Skocz do zawartości
Dark

Cienie rusztowania

Rekomendowane odpowiedzi

Bardzo dobre, zajebiste 

  • Lubię 1
  • Dziękuję 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Anna patrzyła na nich z triumfalnym, drapieżnym uśmiechem, jej cipka wciąż pulsowała mocno po ostatnim orgazmie – wargi sromowe nabrzmiałe, czerwone, ociekające gęstym, przezroczystym sokiem, który spływał leniwie po wewnętrznej stronie ud długimi, lepki nićmi, mieszając się z cienką warstwą potu. Krople kapały na podłogę z cichym plaśnięciem, zostawiając małe, lśniące plamy. Obroża na szyi Roksany wyglądała idealnie – szeroka, czarna skóra ciasno opinająca jej gardło jak stalowa obroża na suce, wciskająca się w delikatną skórę tak mocno, że przy każdym przełknięciu śliny Roksana czuła lekkie dławienie. Metalowe kółko z przodu błyszczało zimno pod światłem lampy, dyndając lekko przy każdym drżeniu jej ciała – znak własności, jakby Anna właśnie wypaliła jej na szyi swoje imię.

– Patrzcie na siebie, żałosne kundle – zaśmiała się Anna gardłowo, oblizując usta.

– Roksano, stój prosto, suko. Rozłóż nogi szerzej. Chcę widzieć, jak sperma Michała wciąż wycieka z twojej dziury prosto na podłogę. Jesteś tak pełna, że aż ci kapie po udach jak taniej dziwce po pracowitej nocy. A ty, Michałku… spójrz na swojego żałosnego kutaska w klatce. Nawet nie możesz stanąć, bo ja tak chcę. Jesteś tylko moim sługą z zablokowanym fiutem, który ma szczęście, że w ogóle może dotykać mojej nowej zabawki.

Michał klęczał u jej stóp, z twarzą czerwoną ze wstydu, klatka na kutasie brzęczała cicho przy każdym ruchu – jego biedny, uwięziony kutas próbował się naprężyć, ale pręty wbijały się boleśnie w nabrzmiałą skórę, wyciskając z żołędzi kolejną kroplę przezroczystego soku.

– Michałku, czas przygotować naszą nową sukę na wyjście – rozkazała Anna słodko, ale z żelazną nutą w głosie.

– Założysz jej czarny harness. Ten z szerokimi, grubymi pasami. I zrób to powoli, dokładnie, żeby każdy kawałek jej ciała krzyczał, że jest moją dziwką, moją cipką do upokarzania. A ty, suko – stój nieruchomo i patrz w lustro. Chcę, żebyś widziała, jak się zmieniasz w moją osobistą szmatę.

Michał, wciąż na kolanach, z kutasem boleśnie ściśniętym w klatce, podpełzł do szuflady. Wyjął czarny, skórzany harness – grube pasy z klamrami, zaprojektowane tak, by podkreślać i upokarzać jednocześnie. Roksana stała drżąca, naga, z obrożą na szyi, cipką ociekającą jego spermą, która gęstymi, białymi strużkami spływała po wewnętrznej stronie ud aż do kolan.

Najpierw założył jej szerokie pasy na ramiona – grube, czarne skóry krzyżujące się na klatce piersiowej. Jeden pas przebiegł nad jej ciężkimi, nabrzmiałymi cyckami, drugi pod nimi, ściskając je tak mocno, że piersi Roksany wypchnęły się obscenicznie do przodu, sutki sterczały twarde i ciemne, wystające między paskami jak dwa błagające o ssanie guziki. Paski wbiły się w miękkie ciało, zostawiając już teraz czerwone ślady.

– Ściskaj mocniej, Michałku – syknęła Anna.

– Chcę, żeby jej cycki bolały przy każdym oddechu. Niech pamięta, że nawet jej własne piersi nie należą już do niej.

