Skocz do zawartości
Dark

Karuzela

Rekomendowane odpowiedzi

Podróżowałem do tego miasteczka pod Krakowem, gdzie czas zapomniał przyspieszyć, może nawet płynąć wstecz. Dni leniwe, jak syrop ściekający po szkle, godziny rozciągnięte, blade. Jak dociera do miasteczka, to jest już trochę zużyty, wyblakły, jakby przeciągnięty przez sito lat. Wszystko pokryte kurzem – dachy, ulice, twarze ludzi – nawet najnowsze plotki osiadają jak pył, matowe, bez blasku.

Droga wiła się leniwie przez pola, żółte od jesiennych liści, a powietrze ciężkie od zapachu wilgotnej ziemi. Przyjechałem do Hani i Maćka, starych znajomych, których dom stał przy ulicy pachnącej mokrym brukiem i sąsiedzkim praniem. Dom ciasny, ale ciepły, jak uścisk dawno niewidzianego przyjaciela. W środku unosił się zapach bigosu, pyrkającego na wolnym ogniu, gęsty, ziemisty, przypominający o prostych rytuałach życia.

Hania siedziała przy stole, średniego wzrostu, z miękkimi, zaokrąglonymi kształtami, które mówiły o życiu poza idealnymi magazynami – lekkie fałdki na brzuchu falujące pod materiałem domowej sukienki, pełne biodra i piersi, jak dojrzałe owoce na gałęzi, kuszące dotykiem, wilgotne od potu codzienności. Jej oczy, zmęczone, ale ciepłe, zerknęły na elektroniczną niańkę, szumiącą jak odległy strumień. Dzieci – Antek, Zosia i mały Franek – spały gdzieś w głębi domu, ich zabawki rozsypane po podłodze jak wspomnienia beztroski. Maciek, mężczyzna o przeciętnej budowie, z lekkim brzuszkiem, który mówił o latach za biurkiem inżyniera budownictwa, oderwał wzrok od papierów. Siedział w fotelu, solidny, jak konstrukcja mostu, który projektował, jego dłonie szorstkie, gotowe do chwytu.

Rozsiadłem się z butelką Kadarki z dyskontu, czerwonej, cierpkiej, jak stare żale. Czułem kurz drogi na skórze, a w powietrzu wisiała ta leniwa cisza miasteczka.

– Jacek, znowu będziesz snuł bajki o swoich podróżach? – zapytała Hania, z lekkim przekąsem, jakby chciała mnie przyłapać na kłamstwie. Jej głos miękki, jak poduszka, drżący lekko pod powierzchnią.

Uśmiechnąłem się, czując, jak wino rozgrzewa gardło.

– Nie tym razem, Haniu. Chcę wiedzieć, jak wam się żyje. Trójka dzieci, małżeństwo jak z z podręcznika o życiu w rodzinie – co słychać w tej codzienności?

Hania parsknęła, kręcąc głową, jej włosy falujące lekko, odsłaniając szyję bladą, gładką.

– Codzienność? Ostatnio naszym wyczynem było to, że Maciek wrócił z pracy przed ósmą, a ja zdążyłam ugotować obiad bez płaczu Franka. Sielanka to nie jest, Jacek. To jak chodzenie po linie, z dziećmi na plecach, ciało napięte, pot spływający po plecach.

Maciek westchnął, odkładając papiery. Jego dłonie, szorstkie od kreślarza, potarły brzuch, palce wsuwające się pod koszulę.

– Małżeństwo to harówa, Jacek. Jak na budowie – nosisz cegły, układasz plany, a wieczorem bolą plecy. Zamiast cegieł, pieluchy i rachunki. Praca pochłania dni, a noce... noce to sen przerywany, ciała splątane w pościeli, ale bez ognia.

Cmoknąłem, patrząc na nich oboje. Hania z tymi krągłościami, które budziły we mnie stare skojarzenia – miękkie, zapraszające, jak poduszki w starym pensjonacie, piersi wznoszące się z oddechem, sutki twardniejące pod cienkim materiałem. Maciek solidny, ale zmęczony, jak most pod ciężarem lat, jego spodnie napięte na udach.

– Harówa? To brzmi jak wyrok. Nie korci was, żeby rozruszać tę rutynę? Dodać coś, co sprawi, że dni nie będą takie... zakurzone?

– Jak? – rzuciła Hania, unosząc brew, jej oczy błyszczące ciekawością, jak krople deszczu na liściu, usta wilgotne od wina.

Nachyliłem się bliżej, czując zapach jej perfum, mieszający się z bigosem, słodki, podniecający.

– Słyszeliście o swingersach? O parach, które dzielą się sobą, jak dzielą się winem przy stole – ciała nagie, wilgotne, ręce wędrujące po skórze, penisy twardniejące w obcych dłoniach, cipki mokre od nieznanych języków.

Maciek spojrzał na mnie, jakby zaproponowałem budowę mostu z piasku.

– Swingersach? Jacek, tu mamy Biedronkę, remizę i msze o siódmej. A ty z czymś takim wyskakujesz. To nie nasz klimat.

– Właśnie dlatego – odparłem, unosząc kieliszek, czerwony płyn falujący jak krew w żyłach. – Życie to nie tylko kapusta i pieluchy. Czasem trzeba wrzucić do kotła trochę chili, ostrego, palącego, jak pchnięcia w ciemnym pokoju, ciała śliskie od potu, jęki mieszające się z oddechami.

Hania zachichotała, ale w jej śmiechu drżało coś nerwowego, jak liść na wietrze, jej uda zaciskające się pod stołem.

– Chili? To o gotowaniu mówimy, czy o czymś, co nas spali od środka? Co z dziećmi? Antkiem, Zosią, Frankiem? To nie żarty, Jacek.

Rozparłem się wygodniej, patrząc na plamę na obrusie, bladą jak wspomnienie.

– To jak karuzela dla dorosłych. Spotykacie inne pary, gawędzicie, flirtujecie. Jak iskrzy, idziecie dalej – ciała splatają się, oddechy mieszają, skóra pali; penisy wślizgują się głęboko, cipki pulsują wokół nich, sperma spływająca po udach, orgazmy wybuchające jak fajerwerki. Jak nie, wracacie do domu, do bigosu. Nic nie tracisz, tylko zyskujesz smak.

Hania zamilkła, wpatrując się w dłonie, jej palce splatające się nerwowo, paznokcie wbijające się w skórę.

