Granice psychiczne i etyczne BDSM (nie te w łóżku) - Dział BDSM - Cuckold Forum Skocz do zawartości
Korn

Granice psychiczne i etyczne BDSM (nie te w łóżku)

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, było trochę podobnych tematów, o tu:

 

https://www.cuckoldplace.pl/topic/8041-rodzimy-sie-z-tym-czy-otoczenie-na-nas-wplywa/page-1

 

i tu:

 

https://www.cuckoldplace.pl/topic/8207-granica/

 

Ale ja chciałem ugryźć to trochę z innej strony, dlatego zakładam nowy temat. Chodzi mi nie o granice stricte fizyczne, ale bardziej psychiczne, życiowe powiedzmy.

 

Postawiłem jakieś tam pierwsze kroki w klimatach BDSM, bardziej na zasadzie spróbowania jak to smakuje niż z jakiejś potrzeby umysłu... a może właśnie z potrzeby umysłu, tylko jeszcze nie do końca siebie znam i rozumiem?. 

 

W każdym razie ciekawi mnie przede wszystkim, czy macie czasem obawy, że kiedyś to wszystko być może posunie się za daleko? Ja czasem takie obawy mam... Nie, nie chodzi mi o rodzaje zabaw łóżkowych, kompletnie nie o to pytam. Chodzi mi o to, czy stawianie kolejnych kroków na tej drodze BDSM nie zmieni przypadkiem za bardzo mojej psychiki? Czy jeśli będzie tego w pewnym momencie za dużo, za mocno, to czy nie wyzwoli to może we mnie jakichś niefajnych skłonności pozaseksualnych? A może właśnie seks w klimacie BDSM jest dobrym katalizatorem, wentylem bezpieczeństwa? Możemy bezpiecznie wyładować swoją potrzebę dominacji czy uległości i dzięki temu w codziennym życiu panujemy nad tego typu pragnieniami? 

 

Posłużę się przykładem z filmu "Gorzkie Gody" - para zaczęła eksperymentować na różne sposoby... po jakimś czasie te zabawy seksualne ich znudziły, nie wystarczały. Relacja sado-masochistyczna przeniosła się na sam związek. Zaczęli się poniżać i krzywdzić w okropny sposób i z czegoś, co początkowo było przyjemnością, zrodziło się niezdrowe, toksyczne uzależnienie...

 

Eksperymentując i poznając coraz to nowe rzeczy, staram się robić to bardzo, bardzo ostrożnie. I dodam, że na ogół w ogóle nie potrzebuję dominacji czy uległości. Pragnienie takiej ostrzejszej zabawy zdarza mi się bardzo rzadko. Raz na kilka miesięcy mniej więcej.

 

Poza tym celowo w klimaty BDSM wchodzę pomału, seks tego typu uprawiam w bardzo dużych odstępach czasu. I potem oceniam - jak takie lub inne doświadczenie na mnie wpłynęło.

 

Na razie nie widzę absolutnie żadnych oznak, aby coś się w mojej psychice zmieniało. Jedynie większa otwartość na kolejne doznania i ciekawość. Zresztą klimat dominacji/uległości traktuje wyłącznie jako zabawę seksualną... No może trochę więcej niż zabawę, bo trochę też jako realizację pragnień, których w innych okolicznościach nigdy bym nie zrealizował, z powodów etycznych chociażby.

 

Ale wiem, że są pary, w których ta relacja dominacji/uległości jest również poza seksem. I nie ma w tym nic złego, o ile oboje dobrze się w tym czują. Ja w każdym razie jedyny typ związku, jaki akceptuję, to taki, gdzie partnerzy są sobie równi, żadna ze stron nie dominuje, ani nie jest uległa. Innego sobie nie wyobrażam.

 

Tak więc, wracając do poprzedniego wątku - nie, eksperymenty z BDSM nie zmieniają mnie w żaden negatywny sposób, jeśli już, to w pozytywny. I tych obaw, o których pisałem, mam już coraz mniej. Jednak gdzieś, w zakątku głowy czasem się pojawiają...

 

Ciekaw jestem bardzo Waszych opinii w tym temacie. Macie/mieliście podobne obawy? Pytam zwłaszcza osoby, które mają większe doświadczenie w tych sprawach, bo ja go akurat mam na razie bardzo mało. :-)

  • Lubię 11

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

potrzeby umysłu... a może właśnie z potrzeby umysłu, tylko jeszcze nie do końca siebie znam i rozumiem?. 

