Jak sobie radzicie z porażką i strachem przed negatywną oceną? - Dyskusje Tematyczne - Cuckold Forum Skocz do zawartości
SplitKiM

Jak sobie radzicie z porażką i strachem przed negatywną oceną?

Rekomendowane odpowiedzi

Zgodnie z tematem, który wywiązał się w wątku o mowie ciała przenoszę tutaj dyskusję dotyczącą radzenia sobie z niespełnionymi oczekiwaniami - czyimiś. Czyli przychodzimy na spotkanie pełni nadziei i czujemy, że druga strona jest rozczarowana. Jak sobie z tym radzicie? Jak radzicie sobie z lękiem, że taka sytuacja będzie miała miejsce? Czy macie już takie doświadczenia na koncie? 

 

@iko wolę 5 interesujących rozmówców niż 15, którzy nie mają nic do powiedzenia ;)

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Lula, przeniosę Twoje słowa z tamtego tematu tutaj

10 minut temu, Sailor&Lula pisze:

Iko, ale tak jak pisała K. - my nie jesteśmy jak zupa pomidorowa ;) .

tak, ja wiem że nie jesteśmy, w pełni się z tym zgadzam, jednak doprecyzuję

 

ja na swojej drodze stałam się cholernie wybredna (nie chcę brzmieć jak zadufane w sobie babsko, jednak jakąś tam ścieżkę poznania siebie i swoich własnych potrzeb w relacjach zdradkowych zdefiniowałam na jakimś tam moim poziomie potrzeb erotyczno mentalnych i niżej nie zamierzam zejść, bo nie dość że nie jestem pomidorową to z Matki Teresy też niewiele we mnie jest)

 

i sama sobie stawiam poprzeczkę, wprowadzam niepewność co do znajomości - podoba mi się ktoś, rozmawiam z nim, poznaję... nie pozwalam na wymianę zdjęć, nie pozwalam na rozmowy o seksie a zaczynam się człowiekiem bardzo interesować, coś mnie do niego ciągnie, coś widzę co mogę z danej znajomości otrzymać dla spełnienia swoich popapranych potrzeb...

 

i następuje chwila prawdy, mamy spotkanie, jak już mówiłam... ledwo idę na miękkich nogach, bo zauroczył mnie Człowiek a nie seksualne obietnice czarno na białym spisane

 

i po prostu się boję, że moja fizyczność, sposób bycia i cała masa już tych zewnętrznych zachowań tej osobie nie przypadną do gustu - przecież mogą, jestem pełna niedoskonałości (dodajmy do tego, że gdzieś tam majaczy się z tyłu głowy postrzeganie siebie, co z tego że wiem, że mam fajny mózg jak dupy nie lubię i nie akceptuję :D )

 

i teraz tak... np. niech się okaże, że nie zagrało a ja bardzo przebardzo chciałam...

 

hmmm.... może popadnę w jakieś kompleksy dodatkowe i co z tego że mogę to racjonalizować jak będzie chwila może krótka a może bardzo długa... że będę się źle postrzegała....

 

 

pamiętam z młodości, typem chłopczycy byłam, latałam pod drzewach a umiejętności uwodzenia i eteryczności było we mnie tyle ile ma w sobie torba papierowa :facepalm:  i moje koleżanki miały chłopaków etc... a ja się wówczas zastanawiałam "kurwa... co ze mną nie tak" :D  może stąd takie obawy przed zawodem.... jakimś... nie mam zielonego pojęcia, może z kompleksów i samooceny niskiej.... 

  • Lubię 8

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
39 minut temu, SplitKiM pisze:

 Czyli przychodzimy na spotkanie pełni nadziei i czujemy, że druga strona jest rozczarowana.

Tu należy doprecyzować czy chodzi o spotkanie zapoznawcze/kawowe czy konsumpcyjne ;) Od tego bowiem zależy odpowiedź na kolejne pytania:

39 minut temu, SplitKiM pisze:

 Jak sobie z tym radzicie? Jak radzicie sobie z lękiem, że taka sytuacja będzie miała miejsce? Czy macie już takie doświadczenia na koncie? 

Zasadniczo jeżeli chodzi o kawy i spotkania zapoznawcze to nie mam problemu z tym, że nie przypadniemy sobie do gustu. Po to właśnie umawiam się na takie spotkania, żeby się zobaczyć, poznać, porozmawiać w 4 oczy i móc określić czy znajomość może być perspektywiczna czy nie. Dla mnie lęk o to, że nie spełnię czyiś oczekiwań na tym etapie można porównać do lęku osoby grającej w totka o to, że nie wygra. Jeżeli na spotkaniu zauważam, że raczej nic z tego nie będzie i zwyczajnie nie ma chemii (czy to po mojej czy jej stronie) to miło sobie rozmawiamy, pijemy kawę, żegnamy się i każdy idzie w swoją stronę.