– A co, jeśli to rozwali wszystko? Mamy dom, dzieci. To nie przygoda na jedną noc.

Spoważniałem, choć w oczach czaiła się psota.

– Nie rozwali, jeśli wiecie, czego chcecie. Dzieci śpią, niańka szumi jak rzeka. Świat się nie zawali od jednego kroku. Tu, w okolicy, ludzie mają swoje tajemnice. Gadają o księdzu Stefanie z Wadowic, że lubi spowiedzi mężatek za bardzo, blisko, jego ręce pod sutanną, szepty wilgotne. Ale to plotki, zakurzone. Dla was mam coś realnego – zaproszenie na sobotę, gdzie ciała nagie wirują, penisy sztywne, cipki otwarte, jęki wypełniające powietrze.

Hania spojrzała na Maćka, w jej oczach błysnęło coś dawnego – ciekawość, bunt, jak iskra w popiele, jej sutki twardniejące widocznie.

– Myślisz, że to dla nas? Że nie jesteśmy za starzy na takie... karuzele?

– Jeśli życie smakuje jak wczorajszy chleb, suchy i mdły, to tak – odparłem, jakbym sprzedawał bilet na nieznaną podróż. – Wskoczycie? To jak otwarcie okna w dusznym pokoju, powietrze świeże, ciała drżące.

Maciek westchnął głęboko, przeczesując włosy, jego brzuch falujący lekko, oczy na Hani, na jej piersiach.

– To jak skok w przerębel. Zimny, szokujący. Albo się rozgrzejemy, ciała rozpalone, serca bijące szybciej, penisy w cipkach obcych, sperma mieszająca się, albo zamarzniemy na amen. Co z dziećmi? Z pracą? Z tym miasteczkiem, gdzie plotki osiadają jak kurz?

Hania wzruszyła ramionami, ale jej uśmiech drżał, dziki, jak zwierzę budzące się ze snu. Wahanie wisiało w powietrzu, gęste jak dym z komina. Spojrzała na Maćka, potem na mnie, jej piersi unoszące się z oddechem, fałdki na brzuchu drżące lekko pod sukienką.

– A jeśli to błąd? Jeśli wrócimy inni, z rysami na duszach, ciała naznaczone obcymi dotykami?

– Może rysy to właśnie życie – szepnąłem. – Bez nich wszystko jest gładkie, nudne.

Maciek milczał, oczy zmrużone, jakby kalkulował wytrzymałość mostu. Hania gryzła wargę, wilgotną, czerwoną, jej uda rozchylające się lekko. Cisza ciągnęła się, jak droga przez pola. W końcu Hania skinęła głową, wahanie wciąż w głosie. – Dobra, idziemy. Niech się dzieje. Ale jeśli to zimny przerębel...

Uśmiechnąłem się, czując dreszcz przygody. Miasteczko spało za oknem, zakurzone, ale w nas coś budziło się, ostre jak chili. Czas tu zapomniał przyspieszyć, może nawet płynąć, a kurz osiadał na wszystkim, nawet na naszych pragnieniach, matowych, czekających na wstrząs.

  • Lubię 2

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Było późno, a dom pogrążał się w ciszy, przerywanej tylko skrzypieniem starych podłóg, układających się do snu jak zmęczone kości. Franek spał od godzin, jego oddech szumiał cicho przez elektroniczną niańkę na stoliku, jak odległy strumień w nocy. Leżałam w łóżku, głowa na poduszce, palce przesuwały się po ekranie telefonu, niebieska poświata malowała mi twarz bladą, zimną. Maciek już pod kołdrą, patrzył na mnie z mieszanką czułości i czegoś innego – ciekawości, może niepokoju, jak cień na ścianie.

Poruszył się. Materac ugiął pod jego ciężarem, lekkim brzuszkiem falującym lekko.

– Nadal myślisz o tym, co powiedział Jacek? – zapytał cicho, niby obojętnie, ale w głosie czaiło się zainteresowanie, ostre jak igła.

Zerknęłam na niego. Uśmiech musnął mi usta, lekki, jak dotyk pióra.

– Może. Nie co dzień zapraszają cię na imprezę swingersów w miasteczku, gdzie największym skandalem jest, czy żona burmistrza przefarbowała włosy na rudo.

Maciek zachichotał, ale jego myśli krążyły dalej. Słowa Jacka obudziły we mnie coś dziwnego – mieszankę zazdrości i fascynacji, jak zakurzony smak wina. Nie byłam pewna, czy mi się to podoba, ale nie mogłam przestać myśleć.

– Wiesz – rzuciłam, udając luz – zastanawiam się, jak by to było… gdybyś ty i jakaś inna…

Maciek uniósł brew, odkładając gazetę na bok.

– Gdybym ja i inna co?

Zawahałam się. Przysunęłam bliżej, głos zniżyłam do szeptu, ciepłego, wilgotnego.

– Gdyby ona… no wiesz… cię przeleciała. Cipka obca, mokra, ściskająca twojego kutasa.

Oczy Maćka rozszerzyły się, ale nie odwrócił wzroku. Przechylił głowę, przyglądając mi się, jakbym była nowym kształtem w znanym krajobrazie.

– Mówisz poważnie?

Wzruszyłam ramionami, próbując zachować spokój, choć serce biło szybciej, jak bęben w ciszy.

– To tylko myśl. Jacek zawsze był takim czarusiem. A ty… jesteś sobą, solidny, z tym brzuszkiem, co lubię ściskać.

Roześmiał się cicho, ale w oczach iskierka – psotna, jak błysk w kurzu.

– Czyli wyobrażasz sobie mnie z inną? To… interesujące.

Poczułam gorąco na karku, ale brnęłam. Palce drżały lekko.

– No, tak sobie myślę. Ona pewnie znałaby sztuczki, światowe, jak Jacek. Wsunęłaby rękę w twoje spodnie, ścisnęła kutasa, aż stwardnieje, pulsujący.

Maciek przełknął ślinę, puls przyspieszył, widać po szyi.

– I chcesz wiedzieć, co by zrobiła?

Przysunęłam się, dłoń na jego torsie, ciepła skóra pod palcami.

– Może.

Uśmiechnął się zadziornie, palce kreśliły kółka na mojej skórze, lekkie, drażniące.

– Dobra, pobawmy się. Jak myślisz, jak inna by mnie… obsłużyła? Cipka ciasna, mokra, śliska od soków.

Wzięłam oddech, starając się zachować spokój, choć wilgoć zbierała się między udami.