 

Ach... jak ja Ciebie doskonale rozumiem....  (się mi wydaje).

 

W każdym razie ciekawi mnie przede wszystkim, czy macie czasem obawy, że kiedyś to wszystko być może posunie się za dlaczego?

 

Na dzień dzisiejszy nie mam żadnych takich obaw. Kieruje mną przeogromna ciekawość samej siebie. Dokąd, z nim, przy nim... pójdę po poznanie siebie. Jestem w tak cudownie spełniającej moje potrzeby relacji, tak wiele dostaję. Po raz pierwszy w życiu mam wrażenie, że spotkałam Osobę, która mnie zaprowadzi bardzo daleko w głąb mnie samej.

 

Ba, dosłownie pół godziny temu, rozmawiałam z R o moich potrzebach co do relacji, o tym co na dzień dzisiejszy dostaję... etc (więcej na razie nie powiem). I mój własny, osobisty mąż stwierdził, że diabeł to mało, że jestem niebezpieczna i nienormalna :redevil:

 

Chodzi mi o to, czy stawianie kolejnych kroków na tej drodze BDSM nie zmieni przypadkiem za bardzo mojej psychiki? Czy jeśli będzie tego w pewnym momencie za dużo, za mocno, to czy nie wyzwoli to może we mnie jakichś niefajnych skłonności pozaseksualnych? A może właśnie seks w klimacie BDSM jest dobrym katalizatorem, wentylem bezpieczeństwa? Możemy bezpiecznie wyładować swoją potrzebę dominacji czy uległości i dzięki temu w codziennym życiu panujemy nad tego typu pragnieniami?   

 

Tu mi nie chodzi o seks  BDSM, tu chodzi o "mocowanie się psychiczne" i ja to zupełnie inaczej rozumiem niż sam seks (ale dalej nie doprecyzuję, bo też nie chcę się bardziej otwierać - przynajmniej na razie, dopóki w drodze jestem)

 

Mną kieruje ciekawość, nie ma lęków, jest świadomość, że owszem stąpam po cienkiej linie, nieświadoma własnego ciężaru (tam dokąd idę, jeszcze nie byłam lecz cholernie chce mi się tam iść, z szeroko otwartymi oczyma... już były pierwsze nowe doznania, nowe moje psychiczne reakcje... lecz dalej twierdzę, że ledwo siebie musnęłam...).

 

Eksperymentując i poznając coraz to nowe rzeczy, staram się robić to bardzo, bardzo ostrożnie.

 

Nie jestem ostrożna. Działam instynktownie i intuicyjnie. I takie postawy zawsze wychodziły mi na dobre. Wszelkie kalkulacje, dywagacje powodowały, że coś mnie gniotło :)

 

Jedynie większa otwartość na kolejne doznania i ciekawość. Zresztą klimat dominacji/uległości traktuje wyłącznie jako zabawę seksualną... No może trochę więcej niż zabawę, bo trochę też jako realizację pragnień, których w innych okolicznościach nigdy bym nie zrealizował, z powodów etycznych chociażby.

 

To nie jest zabawa, to operacja na otwartej własnej psyche ... ważne kto Ci towarzyszy i na ile danej osobie ufasz, taki jest mój pogląd na tę nie zabawę (dla mnie to rodzaj misterium... na razie nie potrafię znaleźć innego bardziej pasującego słowa, ale też piszę na szybko, bo jestem na cholernie unoszącej fali moich poparanych emocji i pragnień)

 

Ciekaw jestem bardzo Waszych opinii w tym temacie. Macie/mieliście podobne obawy? Pytam zwłaszcza osoby, które mają większe doświadczenie w tych sprawach, bo ja go akurat mam na razie bardzo mało. :-)

 

Odpowiadając. Obawy: zero. Ciekawość: nieskończenie wielka. Jednak ja dopiero tę drogę rozpoczęłam... 

  • Lubię 7

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Nie jestem ostrożna. Działam instynktownie i intuicyjnie. I takie postawy zawsze wychodziły mi na dobre. Wszelkie kalkulacje, dywagacje powodowały, że coś mnie gniotło :)

 

 

Ja tak ogólnie też nie. :-) Idę na żywioł. Tylko w "tych" klimatach typu SM jestem ostrożny z doświadczeniami.

  • Lubię 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W tym co napisała @@iko widzę część siebie samej.

Mam nadzieję, że w mojej poniższej wypowiedzi nie będę się powtarzać.

