Damskie oświadczyny - strona 4 - Damski punkt widzenia - Cuckold Forum Skocz do zawartości
rita

Damskie oświadczyny

Rekomendowane odpowiedzi

Pozwolę sobie szanowne koleżanki dodać męski głos w tym temacie.

Ja osobiście, nie wyobrażam sobie, żeby dziewczyna mi się oświadczyła. Wg mnie takie sprawy należą do facetów, i bardzo bym źle się czuł kiedy kobieta którą kocham, zrobiła to pierwsza.  Pół biedy, gdyby to była kobieta której nie kocham ;) 

 

 

  • Lubię 3
  • Haha 1
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
2 godziny temu, iko pisze:

 

a przepraszam czy spodziewałaś się, że kobiety o tradycyjnym podejściu tj. on się oświadcza w ogóle będą się wypowiadać co do wyimaginowanych oświadczyn? ;)

 

gdybym miała klasyczne podejście to by mi się po prostu nie mieściło w głowie,  a opcja publicznego wyznania byłaby dla mnie nie do przejścia

 

tradycja ma swoje wymagania no nie? ;)

 

edit:

?? wobec ciotek to zobowiązanie?? ich obecność nadaje wagę związkowi?? 

 

Świadkowie nadają rangi wydarzeniu, że mówi się to nie 1 na 1 w sypialni o 19:43 ale w obliczu świadków, bliskiej rodziny, której zależy na stronach, w warunkach dających podniosłość momentowi, generalnie wszystko brzmi serio i poważnie i ktoś jeszcze o tym wie.

Ciotki dodałam jako element satyryczny ale istotnie kolega o liberalnych poglądach jako świadek aż tak bardzo się nie przejmie rozwodem i nie będzie dążył do godzenia stron jak zaangażowana w spójność rodziny ciotka ;)

 

 

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Godzinę temu, rita pisze:

i nie będzie dążył do godzenia stron

no widzisz... wg mnie jeśli się sypie w związku to jest sprawa wyłącznie tych osób DWÓCH

 

i każda inna nie jest stroną w sprawie choćby mała najlepsze intencje to nie ona będzie nieść ciężar funkcjonowania w naprawianej relacji lub rozwodu 

Godzinę temu, rita pisze:

Świadkowie nadają rangi wydarzeniu,

a co to zmienia gdy się sypie?

co zmienia podpisany papier gdy się sypie?

co zmienia wspólny kredyt gdy się sypie?

co zmieniają dzieci gdy się sypie?

(dla mnie są to obszary, które należy omówić i rozwiązać, owszem to zajmuje czas ale nie są to dla mnie powody do funkcjonowania w związku w którym nie chcę być)

 

sypie znaczy się nie ma uczucia, i nawet jeśli tylko u jednej ze stron go nie ma a druga walczy jakkolwiek? to co to zmienia?

 

jakie zatem mają podejście osoby o tradycyjnym poglądzie na małżeństwo?

 

opinia świadków ma znaczenie? podpisany papier staje się argumentem na trwanie ? obecność dzieci staje się argumentem na trwanie ? tam gdzie nie ma już NIC między tą dwójką co do śmierci sobie przysięgała?? 

 

nie rozumiem takiego podejścia lecz ja jestem liberalna

może nawet za bardzo a może tylko przedumna...

 

edit:

Czy naprawdę miałoby dla Ciebie znaczenie, co ma do powiedzenia na temat Twojego życia wspomniana przez Ciebie

Godzinę temu, rita pisze:

zaangażowana w spójność rodziny ciotka

i poszłabyś za jej radami trwania w małżeństwie, bo przysięgałaś mimo że Ty lub mąż lub oboje przestaliście się po prostu kochać?

  • Lubię 1
  • Facepalm 1
  • Dziękuję 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Iko, bije z Twojego posta niedowierzanie, że można mieć inne podejście do sprawy.

Rozumiem, choć nie lubię odpowiadać na takie posty ;)

 

Tak, ma dla mnie znaczenie, gdy się sypie, czy "sobie ze sobą chodzimy" od x-czasu, czy wzięliśmy ślub i zadeklarowaliśmy przed rodziną, że będziemy starali się nad swoim związkiem pracować.

