Stały kochanek - Kim właściwie jest i co się z tym wiąże - strona 3 - Damski punkt widzenia - Cuckold Forum Skocz do zawartości
Wichura

Stały kochanek - Kim właściwie jest i co się z tym wiąże

Rekomendowane odpowiedzi

A ja powiem przewrotnie lakonicznie w porównaniu do tych szerokich wypowiedzi poprzednich.

"Stały kochanek/kochanka" oznacza najczęściej problemy :)

 

eeee... wcale nie tak przewrotnie

 

bo ja to widzę tak, że wraz z rozwojem znajomości zaczynają się pojawiać wymagania i kolejne wymagania, które bardzo łatwo zmieniają się w pretensje

 

rośnie poczucie przynależności wzajemnej tudzież dochodzi do prób naginania ustaleń jeśli takowe były lub przez splątanie większe codzienności jedna lub druga strona może zacząć rościć sobie jakieś oczekiwania co do postaw i zaangażowanie...

 

mnie nie zaskoczyłeś... :)

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

A ja powiem przewrotnie lakonicznie w porównaniu do tych szerokich wypowiedzi poprzednich.

"Stały kochanek/kochanka" oznacza najczęściej problemy :)

I tak i nie, jeżeli ktoś zna swoje miejsce w szeregu, trzyma się sztywno ustalonych zasad, nie próbuje przekraczać granic „tych nieprzekraczalnych” to nie widzę problemu.

 

Inaczej jest w przypadku gdy ktoś zaczyna błądzić, nie chcący bądź celowo zaczyna oczekiwać rzeczy nie osiągalnych lub spróbuje tyknać choć palcem granicy nieprzekraczalnej to stały kochanek staje się automatycznie byłym kochankiem... tyle w tym stałości...

 

tak samo jak rtęć zgodnie z wartościami chemicznymi ciało stałe... ale tylko z nomenklaturą chemiczna... faktycznie dla ludzkiego oka optyczna ciecz.

 

Bardzo łatwo wiec stały kochanek może być byłym kochankiem. Tak samom jak bliska jest granica od miłości do nienawiści.

  • Lubię 7

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ciekawe. Rozwiniesz?

rozwinę ;)

Choć w zasadzie dużo napisała Iko powyżej.

Przede wszystkim chodzi o oczekiwania, które narastają. Gdy się spotykamy spontanicznie, to nawet jeśli  jest odmowa, czy foch, czy cokolwiek co nie wpisuje się w pojęcie cudownej radosnej zabawy, to zazwyczaj nie stanowi to problemu. Zdarza się i już. Coś nie pykło i inne okrąglutkie stwierdzenia mogą paść co do których nikt się specjalnie nie przywiązuje.

Gdy pojawia się określenie "stały" no to już się rodzą pewne zobowiązania. A jak do tego gdzieś się jeszcze po  drodze wpycha określenie "wyłączność", albo "wierność kochance/kochankowi" (ładny oksymoron, no nie?) to najwyższy czas szukać dobrego terapeuty :P bo nadciąga wichura tropikalna ;)

Ale już tak bez śmieszków uważam, że  to może zadziałać w sytuacji w której osoby umieją wyłączyć sobie pojawianie się "wyższych emocji", albo mają te emocje wyłączone "w biosie", ale to już ktoś zauważył, że to cecha ludzi o skłonnościach psychopatycznych. Jeśli poza cudowną radosną zabawą, pojawia się pojednanie dusz to wyobraźnia zaraz podpowie, że może by tak jednak... a może warto by taki malutki kroczek dalej. No tak jesteśmy skonstruowani, że u sąsiada trawa zawsze równiej przystrzyżona. No, a z tego może być albo cudowny romans, albo spektakularny dzwon. W moim mniemaniu to problemy. Szarości pomiędzy to też mieszanka problemów.

 

A jeszcze... Czytając to jeszcze raz pomyślałem, że mam pewne założenie w temacie, które nie musi być dla wszystkich do końca jasne. Otóż kochanek i kochanka, ci stali wobec siebie, mają w miarę poukładane życie, z którego nie chcą rezygnować. Są w związku, uważają że są w szczęśliwym związku i nie chcą tego zmieniać, a chcą tylko odrobinki pieprzu. Bo jeśli pojawi się dwójka wolnych ptaków z chęcią do zmiany to cudowny romans z pewnością nie będzie problemem ;)

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

A jeszcze... Czytając to jeszcze raz pomyślałem, że mam pewne założenie w temacie, które nie musi być dla wszystkich do końca jasne. Otóż kochanek i kochanka, ci stali wobec siebie, mają w miarę poukładane życie, z którego nie chcą rezygnować. Są w związku, uważają że są w szczęśliwym związku i nie chcą tego zmieniać, a chcą tylko odrobinki pieprzu. Bo jeśli pojawi się dwójka wolnych ptaków z chęcią do zmiany to cudowny romans z pewnością nie będzie problemem ;)

@L-mdzie

 

Tutaj poruszyłeś dla mnie bardzo ważna kwestie. Faktycznie jeżeli sam mówię o stałości kochanka/kochanki to poruszony przez Ciebie przykład poukładanego stabilnego życia osobistego zawodowego rodzinnego etc. Jest tutaj bardzo istotny.

