Skocz do zawartości
Dark

Cienie rusztowania

Rekomendowane odpowiedzi

Roksana zamknęła laptopa drżącą ręką, jej ciało wciąż drżało po orgazmie wymuszonym przez Annę. Sperma robotników ściekała po jej udach, mieszając się z potem i własnymi sokami, tworząc lepką, upokarzającą maź, która kleiła się do skóry jak piętno zdrady i pożądania. Podarta koszula wisiała na niej odsłaniając jej duże, ciężkie piersi naznaczone czerwonymi śladami dłoni i zaschniętej śliny – sutki stwardniałe, obolałe, jak po godzinach tortur, gdzie każdy dotyk mieszał ból z falą niechcianej rozkoszy. Wstała na miękkich nogach, czując, jak cipka i tyłek bolą od wcześniejszego rżnięcia – rozciągnięte do granic, opuchnięte, pulsujące bólem, który mieszał się z nieustającym głodem, jakby jej ciało samo domagało się więcej hańby.

Wyszła z pokoju, boso, krocząc po chłodnej podłodze korytarza, każdy krok przypominał o wilgoci między udami. Salon był pełen hałasu – ordynarne śmiechy, brzęk puszek piwa, zapach męskiego potu, spermy i piwa wisiał w powietrzu jak gęsta, dusząca mgła, która wdzierała się w jej nozdrza, budząc mdłości i podniecenie. Robotnicy rozwalili się na kanapach i fotelach, ich muskularne, spocone ciała lśniły, kutasy półtwarde, gotowe do kolejnego ataku. Krzysiek siedział na środku, z nogami szeroko rozstawionymi, jego gruby, żylasty chuj wystawał z rozpiętych spodni jak trofeum, wciąż lśniący od jej śliny i soków. Obok niego Marek popijał piwo, oczy błyszczące żądzą, podczas gdy Darek i Kuba grali w karty, ich dłonie brudne od potu i jej soków – palce, które wcześniej penetrowały ją bez litości.

– No proszę, nasza mała, brudna suczka wyszła z nory – warknął Krzysiek, jego głos chropowaty, pełen pogardy, jak u prostego chama z budowy.

– Chodź tu, paniusiu, ty parszywa dziwko. Ściągaj z siebie te szmate i przynieś piwa i to szybko!

Roksana zadrżała gwałtownie, jakby prąd przeszedł przez jej ciało, a jej cipka zacisnęła się mimowolnie w spazmie pożądania na samo wspomnienie ich szorstkich dotyków – tych grubych paluchów, które wcześniej wdzierały się w nią bez litości, rozciągając jej dziury, wypełniając je potem i spermą. Ale posłuchała, bo co innego mogła zrobić? Krocząc powoli po chłodnej podłodze salonu, jej biodra kołysały się kusząco, prowokująco, jak u dziwki na wybiegu, tyłek falował z każdym krokiem, a ciężkie piersi podskakiwały lekko, budząc mrowienie bólu i podniecenia, choć serce biło jej z upokorzenia tak mocno, że słyszała je w uszach, jak bęben hańby, przypominający, że stała się ich zabawką, tanią suką gotową na wszystko.

Podeszła do lodówki, pochylając się lekko, by otworzyć drzwi – zimne powietrze owiało jej nagie uda, mieszając się z lepką mazią spermy i soków, która ściekała po wewnętrznej stronie nóg, a ona czuła ich palące spojrzenia na swoim tyłku, na tych krągłych pośladkach naznaczonych czerwonymi śladami dłoni, na odsłoniętej cipce, która lśniła od soków jak wilgotna, nabrzmiała szparka gotowa do rżnięcia, wargi rozchylone obscenicznie, łechtaczka pulsująca pod ich wzrokiem, jakby samo patrzenie ich na nią było dotykiem, który rozpalał ją od środka, zmuszając do mimowolnego drżenia.

Wyjęła cztery butelki piwa, zimne metalowe powierzchnie parzyły jej dłonie, a ona odwróciła się, niosąc je jak ofiara składana bogom chamstwa.

Gdy tylko podchodzi z tymi butelkami w drżących dłoniach, Marek wyciąga nogę i stawia buta roboczego dokładnie przed nią, blokując drogę.

– Na kolana, paniusiu – warczy nisko, z uśmieszkiem, który mówi, że to nie prośba.

– Piwo podaje się z dołu, jak na kurwę przystoi.

Darek dodaje od razu, nie odrywając nawet wzroku od kart.

– Jak nie uklękniesz sama, to cię przytrzymamy i tak będziesz klęczeć, tylko z twarzą w dywanie.

Darek i Kuba już się śmieją, popijając poprzednie piwo, a Kuba dla pewności chwyta ją za łokieć i lekko popycha w dół – nie brutalnie, ale stanowczo, tak żeby poczuła, że nie ma odwrotu.

Więc klęka. Sama. Powoli opuszcza się na kolana, zimna podłoga wbija się w skórę, piersi kołyszą się ciężko, a ona pochyla głowę, podając butelkę po butelce – najpierw Krzyśkowi, potem Markowi, Darkowi, Kubie – jak najpokorniejsza służka w domu, w którym już dawno przestała być panią.

I dopiero kiedy wszystkie cztery butelki są w ich rękach, Marek klepie ją po policzku otwartą dłonią – nie mocno, ale wystarczająco, żeby zabrzmiało:

– Dobra suka. Widać, że się uczysz.

Krzysiek, z grubym, żylastym chujem wciąż wystającym z rozporka jak nabrzmiały, pulsujący bat, gotowy do kolejnego ataku – splunął jej prosto na twarz gęstą, lepką plwociną, która trafiła w policzek z głośnym plaśnięciem, ciepła i kleista, spływająca powoli po brodzie jak gęsty syrop hańby, mieszając się z jej potem i resztkami wcześniejszej spermy. Zapach jego śliny – kwaśny, piwny, z nutą tytoniu – wdzierał się w jej nozdrza, budząc mdłości, ale też dziwny dreszcz w podbrzuszu. On chwycił ją za włosy mocno, szarpnął głowę do tyłu, aż szyja napięła się boleśnie, i rozsmarował ślinę palcami po jej ustach, nosie, oczach, wciskając ją w pory skóry, rozmazując po wargach jak makijaż dziwki, a ona poczuła, jak lepka maź wnika w jej usta, smakując słono i obrzydliwie, zmuszając do przełknięcia śliny wymieszanej z jego.

- Weź to, paniusiu, pij moją ślinę jak spermę, ty brudna suko.

Mruknął niskim, chropowatym głosem, jego oddech gorący na jej twarzy, a ona jęknęła cicho, oczy zamknęły się mimowolnie, łzy mieszały się z plwociną, ściekając po policzkach, podczas gdy jej cipka zdradzała ją kolejnym skurczem, wilgoć między udami gęstniała, kapiąc na podłogę w małych, lepkich kroplach.

Potem Marek, z sadystycznym uśmieszkiem na twarzy, tym samym, który mówił, że czerpie przyjemność z jej bólu – szarpnął za jej sutek tak mocno, że ból eksplodował w piersi jak rozżarzony węgiel wbijany w ciało, sutek pociągnięty do granic wytrzymałości, rozciągany, czerwony i nabrzmiały jak dojrzała wiśnia gotowa pęknąć, a skóra wokół napięła się, siniejąc lekko od nacisku. Ona jęknęła głośno, gardłowo, dźwięk wyrwał się z jej krtani jak zwierzęcy skowyt, ciało wygięło się w łuk na kolanach, piersi falowały ciężko, a ból promieniował w dół, aż do cipki, mieszając się z falą niechcianej rozkoszy, która sprawiła, że jej cipka zacisnęła się znów, zdradzając ją wilgocią, która kapała na podłogę w strumyku, tworząc małą kałużę pod jej kolanami, lepką i śliską. On pociągnął jeszcze raz, skręcając sutek między palcami jak pokrętło, obracając go boleśnie, aż łzy napłynęły jej do oczu, a ona sapnęła, biodra drgnęły mimowolnie do przodu, jakby ciało samo błagało o więcej tortur.

- Lubisz to, co? Te twoje cycki są do dojenia, ty krowo w rui!

Zaśmiał się ochryple, jego palce nie puszczały, ściskając mocniej, a ona poczuła, jak mleczny płyn – nie mleko, ale jej własna wilgoć – ścieka po udach, zdradzając, jak bardzo jej ciało reaguje na tę mieszankę bólu i upokorzenia, sutek palił jak ogień, ale pod spodem tliła się ta zdradziecka iskra pożądania, która sprawiała, że chciała więcej.

Darek nie czekał, klepnął po cipce otwartą dłonią, mocno, z głośnym plaśnięciem, które odbiło się echem po pokoju jak klaps na mokrą skórę, palce trafiły prosto w łechtaczkę, miażdżąc ją pod naciskiem, budząc falę bólu i rozkoszy, która rozeszła się po całym ciele jak prąd, wargi cipki zapiekły ostro, nabrzmiałe i wrażliwe po wcześniejszym rżnięciu, a sok trysnął lekko między palcami, spryskując jego dłoń i podłogę, ciepła, lepka ciecz, która pachniała jej podnieceniem – słono-słodkim, zwierzęcym. Ona pisnęła wysoko, jak zaskoczona suka, biodra drgnęły mimowolnie do tyłu, a potem do przodu, jakby błagała o więcej, cipka pulsowała, ścianki zaciskały się na pustce, domagając się wypełnienia, a ból mieszał się z ekstazą, sprawiając, że łechtaczka nabrzmiała jeszcze bardziej, czerwona i śliska. On rechotał głośno, jego śmiech brzmiał jak szczekanie psa, palce ślizgały się po jej szparce, rozchylając wargi na chwilę, by pokazać innym, jak ocieka.

- Patrzcie, jaka wrażliwa ta szpara, ocieka jak u suki w cieczce, gotowa na każdego kutasa, który się nawinie.

Roksana zacisnęła zęby, próbując stłumić jęk, ale ciało zdradzało ją – sok kapał obficie, mieszając się z potem, tworząc śliską plamę pod nią, a jej uda drżały, gotowe rozsunąć się szerzej.

Na koniec Kuba wepchnął palec w jej dupę na chwilę, brutalnie, bez ostrzeżenia – gruby, szorstki paluch wślizgnął się w ciasną dziurkę jednym pchnięciem, rozciągając pierścień odbytu, który palił od tarcia jak rozżarzony pierścień, mięśnie zacisnęły się wokół intruza instynktownie, ssąc go głębiej, a ból eksplodował w tyłku, promieniując do cipki i podbrzusza, mieszając się z falą gorąca, która sprawiła, że ona sapnęła głośno, tyłek uniósł się instynktownie do góry, jakby zapraszał do głębszego wtargnięcia. Cipka kapała jeszcze mocniej, sok ściekał po udach, mieszając się z jego dotykiem, wilgotny i lepki, a on kręcił palcem w środku, dotykając wrażliwych ścianek, masując je okrężnie, aż poczuła, jak jej dupa pulsuje, rozluźniając się mimo bólu, gotowa na więcej, pierścień odbytu rozciągnięty, palący, ale budzący tę zdradziecką rozkosz głęboko w środku.

- Patrzcie, jaka mokra, ta paniusia jest w ciągłej rui, dupa ssie mój palec jak głodna dziwka, gotowa na kolejne rżnięcie -  zaśmiał się głośno, jego głos pełen triumfu, a on wepchnął palec głębiej, aż do knykcia, kręcąc nim, by poczuć, jak jej ciało drży, cipka zaciska się w rytm, sok tryska lekko na podłogę, a ona jęknęła, mieszanka bólu i pożądania zalewała ją falami, czyniąc ją jeszcze bardziej bezbronną, jeszcze bardziej ich.

– Dobra robota, ty brudna kupo suko – mruknął Marek niskim, gardłowym głosem, chwytając ją za długie, splątane włosy tuż przy karku i szarpnął mocno do tyłu, aż głowa Roksany odgięła się boleśnie. Twarz znalazła się kilka centymetrów od jego krocza. Spodnie miał rozpięte, kutas już półtwardy, ciężki, pachnący potem, spermą i piwem. Gorąco bijące od ciała Marka dusiło ją, zapach był tak intensywny, że kręciło w nosie – słony, zwierzęcy, obrzydliwy i jednocześnie budzący w niej dreszcz, którego nienawidziła. Nosem prawie dotykała jego jaj, czuła, jak włoski łonowe łaskoczą jej policzek. Marek przycisnął mocniej, rozmazując jej twarz po materiale spodni, po wybrzuszeniu kutasa.

– Ale to nie wszystko, szmato. Teraz będziesz robić dokładnie to, co ci każemy. Jak posłuszna, głupia dziwka.

Puścił włosy i odsunął się o krok, dając jej przestrzeń – dokładnie tyle, ile potrzeba, żeby się upokorzyć.

– Rozstaw nogi szerzej niż najtańsza uliczna kurwa – warknął Krzysiek, popijając piwo. – Pokaż nam tę ociekającą cipkę, paniusiu.

Roksana drżała cała, łzy spływały po policzkach, mieszając się z plwociną Krzyśka, która wciąż lśniła na jej skórze. Kolana bolały od twardego parkietu, ale posłuchała. Rozsunęła uda tak szeroko, że prawie straciła równowagę – cipka rozchyliła się szeroko, wargi nabrzmiałe, czerwone, błyszczące od soków i resztek nasienia, łechtaczka sterczała jak mały, zdradziecki guziczek. Z dziury kapało – gęste krople spadały na dywan z głośnym, wstydliwym plaśnięciem.

– Dotknij się – rozkazał Marek. – Trzy palce. Teraz. I rżnij się jak zwierzę. Głośno mów, jaka jesteś żałosna.

Roksana stała z rozstawionymi nogami i ociekająca cipka, ale ręce miała zaciśnięte w pięści na udach. Drży, łzy spływały jej po policzkach, ale nie ruszała się. Opuściła głowę, zacisnęła usta.

Cisza trwa może trzy sekundy, ale w pokoju wydawało się wiecznością.

Marek wstał leniwie, podszedł do niej bliżej. Jego dłoń uniosła się i spadła – pierwszy policzek, otwarta dłoń, głośny, palący plaśnięcie w prawy policzek. Głowa Roksany odskoczyła w bok, zadzwoniło jej w uszach.

– Słyszałaś, kurwo? – warknął cicho.

Drugi policzek – w lewy, mocniejszy, aż skóra zapiekła ogniem, a na policzku pojawił się czerwony odcisk pięciu palców.

– Ręce do cipki. Już.

Roksana zaszlochała. Trzeci policzek – najmocniejszy, z całego rozmachu. Głowa poleciała jej na bok tak mocno, że prawie straciła równowagę. W ustach poczuła smak krwi – rozcięła sobie wargę o zęby.

– Jeszcze raz się zawahasz, to dostaniesz tak, że nie usiądziesz przez tydzień – syknął Marek, chwytając ją za podbródek i unosząc twarz do góry, żeby spojrzała mu w oczy.

– Rżnij się. Teraz.