– Pewnie gładka i pewna siebie. Szepcze sprośności do ucha, drugą ręką rozpina spodnie, chwyta kutasa, masuje, aż kapie z wacka.

Maciek zachichotał.

– Serio? A co by powiedziała?

Zastanowiłam się, obniżyłam głos, naśladując szept obcej.

– „Maciek, jesteś taki twardy. Pozwól, że wezmę cię w usta, ssąc głęboko, aż sperma wybuchnie.”

Parsknął śmiechem, radosnym, niepowstrzymanym.

– To okropne! Brzmisz jak tani romans z poczty .

Uśmiechnęłam się, zachęcona. Ciało drżało lekko.

– Czekaj, to nie wszystko. Potem popisowy numer – podnosi cię, sadza na blacie, liże cipkę, język wślizgujący się głęboko, ssąc łechtaczkę.

Oczy Maćka rozbłysły rozbawieniem.

– Na blat w kuchni? Przy lodówce z rysunkami Antka? To nie seksowne, to ryzyko.

Zaśmiałam się, napięcie zelżało, jak para z garnka.

– No dobra, może nie kuchnia. Ale wiesz, szarmancka, jak z 365 dni albo jak Dżoana Krupa.

Pochylił się, usta musnęły moje ucho, ciepły oddech.

– A co, jeśli powiem, że nie chcę innej? Chcę ciebie, tu, teraz, twoją cipkę mokrą, ściskającą.

Zamarłam, zapominając o Jacku. Ale myśl krążyła, dreszczyk dziwny.

– W sumie – mruknęłam – to podniecające, nie? Wyobrażać sobie to. Inna ssąca twojego kutasa, sperma na jej twarzy.

Maciek odsunął się lekko, przyglądając.

– Naprawdę?

Skinęłam głową, nieśmiało, wilgoć między nogami rosła.

– No. Nie żebym chciała naprawdę, ale… pomysł fajny. 

Uśmiechnął się powoli, świadomie.

– Okej. To niech będzie fajnie.

Przerzuciłam nogę przez jego biodra, siadając okrakiem. Ruch nagły, łóżko skrzypnęło głośno. Zamarliśmy, zerkając na niańkę. Cisza. Franek spał.

Uśmiechnęłam się z góry, piersi falujące pod koszulą.

– Droga wolna.

Ręce Maćka na mojej talii, przyciągnęły bliżej, palce wsunęły pod materiał.

– Więc, gdybym był z inną, co bym zrobił?

Przechyliłam głowę, udając namysł.

– Hm, inna pewnie powiedziałaby: „Jesteś taki duży. Pragnęłam cię od jarmarku, jak jadłeś obwarzanek.”

Parsknął.

– Obwarzanek? Serio?

– Lokalny specjał – droczyłam się – Romantyczny a jednocześnie twardy jak skałą.

– Dobra. – Przesunął dłonie po bokach, drażniąc. Palce dotknęły fałdek na brzuchu, miękkich, falujących.

Pocałował mnie głęboko, język wślizgujący się, smak wina. Odpowiedziałam, palce w jego włosach, ciągnąc lekko.

Odsunęliśmy się, brak tchu.

– Nieźle. Ale myślę, że inna byłaby odważniejsza. Wsunęłaby kutasa głęboko, cipka pulsująca.

Uniósł brew.

– Odważna jak?

Pochyliłam się, szepcząc do ucha.

– Przewraca cię na plecy, bierze kontrolę. Pokazuje, kto rządzi, siada, nabija się mocno na kutasa, wypełniającego cipkę.

Fala gorąca. Jednym ruchem Maciek przeturlał nas, przygniatając do materaca, brzuch na moim, ciężki.

Pisnęłam, potem śmiech.

– Dokładnie. Choć znając mnie, przewróciłabym lampę.

Zerknęłam na stolik, lampka zachwiała się.

– Słuszna. Może uważaj.

Pokręcił głową, oczy lśniące.

– Nie, bądźmy nieostrożni.

Pocałował mocniej, ręce wędrowały po ciele, znajome, ale nowe. Całując szyję, mruknął:

– A gdyby ciebie brał Jacek. On jest mistrzem gadki. „Jesteś taka mokra, cipko, dla mnie?”

Zachichotałam, wyginając się, sutki twarde, ocierające o koszulę.

– Banalne. Ale seksowne.

Uśmiechnął się przy skórze.

– Podoba ci się?

Przygryzłam wargę, kiwając.

– Może.

Głos niski, szorstki.

– Powiedz, czego chcesz. Jak to chcesz, dosłownie.

Zadrżałam, dłonie na ramionach.

– Chcę, żebyś mnie wziął mocno, szybko. Kutasa głęboko, pchnięcia gwałtowne, cipka rozciągnięta, soki spływające po udach.

Ustawił się między nogami, ruchy pośpieszne. Wśliznął się, twardy, wypełniający. Jęknęliśmy, uczucie przytłaczające, cipka ściskająca kutasa, mokra, gorąca.

Łóżko pisnęło głośno. Zamarliśmy, oczy szeroko, potem śmiech.

– Cicho! – szepnęłam, dusząc chichot. – Obudzisz Franka!

Próbował opanować, bez skutku.

– To łóżko jak alarm.

Uśmiechnęłam się.

– Na podłogę?

Pokręcił głową, śmiejąc.

– Nie nastolatki. Podłoga zimna.

– Słusznie. – Oplotłam nogami biodra, przyciągając głębiej, cipka pulsująca wokół kutasa.

Skinął, skupiony. Ale skrzypienie przy każdym pchnięciu, głośniejsze, jak spisek. Absurd podsycał, śmiech z jękami.

Nie wytrzymałam.

– Pieprzyć to – burknęłam, pchnęłam biodrami, mocniej, cipka śliska, kutasa wciągająca.

Oczy rozszerzone, ale nie zatrzymał. Dopasował tempo, paznokcie w plecach, rysy zostawiające. Śmiech mieszał się z podnieceniem.

Zbliżając się, pochylił się, usta przy uchu.

– Jacek nie miałby problemu. Wymyślne cichą pozycję.

Zaśmiałam się, zdyszana.

– Tak, na stojąco, jak w filmach, kutasa w cipce, sperma kapiąca.

Uśmiechnął się.

– Taa, poślizgnąłby się, wywrócił.

Obraz komiczny. Śmialiśmy się, ciała trzęsły, blisko finału.