Nie wyobrażam sobie tego abym miał stałą kochankę, która jest wolna jak ptak, nie ma żadnych życiowych zobowiązań, co potencjalnie może wiązać się z milionem zagrożeń z jej strony. Zakochanie, chęć rozpierdolenia życia komuś (bo sama w końcu go nie ma) - to samo dotyczy kochanka mojej żony działa to w dwie strony.

 

Kochanek singiel, kochanka singielka to dobry materiał na jednorazówki - jeżeli ktoś takie lubi.

 

Oczywiście wszystko to subiektywnie.

  • Lubię 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

osobiście uważam że czy kochanek / kochanka są wolni czy zajęci

 

nie ma to żadnego znaczenia gdy u któregokolwiek pojawi się niepożądane w zk uczucie

 

nie ma znaczenia czy jest ono jedno czy obustronne i tak już relacja się zmienia

 

a ewentualne cierpienie osoby zakochanej, jego siła nie są zależne od statusu cywilnego - singiel nie cierpi mniej i ma tyle samo do stracenia - osobę, którą kocha

 

całość zdarzeń zaczyna mieć wówczas indywidualną ścieżkę kochanków, jak do tego podejdą - z kulturą i szacunkiem czy demolką po całości

 

mówi się, że miłość to umiejętność podarowania wolności, nie ograniczania i nie osaczania

 

zatem jeśli jest ona prawdziwa - zakochana strona będzie umiała uszanować decyzję czy obawy drugiej strony i odejdzie...

 

jeśli nie - robi się armagedon wprost proporcjonalny do wielkości urażonej dumy odtrąconej osoby

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

mówi się, że miłość to umiejętność podarowania wolności, nie ograniczania i nie osaczania zatem jeśli jest ona prawdziwa - zakochana strona będzie umiała uszanować decyzję czy obawy drugiej strony i odejdzie...

Mam wątpliwości co do tej miłości. Natomiast wiem, że nieporządane uczucie w ZK, jak to ładnie nazwałaś, pojawia się zazwyczaj jak czołg przeciwnika - znienacka. Dodatkowo opioidy endogenne i tak zrobią demolkę po całości - jak to opioidy. W najlepszym przypadku tylko jednej osobie, która "odjechała" i to tylko pod warunkiem, że jest na tyle silna i masochistyczna, żeby nagle zniknąć i mocować się z tym czołgiem w samotności. Mniej optymistycznie jest gdy się mocuje z czołgiem u boku kochającego stałego partnera, który zazwyczaj głupi nie jest i widzi co jest grane. A już pełny cyrk jest wiadomo kiedy.

 

Ja sobie ZK w ogóle lubię porównywać do sportów ekstremalnych. Jak się akceptuje ryzyko to emocje są rewelacyjne.

Natomiast stałe związki z kochanką/kochankiem (świadomie nie używam słowa relacja) to już sport ekstremalny bez asekuracji.

Więc jeśli długotrwała relacja to określona - albo seks i hotele, albo przyjacielskie pogawędki w długie wieczory przy kawce i kominku. Albo kochanka albo przyjaciółka.

 

Kochanka, przyjaciela mojej żony też już doświadczyłem - i to jest jedno z tych doświadczeń, które może i warto mieć w dzienniczku, ale raz i to w ograniczonej formie, żeby było wiadomo kiedy reagować :D

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Tak jak zauważyłeś, zreszta słusznie ZK to sport ekstremalny każda jedna relacja nawet taka, która określiłeś mianem „związku” obok związku...

 

Taka relacja obarczona jest ogromnym ryzykiem nawet w sytuacji, kiedy kochankowie maja stabilność życia, dzieci kredyty etc.

ale...

moim zdaniem w jednej konkretnej sytuacji - a no takiej kiedy częstotliwość spędzania ze sobą czasu kochanków wykracza poza cykliczna regularność takich spotkań.

Czym dla mnie jest bezpieczny cykl?

Osobiście definiuje go na maksymalnie jedno spotkanie na miesiąc. Spędzając nawet w swoim towarzystwie 12h w miesiącu w roku jest to 144 godziny - w moim odczuciu nie jest to czas w którym endorfiny namiętności mogą dostać pierdolca i wewnętrznych rozterek, które doprowadzą do jazdy czołgiem bez trzymanki i z dodatkowo naładowanym działem...