Roksana z szlochem rozłożyła drżące dłonie, palce wskazujący, środkowy i serdeczny zsunęła między uda. Wsuwała je jednym ruchem – trzy na raz – w swoją mokrą, rozciągniętą dziurę. Głośne, obleśne mlaśnięcie wypełniło pokój. Zaczęła poruszać biodrami, w przód i w tył, mocno, jakby naprawdę ktoś ją rżnął.

– Jestem… żałosną dziwką… – wykrztusiła przez łzy, głos jej się łamie.

– Mokrą, głupią suką… która błaga o rżnięcie … moja cipka jest tylko do rżnięcia…  do wypełniania spermą…

Marek usiadł z powrotem, zadowolony. Pozostali rechotali, popijając piwo, ich kutasy stwardniały.

Gdy doszła – biodra wciąż drżą, palce lśnią od jej soków – Krzysiek rzucił następne polecenie:

– Wstawaj, paniusiu. Tańcz. Kręć tym tłustym tyłkiem jak najtańsza striptizerka w najgorszej spelunie. Pokaż nam, co potrafisz.

Roksana miała nogi jak z waty. Twarz płonęła od policzków, wargi spuchnięte, na policzkach czerwone odciski dłoni. Stała na środku pokoju, naga, ociekająca, z resztkami spermy na udach i łzami na twarzy.

Z początku ruszała się sztywno – ręce przy ciele, biodra ledwo kołyszą. Muzyki nie było, tylko ich ciężkie oddechy i rechot.

Krzysiek wstał, podszedł i znowu plaśnięcie, tym razem w tyłek, mocno, aż odbiło się echo.

– Kręć się, kurwo, a nie udawaj dziewicę! Jakbyś chciała zarobić na chleb!

Roksana zamknęła oczy. I zaczęła.

Najpierw powoli – uniosła ręce nad głowę, palce splotła za karkiem, piersi unosły się wysoko. Biodra zaczeły zataczać powolne, szerokie koła, tyłek falował, mięśnie pośladków napinały się i rozluźniały. Potem przyspieszyła. Kręciła się w kółko, biodra w jedną stronę, piersi w drugą, ciężkie kule podskakiawały i opadały z głośnym plaśnięciem o brzuch. Odchylała się do tyłu, wypinała cycki, potem zginała w przód, rozchyla pośladki dłońmi, pokazując im wszystko – różową, ociekającą cipkę, nabrzmiały tyłek, wargi wciąż rozchylone od palców.

- Kręci dupskiem jak artystka - powiedział Kuba.

Roksana nie słuchała, biodra w lewo, w prawo, w przód, w tył, jakby pieprzona przez niewidzialnego kutasa. Włosy przyklejone do spoconej twarzy, łzy mieszały się z potem, spływały po szyi między piersi. Odwróciła się tyłem, zgięła w pół, prezentując czerwone pośladki.

– Patrzcie na tę sukę – rechocze Darek, nagrywając telefonem. – Tańczy, jakby jej życie od tego zależało.

Roksana kręciła się coraz szybciej, biodra wirowały, piersi podskakiwały jak szalone, z ust wyrywały się urywane jęki – mieszanka wstydu i jakiejś chorej ekstazy. W końcu padła na kolana, dysząc ciężko,  głowa opuszczona.

– Proszę… – szepcze ochryple, sama nie wiedząc, o co błaga. – jestem dla was...

– Jeszcze nie koniec, paniusiu – powiedział Krzysiek, podnosząc pustą butelkę po piwie i obracając ją w dłoniach, żeby szkło zalśniło w świetle lampy.

– Włóż to w cipkę. Całą . Do samego dna. I będziesz chodzić z tym na czworakach jak suka, która ma zabawkę w dziurze. Rozumiemy się?

Roksana drżała tak mocno, że prawie upuściła butelkę, gdy brała ją z jego ręki. Zimne szkło parzyło palce. Klęknęła szerzej, kolana rozjechały się na śliskim od jej soków dywanie. Przyłożyła szyjkę do wejścia – była grubsza niż się spodziewała, zimna i twarda jak kamień. Najpierw delikatnie, potem mocniej… nacisnęła. Wargi cipki rozchyliły się boleśnie, rozciągając się wokół szkła. Opór był ogromny – mięśnie zacisnęły się instynktownie, ale Krzysiek tylko się zaśmiał i pchnął jej dłoń swoją, pomagając wbić butelkę głębiej.

Głośne, mokre mlaśnięcie – i szyjka weszła całą, po sam brzeg. Roksana wrzasnęła cicho, bo rozciąganie było brutalne, jakby ktoś wbijał jej pięść. W środku wszystko się przesunęło – resztki nasienia robotników, które jeszcze tkwiły głęboko w jej cipce, zostały wypchnięte na zewnątrz. Gęsta, biała, ciepła maź zaczęła wyciekać wokół szkła – spływała po wewnętrznej stronie ud grubymi strużkami, kapała na podłogę wielkimi, lepkimi kroplami, tworząc pod nią coraz większą, lśniącą kałużę. Zapach był ciężki – sperma, jej własne soki, piwo.

– Na czworaki, suko – rozkazał Marek. – I pełzaj. Wokół stołu. Pokaż nam, jak ładnie wygląda twoja cipka nadziana na butelkę.

Roksana opadła na ręce. Butelka wystawała z niej obscenicznie, podskakiwała przy każdym ruchu, ocierała się o ścianki, drażniąc punkt G bez przerwy. Każdy krok na czworakach to było pchnięcie – szkło wbijało się głębiej, potem wysuwało o centymetr, znowu wbijało. Biodra same zaczęły falować, jakby naprawdę pieprzyła się na tej butelce przed ich oczami. Jęczała głośno – z bólu, z rozkoszy, z upokorzenia – głos jej drżał, łamał się, mieszał z szlochem.

Pełzała powoli wokół stołu – raz, drugi, trzeci krąg. Sperma i soki kapały z niej nieprzerwanie, zostawiając za sobą mokry ślad na dywanie. Robotnicy śmiali się, nagrywali telefonami, komentowali głośno:

– Patrzcie, jaka elegancka paniusia chodzi z butelką w cipce.  
– Kręci tyłkiem, jakby chciała, żebyśmy znowu ją wyrżnęli.  
– Jeszcze trochę i dojdzie na tej szyjce, zobaczycie.

W końcu Krzysiek skinął ręką.

– Wyjmij to, szmato.

Roksana sięgnęła między nogi, chwyciła butelkę i powoli wyciągnęła. Głośne, mokre chlupnięcie – szkło wyszło całe oblepione białą mazią, ciągnąc za sobą długie, lepkie nici spermy i soków, które zawisły w powietrzu, a potem spadły na podłogę.

– Do buzi – rozkazał Krzysiek. – Liż czysto.

Uniosła butelkę do ust. Język wysunął się posłusznie, zaczął lizać – od szyjki po samo dno, powoli, dokładnie, zbierając każdą kroplę. Smak był gorzko-słono, obrzydliwie – stara sperma, jej własna cipka, piwo. Łzy spływały po policzkach razem z resztkami śliny i nasienia, kapiąc na piersi.

–Widzisz tę kałużę? – powiedział Darek, wskazując podłogę. – Wszystko, co z ciebie wyciekło – zlizuj. Do czysta. Jak pies.

Roksana spojrzała w dół. Pod nią rozlała się duża, lśniąca plama – sperma, soki, ślina, wszystko wymieszane w jedną lepką breję.

– Na czworaki i liż – powtórzył Krzysiek, kopiąc ją lekko w bok, żeby się pospieszyła.

Opadła na ręce i kolana. Twarz zbliżyła się do podłogi. Język wysunęła daleko i zaczęła lizać – powoli, systematycznie, od brzegu do brzegu. Smak był obrzydliwy – słony, gorzki, gęsty, kleił się do języka. Liżała kałużę centymetr po centymetrze, zbierała każdą kroplę, połykała, aż dywan pod jej ustami zrobił się wilgotny, ale już nie lśniący. Czasem musiała odchylić głowę, żeby złapać oddech – wtedy długie nici śliny i spermy łączyły jej usta z podłogą.

Robotnicy patrzyli, popijając piwo, rechocząc.

– Patrzcie, jaka czysta paniusia – rzucił Marek. – Jeszcze chwilę temu udawała damę, a teraz żre spermę z podłogi jak suka.

Gdy skończyła, podłoga była lśniąca od jej śliny, ale czysta. Roksana klęczała z twarzą tuż podłogą, dysząc ciężko, usta błyszczące, broda mokra.

Krzysiek pochylił się, pogłaskał ją po głowie jak psa.

– Dobra suczka. Teraz już naprawdę wiesz, gdzie twoje miejsce.

– Czas na prawdziwą zabawę, ty żałosna szmato – powiedział Darek, wyszczerzając zęby w wilczym uśmiechu. Otworzył torbę i wyciągnął grube, szorstkie sznury, takie same, jakich używają na budowie . Szorstkie włókna gryzły w skórę już przy samym dotyku.

Podnieśli ją jak worek – ręce za łokcie, nogi za kolana – i rzucili brzuchem na stół. Drewniany blat był zimny i twardy, przygniótł jej ciężkie piersi tak mocno, że sutki wbiły się boleśnie w drewno. Rozciągnęli ją równolegle do krótszej krawędzi stołu: ręce wyciągnięte do przodu i mocno przywiązane do jednej pary nóg stołu, nogi szeroko rozchylone i przymocowane do drugiej pary. Głowa zwisała poza jedną krawędź, włosy opadały, a tyłek wystawał po drugiej stronie – wysoko, bezbronnie, cipka i dupa rozchylone jak na wystawie rzeźniczej. Każdy oddech unosił jej biodra lekko w górę, jakby sama błagała o pchnięcie.

Robotnicy zrzucili spodnie i bokserki w jednej chwili. Cztery kutasy – grube, żylaste, nabrzmiało-czerwone – stanęły jak stalowe pale.

Krzysiek podszedł pierwszy od tyłu. Chwycił ją za biodra, paznokcie wbiły się w skórę, i jednym brutalnym pchnięciem wbił całego chuja w cipkę – po same jaja. Roksana wrzasnęła, gardło jej się zacisnęło, całe ciało wygięło się w łuk, sznury skrzypnęły. Cipka rozciągnęła się boleśnie, ścianki paliły ogniem, ale była tak mokra, że wszedł do końca z głośnym, mokrym chlupnięciem.

– Rżnij się, paniusiu, jak kurwa w rui – warknął, chwytając ją za biodra i zaczynając pompować – mocno, szybko, głęboko. Jaja obijały się o jej łechtaczkę, każdy cios jak uderzenie młotem. Rżnął ją przez pół minuty, potem wyszedł z głośnym plaśnięciem – kutas cały lśniący od jej soków, a z cipki trysnęła fontanna wilgoci.

Marek od razu zajął jego miejsce. Bez smarowania, bez litości – przyłożył żołądź do ciasnej dziurki dupy i wbił się jednym ruchem. Ból był rozdzierający, jakby ktoś wlewał jej w odbyt rozżarzone żelazo. Roksana zawyła, łzy trysnęły z oczu, ciało próbowało się wyrwać, ale sznury trzymały mocno.

– Ściśnij mocniej, ty brudna suko – rechotał Marek, waląc w nią głęboko, biodra uderzały o jej pośladki z plaśnięciem. – Masuj mnie dupą, dawaj, dawaj!

Darek stanął z przodu. Chwycił ją za włosy, szarpnął głowę w tył tak mocno, że szyja jej zatrzeszczała, i wepchnął kutasa prosto w gardło – głęboko, aż nosem dotknęła jego brzucha. Język przykleił się do spodu chuja, ślina trysnęła z kącików ust, ściekała po brodzie na podłogę.

– Ssij, paniusiu, połykaj głębiej, ty żałosna dziwko – warczał, rżnąc jej gardło jak cipkę – wsuwał się do końca, wychodził prawie cały, znowu wbijał. Głowa Roksany podskakiwała przy każdym pchnięciu, gardło wydawało mokre, dławiące dźwięki.

Kuba czekał na swoją kolej, ale nie wytrzymał długo – podszedł z boku, złapał ją za sutek i wykręcił boleśnie, aż pisnęła wokół kutasa Darka.

Potem zaczęli się wymieniać. Krążąc wokół stołu jak sępy.

Krzysiek znowu w cipkę – długie, powolne pchnięcia, aż do samego dna, potem szybkie, krótkie, jakby chciał ją przebić.  
Marek w dupę – brutalnie, bez przerwy, rozciągając pierścień odbytu do granic.  
Darek w gardło – trzymając za uszy, rżnąc tak mocno, że łzy i ślina leciały strumieniami.  
Kuba wchodził tam, gdzie akurat było wolne – raz w cipkę, raz w dupę, raz w usta, mieszając smaki.

Nie spuszczali się. Żaden. Wstrzymywali się celowo – wychodzili tuż przed krawędzią, kutas ociekający jej sokami, ślina albo resztkami spermy z dupy. Wkładali znowu. I znowu. I znowu.

Roksana traciła głos – wrzaski przechodziły w chrapliwe jęki, potem w ciche, zwierzęce pochrząkiwanie. Orgazmy przychodziły jeden po drugim – wymuszone, bolesne, rozdzierające. Ciało drżało w sznurach, biodra same próbowały się poruszać, napierać na kutasy, cipka tryskała sokami za każdym razem, gdy wychodzili. Gardło miała opuchnięte, usta sine, ślina spływała po brodzie na podłogę wielkimi kroplami.

– Patrzcie, jak się rwie – śmiał się Krzysiek, waląc w cipkę tak mocno, że stół skrzypiał. – Jeszcze chwilę i będzie błagać, żebyśmy nigdy nie przestali.

I rzeczywiście – między dławieniem się kutasem Darka, Roksana zaczęła charczeć:

– Proszę… nie przestawajcie… rżnijcie mnie… proszę…

Śmiech czterech facetów wypełnił salon. Kontynuowali – powoli, okrężnie, na zmianę, przedłużając torturę tak długo, aż jej ciało przestało odróżniać ból od rozkoszy, a jedyne, co pozostało, to bezwładne, drżące mięso gotowe na wszystko.

Drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem tak gwałtownym, że drewniana rama zatrzęsła się w zawiasach, a echo odbiło się od ścian salonu jak grom, przerywając rytmiczne plaśnięcia ciał i stłumione jęki Roksany. Powietrze w pokoju zgęstniało od zapachu potu, spermy i wilgotnej cipki, a Bartek wkroczył do środka z powolnym, opanowanym krokiem, jego buty robocze dudniły po podłodze jak kroki kata. Twarz miał spokojną, niemal beznamiętną, ale oczy – te ciemne, przenikliwe oczy – błyszczały sadystyczną, drapieżną satysfakcją, jak u myśliwego, który właśnie zastawił pułapkę i patrzy, jak ofiara wije się w agonii, dokładnie tak, jak to zaplanował. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po scenie z powolną, rozkoszną dokładnością: Roksana przywiązana brzuchem do stołu jak ofiara na ołtarzu, jej ciało drżące, naznaczone śladami ich brutalnych zabaw – czerwone, palące plamy na piersiach od szarpania i klapsów, sutki otarte do krwi, sine i nabrzmiałe; twarz zalana śliną, łzami i resztkami spermy, usta opuchnięte od dławienia kutasami; cipka i dupa ociekające gęstymi sokami, potem i białą mazią, rozchylone obscenicznie, pulsujące bólem i zdradzieckim głodem, z kroplami wilgoci kapiącymi na podłogę w rytm jej urywanych oddechów. Robotnicy stali wokół, ich muskularne, spocone ciała napięte, kutasy wciąż twarde jak stal, żylaste i ociekające jej śluzem, jeden wciąż w niej, drugi gotowy do kolejnego pchnięcia.