Ale wróciliśmy. Ruchy zdecydowane, cipka zaciskająca, kutasa masująca, soki mieszające się z preejakulatem. Śmiech w westchnienia, oczy w oczy.

– Nie przestawaj – szepnęłam. – Proszę.

Nie przestał. Popchnął poza krawędź, orgazm wybuchł, cipka konwulsyjnie ściskająca kutasa, sperma gorąca, wypełniająca, spływająca po udach. Mieszanka rozkoszy, ulgi, skrzypnięcie ostatnie.

Opadliśmy, zdyszani, oddechy nierówne. Cisza ciężka.

Z niańki wydobył się głos. To Franek zakwilił przez sen.

Westchnęłam, zadowolona.

– Idealne wyczucie czasu.

Maciek zaśmiał się, przewracając na bok.

– Przynajmniej go nie obudziliśmy.

Odwróciłam się, wyraz złagodniał.

– To było… inne.

Skinął, odgarniając włosy.

– Dobre inne?

– Zdecydowanie. – Zamilkłam, uśmieszek. – Ale następnym razem pomińmy Jacka.

Roześmiał się, przyciągając.

– Zgoda. Lepiej go zostawmy.

Leżeliśmy, bliskość jak koc. Miasteczko spało, nieświadome rewolucji w sypialni. Monotonia pękła, na noc, humor, pożądanie, absurd. Obietnica soboty unosiła się, kuszący znak, w kurzu miasteczka, gdzie czas zapomniał przyspieszyć, może nawet płynąć.

  • Lubię 3
  • Zauroczenie 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Było późno, a dom pogrążał się w ciszy, przerywanej tylko skrzypieniem starych podłóg, układających się do snu jak zmęczone kości. Franek spał od godzin, jego oddech szumiał cicho przez elektroniczną niańkę na stoliku, jak odległy strumień w nocy. Leżałam w łóżku, głowa na poduszce, palce przesuwały się po ekranie telefonu, niebieska poświata malowała mi twarz bladą, zimną. Maciek już pod kołdrą, patrzył na mnie z mieszanką czułości i czegoś innego – ciekawości, może niepokoju, jak cień na ścianie.

Poruszył się. Materac ugiął pod jego ciężarem, lekkim brzuszkiem falującym lekko.

– Nadal myślisz o tym, co powiedział Jacek? – zapytał cicho, niby obojętnie, ale w głosie czaiło się zainteresowanie, ostre jak igła.

Zerknęłam na niego. Uśmiech musnął mi usta, lekki, jak dotyk pióra.

– Może. Nie co dzień zapraszają cię na imprezę swingersów w miasteczku, gdzie największym skandalem jest, czy żona burmistrza przefarbowała włosy na rudo.

Maciek zachichotał, ale jego myśli krążyły dalej. Słowa Jacka obudziły we mnie coś dziwnego – mieszankę zazdrości i fascynacji, jak zakurzony smak wina. Nie byłam pewna, czy mi się to podoba, ale nie mogłam przestać myśleć.

– Wiesz – rzuciłam, udając luz – zastanawiam się, jak by to było… gdybyś ty i jakaś inna…

Maciek uniósł brew, odkładając gazetę na bok.

– Gdybym ja i inna co?

Zawahałam się. Przysunęłam bliżej, głos zniżyłam do szeptu, ciepłego, wilgotnego.

– Gdyby ona… no wiesz… cię przeleciała. Cipka obca, mokra, ściskająca twojego kutasa.

Oczy Maćka rozszerzyły się, ale nie odwrócił wzroku. Przechylił głowę, przyglądając mi się, jakbym była nowym kształtem w znanym krajobrazie.

– Mówisz poważnie?

Wzruszyłam ramionami, próbując zachować spokój, choć serce biło szybciej, jak bęben w ciszy.

– To tylko myśl. Jacek zawsze był takim czarusiem. A ty… jesteś sobą, solidny, z tym brzuszkiem, co lubię ściskać.

Roześmiał się cicho, ale w oczach iskierka – psotna, jak błysk w kurzu.

– Czyli wyobrażasz sobie mnie z inną? To… interesujące.

Poczułam gorąco na karku, ale brnęłam. Palce drżały lekko.

– No, tak sobie myślę. Ona pewnie znałaby sztuczki, światowe, jak Jacek. Wsunęłaby rękę w twoje spodnie, ścisnęła kutasa, aż stwardnieje, pulsujący.

Maciek przełknął ślinę, puls przyspieszył, widać po szyi.

– I chcesz wiedzieć, co by zrobiła?

Przysunęłam się, dłoń na jego torsie, ciepła skóra pod palcami.

– Może.

Uśmiechnął się zadziornie, palce kreśliły kółka na mojej skórze, lekkie, drażniące.

– Dobra, pobawmy się. Jak myślisz, jak inna by mnie… obsłużyła? Cipka ciasna, mokra, śliska od soków.

Wzięłam oddech, starając się zachować spokój, choć wilgoć zbierała się między udami.

– Pewnie gładka i pewna siebie. Szepcze sprośności do ucha, drugą ręką rozpina spodnie, chwyta kutasa, masuje, aż zaczyna kapać z główki.

Maciek zachichotał.

– Serio? A co by powiedziała?

Zastanowiłam się, obniżyłam głos, naśladując szept obcej.

– Maciek, jesteś taki twardy. Pozwól, że wezmę cię w usta, ssąc głęboko, aż sperma wybuchnie.

Parsknął śmiechem, radosnym, niepowstrzymanym.

– To okropne! Brzmisz jak tani romans z poczty.

– Czytałeś ukradkiem?

Uśmiechnęłam się, zachęcona. Ciało drżało lekko.

– Czekaj, to nie wszystko. Potem popisowy numer – podnosi cię, sadza na blacie, liże cipkę, język wślizgujący się głęboko, ssąc łechtaczkę.

Oczy Maćka rozbłysły rozbawieniem.

– Na blat w kuchni? Przy lodówce z rysunkami Antka? To nie seksowne, to ryzyko.

Zaśmiałam się, napięcie zelżało, jak para z garnka.

– No dobra, może nie kuchnia. Ale wiesz, szarmancko.

Pochylił się, usta musnęły moje ucho, ciepły oddech.

– A co, jeśli powiem, że nie chcę innej? Chcę ciebie, tu, teraz, twoją cipkę mokrą, ściskającą.

Zamarłam, zapominając o Jacku. Ale myśl krążyła, dreszczyk dziwny.

– W sumie – mruknęłam – to podniecające, nie? Wyobrażać sobie to. Inna ssąca twojego kutasa, sperma na jej twarzy.

