Devils's Mill - Opowiadania - Cuckold Forum Skocz do zawartości
pawel1969

Devils's Mill

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiedziałem czy jest dzień czy noc. Lampy uliczne mijane przez nas w pasażu świeciły, ale w jakiś dziwny, nierealny sposób. Nie byłem w stanie stwierdzić, czy jest zimno czy ciepło.   Nie było mi niedobrze, nie mdliło ani nic nie bolało,ale coś zdecydowanie nie grało. Moja piękna  prawie siedemnastoletnia prawie żona szła obok uśmiechnięta a lekki wiatr rozwiewał jej lekko falowane blond włosy. Tylko dotyk i ciepło jej dłoni, którą ściskałem mocno i starałem się nie puścić łączyły mnie ze światem rzeczywistym. Już chciałem powiedzieć jej jak się czuję, ale moją uwagę przykuło coś jeszcze dziwniejszego niż moje samopoczucie.
- Asia. Czy ja nie powinienem zobaczyć cię w tej sukni dopiero za tydzień?
Zatrzymała się i chwilę wpatrywała we mnie, lekko mrużąc oczy.
- Hej? Wszystko w porządku Paweł? Już o to pytałeś.
- Nie wiem. Cyba jest okej. A ty? Jak się czujesz.
- Jak jeszcze nigdy. - Stanęła tuż przede mną i zadarła w górę głowę.
Przeszły mi ciarki po plecach jak zawsze gdy patrzyłem z tak bliska w jej zielone oczy. Gdy chciała mnie pocałować, zrobiłem w ostatniej chwili unik, mimo ogromnej ochoty na jej pełne usta. Suknia z falbanami sięgała do połowy ud. Wzięła moją rękę i sprawiła, że dotknąłem wilgotnych majtek.
- Chciałabym już je zdjąć.
Gdy uświadomiłem sobie, że nawet nie wiem dokąd idziemy, podniecenie zniknęło i ogarnął mnie lęk. Myślałem, czy powiedzieć Aśce, ale postanowiłem, że później porozmawiamy. Już zdarzało mi się zapomnieć nazwisko, imię lub tytuł piosenki, które dobrze znałem. Wtedy nie próbowałem na siłę, bo to zawsze przynosiło odwrotny skutek. Im bardziej próbowałem sobie przypomnieć, tym bardziej mi to nie wychodziło. I tym razem wiedziałem, że wszystko przyjdzie, gdy przestanę próbować. Asia obróciła się, żeby ruszyć dalej i nagle wrzasnęła skulając się i łapiąc za serce, ale po chwili wypuściła powietrze i  roześmiała się. Przed nami jak spod ziemi wyrósł wysoki, ciemnoskóry mężczyzna, ubrany we frak i cylinder. Asia prawie na niego wpadła. Uniósł górną wargę i duże białe zęby błysnęły w szelmowskim uśmiechu między szpiczastą brodą i wąsami.
- Macie wybór kochani ... Możecie skręcić i spróbować najlepszego trunku na świecie ... lub ... pójść własną drogą i żałować. Każda decyzja ma swoje konsekwencje. Skłonił się nisko wskazując dłonią na drzwi w kamienicy z małym afiszem "Devil's Mill". Byłem rozbawiony przedstawieniem i prawie zapomniałem o moim złym samopoczuciu. Asia prychnęła zakrywając usta.
- Dziękujemy. - powiedziałem - Na dziś nasza decyzja brzmi: idziemy własną drogą.
Podał Asi wizytówkę i ponownie się ukłonił.
- Zapraszam innym razem.
Odchodząc oglądaliśmy wizytówkę. "Pub Devils's Mill. Adam" i numer telefonu komórkowego.
- Ale pajac. - powiedziała Asia. - Ale może tam być fajnie. Weszłabym na chwilę.