Roksana podniosła głowę, ile mogła w sznurach, jej oczy rozszerzone w panice i szoku, gardło ścisnęło się w bezgłośnym krzyku – to był on, jej mąż, zastający ją w samym środku tej orgii hańby, z ciałem rozjebanym przez obcych, cipką pulsującą od wymuszonych orgazmów. Ale Bartek nie krzyknął, nie rzucił się w gniewie – jego spokój był gorszy, lodowaty, jak ostrze noża powoli wsuwane w skórę.

– Szefie! – zawołał Krzysiek, wyszczerzając zęby w wilczym, triumfalnym uśmiechu, jego kutas wciąż lśniący od jej dupy, gdy wysunął się z głośnym mlaśnięciem, zostawiając ją pustą i pulsującą. – Suka przygotowana na tip-top, dokładnie jak pan kazał. Najpierw piwo podawała na kolanach, klęcząc jak pokorna dziwka, potem lizała podłogę z naszych soków i spermy, rżnęła się butelką w cipkę aż tryskała, błagała o rżnięcie Wszystko, co pan wymyślił – rozłożona na części, mokra jak kałuża, cipka i dupa rozjebane do granic, gotowa na wszystko.

Robotnicy przywitali go skinieniami głowy, ich głosy pełne szacunku wymieszanego z podnieconym rechotem, kutasy wciąż twarde i drgające w spodniach, które teraz pospiesznie zapinali, ale ich oczy błyszczały głodem, gotowi kontynuować pod jego rozkazami. Bartek podszedł bliżej, jego kroki powolne, celowe, powietrze wokół niego gęste od napięcia. Stanął przy stole, tuż za jej tyłkiem, i przesunął dłonią po brzuchu Roksany – palce ślizgały się po spoconej skórze, schodząc niżej, niżej, aż do cipki. Bez ostrzeżenia wsunął trzy palce brutalnie, głęboko, rozchylając wargi na siłę, rozciągając ją jeszcze bardziej, aż poczuła, jak ścianki cipki palą od tarcia, sok tryska lekko na jego dłoń. Ona jęknęła głośno, gardłowo, ciało wygięło się w łuk mimo sznurów, biodra same naparły na jego rękę, zdradzając ją falą mimowolnej rozkoszy pośród bólu.

– Jaka mokra, ty zdradziecka, głodna suko – mruknął Bartek cicho, ale jego głos przeciął powietrze jak bicz, palce kręciły się w niej okrężnie, dotykając najwrażliwszych miejsc, aż orgazm zaczął narastać mimo woli, cipka zaciskała się wokół niego spazmatycznie. Wyciągnął palce z głośnym chlupnięciem, oblizał je powoli, smakując jej hańbę, patrząc prosto w oczy robotników, którzy rechotali cicho, podnieceni jego opanowaniem.

– Dobrze, chłopaki – powiedział Bartek spokojnie, jak ktoś, kto trzyma wszystkie nici w ręku, mistrz marionetek patrzący na swoją lalkę. Podszedł do przodu stołu, chwycił Roksanę za włosy i uniósł jej głowę boleśnie, zmuszając, by spojrzała mu w twarz – oczy w oczy, jego zimne, jej pełne łez i rozpaczy.

– Wizyta Krzyśka w nocy... to nie był przypadek, Roksi. To był mój test, moja pułapka, którą sama sobie założyłaś. Chciałem sprawdzić, czy trzymasz się naszych zasad – żadnych obcych kutasów bez mojej zgody, żadnego zdradzania za moimi plecami. A ty... nie wytrzymałaś nawet jednej nocy. Dałaś się wyruchać jak najtańsza szmata w ciemnym zaułku, cipka i dupa otwarte dla pierwszego lepszego, bez wahania, bez wstydu. Kompromitacja przed Anną? To był dopiero początek kary, pierwszy cios, który miał cię złamać. Teraz czas na resztę – karę w prawdziwym stylu, z bólem palącym jak ogień w cipce, upokorzeniem, które wbije ci w duszę, że jesteś tylko moją własnością, i rozkoszą tak intensywną, że będziesz wyć z ekstazy i błagać o litość jak złamana, żałosna niewolnica, gotowa na wszystko, by mnie zadowolić.

Jego słowa wdzierały się w nią jak palce, rozrywając resztki godności, a ona drżała, cipka pulsowała pustką, łzy spływały strumieniami po twarzy, mieszając się z śliną i spermą. Bartek puścił jej włosy, głowa opadła bezwładnie, a on skinął na robotników, jego głos twardy jak stal.

- Kontynuujcie.

– To moja suka, moja niewolnica – oświadczył Bartek głosem twardym jak stal, jego oczy błyszczące zimną dominacją, podczas gdy robotnicy stali wokół stołu, ich kutasy wciąż twarde i lśniące od jej soków.

  • Lubię 2
  • Przytulam 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

– Wychłostajcie ją. Lecicie z nią. Rozciągnijcie ją, wypełnijcie każdym otworem, aż będzie wyć z bólu i rozkoszy.

Krzysiek i Marek bez słowa odpięli swoje ciężkie, robocze pasy – grube, czarne skóry, przesiąknięte potem i smarem po całym dniu na budowie. Zwinęły się w powietrzu z głośnym świstem, gdy chłopaki je przetestowali. Bartek skinął głową.

– Na stole zostaje przywiązana. Roksi będziesz liczyć każdy cios i dziękować, głośno i wyraźnie, jak pokorna niewolnica. Zaczynajcie, panowie.

Pierwszy cios Krzysiek – pas uderzył płasko w pośladki z mokrym, ciężkim plaśnięciem. Ból wżarł się głęboko, jakby ktoś wlał rozżarzony ołów pod skórę. Roksana wrzasnęła, całe ciało szarpnęło się w sznurach.

– Jeden… dziękuję, panie… za karę… – wychrypiała natychmiast.

Drugi – Marek w plecy, między łopatki. Trzeci – Krzysiek znowu w pośladki, celując tak, żeby pas owinął się lekko wokół biodra i trafił w wargi cipki. Czwarty – prosto w cipkę, mokre chlaśnięcie, sok trysnął na blat. Piąty, szósty, siódmy… Bili na przemian, równo, metodycznie – po udach, po plecach, po pośladkach, gdy szarpali jej ciałem w sznurach, by lepiej trafić. Roksana liczyła głośno, dziękując za każdy – – Pięć... dziękuję za ból... jestem brudną suką.

– Sześć... dziękuję... błagam o więcej, panie.

jej głos coraz słabszy, łzy spływające strumieniami, ciało drżące w agonii, ale cipka zdradzała ją, pulsując wilgocią, sok kapiący na blat w rytm ciosów.

W pewnym momencie, przy ósmym ciosie – pas uderzył mocno w cipkę, ból był tak intensywny, że jej zwieracze puściły, gorący strumień moczu trysnął z niej niekontrolowanie, spływając po udach, kapiąc na blat stołu i podłogę, tworząc lepką, śmierdzącą kałużę pod jej biodrami. Zapach wdarł się w powietrze, słony i upokarzający, a ona zacisnęła oczy w hańbie, łzy mieszając się z potem.

– Osiem... dziękuję... jestem brudną suką, która sika się z bólu... dziękuję za upokorzenie... 

Robotnicy rechotali głośno, plując na nią gęstymi plwocinami w twarz i na plecy,

– Patrzcie, jaka szmata, sika pod siebie jak kundel - warczał Marek

Koledzy kontynuowali biczowanie, pasy uderzając w mokrą skórę z głośniejszymi plaśnięciami, aż policzyła do dwudziestu, ciało palące ogniem od środka, mocz mieszający się z sokami w kałuży pod stołem.

Dopiero wtedy rozwiązali sznury – powoli, celowo, pozwalając, by Roksana poczuła ulgę, zanim spadnie kolejna tortura. Jej ręce i nogi opadły bezwładnie, całe ciało drżało, cipka i dupa pulsujące agonią, a ona osunęła się na kolana prosto w kałużę własnego moczu, ciepła ciecz oblepiająca skórę, wsiąkająca w dywan, zapach wdzierający się w nozdrza, upokarzający do granic. Klęczała tam, dysząca, łzy spływające po twarzy, cipka kapiąca sokami wymieszanymi z moczem, biodra drżące, gotowe na więcej.

Bartek wstał z fotela, podszedł bliżej, jego głos spokojny i zdystansowany jakby dyktował wyrok.

– Teraz, moja zdradziecka suko, udowodnij swoją podległość serią aktów całkowitego poddania. Każde wahanie – i wracamy do pasów, aż twoja skóra zapłonie na nowo.

– Otwórz usta szeroko i wystaw język, jak posłuszna niewolnica oczekująca daru – rozkazał Bartek.

Roksana posłuchała, usta rozchylone, język wysunięty, drżący. Krzysiek splunął jej prosto w gardło, gęsta plwocina spłynęła po języku, słona i lepka.

– Połknij i podziękuj, paniusiu - warknął Krzysiek.

– Dziękuję... za ślinę, panie... – wyszeptała, przełykając, mdłości mieszające się z podnieceniem.

Marek dorzucił swój rozkaz, głos chropowaty jak papier ścierny.

– Włóż cztery palce w dupę, ty mokra szmato, i wyciągnij – pokaż, co tam siedzi po naszych kutasach.

Drżącymi rękami wsunęła cztery palce w opuchnięty pierścień odbytu, rozciągając dziurkę boleśnie, palce wchodząc głęboko z mokrym mlaśnięciem, wypychając resztki spermy, która spłynęła po udach w lepkich kroplach, ból palił jak ogień wżerający się w jelita. Wyciągnęła je brudne, lśniące od gęstej, białej mazi wymieszanej z sokami.

– Wyliż je czysto, mlaskaj głośno jak głodna suka, i mów, jak smakuje twoja własna dupa, ty brudna świnio - dodał Darek.

Lizała powoli, język owijający się wokół palców, smak gorzki, słony, obrzydliwy – sperma, soki, resztki moczu, mlaskając głośno, łzy spływające po twarzy.

– Smakuje... gorzko, panie... jak gówno i sperma dziwki... dziękuję za to upokorzenie...

Robotnicy rechotali głośno, ich kutasy wciąż półtwarde, lśniące od śliny, spermy i jej soków, zwisające ciężko między udami jak nabrzmiałe, żylaste pałki gotowe do kolejnego ataku. Roksana klęczała na kolanach w kałuży własnego moczu, lepka ciecz oblepiająca skórę kolan i ud, zapach słony, ostry, mieszający się z potem i nasieniem, upokarzający do granic, budzący w niej dreszcz chorej rozkoszy, cipka pulsująca pustką, kapiąca sokami na podłogę w rytm jej drżącego oddechu. Krzysiek podszedł pierwszy, chwycił kutasa w dłoń – gruby, żylasty trzon, żołądź nabrzmiała, czerwona od tarcia w jej dziurkach – i walnął nim po twarzy Roksany z głośnym, mokrym plaśnięciem, kutas obijając się o policzek, zostawiając lepki ślad śliny i zmieszanych soków na skórze, zapach męskiego potu i spermy wdzierający się w nozdrza.

– Bierz to na gębę, ty kurwo zdradziecka – warknął Krzysiek prosto, jego głos chropowaty jak papier ścierny, waląc kutasem po drugim policzku, żołądź uderzająca w nos, , a ona jęknęła, usta rozchylone, język mimowolnie wysuwający się, by liznąć czubek. Marek dołączył, jego kutas ciężki, zwisający, z kroplą spermy na końcu, i z rozmachu walnął po twarzy z drugiej strony, trzon obijający się o ucho, policzek piekący od tarcia.

– Patrz, jaka szmata lubi kutasy po gębie, ociekająca jak dziura w rui.

Darek i Kuba otoczyli ją, ich kutasy bijące po twarzy na zmianę – plaśnięcia, mokre szmery, żołędzie uderzające w oczy, usta, brodę, zostawiające lepkie nitki na skórze, twarz Roksany czerwona, nabrzmiała, pokryta mieszanką śliny, preejakulatu i łez, cipka zdradzała ją, sok spływający po wewnętrznej stronie ud w gorących strużkach.

Potem przeszli do policzków – Krzysiek klepnął otwartą dłonią po policzku mocno, z głośnym plaśnięciem, skóra paląca ogniem. 

– Ty zdradziecka dziwko, dawałaś się rżnąć za plecami męża, zasługujesz na więcej.

Marek szarpnął za włosy i walnął po drugim policzku, ból eksplodujący w głowie, usta opuchnięte. 

– Brudna suka, sikająca się jak kundel, jesteś nic warta szmata, tylko do kutasa.

Darek policzkował ją szybko, na zmianę lewy i prawy.

– Żałosna kurwo, cipka ci kapi jak zepsuty kran, błagaj o więcej, ty głodna pały.

Kuba dołączył, jego dłoń lądująca na twarzy z trzaskiem.

– Ociekająca szmato, dla obcych kutasów jesteś zawsze mokra, co nie, suko?

Wyzywali ją wulgarnie, ich głosy proste, chropowate, pełne pogardy.

– Żałosna szmata, błagająca o rżnięcie od obcych, bo mąż ci nie starcza.

– Brudna dziwka, sikająca się jak pies, zasługujesz na więcej pasów.

Ich słowa wdzierały się w umysł jak ciosy, a ona jęczała, cipka zdradzała ją, sok kapiący na podłogę, biodra drżące w mimowolnym rytmie, jakby ciało samo błagało o więcej upokorzenia.

Bartek przerwał tę sesję oficjalnym tonem.

– A teraz, moja upadła żono, powtarzaj za mną: 'Jestem brudną szmatą, która sika się ze strachu i błaga o kutasy obcych, bo moja cipka jest wiecznie głodna hańby'.

– Jestem brudną szmatą... która sika się ze strachu... i błaga o kutasy obcych... bo moja cipka jest wiecznie głodna hańby... proszę, wyruchajcie mnie... – wyszeptała, głos drżący, cipka pulsująca zdradzieckim głodem.

Robotnicy rechotali głośno, klepiąc się po ramionach.

Bartek skinął głową, jego głos wyrafinowany, pełen pogardy.

– Dość tej zabawy. Teraz grupowo, na podłodze. Bez litości. Chcę, by ta niewierna suka poczuła pełnię swojej degradacji, wypełniona po brzegi męskością, którą sama sprowokowała.

