Stały kochanek - Kim właściwie jest i co się z tym wiąże - Damski punkt widzenia - Cuckold Forum Skocz do zawartości
Wichura

Stały kochanek - Kim właściwie jest i co się z tym wiąże

Rekomendowane odpowiedzi

Przewijał się tu kiedyś temat o tym "Dlaczego ktoś się staje stałym kochankiem" który nasunął mi chęć na rozwinięcie i rozciągnięcie tego tematu w większą ilość stron i aspektów.

 

Kim właściwie jest stały kochanek i kogo nazywacie tym mianem? Czy to kochanek z którym po prostu cyklicznie lub dosyć regularnie się spotykacie lub wracacie do siebie ? Czy to ktoś przy kim występuje dużo większe zaangażowanie emocjonalne i w relacji pojawiają się uczucia "wyższe" ? Stereotypowy przyjaciel domu lub zwyczajnie przyjaciel i kochanek w jednym ? A może jedyny kochanek który poza mężem na "wyłączność" bo tylko takich osób szukacie w ZK?

 

I skoro już go sobie zdefiniujemy to jakie są dla Was różnice w podejściu między stałym kochankiem a tym z "przygodnym" ? Jakie macie wobec niego oczekiwania których nie macie wobec innych ? Tym samym jakie same czujecie zobowiązania wobec stałego kochanka, których nie ma w przygodnych znajomościach i na czym dla Was polegają różnice w relacjach wobec stałego a nie stałego kochanka? Jakie ma dodatkowe prawa i obowiązki wynikające z tego, że właśnie jest tym "stałym"? Czy macie większe wymagania w stosunku do niego oraz do siebie oraz gdzie leżą te różnice?

 

Temat jest w dziale "damskim okiem" i dotyczy kochanków ale jeżeli panowie chcieliby się wypowiedzieć analogicznie nt stałych kochanek to śmiało.

 

Zapraszam do dyskusji

  • Lubię 13

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dla mnie osobiście to przede wszysykim poczucie bezpieczeństwa . Gwarancja , że z tym stałym mogę pozwolic sobie na więcej . To relacja zbudowana na emocjach. To stałemu oddaje się w pełni . Mój umysł , moje ciało , moje fantazje . Chcialsbym aby nimi zawładnął . I z jego strony oczekuję tego samego . Ma między nami być otwartość , szczerość i chęć wspólnego figlowania. A także zwyczajna rozmowa o niczym . Kiedy mam ochotę porozmawiać to nie dzwonię do przypadkowego znajomego tylko do niego :)

Ale stworzyć taką relacje jest trudno. Bo do tanga trzeba dwojga . Mam nadzieję , że gdzies ów ten wymarzony kochanek czeka na mnie . Bo to poczucie bezpieczeństwa przy nim to droga do raju ;) do przekroczenia moich najskrytszych fantazji :)

  • Lubię 12

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Wichuro,

 

Bardzo ciekawy temat. Wiele odpowiedzi tutaj udzielonych będzie skrajnie rożna, będzie to tylko świadczyło o subiektywnym i indywidualnym podejściu do definicji „stałego kochanka”

 

Kim jest stały kochanek?

Jak sama nazwa wskazuje, jest to sosoba, z która spotykamy się stałe na przestrzeni czasu. Również przy stałym kochanku następuje zmiana podejścia, mniejsze lub większe zaangażowanie pojawia się naturalnie wraz z czasem w przeciągu którego spotykamy się z tą osobą.

Stałym kochankiem w swojej własnej nomenklaturze nazywam osobę na „wyłączność” bowiem tylko wtedy taka relacja prowadzi do 100% oddania się oraz spełnienia. Tylko stałemu kochankowi można zaufać na tyle aby wcześniej wyznaczone sztywne granice stały się „szengen ZK” - Granice fizycznie są i będą ale na czas unii ze stałym kochankiem zostają otwarte...

 

Przygodny kochanek to osoba, z która nie można otworzyć swoich granic... nie można się poddać, nie można odpłynąć...

 

Pytasz:

„Jakie macie wobec niego oczekiwania których nie macie wobec innych ?”

ale wobec kogo stałego czy przygodnego?

 

Nasze własne zobowiązanie wobec stałego kochanka są analogiczne do oczekiwań wobec jego do nas.

 

Od stałego kochanka wymagamy tyle samo co od siebie. Można byłoby nazwać to hipokryzja gdyby wymagać od kochnaka więcej, niż można komuś zaoferować.