Nie chciałem jeszcze mówić o moich problemach. Zrobiłem dobrze wyćwiczoną zbolałą minę, wiedząc że za chwilę zobaczę równie dobrze wytrenowaną błagalną. Gdy się uśmiechnąłem, cmoknęła mnie w polik i zawróciliśmy. Szare stalowe drzwi równie dobrze mogły być wejściem do magazynu. Zeszliśmy w dół po kilku stopniach i pociągnąłem za klamkę. Nic. Zacząłem się rozglądać.
- To chyba nie jest główne wejście. - powiedziałem karcąc się w myślach, że od razu tak nie pomyślałem.
Gdy ponownie spojrzałem na drzwi, były uchylone na centymetr. Asia też to zauważyła.
- Dziwne - powiedziałem - Poczekaj. -  ale ona już była w środku.
Mroczny korytarz z czerwonej cegły zwieńczony łukowatym sklepieniem ciągnął się długo na wprost. Tlące się na końcu czerwone światło osnute dymem przypominało komorę pieca. Z wnętrza dochodziła cicha muzyka, a właściwie monotonny podkład na perkusji i basie.  
- Dziwnie tu. - powiedziała Asia. - mam dreszcze.
Ruszyliśmy przed siebie. Po wyjściu z niskiego korytarza uderzyła nas przestrzeń. Nierównomierny czarny sufit pokryty punktowymi lampkami imitował nocne niebo.  Przy prawej ścianie woda napędzała duże koło młyńskie. Na środku parkietu lekko połyskiwała w słabym świetle pomieszczenia chromowana rura. Zauważyłem, że Asia patrzy na malutkie okienko w czerwonej ścianie młynu, tuż nad kołem. Pod ścianami duże ławy i wygodne skórzane fotele były zupełnie puste. Byliśmy jedynymi gośćmi. Usiedliśmy w niszy po lewo. Czarnoskóry barman zignorował nasze wejście i kontynuował wycieranie kieliszków, więc Asia spytała co mi wziąć i pofatygowała się do baru.
- Co mi polecisz?
Obróciła się ku mnie i skinęła ramionami, gdy barman bez słowa zaczął nalewać do szklanek gęsty, kremowy płyn koloru kawy z mlekiem.
- Dziękuję. - powiedziała zabierając drinki, a on ledwo zauważalnie skinął głową.
Drink smakował nieziemsko. Nie wiem czy za jego sprawą, ale poczułem się lepiej. Trochę gadaliśmy o wystroju knajpy, śmialiśmy się z gburowatego barmana, naganiacza w cylindrze a później z faceta, który przeszedł przez salę. Grubas w garniturze miał na twarzy wenecką maskę. Zastanawialiśmy się, czy jeden z nich to może Adam. Gdy już mieliśmy się zbierać pojawił się nasz znajomy z pasażu.
- Już mnie poznaliście. Nie przeszkadzam? - nie czekał na odpowiedź. - Mówcie mi Adam. Podoba się Państwu w moim klubie?
- Lubię taki klimat. Naprawdę fajnie.  - odpowiedziała mu. - A drink dokładnie jak Pan mówił. Jeszcze takiego nie piłam.
- Skoro smakował, to na koszt zakładu jeszcze jeden. Ode mnie Sylwio.
Jakby ktoś potrącił niewidzialną strunę w moim brzuchu. Nie wiem czy bardziej zaniepokoiły mnie jego słowa, czy jej reakcja. Asia uśmiechnęła się do niego zupełnie ignorując, że nie trafił z imieniem. Nie zamierzała prostować. Przestało mi się tu podobać i chciałem z nią jak najszybciej porozmawiać, ale nie przy Adamie.
- No cóż. Zostawię was. Obowiązki. Miłej zabawy. - Jakby czytał mi w myślach. Jego spojrzenie i uśmiech zbiły mnie z tropu. -  Zaraz każę Lucjanowi przynieść napój. Aha. I wybaczcie mu. Nie jest rozmowny.
- Dziękujemy Adam - odpowiedziałem - ale raczej już pójdziemy. Mamy trochę obowiązków.