 

To są tylko zdefiniowane fizyczne godziny, które kochankowie spędzają ze sobą. Do tego należy również doliczyć czas, który pośrednio spędza się z kochankiem/kochanka smsy, meile, rozmowy tel, skype itp.

Nie jest problemem gdy w trakcie budowania relacji poświęca się więcej tego czasu, bo bez poświęcenia niczego się nie zbuduje fundament musi być wylany, musi związać i wyschnąć. Natomiast problem i to duży pojawia się w sytuacji w której kontakt pomiędzy kochankami w trakcie trwania tej relacji jest bardzo intensywny (opcjonalnie może dojsc do sytuacji ze więcej czasu spędza się z kochankiem/kochanka niż z własną połówką (mam za sobą bardzo podobna sytuacje) - ogólnie nie polecam - wówczas jedynym rozwiązaniem jest zakończenie relacji, gdyż opioidy endogenne zaczynaja budować swoją masę, która skumulowana może pierdolnać niczym bomba jądrowa...

 

Ps. Wszystko jest dla ludzi nawet relacja ze stałym kochankiem - tylko wszystko z umiarem.

Umiar, umiar umiar i jeszcze raz umiar. Przepis na to aby sport eksremalny nas nie zabił. :)

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

@kiki otwórz szafę i mów do rzeczy... tyle w temacie interpretacji...

 

 

Słabe to słabiutkie.... Do rzeczy: Nazwa to kod zawierający ogólne określenia jakiegoś stanu, zjawiska, rzeczy itp. Żadna nazwa nie wyczerpuje w pełni kontekstów i cech w całości, nie jest wystarczająca do ostatecznego określenia całości. I co robisz w szafie, że trzeba ją otwierać by się do Ciebie zwrócić?

 

 

Co do reszty, to całe szczęście, ze zaznaczyłem na końcu mojej wypowiedzi, że jest to subiektywna ocena, do której mam prawo. Ty masz prawo nie zgadzać się z moja oceną i retoryką słowną.

 

 

Skopiowałeś post w całości, który w znacznej części nie był nawet do Ciebie, przypuszczam więc, że nie przeczytałeś go wnikliwie. Gdybyś to uczynił dotarłbyś do akapitu:

 

 

Widzisz zatem, że sama nazwa niczego nie definiuje, możliwości interpretacji jest bez liku i to czyni temat nader ciekawym. Ty/Wy tak widzicie ten aspekt, ja pokazałem swoje odmienne postrzeganie i pewnie same Panie jeszcze inaczej zinterpretują zagadnienie. Subiektywność odbioru tego terminu i jego wyznaczników jest wypadkową indywidualnych cech osobowościowych HW.

 

 

Jak widzisz nie odbieram Tobie prawa do subiektywnej oceny czy własnego zdania, prezentuje własne spostrzeżenia i wnioski. Owszem odmienne ale mogłoby to stanowić pole ciekawej dyskusji. W swoim poście zawarłem też pytania do Ciebie, które zignorowałeś uciekając z dyskusji w stronę manifestowania frustracji.... Tell My Why?

 

Uwaga!!! W tym miejscu kończą się treści skierowane do Ciebie. Gdybyś ponownie poczuł potrzebę użycia procedury kopiuj wklej należy zakończyć w tym miejscu. Nie rób bałaganu.

 

 

 

 

nikt (nawet mąż) nie zasługuje dla mnie na miano stałego kochanka - bo jest to wyłącznie sprowadzenie go do jednej roli

 

 

Nieprawda!!! Adam jest strażakiem czy to oznacza, że Adam nie jest równocześnie mężem, ojcem, synem, bratem czy przyjacielem? 

Miano kochanka nie jest sprowadzaniem do jednej tylko roli. Haa co ważniejsze gdyby zorganizować pojęcia w zbiory zakresów to przecież każdy mąż jest kochankiem nie każdy kochanek musi być mężem ( oczywiście w celu uproszczenia pomijam stany odległe od statystycznej prawidłowej). Nazwanie męża kochankiem w żaden sposób nie deprecjonuje Jego pozycji w związku, nic mu nie odbiera jest jedynie określeniem pewnego stanu. 

 

 

czy oczekuję? hmmm... przecież jest etap poznawczy (nie ma znaczenia okres jego trwania a jedynie natężenie treści wszelakich) i coś wyczuwam na ich podstawie, coś sprawia że do danej osoby lgnę, bo widzę, bo czuję... nie oczekuję, idę tam gdzie wyczuwam spełnienie

 

@Iko niekonsekwentna jesteś. Twierdzisz, że nie oczekujesz, uparcie przy tym obstajesz a jednak piszesz:

 

 

soma to dla mnie za mało, ja chcę też psyche

 

Oczekujesz zatem konkretnych cech relacji, chcesz ich ich szukasz i potrzebujesz... mechanizm ich odbierania nie ma w tym sensie znaczenia, nic nie zmienia oczekiwania istnieją.

