Studium bólu. - strona 2 - Dział BDSM - Cuckold Forum Skocz do zawartości
Sailor&Lula

Studium bólu.

Rekomendowane odpowiedzi

W dniu 29.10.2019 o 11:16, napisano:

Spotkałam się z tym, iż zdeklarowani sadyści i masochiści czasem nie kojarzą bólu z seksualnością.

 

W dniu 29.10.2019 o 14:11, napisano:

W sam, czysty masochizm i sadyzm, nie staram się wnikać. Samo sprawianie bólu, bez podtekstu seksualnego, to nie moja domena 😜

Nie bardzo rozumiem, a wolałbym uściślić pojęcia przed dalszą dyskusją, żeby nie robić zamieszania z definiowaniem zagadnień. Sadyzm i masochizm z definicji są nierozerwalnie związane z podtekstem seksualnym. W innym wypadku to już chyba jakieś zaburzenia psychopatyczne...

 

Ból sam w sobie nie jest dla mnie bodźcem pobudzającym. Nie odczuwałbym przyjemnego ciepełka po każdym ciosie palcatem, choćby stała nade mną Angelina J. w lateksach.

To udręka, którą staram się wytrzymać w imię dobra wyższego ;)

Natomiast Osoba, która ten ból zadaje, powód dla którego to robi i odpowiedni nastrój sprawiają, że ból znika. A właściwie nie znika, ale przeradza się w zupełnie inne doświadczenie. Jakby ciało nadal odbierało identyczne bodźce, ale mózg przetwarzał je w coś zupełnie innego. Widocznie mój mózg pracuje powoli, bo nie lubię bicia. Krótkie impulsy bólu są dla mnie zupełnie niepodniecające. Za to dłużej trwające (wydrapywanie krwawych ścieżek na skórze, trampling, itp) przetwarzam doskonale.

Doświadczenia masochistyczne miałem jedynie z @Dragonfly, więc trudno mi zadeklarować, że to możliwe jedynie z osobą, którą się kocha. Czy uczucie w ogóle ma tu jakiś wpływ. Biorąc pod uwagę cuckold i przyjemność seksualną odczuwaną z obcowania z różnymi partnerami, stawiam, że i ból w kontekście seksualnym byłby jednakowo przyjemy z Żoną/Mężem jak i z Kochanką/Kochankiem.

Jednak dla mnie czyli osoby zupełnie monogamicznej, seks z inną Kobietą wydaje się mało atrakcyjny. To pewnie i ból byłby... tylko bólem.

 

Dotyczy to w tym samym stopniu bodźców fizycznych, jak i strachu, poniżenia.., czyli tego specyficznego bólu umysłu. Strach przed tym co zrobi Osoba, z którą jesteśmy związani emocjonalnie, jest chyba zupełnie innym strachem, niż przypadek, w którym boimy się samej Osoby. Bo jakkolwiek wyobrażam sobie, że pewnie fajnie iść z kimś świeżo poznanym do łóżka, to gdy w grę wchodzą narzędzia i ból, pojawia się zapewne i Strach. Taki przez duże "S".

 

Przepraszam za chaotyczność posta, ale jest 5 rano, a ja nie śpię. :s:

 

  • Lubię 1
  • Dziękuję 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
53 minuty temu, napisano:

Sadyzm i masochizm z definicji są nierozerwalnie związane z podtekstem seksualnym. 

Nie ja byłem autorem słów ale... Sadyzm i masochizm łączą się z podnieceniem seksualnym na wskutek zadawania/otrzymywania bólu a to może następować zarówno w kontekście seksualnym jak i nie ze względu na okoliczności. Przykładowo jeżeli ból pojawi się w czasie zabaw/seksu/sesji to takim własnie będzie. W każdym innym przypadku (chociażby bolesne złapanie za rękę w sklepie, na ulicy itd) można w uproszczeniu o umownie nazwać że jest pozbawione podtekstu nawet gdy wywołuje podniecenie u sadysty lub masochisty.