- Tak, wiem. Przygotowania do ślubu to ciężka praca.
Struna w moim brzuchu wibrowała z pełną amplitudą. Panny młode na ogół nie zakładają sukni przed ślubem. Dlaczego to powiedział?
Asia spojrzała na mnie z otwartymi ustami.
- Idziemy kochanie. - chwyciłem jej dłoń.
- Każdy podejmuje sam decyzje, Paweł. Skoro musicie, to musicie.
Teraz mnie naprawdę przeszedł dreszcz.To jak zwrócił się do Asi byłem w stanie wytłumaczyć na kilka sposobów. Założyłem, że strzelił imię w nadziei, że ona zdradzi swoje prawdziwe, a może akurat zgadnie. Czyżby moje imię przypadkowo odgadł? Nie wierzyłem w przypadki.  
- Tak. Taka jest nasza decyzja. - odpowiedziałem. - Idziesz?
W korytarzu Asia zarzuciła mnie pretensjami.
- Nie byłeś zbyt uprzejmy.
- A ty nie widzisz, że coś tu nie gra Aśka?
Nagle się zatrzymała.
- Aśka?! Kim jest Aśka? Zdradzasz mnie?
Poczułem, że ogarnia mnie lęk. Może to wszystko mi się wydaje. Może w drinku był narkotyk? To podpowiadała mi logika. Tak czy inaczej chciałem stąd wyjść. Natychmiast. Sądziłem przez korytarz długie susy ciągnąc ją za rękę. Marzyłem, żeby znaleźć się znów na zewnątrz. Chwyciłem za klamkę z nadzieją, że się nie zatnie. Drzwi na szczęście się otworzyły. Już nie trzymałem ręki Asi. Oślepiło mnie jaskrawe światło.

***

Ocknąłem się w pokoiku. Był pusty poza jednym fotelem w rogu. Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu wyjścia, ale nie zauważyłem nic co mogło być drzwiami, jedynie okienko na wysokości głowy. Serce podeszło mi do gardła. Jakbym znał to pomieszczenie. Ale skąd? Mimo strachu poczułem sztywnienie w spodniach. Nie rozumiałem dlaczego jestem taki spokojny. Nie szamotałem się ani nie krzyczałem i nie waliłem w ściany. Co się ze mną do cholery dzieje? Czułem tylko strach i podniecenie. Wstałem i wyjrzałem przez okno. Nogi ugięły się pode mną ale nie upadłem. Pod oknem zauważyłem koło młyńskie. Nie obracało się. Na sali barman Lucjan wciąż bez emocji wycierał szklanki. Spojrzałem w niszę pod ścianą gdzie niedawno siedzieliśmy. Asia wciąż tam była a obok niej ...  Adam. Nie rozmawiali. Siedzieli w milczeniu patrząc w okienko. Przed nimi stały rzędy pustych krzeseł. Nie pamiętam, żeby były tam wcześniej. Adam wyciągnął w górę prawą rękę i pstryknął. Niemal natychmiast koło młyńskie ruszyło i usłyszałem szum.
- Może powinnaś wyjść razem z mężem Sylwio? Niepokoję się o niego. Za tydzień bierzecie ślub.
Głos Adama dobiegł do mnie bardzo wyraźnie, mimo odległości i szyby w oknie.
- Chciałabym zostać, jeśli ci to nie przeszkadza. Przepraszam za Pawła. Zwykle tak się nie zachowuje. Nie wiem co się ostatnio z nim dzieje. Na pewno nie chciał cię obrazić. Myślę, że się po prostu przestraszył.
- Rozumiem go doskonale. Też byłbym o ciebie zazdrosny. - powiedział zajadając kolejne ciastko ze stołu i głośno mlaskając. - Może nie powinniśmy ze mną rozmawiać.
- Masz rację. - wstała - chyba pójdę go poszukać.  Coś jest z nim nie tak. Odprowadzę go do domu i przyjdę. Jeśli chcesz.