Ma to duzy, omen nomen, związek z tym, że jestem rodzinna, instytucja rodziny jest dla mnie wazna, wartości rodzinne też są dla mnie ważne, więc cała ta "archaiczna" być może dla Ciebie otoczka - MA dla mnie znaczenie.  U mnie pojęcie rodziny wykracza tez poza jednostkę "moja osobista rodzina". Po to z tą rodziną mam i buduje relacje, żeby wspierać się wzajemnie, to "nasi ludzie". 

 

Czy ślub, wspólny kredyt i dzieci sprawiaja, ze jak się sypie to zaciskam zęby i mam więcej motywacji, by pracować? Tak. 

 

Czy jakby tego nie było to lekko bym związek kończyła? Tak.

 

Czy widzę to samo wśród moich znajomych? Tak. 

 

Czy spytałabym ciotki co robić, jakby mi się małżeństwo sypało? Tej co żyje od 30 lat z mężem w zgodzie i szczęściu (posiadam takie egzemplarze!) - tak. Chcę wiedzieć, jak oni to robią, nawet jeśli by mi mówili o "wierze, co ich umacnia". Nie musze kopiować  tego 1 do 1, wystarczy mi myśl przewodnia.  BTW lubię Dominikanow, kupuję ich podejście do wiary, tam też bym się zwróciła, działają na mnie krzepiąco :)

 

Czy spytałabym moich "cywilnych" (pozaforumowych) znajomych co robić, bo mi się związek sypie? Nie. Są dla mnie często zerowym autorytetem w tych sprawach, sami sobie nie umieją zycia ulożyć albo jest w nich zakorzeniony lęk przed jakimikolwiek objawami stabilizacji życiowej. 

 

Mówisz o tym ,że dla Ciebie traci sens praca nad związkiem, gdzie nie chce się być. Nie dodajesz - dlaczego się nie chce. Jeśli ktoś mnie bije, poniża i wykrozystuje, to koniec tego związku byłby błyskawiczny. Ale jeśli rozjechały nam się potrzeby i wartości na przestrzeni lat i sprawia, ze życie razem jest upierdliwe i nużące ale nie niewykonalne? Jeśli mam dzieci, to zostaję albo przynajmniej widzę jedno gospodarstwo domowe i nas w separacji. Dla dzieci. Do ich osiemnastki. Tak, mam takie podejście. Nikomu nie musi się podobac, grunt ze mnie z nim dobrze.

 

Czy masz do mnie jakieś jeszcze pytania w tej sprawie? :)

 

  • Lubię 5
  • Dziękuję 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
2 godziny temu, rita pisze:

Iko, bije z Twojego posta niedowierzanie, że można mieć inne podejście do sprawy.

tylko to mi się nie podoba w Twoim poście - nie oceniaj personalnie intencji czy emocji a patrz na pytania, tak  jak to zrobiłaś później

 

nie ma we mnie niedowierzania a ciekawość innych postaw, ja nikomu swojej drogi nie narzucam a o tych odmiennych chcę wiedzieć więcej

 

2 godziny temu, rita pisze:

Czy masz do mnie jakieś jeszcze pytania w tej sprawie? :)

nie, bo dość szeroko pokazałaś mi swoje podejście - dziękuję

 

edit:

2 godziny temu, rita pisze:

Mówisz o tym ,że dla Ciebie traci sens praca nad związkiem, gdzie nie chce się być. Nie dodajesz - dlaczego się nie chce.

 

dodaję kiedy - gdy nie ma uczucia choćby z jednej ze stron, przeczytaj mego posta jako całość - to tam jest zawarte - o tym mówię - nie gdy są problemy dnia codziennego czy nawet większe lecz gdy choćby jedno z małżonków nie kocha już

 

to mnie najbardziej nurtuje u osób, dla których ślub ma znaczenie - jak wtedy sobie z tym radzą, jakie jest podejście do rzeczywistości mając w pamięci przysięgę i zobowiązanie 

 

 

 

 

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.