 

53 minuty temu, napisano:

W innym wypadku to już chyba jakieś zaburzenia psychopatyczne...

Cóż. Sadyzm i masochizm są przecież traktowane jako zaburzenie - także w znaczeń czysto seksualnym ;)

 

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
2 godziny temu, napisano:

Nie bardzo rozumiem, a wolałbym uściślić pojęcia przed dalszą dyskusją, żeby nie robić zamieszania z definiowaniem zagadnień. Sadyzm i masochizm z definicji są nierozerwalnie związane z podtekstem seksualnym. W innym wypadku to już chyba jakieś zaburzenia psychopatyczne...

 

Godzinę temu, napisano:

Nie ja byłem autorem słów ale... Sadyzm i masochizm łączą się z podnieceniem seksualnym na wskutek zadawania/otrzymywania bólu a to może następować zarówno w kontekście seksualnym jak i nie ze względu na okoliczności. Przykładowo jeżeli ból pojawi się w czasie zabaw/seksu/sesji to takim własnie będzie. W każdym innym przypadku (chociażby bolesne złapanie za rękę w sklepie, na ulicy itd) można w uproszczeniu o umownie nazwać że jest pozbawione podtekstu nawet gdy wywołuje podniecenie u sadysty lub masochisty.

Już spieszę z wyjaśnieniem. Dla mnie też oddzielenie sadomasochizmu od seksualności zdawało się nierealne. To na Fetlife spotkałam się z opiniami niektórych sadystów (hm, czy takiej teorii nie proponowały tam jedynie sadystki? Takie odnoszę wrażenie...), iż ich sadystyczna rozkosz to dla nich totalnie inna przegródka w głowie od seksualnej rozkoszy. Ich masochiści nie są dla nich obiektami seksualnymi, lecz wyłącznie osobami do zadawania bólu. Skoro tak uważały te kobiety (no bo zapamiętałam, że to głównie one miały taki pogląd), nie mam powodów by im nie wierzyć - choć to zupełnie nie moja bajka. Ja lubię mieć cały pakiet - seks, ból, upokorzenie, kontrolę, darzenie uwielbieniem. Wszystkie czynności z zakresu BDSM zawsze miały dla mnie seksualny rys, sprawiały, że to co z pozoru nieerotyczne - takim się stawało. Może po prostu szerzej traktuję swoją seksualność niż choćby tamte sadystki, nie wiem...

 

2 godziny temu, napisano:

Ból sam w sobie nie jest dla mnie bodźcem pobudzającym. Nie odczuwałbym przyjemnego ciepełka po każdym ciosie palcatem, choćby stała nade mną Angelina J. w lateksach.

To udręka, którą staram się wytrzymać w imię dobra wyższego

Myślę, że dla Ciebie i dla mnie przeważającym impulsem, który sprawia, że potrafimy znosić ból jest motywacja. U Ciebie tą motywację tworzy @Dragonfly, której jesteś oddany.

 

2 godziny temu, napisano:

Doświadczenia masochistyczne miałem jedynie z @Dragonfly, więc trudno mi zadeklarować, że to możliwe jedynie z osobą, którą się kocha. Czy uczucie w ogóle ma tu jakiś wpływ. Biorąc pod uwagę cuckold i przyjemność seksualną odczuwaną z obcowania z różnymi partnerami, stawiam, że i ból w kontekście seksualnym byłby jednakowo przyjemy z Żoną/Mężem jak i z Kochanką/Kochankiem.

Jednak dla mnie czyli osoby zupełnie monogamicznej, seks z inną Kobietą wydaje się mało atrakcyjny. To pewnie i ból byłby... tylko bólem.