- Niestety. Już mnie nie będzie. Ale twoja decyzja, żeby poszukać Pawła jest słuszna.
Zastanawiałem się w jaki sposób Asia mnie znajdzie. Jak dostanie się do tego pokoju. Po chwili nie miałem już nad czym się zastanawiać. Zawróciła i usiadła obok Adama. Poczułem ... że ciężej mi się oddycha i przybyło w brzuchu miłych igiełek.  Nie chciałem tak się czuć. Na salę wszedł tęgi mężczyzna w garniturze i weneckiej masce z dużym nosem na twarzy. Przeszedł pół sali i usiadł na krześle przed nimi. Po chwili kolejni aż wszystkie krzesła się zapełniły. Po brzuchu latały mi motyle i dreptały mrówki.
- Masz ochotę na ciastko? - spytał Adam i nie czekając na odpowiedź wyciągnął rękę ku niej podając jej jedno  wprost do ust. Spojrzała w okienko nad wirującym kołem. Przeszły mnie dreszcze. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy choć nie było blisko. Zjadła ciastko i  oblizała jego palce. Odpiąłem pasek i pozwoliłem, żeby spodnie opadły na podłogę. MIałem ogromne wyrzuty sumienia, ale podniecenie wygrało. Czułem się rozdarty ale nie potrafiłem przestać się dotykać patrząc na nich.  Adam podał kolejne ciastko. Łapczywie połknęła i oblizała krem z jego kciuka. Nie spieszył się. Pozwolił, żeby go przez chwilę ssała. Jeden z mężczyzna w maskach zaklaskał i po chwili cała widownia biła brawo. Co tu się kurwa dzieje - pomyślałem.
- Zauważyłem Sylwio, że jesteś spostrzegawcza.Wiem, gdzie zerkasz.
- On tam jest, prawda? Patrzy na nas?
- Tak. Zamierzałaś mu powiedzieć przed ślubem o swoich fantazjach? Teraz masz okazję.
- Wiesz o czym marzę?
- Wiem wszystko. Ale nie musisz mi wierzyć.
Wyjął kartkę i coś zapisał, następnie złożył ją i położył na stole.
- Twoja kolej. - powiedział - Tu jest napisane o czym teraz fantazjowałaś.
Asia przez chwilę patrzyła na niego badawczo. Publiczność wyczekiwała w milczeniu. Asia wstała poprosiła Adama, żeby zdjął jej majtki. Ten włożył dłonie pod ślubną suknię,  zsunął koronkowe majteczki  do wysokości kolan. Byłem zdruzgotany, ale jednocześnie nie chciałem, żeby igiełki z mojego brzucha zniknęły. Zacząłem z bezradności walić wolną dłonią w szybę, ale raczej nikt tego nie słyszał. Asia podeszła do chromowanej rury. zaczęła tańczyć. Zdałem sobie sprawę, że muzyka nie zmieniła się od naszego przyjścia. Ciągły jednostajny rytm dobiegający nie wiadomo skąd jeszcze pogłębiał moje dziwne odczucia.
- Odpieprz się od mojej Asi! Co się tu KURWA dzieje! - waliłem w szybę. - Przyjdź tu tchórzu. Pogadamy.
Moje życzenie spełniło się natychmiast. Adam pstryknął palcami nad głową. Wszystko na sali zatrzymało się w bezruchu a obok mnie w fotelu siedział on.
- Przekonałeś się trochę do klubu? - spojrzał na moją opuszczoną garderobę.- Widzę, że tak.
- Dlaczego nam to robisz?
- Mylisz się? Sam sobie to robisz. Ja ci pomagam w odkryciu siebie.
- Wypuść nas. Chcemy stąd wyjść.
- Mów za siebie. Joanna chyba nie chce o ile znam się na kobietach. Ale w porządku. Nie jesteś tu trzymany na siłę i możesz wyjść kiedy chcesz.
- Serio? Może widzisz tu jakieś drzwi?
- Pomyśl logicznie Paweł. Jakoś tu się znalazłeś, prawda? Ja też tu jestem.