 

Gorzej jednak jest jeżeli chodzi o spotkania "konsumpcyjne". Zakładając, że już się widzieliśmy, gadamy ze sobą, piszemy, wszystko jest naprawdę bardzo dobrze i lecimy na spotkanie na skrzydłach a same spotkanie nie będzie spełniać czyiś oczekiwań pojawia się pewne rozczarowanie. Jak sobie z tym radzę? Staram się, aby mimo wszystko spotkanie było jak najbardziej satysfakcjonujące dla obu stron. Po wszystkim naturalnie zastanawiam się co poszło nie tak i czy coś można było zaplanować, zorganizować, zrobić inaczej czy poprostu jednak rozminęliśmy się na poziomie erotyczno-seksualnym. Z tego też staram się wyciągnąć wnioski na przyszłość aby kolejne spotkania (czy to z tą czy inną osobą) były lepsze. Nie da się jednak ukryć, że jeżeli taka sytuacja ma miejscu odczuwam pewne rozczarowanie i zwyczajnie szkoda mi tak obiecująco rozpoczętej znajomości. Czy jednak odczuwam lęk czy obawę przed spotkaniem ? Nie. Gdyby tak było przestałbym się spotykać. Staram się zadbać o rzeczy na które mam wpływ a pozostałymi w mniejszym stopniu się już przejmować.

 

  • Lubię 5
  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
8 minut temu, Wichura pisze:

Tu należy doprecyzować czy chodzi o spotkanie zapoznawcze/kawowe czy konsumpcyjne ;)

ha... tylko ... :lach: mi się zdarzało permanentnie z kawy do domu nie wrócić :D  a ja nigdy nie określam pierwszego spotkania jako konsumpcyjne :lach:

 

8 minut temu, Wichura pisze:

Po wszystkim naturalnie zastanawiam się co poszło nie tak i czy coś można było zaplanować, zorganizować, zrobić inaczej czy porostu jednak rozminęliśmy się na poziomie erotyczno-seksualnym.

a nie powstają Ci po takim spotkaniu po prostu myśli, że może tylko i wyłącznie w Tobie coś jest nie halooo? 

8 minut temu, Wichura pisze:

Zasadniczo jeżeli chodzi o kawy i spotkania zapoznawcze to nie mam problemu z tym, że nie przypadniemy sobie do gustu. 

a nie jest Ci tak najzwyczajniej przykro, że po poświęceniu jakiegoś czasu np. wyłącznie Twoja zewnętrzna powłoka czy też sposób bycia po prostu się drugiej stronie nie spodobały?

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
5 minut temu, iko pisze:

a nie powstają Ci po takim spotkaniu po prostu myśli, że może tylko i wyłącznie w Tobie coś jest nie halooo? 

Pojawiają tylko widzisz... To, że "coś było nie haloo" może mieć podłoże albo organizacyjne/techniczne albo osobiste. W pierwszym przypadku można pomyśleć i wyciągnąć wnioski dot tego co można poprawić, zmienić lub zrobić lepiej w przyszłości. W drugim mówimy o niedopasowaniu i nie spełnieniu swoich wzajemnych oczekiwań personalnie i to w kontekście spotkania 'konsumpcyjnego' faktycznie pozostawia pewne rozczarowanie tak jak już zresztą pisałem.

5 minut temu, iko pisze:

a nie jest Ci tak najzwyczajniej przykro, że po poświęceniu jakiegoś czasu np. wyłącznie Twoja zewnętrzna powłoka czy też sposób bycia po prostu się drugiej stronie nie spodobały?

Przy kawie - nie
Przy spotkaniu konsumpcyjnym - tak

 

Ps. Tak, oddzielam raczej jedne od drugich ;)

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

@iko przede wszystkim podziwiam, że decydujesz się na spotkanie bez zdjęcia... 

 

34 minuty temu, iko pisze:

hmmm.... może popadnę w jakieś kompleksy dodatkowe i co z tego że mogę to racjonalizować jak będzie chwila może krótka a może bardzo długa... że będę się źle postrzegała....