 

Oczywiście wszystko co napisałem jest subiektywne :)

  • Lubię 9

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Kim właściwie jest stały kochanek i kogo nazywacie tym mianem?

 

nikogo tak nie nazwę :)

 

nawet po okresie wieloletniej znajomości, zawsze będę miała pokorę dla ulotności sytuacji (niezależnie od moich wewnętrznych pragnień)

wrócę do mojego ulubionego powiedzenia - w którym jednak widzę sporo racji "jesteśmy dla siebie epizodami" na linii naszych codzienności (chociaż ja przecież nie chcę być epizodem, chcę by trwało to jak najdłużej...)

 

 

Czy to kochanek z którym po prostu cyklicznie lub dosyć regularnie się spotykacie lub wracacie do siebie ? Czy to ktoś przy kim występuje dużo większe zaangażowanie emocjonalne i w relacji pojawiają się uczucia "wyższe" ? Stereotypowy przyjaciel domu lub zwyczajnie przyjaciel i kochanek w jednym ? A może jedyny kochanek który poza mężem na "wyłączność" bo tylko takich osób szukacie w ZK?

 

cykliczność i wola powrotu nie są dla mnie miarą "stałości" - są egoistyczną potrzebą czerpania z danej znajomości (egoizm jest dla mnie całkiem pozytywnym zachowaniem, gdybym nie była zrozumiana to dopowiadam :) )

 

emocjonalne zaangażowanie nie jest dla mnie miarą "stałości", jest elementem który płynie ze mnie szczerze, ba i czasami źle się czuję że być może kogoś "osaczam" swoją emocjonalnością (bywa, że głowę na tacy kładę, świadomie)

 

wyłączność,  ja już o sobie pisałam, nikomu jej nie obiecam, nikomu jej nie dam, mam chore poczucie własnej wolności; co nie znaczy że nie skupię się na jednej osobie - jednak to nie jest wynikiem obustronnych ustaleń lecz tylko i wyłącznie moją potrzebą wobec danej osoby i tym jaka ona jest (gdy dostaję tudzież wyczuwam to samo z drugiej strony, oczywiście, że jestem przeszczęśliwa)

 

 

Jakie macie wobec niego oczekiwania których nie macie wobec innych ? Tym samym jakie same czujecie zobowiązania wobec stałego kochanka, których nie ma w przygodnych znajomościach i na czym dla Was polegają różnice w relacjach wobec stałego a nie stałego kochanka? Jakie ma dodatkowe prawa i obowiązki wynikające z tego, że właśnie jest tym "stałym"? Czy macie większe wymagania w stosunku do niego oraz do siebie oraz gdzie leżą te różnice?

 

nie mam prawa mieć żadnych oczekiwań (nie będę się rozpisywać o szacunku i lojalności czy szczerości, dla mnie są poza obszarem związanym z oczekiwaniami, to są elementarne podstawy bez względu rodzaj, czas trwania znajomości i ilość spotkań, jedno zachwianie w tym obszarze może spowodować u mnie zakończenie)

 

ja mogę tylko chcieć być adorowana, uwielbiana i pożądana - jednak nie mogę tego oczekiwać, jedyne co mogę to swoją postawą i sobą samą sprawiać by druga strona wciąż i wciąż była głodna kontaktu ze mną

 

dużo bym chciała od danej osoby dostać, usłyszeć etc... chcieć wiedzieć kim jestem dla niej i jak ważna;

jednak biorę co dostaję... nie wymagam... 

 

cieszę się każdym kontaktem, kiedyś martwiłam się na zapas, co będzie gdy się skończy - czy się pokaleczmy.... dzisiaj na bazie doświadczeń własnych i rozmów z innymi, kiedy wiem, że rozstania bardzo rzadko bywają przyjemne.... po prostu się nad tym nie zastanawiam, nie myślę...  biorę dzień po dniu i tym się delektuję... nie jestem gotowa na rozstanie z kimkolwiek (czy kochankiem czy osobą którą lubiłam) - spadają one na mnie zawsze jak grom z jasnego nieba i po prostu znowu się siebie uczę przy każdej takiej sytuacji

 

 

bo z tego co rozmawiam z różnymi osobami, relacje się sypią na łeb na szyję, gdy po okresie fascynacji i wspólnego zbliżenia, powoli do znajomości zaczynają wkraczać wzajemne oczekiwania i wymagania - na dzień dzisiejszy widzę w nich siłę niszczącą, demolującą znajomość 

 

pielęgnowanie znajomości z człowiekiem, który staje się z czasem Kochankiem jest dla mnie osobiście bardzo trudne, bo jest wypadkową szacunku do jego prywatności i życia osobistego a lawiną moich pragnień wobec niego - natomiast, znowu to jest wyłącznie moje działanie, czy zmienię je w oczekiwania i wymagania czy odnajdę się w tym co sobie wzajemnie dajemy w miarę naszych możliwości (których żadna ze stron nie definiuje, one się dzieją...)

