Seks, miłość, przywiązanie... - strona 2 - Dyskusje Tematyczne - Cuckold Forum Skocz do zawartości
Lemoondzik

Seks, miłość, przywiązanie...

Rekomendowane odpowiedzi

 

Jedno założenie do tego schematu i chyba do całego tego tematu. Miłość traktowana jest tu trochę inaczej niż zwykło się o niej myśleć. W tym przypadku i w książkach, które mnie zainspirowały, oznacza bardziej silne zaangażowanie emocjonalne niż bezinteresowną miłość po wsze czasy bez względu na wszystko.

 

a mnie interesuje jedno, czy te książki mówią coś o biochemii, która rozgrywa się w mózgu, gdy jest miłość, zakochanie, zauroczenie - czy są jakieś różnice w tych procesach, które się dzieją poniekąd poza nami, poza naszą świadomością

 

bo jak i kiedy i po czym rozróżnić miłość od zakochania? a może zakochanie jest pierwszym krokiem do miłości? a czym jest zauroczenie? (moim zdaniem subiektywnym, nie ma nic wspólnego z zakochaniem a tym bardziej miłością)

 

 

z Tobą chce się pieprzyć po świt, Ciebie kocham nad wszystko, a przy Tobie chcę spędzić całe moje życie.

 

powyższą nie... ale taka

 

z Tobą / Wami chcę się pieprzyć po świt

Ciebie kocham nad wszystko, a ku Tobie idę (vide temat poliamoria :) )

a z Wami chcę spędzić całe moje życie pieprząc się od świtu po kolejny świt

 

owszem, wyobrażam sobie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

a mnie interesuje jedno, czy te książki mówią coś o biochemii, która rozgrywa się w mózgu, gdy jest miłość, zakochanie, zauroczenie - czy są jakieś różnice w tych procesach, które się dzieją poniekąd poza nami, poza naszą świadomością bo jak i kiedy i po czym rozróżnić miłość od zakochania? a może zakochanie jest pierwszym krokiem do miłości? a czym jest zauroczenie? (moim zdaniem subiektywnym, nie ma nic wspólnego z zakochaniem a tym bardziej miłością)

 

I to są ciekawe zagadnienia dla mnie również, ale mam wrażenie po przeczytaniu jednej z tych książek, a konkretnie "Dlaczego kochamy" autorstwa Helen Fisher, że podział na zauroczenie, zakochanie i "prawdziwe" kochanie jest z punktu widzenia biochemii mózgu sztuczny i chyba wymyślony tylko po to żebyśmy sami sobie byli w stanie usankcjonować zachowania, które nie są do końca społecznie aprobowane. Rozróżniane są w tej książce właśnie trzy poziomy: żądza (seks) za który odpowiada głównie testosteron (tak u mężczyzn jak i u kobiet), miłość romantyczna (takie określenie w książce, ale nie chodzi bynajmniej o wycie pod balkonem lubej do świtu tylko właśnie o bardzo silną więź emocjonalną) za którą odpowiadają głównie serotonina i dopamina oraz przywiązanie, które definiowane jest jako "poczucie silnej więzi z osobą, której życie splotło się z twoim" i za to odpowiada oksytocyna i wazopresyna.

Co ciekawe każde może rozwinąć się w każde i kombinatoryka w tym względzie może być dowolna - można zacząć od silnej żądzy przejść przez miłość romantyczną i dojść do przywiązania jak i zaczynać od głębokiego przywiązania (przyjaźń), które ewoluuje w miłość początkowo "czystą" i następnie rozwija się pożądanie. Nie ma jednego schematu i nie z każdym partnerem można przejść "pełną ścieżkę" :D z niektórymi jest ogień, ale nie ma mięty z innymi jest mięta, ale nie ma ognia :D a jeszcze z innymi jest mięta, ogień i kredyt :P A najzabawniejsze jest to, że nie ma jednej "połówki jabłka" tylko masa ludzi, przy których w odpowiednich okolicznościach mózg nam odpala i zaczyna tłoczyć chemię :)

  • Lubię 3
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

Rozróżnijmy dwie rzeczy:

Myślę, że takie rozróżnienie zbyt upraszcza temat. Moim zdaniem mało jest związków, które tak jednoznacznie mogą się zdefiniować. Najczęściej jest chyba tak, że jest to powolna ewolucja od tego uczucia do wypalenia i "piłem" do tego, że ludzie często nie mają świadomości tego, że przywiązanie również jest szalenie istotne, nawet jeśli definiowane jako "jesteśmy bo jesteśmy". Obserwuję właśnie taką postawę rezygnacji "wiesz już nie jest jak kiedyś, nie ma ognia w łóżku, nie ma uczucia, miłość się wypaliła, mamy tylko kredyt i dzieci i nic nas ze sobą nie trzyma". A potem jak na dłuższą chwilę partnera zabraknie z jakiegoś powodu to jest "boże, a z kim ja będę kawę pić z rana, jak mi tego brakuje, a z nikim nigdy mi się nie będzie tak dobrze filmów oglądać..." itp. itd.

