata tego poczucia kontroli powoduje, że mówiąc kolokwialnie głupieją. 

 

14 minut temu, iko pisze:

Właśnie to powiedziałeś. PUBLICZNIE. SZACUN (w sumie nie spodziewałam się, że jakikolwiek mężczyzna w tym temacie to zrobi).

Dziękuję. Myślę, że kolegom przy piwie też bym powiedział gdyby temat zszedł na łzy męskie. Ale skoro wolą rozprawiać o  piersiach dziewczyny, która siedzi dwa stoliki dalej, daję spokój i zmuszam się, żeby popatrzeć te dwa stoliki dalej 😊

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

aaaaaa jeszcze mnie tknęło, gdzie widzę słabość u mężczyzn .... a oni może w tym widzą siłę .... proszę mi powiedzieć jak to jest naprawdę

 

krzyk - dla mnie to wyraz słabości, nieumiejętność rzeczowego wyrażenia tego o co naprawdę chodzi; krzyk przykrywa bezradność a atawistyczne przeca jest znakiem dla wroga - paaatrz jaki groźny jestem

 

łzy kobiety - one stają się niemym narzędziem wywieranej na mężczyznę presji co do jego zachowań  choćby zamiar miał zupełnie inny co do własnej postawy, ilu z Was umie pominąć ów objaw i dalej postępować z pierwotnym założeniem (mi tata zawsze mówił "łzami u mnie nic nie wskórasz" i słowa dotrzymał.... i taki we mnie odruch wyrobił, że nimi "pogrywać" nie umiem, na szczęście umiejętności płaczu a nawet wycia nie straciłam.... moje to jest wywalenie emocji, nie dla kogoś, po coś lecz wyłącznie dla mnie)

 

seks - jest pewna grupa kobiet, która nawet z własnym mężem używa tego do osiągania swoich celów - ciekawe czy wówczas panowie są świadomi swojej słabości ...

 

 

się dowiem? :)

  • Lubię 5
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
17 minut temu, iko pisze:

 

krzyk - dla mnie to wyraz słabości, nieumiejętność rzeczowego wyrażenia tego o co naprawdę chodzi; krzyk przykrywa bezradność a atawistyczne przeca jest znakiem dla wroga - paaatrz jaki groźny jestem

Krzyczymy gdy doznajemy silnych emocji, może być gniew, ale też ból, ekscytacja.  Czasem  krzyczymy, żeby zastraszyć przeciwnika (sztuki walki typu karate).  A czasem krzyczymy z bezsilności. Wydaje mi się, że  gdy dwoje ludzi totalnie nie umie się skomunikować, i wygłaszają do siebie monologi zamiast prowadzić dialog wtedy krzyk zastępuje komunikację.  Każde mówi ale żadne nie słucha, więc krzyk ma być wzmocnieniem przekazu aby druga osoba usłyszała co mamy do powiedzenia. Zasadniczo nie udaje się to i krzyk jest wyrazem bezradności o czym piszesz. 

 

27 minut temu, iko pisze:

łzy kobiety - one stają się niemym narzędziem wywieranej na mężczyznę presji co do jego zachowań  choćby zamiar miał zupełnie inny co do własnej postawy, ilu z Was umie pominąć ów objaw i dalej postępować z pierwotnym założeniem

Łzy na mnie nie działają. Kiedyś się na nie wkurzałem, bo "Pan Zajebisty" nie akceptował słabości. Dziś mówię po prostu "ok rozumiem,, że ci smutno, co wywołuje u ciebie łzy, zatem przejdźmy do sedna" i przechodzę do sedna☺️

 

31 minut temu, iko pisze:

 

seks - jest pewna grupa kobiet, która nawet z własnym mężem używa tego do osiągania swoich celów - ciekawe czy wówczas panowie są świadomi swojej słabości ...

Seks to nieograniczone pole do manipulacji mężczyzną, dla kobiet. Dla mnie temat rzeka!!!!😊

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.