Kolejny szeroki pas ruszył pionowo – od obroży w dół, przez środek brzucha, aż do cipki. Michał rozchylił jej wargi sromowe dwoma palcami, odsłaniając różową, ociekającą dziurkę, w której wciąż była gęsta, biała sperma. Wsuwając wąski, szorstki pasek dokładnie między wargi, wbił go głęboko w mokrą szparkę – skóra wcięła się w łechtaczkę, ocierając ją przy każdym najmniejszym ruchu, wciskając się między pośladki i wrzynając się boleśnie w odbyt. Zapiął wszystko z głośnym kliknięciem, ciągnąc pas tak mocno, że Roksana jęknęła głośno, czując, jak uprząż miażdży jej cipkę, wciska spermę Michała z powrotem do środka i jednocześnie wyciska nowe krople na zewnątrz, które spływały po czarnym pasku jak obrzydliwa, lśniąca maź.

– O tak… patrz, jak pięknie wygląda twoja cipka, suko – zachichotała Anna, podchodząc bliżej i wsuwając palec pod pasek, żeby jeszcze głębiej wcisnąć go w dziurkę Roksany.

– Teraz każdy, kto spojrzy, będzie wiedział, że jesteś tylko dziurą z klamrami. A ty, Michałku – dziękuj mi za to, że pozwalam ci dotykać jej ciała. Powiedz głośno: „Dziękuję, pani, że mogę ubierać twoją nową dziwkę.”

– Dziękuję, pani… że mogę ubierać twoją nową dziwkę… – wyszeptał drżącym głosem Michał, z twarzą przy samej cipce Roksany.

Anna klepnęła go w policzek.

– Głośniej, frajerze. I pocałuj pasek na jej cipce na pożegnanie.

– Dziękuję, pani – powiedział.

Michał przycisnął usta do czarnego pasa wbitego w mokrą szparkę Roksany, całując go głośno, smakując mieszankę swojej własnej spermy i jej soków. Roksana drżała cała, łzy wstydu spływały jej po policzkach, ale jej cipka zaciskała się wokół paska, zdradzając ją całkowicie.

– Idealnie – mruknęła Anna, a w jej głosie zabrzmiała ciemna, leniwa satysfakcja. Oblizała dolną wargę, jakby smakowała już to, co miało nadejść. Powietrze w biurze zrobiło się jeszcze gęstsze, ciężkie od zapachu cipki, spermy i potu.

– Teraz sukienka.

Michał sięgnął drżącymi rękami do szuflady i wyciągnął zwiniętą w kłębek czarną, cieniutką siatkową sukienkę – krótką, prawie przezroczystą, z dużymi, kwadratowymi oczkami, przez które prześwitywało absolutnie wszystko. Materiał był szorstki, drapiący, jakby zrobiony z setek małych haczyków.

Roksana stała nieruchomo, ale jej ciało już drżało. Serce waliło jej tak mocno, że czuła pulsowanie w gardle, tuż pod obrożą. Uniosła ręce powoli, jak ktoś, kto oddaje się na pastwę losu, jak lalka. Michał zaczął naciągać sukienkę od góry. Centymetr po centymetrze. Siatka opadała na jej skórę jak czarna, lepka pajęczyna – ciasna, wciskająca się w każdą krągłość, ocierająca sutki, które już sterczały boleśnie między grubymi czarnymi pasami opinającymi piersi.

Gdy materiał zjechał niżej, Roksana poczuła, jak szorstkie oczka drapią jej nabrzmiałe sutki, jak zaciskają się wokół nich, wystawiając je na pokaz – ciemne, twarde, błyszczące od potu. Piersi wylewały się przez otwory siatki, ściskane z boków przez skórzane pasy, tak że wyglądały jeszcze większej, bardziej obsceniczne. Niżej siatka opinała brzuch, biodra… i wreszcie dotarła do cipki.

Pasek opinający jej krocze był teraz doskonale widoczny – gruba, czarna linia wbita głęboko między wargi sromowe, rozchylająca je na boki, wciskająca się prosto w mokrą, pulsującą dziurkę. Każdy najmniejszy ruch sprawiał, że pasek tarł o łechtaczkę, wyciskając z niej kolejne krople mieszanki soków i spermy Michała.

Sperma… gęsta, biała, kremowa… wciąż wyciekała spod paska długimi, ciągnącymi się nitkami. Spływała po wewnętrznej stronie ud, zostawiając lśniące, obrzydliwe ślady na czarnej siatce. Im bardziej Roksana drżała, tym więcej jej wypływało – lepkie strużki kapały powoli, głośno, na podłogę, tworząc małe, białe plamy tuż przy jej stopach.