Maciek odsunął się lekko, przyglądając.

– Naprawdę?

Skinęłam głową, nieśmiało, wilgoć między nogami rosła.

– No. Nie żebym chciała naprawdę, ale… pomysł fajny.

Uśmiechnął się powoli, świadomie.

– Okej. To niech będzie fajnie.

Przerzuciłam nogę przez jego biodra, siadając okrakiem. Ruch nagły, łóżko skrzypnęło głośno. Zamarliśmy, zerkając na niańkę. Cisza. Franek spał.

Uśmiechnęłam się z góry, piersi falujące pod koszulą.

– Droga wolna.

Ręce Maćka na mojej talii, przyciągnęły bliżej, palce wsunęły pod materiał.

– Więc, gdybym był z inną, co bym zrobił?

Przechyliłam głowę, udając namysł.

– Hm, inna pewnie powiedziałaby: „Jesteś taki duży. Pragnęłam cię od jarmarku, jak jadłeś obwarzanek.”

Parsknął.

– Obwarzanek? Serio?

– Lokalny specjał – droczyłam się. – Romantyczny. I zawsze twardy.

– Dobra. – Przesunął dłonie po bokach, drażniąc. Palce dotknęły fałdek na brzuchu, miękkich, falujących.

Pocałował mnie głęboko, język wślizgujący się, smak wina. Odpowiedziałam, palce w jego włosach, ciągnąc lekko.

Odsunęliśmy się, brak tchu.

– Nieźle. Ale myślę, że inna byłaby odważniejsza. Wsunęłaby kutasa głęboko, w pulsującą cipkę.

Uniósł brew.

– Odważna jak?

Pochyliłam się, szepcząc do ucha.

– Przewraca na plecy, bierze kontrolę. Pokazuje, kto rządzi, pchnięcia mocne, wypełniające.

Fala gorąca. Jednym ruchem przeturlał nas, przygniatając do materaca, brzuch na moim, ciężki.

Pisnęłam, potem śmiech. Zerknęłam na stolik, lampka zachwiała się.

– Dokładnie. Choć znając mnie, przewróciłabym lampę.

– Słusznie. Lepiej uważać.

Pokręcił głową, oczy lśniące.

– Nie, bądźmy nieostrożni.

Pocałował mocniej, ręce wędrowały po ciele, znajome, ale nowe. Całując szyję, mruknął:

– Jacek pewnie mistrz gadki. „Jesteś taka mokra, cipko, dla mnie?”

Zachichotałam, wyginając się, sutki twarde, ocierające o koszulę.

– Banalne. Ale seksowne.

Uśmiechnął się przy skórze.

– Podoba ci się?

Przygryzłam wargę, kiwając.

– Może.

Głos niski, szorstki.

– Powiedz, czego chcesz. Jak to chcesz, dosłownie.

Zadrżałam, dłonie na ramionach.

– Chcę, żebyś mnie wziął mocno, szybko. Kutasa głęboko, pchnięcia gwałtowne, cipka rozciągnięta, soki spływające po udach.

Ustawił się między nogami, ruchy pośpieszne. Wśliznął się, twardy, wypełniający. Jęknęliśmy, uczucie przytłaczające, cipka ściskająca kutasa, mokra, gorąca.

Łóżko pisnęło głośno. Zamarliśmy, oczy szeroko, potem śmiech.

– Cicho! – szepnęłam, dusząc chichot. – Obudzisz Franka!

Próbował opanować, bez skutku.

– To łóżko jak alarm.

Uśmiechnęłam się.

– Na podłogę?

Pokręcił głową, śmiejąc.

– Nie nastolatki. Podłoga zimna.

– Racja. – Oplotłam nogami biodra, przyciągając głębiej, cipka pulsująca wokół kutasa.

Skinął, skupiony. Ale skrzypienie przy każdym pchnięciu, głośniejsze, jak spisek. Absurd podsycał, śmiech z jękami.

Nie wytrzymałam.

– Pieprzyć to – burknęłam, pchnęłam biodrami, mocniej, cipka śliska, kutasa wciągająca.

Oczy rozszerzone, ale nie zatrzymał. Dopasował tempo, paznokcie w plecach, rysy zostawiające. Śmiech mieszał się z podnieceniem.

Zbliżając się, pochylił się, usta przy uchu.

– Jacek nie miałby problemu. Wymyślne łóżko, ciche.

Zaśmiałam się, zdyszana.

– Albo na stojąco, jak w filmach, kutasa w cipce, sperma kapiąca.

Uśmiechnął się.

– Taa, poślizgnąłby się, wywrócił.

Obraz komiczny. Śmialiśmy się, ciała trzęsły, blisko finału.

Ale wróciliśmy. Ruchy zdecydowane, cipka zaciskająca, kutasa masująca, nasze mieszające się we mnie soki. Śmiech w westchnienia, oczy w oczy.

– Nie przestawaj – szepnęłam. – Proszę.

Nie przestał. Popchnął poza krawędź, orgazm wybuchł, cipka konwulsyjnie ściskająca kutasa, sperma gorąca, wypełniająca, spływająca po udach. Mieszanka rozkoszy, ulgi, skrzypnięcie ostatnie.

Opadliśmy, zdyszani, oddechy nierówne. Cisza ciężka.

Z niańki wydobyło się kwilenie. Franek poruszył się, mamrocząc.

Westchnęłam, zadowolona.

– Idealne wyczucie czasu.

Maciek zaśmiał się, przewracając na bok.

– Przynajmniej go nie obudziliśmy.

Odwróciłam się, wyraz złagodniał.

– To było… inne.

Skinął, odgarniając włosy.

– Dobre inne?

– Zdecydowanie. – Zamilkłam, uśmieszek. – Ale następnym razem pomińmy Jacka.

Roześmiał się, przyciągając.

– Zgoda. Lepiej jako żart.

Franek zasnął.

Leżeliśmy, bliskość jak koc. Miasteczko spało, nieświadome rewolucji w sypialni. Monotonia pękła, na noc, humor, pożądanie, absurd. Obietnica soboty unosiła się, kuszący znak, w kurzu miasteczka, gdzie czas zapomniał przyspieszyć, może nawet płynąć.

