fem(male)dom _24/7_ - strona 9 - Kobieca Dominacja - Cuckold Forum Skocz do zawartości
Chanel_no5

fem(male)dom _24/7_

Rekomendowane odpowiedzi

6 minut temu, Dragonfly pisze:

To nie jest tak, że uległy jest zwolniony z odpowiedzialności i myślenia.

Wiem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

A ja Switch'a doskonale rozumiem i mam bardzo podobnie w tym zakresie. No może poza tym że dominując staram się spełniać siebie a nie stronę uległą w pierwszej kolejności 

  • Lubię 3
  • Dziękuję 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
18 godzin temu, skrzat pisze:

Bodźcem erotycznym może być praktycznie wszystko :). Zależy jak zostanie podane. Ale to nie jest tak, że chodzę całe życie nakręcony ze stójką w spodniach.

Proza życia jest w większości nudna i nijaka, więc moje codzienne obowiązki, są zwykłą pracą do wykonania. Jednak gdy słyszę np. podczas zmywania naczyń jak Żona woła - "Zrób mi kawę", a na moje "za chwilę bo myję gary" słyszę "Teraz!"... cóż takie momenty sprawiają, że najchętniej podałbym Jej tę kawę na kolanach z cielęcym uśmiechem na twarzy.

To są codzienne rozbłyski, smaczki, które podkreślają to co jest między nami. Myślę, że @Dragonfly dobrze się z tym czuje.  W sumie to nie wiem jednak jak Ona to odbiera.

Na co dzień nie chodzę z wypiekami na twarzy i bolesną erekcją. Jakby nie było to małżeństwo a nie sesja.

Oh, no przecież nie chodziło mi stan permanentnej erekcji! :D Lecz właśnie o te wszystkie drobne smaczki, które bez kontekstu D/s byłyby szarą codziennością. Zaparzenie kawy staje się nagle bodźcem seksualnym, czyż nie? Nie w takim w pojęciu wywoływania "typowego pożądania", ale stymulującym pewne obszary w uległym umyśle, które dla "normalnego" człowieka są zupełnie nieerotyczne. Codzienne obcowanie z "Właścicielem" (że tak to ujmę ;) ) jest w moim odczuciu jedną wielką stymulacją tych "uległych ośrodków przyjemności", zatapianiem się w tym po czubek głowy.

 

Stąd zapytałam o ryzyko "przeerotyzowania" w 24/7. Choć może u Was już się to wszystko jakoś harmonijnie unormowało.

 

Lula.

  • Lubię 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
2 minuty temu, Sailor&Lula pisze:

Oh, no przecież nie chodziło mi stan permanentnej erekcji! :D Lecz właśnie o te wszystkie drobne smaczki, które bez kontekstu D/s byłyby szarą codziennością. Zaparzenie kawy staje się nagle bodźcem seksualnym, czyż nie? Nie w takim w pojęciu wywoływania "typowego pożądania", ale stymulującym pewne obszary w uległym umyśle, które dla "normalnego" człowieka są zupełnie nieerotyczne. Codzienne obcowanie z "Właścicielem" (że tak to ujmę ;) ) jest w moim odczuciu jedną wielką stymulacją tych "uległych ośrodków przyjemności", zatapianiem się w tym po czubek głowy.

 

Stąd zapytałam o ryzyko "przeerotyzowania" w 24/7. Choć może u Was już się to wszystko jakoś harmonijnie unormowało.

 

Lula.

Wydaje mi się Lula, że to jest kwestia indywidualnego podejścia. Dla Ciebie takie zwykłe czynności związane z pewną decyzyjnością na takim codziennym poziomie będą miały zabarwienie erotyczne właśnie dlatego, że dotyczą JEGO a dla innych takiego zabarwienia nie będzie. Jak wiadomo każdy ma inne "progi" i inaczej podchodzi do klimatu. Dla Ciebie przykładowo dominacja/uległość etc jest głęboko zakorzeniona w Tobie, Twoim charakterze i przez to naturalnie rzutuje na życie codziennie. Dla mnie nie tylko jest to niezależne od życia codziennego ale i w kontekście erotycznym stanowi jedynie ułamek mojej aktywności. Myślę, ze dla każdego ten "procent ingerencji" będzie zupełnie różny stąd jednym łatwiej przychodzi wszelkie oddzielanie czy przełączanie się a dla innych wydaje się to wręcz niemożliwe.