  • Lubię 9

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

Jak sama nazwa wskazuje, jest to sosoba, z która spotykamy się stałe na przestrzeni czasu.

 

jak sama nazwa wskazuje chlebak służy żołnierzowi do noszenia granatów... Pojecie nie jest widać tak proste i lakoniczne by nazwa zamykała definicje i wielorakie możliwości interpretacji.

 

 

Również przy stałym kochanku następuje zmiana podejścia, mniejsze lub większe zaangażowanie pojawia się naturalnie wraz z czasem w przeciągu którego spotykamy się z tą osobą.

 

To nie bardzo jest dla mnie jasne. Czyli twierdzisz, że stałym kochankiem zostaje się pokonawszy próbę czasu tak? Jest to jakaś naturalna ewolucja z kochanka stricte do poziomu kochanka stałego. Dobrze Cię interpretuje?

 

 

Stałym kochankiem w swojej własnej nomenklaturze nazywam osobę na „wyłączność” bowiem tylko wtedy taka relacja prowadzi do 100% oddania się oraz spełnienia

 

Sądzę, że pojęcie "wyłączność" nie jest jednak uniwersalnym wyznacznikiem dla pozycji stałego kochanka. Znam HW, które trwają w relacjach ze stałymi kochankami nie wykluczając przy tym spotkań nazwijmy to spontanicznych i same nie zakładają roszczenia wyłączności wobec tegoż stałego kochanka. Są też HW, które rozpoczynając krótkoterminową znajomość na czas jej trwania taką wyłączność wymagają.

 

 

Tylko stałemu kochankowi można zaufać na tyle aby wcześniej wyznaczone sztywne granice stały się „szengen ZK” - Granice fizycznie są i będą ale na czas unii ze stałym kochankiem zostają otwarte...

 

Nie rozumie nic a nic. Jeśli mamy własne granice, które są nieprzekraczalne to z definicji się ich nie przekracza niezależnie od osoby będącej w relacji. Granice tworzy się dla zachowania komfortu i bezpieczeństwa a ich nienaruszalność jest w związku, relacji jest oczywistym aksjomatem. Oczywiście relacja ze stałym kochankiem pozwala na szersze, pełniejsze zgłębianie tajników co jest naturalnymi konsekwencjami czasu jaki mamy do poznania siebie wzajemnie, własnych preferencji zdolności i właśnie ze względu na pewniejsze, dokładniejsze określenie swoich granic.

 

 

Przygodny kochanek to osoba, z która nie można otworzyć swoich granic... nie można się poddać, nie można odpłynąć...

 

Nie zgadzam się. Brak temu stwierdzeniu merytorycznych podstaw i oparte jest jedynie o założenia czynione przez Ciebie. Sądzę, że z "przygodnym kochankiem" można w pewnych okolicznościach podążyć dalej niż z tym określonym mianem stały. Tę tezę opieram właśnie na fakcie istnienia osobistych nieprzekraczalnych granic. Czasami to co nie jest możliwe w jednej relacji staje się dostępne w innej. Czasami brak konsekwencji rzutujących na relację ze stałym kochankiem otwiera inne wymiary przed tym przygodnym.

 

Widzisz zatem, że sama nazwa niczego nie definiuje, możliwości interpretacji jest bez liku i to czyni temat nader ciekawym. Ty/Wy tak widzicie ten aspekt, ja pokazałem swoje odmienne postrzeganie i pewnie same Panie jeszcze inaczej zinterpretują zagadnienie. Subiektywność odbioru tego terminu i jego wyznaczników jest wypadkową indywidualnych cech osobowościowych HW.

 

 

nikogo tak nie nazwę

 

Oczywiście z zamierzoną przewrotnością zastanawiam się czy mąż/partner, z którym dokona się kresu żywota nie zasługuje na miano stałego kochanka?