 

Jestem dominująca z natury. Tyle, że moja dominacja nie przejawia się chęcią dominowania nad otoczeniem czy współpracownikami - chociaż życiowe sytuacje wymuszały na mnie i takie zachowania.

Jestem dominująca w związku. Klimat dominacji/uległości nie jest dla mnie tylko zabawą, a częścią mojego prywatnego życia. W ten sposób przejawiam miłość do tego jedynego mężczyzny. Jest to dla mnie tak bardzo intymna i głęboka relacja, że nie sprawia mi pełnej satysfakcji dominowanie nad okazyjnym kochankiem. Wtedy jest to takie jakby niepełne -  nie umiem tego lepiej opisać.

 

W każdym razie ciekawi mnie przede wszystkim, czy macie czasem obawy, że kiedyś to wszystko być może posunie się za daleko? Ja czasem takie obawy mam... Nie, nie chodzi mi o rodzaje zabaw łóżkowych, kompletnie nie o to pytam. Chodzi mi o to, czy stawianie kolejnych kroków na tej drodze BDSM nie zmieni przypadkiem za bardzo mojej psychiki? Czy jeśli będzie tego w pewnym momencie za dużo, za mocno, to czy nie wyzwoli to może we mnie jakichś niefajnych skłonności pozaseksualnych?

Jestem bardziej psychiczną sadystką niż fizyczną. Bardzo lubię seks z elementami BDSM, ale nie jest on u mnie normą.

Obawy miałam od samego początku. Gdy jeszcze nieświadoma co to dokładnie jest BDSM, żyłam sobie ze @skrzatem w związku i eksperymentowałam na nim. Badałam ochoczo nasze psychiczne i fizyczne granice i zastanawiałam się jak daleko mogę się posunąć?

I owszem, zachłyśnięta władzą jak mała głupiutka dziewczynka nową zabawką, popełniłam kilka błędów - zachłanność uśpiła chwilowo rozum.

Na szczęście jest we mnie coś takiego jak empatia i to ona sprawiła, że zaczęłam kontrolować moje sadystyczne zapędy. Zaczęłam zastanawiać się nad "za" i "przeciw". Dogłębniej też zaczęliśmy omawiać nasze wspólne granice oraz odczucia związane z sytuacjami codziennymi oraz te przed i po zabawie.

 

Nigdy nie odczułam, by moja natura czy kontakt z samym BDSM wyzwoliły we mnie jakieś "niefajne" skłonności. Wydaje mi się, że to wręcz powstrzymuje mnie przed złymi odruchami i zachowaniami. Jestem coraz bardziej odporna psychicznie, opanowana, stanowcza. Mniej przejmuję się opinią czy głupimi zachowaniami innych. Również coraz mniej przejmuję się reakcją innych na moje infantylne czy dziecinne zachowania, bo one zdarzają się, gdyż nadal dużo z dziecka jest we mnie :D

 

 

A może właśnie seks w klimacie BDSM jest dobrym katalizatorem, wentylem bezpieczeństwa? Możemy bezpiecznie wyładować swoją potrzebę dominacji czy uległości i dzięki temu w codziennym życiu panujemy nad tego typu pragnieniami?

Moim zdaniem seks czy inne zachowania w klimacie BDSM nie są najlepszym sposobem na odreagowywanie.. W tego typu zabawach nie ma miejsca na negatywne emocje, a Ty chyba tak traktujesz uległość i dominację. Jako zbiór negatywnych emocji.

Dominacja to nie walka czy wyżywanie-wyładowywanie się na ofierze. A uległość to nie karanie siebie za złe zachowania.

  • Lubię 9

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

Chodzi mi o to, czy stawianie kolejnych kroków na tej drodze BDSM nie zmieni przypadkiem za bardzo mojej psychiki? Czy jeśli będzie tego w pewnym momencie za dużo, za mocno, to czy nie wyzwoli to może we mnie jakichś niefajnych skłonności pozaseksualnych?

Oooj trafiłeś w czuły punkt moich obaw. Ja to nazywam "one way ticket", drogą bez powrotu, swego rodzaju spaleniem mostów za sobą. I tu jest paradoks, bo z jednej strony niemożebnie mnie przyciągają osoby, dzięki którym moje demony (trzymane na co dzień na smyczy) zaczynają ujadać, a z drugiej taka opcja wręcz mnie napawa niepokojem. Boję się przegiąć, przesadzić i tu nawet nie chodzi o wyciąganie drugiej strony ze strefy komfortu. Kluczową kwestią jest dla mnie szacunek, czego często mężczyźni nie potrafią zrozumieć. A ja jeszcze paradoksalnie od drugiej strony wymagam stania na straży tego szacunku i zawrócenia mniej z tej drogi, gdy symptomy zaczynają być niepokojące. 
Zastanawiam się czy swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa nie byłaby opcja realizacji moich potrzeb z tego kręgu z obcymi mężczyznami i wyżycia się na nich, by "oszczędzić" partnera i relacje z nim. 