Wyjął z kieszeni kluczyk i podał mi go.
- Co on otwiera? - spytałem.
- Będziesz wiedział. Jednak jeśli go weźmiesz, nie przekonasz się o czym jeszcze marzy Asia. A uwierz mi. Ona ci tego nigdy nie powie. Wybór należy do ciebie.
Chwilę czekał. Wyciągnąłem rękę i wziąłem klucz.
- Dobra decyzja. Za chwilę wrócisz z Asią do domu. I nic nie będziesz pamiętał. No cóż. Miło było cię poznać Paweł. Powodzenia. - powiedział i wyciągnął dłoń na pożegnanie.
Zawahałem się chwilę. Wyciągnąłem również rękę, ale nie żeby go uścisnąć. Oddałem klucz.  Zaśmiał się i pstryknął palcami. Wrócił do stolika i wraz z zamaskowaną widownią obserwował taniec do którego dołączył barman. Nie miał koszuli a w pasie miał zawinięty ręcznik. trzymał Asię w tańcu trochę bliżej niż przyjęło się tańczyć z obcą osobą. Nie przeszkadzało jej, że ich czoła prawie się dotykały. .Po tańcu Lucjan odprowadził ją do Adama i wrócił za bufet wycierać kieliszki.
- Co o nim myślisz Sylwio?
- Nie wiem. Chyba się go boję.
- Czy właśnie tak wygląda ten, który wprawia twoje serce w drżenie? Tylko błagam. Wiesz już, że niczego nie ukryjesz przede mną. Wiesz, że znam twoją najmroczniejszą fantazję, prawda?
- Zostawmy to w spokoju. Proszę. To fantazja i nie chcę, żeby kiedykolwiek się spełniła.
- Nie prawda. Chcesz. Oszukujesz się sama. Kiedyś fantazjowałaś o tym pierwszym razie po ślubie. Ale szybko stało się nudne. Pomyślałaś że robisz to z innym i poczułaś ten ogień środku. Było ci wstyd więc odganiałaś myśli, ale one wracały za każdym razem potężniejsze. Za każdym razem mężczyzna był większy. Była większa rozkosz  i bardziej bolało. I zdałaś sobie sprawę, że jedno nie istnieje bez drugiego.
Asia milczała. Dał jej następne ciastko i poczekał aż zje.
- W ostatniej wersji fantazji on to robił, a ty nie mogłaś mu przeszkodzić, prawda?
Usłyszałem turkot i na scenie pojawiła się drewniana ława na kółkach z pięcioma metalowymi klamrami, którą wpychali Czterej mężczyźni w maskach. Asia struchlała. Jej nogi dygotały jak gałązki na wietrze. Mnie też widok tej machiny zaniepokoił ale wywołał w brzuchu dodatkowe igiełki. Moje przyjaciółki.  
- Wiesz, że przyprowadziła cię tu twoja fantazja, prawda Sylwio? Ale pierwszy krok musisz zrobić sama. Jeśli będziesz gotowa podpisz to. - położył na blacie kartkę. - Jeśli zechcesz po prostu wyjść, wiesz gdzie są drzwi.  Na zewnątrz będzie czekał Paweł. Zdecydujesz co zechcesz, ale decyzja jest nieodwracalna.
Asia drżała. W jej maślanych, niewidzących oczach widziałem strach. Wszyscy czekali w milczeniu. Szumiał tylko młyn i grała muzyka.  Mnie ściskało w dołku i bolał mnie nos zbyt długo przyciśnięty do szyby. Przeszedł mnie dreszcz gdy Asia wstała. Coś już postanowiła. Wolnym krokiem ruszyła przed siebie. Zbliżała się do maszyny. Minęła ją i zniknęła w korytarzu prowadzącym do wyjścia. Wypuściłem powietrze. Zniknął strach. Zniknęły też igiełki z brzucha. Po chwili zobaczyłem, że za mną powoli w ścianie zaczęło otwierać się wyjście i do pokoju wpadło światło. Błysnęło na chwilę i ...  zniknęło. Po chwili znów zobaczyłem Asię. Podeszła do ławy i wzięła do ręki pióro.