 

 

cykliczność i wola powrotu nie są dla mnie miarą "stałości" - są egoistyczną potrzebą czerpania z danej znajomości

 

Wspaniały przykład zupełnie odmiennego od uznanego za powszechny punkt postrzegania. Czas i cykliczność nie stanowią warunku zatem sama definicja musi być diametralnie inna. Dlatego sądzę, że nie nazwiesz stałym kochankiem nikogo... właśnie przez brak definiowalnych cech takiego określenia w Twoim odbiorze.

 

 

emocjonalne zaangażowanie nie jest dla mnie miarą "stałości", jest elementem który płynie ze mnie szczerze,

 

Tu się zgadzam bezwarunkowo.... zaangażowanie płynące ze stałości nazywa się przyzwyczajenie i tylko tyle.

 

 

nie mam prawa mieć żadnych oczekiwań (nie będę się rozpisywać o szacunku i lojalności czy szczerości, dla mnie są poza obszarem związanym z oczekiwaniami, to są elementarne podstawy bez względu rodzaj, czas trwania znajomości i ilość spotkań, jedno zachwianie w tym obszarze może spowodować u mnie zakończenie)

 

Natomiast w tym punkcie nie zgadzamy się zupełnie. Prawo do oczekiwań względem siebie jest wpisane w naturę relacji ZK (także pomijam kwestie szacunku, lojalności et cetera, jako wartości elementarne i oczywiste) . Spotykając się z kochankiem w ustalonym celu oczekuje się wywiązania z ustaleń zatem jest oczekiwanie to tak dla przykładu.

 

 

ja mogę tylko chcieć być adorowana, uwielbiana i pożądana - jednak nie mogę tego oczekiwać, jedyne co mogę to swoją postawą i sobą samą sprawiać by druga strona wciąż i wciąż była głodna kontaktu ze mną  

 

 

Eeee prrrryyyy szalona. Możesz tego oczekiwać a nawet musisz, przecież kiedy to nie następuje relacja się kończy jako bezcelowa.

Twoje starania nie są niczym innym jak działania mające na celu zaspokojenie oczekiwań kochanka, Tak to widzę.

 

 

dużo bym chciała od danej osoby dostać, usłyszeć etc... chcieć wiedzieć kim jestem dla niej i jak ważna; jednak biorę co dostaję... nie wymagam... 

 

Spłycasz bardzo... Biorę co dostaję, naprawdę? Np seks w kiblu i nara to wystarczy, zaakceptujesz to? 

 

 

cieszę się każdym kontaktem, kiedyś martwiłam się na zapas, co będzie gdy się skończy - czy się pokaleczmy.... dzisiaj na bazie doświadczeń własnych i rozmów z innymi, kiedy wiem, że rozstania bardzo rzadko bywają przyjemne.... po prostu się nad tym nie zastanawiam, nie myślę...  biorę dzień po dniu i tym się delektuję... nie jestem gotowa na rozstanie z kimkolwiek (czy kochankiem czy osobą którą lubiłam) - spadają one na mnie zawsze jak grom z jasnego nieba i po prostu znowu się siebie uczę przy każdej takiej sytuacji

 

 

To rozumiem.... ja też zawsze rozpatrywałem możliwe implikacje danej znajomości i przewidywalne skutki po jej zakończeniu (Co właściwie dowodzi, że każda relacja przewidywana jest jako terminowa jednak) Natomiast od jakiegoś czasu znam kogoś kto nauczył mnie tego nie robić. Czekam zatem na przyszłość ciekawy jej jak nigdy, nie planuje, nie przewiduję, nie snuje domysłów.... odbieram to co przynosi czas i sama znajomość. Tak jest o wiele przyjemniej.... zwłaszcza kiedy obawy mogą zostać za drzwiami.

 

 

relacje się sypią na łeb na szyję, gdy po okresie fascynacji i wspólnego zbliżenia, powoli do znajomości zaczynają wkraczać wzajemne oczekiwania i wymagania - na dzień dzisiejszy widzę w nich siłę niszczącą, demolującą znajomość 

 

Ciekawe spojrzenie.... naprawdę muszę się nad tym zastanowić. Dziękuję.

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Oczywiście z zamierzoną przewrotnością zastanawiam się czy mąż/partner, z którym dokona się kresu żywota nie zasługuje na miano stałego kochanka?