Anna podeszła bliżej. Jej palce powędrowały po ciele Roksany, pociągając za dolny brzeg sukienki, która ledwo zasłaniała połowę pośladków. Każdy oddech wystarczał, żeby materiał podjechał wyżej i odsłonił gołe, okrągłe półdupki, czerwone od wcześniejszych klapsów.

– Spójrz w lustro, dziwko – szepnęła Anna prosto do jej ucha, a jej gorący oddech sprawił, że Roksana zadrżała jeszcze mocniej.

– Patrz, kim jesteś. Kurwą robotników.

Roksana uniosła wzrok. W lustrze stała obca kobieta – naga pod czarną, przezroczystą siatką, z widocznymi wszędzie grubymi skórzanymi pasami opinającymi ciało, z obrożą na szyi, z sutkami wystającymi przez oczka jak błagające o ból guziki, z cipką rozchyloną i ociekającą cudzą spermą, która powoli spływała po nogach aż do kostek.

Jej twarz była purpurowa. Oczy błyszczące od łez upokorzenia i jednocześnie dzikiego, zdradzieckiego podniecenia. W ustach zaschło. Kolana się trzęsły.

Anna uśmiechnęła się szeroko, klepiąc ją mocno w goły tyłek – plaśnięcie poniosło się echem po biurze.

– Teraz naprawdę jesteś gotowa – powiedziała cicho, ale w jej głosie było coś, co sprawiło, że żołądek Roksany zacisnął się w lodowaty supeł.

Michał szybko ubrał się sam – koszula, spodnie, marynarka – ale klatka na kutasie była wyraźnie widoczna pod materiałem, tworząc mały, żałosny wybrzuszenie. Na koniec chwycił dużą czarną torbę  i dwa żółte kaski budowlane.

 

– Ruszajcie – powiedziała Anna krótko, a jej głos był ostry jak trzask bata – Czas na was.

Drzwi gabinetu zamknęły się za nimi z cichym, ostatecznym kliknięciem, które w uszach Roksany zabrzmiało jak wyrok śmierci. Korytarz był pusty – długi, jasno oświetlony, z rzędem identycznych, zamkniętych drzwi po obu stronach. Ale ta pustka tylko pogłębiła jej panikę. Każdy krok niósł ze sobą nowe upokorzenie.

Grube skórzane pasy wrzynały się boleśnie między jej wargi sromowe, ocierając nabrzmiałą łechtaczkę przy każdym ruchu bioder. Ciasna, szorstka siatka drapała sterczące sutki tak mocno, że paliło żywym ogniem – jakby setki maleńkich zębów gryzły delikatną skórę. Obroża zaciskała się na szyi przy każdym oddechu, przypominając, że już nie jest kierowniczką działu administracyjnego szanowanej firmy budowlanej, tylko posłuszną, ociekającą spermą suką na smyczy.

A sperma… gęsta, ciepła, wciąż świeża sperma Michała wyciekała spod paska długimi, lepkim strużkami. Czuła ją przy każdym kroku – jak powoli sunie po wewnętrznej stronie ud, jak plami czarną siatkę ciemnymi, błyszczącymi plamami, jak kapała już na wykładzinę, zostawiając za nią cienki, wilgotny ślad. Zapach seksu unosił się wokół niej – ciężki, zwierzęcy, niemożliwy do ukrycia.

Serce waliło jej tak mocno, że czuła pulsowanie w skroniach, w gardle, nawet w cipce. Kolana drżały. W głowie wirowały obrazy: jutro rano wejdzie do swojego gabinetu na czwartym piętrze, a wszyscy będą szeptać.

– Widziałeś kierowniczkę administracji wczoraj na korytarzu? W obrożę, z cyckami na wierzchu, z cipką zalaną i kapiącą po nogach…

Michał szedł za nią niosąc torbę i kaski. Wydawało jej się, że słyszy jak jego klatka brzęczy cicho przy każdym kroku jak dzwonek wstydu.

Nagle – na końcu korytarza – rozległy się kroki.

Dwa męskie głosy. Głośny, swobodny śmiech. Ktoś opowiadał dowcip o wczorajszym spotkaniu z inwestorem. Drugi rechotał głośno.

