Seks, miłość, przywiązanie... - Dyskusje Tematyczne - Cuckold Forum Skocz do zawartości
Lemoondzik

Seks, miłość, przywiązanie...

Rekomendowane odpowiedzi

Czytam ostatnio trochę mądrych książek, zapewne za mądrych jak dla mnie ;) Ale, wyłania się z tego bardzo ciekawy model "człowieczeństwa". Otóż, przedstawiana jest teoria, że człowiek, pod względem biochemicznym zdolny jest do funkcjonowania w 3 różnych "przestrzeniach". Konkretnie w tych wymienionych w temacie. Co zabawne, może się to odbywać zupełnie niezależnie i z punku widzenia neurologii, biochemii i paru innych nauk, których nawet tą wieczorną porą boję się przytaczać ;) zupełnie normalnym jest pragnąć zwierzęco wręcz zbliżenia czysto seksualnego z jedną osobą, kochać na zabój zupełnie kogoś innego i jednocześnie pragnąć żyć w długim związku po grób z trzecią osobą. Taki stan "ducha" jest bestialsko wręcz (może to bestialstwo co niektórym nie pasuje, ale proszę sobie wyobrazić jakie emocje targają kimś w takim stanie) logiczny i zupełnie trywialny do wyjaśnienia z punktu widzenia biochemii mózgu. No i klops, bo okazuje się, że wiele trudnych emocji, które rodzą się w człowieku, partnerze kogoś uwikłanego w taki szalony trójkąt emocjonalny, jest zupełnie niepotrzebnych bo zachowanie nie wynika ze złej woli, zdrady czy cholera wie czego, tylko z tego, że głupi mózg, cholera wie czemu pompuje w zupełnie niewinne ciało  :redevil:  narkotyki, które zmieniają nas dramatycznie. Mamy tendencję do pobłażania osobom, które pod wpływem alkoholu czy innych psychoaktywnych substancji robią dziwne rzeczy. A co w sytuacji kiedy jesteśmy najebani w chuj (pardon, ale nie znalazłem tą wieczorową porą subtelniejszych określeń) testosteronem, dopaminą lub oksytocyną, albo wszystkim naraz? Pobłażać i rozumieć, czy może jednak przykładnie ukarać niewiernego/niewierną? Temat na zupełnie inną dyskusję to nasze naturalne zdolności psychopatyczne do "karania" za zdrady (powiedzmy, że za czysto emocjonalne ;) bo te fizyczne zdrady to lubimy przeca, nie?), ale w tym temacie ciekaw jestem czy tu na tym naszym dość "specyficznym" forum zauważamy takie zależności. Zatem pytanie wprost do Was - zgadzacie się z tym, że można pragnąć zwierzęco wręcz zbliżenia czysto seksualnego z jedną osobą, kochać na zabój zupełnie kogoś innego i jednocześnie pragnąć żyć w długim związku po grób z trzecią osobą?

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

zgadzacie się z tym, że można pragnąć zwierzęco wręcz zbliżenia czysto seksualnego z jedną osobą

Tak, można.

I nawet czasem nie potrafię sama sobie wytłumaczyć dlaczego.

Teoretycznie nie w moim typie, a we mnie wrze.

 

 

kochać na zabój zupełnie kogoś innego i jednocześnie pragnąć żyć w długim związku po grób z trzecią osobą?

Tu jakoś trudno mi oddzielić.

No chyba, że opcja nr 3 ma być przesycona życiowym pragmatyzmem. ;)

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

No chyba, że opcja nr 3 ma być przesycona życiowym pragmatyzmem. ;)

Widzisz, właśnie o to chodzi, że ja też podchodziłem do tego jak do "pragmatyzmu i wyrachowania". A tu okazuje się, przynajmniej jeśli wierzyć naukowcom, że za każdy z tych trzech stanów są odpowiedzialne zupełnie inne "substancje" (wybacz nie będę się silił na nazywanie tego hormonami, neuroprzekaźnikami czy cholera wie czym, bo się nie czuję kompetentny) i jest to w zasadzie zależne nie tyle od postaw czy "chęci" co od tego co akurat nam "pomapa" tłoczy w krwioobieg czy w ślady neuronalne (jaaaa nie ogarniam :) .