Krzysiek zaczął pierwszy – rzucił Roksanę na plecy w kałuży moczu, jej ciało chlupnęło w lepką breję, ciepła ciecz rozpryskując się po udach i brzuchu, mieszając się z potem i resztkami spermy na skórze. Wbił się w cipkę jednym brutalnym pchnięciem, żołądź rozchylająca nabrzmiałe, opuchnięte wargi jak rozżarzony pręt wbijany w miękkie mięso, trzon wypełniający wilgotną dziurę po brzegi, ślizgając się po ściankach ociekających gęstym sokiem, waląc mocno, biodra obijające się o jej uda z głośnym, mokrym plaśnięciem, sok chlupoczący wewnątrz jak błoto pod butem, cipka zaciskająca się spazmatycznie wokół kutasa, trzymając go w lepkim uścisku, ból i rozkosz eksplodujące w podbrzuszu falami, łechtaczka miażdżona przy każdym uderzeniu, sutki twardniejące mimo agonii. Roksana zawyła gardłowo, łzy spływające po twarzy, biodra unoszące się mimowolnie, jakby ciało samo błagało o głębsze rżnięcie, cipka tryskająca sokami na jego jaja, mieszając się z moczem w obrzydliwą, śliską maź.

Po kilku minutach, z kutasem wciąż wbitym głęboko po same jaja, żołędzią dotykającą szyjki macicy, Krzysiek rozluźnił się, uwolnił mocz i obsikał ją od środka, gorący, słony strumień moczu wypełniał cipkę jak balon napompowany do granic, mieszając się z sokami i resztkami spermy w bulgoczącą breję, tryskał wokół trzonu na uda i podłogę w żółtawych, lepkich kroplach, rozciągając dziurkę jeszcze bardziej, ścianki cipki palące od ciśnienia, ból i upokorzenie eksplodujące w podbrzuszu jak fajerwerki, cipka pulsująca, tryskająca mieszanką na jego brzuch. Marek, który czekał obok, warknął wściekle.

– Kurwa, ty debilu, obsikujesz mi kolejkę, przestań lać w nią, bo mi cipkę utopisz, a ja chcę suchą dziurę rżnąć!

Krzysiek wyszedł z głośnym, mokrym chlupnięciem, mocz wyciekający z cipki w strużkach jak z przepełnionego kubła, zostawiając dziurkę rozjebaną, opuchniętą, pulsującą pustką, żółtawa ciecz spływająca po wargach na podłogę.

– Jak kurwa suchą? Może jeszcze dziewice byś chciał se popierdolić ?!

Marek nie czekał – odwrócił ją na brzuch, tyłek uniesiony wysoko, i wbił się w dupę jednym pchnięciem, żołądź wbijająca się w pierścień odbytu jak korek w butelkę, rozciągając go brutalnie do granic, trzon wypełniający jelita gęstą, żylastą masą, waląc ostro, aż jaja obijały się o pośladki z głośnym plaśnięciem, ścianki odbytu tarte na surowo, ból palił jak kwas wżerający się w wnętrzności, ale mieszający się z falą rozkoszy, dupa zaciskająca się spazmatycznie, sok z cipki kapiący na podłogę w rytm pchnięć. Darek dołączył, klękając przed jej twarzą, chwycił za włosy i wbił się w gardło – żołądź trafiła w podniebienie, wsunęła się głębiej po migdałki, blokując oddech, ścianki gardła zacisnęły się wokół trzonu jak ciasna cipka, ślina bulgocząca, tryskająca z kącików ust na brodę w gęstych nitkach, gardło dławione, opuchnięte, sine od tarcia. Po chwili Darek rozluźnił się i sikał podczas obciągania, gorący mocz wlewający się do krtani jak słony strumień, bulgoczący w ustach, spływający po gardle, dławiąc ją mocniej, a ona połykała, kaszląc i krztusząc się, mocz wyciekający z ust na piersi w żółtawych kroplach, mieszając się ze śliną w obrzydliwą pianę.

Kuba, stojąc z boku, rechotał i sikał na pierdolące się trio – gorący strumień moczu spływał po plecach Roksany, brzuchu Krzyśka (który czekał na kolejną zmianę) i biodrach Marka, mieszając się z potem i spermą w obrzydliwą, lepką warstwę, skóra lśniąca od cieczy, zapach ostry, słony, wdzierający się w nozdrza.

Obsikani robotnicy odgrażali się 

– Ty chuju niemyty, oszczałeś mi kutasa, teraz ci w dupę nasikam, zobaczysz, jak się poczujesz mokry jak szczur! - krzyknął Marek.

– Kurwa mać, mokry jak po ulewie, przestań lać, ty głupia pało, bo ci kutasa urwę! – dodał Darek

–  Co tam, chłopaki, mokrzy jak po deszczu, ale suka lubi, patrzcie, jak cipka jej tryska, ta dziwka pije mocz jak piwo! - rzucił Krzysiek.

Zmieniali się na zmianę – Krzysiek wracał do cipki, wbijając się głęboko, trzon miażdżący łechtaczkę, sok chlupoczący jak w błocie. Marek przechodził do gardła, kutasa wciskając po same jaja, gardło bulgoczące śliną. Darek brał dupę, pierścień odbytu rozjebany, ścianki tarte na surowo. Kuba dołączał do cipki, jego kutas gruby, wypełniający dziurkę po brzegi, rozchlapując sok na boki. Kutasy wchodząc i wychodząc z głośnymi chlupnięciami, rozchlapując sok, spermę i mocz, dziurki rozjebane, opuchnięte, pulsujące, ścianki cipki i dupy tarte do granic, gardło dławione, ślina bulgocząca. Sperma tryskała – gęsta, gorąca, wypełniająca dziurki po brzegi, wyciekająca w białych, lepkich strużkach na uda i podłogę, mieszając się z moczem w obrzydliwą, żółtawo-białą maź, cipka przepełniona, dupa kapiąca, gardło zalane, Roksana wyła w ekstazie, orgazmy wstrząsające ciałem falami, sok tryskający fontannami na ich kutasy i jaja.

Gdy skończyli, Roksana leżała na podłodze w kałuży spermy, moczu i własnych soków – dysząca, drżąca, cała czerwona od pasów, z dziurami czerwonymi i ociekającymi. Robotnicy, mokrzy od moczu , warknęli na nią.
- Wstawaj, suko, wytrzyj nas włosami, zlizuj ten mocz z naszych kutasów i jaj, jak posłuszna dziwka, mlaskaj głośno!
Roksana podniosła się na kolana, jej długie, splątane włosy oblepione spermą i śliną, i zaczęła wycierać ich ciała – włosy ślizgały się po mokrych udach Krzyśka, brzuchu Marka, kutasa Darka, wchłaniając mocz w lepką, śmierdzącą breję. Potem lizała ich kutasy i jaja, język owijający się wokół żołędzi, ssąc resztki moczu i spermy, mlaskając głośno, smak słony, gorzki, obrzydliwy, łzy spływające po twarzy, dziękując.
- Dziękuję... za pozwolenie na zlizanie waszego moczu, panowie... jestem waszą toaletową szmatą...
- Uczy się suka - rzucił Krzysiek.
Bartek wstał, rozpiął spodnie i podszedł, jego kutas twardy jak stal, gotowy. Wbił się w jej cipkę jednym pchnięciem – pełną spermy robotników, śliską, gorącą, ścianki cipki oblepione gęstą mazią, trzon ślizgał się w niej z głośnym chlupotaniem, rozchlapując ich nasienie na boki, mieszając się z jej sokami w lepką, białą breję.
Robotnicy rechotali głośno, popijając piwo, ich kutasy wciąż półtwarde po wytrysku. 
- Kurwa, szef rżnie taki brudny worek na spermę, cały w naszej spermie i szczochach! - zawołał Darek, szczerząc zęby. 
- Wygląda jak szmata z burdelu po całej nocy, a on ją wali jak świeżą cipkę!

Bartek uśmiechnął się zimno, nie przerywając pchnięć, jego kutas miażdżący łechtaczkę przy każdym wejściu, rozciągając wargi cipki, które pulsowały wokół trzonu. 
- Bo mi się chciało ruchać – mruknął ochryple, chwytając ją za włosy i szarpiąc głowę do tyłu, aż jęknęła. 
– Moja suka, moja dziura, brudna czy nie – penetruje ją, kiedy pragnę, i jak pragnę.

Oni śmiali się jeszcze głośniej, Marek klepnął Bartka po ramieniu. 
- Dla nas jest chętniejsza, szefie, patrzcie, jak się na nasze kutasy obrabiała, cipka ssała jak głodna, a dla ciebie pewnie udaje.
- Pewnie, dla męża to obowiązek, a dla nas – czysta przyjemność - dodał Krzysiek - ta suka lubi obcych bardziej.
Rechotał podczas gdy Bartek przyspieszał, rżnąc ją mocniej, aż orgazm wstrząsnął jej ciałem po raz kolejny.
Bartek przyspieszył, aż w końcu wystrzelił w nią głęboko, mieszając swoją spermę z ich.
Potem kucnął przy jej twarzy, podniósł głowę za włosy.
– To dopiero początek kary, kochanie.

– Wychłostajcie ją. Lecicie z nią. Rozciągnijcie ją, wypełnijcie każdym otworem, aż będzie wyć z bólu i rozkoszy.

Krzysiek i Marek bez słowa odpięli swoje ciężkie, robocze pasy – grube, czarne skóry, przesiąknięte potem i smarem po całym dniu na budowie. Zwinęły się w powietrzu z głośnym świstem, gdy chłopaki je przetestowali. Bartek skinął głową.

– Na stole zostaje przywiązana. Roksi będziesz liczyć każdy cios i dziękować, głośno i wyraźnie, jak pokorna niewolnica. Zaczynajcie, panowie.

Pierwszy cios Krzysiek – pas uderzył płasko w pośladki z mokrym, ciężkim plaśnięciem. Ból wżarł się głęboko, jakby ktoś wlał rozżarzony ołów pod skórę. Roksana wrzasnęła, całe ciało szarpnęło się w sznurach.

– Jeden… dziękuję, panie… za karę… – wychrypiała natychmiast.

Drugi – Marek w plecy, między łopatki. Trzeci – Krzysiek znowu w pośladki, celując tak, żeby pas owinął się lekko wokół biodra i trafił w wargi cipki. Czwarty – prosto w cipkę, mokre chlaśnięcie, sok trysnął na blat. Piąty, szósty, siódmy… Bili na przemian, równo, metodycznie – po udach, po plecach, po pośladkach, gdy szarpali jej ciałem w sznurach, by lepiej trafić. Roksana liczyła głośno, dziękując za każdy – – Pięć... dziękuję za ból... jestem brudną suką.

– Sześć... dziękuję... błagam o więcej, panie.

jej głos coraz słabszy, łzy spływające strumieniami, ciało drżące w agonii, ale cipka zdradzała ją, pulsując wilgocią, sok kapiący na blat w rytm ciosów.

W pewnym momencie, przy ósmym ciosie – pas uderzył mocno w cipkę, ból był tak intensywny, że jej zwieracze puściły, gorący strumień moczu trysnął z niej niekontrolowanie, spływając po udach, kapiąc na blat stołu i podłogę, tworząc lepką, śmierdzącą kałużę pod jej biodrami. Zapach wdarł się w powietrze, słony i upokarzający, a ona zacisnęła oczy w hańbie, łzy mieszając się z potem.

– Osiem... dziękuję... jestem brudną suką, która sika się z bólu... dziękuję za upokorzenie... 

Robotnicy rechotali głośno, plując na nią gęstymi plwocinami w twarz i na plecy,

– Patrzcie, jaka szmata, sika pod siebie jak kundel - warczał Marek

Koledzy kontynuowali biczowanie, pasy uderzając w mokrą skórę z głośniejszymi plaśnięciami, aż policzyła do dwudziestu, ciało palące ogniem od środka, mocz mieszający się z sokami w kałuży pod stołem.

Dopiero wtedy rozwiązali sznury – powoli, celowo, pozwalając, by Roksana poczuła ulgę, zanim spadnie kolejna tortura. Jej ręce i nogi opadły bezwładnie, całe ciało drżało, cipka i dupa pulsujące agonią, a ona osunęła się na kolana prosto w kałużę własnego moczu, ciepła ciecz oblepiająca skórę, wsiąkająca w dywan, zapach wdzierający się w nozdrza, upokarzający do granic. Klęczała tam, dysząca, łzy spływające po twarzy, cipka kapiąca sokami wymieszanymi z moczem, biodra drżące, gotowe na więcej.

Bartek wstał z fotela, podszedł bliżej, jego głos spokojny i zdystansowany jakby dyktował wyrok.

– Teraz, moja zdradziecka suko, udowodnij swoją podległość serią aktów całkowitego poddania. Każde wahanie – i wracamy do pasów, aż twoja skóra zapłonie na nowo.

– Otwórz usta szeroko i wystaw język, jak posłuszna niewolnica oczekująca daru – rozkazał Bartek.

Roksana posłuchała, usta rozchylone, język wysunięty, drżący. Krzysiek splunął jej prosto w gardło, gęsta plwocina spłynęła po języku, słona i lepka.

– Połknij i podziękuj, paniusiu - warknął Krzysiek.

– Dziękuję... za ślinę, panie... – wyszeptała, przełykając, mdłości mieszające się z podnieceniem.

Marek dorzucił swój rozkaz, głos chropowaty jak papier ścierny.

– Włóż cztery palce w dupę, ty mokra szmato, i wyciągnij – pokaż, co tam siedzi po naszych kutasach.

Drżącymi rękami wsunęła cztery palce w opuchnięty pierścień odbytu, rozciągając dziurkę boleśnie, palce wchodząc głęboko z mokrym mlaśnięciem, wypychając resztki spermy, która spłynęła po udach w lepkich kroplach, ból palił jak ogień wżerający się w jelita. Wyciągnęła je brudne, lśniące od gęstej, białej mazi wymieszanej z sokami.

– Wyliż je czysto, mlaskaj głośno jak głodna suka, i mów, jak smakuje twoja własna dupa, ty brudna świnio - dodał Darek.

Lizała powoli, język owijający się wokół palców, smak gorzki, słony, obrzydliwy – sperma, soki, resztki moczu, mlaskając głośno, łzy spływające po twarzy.

– Smakuje... gorzko, panie... jak gówno i sperma dziwki... dziękuję za to upokorzenie...

Robotnicy rechotali głośno, ich kutasy wciąż półtwarde, lśniące od śliny, spermy i jej soków, zwisające ciężko między udami jak nabrzmiałe, żylaste pałki gotowe do kolejnego ataku. Roksana klęczała na kolanach w kałuży własnego moczu, lepka ciecz oblepiająca skórę kolan i ud, zapach słony, ostry, mieszający się z potem i nasieniem, upokarzający do granic, budzący w niej dreszcz chorej rozkoszy, cipka pulsująca pustką, kapiąca sokami na podłogę w rytm jej drżącego oddechu. Krzysiek podszedł pierwszy, chwycił kutasa w dłoń – gruby, żylasty trzon, żołądź nabrzmiała, czerwona od tarcia w jej dziurkach – i walnął nim po twarzy Roksany z głośnym, mokrym plaśnięciem, kutas obijając się o policzek, zostawiając lepki ślad śliny i zmieszanych soków na skórze, zapach męskiego potu i spermy wdzierający się w nozdrza.