Mam wrażenie, że często nie rozumiemy i nie doceniamy tego co mamy ;)

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Myślę, że takie rozróżnienie zbyt upraszcza temat. Moim zdaniem mało jest związków, które tak jednoznacznie mogą się zdefiniować. Najczęściej jest chyba tak, że jest to powolna ewolucja od tego uczucia do wypalenia i "piłem" do tego, że ludzie często nie mają świadomości tego, że przywiązanie również jest szalenie istotne, nawet jeśli definiowane jako "jesteśmy bo jesteśmy". Obserwuję właśnie taką postawę rezygnacji "wiesz już nie jest jak kiedyś, nie ma ognia w łóżku, nie ma uczucia, miłość się wypaliła, mamy tylko kredyt i dzieci i nic nas ze sobą nie trzyma". A potem jak na dłuższą chwilę partnera zabraknie z jakiegoś powodu to jest "boże, a z kim ja będę kawę pić z rana, jak mi tego brakuje, a z nikim nigdy mi się nie będzie tak dobrze filmów oglądać..." itp. itd.

Masz rację. A dzieje się tak, gdyż wielu nie zna tego procesu i właśnie myli oba przytoczone przeze mnie pojęcia a brak motyli w brzuchu i ognia w łóżku traktują jako wypalenie uczucia a nie jego ewolucję. Taki podział jednak wg mnie istnieje i o ile z zewnątrz tego nie ocenisz o tyle świadome osoby powinny móc to zrobić dla swojego przypadku. Uczucie w wieloletnich związkach może ewoluować ale może się też faktycznie wypalić.

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 26.06.2018 o 12:52, Wichura pisze:

Obserwuję właśnie taką postawę rezygnacji "wiesz już nie jest jak kiedyś, nie ma ognia w łóżku, nie ma uczucia, miłość się wypaliła, mamy tylko kredyt i dzieci i nic nas ze sobą nie trzyma".

 

Ja jeszcze tylko... odgrzewajac stare kotlety, chcialbym dorzucic od siebie, ze mozliwe jest plynne przechodzenie pomiedzy tymi "stanami" w kazda ze stron. Mozliwe, choc niezwykle trudne, jest rozpalenie znowu pozadania i motyli w brzuchu w stosunku do tej samej osoby, z ktora, jakby nam sie moglo wydawac laczy nas juz tylko przywiazanie.

 

Jedna z teorii mowi o tym, ze jest to mozilwe tylko i wylacznie jesli ten ogien byl na poczatku relacji.

 

Takie pare groszy w temacie. Skadinad, cholernie ciekawym. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 8.11.2018 o 16:40, Z piernika Paź pisze:

Mozliwe, choc niezwykle trudne, jest rozpalenie znowu pozadania i motyli w brzuchu w stosunku do tej samej osoby, z ktora, jakby nam sie moglo wydawac laczy nas juz tylko przywiazanie.

 

Jest jedna czarodziejska metoda. Uciąć definitywnie przywiązanie. I to na długo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
4 minuty temu, Sem. pisze:

 

Jest jedna czarodziejska metoda. Uciąć definitywnie przywiązanie. I to na długo.

Tak, to zdecydowanie metoda najbardziej popularna... ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 26.06.2018 o 01:09, Lemoondzik pisze:

Zatem pytanie wprost do Was - zgadzacie się z tym, że można pragnąć zwierzęco wręcz zbliżenia czysto seksualnego z jedną osobą, kochać na zabój zupełnie kogoś innego i jednocześnie pragnąć żyć w długim związku po grób z trzecią osobą?

W moim kontekście widzę to tak:

* Miłość - mój życiowy Partner

* Pragnienie - Kochanek

* Przywiązanie - Przyjaciel.

 

Każdy jest ważny, każdy wymaga akceptacji i wyrozumiałości na różnych płaszczyznach, ale każdy pełni inną rolę i pociąga za inne sznurki w moim ciele. Partner budzi nie tylko pożądanie, ale i dużo ciepłych uczuć. Kochanek głównie pożądanie. Przyjaciel budzi mój instynkt opiekuńczy :)

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
22 minuty temu, SplitKiM pisze:

Każdy jest ważny, każdy wymaga akceptacji i wyrozumiałości na różnych płaszczyznach, ale każdy pełni inną rolę i pociąga za inne sznurki w moim ciele. Partner budzi nie tylko pożądanie, ale i dużo ciepłych uczuć. Kochanek głównie pożądanie. Przyjaciel budzi mój instynkt opiekuńczy :)

 

Bardzo dobrze masz to poukładane. Tak "domyślnie". Ideałem byłoby gdyby zawsze Partner widział w nas Partnera, Kochanek - nie zakochiwał się, Przyjaciel - był zawsze Przyjacielem.  Albo użyję takiego sformułowania "tylko" (aż?) Przyjacielem. Bo to często tak bywa, że ktoś, kogo "wyznanie" odtrącamy, przestaje być przyjacielem. A kto przyjacielem być przestaje, ten nigdy nim nie był. Lub był tylko w nadziei na coś więcej.

 

I wtedy Ty mówisz "Mam Przyjaciela". Mam Przyjaciółkę. Taka kategoria. A nigdy nie wiesz, co tak naprawdę siedzi w głowie tego, który Ci dobrze życzy. Najlepiej. Zawsze jest gdy go potrzebujesz...

 

i z czym to się je.

  • Lubię 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.