  • Lubię 7

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W każdym razie ciekawi mnie przede wszystkim, czy macie czasem obawy, że kiedyś to wszystko być może posunie się za daleko? J

Nie mam takich obaw ale uważam, że to ważne pytanie które co jakiś czas warto sobie zadać. Ogólnie klimaty BDSM wiążą się dla mnie z dużo większą świadomością, inteligencją emocjonalną oraz odpowiedzialnością za siebie i drugą osobę. Myślę, że uczciwe postawienie podstawowych pytań typu "co, z kims, po co, co chcę przez to osiągnąć" pozwala uporządkować w głowie różne kwestie a tym samym zachować większą kontrolę nad tym. Dużo też zależy od typu samej relacji i tego czy przykładowo traktujemy to jako "zabawę łózkową", która ma swój początek i koniec czy też wchodzimy w bardziej zaawansowaną relację rzutującą na związek.

 

 

Chodzi mi o to, czy stawianie kolejnych kroków na tej drodze BDSM nie zmieni przypadkiem za bardzo mojej psychiki?

  Jak dla mnie to pochodna pewnego uporządkowania głowy o których pisałem wyżej.

 

 

Czy jeśli będzie tego w pewnym momencie za dużo, za mocno, to czy nie wyzwoli to może we mnie jakichś niefajnych skłonności pozaseksualnych?

Myślę, że to zależy od tego w jaki rodzaj relacji wchodzimy i od naszej psychiki. Nie każdy jest w stanie oddzielić sobie pewne rzeczy i postawić mur między pewnymi rolami czy zachowaniami. Warto jednak o tym pamiętać i jeżeli zauważy się jakieś "niepokojące objawy" zrobić krok w tył.

 

 

Posłużę się przykładem z filmu "Gorzkie Gody" - para zaczęła eksperymentować na różne sposoby... po jakimś czasie te zabawy seksualne ich znudziły, nie wystarczały. Relacja sado-masochistyczna przeniosła się na sam związek. Zaczęli się poniżać i krzywdzić w okropny sposób i z czegoś, co początkowo było przyjemnością, zrodziło się niezdrowe, toksyczne uzależnienie...

 

To dla mnie przykład klasycznego braku wyznaczenia granic i uporządkowania tematu w porę.

 

 

A może właśnie seks w klimacie BDSM jest dobrym katalizatorem, wentylem bezpieczeństwa? Możemy bezpiecznie wyładować swoją potrzebę dominacji czy uległości i dzięki temu w codziennym życiu panujemy nad tego typu pragnieniami?

 

Oczywiście, że może być. Wchodzimy w taką rolę z jakiegoś powodu przecież mającego często swoje źródło w życiu codziennym.BDSM z pewnością może być i często jest pewnego rodzaju buforem bezpieczeństwa i obszarem w którym możemy czasem być zwyczajnie kimś innym, przyjąć inną rolę i częściowo zrzucić z siebie na chwilę siatkę codzienności

  • Lubię 7

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

W każdym razie ciekawi mnie przede wszystkim, czy macie czasem obawy, że kiedyś to wszystko być może posunie się za daleko?

 

Nie, nie mam takich obaw. Na swoje szczęście na początku swojej drogi w tym klimacie spotkałem osobę, która wiele mnie nauczyła, poprowadziła przez pierwsze etapy i pokazała na jakich filarach BDSM się opiera dla Niej a to w konsekwencji zbudowało moje własne filary. 

 

 

Chodzi mi o to, czy stawianie kolejnych kroków na tej drodze BDSM nie zmieni przypadkiem za bardzo mojej psychiki? Czy jeśli będzie tego w pewnym momencie za dużo, za mocno, to czy nie wyzwoli to może we mnie jakichś niefajnych skłonności pozaseksualnych?

 

 

Czy BDSM, kolejne w nim kroki Ciebie zmienią? Zapewne tak. 