– Bierz to na gębę, ty kurwo zdradziecka – warknął Krzysiek prosto, jego głos chropowaty jak papier ścierny, waląc kutasem po drugim policzku, żołądź uderzająca w nos, , a ona jęknęła, usta rozchylone, język mimowolnie wysuwający się, by liznąć czubek. Marek dołączył, jego kutas ciężki, zwisający, z kroplą spermy na końcu, i z rozmachu walnął po twarzy z drugiej strony, trzon obijający się o ucho, policzek piekący od tarcia.

– Patrz, jaka szmata lubi kutasy po gębie, ociekająca jak dziura w rui.

Darek i Kuba otoczyli ją, ich kutasy bijące po twarzy na zmianę – plaśnięcia, mokre szmery, żołędzie uderzające w oczy, usta, brodę, zostawiające lepkie nitki na skórze, twarz Roksany czerwona, nabrzmiała, pokryta mieszanką śliny, preejakulatu i łez, cipka zdradzała ją, sok spływający po wewnętrznej stronie ud w gorących strużkach.

Potem przeszli do policzków – Krzysiek klepnął otwartą dłonią po policzku mocno, z głośnym plaśnięciem, skóra paląca ogniem. 

– Ty zdradziecka dziwko, dawałaś się rżnąć za plecami męża, zasługujesz na więcej.

Marek szarpnął za włosy i walnął po drugim policzku, ból eksplodujący w głowie, usta opuchnięte. 

– Brudna suka, sikająca się jak kundel, jesteś nic warta szmata, tylko do kutasa.

Darek policzkował ją szybko, na zmianę lewy i prawy.

– Żałosna kurwo, cipka ci kapi jak zepsuty kran, błagaj o więcej, ty głodna pały.

Kuba dołączył, jego dłoń lądująca na twarzy z trzaskiem.

– Ociekająca szmato, dla obcych kutasów jesteś zawsze mokra, co nie, suko?

Wyzywali ją wulgarnie, ich głosy proste, chropowate, pełne pogardy.

– Żałosna szmata, błagająca o rżnięcie od obcych, bo mąż ci nie starcza.

– Brudna dziwka, sikająca się jak pies, zasługujesz na więcej pasów.

Ich słowa wdzierały się w umysł jak ciosy, a ona jęczała, cipka zdradzała ją, sok kapiący na podłogę, biodra drżące w mimowolnym rytmie, jakby ciało samo błagało o więcej upokorzenia.

Bartek przerwał tę sesję oficjalnym tonem.

– A teraz, moja upadła żono, powtarzaj za mną: 'Jestem brudną szmatą, która sika się ze strachu i błaga o kutasy obcych, bo moja cipka jest wiecznie głodna hańby'.

– Jestem brudną szmatą... która sika się ze strachu... i błaga o kutasy obcych... bo moja cipka jest wiecznie głodna hańby... proszę, wyruchajcie mnie... – wyszeptała, głos drżący, cipka pulsująca zdradzieckim głodem.

Robotnicy rechotali głośno, klepiąc się po ramionach.

Bartek skinął głową, jego głos wyrafinowany, pełen pogardy.

– Dość tej zabawy. Teraz grupowo, na podłodze. Bez litości. Chcę, by ta niewierna suka poczuła pełnię swojej degradacji, wypełniona po brzegi męskością, którą sama sprowokowała.

Krzysiek zaczął pierwszy – rzucił Roksanę na plecy w kałuży moczu, jej ciało chlupnęło w lepką breję, ciepła ciecz rozpryskując się po udach i brzuchu, mieszając się z potem i resztkami spermy na skórze. Wbił się w cipkę jednym brutalnym pchnięciem, żołądź rozchylająca nabrzmiałe, opuchnięte wargi jak rozżarzony pręt wbijany w miękkie mięso, trzon wypełniający wilgotną dziurę po brzegi, ślizgając się po ściankach ociekających gęstym sokiem, waląc mocno, biodra obijające się o jej uda z głośnym, mokrym plaśnięciem, sok chlupoczący wewnątrz jak błoto pod butem, cipka zaciskająca się spazmatycznie wokół kutasa, trzymając go w lepkim uścisku, ból i rozkosz eksplodujące w podbrzuszu falami, łechtaczka miażdżona przy każdym uderzeniu, sutki twardniejące mimo agonii. Roksana zawyła gardłowo, łzy spływające po twarzy, biodra unoszące się mimowolnie, jakby ciało samo błagało o głębsze rżnięcie, cipka tryskająca sokami na jego jaja, mieszając się z moczem w obrzydliwą, śliską maź.

Po kilku minutach, z kutasem wciąż wbitym głęboko po same jaja, żołędzią dotykającą szyjki macicy, Krzysiek rozluźnił się, uwolnił mocz i obsikał ją od środka, gorący, słony strumień moczu wypełniał cipkę jak balon napompowany do granic, mieszając się z sokami i resztkami spermy w bulgoczącą breję, tryskał wokół trzonu na uda i podłogę w żółtawych, lepkich kroplach, rozciągając dziurkę jeszcze bardziej, ścianki cipki palące od ciśnienia, ból i upokorzenie eksplodujące w podbrzuszu jak fajerwerki, cipka pulsująca, tryskająca mieszanką na jego brzuch. Marek, który czekał obok, warknął wściekle.

– Kurwa, ty debilu, obsikujesz mi kolejkę, przestań lać w nią, bo mi cipkę utopisz, a ja chcę suchą dziurę rżnąć!

Krzysiek wyszedł z głośnym, mokrym chlupnięciem, mocz wyciekający z cipki w strużkach jak z przepełnionego kubła, zostawiając dziurkę rozjebaną, opuchniętą, pulsującą pustką, żółtawa ciecz spływająca po wargach na podłogę.

– Jak kurwa suchą? Może jeszcze dziewice byś chciał se popierdolić ?!

Marek nie czekał – odwrócił ją na brzuch, tyłek uniesiony wysoko, i wbił się w dupę jednym pchnięciem, żołądź wbijająca się w pierścień odbytu jak korek w butelkę, rozciągając go brutalnie do granic, trzon wypełniający jelita gęstą, żylastą masą, waląc ostro, aż jaja obijały się o pośladki z głośnym plaśnięciem, ścianki odbytu tarte na surowo, ból palił jak kwas wżerający się w wnętrzności, ale mieszający się z falą rozkoszy, dupa zaciskająca się spazmatycznie, sok z cipki kapiący na podłogę w rytm pchnięć. Darek dołączył, klękając przed jej twarzą, chwycił za włosy i wbił się w gardło – żołądź trafiła w podniebienie, wsunęła się głębiej po migdałki, blokując oddech, ścianki gardła zacisnęły się wokół trzonu jak ciasna cipka, ślina bulgocząca, tryskająca z kącików ust na brodę w gęstych nitkach, gardło dławione, opuchnięte, sine od tarcia. Po chwili Darek rozluźnił się i sikał podczas obciągania, gorący mocz wlewający się do krtani jak słony strumień, bulgoczący w ustach, spływający po gardle, dławiąc ją mocniej, a ona połykała, kaszląc i krztusząc się, mocz wyciekający z ust na piersi w żółtawych kroplach, mieszając się ze śliną w obrzydliwą pianę.

Kuba, stojąc z boku, rechotał i sikał na pierdolące się trio – gorący strumień moczu spływał po plecach Roksany, brzuchu Krzyśka (który czekał na kolejną zmianę) i biodrach Marka, mieszając się z potem i spermą w obrzydliwą, lepką warstwę, skóra lśniąca od cieczy, zapach ostry, słony, wdzierający się w nozdrza.

Obsikani robotnicy odgrażali się 

– Ty chuju niemyty, oszczałeś mi kutasa, teraz ci w dupę nasikam, zobaczysz, jak się poczujesz mokry jak szczur! - krzyknął Marek.

– Kurwa mać, mokry jak po ulewie, przestań lać, ty głupia pało, bo ci kutasa urwę! – dodał Darek

–  Co tam, chłopaki, mokrzy jak po deszczu, ale suka lubi, patrzcie, jak cipka jej tryska, ta dziwka pije mocz jak piwo! - rzucił Krzysiek.

Zmieniali się na zmianę – Krzysiek wracał do cipki, wbijając się głęboko, trzon miażdżący łechtaczkę, sok chlupoczący jak w błocie. Marek przechodził do gardła, kutasa wciskając po same jaja, gardło bulgoczące śliną. Darek brał dupę, pierścień odbytu rozjebany, ścianki tarte na surowo. Kuba dołączał do cipki, jego kutas gruby, wypełniający dziurkę po brzegi, rozchlapując sok na boki. Kutasy wchodząc i wychodząc z głośnymi chlupnięciami, rozchlapując sok, spermę i mocz, dziurki rozjebane, opuchnięte, pulsujące, ścianki cipki i dupy tarte do granic, gardło dławione, ślina bulgocząca. Sperma tryskała – gęsta, gorąca, wypełniająca dziurki po brzegi, wyciekająca w białych, lepkich strużkach na uda i podłogę, mieszając się z moczem w obrzydliwą, żółtawo-białą maź, cipka przepełniona, dupa kapiąca, gardło zalane, Roksana wyła w ekstazie, orgazmy wstrząsające ciałem falami, sok tryskający fontannami na ich kutasy i jaja.

Gdy skończyli, Roksana leżała na podłodze w kałuży spermy, moczu i własnych soków – dysząca, drżąca, cała czerwona od pasów, z dziurami czerwonymi i ociekającymi. Robotnicy, mokrzy od moczu , warknęli na nią.

- Wstawaj, suko, wytrzyj nas włosami, zlizuj ten mocz z naszych kutasów i jaj, jak posłuszna dziwka, mlaskaj głośno!

Roksana podniosła się na kolana, jej długie, splątane włosy oblepione spermą i śliną, i zaczęła wycierać ich ciała – włosy ślizgały się po mokrych udach Krzyśka, brzuchu Marka, kutasa Darka, wchłaniając mocz w lepką, śmierdzącą breję; potem lizała ich kutasy i jaja, język owijający się wokół żołędzi, ssąc resztki moczu i spermy, mlaskając głośno, smak słony, gorzki, obrzydliwy, łzy spływające po twarzy, dziękując: "Dziękuję... za pozwolenie na zlizanie waszego moczu, panowie... jestem waszą toaletową szmatą..."

Bartek wstał, rozpiął spodnie i podszedł, jego kutas twardy jak stal, gotowy. Wbił się w jej cipkę jednym pchnięciem – pełną spermy robotników, śliską, gorącą, ścianki cipki oblepione gęstą mazią, trzon ślizgał się w niej z głośnym chlupotaniem, rozchlapując ich nasienie na boki, mieszając się z jej sokami w lepką, białą breję.

Robotnicy rechotali głośno, popijając piwo, ich kutasy wciąż półtwarde po wytrysku. "Kurwa, szef rżnie taki brudny worek na spermę, cały w naszym nasieniu i mocz!", zawołał Krzysiek, szczerząc zęby. "Wygląda jak szmata z burdelu po całej nocy, a on ją wali jak świeżą cipkę!"

Bartek uśmiechnął się zimno, nie przerywając pchnięć, jego kutas miażdżący łechtaczkę przy każdym wejściu, rozciągając wargi cipki, które pulsowały wokół trzonu. "Bo mi się chciało ruchać – mruknął ochryple, jego głos wyszukany, pełen ironii, chwytając ją za włosy i szarpiąc głowę do tyłu, aż jęknęła. – Moja suka, moja dziura, brudna czy nie – penetruje ją, kiedy pragnę, i jak pragnę, delektując się jej całkowitym upadkiem."

Oni śmiali się jeszcze głośniej, Marek klepnął Bartka po ramieniu. "Dla nas jest chętniej, szefie, patrzcie, jak się na nasze kutasy rzucała, cipka ssała jak głodna, a dla ciebie pewnie udaje". Krzysiek dodał: "Pewnie, dla męża to obowiązek, a dla nas – czysta przyjemność, ta suka lubi obcych bardziej, rechocząc z jej jęków, podczas gdy Bartek przyspieszał, rżnąc ją mocniej, aż orgazm wstrząsnął jej ciałem po raz kolejny.

Bartek przyspieszył, aż w końcu wystrzelił w nią głęboko, mieszając swoją spermę z ich.

Potem kucnął przy jej twarzy, podniósł głowę za włosy.

– To dopiero początek kary, kochanie. Jutro... Anna i zabawki. Będziesz błagać głośniej.

  • Lubię 2
  • Zmieszany 1
  • Dziękuję 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Roksana obudziła się wczesnym rankiem, ciało wciąż pulsujące echem nocnych tortur – skóra gorąca od niewidocznych śladów po pasach, cipka i dupa opuchnięte, wciąż kapiące mieszanką spermy Bartka i robotników, wilgotne, lepkie, jak dziury taniej dziwki po całej nocy w burdelu. Leżała naga na łóżku, jej duże, ciężkie piersi rozkosznie ją bolały, sutki stwardniałe od chłodu i wspomnień, naznaczone niewidocznymi śladami od szarpania. Bartek stał przy szafie, ubrany w koszulę i spodnie, jego oczy zimne, ale pełne satysfakcji, jak u pana, który właśnie złamał swoją niewolnicę.

– Wstawaj, moja zdradziecka żono – powiedział spokojnie, ale z nutą rozkazu, która nie pozostawiała wątpliwości.

– Dziś udasz się do biura Anny, by załatwić formalności. Nie będziesz podróżować samotnie. Nasi robotnicy podrzucą cię vanem. Ubierz się w sposób, który podkreśli twoją naturę – brak bielizny, spódnica tak krótka, by kusiła spojrzenia, bluzka z głębokim wycięciem, eksponująca te cudowne piersi, które tak chętnie się poddają. Chcę, byś przypominała im o swojej roli.

Roksana zadrżała, mieszanka wstydu i podniecenia zalała ją jak fala – cipka zacisnęła się mimowolnie, sok kapiący na prześcieradło. Posłuchała, wstając na miękkich nogach, uda lepkie od resztek spermy, która ściekała po wewnętrznej stronie jak piętno hańby. Wybrała czarną mini spódniczkę, tak krótką, że ledwo zakrywała pośladki, materiał ciasno opinający tyłek naznaczony niewidocznymi pręgami i białą bluzkę z głębokim dekoltem, przez który łatwo można było dostrzec jej ciężkie piersi falujące przy każdym ruchu. Sutki prześwitujące przez cienki materiał, stwardniałe jak małe kamienie, gotowe na dotyk. Bez majtek, cipka odsłonięta, wilgotna, kapiąca sokiem na podłogę przy każdym kroku, tyłek wciąż rozciągnięty, pulsujący bólem, który mieszał się z głodem. Wyszła z domu kołysząc biodrami prowokująco, z sercem bijący z upokorzenia i oczekiwania.

Van stał przed domem – stary, zardzewiały mikrobus z firmy budowlanej, pełen narzędzi, farb i zapachu męskiego potu. Robotnicy siedzieli w środku: Krzysiek za kierownicą, Marek obok, Darek i Kuba z tyłu na ławce. Ich oczy błysnęły na widok Roksany – ubrana jak tania dziwka, spódniczka ledwo zakrywająca cipkę, dekolt odsłaniający ciężkie cycki, sutki sterczące przez bluzkę jak zaproszenie.