Jako osoba, która niegdyś zaznawała bólu z rąk partnera życiowego, powiem tyle - na pewno miłość do człowieka zadającego ból zwiększa motywację do jego przyjmowania, większe też jest zaufanie, które odblokowuje nowe ścieżki. Dziś, po latach, Sailora nie interesuje już zadawanie mi bólu (mam na myśli tu coś mocniejszego i trwającego dłużej niż np. klapsy, ciągnięcie za włosy i generalnie ostry seks z elementami bólu), jego preferencje przeszły pewną ewolucję - jeśli nie leży to w kręgu jego zainteresowań, nie ma dla mnie sensu proszenie go o ból. Ma jednak ogromną satysfakcję z tego, gdy jestem zapatrzona w kochanka, który potrafi mnie solidnie wymęczyć... Przyjemność odczuwania bólu z kochankiem nadal zależy głównie od poziomu mojej motywacji. A motywowana do przekraczania swych granic być lubię. 

 

2 godziny temu, napisano:

Dotyczy to w tym samym stopniu bodźców fizycznych, jak i strachu, poniżenia.., czyli tego specyficznego bólu umysłu. Strach przed tym co zrobi Osoba, z którą jesteśmy związani emocjonalnie, jest chyba zupełnie innym strachem, niż przypadek, w którym boimy się samej Osoby. Bo jakkolwiek wyobrażam sobie, że pewnie fajnie iść z kimś świeżo poznanym do łóżka, to gdy w grę wchodzą narzędzia i ból, pojawia się zapewne i Strach. Taki przez duże "S".

I właśnie w tym miejscu zastanawiam się, gdzie zaczyna się ból psychiczny, a gdzie jeszcze jest to jedynie niepewność o której pisała @Zouza czy pewne subtelne formy upokorzenia, które nie ryją bani na ekstremalnym poziomie.

 

Parę razy już dałam poprowadzić się strachowi - wprawdzie nie z zupełnie przypadkowymi ludźmi, ale jednak nadal mało znanymi (no, milion razy mniej mi znanymi niż Sailor ;) ). Efekty były piękne - adrenalina robi swoje. Mam nadzieję, że gdybym jednak wyczuła coś co śmierdzi prawdziwym niebezpieczeństwem, umiałabym się wycofać...

 

Lula.

 

  • Lubię 3
  • Dziękuję 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
3 godziny temu, napisano:

Cóż. Sadyzm i masochizm są przecież traktowane jako zaburzenie - także w znaczeń czysto seksualnym

Zgadza się. Tak jak  cuckold, fetyszyzm... Dla niektórych pewnie zapalenie światła i zrzucenie kołdry ;)

Jednak sadyzm i masochizm dopełniając się wzajemnie tworzą satysfakcjonującą dla obojga parafilię. Z kontekstu wypowiedzi przedmówców, których zacytowałem można było natomiast wysnuć, że niebezpiecznie blisko sympatycznym zboczuchom do nieobojętnych moralnie socjopatów. Dla nas - znających temat "od podszewki" różnica jest oczywista. Dla laika, który nieopatrznie tu zajrzy już nie.

 

2 godziny temu, napisano:

spotkałam się z opiniami niektórych sadystów (hm, czy takiej teorii nie proponowały tam jedynie sadystki? Takie odnoszę wrażenie...), iż ich sadystyczna rozkosz to dla nich totalnie inna przegródka w głowie od seksualnej rozkoszy. Ich masochiści nie są dla nich obiektami seksualnymi, lecz wyłącznie osobami do zadawania bólu. Skoro tak uważały te kobiety (no bo zapamiętałam, że to głównie one miały taki pogląd), nie mam powodów by im nie wierzyć

Dla mnie również prywatne opinie praktyków i "fachowców" są dużo bardziej miarodajne niż Wikipedia i "badania" internetowych "autorytetów".

Osobiście znam sadystkę, która osiąga orgazmy wyłącznie poprzez bicie masochisty. Bez jakiegokolwiek kontaktu cielesnego, czy pobudzania samej siebie.

Nadal jednak to seksualna przyjemność. Wyzwalany przez inne bodźce i może w innej części mózgu przetwarzany, ale jakby nie było - orgazm.