 

Ale gdyby tak odpowiadać już i udzielać się w dyskusji to ja osobiście miałem już takie stany, gdzie występowały 2 z 3 wymienionych na raz. Kompletu nie doświadczyłem, ale biorąc pod uwagę intensywność doznań to nie wiem czy chcę :D

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Komplet jest najlepszy! Najtrudniejszy może, czasem najbardziej bolesny, ale i tak najlepszy. Choć, zazwyczaj, krótkotrwały. ;)

 

Tak, wiem, że kobieta na ojca dzieci nieświadomie szuka genetycznie odległego, a do ich wychowywania genetycznie bliskiego.

Taki to pragmatyzm nie z wyrachowania, a z natury. ;)

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

L-md sypnij tutaj tytułami owych książek, chętnie poczytam...

 

Co do meritum odpowiem później :)

 

 

aaaaa uwielbiam takie rozmowy...

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

Zatem pytanie wprost do Was - zgadzacie się z tym, że można pragnąć zwierzęco wręcz zbliżenia czysto seksualnego z jedną osobą, kochać na zabój zupełnie kogoś innego i jednocześnie pragnąć żyć w długim związku po grób z trzecią osobą?

Tak w skrócie: Tak, oczywiście :)

 

Stereotypowy może przykład często wg. mnie spotykany: kobieta pragnąca "niegrzecznego łobuza" na kochanka lub krótką relację, który kręci ją seksualnie wybierająca na partnera życiowego faceta zaradnego, porządnego, poukładanego itd. Te obszary mogą być jak najbardziej rozdzielne a nawet powiedziałbym, że często takie właśnie są. Związki i relacje niemonogamiczne zdecydowanie natomiast to ułatwiają i dają się "wybiegać" naszym małym demonom zamiast powodować wewnętrzne konflikty i rozdarcia :)

  • Lubię 6

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Tak w skrócie: Tak, oczywiście :)

 

Stereotypowy może przykład często wg. mnie spotykany: kobieta pragnąca "niegrzecznego łobuza" na kochanka lub krótką relację, który kręci ją seksualnie wybierająca na partnera życiowego faceta zaradnego, porządnego, poukładanego itd. Te obszary mogą być jak najbardziej rozdzielne a nawet powiedziałbym, że często takie właśnie są. Związki i relacje niemonogamiczne zdecydowanie natomiast to ułatwiają i dają się "wybiegać" naszym małym demonom zamiast powodować wewnętrzne konflikty i rozdarcia :)

W Twojej wypowiedzi zabrakło mi Twojego odwołania do 3 przypadku z tytułu, a jest to klucz do Twojego pierwszego zdania...

________________________

 

Jeżeli chodzi o mnie to mi na mysl przychodzi taki oto życiowy scenariusz dla mężczyzny wg. topiku

Seks - Kochsnka

Miłość - Żona

Przywiązanie i życie pod dachem - z mamusią...

(Teraz pewne salwa śmiechu, ale zgodnie z psychologia jest to życiowy typ relacji, syn-matka, córka-matka)

Ps znam przykład życiowej relacji babcia-wnuk.

 

Znam takich i podobnych przykładów wiele, wiec odwołując się do tematu rozmowy to jest i funkcjonuje, było i będzie...o czym głośno się nie mówi.

  • Lubię 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W Twojej wypowiedzi zabrakło mi Twojego odwołania do 3 przypadku z tytułu, a jest to klucz do Twojego pierwszego zdania...

Przywiązania ? Przykład miał jasno pokazać jak często to nie idzie ze sobą w parze a nie wykazywać wszelkie warianty. Co do przywiązania wystarczy się rozejrzeć wokół by dostrzec mnóstwo związków gdzie nie ma już ani ognia w łożu (seks) ani płomiennego uczucia (miłość) a jedynie ludzi ci są ze sobą bo są w myśl zasady : "Byli, są i niech już tak będzie - po co zmieniać". Każdy sam takich przykładów znajdzie wokół siebie sporo. A i będąc w takim związku z przyzwyczajenia można zarówno pragnąć innych fizycznie jak i widzieć w innych potencjalnych partnerów do związku opartego na uczuciu.