– No proszę, nasza paniusia ubrała się do roboty przy drodze - warknął Krzysiek, otwierając drzwi, jego kutas już wybrzuszający spodnie na sam widok.

– Wsiadaj z tyłu, suko.

Roksana wsiadła, van ruszył z rykiem silnika, kołysząc się na wybojach drogi do biura Anny w centrum miasta. Z tyłu, na wąskiej ławce między Darkiem i Kubą, poczuła ich bliskość – muskularne ciała, zapach potu i kutasa wdzierający się w nozdrza, budzący dreszcz w cipce. Spódniczka podwinęła się, odsłaniając nagie uda i cipkę, wilgotną, kapiącą sokiem na siedzenie. Darek klepnął ją po udzie mocno, palce ślizgające się po lepkiej skórze. 

– Patrzcie, jaka mokra już, ta kurwa nie może wytrzymać bez kutasa.

Kuba szarpnął za dekolt, wyciągając jedną pierś na wierzch, sutek stwardniały, obolały od wczoraj,

– Te cycki są do szczypania, paniusiu, pokaż, jak lubisz, gdy je doimy.

Van kołysał się na wybojach, a oni korzystali z każdego wstrząsu – Darek wsunął rękę między jej uda, palce brutalnie wbijające się w cipkę, trzy naraz, rozchylające nabrzmiałe wargi z głośnym mlaśnięciem, sok chlupoczący wokół knykci, cipka zaciskająca się spazmatycznie, ściskając je w lepkim uścisku, ból mieszający się z falą rozkoszy, łechtaczka miażdżona kciukiem,

– Kurwa, ona jest ciasna po tym jej wczoraj zrobiliśmy, ale mokra jak dziura w rui, rżnij się na moich palcach, suko.

Pozostali robotnicy zarechotali.

Roksana jęknęła głośno, biodra unoszące się mimowolnie. Jej cipka tryskała sokami na jego dłoń, tworząc kałuża na siedzeniu. Kuba chwycił jej pierś, szarpnął sutek mocno, skręcając go między palcami, ból eksplodujący w piersi jak ogień, sutek czerwony, nabrzmiały,

– Ssij własnego cycka, ty krowo, pokaż, jak lubisz być traktowana.

Przycisnął jej usta do jej własnej piersi. Wysunęła język liżąc sutek. Poczuła słony smak słony od potu. Łzy spływały jej po twarzy ale cipka zdradzała ją. Sok spływały jej po udach w gorących strużkach.

Van skręcał w boczną drogę, by uniknąć korków, a oni przyspieszali – Darek wyciągnął kutasa, gruby, żylasty, i wepchnął jej w dłoń,

– Obciągaj, paniusiu, ssij jak głodna dziwka, aż gardło spuchnie.

Roksana pochyliła się, rozchyliła usta, wargami objęła żołądź, język owinęła wokół trzonu, ssąc głęboko. Jej gardło zaciskało się na kutasie.

– O tak, dobra suczka – jęknął Darek głaszcząc ją po głowie,

W jej ustach bulgotała ślina, spływała na na brodę, ściekała na piersi w gęstych nitkach.

Kuba klepnął ją po tyłku, palec wbijający się w dupę bez smarowania, rozciągając pierścień odbytu, ból palący jak żelazo wżerające się w mięso,

– Ściśnij mocniej, ty brudna suko, ssij mój palec dupą.

Roksana wyła wokół kutasa Darka, orgazm nadchodził falą, cipka tryskała sokami na siedzenie, van kołysał się, podnosząc napięcie, ich ręce były wszędzie, szarpiące, szczypiące, wbijające się w dziurki, ale nie dochodząc do końca, budując głód, niezaspokojenie.

Gdy dojechali, Roksana wysiadła na drżących nogach, cipka kapiąca, dupa pulsująca, twarz zalana śliną, z obolałymi sutkami. Jej ubranie w nieładzie, ale wciąż na miejscu, spódniczka podwinieta lekko, dekolt rozchełstany.

– Wysiadaj, suko –  warknął Krzysiek.

– I pamiętaj, w biurze bądź grzeczna... 

Roksana skinęła głową, poprawiła ubranie i pewnym krokiem, stukając obcasami weszła do biura.

  • Lubię 4
  • Przytulam 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Czekam na ciąg dalszy 😈

  • Przytulam 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Roksana weszła do biura Anny na drżących nogach, każdy krok w wysokich szpilkach przypominał o wilgoci między udami – sok ściekał po wewnętrznej stronie nóg w lepkich strużkach, mieszając się z potem i resztkami spermy z nocy, cipka pulsująca głodem, opuchnięta od palców Darka, wargi nabrzmiałe, łechtaczka wrażliwa na każdy podmuch powietrza pod spódniczką. Bluzka, przyklejała się do skóry, dekolt rozchełstany, piersi falujące ciężko, sutki sterczące przez materiał jak nabrzmiałe brodawki suki w rui, gotowe na dotyk. Biuro Anny było eleganckie, nowoczesne – szklane ściany, widok na miasto, ale powietrze gęste od zapachu perfum i władzy, który mieszał się z wonią jej własnej cipki, słoną, zwierzęcą, zdradzającą podniecenie po jeździe vanem, gdzie robotnicy szarpali, szczypali, wbijali palce, budując napięcie, zostawiając ją na krawędzi orgazmu, z cipką kapiącą jak zepsuty kran.

 

Anna siedziała za biurkiem, w eleganckiej garsonce, jej oczy błyszczące sadystyczną satysfakcją, jak u dominującej suki, która właśnie złapała ofiarę w pułapkę. Uśmiechnęła się zimno, widząc stan Roksany – spódniczka podwinięta, uda lśniące od soku, twarz zarumieniona, usta opuchnięte od ssania, włosy w lekkim nieładzie od szarpania.

- No proszę, moja mała niewolnica przybyła - powiedziała Anna głosem słodkim jak miód, ale ostrym jak bicz.

- Wyglądasz jak tania dziwka po nocce w spelunie, z cipka ci kapie, cycki wystają, a zapach... ach, ten zapach zdradzieckiej suki w rui. Siadaj, Roksi, i opowiadaj, jak minęła podróż z  chłopakami. Widzę, że cię podgrzali, co? Cipka mokra jak po burzy.

Roksana usiadła na krześle naprzeciwko, nogi rozchylone mimowolnie, spódniczka podjeżdżająca wyżej, odsłaniając cipkę – wargi rozchylone, nabrzmiałe, łechtaczka stercząca jak mały kutasik, sok kapiący na siedzenie z cichym plaśnięciem.

- Oni... oni mnie dotykali – wyszeptała, głos drżący, cipka zaciskająca się na pustce przy wspomnieniu palców Darka wbijających się głęboko, rozchylających ścianki, chlupoczących w sokach, Kuby szarpiącego sutek tak mocno, że ból eksplodował w piersi jak ogień, mieszając się z falą rozkoszy.

- Palce w cipce, ssanie kutasa...

 

Anna roześmiała się gardłowo, jej dłoń przesunęła się po biurku, oczy błyszczące pogardą.

- Czyli nic nadzwyczajnego. Dobra suka. Ale najpierw - tabletki. Wiem, że masz je w torebce. Oddaj je. Żadnych zabezpieczeń więcej. Od dziś twoja cipka będzie otwarta na konsekwencje, na nasienie, które w ciebie wlejemy. Będziesz nosić owoc hańby, jeśli tak zdecydujemy - ciężkie brzuszysko pełne nasienia, piersi nabrzmiałe mlekiem dla bękarta, ciało naznaczone jako własność. Staniesz się naczyniem dla pożądania obcych, poddaną całkowicie, bez odwrotu.

Roksana zamarła, dłoń zacisnęła się na torebce, serce biło jak młot, cipka zdradzała ją, zaciskając się spazmatycznie na wspomnienie wczorajszego wypełnienia, sok kapiący mocniej na siedzenie, ale opór narastał jak fala - strach przed konsekwencjami, przed utratą kontroli, przed tym, co mogłoby zmienić wszystko.

- Nie... pani, proszę - wyszeptała drżącym głosem, oczy rozszerzone w panice, uda drżące, cipka pulsująca mimo woli, sok ściekający po krześle w gorącej strużce.

- Nie mogę... to zbyt... zbyt ryzykowne... błagam, pozwól mi zachować tabletki... jestem twoją suką, ale...

 

Napięcie wisiało w powietrzu jak gęsta mgła, Roksana ściskała torebkę kurczowo, łzy napływające do oczu, ciało napięte jak struna, cipka zdradzała ją wilgocią, mieszanka strachu i podniecenia budująca się w podbrzuszu, sutki stwardniałe pod bluzką, piersi falujące szybko od urywanego oddechu. Anna uniosła brew, jej uśmiech stał się ostrzejszy, jak u markizy w 120 dniach Sodomy, delektującej się oporem ofiary przed całkowitym poddaniem.

- Opór? Jakże uroczy - mruknęła Anna, sięgając po telefon. - Ale to nie ty decydujesz, moja mała dziwko.

Anna wybrała numer Bartka, włączyła głośnomówiący, telefon położyła na biurku, dźwięk wybierania odbijający się echem w ciszy biura, Roksana zamarła, cipka zacisnęła się w spazmie, sok kapiący szybciej, uda drżące od napięcia. Bartek odebrał po drugim sygnale, jego głos spokojny, ale zimny.

- Dzień dobry Anno.

Anna nie tłumaczyła sytuacji, jej głos lakoniczny, pełen satysfakcji.

- Jest tak, jak myślałam. Opór.

Bartek milczał chwilę.

- Roksi, oddaj je. Natychmiast -powiedział. I rozłączył się.

Roksana zadrżała, łzy spłynęły po policzkach, dłoń otworzyła się mimowolnie, cipka zdradzała ją falą rozkoszy na dźwięk jego rozkazu, sok tryskający lekko na siedzenie. Sięgnęła do torebki, wyjęła blister tabletek antykoncepcyjnych, dłoń drżąca, i podała Annie. 

- Proszę, pani... oddaję je... moja cipka jest do wypełniania, bez ochrony...

Anna wzięła tabletki, zgniotła blister w dłoni z głośnym trzaskiem i rzuciła do kosza, z uśmiechem satysfakcji.

- Dobrze, suko. A teraz rozbieraj się. Wszystko z siebie zdejmij, zostań tylko w szpilkach. Chcę zobaczyć tę zdradziecką cipkę, te ciężkie cycki, które tak lubisz wystawiać na rżnięcie. Pokaż, kim jesteś – nagą niewolnicą, gotową na karę. Poddana całkowicie, z ciało wystawionym na spojrzenia i wszystko inne...

Roksana wstała, ręce drżące, rozpięła bluzkę, piersi wyskoczyły ciężko, falując, sutki stwardniałe, obolałe od szarpania w vanie, skóra lśniąca od potu, naznaczona niewidocznymi śladami po pasach. Spódniczka opadła na podłogę, cipka odsłonięta, wargi rozchylone, nabrzmiałe obscenicznie, łechtaczka stercząca, sok ściekający po udach w lepkich strużkach, dupa krągła, pierścień odbytu wciąż rozciągnięty, pulsujący. Stała naga, tylko w szpilkach, biodra kołyszące się mimowolnie, ciało gotowe na dotyk, cipka lśniąca, zaczerwienieniona. Zapach jej podniecenia wypełniał biuro.

Anna wstała, podeszła blisko, jej wzrok przesuwający się po ciele Roksany jak dotyk bata, komentując głosem pełnym pogardy i pożądania:.

- Ach, spójrz na tę wulgarna cipkę, rozchyloną jak brama do piekła rozkoszy, ociekającą sokami zdrady, wargi nabrzmiałe jak usta pożądliwej kurtyzany, gotowe pochłonąć każdego kutasa, który się nawinie. A te ciężkie, obwisłe cycki. Jaki rozmiar?

- 95G.

- Ha! 95G! balony hańby, sutki sterczące jak rogowe guziki dziwki w ekstazie, naznaczone śladami szarpania, idealne do maltretowania, do ssania i gryzienia aż do krwi. Twój tyłek, ta krągła, rozjebana dupa, pierścień odbytu wciąż rozciągnięty jak dziura po orgii, pulsujący bólem, który jest twoim afrodyzjakiem, gotowy na kolejne wypełnienie. Jesteś arcydziełem upodlenia, moja mała Sodomitko, ciałem stworzonym do kary i rozkoszy, wulgarna, ale kusząca jak Fanny Hill w swoim burdelu, gotowa na wszystko, by zaspokoić.

 

Anna chwyciła linijkę z biurka - długą, metalową, błyszczącą w świetle - i machnęła nią w powietrzu, świst przecinający ciszę.

- Tokara za opór, suko. Pochyl się nad biurkiem, tyłkiem do mnie, i błagaj o ciosy. Będę bić te gołe pośladki, aż skóra zapłonie.

Roksana pochyliła się nad biurkiem, tyłek uniesiony wysoko, pośladki rozchylone, cipka i dupa wystawione na widok, wargi kapiące sokiem na podłogę, pierścień odbytu pulsujący.

- Proszę, pani... bij mnie... jestem twoją suką, zasługuję na karę... dziękuję za ból.

- Przynajmniej ułożona - powiedziała Anna z aprobatą.

Pierwszy cios linijki spadł na pośladki z głośnym trzaskiem, ból eksplodował jak ogień wżerający się w mięso, skóra paląca, ale bez pręgi, tylko głębokie pieczenie rozlewające się po tyłku. Roksana wrzasnęła, cipka zacisnęła się, sok tryskający na podłogę. Drugi cios – na drugi pośladek, ból symetryczny, falujący w podbrzuszu, mieszający się z rozkoszą, łechtaczka pulsująca. Trzeci, czwarty, piąty – linijka świstała, uderzając równo, pośladki czerwone, gorące, drżące, ból wżerający się w mięśnie, cipka zdradzała ją orgazmem, sok tryskający fontanną na dywan, uda drżące,.

- Dziękuję... dziękuję za karę... jestem twoją dziwką... błagam o więcej...

 

Anna podeszła bliej. Jej dłoń przesunęła się po plecach Roksany, schodząc niżej po pośladkach, palce wsunęły się w cipkę brutalnie, trzy naraz, rozchylając wargi z głośnym mlaśnięciem. Mokra cipka zaginęła się spazmatycznie wokół palców Anny.

- Mokra jak zawsze, ty żałosna suko - szepnęła Anna, palce kręcące się w środku, dotykając punktu G, ból mieszający się z rozkoszą, cipka tryskająca sokami na dłoń. -Ale dziś mam dla ciebie niespodziankę. Pamiętasz tego młodego analityka, który niedawno dołączył do zespołu? Ten chłopak, co gapi się na twoje cycki i tyłek jak głodny szczeniak?

Anna wybrała numer telefonu. Jej głos słodki, ale pełen władzy.

- Michał, u mnie w biurze. Natychmiast. Mam dla ciebie zadanie.