 

o ile to będzie przez całe życie jeden i ten sam mąż i mój a nie cudzy /  ... i do tego nie ultimate  /

przecież kresu żywota można dokonać w relacji z kochankiem, z którym nie wiążą mnie więzy małżeńskie i zobowiązania kredytowe / może być tak, że seks z kochankiem będzie częstszy niż z własnym mężem - kombinacji jest bez liku :P

 

także do męża też ów "stały" nie zawsze może pasować 

 

dobra... pożartowałam sobie

 

nikt (nawet mąż) nie zasługuje dla mnie na miano stałego kochanka - bo jest to wyłącznie sprowadzenie go do jednej roli :P

 

dlaczego wiedziałam, że Ty wyciągniesz ów przykład w tym temacie? :D  

 

 

sama definicja musi być diametralnie inna

 

nie mam definicji stałego kochanka i jej nie potrzebuję do niczego

każda znajomość ma swój rytm i natężenie - tworzony wyłącznie przez te dwie osoby

 

Dlatego sądzę, że nie nazwiesz stałym kochankiem nikogo... właśnie przez brak definiowalnych cech takiego określenia w Twoim odbiorze.  

 

dobrze sądzisz :)

Natomiast w tym punkcie nie zgadzamy się zupełnie. Prawo do oczekiwań względem siebie jest wpisane w naturę relacji ZK (także pomijam kwestie szacunku, lojalności et cetera, jako wartości elementarne i oczywiste) . Spotykając się z kochankiem w ustalonym celu oczekuje się wywiązania z ustaleń zatem jest oczekiwanie to tak dla przykładu.  

 

"Dzień Dobry :D Przyszłam skraść Panu duszę" :redevil:

no właśnie, dla mnie spotkanie z kochankiem to coś zdecydowanie więcej niż seks

 

soma to dla mnie za mało, ja chcę też psyche 

a tego nie trzeba ustalać, przynajmniej ja tego nie robię, jeśli to widzę, czuję w jego reakcjach wobec mojej osoby jestem spełniona 

 

czy oczekuję? hmmm... przecież jest etap poznawczy (nie ma znaczenia okres jego trwania a jedynie natężenie treści wszelakich) i coś wyczuwam na ich podstawie, coś sprawia że do danej osoby lgnę, bo widzę, bo czuję... nie oczekuję, idę tam gdzie wyczuwam spełnienie

 

a wyobraź sobie, że były i takie dni że seksu z kochankiem nie miałam :D i dalej go chcę :P

 

taaaa.... a jakie jest zatem Twoje podejście do owych wspomnianych wcześniej oczekiwań i wymagań wobec relacji ZK?

 

Eeee prrrryyyy szalona. Możesz tego oczekiwać a nawet musisz, przecież kiedy to nie następuje relacja się kończy jako bezcelowa. Twoje starania nie są niczym innym jak działania mające na celu zaspokojenie oczekiwań kochanka, Tak to widzę.

 

to może inaczej rozumiemy słowo "oczekiwanie" - powiedz mi jak Ty owo rozumiesz a wówczas ja się ustosunkuję do tego co powyżej powiedziałeś...

 

Ciekawe spojrzenie.... naprawdę muszę się nad tym zastanowić. Dziękuję.

 

mnie to właśnie od dwóch czy trzech dni zastanawia, jak to jest z tymi pojawiającymi się "wymaganiami i oczekiwaniami" i zebrałam to co wiem o sobie i co dotarło do mnie w wyniku rozmów z innymi osobami i na razie tak mi się składa, że nie są to miłe elementy... też to jeszcze przetwarzam, ów wniosek jest bardzo ale to bardzo świeży.... acz czuję że nie jest wcale głupi :D

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Kim właściwie jest stały kochanek i kogo nazywacie tym mianem?

Mężczyznę, z którym spotykam się od lat.

 

 

Czy to kochanek z którym po prostu cyklicznie lub dosyć regularnie się spotykacie lub wracacie do siebie ?

jw.

 

 

Czy to ktoś przy kim występuje dużo większe zaangażowanie emocjonalne i w relacji pojawiają się uczucia "wyższe" ?

Postrzegałabym siebie za psychopatkę, gdyby nie pojawiły się "wyższe" uczucia.

No chyba, że inaczej rozumiemy owe "wyższe uczucia". ;)

 

 

zwyczajnie przyjaciel i kochanek w jednym ?