 

Niemniej BDSM jak każda inna forma aktywności człowieka ma swoje źródła i jeśli są one naturalne tzn. wynikają z predyspozycji, potrzeb i warunkowań to zmiany jakich doświadczysz będą czymś korzystnym, odkrywczym i uwalniającym. Jeśli natomiast BDSM jest wyłącznie eksperymentem, zaspokojeniem ciekawości i nijak nie współgra z Tobą nie przyniesie nic na dłuższą metę wartościowego. Udawanie, wcielanie się w rolę, która nie pasuje, nie leży w naturze zawsze będzie sztuczne i niestety w przypadku BDSM może krzywdzić.

 

 Wspomniałem o filarach rzeczywistości BDSM, każdy z nas ma swoje granice fizyczne, psychiczne czy etyczne, które odnoszą się do wszystkiego. Takie granice są także w sferze seksualności, trzeba je określić, poznać wytyczyć. Trzeba poznać siebie. Dla mnie BDSM opiera się o dwie wartości nadrzędne: Zaufanie i Odpowiedzialność.

 

Zaufanie....

 Osoba uległa musi mieć komfort zaufania wobec dominującego. Musi mieć pewność, że wszystko co się wydarzy, wszystko co dzieję się jest bezpieczne i zgodne z jej pragnieniami i WOLĄ. Osoba uległa oddaje się z własnej woli, z własnych pragnień i potrzeb nie wbrew sobie i wbrew woli. Uległość nie jest tożsama z przyzwoleniem na gwałt.

 Dominujący musi ufać, że oddana mu osoba jest siebie świadoma, własnych potrzeb. Musi mieć pewność, że to co zamierza, co robi nie jest pogwałceniem praw i osobowości uległej (o fizyczności już nie wspomnę). Dominujący potrzebuje tej pewności i tylko na jej podstawie funkcjonuje.

Odpowiedzialność...

  Jako osoba dominująca jestem odpowiedzialny za ulegającą mi partnerkę, nie tylko za jej bezpieczeństwo i zdrowie ale przede wszystkim za komfort psychiczny. Odpowiedzialność taka zmusza do poznania siebie i partnerki, do wzajemnego szacunku i do dbania o uległego partnera.

  Uległa osoba w swojej odpowiedzialności musi zapewnić szczerość i autentyczność siebie i swoich granic.

 

Jak widzisz opierając się o takie dogmaty nie ważne jak intensywnie i jak daleko będzie zawsze to będzie w granicach akceptowalnych i pożądanych przez obie strony układu.

 

 

A może właśnie seks w klimacie BDSM jest dobrym katalizatorem, wentylem bezpieczeństwa?

 

 

 

   Nie. Jeśli sądzisz, że BDSM stanie się kanałem dla emocji codzienności, drogą odreagowania to będziesz kroczył jedynie ku bezsensownemu sadyzmowi i samolubnemu spełnieniu seksualnemu.... to nie BDSM. innymi słowy chcesz się wyżyć idź na siłownie w seksie jest przynajmniej dwoje i żadne (niezależnie od układu, od konwencji) z partnerów nie jest "narzędziem" do rozładowywanie stresu.

 

 

Możemy bezpiecznie wyładować swoją potrzebę dominacji czy uległości i dzięki temu w codziennym życiu panujemy nad tego typu pragnieniami? 

 

 Jeśli w codziennym życiu nie radzisz sobie z emocjami, pragnieniami i z własną potrzebą to jak chcesz sobie radzić z tym wszystkim w relacji seksualnej, która jest o niebo bardziej emocjonalnie intensywna i impulsywna? Gdzie tu widzisz bezpieczeństwo?

 

 

Posłużę się przykładem z filmu "Gorzkie Gody" - para zaczęła eksperymentować na różne sposoby... po jakimś czasie te zabawy seksualne ich znudziły, nie wystarczały. Relacja sado-masochistyczna przeniosła się na sam związek. Zaczęli się poniżać i krzywdzić w okropny sposób i z czegoś, co początkowo było przyjemnością, zrodziło się niezdrowe, toksyczne uzależnienie...  

 

 

 Nie widziałem filmu zatem odnoszę się jedynie do Twoich na jego temat słów. 

Para zaczęła eksperymentować.... no cóż już pisałem, że eksperymenty mają to do siebie, że ich skutki nie zawsze są takie jak zakładano.

Po jakimś czasie te zabawy ich znudziły..... zatem z definicji nie wynikały z ich osobowości, potrzeb czy seksualnej formy spełnienia, były zabawą.