 

Wiem o czym mówisz i zdarza mi się, że czyjś odbiór mojej osoby potrafi na chwilę zaburzyć moje poczucie własnej wartości. Ale u mnie to jest chwilowe... Myślę, że głównie dlatego, że byłam w życiu już w wielu sytuacjach w trakcie których byłam surowo i krytycznie oceniana, przez co musiałam nauczyć się sobie z tym radzić. W relacjach damsko-męskich biorę przede wszystkim pod uwagę kwestię gustu. Mój gust jest dziwny i już nie raz było tak, że dla moich koleżanek ktoś był "10/10" a dla mnie "mocne 3"... Mam wobec tego świadomość, że działa to w dwie strony. Dla jednego faceta będę "10/10" a dla innego "mocne 3". I zdarzyło mi się to odczuć na własnej skórze. Nie mam żalu ani do siebie ani do świata, że tak jest... Bo to są wyłącznie czyjeś subiektywne odczucia i one mnie tak naprawdę nie dotyczą. Dotyczy mnie tylko to co mogę zmienić. Jasne, może mogłabym schudnąć 5 kg albo przytyć - może bym się podobała bardziej, ale jak pójdę na spotkanie z innym facetem, który ma inne preferencje to znowu będę musiała zmienić dietę :) To trochę absurdalne. Lubię swoje ciało, nawet jakbym chciała je czasami poprawić - tam dodać, tam odjąć.... Ale, w ogólnym rozrachunku, dopóki jestem zdrowa, mam w pełni sprawny mózg, potrafię uwodzić i umiem się ubrać adekwatnie do sytuacji, to te braki nie mają żadnego znaczenia. 

 

M. ma fetysz na kobiety z inną wagą niż moja. Musiałabym mieć kompleksy całe życie, gdybym miała sobie to brać do serca. Natomiast żyjemy razem od lat i nigdy to nie był problem.... co też daje do myślenia - bo przecież to dla niego ważne, a ja nie spełniam tych oczekiwań.

 

@Wichura przy spotkaniach "konsumpcyjnych" to jest jeszcze nieco inny problem moim zdaniem... ale z tego co czytam, to mam podobne podejście do Twojego. Raczej zakładam, że "mam prawo się podobać i mam prawo się nie podobać", a jak się nie podobam, to trudno :) Jasne, może mi będzie przykro przez chwilę... ale to jest dosłownie chwila - czas pomiędzy spotkaniem, a powrotem do domu, gdzie czeka na mnie M. Kładę się obok niego na sofie i już wiem, że wszystko jest ze mną OK. 

 

 

  • Lubię 8

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
7 minut temu, SplitKiM pisze:

Raczej zakładam, że "mam prawo się podobać i mam prawo się nie podobać", a jak się nie podobam, to trudno :)

Ja bym nawet poszedł dalej być może wysadzając kij w mrowisko. Uważam jednak, że decydując się na ZK, swing czy jakąkolwiek inną aktywność seksualną z innymi osobami o charakterze mniej lub bardziej przejściowym należy nie tylko mieć świadomość, że nie każdemu przypadniemy do gustu ale też być na takie sytuacje przegotowanym i umieć sobie z nimi radzić.

  • Lubię 6

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Teraz, SplitKiM pisze:

@iko przede wszystkim podziwiam, że decydujesz się na spotkanie bez zdjęcia... 

 

a tu Ciebie zupełnie nie rozumiem, w mojej ocenie nie ma nic do podziwiania, mnie interesuje człowiek a nie jego fizyczność, nie chcę sobie przekłamywać kogoś przez zdjęcie które zobaczę, zdjęcie bez gestów, mowy ciała... etc.... ja się nie umawiam do łóżka ja się umawiam na kawę.... to jest moja potrzeba  - nie widzieć Człowieka przed spotkaniem w rzeczywistości, moja bardzo duża potrzeba

 

Teraz, SplitKiM pisze:

Mój gust jest dziwny i już nie raz było tak, że dla moich koleżanek ktoś był "10/10" a dla mnie "mocne 3"...

 

taaa...ciekawe :D czytałaś Dickensa? masz swoje wyobrażenie jak wyglądał Uriah Heep? (to mój ideał, ten taki z opisu u Dickensa jak sobie to wyobraziłam plus jego paskudne cechy - czysta poezja dla mnie) - jesteś przekonana, że Twój gust aby na pewno jest dziwny? :)

 

2 minuty temu, SplitKiM pisze:

Lubię swoje ciało, nawet jakbym chciała je czasami poprawić - tam dodać, tam odjąć.... Ale, w ogólnym rozrachunku, dopóki jestem zdrowa, mam w pełni sprawny mózg, potrafię uwodzić i umiem się ubrać adekwatnie do sytuacji, to te braki nie mają żadnego znaczenia. 

 

 

ja lubię siebie, co nie znaczy że pławię się w smutku czy radości ze swoich niedoskonałościach, widzę je, czasami coś z nimi robię czasami zaniechuję... nie dostosowuję się bo ktoś tak chce, jeśli coś robię to z własnej potrzeby; jednak mam jakąś niewiarę w siebie i nie wynikającą z porównań z innymi, ona jest we mnie, moja i tylko moja i zapewne tylko ja umiem z nią się dogadać :D ale zamotałam co nie?