 

2 godziny temu, napisano:

Ma jednak ogromną satysfakcję z tego, gdy jestem zapatrzona w kochanka, który potrafi mnie solidnie wymęczyć... Przyjemność odczuwania bólu z kochankiem nadal zależy głównie od poziomu mojej motywacji. A motywowana do przekraczania swych granic być lubię.

Czyli mimo, że to nie Sailor trzyma bat, nadal jesteś motywowana przez Niego. Podejrzewam, że gdyby wisiało Mu czy Kochanek zada Ci ból czy nie, to Twoje odczucia z owego bólu płynące dramatycznie by stopniały.

 

2 godziny temu, napisano:

Parę razy już dałam poprowadzić się strachowi - wprawdzie nie z zupełnie przypadkowymi ludźmi, ale jednak nadal mało znanymi (no, milion razy mniej mi znanymi niż Sailor ;) ). Efekty były piękne - adrenalina robi swoje. Mam nadzieję, że gdybym jednak wyczuła coś co śmierdzi prawdziwym niebezpieczeństwem, umiałabym się wycofać...

Pewnie właśnie to Cię ciągnie jeszcze bardziej. Poddanie się osobie, której nie jesteś w 100% pewna. Strach jest wtedy zapewne prawdziwszy. Obyś zawsze trafiała na Kochanków, którzy pozwolą Ci się w porę wycofać. A najlepiej na takich, przy których nie będziesz musiała.

  • Lubię 3
  • Dziękuję 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
1 godzinę temu, napisano:

Nadal jednak to seksualna przyjemność. Wyzwalany przez inne bodźce i może w innej części mózgu przetwarzany, ale jakby nie było - orgazm.

No właśnie, ja też tego rodzaju przyjemność nadal traktuję jako seksualną, choć przecież ma tak bardzo niestandardowe oblicza. Sama miewam różne orgazmy, nieraz bardzo dziwaczne, trudne do uchwycenia, nowe i nieoswojone - czasem nieoczywiste. To już w zasadzie musiałby wypowiedzieć się osoba, która sama to odczuwa - seks to coś odrębnego, ból to coś odrębnego. Ja wszystko łączę w erotycznym worku. O innej postawie i odczuwaniu, innym podziale - możemy tylko snuć domysły. 

 

1 godzinę temu, napisano:

Czyli mimo, że to nie Sailor trzyma bat, nadal jesteś motywowana przez Niego. Podejrzewam, że gdyby wisiało Mu czy Kochanek zada Ci ból czy nie, to Twoje odczucia z owego bólu płynące dramatycznie by stopniały.

Jemu bardziej zależy po prostu na dominującym kochanku, z którym będzie mi dobrze. A "moje dobrze" to także eksperymentowanie w kwestii bólu. 

 

Moje odczucia dotyczące bólu spadają, gdy nie czuję się komuś oddana. I gdy wiem, że sprawienie mi bólu nie przynosi temu komuś przyjemności. Gdy też nie chce mnie w tym bólu ćwiczyć, rozwijać. Lubię być trenowania do pełniejszego przyjmowania bodźców...

 

Lula.

  • Lubię 3
  • Dziękuję 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
4 godziny temu, napisano:

Moje odczucia dotyczące bólu spadają, gdy nie czuję się komuś oddana. I gdy wiem, że sprawienie mi bólu nie przynosi temu komuś przyjemności

Mam dokładnie tak samo. Gdyby osoba dominująca nie czerpała przyjemności z zadawania mi bólu, to po co w ogóle to robić. To jak seks z kimś, kto udaje orgazmy ;)

 

4 godziny temu, napisano:

Sama miewam różne orgazmy, nieraz bardzo dziwaczne, trudne do uchwycenia, nowe i nieoswojone - czasem nieoczywiste.

Zazdraszczam.

Cóż... kilka razy miałem orgazm bez wytrysku. I raz wytrysk bez orgazmu. To chyba szczyt dziwności w męskim wydaniu :D

  • Lubię 2
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 26.11.2019 o 07:32, napisano:

A gdy ból zadaje ktoś niemal zupełnie obcy?