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Sobotni poranek w naszym małym domu pod Krakowem był jak kadr z starego filmu – szary, wilgotny, z zapachem kawy i dziecięcych płatków rozsypanych po kuchennym blacie. Hania kręciła się w szlafroku, który ledwo zakrywał jej pełne biodra, sutki prześwitywały przez cienki materiał, a ja siedziałem przy stole z kubkiem w dłoniach, czując, jak serce mi wali gdzieś w gardle. Dzieci już u babci, niańka odwołana, a w powietrzu wisiała ta decyzja – jedziemy. Na tę imprezę. Do willi na obrzeżach Warszawy, gdzie wszystko ma się zdarzyć albo rozpaść jak domek z kart.

Podróż autem dłużyła się jak droga przez mgłę – autostrada rozmazana deszczem, wycieraczki tańczące w rytm nerwów. Hanka milczała, jej dłoń na moim udzie, paznokcie wbijające się lekko w materiał spodni, a ja myślałem o tym, co przed nami: ciała obcych ludzi, zapach potu i perfum, jęki tłumu. Mój kutas drżał na samą myśl, że ktoś inny weźmie ją tak, jak ja nigdy nie potrafiłem – mocno, bez ceregieli, zostawiając w niej swój ślad. Zazdrość? Tak, gryzła jak rdza, ale pod spodem pulsowało coś innego – wolność, upokorzenie, które smakuje jak miód zmieszany z octem.

Dotarliśmy wieczorem. Brama wysoka, ogród tonący w lampionach, muzyka dudniąca nisko, jak bicie drugiego serca. Gospodarze przy wejściu – ona w fioletowej minisukience, która przylegała do ciała jak wilgotna skóra, sutki sterczące pod półprzezroczystym materiałem, stringi ledwo widoczne; on w czarnym garniturze, koszula rozpięta, wybrzuszenie w kroku nie pozostawiające wątpliwości. Szampan w kieliszkach, maski na twarze – czarne, weneckie, z piórami. Zasady proste: zgoda, anonimowość, "czerwone" zatrzymuje wszystko.

Weszliśmy w ten świat jak w sen na jawie. Ogród wiły się ścieżkami, basen błękitny, leżaki w cieniu. Ludzie – nie modele z katalogów, tylko prawdziwi, z fałdkami na brzuchach, rozstępami na udach, brzuszkiem u facetów. Kobieta w tiulowej spódniczce, topless, piersi ciężkie, kołyszące się swobodnie, perłowy naszyjnik spływający między nimi; obok facet w obcisłym trykocie, kutas rysujący się pod materiałem jak obietnica. Inna w kraciastej koszuli zawiązanej pod biustem – przy każdym ruchu cycki wyskakiwały, sutki migające w świetle. Kowboj z kamizelką na gołym torsie, jeansy nisko, linia włosów prowadząca w dół.

Przechadzaliśmy się wolno, ręka w rękę, a ja czułem, jak drży – jej cipka pod sukienką już wilgotna, powietrze muskało ją bezpośrednio, sutki twarde jak kamienie. Mijaliśmy grupki: dłonie na udach, pocałunki w szyję, palce w cipkach lub na kutasach przez materiał. W altanie ona z rozcięciem w sukience, nagie podbrzusze lśniące, facet leniwie masujący jej łechtaczkę, ona sączy wino, biodra falują.

A potem ta brunetka pod drzewem – w czarnej, błyszczącej sukience z winylowymi paskami, niby przykrywającymi wielkie cycki, ale przy ruchu wszystko odsłaniającymi, sutki błyszczące, obroża na szyi z kółkiem. Czterej rosłych w jeansach i podkoszulkach, pot na torsach, dłonie klepiące ją po dupie. Obok elegancki w garniturze – pewnie mąż, stojący biernie, kutas twardy w spodniach.

Żona ścisnęła moją dłoń mocniej.

– Spójrz na nią – szepnęła, głos drżący od podniecenia. – Z tymi paskami niby przykrywającymi cycki, ale tak naprawdę wszystko pokazującymi... I ta obroża, jak u suki gotowej na wszystko. A ci faceci wokół, w tych prostych jeansach, dotykają jej bez ceregieli. Ciekawe, czy to jej mąż w tym garniturze tylko patrzy...

– Oni biorą, co chcą – odparłem, czując, jak mój kutas boli od twardości.

– Wyobraź sobie... oni ją otaczają, szorstkie łapska na jej skórze, a on stoi i patrzy. Podniecony i upokorzony jednocześnie.

Przy basenie inna scena – kobieta w obcisłej sukience, trzcinka w dłoni, ale to już nie ważne. Bo wtedy ich zobaczyliśmy: Asię i Pawła. Stali trochę z boku, ona w czarnej sukience przylegającej do ciała, głębokie wycięcie na piersiach, materiał cienki, bez niczego pod spodem – sutki rysujące się wyraźnie, biodra zaokrąglone, plecy odsłonięte aż do linii dupy. On w garniturze, koszula rozpięta, oczy błyszczące zza maski.

Podszliśmy bliżej, serce mi waliło jak młot. Hania uśmiechnęła się pierwsza, a ja poczułem ten dreszcz – oni nowicjusze, jak my, ale coś w ich spojrzeniach mówiło, że są gotowi głębiej.

– Cześć – powiedziała Hanka , głos niski, zmysłowy. – Wyglądacie na takich, co pierwszy raz... jak my.

Asia odwzajemniła uśmiech, jej oczy szkliste od szampana i napięcia.

– Tak, dokładnie. Jestem Asia, to mój mąż Paweł. A wy?

– Hania i Maciek – odparła moja żona, a ja kiwnąłem głową, czując, jak powietrze gęstnieje.

Paweł podał rękę, uścisk mocny, ale oczy miał wbite w dekolt mojej żony.

– Świetna impreza, co? – zapytał. – Trochę szokujące na początek, ale... podniecające.

Rozmowa potoczyła się sama – o tym, jak tu trafili, o fantazjach szeptanych w nocy, o tym, co widzieliśmy. Asia śmiała się cicho, dłoń Pawła na jej talii, powoli zsuwająca się niżej. Hania flirtowała otwarcie, nie pamiętałem już jej takiej. Jej biodro ocierające się o moje, ale wzrok już na Pawle.