Roksana zamarła w pół kroku. Nogi ugięły się pod nią jak z waty. Krew odpłynęła z twarzy – stała się biała jak papier. W głowie eksplodowała jedna, przerażająca myśl:

– To oni. Marek i Paweł z działu realizacji. Ci sami, którzy dwa tygodnie temu składali mi raporty na biurku. Ci sami, którzy zwracali się do mnie z szacunkiem... „pani kierownik”.

Już widziała to wszystko: drzwi sali konferencyjnej otwierają się, dwóch mężczyzn wychodzi, zatrzymują się, ich oczy robią się wielkie. Widzą ją – kierowniczkę działu administracyjnego – w przezroczystej siatce, z sutkami sterczącymi na wierzchu, z obrożą na szyi, z grubym czarnym paskiem wrzynającym się w cipkę i gęstą spermą spływającą po nogach aż do kostek. Jutro całe biuro będzie huczeć. Plotki rozejdą się szybciej niż pożar styropianu.

Jej oddech stał się płytki, urywany. Obroża dławiła coraz mocniej. Pasek między nogami wbijał się boleśnie w łechtaczkę przy każdym drżeniu ciała. Czuła, jak kolejna gęsta, ciepła kropla spermy wypływa z niej i powoli, bardzo powoli spływa po udzie, zostawiając długą, lśniącą smugę na czarnej siatce. Jeszcze chwila i kapnie głośno na podłogę.

Kroki były coraz bliżej.

Trzy metry.

Dwa.

Jeden.

Roksana zamknęła oczy, gotowa na koniec swojej kariery, swojego małżeństwa, całego życia.

Wtedy Michał błyskawicznie zrobił krok do przodu. Złapał ją mocno za ramię i wciągnął w wąską, ciemną wnękę przy automacie z wodą – tak szybko i brutalnie, że prawie upadła. Przycisnął ją całym ciałem do zimnej ściany, zasłaniając ją swoim ciałem i  torbą. Jego dłoń natychmiast powędrowała między jej nogi – palce chwyciły pasek i wcisnęły go jeszcze głębiej w cipkę, aż Roksana musiała zagryźć wargę, żeby nie jęknąć głośno.

Dwóch mężczyzn minęło ich zaledwie pół metra dalej. Zapach ich wody kolońskiej uderzył ją w nozdrza. Słyszała każdy szczegół – jak Marek opowiadał o tym, że „ta nowa księgowa ma niezły tyłek”, jak Paweł się śmiał. Byli tak blisko, że gdyby wyciągnęła rękę, mogłaby dotknąć rękawa Marka.

Nie zauważyli.

Michał trzymał ją przyciśniętą jeszcze przez kilka długich sekund. Jego palce wciąż trzymały pasek głęboko w jej dziurce, wyciskając z niej kolejne krople spermy, które spływały mu po dłoni. Ruszył się dopiero gdy kroki zupełnie ucichły na końcu korytarza.

- Cicho, suko… już blisko. Jeszcze tylko winda - szepnął jej do ucha, gorącym, drżącym głosem.

Wsiedli do windy. Drzwi zamknęły się za nimi z cichym szumem. Roksana stała jak sparaliżowana. W środku lustra pokazały jej całe upokorzenie: kierowniczka działu administracyjnego, z obrożą na szyi, w cienkiej czarnej siatce, z sutkami sterczącymi przez duże oczka, z grubymi skórzanymi pasami wrzynającymi się w ciało i z gęstą, białą spermą Michała spływającą po udach długimi, lśniącymi strużkami.

Winda ruszyła w dół. Każdy metr w dół zwiększał jej panikę.

Parter.

Drzwi się otworzyły.

Hol był jasno oświetlony, marmurowa posadzka błyszczała. Przy kontuarze portierni siedział pan Sławek – emerytowany ochroniarz, siwy, z brzuszkiem, zawsze uśmiechnięty i uprzejmy. Ten sam, który co rano mówił jej „Dzień dobry, pani kierownik” i uprzejmie zagadywał.

Teraz podniósł wzrok.

I uśmiechnął się. Roksana zamarła. Pan Sławek uśmiechnął się dobrotliwie, bez cienia zdziwienia.Roksana poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg. Kolana się ugięły.