 

A gdy to właśnie ból okazuje się nagle drogą do ekstazy?

 

Lula.

 

 

Tutaj wkraczamy już chyba bardziej w rejonu czystego S/M. Kiedy to ból i jego zadawanie są celem nadrzędnym, a nie osoba zadająca, czy nawet potrzeba orgazmu dostarczonego w bardziej tradycyjny sposób. Niestety nie wiem co wtedy siedzi im w głowie, jednak chętnie chciałbym się dowiedzieć.

 

Nie zapominajmy, że w BDSM jest wiele praktyk, które są stawiane ponad sam seks, a nawet relacje. Ludzie pragnący duszenia, upokorzenia, wiązania, uprzedmiotowienia, igieł... To wszystko daje im poczucie spełnienia. Oczywiście, gdzieś tam w tle, jest nagość, pierwiastek seksualny, nawet w konsekwencji orgazm, jednak nie jest to na pierwszej linii doznań. Te swego rodzaju fetysze pozwalają badać granicę swojej tolerancji i mieć poczucie, że zawsze może ich spotkać coś nowego.

 

To jest moja definicja BDSM, które jest dla mnie polem nieodkrytych możliwości. Kiedy to w ogólnie przyjętych ramach, czy limitach, weryfikujemy jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, złamać koncept i konwencję. Wszelkie dodatkowe emocje, które wtedy towarzyszą - strach, stres, niepewność - to dodatkowy afrodyzjak.

 

Natomiast samo zadawanie bólu jest dla mnie dodatkiem do seksualności i potrzeby eksploracji, nie odwrotnie. Tak samo z innymi praktykami. One są jednym ze środków, dodatkiem, do osiągnięcia orgazmu.

 

Tak jak napisała Lula później, w pewnym momencie można się zgubić. Jednak podstawą jest chyba nie bać się swoich potrzeb. Dopóki rozumiemy, że zdrowie jest najważniejsze, to reszta jest kwestią naszej potrzeby.

 

 

 

 

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 27.11.2019 o 16:19, napisano:

Cóż... kilka razy miałem orgazm bez wytrysku. I raz wytrysk bez orgazmu. To chyba szczyt dziwności w męskim wydaniu :D

Żaden szczyt dziwności. Też tak miałem.

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 27.11.2019 o 06:32, napisano:

Sadyzm i masochizm łączą się z podnieceniem seksualnym na wskutek zadawania/otrzymywania bólu a to może następować zarówno w kontekście seksualnym jak i nie ze względu na okoliczności. Przykładowo jeżeli ból pojawi się w czasie zabaw/seksu/sesji to takim własnie będzie. W każdym innym przypadku (chociażby bolesne złapanie za rękę w sklepie, na ulicy itd) można w uproszczeniu o umownie nazwać że jest pozbawione podtekstu nawet gdy wywołuje podniecenie u sadysty lub masochisty.

@Wichura nie do końca rozumiem jak ta Twoja powyższa wypowiedz ma się do zacytowanego  przez Ciebie tego zdania @skrzata?:

W dniu 27.11.2019 o 05:39, napisano:

Sadyzm i masochizm z definicji są nierozerwalnie związane z podtekstem seksualnym.

 

Skoro przypadkowy ból typu szturchnięcie obcego w tłumie wywoła u odbiorcy - masochisty lub u dawcy - sadysty podniecenie, to z miejsca nabiera on dla nich podtekstu seksualnego, ale nie musi to zakończyć się spełnieniem. Nie odbierają też tego jako zachętę.

Jako sadystka nie muszę ranić tylko podczas zaplanowanych zabaw seksualnych i okołoseksualnych z typowym kontekstem,  by nagle mnie to podnieciło.  Ba, na to nie da się umówić, zaplanować, wpisać w grafik. 