Relacja sado masochistyczna przeniosła się na ich związek... Takie przeniesienie, wcale nie musi oznaczać czegoś złego .

Zaczęli się poniżać i krzywdzić.... cóż jeśli się krzywdzą to już nie mówimy tu o relacji BDSM tylko o jakiś zaburzeniach psychicznych czy dysfunkcji emocjonalnej. Sam to zauważyłeś pisząc że przemieniło się to w toksyczny i niezdrowy stan.

 

To tyle reszta Twojego postu dotyczy Twojej indywidualnej drogi, sposobów więc nie mnie komentować.

  • Lubię 8

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dzięki za wyczerpującą i przemyślaną odpowiedź. Takie lubię. :-)

 

Jeśli sądzisz, że BDSM stanie się kanałem dla emocji codzienności, drogą odreagowania to będziesz kroczył jedynie ku bezsensownemu sadyzmowi i samolubnemu spełnieniu seksualnemu.... to nie BDSM. innymi słowy chcesz się wyżyć idź na siłownie w seksie jest przynajmniej dwoje i żadne (niezależnie od układu, od konwencji) z partnerów nie jest "narzędziem" do rozładowywanie stresu.

 

 Jeśli w codziennym życiu nie radzisz sobie z emocjami, pragnieniami i z własną potrzebą to jak chcesz sobie radzić z tym wszystkim w relacji seksualnej, która jest o niebo bardziej emocjonalnie intensywna i impulsywna? Gdzie tu widzisz bezpieczeństwo?.

 

To nie jest tak, że ja sam w codziennym życiu nie radzę sobie z emocjami i się "wyżywam" w BDSM. Zadałem tylko pytania o to, z czego mogą te potrzeby wynikać i czy mają one związek z tym, jacy jesteśmy na co dzień. A co do "narzędzia" do rozładowania stresu... Nie nazwałbym drugiej osoby narzędziem, ani też tak jej nie traktował, ale dlaczego seks (już nieważne jaki) ma nie służyć rozładowywaniu stresu? Oczywiście służy też bardzo wielu innym rzeczom, np. podtrzymaniu uczucia, jeśli ono jest, czy też sprawianiu sobie nawzajem przyjemności. Ale seks bardzo często pomaga rozładować stres, zapewnia nam pewien komfort psychiczny, np. po ciężkim dniu w pracy. Nie uważam, że to zarzut, iż ktoś używa seksu między innymi do rozładowania stresu.

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Nie nazwałbym drugiej osoby narzędziem, ani też tak jej nie traktował, ale dlaczego seks (już nieważne jaki) ma nie służyć rozładowywaniu stresu? Oczywiście służy też bardzo wielu innym rzeczom, np. podtrzymaniu uczucia, jeśli ono jest, czy też sprawianiu sobie nawzajem przyjemności. Ale seks bardzo często pomaga rozładować stres, zapewnia nam pewien komfort psychiczny, np. po ciężkim dniu w pracy. Nie uważam, że to zarzut, iż ktoś używa seksu między innymi do rozładowania stresu.

A Ty nie mylisz chęci poczucia bliskości po ciężkim i stresującym dniu z odreagowywaniem złych emocji seksem i zabawami z grupy BDSM? To całkiem co innego.

 

Jeśli seks, czy seksualne zabawy BDSM stają się narzędziem do odreagowania złych emocji, to wtedy rzeczywiście może dojść do rozwinięcia "niefajnych skłonności pozaseksualnych".

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Oczywiście służy też bardzo wielu innym rzeczom, np. podtrzymaniu uczucia, jeśli ono jest, czy też sprawianiu sobie nawzajem przyjemności. Ale seks bardzo często pomaga rozładować stres, zapewnia nam pewien komfort psychiczny, np. po ciężkim dniu w pracy. Nie uważam, że to zarzut, iż ktoś używa seksu między innymi do rozładowania stresu.

 

hmmm.. ja się wtrącę :) i... zostając przy konwencji psychicznego BDSM ...  w tym przypadku traktowanie seksu do rozładowania stresu jest dla mnie  jednak "narzędziowym" podejściem...

 

zamotałam? :P

 

 

edit:

 

A Ty nie mylisz chęci poczucia bliskości po ciężkim i stresującym dniu z odreagowywaniem złych emocji seksem i zabawami z grupy BDSM? To całkiem co innego.

 

w tym samym czasie coś podobnego napisałyśmy, lecz Ty zrobiłaś to precyzyjniej 

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.