Sławek wstał powoli, oparł się o kontuar i spojrzał prosto na jej sutki, potem niżej, na pasek wrzynający się w cipkę i na ociekające nogi.

– No proszę… pani kierowniczka zaczęła się bawić z dyrektor Anną. Kto by pomyślał – powiedział cicho, ale wyraźnie.

– Dziwie się, że widzę tu panią Chociaż wie pani… ja tu siedzę od dwudziestu lat. Widziałem już niejedno.

Roksana otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Szok był tak wielki, że czuła tylko palące ciepło w twarzy i lodowaty strach w żołądku.

– On wie… on naprawdę wie… jeśli powie komukolwiek… moja reputacja… … cała firma…

Sławek kiwnął głową w stronę wąskiego przejścia za kontuarem.

– Chodź tu. Za ladę. Szybko. Michał, pilnuj drzwi.

Michał pchnął ją delikatnie, ale stanowczo. Roksana przeszła za kontuar na drżących nogach. Siatka ocierała sutki przy każdym ruchu, pasek między nogami tarł o łechtaczkę, wyciskając z niej kolejne krople mieszanki soków i spermy.

Roksana klęknęła za kontuarem tak szybko, że kolana zabolały ją o zimną, twardą posadzkę. Obroża wbiła się w gardło, przypominając jej, kim teraz jest. Siatka sukienki drapała sutki, a gruby pasek uprzęży wrzynał się głęboko między wargi sromowe, wyciskając z niej kolejne gęste krople spermy Michała, które kapały głośno na marmur – kap…kap… kap…

Pan Sławek usiadł z na krześle rozsunął szeroko stare, żylaste nogi i rozpiął rozporek. Jego kutas wyskoczył na zewnątrz jak stary, gruby wąż – ciężki, nieogolony, pokryty siwymi, kręconymi włosami u nasady. Skóra była luźna, pomarszczona, żołądź duża, purpurowa, lekko sinawa, już błyszcząca soków. Zapach uderzył Roksanę prosto w twarz – ciężki, kwaśny smród starego mężczyzny, zmieszany z potem, moczem i zaschniętą spermą z całego dnia.

– No dalej, pani kierownik – zachichotał Sławek, chwytając ją za obrożę jak za smycz.

– Dyrektor Anna mówi, że jak któraś z jej suk przechodzi, to ma mi zrobić dobrze. Za fatygę. Żeby portiernia była cicho. A ty, taka elegancka, wykształcona pani z gabinetu na czwartym piętrze… klęczysz tu teraz jak zwykła tania dziwka.

Roksana otworzyła usta. Łzy upokorzenia spływały jej po policzkach, ale posłusznie wzięła grubą, gorącą żołądź między wargi. Smak był obrzydliwy – słony, gorzki, z nutą starego moczu i zaschniętej spermy. Jej język odruchowo dotknął żołędzi i poczuł, jak ta pulsuje, jak pod luźną skórką kryje się twardy, nabrzmiały trzon.

Sławek pchnął biodrami i wsadził jej kutasa głębiej. Żołądź uderzyła o gardło. Roksana zakrztusiła się, oczy wyszły jej z orbit, ale on trzymał ją mocno za obrożę.

– Ssij, suko. Nie udawaj, że nie umiesz Ssij jak tania kurwa, którą naprawdę jesteś. Cały dzień siedzisz w garsonce i udajesz ważną, a teraz masz w gębie kutasa emeryta. Głębiej… no dalej… weź go całego.

Roksana zaczęła ssać. Głośno. Mokro. Jej policzki zapadały się przy każdym pociągnięciu, usta rozciągnięte do granic wokół grubego trzonu. Ślina spływała jej po brodzie długimi, lepkimi nitkami, kapała na cycki wystające przez siatkę, mieszała się z białymi smugami spermy Michała na jej udach. Ssała głośno, mlaskając, charcząc, dławiąc się, gdy Sławek wbijał się jej aż do gardła. Żołądź raz po raz uderzała w tylną ścianę przełyku, powodując, że jej oczy łzawiły, a z nosa leciały smarki.