  • Lubię 1
  • Wow! 1
  • Dziękuję 3

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

IMG_6267.jpeg.f7a37f713404673e132e17ee9004cb6f.thumb.jpeg.84daff38bdf1de56b7ccd2f52411c270.jpeg

Dawno nie było zdjęć mojej muzy.

IMG_9187.jpeg.94dd52fd482f0abd7c6f00ec1bd38608.jpeg

  • Lubię 6
  • Zauroczenie 1
  • Przytulam 1
  • Dziękuję 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Roksana stała, naga i drżąca, z tyłkiem uniesionym nad krawędzią biurka Anny, jej cipka pulsowała, a sok spływał po wewnętrznej stronie ud, mieszając się z resztkami spermy z wczorajszej orgii. Serce biło jej jak oszalałe, a umysł wypełniał strach – czysty, paraliżujący strach przed tym, co miało nadejść. Co Anna planowała? Czy to kolejna kara, kolejne upokorzenie? Niepewność gryzła ją od środka; bała się, że jej życie zawodowe runie, a jednocześnie czuła to zdradzieckie podniecenie, które sprawiało, że jej sutki sterczały twardo, a cipka mimowolnie zaciskała się na pustce.
- Co jeśli to nigdy się nie skończy? – myślała, gryząc wargę, by nie jęknąć głośno. Anna, ta suka w garniturze, siedziała za biurkiem z uśmieszkiem, jakby czytała w jej myślach, a Roksana czuła się jak ofiara w pułapce, bez wyjścia.
Drzwi biura otworzyły się cicho, i wszedł Michał – młody analityk, którego Roksana widziała wcześniej tylko przelotnie w korytarzu firmy. Był przystojny, ale teraz wyglądał jak pies na smyczy: głowa spuszczona, ramiona zgarbione, oczy unikające wzroku Anny. Jego postawa była całkowicie uległa. 
- Michałku, kochanie, wejdź bliżej – zamruczała Anna słodko, ale z nutą stali w głosie. 
Michał podszedł, drżąc lekko, a Anna wskazała mu podłogę przed biurkiem. 
- Rozbieraj się. Natychmiast.
Michał tak jak nie zdziwił się widokiem Roksany tak nie okazał żadnych emocji słysząc rozkaz. Jak posłuszny kundel, który wie, że każdy sprzeciw skończy się kopniakiem w jaja, zrzucił marynarkę na podłogę. Potem koszulę, odsłaniając bladą, gładką klatkę piersiową bez śladu mięśni – żałosny widok, jakby nigdy nie podniósł niczego cięższego niż klawiatura. Spodnie zsunęły się z jego chudych nóg, a majtki poleciały za nimi, aż stanął nagi, z wyjątkiem metalowej klatki na kutasie. Ściskała jego jaja w żelaznym uścisku, miażdżąc je jak w imadle, a penisa – biednego, skurczonego robaka – więziła za prętami, uniemożliwiając mu nawet najmniejszą erekcję. Kutas próbował się wydostać, pulsując słabo i żałośnie przez szczeliny, napinając skórę do granic, ale klatka trzymała go w ryzach, czyniąc go małym, bezużytecznym więźniem. Kropla preejakulatu wisiała na czubku, kapiąc na podłogę, jakby nawet jego ciało płakało z upokorzenia. Roksana spojrzała na to z mieszaniną zdziwienia i litości – on też służył Annie, tak jak ona teraz, zredukowany do roli zabawki, kutasa w klatce, który nie mógł nawet stanąć na baczność bez pozwolenia.
Anna, ta bezlitosna domina w szpilkach i garsonce, nie zadowalała się prostym posłuszeństwem – ona żądała całkowitego zniszczenia ich godności, rozcierając ich ego na miazgę jak papierosa pod obcasem.
- Spójrz na siebie, Michałku – szydziła Anna, jej głos ociekał pogardą, gdy wskazała palcem na jego uwięzionego fiuta. 
- Twój mały, żałosny frędzel nawet nie może stanąć, bo ja tak chcę. Jesteś tylko moją zabawką, kutasem w klatce, który błaga o litość. A ty, Roksano? Patrz na niego – to twój nowy kolega w niewoli. Oboje jesteście nic warci, tylko dziury i języki do mojej cipki.