- Czy to będzie bardzo bolało? - spytała.
Adam podniósł wargi i pokazał duże, białe zęby.
- Mogę sprawić, że w ogóle. Tylko rozkosz w czystej postaci.
Nie byłem pewien czy patrzy w dal czy na maszynę, do której się zbliżała. W połowie drogi odpięła sukienkę i pozwoliła jej opaść na podłogę. Nie zwróciła uwagi na oklaski. Drobne nagie ciało drżało pokonując ostatnie kroki.  Gdy weszła na blat, dwie klamry z głośnym szczęknięciem zacisnęły się na łydkach. Po chwili dwie kolejne na przedramionach a ostatnia uwięziła szyję. Patrzyła w dół  a włosy zakryły twarz. Adam skinął na Lucjana, który ten wyszedł zza baru i ruszył powoli ku Asi. Nie mogła go widzieć, ale ja widziałem. Myślałem, że buty ma podkute metalem dopóki nie zrzucił ręcznika. Zakręciło mi się w głowie. Waliłem oburącz w szybę i krzyczałem. O podłogę stukały nie buty lecz kopyta. Pokryte futrem, dziwnie wygięte nogi też nie należały do człowieka. Z tyłu podłogę omiatał ogon. Potem zobaczyłem to coś i opadłem na kolana. Ukryłem twarz w dłoniach. Asia tego nie wytrzyma - powiedziałem do siebie. - Co ja najlepszego zrobiłem? Dlaczego nie wziąłem klucza. Może zdążę to naprawić. Postanowiłem wezwać Adama. Odetchnąłem z ulgą widząc go znów w fotelu.
- Jednak chciałbym wziąć klucz.
- Zdecydowałeś Paweł. Przykro mi.
- Proszę.
Adam nic nie mówił a mnie ogarniał lęk. Podszedłem ku niemu na kolanach. W tej chwili dobiegł mnie wrzask Asi. Jeszcze nie słyszałem takiego krzyku. Skuliłem się. Podniecenie uleciało. Pozostał strach i ściskanie w dołku. Asia krzyczała jak obdzierana żywcem ze skóry.
- Oszukałeś ją! Oszukałeś. Zaufała ci.
Siedziałem na podłodze otępiały. Krzyk zmienił się. Wciąż był głośny, inny, przeplatany jękami. Przecież nie mogło jej się to podobać? Już tylko jęki, głębokie oddechy, piski. Nie! Ona na pewno tego nie chce. Nagle wszystko ucichło.
- Oszukałeś ją. - rzuciłem mu wyzwanie wzrokiem. Nie wystraszył się. Wyszczerzył zęby.
- Dostała to czego pragnęła.
- Teraz już możesz nas puścić.
- Właśnie po to przyszedłem. Podpisz tylko tutaj.
Podał mi kartkę i pióro. Docisnąłem ją do ściany. Kartka była czysta.
- Gdzie?
- W rogu na dole.
Gdy tylko złożyłem czerwony autograf i oddałem kartkę, podał mi kluczyk. Pstryknął palcami i znalazłem się na sali. Nie było nikogo tylko ja i ... Asia. Wciąż uwięziona w maszynie. Ścisnęło mnie i poczułem, że mi niedobrze. Podszedłem i pogłaskałem jej twarz. Oddychała głęboko i szybko. Coś kopało od środka w wyraźnie zaokrąglony brzuch. Z nabrzmiałych piersi kapało mleko. Asia patrzyła na mnie bez śladu przerażenia, co jeszcze bardziej spotęgowało moje. W przebłysku logicznego myślenia przypomniałem sobie o kluczyku. Pojawiło się światełko nadziei. Poczułem się lepiej i uśmiechnąłem do niej.
- Będzie dobrze - powiedziałem.