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

Co do przywiązania wystarczy się rozejrzeć wokół by dostrzec mnóstwo związków gdzie nie ma już ani ognia w łożu (seks) ani płomiennego uczucia (miłość) a jedynie ludzi ci są ze sobą bo są w myśl zasady : "Byli, są i niech już tak będzie - po co zmieniać".

No i to jest dla mnie pewien paradoks, a może odkrycie. W naszej "szerokości geograficznej" zwykło się właśnie w taki stereotypowy sposób podchodzić do przywiązania jako do czegoś gorszego. Wpojone mi zostało i mam wrażenie, że nie tylko mnie, że to przywiązanie to już jest jakaś atrapa związku czy może nawet karykatura. Bo ludzie zostają ze sobą tylko ze strachu przed nieznanym, bo nie łączy ich już namiętność i nie łączy ich miłość ergo nie łączy nic. A tu taka niespodzianka - jest trzecia płaszczyzna, która jest szalenie istotna. Jest na tyle istotna, że mamy wykształcony cały skomplikowany mechanizm biochemiczny służący podtrzymywaniu takich relacji.

 

 

Jeżeli chodzi o mnie to mi na mysl przychodzi taki oto życiowy scenariusz dla mężczyzny wg. topiku

To fakt, taki scenariusz jest dość powszechny, ale chyba mimo wszystko chciałbym wyeliminować choć na chwilę relacje z rodzicami. I tu taki scenariusz:

seks - kochanka/kochanek

miłość - inna kochanka/inny

przywiązanie - żona/mąż

Jedno założenie do tego schematu i chyba do całego tego tematu. Miłość traktowana jest tu trochę inaczej niż zwykło się o niej myśleć. W tym przypadku i w książkach, które mnie zainspirowały, oznacza bardziej silne zaangażowanie emocjonalne niż bezinteresowną miłość po wsze czasy bez względu na wszystko.

Ciekawe jest to, że chyba nawet nasz język nie bardzo przewiduje taki podział relacji bo brakuje określeń.

Inna sprawa konwenanse i nasza "kultura" ale wyobraźcie sobie sytuację gdy stoicie wobec trzech osób i śmiało bez zażenowania taką wyliczankę wygłaszacie: z Tobą chce się pieprzyć po świt, Ciebie kocham nad wszystko, a przy Tobie chcę spędzić całe moje życie.

Jak dla mnie czysta abstrakcja i równie dobrze można byłoby wobec tych trzech osób granat odbezpieczyć i położyć pośrodku, ale okazuje się, że zostaliśmy do czegoś takiego przez naturę przystosowani :)

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

No i to jest dla mnie pewien paradoks, a może odkrycie. W naszej "szerokości geograficznej" zwykło się właśnie w taki stereotypowy sposób podchodzić do przywiązania jako do czegoś gorszego. Wpojone mi zostało i mam wrażenie, że nie tylko mnie, że to przywiązanie to już jest jakaś atrapa związku czy może nawet karykatura. Bo ludzie zostają ze sobą tylko ze strachu przed nieznanym, bo nie łączy ich już namiętność i nie łączy ich miłość ergo nie łączy nic. A tu taka niespodzianka - jest trzecia płaszczyzna, która jest szalenie istotna. Jest na tyle istotna, że mamy wykształcony cały skomplikowany mechanizm biochemiczny służący podtrzymywaniu takich relacji.

Nie zgodzę się choć wiem do czego pijesz. Rozróżnijmy dwie rzeczy:

 

1. Przywiązanie sensu stricte. Poza domem, dziećmi, kredytem, wspólnym dachem i przyzwyczajeniem niewiele nas już ze sobą łączy. Uczucie wypaliło się a z partnerem "Jesteśmy bo jesteśmy".

 

2. Naturalna ewolucja miłości i uczucia w długoletnich związkach. Miłość z czasem się zmienia, ewoluuje, dojrzewa. Nie ma już może takiego ognia w łożu ani motyli w brzuchu. Kochamy druga osobę, ucuzcie nie wygasło a dojrzało - zmieniło się w czasie. Ten proces bardzo ładnie opisuje książka "Psychologia miłości".

 

Oby tych przypadków zdecydowanie bym ze sobą nie równał choć czasami z zewnątrz ciężko te różnice zauważyć.

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.