A ja stałem tam, obserwując, jak karuzela zaczyna się kręcić. Mój kutas pulsował, zazdrość mieszała się z pożądaniem, a w głowie kołatała myśl: ta nasza karuzela – coraz szybsza, bez hamulców.
Staliśmy tam, w tej altanie oplecionej bluszczem, który szeleścił jak odległe echo moich własnych myśli – tych chaotycznych, wirujących w głowie jak liście na wietrze podczas długiej, nocnej podróży przez nieznane terytoria pożądania. Powietrze było gęste, przesycone słodkim zapachem kwitnących róż wymieszanym z ostrym, męskim potem i wilgotną nutą podniecenia, co zawsze kojarzyło mi się z wilgotną ziemią po burzy, czymś pierwotnym, co budzi się w ciele i nie daje się ujarzmić. Mój brzuch falował lekko pod rozpiętą koszulą, wilgotny od potu, który zbierał się w zagłębieniach skóry, a członek w khaki spodniach napierał boleśnie na materiał, pulsując w rytm muzyki dudniącej w tle, jak serce tłumu gotowe do eksplozji. Hania, moja Hania, z jej miękkimi, zaokrąglonymi kształtami – te lekkie fałdki na brzuchu drżące pod czerwoną satyną sukienki, stringi wcinające się głęboko między wilgotne fałdki cipki, ocierające o łechtaczkę przy każdym geście, sutki sterczące jak twarde kamyki pod cienkim materiałem – mówiła dalej, jej głos obniżając się do zmysłowego szeptu, który wibrował we mnie jak dotyk obcej dłoni na skórze.

– Maciek i ja rozmawialiśmy o tym w aucie po drodze tutaj – dodała, jej głos obniżając się do zmysłowego szeptu.

– To miejsce jest idealne – anonimowe dzięki maskom, pełne ludzi, którzy nie oceniają, tylko cieszą się ciałem. Chcieliśmy zacząć powoli, poczuć smak czegoś nowego, bez presji, może dotyk obcej skóry, lekkie przytulenie, które rozpali ogień. Wyglądacie na otwartych... Widzieliście tę parę w altanie, gdzie facet głaszcze cipkę kobiety na leżaku? Jej jęki, te wilgotne dźwięki... To nas nakręciło, czuję, jak moje stringi są już mokre.

Kiwnąłem głową, moje oczy błyszczące zza czarnej maski z złotymi akcentami, gdy podszedłem bliżej do Asi, mój oddech przyspieszony, ciężki, jak po wspinaczce na stromy pagórek w nieznanym kraju – wybrzuszenie w spodniach rosło, ocierając się lekko o jej biodro, gdy stanąłem zbyt blisko, moja koszula wilgotna od potu, pachnąca męskim, ostrym zapachem, który mieszał się z jej perfumami, budząc we mnie falę gorąca, jak słońce palące skórę w południe. Czułem, jak jej ciepło przenika przez tkaninę, a moje myśli wirowały: to jak skok w nieznaną rzekę, gdzie nurt wciąga cię głębiej, niż planowałeś, mieszając strach z ekstazą.

– Dokładnie, Hania ma rację – dodałem, mój głos niski, drżący lekko od nerwów, ale pełen podniecenia, jak echo w pustej dolinie, co potęguje samotność i bliskość zarazem.

A potem Asia odpowiedziała, jej słowa zawisły w powietrzu jak dym z ogniska, prowokujące, budzące we mnie wizje tych scen, które widzieliśmy wcześniej – brunetka otoczona szorstkimi rękami robotników, jej piersi wyskakujące spod pasków, śmiech mieszający się z plaśnięciami po pośladkach. To uderzyło mnie jak nagła refleksja w trakcie podróży: jesteśmy tu wszyscy jak wędrowcy, szukający granic własnego ciała.

– Szok, ale podniecający. Te sceny... Widzieliśmy też tę grupkę z prostych mężczyzn, jak klepią brunetkę, a ona się śmieje, jej piersi prawie wyskakujące spod pasków. To nas zainspirowało. Jesteśmy otwarci na nowe doświadczenia, ale bez pośpiechu, może zacząć od rozmowy, a potem... coś lekkiego? Czuję, jak mi kutas twardnieje na samą myśl, spodnie cisną. Wy też czujecie to napięcie w powietrzu? – powiedziała Asia.

Hania przełknęła ślinę, jej cipka wilgotniejąc pod stringami, które wciskały się między różowe, lepkie fałdki, ocierając o nabrzmiałą łechtaczkę przy każdym ruchu – spojrzała na Pawła, jej dłoń opadająca niżej, muskająca jego tors przez koszulę, palce czujące ciepło i napięte mięśnie pod materiałem, jakbym sam czuł ten dotyk, echo zazdrości mieszające się z podnieceniem, paliwem dla moich własnych fantazji, gdzie upokorzenie staje się rozkoszą. Patrzyłem na to z boku, mój kutas twardniejąc boleśnie, pulsujący, gotowy wyskoczyć ze spodni, a myśli wirowały jak impresje z drogi: to nie tylko ciała, to mapa uczuć, gdzie każdy gest rysuje nową ścieżkę.

– Co wy na to, żeby się zamienić partnerami na chwilę? – zapytała bezpośrednio, jej głos drżący od pożądania, niski jak szmer strumienia w nocy.

– Tylko poprzytulać trochę, poczuć bliskość kogoś obcego, ręce na plecach, ciała przylegające, może lekkie pocałunki w szyję... Żadnych zobowiązań, tylko lekkie pieszczoty, żeby zobaczyć, jak to smakuje, jak wilgoć rośnie, sutki twardnieją. Ja z Pawłem, a Asia z Maćkiem... Co ty na to, kochanie? – zwróciła się do mnie, ale jej oczy już pożerały Pawła, sutki twardniejąc jak kamienie pod sukienką, a stringi wilgotne od soków, odznaczające się jeszcze wyraźniej na pośladkach, gdzie materiał sukienki przylegał ciasno, falując przy każdym oddechu.

Paweł  spojrzał na Asię, a ona kiwnęła głową, jej oddech przyspieszony, cipka ściekająca wilgocią po udach, soki błyszczące w blasku lampionów jak rosa na liściach. To kiwnięcie uderzyło mnie jak nagły podmuch wiatru, budząc we mnie mieszankę ekscytacji i lekkiego ukłucia, jak w tych momentach podróży, gdy dzielisz się widokiem z obcym, a granice się rozmywają.

– Spróbujmy – wyszeptała Asia, jej głos drżący od podniecenia, a ja objąłem ją w talii, moje dłonie ciepłe na jej gładkiej skórze, wybrzuszenie ocierające się o jej brzuch, twardniejąc, pulsując ciepłem, które wysyłało fale przez moje ciało. Hania przylgnęła do Pawła, jej pełne piersi wciskające się w jego tors, biodra falujące lekko, stringi ocierające się o jego udo, wilgotne i lepkie, podczas gdy powietrze wokół nas zgęstniało, ciężkie od zapachów potu i pożądania, jak mgła nad bagnem, co wciąga w głąb.