Bardzo niezwyczajnie. Ale nie rozwinę tego tematu.

 

 

A może jedyny kochanek który poza mężem na "wyłączność" bo tylko takich osób szukacie w ZK?

Nie, choć był moment, że - może nie "wyłączność" - ale zabawy z innymi tylko razem.

 

 

I skoro już go sobie zdefiniujemy to jakie są dla Was różnice w podejściu między stałym kochankiem a tym z "przygodnym" ?

Kolosalne!

On zna perfekcyjnie "instrukcję obsługi", nie mówię tylko o seksie.

Przygodny może tylko dobrze trafić fizycznie.

Dla stałego mogę wiele. Dla przygodnego już nie.

 

 

Jakie macie wobec niego oczekiwania których nie macie wobec innych ?

Mam. I On wie jakie.

 

 

Tym samym jakie same czujecie zobowiązania wobec stałego kochanka, których nie ma w przygodnych znajomościach i na czym dla Was polegają różnice w relacjach wobec stałego a nie stałego kochanka?

Nie ma zobowiązań. Ja też nie.

Robimy coś, bo chcemy.

Jak przestaniemy chcieć...

 

 

Jakie ma dodatkowe prawa i obowiązki wynikające z tego, że właśnie jest tym "stałym"?

Prawa - związane z seksem i niezwiązane z seksem. ;)

Obowiązki? Żadnych, jak i ja żadnych nie mam. To jest wyłącznie chęć dawania (z) siebie.

 

 

Czy macie większe wymagania w stosunku do niego oraz do siebie oraz gdzie leżą te różnice?

Tego chyba nie bardzo rozumiem ;)

  • Lubię 6

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Spłycasz bardzo... Biorę co dostaję, naprawdę? Np seks w kiblu i nara to wystarczy, zaakceptujesz to? 

 

Ty spłycasz.... Sprowadzasz coś do wymiaru miejsca. I jeszcze wybierasz takie jedno z ordynarniejszych :P

Poprzeczka moich potrzeb jest dość wysoko postawiona. Potrzeb emocjonalnych co istoty człowieka z którym się spotykam.  Na tym buduję swoje "biorę co dostaję". Bo wiem, że dużo może dać :D Bardzo dużo.

Inaczej to ujmę. Coś w człowieku zobaczyłam, coś czuję. Potem poznaję się z nim bliżej. Okazuje się, że dobrze wyczułam. Idziemy razem. Poznajemy się. To się dzieje.

 

Nie muszę definiować, oczekiwać: wiesz, lubię dostać po pysku a tej pozycji to ja nie znoszę, o nie nie nie... tego to ja nie zrobię. Nic nie muszę definiować. Jeśli dobrze wyczułam człowieka to idziemy wspólną drogą naszych lubieżności z szacunkiem wzajemnym i własną wolą co do kolejnych poczynań. Tak, przecholernie nie lubię określać czegokolwiek.  Zatem biorę co dostaję. A dostaję to co wyczułam a potem jeszcze więcej i jeszcze więcej... Bo przecież już na tej drodze jest dwoje ludzi i ich wzajemne interakcje.

 

A odpowiadając na pytanie dotyczące kibla :P W sumie... mogę powiedzieć TAK. Wezmę i to. Lecz przecież wiadomo, że to zależy od natężenia emocji. A niech zadzwoni do mnie i powie "masz być" jakieś 250 km od domu. Będę. I jeśli będzie w takim nastroju, że bez słowa położy mnie na masce samochodu, zerżnie i nawet nie powie "nara". Tak. Od Niego to wezmę :P  Tylko od Niego. 

  • Lubię 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

Od niego to wezmę :P (co nie jest regułą, że zawsze i z każdym kochankiem by to przeszło)

Pokuszę się o stwierdzenie, że z żadnym innym by nie przeszło lub ze zdecydowaną większością nie.  

  • Lubię 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Pokuszę się o stwierdzenie, że z żadnym innym by nie przeszło

Tak. Bo to naprawdę zależy od tego kim jest dla Ciebie dana osoba. Masz swojego stałego bo tak go nazywasz. I dużo więcej mu ofiarujesz bo chcesz a nie dlatego że on tego wymaga czy oczekuje :D Jest to Wasz element, Waszej relacji. I choćby z zewnątrz ktoś widział brak szacunku, Wy oboje wiecie że on jest wielki i wzajemny. Tak mam ja :D

  • Lubię 6

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.