Bywało, że przypadkowe zadawanie bólu w pracy klientowi potrafiło mnie podniecić i wtedy nabierało to dla mnie kontekst seksualny. Tyle, że musiałam się w danej chwili powstrzymać, uspokoić, a potem zrobić sobie dobrze w WC w wolnej chwili ;) Ogólnie nauczyłam się nad tym panować i trzymać w ryzach sadystyczną naturę, tak by ktoś z niewtajemniczonych czegoś nie zauważył. 

 

W dniu 27.11.2019 o 07:44, napisano:

To na Fetlife spotkałam się z opiniami niektórych sadystów (hm, czy takiej teorii nie proponowały tam jedynie sadystki? Takie odnoszę wrażenie...), iż ich sadystyczna rozkosz to dla nich totalnie inna przegródka w głowie od seksualnej rozkoszy. Ich masochiści nie są dla nich obiektami seksualnymi, lecz wyłącznie osobami do zadawania bólu. Skoro tak uważały te kobiety (no bo zapamiętałam, że to głównie one miały taki pogląd), nie mam powodów by im nie wierzyć -

Ech... ten FetLife :facepalm:

Ja bym tu polemizowała nad tym czy te Panie tam tak wypowiadające się były sadystkami. Czy ich sadyzm nie był na pokaz typu "Ja jestem lepszą Dominą". Bo z tego co pamiętam, tam spora grupa Pań walczyła między sobą o pozycję tej najzimniejszej, najokrutniejszej, najsadystyczniejszej. Takie podbudowywanie ego. Poza tym tam króluje teza, że Dominująca nie współżyje z uległym bo to jej uwłacza - penetracja.  Zabawne, bo tę tezę ulepili chyba sami ulegli na portalach femdom/BDSM i tam ją pielęgnują. 

Dla sadystki "obiekt" któremu zadaje ból niekoniecznie musi być obiektem seksualnym, ale już samo zadawanie bólu ma podłoże seksualne od początku lub nabiera go w trakcie. I ona nie musi potem współżyć z osobą której zadawała ból. Może doznać orgazmu podczas zadawania bólu, bez penetracji czy pieszczenia cipki  - sama tego czasem doświadczam. Może też po prostu tylko mega się podniecić i na tym poprzestać, bo to jej w danej chwili i z tą osobą wystarcza. 

  • Lubię 1
  • Dziękuję 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 2.12.2019 o 21:40, napisano:

Ech... ten FetLife :facepalm:

Ja bym tu polemizowała nad tym czy te Panie tam tak wypowiadające się były sadystkami. Czy ich sadyzm nie był na pokaz typu "Ja jestem lepszą Dominą". Bo z tego co pamiętam, tam spora grupa Pań walczyła między sobą o pozycję tej najzimniejszej, najokrutniejszej, najsadystyczniejszej. Takie podbudowywanie ego. Poza tym tam króluje teza, że Dominująca nie współżyje z uległym bo to jej uwłacza - penetracja.  Zabawne, bo tę tezę ulepili chyba sami ulegli na portalach femdom/BDSM i tam ją pielęgnują. 

Widzę, że kochasz Fetlife tak samo jak ja ;) .

 

Pewnie, że może być w tym element jakiejś dziwnej rywalizacji. A może też cząstka sadyzmu psychicznego, chęci  zdegradowania masochisty. W jakiejś mierze to zapewne jedynie kwestia nazewnictwa i określenia motywacji.

 

Ze sporą dozą nieufności przyjmuję ból od osób, które same nie do końca wiedzą, dlaczego go zadają. Dla swej przyjemności na pewno, ale dlaczego akurat w taki sposób i akurat takiej osobie? Bardzo ciekawią mnie te motywacje. Oddzielenie sadystycznych doznań od seksualności nie mieści mi się w głowie, Twoje argumenty zdają mi się o wiele bardziej naturalne, niż pakowanie bólu i seksu do totalnie odrębnych szufladek. Samoświadomość sadysty to dla mnie bardzo ważny fundament do budowania także własnej samoświadomości...

 

Lula.

 

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.