– O kurwa… patrz na nią, Michał – sapnął Sławek. – Twoja szefowa klęczy pod biurkiem portiera i obciąga starego fiuta jak głodna szmata. Ssij mocniej, suko… używaj języka… o tak… właśnie tak… liż mi te stare jaja…

Roksana posłusznie wysunęła język i zaczęła lizać ciężkie, obwisłe jądra – pomarszczone, owłosione, śmierdzące potem. Brała je do ust po kolei, ssała delikatną skórę, czując, jak się marszczą pod jej językiem. Potem wróciła na kutasa – głęboko, aż nosem uderzała w siwe włosy łonowe. Gardło jej się zaciskało, ale Sławek nie pozwalał jej się cofnąć.

– Przełykaj, pani kierownik… przełykaj całego… ooooch… właśnie tak… jesteś lepsza niż te młode dziwki, co tu przychodziły… masz klasę… masz umiejętności.

Jej cipka pulsowała wokół paska uprzęży, zdradziecko mokra. Kolejne strużki spermy Michała spływały jej po nogach, a ona ssała coraz szybciej, głowa chodziła jej w przód i w tył, włosy kleiły się do spoconej twarzy. Ślina lała się strumieniami, kapała na podłogę, na buty Sławka.

Nagle Sławek sapnął głośno, chwycił ją za głowę obiema rękami i wbił kutasa aż po same jaja.

– Trzymaj… trzymaj… zaraz ci dam… całą dzienną porcję… prosto do tego eleganckiego gardła…

Jego stary kutas zadrżał i wystrzelił. Pierwsza gęsta, gorąca fontanna nasienia uderzyła ją prosto w gardło. Była lepka, słona, z gorzko-kwaśnym posmakiem starego mężczyzny. Roksana dławiła się, ale przełykała – raz, drugi, trzeci, czwarty… Sławek pompował i pompował, aż jej usta wypełniły się po brzegi. Część nasienia wyciekła jej kącikami ust, spływając po brodzie na cycki.

W końcu puścił jej głowę.

Roksana klęczała, dysząc, z ustami pełnymi resztek gęstej, białej spermy. Kilka kropel spadło jej na język – smakowała obrzydliwie, długo, ciężko. Przełknęła głośno ostatni łyk, czując, jak ciężka maź sunie jej w dół przełyku. Kilka białych kropli wyciekło jej z kącików ust i spłynęło po brodzie prosto na cycki wystające przez oczka siatki. Sławek nie schował jeszcze kutasa – trzymał go w żylastej dłoni, półtwardy, błyszczący od jej śliny.

– Dobra robota, pani kierownik. Najlepsza obciągara w tym miesiącu.

Roksana wstała na drżących nogach. W ustach miała gęsty, słony smak spermy emeryta. Na brodzie i cyckach – białe smugi. Między nogami – mokry, ociekający pasek harnessu. Spojrzała w dół – jej eleganckie, czarne szpilki stały w kałuży mieszanki śliny, spermy Michała

– Nie tak szybko kurwo– zachichotał obleśnie, sięgając ręką pod jej siatkową sukienkę. Grube, szorstkie palce emeryta od razu wsunęły się między jej uda, złapały za pasek uprzęży i pociągnęły mocno w górę, wciskając go głębiej w cipkę.

– O kurwa… ale ty jesteś mokra. Cała cipka ci się lepi od spermy. To Michał cię zalał przed chwilą, co? Dobra robota, chłopcze.

Roksana jęknęła żałośnie, gdy palce Sławka rozchyliły jej wargi sromowe i wsunęły się głęboko do środka – dwa grube, szorstkie palce, które zaczęły ją bezceremonialnie rżnąć, chlupiąc głośno w mieszance jej soków i nasienia Michała.

– Patrzcie na nią… szanowna pani kierowniczka działu … ubrana w obrożę, z cyckami na wierzchu, a ja tu palcami jej cipkę mieszam jak jakąś tanią dziwkę z osiedla. No dalej, ssij dalej, suko. Nie przerywaj roboty tylko dlatego, że stary portier bawi się twoją dziurą.