 

a może to nie niewiara a pokora?.... tknęło mnie pod koniec pisania tego postu....

 

5 minut temu, SplitKiM pisze:

M. ma fetysz na kobiety z inną wagą niż moja

R podobają się eteryczne kobiety chodzące na wysokich obcasach, delikatne, skromne i do tego będące kapłankami domowego ogniska. Żadnej z tych cech nie spełniałam NIGDY :D Nawet przez myśl mi nie przyszło by nawet próbować.

  • Lubię 5
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
3 minuty temu, Wichura pisze:

Ja bym nawet poszedł dalej być może wysadzając kij w mrowisko. Uważam jednak, że decydując się na ZK, swing czy jakąkolwiek inną aktywność seksualną z innymi osobami o charakterze mniej lub bardziej przejściowym należy nie tylko mieć świadomość, że nie każdemu przypadniemy do gustu ale też być na takie sytuacje przegotowanym i umieć sobie z nimi radzić.

 

a tam... jaki kij :D badylek ledwo co... przecież to normalne, że nie są to wybory mistera tudzież miss universum

 

poradzić sobie zawsze można, ja nie wiem czy jestem przygotowana - dopóki nie będę w takiej sytuacji gdy bardzo chciałam   (podkreślam że chodzi o taką sytuację gdy mi przebardzo zależało a nie jakiś tam spontan) a nie zagrało to nie dowiem się czy jestem przygotowana

 

a że sobie z tym poradzę w krótszym lub dłuższym czasie to akurat jest pewne

 

  • Lubię 5
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
1 godzinę temu, iko pisze:

a tu Ciebie zupełnie nie rozumiem, w mojej ocenie nie ma nic do podziwiania, mnie interesuje człowiek a nie jego fizyczność, nie chcę sobie przekłamywać kogoś przez zdjęcie które zobaczę, zdjęcie bez gestów, mowy ciała

Z kolei ja mam tak, że już po zdjęciu mniej więcej jestem w stanie powiedzieć, czy mi się ktoś podoba czy nie. I nie musi to być uosobienie mojego ideału, żeby mi się podobał... po prostu są takie cechy, które mnie odrzucają i wiem, że musiałaby to być naprawdę fascynująca osobowość, abym zmieniła zdanie. Natomiast tych kilka zamienionych zdań już też mi daje podgląd na to, czy wybroni się osobowością czy nie. Mam też swoje fetysze związane z męskim wyglądem - czasami ich obecność trochę przyćmiewa dla mnie braki w innych obszarach. Z resztą też się nacięłam ze 2 razy, poszłam na spotkanie bez wymiany zdjęć i później żałowałam. Można było sobie oszczędzić niezręcznej sytuacji. Akurat w obu tych przypadkach to mi coś nie pasowało, więc już stwierdziłam, że zdjęcie się przydaje. Ja tam lubię jak mi i osobowość i wygląd pasuje :)

 

A co do mojego gustu długa historia ;) Uriah Heep - faktycznie ciekawy wybór ;) 

1 godzinę temu, Wichura pisze:

a bym nawet poszedł dalej być może wysadzając kij w mrowisko. Uważam jednak, że decydując się na ZK, swing czy jakąkolwiek inną aktywność seksualną z innymi osobami o charakterze mniej lub bardziej przejściowym należy nie tylko mieć świadomość, że nie każdemu przypadniemy do gustu ale też być na takie sytuacje przegotowanym i umieć sobie z nimi radzić.

To cenna umiejętność nie tylko w ramach ZK, ale i w ogóle w życiu :) Ostatnio u mnie w firmie była dyskusja czy wyniki ankiet dot. pracowników, wystawiane przez klientów powinny byś udostępniane pracownikom, o których mowa. I byłam pierwsza, która uważała, że oczywiście. Bo to właśnie świetny sposób na naukę radzenia sobie nie tylko konstruktywną krytyką, ale i tą całkowicie niesprawiedliwą i bez sensu. Jak się przerobi kilka takich przykładów, że człowiek sam nie wierzy w to co czyta na swój temat, to później już łatwiej złapać dystans do siebie i do tego co się robi. 

 

I podobnie jest z randkami - ja po prostu wiem, że czasami mój odbiór sytuacji może być zupełnie inny niż osoby, która siedzi ze mną przy jednym stole. Nawet jeśli w moim odczuciu wszystko poszło super, może się później okazać, że nie do końca tak było. Płakać nie będę :) chętnych nie brakuje... co najwyżej mogę się zastanowić, czy mogę coś faktycznie skorygować w swoim zachowaniu/wyglądzie, a jeśli tak, to czy mam na to ochotę. 

 

 

 

  • Lubię 8

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.