Poczułem jak ciało Asi przylgnęło do niego mocniej, jej  piersi wciskające się w jego tors przez cienką satynę sukienki, sutki twarde jak kamyki, ocierające się o materiał mojej koszuli, wysyłające iskry podniecenia przez skórę. Jej biodra falowały lekko, uda ocierające się o moje udo, gdzie czuła rosnące wybrzuszenie w moich spodniach, pulsujące ciepło, które sprawiało, że jej cipka zaciskała się instynktownie, soki ściekające po wewnętrznych udach. Uniosła głowę, jej usta rozchylone, krwiste, i pocałowała mnie delikatnie – najpierw musnęła wargami moje wargi, język ślizgający się wolno, smakujący szampana i pożądania, a potem głębiej, nasze języki splatające się w wilgotnym tańcu, jej oddech przyspieszony, gorący na jego twarzy. Jej dłonie powędrowały po moich plecach, palce wbijające się lekko w materiał, schodząc niżej, muskając pośladki, czując napięte mięśnie pod spodniami.

Kątem oka zobaczyłem, że Hania pozwoliła mi przyciągnąć się bliżej, ramiona Pawła obejmujące jej talię, dłonie na nagich plecach pod wycięciem sukienki, gdzie skóra była gładka i wrażliwa, jak jedwab. Moje wybrzuszenie w spodniach ocierało się o jej brzuch, twardniejąc z każdym oddechem, żylasty kutas pulsujący, gotowy do eksplozji, a ona poczuła falę gorąca między udami, jej cipka wilgotniejąca jeszcze bardziej, soki ściekające po wewnętrznych stronach nóg, lepkie i gorące. Nachyliłem się, moje usta dotknęły jej szyi, najpierw delikatny pocałunek, wargi muskające pulsującą żyłę, smakujące słony pot, potem niżej, do obojczyka, język rysujący wilgotne ścieżki na skórze, wywołując dreszcze – jej westchnienie zawisło w powietrzu jak mgła, a jej dłonie wsunęły się pod moją rozpiętą koszulę, palce ślizgające się po owłosionej klatce piersiowej, muskające sutki, czując, jak twardnieją pod dotykiem, szorstkie i wrażliwe, a mój brzuch faluje pod lekkim tłuszczykiem, miękki i ciepły, jak poduszka pod napięciem, falująca z każdym wdechem.

Całowalimy się coraz namiętniej, powietrze wokół nas ciężkie od zapachów perfum, potu i podniecenia – jęki mieszały się z muzyką w tle, a z oddali dochodziły westchnienia innych gości, dodające paliwa do naszego własnego ognia, jak echa w kanionie, co potęgują burzę w sercu. Zobaczyłem, że Hania oderwała się na chwilę od ust Pawła, jej oddech urywany, oczy błyszczące zza maski, i szepnęła coś do jego ucha, jej dłoń opadająca niżej, muskająca wybrzuszenie w jego spodniach przez materiał, palce obrysowujące kształt twardego członka. Paweł jęknął gardłowo, nisko, jego ręce schodzące na pośladki Hani, ściskające je delikatnie, palce wślizgujące się pod sukienkę, muskające linię stringów, wilgotnych i lepkich od jej soków, wcinających się głęboko między fałdki cipki, gdzie wilgoć chlupotała lekko pod dotykiem.

Asia, czując moje dłonie na swoich piersiach – palce muskające sutki przez sukienkę, kręcące je wolno, szorstko, wywołujące fale przyjemności, które rozlewały się po jej ciele jak fale na jeziorze – pocałowała mnie głębiej, jej język wirujący w moich ustach, smakujący słony pot na wargach, lepki i gorący, a jej biodra ocierające się o moje udo, gdzie czuła twardość mojego członka, rosnącego, napierającego na nią, żylastego i nabrzmiałego. Westchnąłem, moja dłoń schodząca niżej, po udzie Asi, pod sukienkę, palce muskające wewnętrzną stronę, blisko wilgotnej cipki, czując gorąco i wilgoć bijące od jej różowych fałdek, ale nie dotykając jeszcze, drażniąc, budując napięcie – to drażnienie było jak zwlekanie z wejściem do ciepłego źródła podczas zimnej nocy, gdzie każdy moment potęguje głód.

Nagle Hania oderwała się od Pawła, jej piersi falujące szybko, sutki sterczące pod satyną jak nabrzmiałe pączki, twarde i bolące od napięcia, i spojrzała na Asię, jej głos drżący od pożądania, niski i zmysłowy, jak szmer wiatru w liściach.

– Asia... Widzę, jak cię to kręci, twoje sutki twarde, cipka pewnie mokra jak moja... Mogę... mogę obciągnąć Pawłowi? Tylko trochę, na próbę, poczuć jego kutasa w ustach, ssać go wolno, zobaczyć, jak jęczy... Co ty na to? Pozwolisz? – zapytała, jej dłoń wciąż muskająca wybrzuszenie Pawła, palce obrysowujące kształt, czując pulsowanie i wilgoć, oczy błagające, pełne głodu, podczas gdy ja wstrzymałem oddech, mój członek pulsujący w spodniach, twardy jak skała, czekając na odpowiedź, powietrze gęste od napięcia, jak przed burzą w odległej krainie, gdzie każdy szelest to obietnica chaosu i rozkoszy.

Nasza pętla, nasza karuzela – coraz szybsza, bez hamulców.

  • Lubię 3

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Cuckoldplace Poland © 2007 - 2025

Jesteśmy szanującym się forum, istniejemy od 2007 roku. Słyniemy z dużych oraz udanych imprez zlotowych. Cenimy sobie spokój oraz kulturę wypowiedzi. Regulamin naszej społeczności, nie jest jedynie martwym zapisem, Użytkownicy stosują się do zapisów regulaminu.

Cookies

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

Polityka Wewnętrzna

Nasze Forum jest całkowicie wolne od reklam, jest na bieżąco monitorowane oraz moderowane w sposób profesjonalny przez ekipę zarządzającą. Potrzebujesz więcej informacji? Odwiedź nasz Przewodnik. Jednocześnie przypominamy, że nie przyjmujemy reklamodawców. Dziękujemy za wizytę i do zobaczenia!

×
×
  • Dodaj nową pozycję...