Roksana pochyliła się i posłusznie wzięła kutasa z powrotem do ust. Lizała go teraz do czysta – długimi, płaskimi pociągnięciami języka, zbierając każdą smugę własnej śliny i resztek spermy. Wciskała język pod napletek, kręciła nim wokół żołędzi, ssała głośno i mokro, mlaskając jak ostatnia portiernia szmata. Jednocześnie Sławek dalej ją obmacywał – jedną ręką trzymał ją za obrożę, drugą miętosił cycku taj mocno, że Roksana drżała i jęczała wokół jego kutasa.

– O tak… właśnie tak… liż mi tego starego chuja, szmato. Cały dzień siedzisz w swoim eleganckim gabinecie, w eleganckich ciuchach udajesz damę, a teraz klęczysz pod biurkiem i sprzątasz mi fiuta językiem. Dobra z ciebie dziwka… bardzo dobra…

Gdy uznał, że kutas jest już idealnie czysty, złapał ją za włosy i wytarł sobie chuja do sucha o jej elegancką fryzurę – powoli, dokładnie, rozmazując resztki śliny i spermy po jej włosach.

– Dobra robota, pani kierownik. Najlepsza obciągara w tym miesiącu.

Roksana wyprostowała się, z trudem łapiąc powietrze.

Ale w tej chwili czuła tylko jedno: jej reputacja właśnie została sprzedana za obciąganie emerytowanemu portierowi.

– Dobra. Teraz tyłek – powiedział Sławek.

Michał podał mu czarną, grubą wtyczkę analną. Sławek rozchylił jej pośladki, przyłożył śliski czubek do jej odbytu i wcisnął jednym mocnym ruchem. Roksana jęknęła głośno, gdy gumowa głowa rozciągnęła jej ciasny otwór, a potem cała wtyczka weszła głęboko, wypełniając ją ciężkim, obcym ciśnieniem. Serduszko ogonka dyndało obscenicznie między pośladkami.

Sławek klepnął ją w tyłek tak mocno, że echo poniosło się po holu.

– Możecie iść, pani kierownik. I pozdrówcie chłopaków.

Roksana szła na drżących nogach. Wtyczka wbijała się w nią przy każdym kroku, pasek harnessu tarł o cipkę, a włosy śmierdziały starym chujem. Michał wyprowadził ją na zewnątrz.

Na parkingu czekał na nich van. Drzwi boczne były otwarte. W środku czekali znudzeni robotnicy paląc.

Gdy ją zobaczyli, wybuchnęli głośnym, chamskim śmiechem.

– O kurwa, patrzcie jaki strój – zawołał Krzysiek

– Nasza paniusia się wystroiła – dodał Marek.

- I coś mu tu śmierdzi chujem – zarechotał Darek.

Roksana wsiadła do vana. Natychmiast poczuła na sobie ich ręce – Krzysiek złapał ją za cycek i ścisnął mocno sutek przez siatkę, a Kuba wsadził jej rękę pod sukienkę i wymacał mokrą cipkę, ciągnąc za pasek uprzęży.

- Ale mokra… znowu cię ktoś zalał? Michał, ty mały frajerze, spuściłeś się – rechotali.

Van ruszył.

Roksana siedziała ściśnięta między robotnikami, z ich łapami na cyckach, na cipce, na tyłku, z wtyczką głęboko w dupie i z ich obleśnym śmiechem w uszach.

  • Lubię 4
  • Wow! 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Czekałem kiedy dodasz opowiadanie i czekam na kolejną część 

  • Dziękuję 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Cuckoldplace Poland © 2007 - 2025

Jesteśmy szanującym się forum, istniejemy od 2007 roku. Słyniemy z dużych oraz udanych imprez zlotowych. Cenimy sobie spokój oraz kulturę wypowiedzi. Regulamin naszej społeczności, nie jest jedynie martwym zapisem, Użytkownicy stosują się do zapisów regulaminu.

Cookies

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

Polityka Wewnętrzna

Nasze Forum jest całkowicie wolne od reklam, jest na bieżąco monitorowane oraz moderowane w sposób profesjonalny przez ekipę zarządzającą. Potrzebujesz więcej informacji? Odwiedź nasz Przewodnik. Jednocześnie przypominamy, że nie przyjmujemy reklamodawców. Dziękujemy za wizytę i do zobaczenia!

×
×
  • Dodaj nową pozycję...