 

 

a wyobraź sobie, że były i takie dni że seksu z kochankiem nie miałam i dalej go chcę

  

 

Wyobraź sobie, że sobie wyobrażam  :lach:

 

 

taaaa.... a jakie jest zatem Twoje podejście do owych wspomnianych wcześniej oczekiwań i wymagań wobec relacji ZK?

 

 

Niezmienne. Oczekiwania w relacji ZK wcale nie muszą ograniczać się do seksu i fizyczności. 

 

 

to może inaczej rozumiemy słowo "oczekiwanie"

 

 

To na pewno.  Na PWN.SJP dla frazy oczekiwać zastosowano wyjaśnienie, które uznam za wystarczające "to czego się pragnie i spodziewa"

 

 

Ty spłycasz.... Sprowadzasz coś do wymiaru miejsca. I jeszcze wybierasz takie jedno z ordynarniejszych

 

 

Oczywiście ale jedynie celem bardzo obrazowego kontrargumentowania.

 

 

Poprzeczka moich potrzeb jest dość wysoko postawiona. Potrzeb emocjonalnych co istoty człowieka z którym się spotykam

 

 

 

 

Sama przyznajesz masz potrzeby własne, wymagania wobec osoby z którą się spotykasz.... @Iko nie chcę Cię martwić ale to oznacza, że masz wymagania i wymagasz  :lach:

 

 

Nie muszę definiować, oczekiwać: wiesz, lubię dostać po pysku a tej pozycji to ja nie znoszę, o nie nie nie... tego to ja nie zrobię. Nic nie muszę definiować. Jeśli dobrze wyczułam człowieka to idziemy wspólną drogą naszych lubieżności z szacunkiem wzajemnym i własną wolą co do kolejnych poczynań. Tak, przecholernie nie lubię określać czegokolwiek.  Zatem biorę co dostaję. A dostaję to co wyczułam a potem jeszcze więcej i jeszcze więcej... Bo przecież już na tej drodze jest dwoje ludzi i ich wzajemne interakcje.

 

 

Kiedy ja zupełnie nie o tym. Określanie konwencji, norm i zasad to nie to samo co posiadanie oczekiwań. Zupełnie nie to.

 

 

Tylko od Niego. 

 

 

Tylko od Niego... bo ten "Nieg" spełnia Twoje oczekiwania  :mlotek:

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ps. Wszystko jest dla ludzi nawet relacja ze stałym kochankiem - tylko wszystko z umiarem. Umiar, umiar umiar i jeszcze raz umiar. Przepis na to aby sport eksremalny nas nie zabił. :)

Ogólnie masz rację i zgadzam się z Tobą w 99%. Natomiast 1% zostawiam sobie na boczku, bo czytając ten wątek przychodzi mi do głowy takie powiedzonko "kupię litra, nie będę odkręcał" ;) I nie ma znaczenia o jakiego litra w tym powiedzonku tak dokładnie chodzi. Jak litr tylko czeka na odkręcenie to jest to tylko kwestia czasu :P

 

Ja już kupiłem niejednego litra i do tej pory żaden nie pozostał nieodkręcony :D

A i żeby nie było - uwielbiam osobiście ten specyficzny, wyrafinowany, audiofilski powiedziałbym nawet dźwięk i mega nakręcający (choć odkręcający psowało by bardziej) moment w którym pęka banderolka :D a potem sekunda, dwie i odcięcie :D:D:D też muzyka dla uszu...

  • Lubię 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

@kiki

 

Chyba kolego nie wiesz czym jest ignorancja, nie odpowiedziałem bo nie chciałem odpowiedzieć w danej chwili i nie muszę się z tego tłumaczyć, ot tak masz odpowiedz na TERAZ :)

 

Niczego nie manifestuje a tym bardziej frustracji, która dopadła mnie w Twojej ocenie - wyprowadzam Cię z błędu i jednocześnie dementuje - NIE DOPADŁA MNIE ŻADNA FRUSTRACJA :lach:

 

Kopiując całość wynikało to z lenistwa, ponieważ pisałem swoja wypowiedz z telefonu - jest to mało wygodne urządzenie do obrabiania tekstów. Nie wspominając już o pisaniu dłuższych frazesów i ich motywacji w odpowiedzi na Twoje tezy i pytania.

 

Poczekaj cierpliwie a uzyskasz moja odpowiedz, która będzie polem do dalszej merytorycznej dysputy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.