- Oboje jesteście moimi żałosnymi niewolnikami – oświadczyła Anna z drwiącym uśmieszkiem, wstając i zrzucając swoją spódnicę jednym ruchem, a potem majtki, które cisnęła Michałowi w twarz. Pachniały jej sokami, wilgotne i lepkie, a on złapał je odruchowo, wąchając jak pies. Odsłoniła ogoloną cipkę, już spuchniętą i wilgotną, pachnącą ostrym, zwierzęcym podnieceniem – wargi sromowe rozchyliły się lekko, odsłaniając różową, wilgotną dziurkę. Jej łechtaczka wystawała nabrzmiała jak mały kutasik, domagając się uwagi. Usiadła na biurku, rozkładając szeroko nogi, jej uda były napięte, cipka wyeksponowana. 
- Patrzcie na to, wy żałosne łajzy. Ta cipka to jest wasza bogini. A wy? Wy jesteście tylko dziurami do lizania i kutaskami do dręczenia. 
Jej cipka lśniła wilgocią, a ona chwyciła Michała za włosy, wciskając jego twarz w swoje krocze. 
- Wąchaj, ty frajerze. Wąchaj zapach prawdziwej kobiety, której nigdy nie będziesz godzien wyruchać bez pozwolenia.
Michał charczał, wdychając głęboko, jego nos rozmazany w jej sokach, a kutas w klatce napinał się boleśnie, nie mogąc się uwolnić. Anna śmiała się głośno.
- O, patrz, Roksano – jego mały fiucik próbuje uciec! Ale nie, nie – on zostaje w klatce, dopóki nie zliżesz każdego kropli z mojej dziurki. 
- Zacznijcie! 
- Liżcie mnie na zmianę. I zróbcie to dobrze, bo inaczej pożałujecie – przypnę wam łańcuchy do jaj, cycków i każę sprzątać biuro na kolanach.
Roksana klęknęła pierwsza, jej kolana uderzyły o twardą podłogę, a twarz zbliżyła się do cipki Anny, czując falę gorąca i ten gęsty, słony zapach – mieszankę potu, soków i władzy. Językiem dotknęła zewnętrznych warg, liżąc niepewnie, jakby bała się, że ugryzie, ale Anna złapała ją za włosy brutalnie, wbijając paznokcie w czaszkę i przycisnęła jej twarz mocniej, rozmazując soki po nosie i ustach. 
- Głębiej, dziwko! Nie liż jak jakaś pierdolona dziewica. Wsuwaj ten język do środka, ssij moją cipkę jak głodna suka, którą jesteś. Jesteś tylko moją zabawką, niczym więcej – twoja własna cipka nawet nie zasługuje na dotyk.
Roksana jęknęła w cipkę Anny, jej język wślizgnął się głębiej, penetrował wilgotną, gorącą dziurkę, smakując słony, lepki nektar, który spływał jej po gardle. Anna wiła biodrami, ocierając się o jej twarz, upokarzając ją każdym pchnięciem.
Potem przyszła kolej Michała – on podszedł pewniej, ale z tym samym żałosnym wyrazem twarzy, klękając obok Roksany jak tresowany pies. Jego język ślizgał się po łechtaczce z wprawą, ssąc i krążąc wokół nabrzmiałego guziczka, co sprawiło, że Anna jęknęła głośno, jej głos echo w biurze.
- O tak, Michałku, ty mały kutasie w klatce. Wiesz, jak służyć, prawda? Bo inaczej twój żałosny fiut nigdy nie wyjdzie na wolność.
Michał lizał posłusznie, jego nos wciskany w cipkę, soki kapiące mu po brodzie, a klatka na kutasie brzęczała cicho przy każdym ruchu, przypominając o jego uwięzieniu. Anna spojrzała na Roksanę z pogardą. 
- Michałku, naucz tę nową dziwkę, jak to robić poprawnie. Ona liże jak jakaś amatorka – zero techniki, tylko desperacja.
Michał skinął głową, klęcząc obok Roksany, jego twarz błyszcząca od soków Anny. 
- Patrz, Roksano – zacznij od zewnętrznych warg, liż powoli, okrążając łechtaczkę, ale nie dotykaj jej od razu. Drażnij ją, buduj napięcie. Tak powinna robić dobra suka powinna.
Pokazywał na cipce Anny, jego palce delikatnie rozchylały wargi, a język ślizgał się po krawędziach, zbierając wilgoć. 
- Potem wsuwaj język do środka, jak kutas – głęboko, rytmicznie, pieprz moją panią językiem.
Roksana działała zgodnie z jego wskazówkami. Jej język penetrował wilgotną dziurkę, wsuwając się i wysuwając, smakując słony, gęsty sok, który wypełniał jej usta, podczas gdy Michał lizał wyżej, ssąc łechtaczkę z głośnym mlaśnięciem. Anna chwyciła ich oboje za włosy, kierując nimi jak marionetkami. 
- Szybciej, wy żałośni niewolnicy! Liżcie razem, mieszajcie języki w mojej cipce. Jesteście tylko moimi zabawkami – Michał z tym śmiesznym kutasem w klatce, a ty, Roksano, z cipką, która kapie jak kran, bo lubi być upokarzana.
Oni zmieniali się co chwilę, ich twarze pokryte śluzem, języki pracujące w rytmie jej jęków, splatające się czasem w mokrym pocałunku nad cipką Anny, podczas gdy ona śmiała się z ich desperacji.
Anna wiła się coraz mocniej, jej biodra falowały, ocierając cipkę o ich twarze, rozmazując soki po policzkach, nosach, nawet włosach. 
- O tak, liżcie głębiej, wy frajerzy! Czuję, jak moja cipka ściska wasze języki – jesteście nic warci bez tego, tylko dziury do użycia.
W końcu doszła z głośnym wrzaskiem, jej cipka zacisnęła się konwulsyjnie, prysnęła gorącym, lepkim wytryskiem prosto na ich twarze, zalewając oczy, usta, spływając po szyjach. Dyszała z zadowolenia, jej piersi falowały pod bluzką, a ona spojrzała w dół z triumfem.
Anna siedziała na krawędzi biurka, jej cipka wciąż pulsująca po orgazmie, z sokami spływającymi po wewnętrznej stronie ud, mieszając się z potem i lepką wilgocią. Jej oczy błyszczały złośliwie, jak u drapieżnika, który właśnie upolował dwie ofiary i teraz bawi się ich desperacją. Roksana klęczała na podłodze, twarz ociekająca sokami Anny, mieszanka słonego smaku na ustach i w gardle, jej własna cipka paliła od niezaspokojonego pożądania – wargi sromowe nabrzmiałe, łechtaczka twarda jak kamień, a wilgoć kapiąca kroplami na dywan, tworząc małą kałużę pod jej kolanami. Michał obok, jego kutas w klatce napinał się boleśnie, pręty odciskały czerwone ślady na skórze, a jaja ściskały się w napięciu, pełne niespełnionego nasienia. Powietrze w biurze gęstniało od zapachu seksu – mieszanka potu, cipki i preejakulatu, ciężka, zwierzęca woń, która sprawiała, że Roksana drżała, niepewna, czy to strach, czy podniecenie.
- Dobra robota, kundelki.
Anna pogłaskała swoich klęczących niewolników po głowach.
- Dobry piesek. W nagrodę... zdejmę ci klatkę, Michałku. I pozwolę ci ... wyruchać tę dziwkę.
Przesunęła dłonią po swojej wilgotnej cipce, rozmazując soki po udach, a potem oblizała palce z teatralnym westchnieniem.
- Ale pamiętaj – to moja łaska, nie twoja zasługa. Twój kutas należy do mnie, a ty jesteś tylko narzędziem do jej upokorzenia.
Michał sapnął cicho, jego oczy rozszerzyły się w mieszance ulgi i wstydu, a klatka brzęknęła, gdy jego fiut próbował się wydostać.
Anna sięgnęła leniwie do szuflady biurka, wyjmując mały, srebrny kluczyk, który dyndał na łańcuszku jak trofeum. Podeszła bliżej, jej szpilki stukały o podłogę, a ona kucnęła przed nim, jej twarz na wysokości jego krocza. 
- Spójrz na to, Roksano – powiedziała, nie odrywając wzroku od Michała. 
- Ten mały, żałosny kutas był uwięziony tygodniami. Wyobraź sobie, jak boli, jak pulsuje, błagając o wolność. A ty go dostaniesz – ale tylko na chwilę, bo on nigdy nie wytrzyma długo.
Klucz wślizgnął się w zamek z cichym kliknięciem, a Anna obróciła go powoli, budując napięcie, jakby to była tortura. Michał jęknął, gdy klatka otworzyła się z metalicznym trzaskiem, a jego kutas wyskoczył wolny, jak sprężyna – twardy jak skała, nabrzmiały do granic, żyły pulsujące pod skórą, czubek czerwony i lśniący od preejakulatu, który kapał w długich, lepkich nitkach na podłogę.
Był średniej wielkości, ale gruby, z żołędzią odsłoniętą, skórka napięta, a jaja ciężkie, wiszące nisko, pokryte potem. Zapach jego podniecenia uderzył Roksanę – ostry, męski, mieszanka potu i nasienia, który sprawił, że jej cipka zacisnęła się mimowolnie. Michał dyszał, jego biodra drgnęły do przodu, jakby kutas szukał ciepła, ale Anna złapała go mocno u nasady, ściskając, aż on syknął z bólu. 
- Nie tak szybko, kundlu. Najpierw podziękuj. 
- Powiedz: "Dziękuję, pani, za uwolnienie mojego żałosnego kutasa".
Michał powtórzył drżącym głosem, rumieniąc się po uszy, a Anna puściła go z uśmieszkiem, klepiąc czubek jak psa po głowie.
Roksana poczuła, jak serce jej wali, napięcie rosło w powietrzu jak burza – wiedziała, co nadchodzi, jej ciało zdradzało ją, cipka ociekała sokami, wargi sromowe rozchylone, łechtaczka pulsująca w rytm pulsu. "Kładź się na biurku, suko" – rozkazała Anna, popychając ją lekko. Roksana wspięła się na blat, drewno zimne pod plecami, jej piersi falowały z każdym oddechem, sutki twarde i wrażliwe na powietrze.
Położyła się na plecach, nogi rozłożone szeroko, kolana uniesione, odsłaniając wszystko – jej cipka była wystawiona jak ofiara, wargi zewnętrzne spuchnięte, wewnętrzne różowe i wilgotne, dziurka lekko otwarta, sok spływający po rowku dupy, mieszając się z potem. Zapach jej własnej podniecenia wypełnił pomieszczenie, słodki i gęsty, a ona czuła się jak dziwka na wystawie, upokorzona, ale mokra jak nigdy. Anna stanęła obok, jej dłoń przesunęła się po cipce Roksany, rozchylając wargi palcami, wsuwając jeden głęboko, by sprawdzić wilgoć.
- O, patrz, Michałku – ta dziwka jest gotowa. Jej cipka kapie dla twojego kutasa. Ale pamiętaj, to nie dla ciebie – to dla mnie, dla mojej zabawy.
Michał podszedł wolno, jego kutas kołysał się ciężko. Stanął między jej nogami, czubek dotknął zewnętrznych warg, ślizgając się po wilgoci, drażniąc łechtaczkę, co sprawiło, że Roksana jęknęła cicho, jej biodra uniosły się mimowolnie. Napięcie wisiało w powietrzu, sekundy rozciągały się w wieczność – Michał patrzył na Annę, czekając na pozwolenie, jego oddech przyspieszony, jaja napięte. "Ruchaj ją" – syknęła Anna, jej głos ostry jak bat. Michał pchnął biodrami, wchodząc w nią jednym brutalnym ruchem – jego kutas wślizgnął się głęboko, wypełniając ją po brzegi, rozciągając wilgotne, gorące ścianki cipki, które zacisnęły się wokół niego jak pięść. Roksana krzyknęła, ból mieszał się z rozkoszą, jego gruby trzon masował jej wnętrze, żołądź uderzała w punkt G z każdym pchnięciem. On rżnął ją szybko, brutalnie, bez finezji – jego biodra klaskały o jej uda, jaja obijały się o jej dupę z mokrym plaśnięciem, dźwięk wypełniał biuro jak obsceniczna symfonia. Pot spływał po jego plecach, jej paznokcie wbijały się w blat, a cipka chlupała przy każdym wyjściu i wejściu, soki wyciekały, mieszając się z jego preejakulatem.
Ale napięcie w nim rosło zbyt szybko – Michał dyszał jak zwierzę, jego twarz wykrzywiona w wysiłku, by wytrzymać, ale po minucie, może dwóch, nie dał rady. Jego kutas nabrzmiał jeszcze bardziej, żyły pulsowały, a on spuścił się w niej gwałtownie, pompując strumienie gorącego, gęstego nasienia głęboko w cipkę – raz, dwa, trzy razy, wypełniając ją po brzegi, aż sperma wyciekała na zewnątrz, lepka i biała, spływając po jej dupie na biurko, tworząc kałużę pod nimi. Roksana poczuła to ciepło rozlewające się w środku, jego kutas drgał w niej, ale to było za szybko – jej cipka wciąż paliła, niezaspokojona, łechtaczka domagała się więcej.
Anna wybuchnęła śmiechem, klaskając w dłonie z drwiącą radością, jej głos echo w biurze jak bat. 
- Ojej, Michałku, znowu tak szybko? Jesteś żałosny, jak zawsze – minutowy bohater, kutas, który strzela zanim dziwka zdąży jęknąć. Twoja sperma nawet nie zdążyła jej rozgrzać, tylko wypełniła jak tani kit.
Michał spuścił głowę, rumieniąc się po czubki uszu, jego kutas opadł powoli, wysuwając się z cipki Roksany z mokrym cmoknięciem, pokryty mieszanką ich soków – biała sperma zmieszana z jej wilgocią, lepka i ciągnąca się w nitkach. Stał tam, nagi i upokorzony, jaja wciąż ciężkie, a Anna podeszła, złapała jego opadłego fiuta i ścisnęła, powodując, że resztka spermy wyciekła na podłogę. 
- Patrz na to, Roksano – to twój kochanek. Żałosny, przedwczesny wytrysk. Ale nie martw się, suko – ja cię rozgrzeję.
Jej napięcie nie opadło, wręcz przeciwnie.
- Teraz ty, Roksano – opisz mi ten seks. Szczegółowo, suko. Chcę usłyszeć, jak to było.
- A ty kundlu zlizuj z biurka własną spermę.
Roksana usiadła, wciąż dysząc, zaczęła mówić
- Jego kutas był twardy, ale nie za duży... wszedł we mnie głęboko, wypełnił moją cipkę, ale ruchał za szybko, jak królik. Poczułam, jak pulsuje, a potem gorąca sperma zalała mnie od środka, lepka i gęsta, wyciekająca po udach. 
Pomiędzy nogami Michał zlizywał z biurka białą kałużę.
Słowa Roksany podnieciły Annę na nowo – jej cipka znów zmokła. 
- Dobrze, dziwko. Teraz wylizuj mnie znowu.
Roksana klęknęła, wsuwając język w cipkę Anny, liżąc głęboko, ssąc łechtaczkę - tak jak uczył ją Michał, aż Anna jęczała, jej sok spływał po brodzie Roksany.
Anna usiadła w fotelu. Jej cipka wciąż ociekała resztkami soków z poprzedniego orgazmu, wargi sromowe spuchnięte i czerwone od tarcia języków, a powietrze w pomieszczeniu gęste od zapachu seksu – mieszanka spermy Michała, wilgoci Roksany i jej własnej, ostrej woni podniecenia. Michał obo lizał blat, który już był czysty, ale Anna nie kazała mu przestać. Spojrzała na niego.
- Dość. Na kolana kundlu.
Wykonał polecenie, jego kutas opadły i żałosny, pokryty lepką mazią ich wspólnych soków, krople spermy kapiące na podłogę jak łzy porażki. Roksana klęczała obok , dysząc ciężko, jej piersi falowały z każdym oddechem, sutki twarde i obolałe od napięcia, a cipka pulsowała, wypełniona gorącym nasieniem, które nadal powoli wyciekało. Czuła się jak zużyta dziwka – upokorzona, ale z tym zdradzieckim ogniem w podbrzuszu, który sprawiał, że jej łechtaczka drgała, domagając się więcej.
- A teraz Roksano jak to się ma do tych robotników? Opowiedz, jak cię brali – ich kutasy śmierdziały potem, prawda? Grube, wbijające się w twoją dziurkę bez litości.
Roksana przełknęła ślinę, jej cipka zacisnęła się na pustce, wspominając tamten chaos – zapach potu, brudu i męskiego podniecenia na budowie. 
- Robotnicy... oni byli inni. Ich kutasy były większe, grubsze, pokryte potem i kurzem, śmierdzące ciężką pracą. Jeden miał fiuta jak pałka, zakrzywionego, który rozwierał mnie na szerokość, rozciągając cipkę do granic bólu, a oni rżnęli mnie na zmianę, głęboko i brutalnie, ich jaja ciężkie, obijające się o moją dupę z głośnym plaśnięciem. Wytrzymywali dłużej – pompując we mnie w nieskończoność, wypełniając spermą raz po raz, gorącą i gęstą, aż wyciekała mi po udach i kapała na ziemię. Było to... zwierzęce, upokarzające, jakbym była tylko dziurą do spuszczenia się. Michał... on był szybki, jego sperma zalała mnie od środka, lepka i gęsta, wyciekająca po udach, ale nie zdążyłam nawet dojść. To było żałosne w porównaniu, ale... podniecające, bo wiedziałam, że ty patrzysz, pani.
Słowa Roksany podnieciły Annę na nowo – jej cipka znów zrobiła się wilgotna, łechtaczka nabrzmiała, biodra zafalowały lekko w rytm jej własnego dotyku. Śmiała się cicho, drwiąco, wyciągając palce i wciskając je w usta Roksany.
- Ssij mnie dziwko. Smakuj mnie. Twoje historyjki sprawiły, że moja cipka płonie.
Roksana podeszła na kolanach posłusznie, jej twarz zbliżyła się do cipki Anny, czując falę gorąca i ten gęsty, słony zapach – wargi sromowe rozchylone, dziurka ociekająca, łechtaczka wystająca jak mały, twardy guziczek. Wsuwając język głęboko, penetrowała wilgotną dziurkę, liżąc ścianki, smakując nektar, który spływał jej po brodzie w lepkich strużkach. Ssąc łechtaczkę mocno, z głośnym mlaśnięciem, kręciła językiem wokół niej, drażniąc czubek, co sprawiło, że Anna jęczała głośno, jej biodra pchnęły do przodu, ocierając cipkę o twarz Roksany, rozmazując soki po nosie i policzkach. 
- Głębiej, suko! Liż jak głodna dziwka – przez ciebie znów mi się zachciało.
Potem Anna kazała Michałowi położyć się na podłodze. Usiadła mu na twarzy, jej cipka przycisnęła się do jego ust, a on lizał posłusznie, język penetrował dziurkę, ssąc wilgoć. 
- A ty, Roksano – liż mi cycki.
Roksana nachyliła się, biorąc sutek Anny w usta, ssąc mocno, gryząc delikatnie, podczas gdy drugi masowała dłonią. Anna wiła się, jej piersi falowały, sutki twarde jak kamienie, a Michał pod nią charczał, dusząc się sokiem.
Na koniec Anna wstała, zadowolona. 
Anna stała nad nimi jak bogini zemsty, jej cipka wciąż lśniła od świeżego soku, który spływał leniwie po wewnętrznej stronie ud, a oczy płonęły czystą, okrutną rozkoszą. Biuro pachniało ich wszystkimi – słonym potem Michała, gęstą spermą wyciekającą z cipki Roksany, ostrą wonią podniecenia Anny. Powietrze było ciężkie, lepkie, jakby samo oddychało seksem i upokorzeniem.
- Teraz, Roksano… czas na jego kutasa i jaja – powiedziała Anna niskim, gardłowym głosem, w którym brzmiała czysta żądza władzy. 
- Zadaj mu taki ból, żeby zapamiętał to na tygodnie. Chcę słyszeć, jak płacze jak mała dziwka.
Roksana klęczała, jej własne ciało drżało – cipka pulsowała, wypełniona jeszcze ciepłą spermą Michała, która powoli wyciekała z niej długimi, białymi strużkami i kapała na podłogę. Bała się. Bała się tego, co ma zrobić, ale jednocześnie czuła, jak jej łechtaczka nabrzmiewa jeszcze bardziej na samą myśl. Posłusznie wyciągnęła rękę i złapała opadłego, mokrego kutasa Michała. Był jeszcze ciepły od jej cipki, śliski od mieszanki ich soków, miękki i bezbronny. Ścisnęła.
Palce zacisnęły się wokół trzonu a kciukiem i palcem wskazującym chwyciła luźną skórę żołędzi i skręciła ją brutalnie w jedną stronę. Michał jęknął głośno, jego biodra szarpnęły się do tyłu, ale Anna złapała go za włosy i przytrzymała.
- Nie uciekaj, kundlu. Patrz na nią. Patrz, jak twoja nowa siostra w niewoli miażdży ci fiuta.
- Mocniej szmato - dodała.
Roksana ścisnęła jeszcze mocniej, poczuła, jak delikatna skóra pod jej palcami robi się gorąca i czerwona. Potem otworzyła dłoń i z całej siły uderzyła otwartą ręką w jego jaja. Plaśnięcie było głośne, mokre. Jaja Michała podskoczyły, obijając się o siebie, a on zwinął się wpół z głośnym, zduszonym krzykiem. Drugie uderzenie – jeszcze mocniejsze, prosto w ciężkie, obwisłe worek. Trzecie – płaską dłonią, z dołu, tak że jaja uderzyły o jego własne ciało z głośnym, obrzydliwym plaśnięciem. Kutas Michała skurczył się gwałtownie, schował się prawie całkowicie, żołądź schowała się pod napletkiem jak przerażony ślimak.
- Proszę... pani... wystarczy... – wysapał Michał łamiącym się głosem, łzy już zbierały się w kącikach oczu. 
Jego nogi drżały, kolana uginały się, ale Anna tylko się roześmiała.
- Słyszysz to, Roksano? Błaga. Jak żałosna pizda. Kontynuuj.
Roksana złapała jego jaja całą dłonią, ścisnęła je mocno, czując, jak delikatne, miękkie kulki próbują uciec przed jej palcami. Potem pociągnęła je w dół – mocno, bez litości, rozciągając mosznę tak, że skóra zrobiła się biała i napięta jak pergamin. Michał zawył, jego ciało zadrżało konwulsyjnie, łzy popłynęły mu po policzkach, a z kącika opadłego kutasa wyciekła pojedyncza, przezroczysta kropla – ostatnia resztka podniecenia, które właśnie zamieniało się w czysty ból.
- Dobrze, suko… jeszcze raz. Mocniej.
Roksana pociągnęła mocniej, kręciła jądrami w palcach, ugniatała je, jakby chciała je zmiażdżyć. Michał płakał już otwarcie, cicho szlochając, jego twarz była czerwona, żyły na szyi nabrzmiałe.
W końcu Anna podała jej metalową klatkę – zimną, ciężką, z małymi otworami. 
- Zamknij go z powrotem. Wsuwaj powoli. Niech poczuje, że wraca do więzienia.
Roksana wzięła miękki, skurczony kutasik do ręki. Był teraz malutki, czerwony, obolały. Wsunęła go do klatki centymetr po centymetrze – najpierw żołądź, potem trzon, aż całe nieszczęsne ciało znalazło się w stalowych prętach. Jaja wepchnęła na siłę do ciasnego pierścienia u nasady, słysząc, jak Michał syczy z bólu, gdy metal ścisnął jego już i tak opuchnięty worek. Zamknęła zamek z głośnym kliknięciem. Kutas natychmiast spróbował stwardnieć w ciasnocie – pręty wbiły się w delikatną skórę, powodując, że Michał jęknął żałośnie, a jego biodra drgnęły bezsilnie.
- Dobrze, dziwko – pochwaliła Anna.
Anna spojrzała na Michała. Kiwnęła głową.
Michał, wciąż na kolanach, z twarzą mokrą od łez, z kutasem zamkniętym w klatce, podpełzł do szuflady. Drżącymi rękami wyjął obrożę – szeroką, czarną, skórzaną, z grubym metalowym kółkiem z przodu i małą kłódką. Podpełzł do Roksany, która klęczała wyprostowana, naga, z cipką ociekającą jego własną spermą.
Spojrzał jej w oczy – w jego wzroku była mieszanka wstydu i dziwnej, perwersyjnej satysfakcji. Założył jej obrożę na szyję. Skóra była zimna, sztywna. Zacisnął ją mocno – tak mocno, że Roksana poczuła, jak skóra na gardle się napina, jak każdy oddech staje się nieco płytszy. Metalowe kółko uderzyło zimnem o jej obojczyk.
- Teraz jesteś naszą suką – szepnął jej prosto do ucha, głosem jeszcze drżącym od bólu.

  • Lubię 2
  • Dziękuję 1

Skopiuj link do postu


Odnośnik do odpowiedzi

Cuckoldplace Poland © 2007 - 2025

Jesteśmy szanującym się forum, istniejemy od 2007 roku. Słyniemy z dużych oraz udanych imprez zlotowych. Cenimy sobie spokój oraz kulturę wypowiedzi. Regulamin naszej społeczności, nie jest jedynie martwym zapisem, Użytkownicy stosują się do zapisów regulaminu.

Cookies

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

Polityka Wewnętrzna

Nasze Forum jest całkowicie wolne od reklam, jest na bieżąco monitorowane oraz moderowane w sposób profesjonalny przez ekipę zarządzającą. Potrzebujesz więcej informacji? Odwiedź nasz Przewodnik. Jednocześnie przypominamy, że nie przyjmujemy reklamodawców. Dziękujemy za wizytę i do zobaczenia!

×
×
  • Dodaj nową pozycję...