Natychmiast wcisnąłem go w zamek klamry przy jej szyi. Przekręciłem...
Nic.  
Sprawdziłem drugi zamek. Też nie ustąpił. Znów poczułem bezradność i opuszczała mnie nadzieja.
- Nie martw się. - powiedziała głosem pozbawionym emocji. - I tak chciałam zostać.
Przeraził mnie jej blady uśmiech. Z kącików ust i nosa wypłynęła lepka ciecz o perłowej barwie, tworząc po chwili na blacie sporą kałużę. Podobna pojawiła się z tyłu.
Miotałem się po sali w rozpaczy, nie wiedząc co robić. Waliło mi serce i było mi duszno.
- Oszukałeś nas! Przyjdź tu tchórzu i pokaż się!
Z nieokreślonego kierunku dobiegł śmiech. Otworzyłem usta do krzyku i uświadomiłem sobie, że ... siedzę na łóżku.

***

Łapałem powietrze jak ryba wyjęta z wody. Serce w gardle waliło jak młot. Przetarłem pot z czoła, ale byłem mokry cały. Strach powoli się ulatniał wypierany przez radość. Obok siedziała Asia obudzona moim krzykiem.
- Spokojnie. - przytuliła mnie. - Miałeś sen. Już dobrze.
Nie przypuszczałem, że aż tak można się cieszyć z poranka. To wszystko było takie realne, że jeszcze teraz dygotałem.  Gdy już całkiem doszedłem do siebie wstałem i poszedłem do kuchni, gdzie Asia kończyła już smażyć jajecznicę. Chętnie zostałbym w łóżku przytulony do niej. Mógłbym tak spędzić cały dzień. Ale nie mieliśmy czasu. Wszystko było starannie rozplanowane.
- Jedz szybko, bo zaraz musimy wychodzić.
- Robię kawusię. Chcesz?
- Poproszę.
Wstawiłem wodę i podszedłem do Asi mieszającej jajecznicę. Przytuliłem się do jej pleców i podałem do ust ciastko z kremem. Oblizała palce i pocałowała mnie. Kawa z mlekiem smakowała nieziemsko. Po śniadaniu Asia poszła szykować się do wyjścia.
- I jak? - spytała obracając się przede mną w sukni ślubnej.
Poczułem w brzuchu pojedyncze przyjemne ukłucie jakby igiełką. Piętnaście minut później szliśmy pasażem. Dochodziła jedenasta. Słońce rzucało na rozgrzany chodnik krótkie ale ostre cienie licznych przechodniów. Trzymałem Asię za rękę i czułem, że drży. Zatrzymaliśmy się przed ławką, na której siedział mężczyzna w cylindrze. Na nasz widok podniósł wargę i pokazał duże, białe zęby, ale nie wiem czy to był uśmiech.
- Jesteś Sylwio.
Wstał i ruszył a my za nim. Igieł w moim brzuchu przybywało. Zeszliśmy w dół i zatrzymaliśmy się kolejny raz w ceglanym korytarzu za stalowymi drzwiami.
- Dalej ci nie wolno. - powiedziała.
- Wiem.
- Nie mamy całej wieczności. - powiedział mężczyzna w cylindrze.
Klęknąłem i majtki, które zdjąłem Asi schowałem do kieszeni.
- To dla ciebie. - mężczyzna podał mi kluczyk.
- Co otwiera?
- Będziesz wiedział.
Patrzyłem za nimi dopóki nie zniknęli w czerwonej czeluści lokalu. Gdy wyszedłem na zewnątrz oślepiło mnie światło pogodnego poranka. Obszedłem budynek i znalazłem schody przeciwpożarowe. Na drżących nogach wszedłem na półpiętro i włożyłem klucz w zamek malutkich drzwiczek. Schyliłem się i wszedłem do środka. Usłyszałem za sobą trzask zamka. W pokoiku stał tylko fotel. Podszedłem powoli do małego okienka.  

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Fajne, oryginalne i mające swój klimat

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.