  • Lubię 5

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
9 minut temu, Wichura pisze:

Wydaje mi się Lula, że to jest kwestia indywidualnego podejścia. Dla Ciebie takie zwykłe czynności związane z pewną decyzyjnością na takim codziennym poziomie będą miały zabarwienie erotyczne właśnie dlatego, że dotyczą JEGO a dla innych takiego zabarwienia nie będzie. Jak wiadomo każdy ma inne "progi" i inaczej podchodzi do klimatu. Dla Ciebie przykładowo dominacja/uległość etc jest głęboko zakorzeniona w Tobie, Twoim charakterze i przez to naturalnie rzutuje na życie codziennie. Dla mnie nie tylko jest to niezależne od życia codziennego ale i w kontekście erotycznym stanowi jedynie ułamek mojej aktywności. Myślę, ze dla każdego ten "procent ingerencji" będzie zupełnie różny stąd jednym łatwiej przychodzi wszelkie oddzielanie czy przełączanie się a dla innych wydaje się to wręcz niemożliwe.

Dlatego pytam o to zagadnienie właśnie @skrzata, ponieważ wiedząc, iż żyje od lat w związku femdom 24/7 mam świadomość, że uległość musi być w nim głęboko zakorzeniona i stanowić ważny aspekt w jego życiu.

 

Lula.

  • Lubię 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
12 godzin temu, Sailor&Lula pisze:

Zaparzenie kawy staje się nagle bodźcem seksualnym, czyż nie? Nie w takim w pojęciu wywoływania "typowego pożądania", ale stymulującym pewne obszary w uległym umyśle,

Z góry przepraszam że nie mam siły wczytać się w cały temat, jestem po wielu godzinach ciężkiej pracy. Natomiast z miłą chęcią odniosę się do powyższego... 

 

Z czasem wszystko powszednieje - szczególnie jak mówimy o 24/7. M. bardzo lubi jak parzę mu kawę na dzień dobry. Bardzo długo był to nasz poranny rytuał - wypicia razem kawy rano. Nasze 5 min tylko dla siebie.

 

Po ponad 8 latach, mam wrażenie, że on nie umie sobie sam kawy zaparzyć, przez co nadal muszę wstawać o 6:30... :D 

 

Oczywiście mówię to z lekkim przymrużeniem oka. Gdybym nie chciała z nim tej kawy wypić to pewnie bym dłużej pospała. Niemniej jednak czasami mam ochotę mu wyjaśnić - to jest czajnik, tu klikasz, tu trzymamy kubki, teraz sypiemy dwie łyżeczki... 

 

Sorry, że tak spłycam, na więcej mnie dziś już nie stać :)

 

 

  • Lubię 4
  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Godzinę temu, SplitKiM pisze:

Z góry przepraszam że nie mam siły wczytać się w cały temat, jestem po wielu godzinach ciężkiej pracy. Natomiast z miłą chęcią odniosę się do powyższego... 

 

Z czasem wszystko powszednieje - szczególnie jak mówimy o 24/7. M. bardzo lubi jak parzę mu kawę na dzień dobry. Bardzo długo był to nasz poranny rytuał - wypicia razem kawy rano. Nasze 5 min tylko dla siebie.

 

Po ponad 8 latach, mam wrażenie, że on nie umie sobie sam kawy zaparzyć, przez co nadal muszę wstawać o 6:30... :D 

 

Oczywiście mówię to z lekkim przymrużeniem oka. Gdybym nie chciała z nim tej kawy wypić to pewnie bym dłużej pospała. Niemniej jednak czasami mam ochotę mu wyjaśnić - to jest czajnik, tu klikasz, tu trzymamy kubki, teraz sypiemy dwie łyżeczki... 

 

Sorry, że tak spłycam, na więcej mnie dziś już nie stać :)

 

 

Nadal robię Sailorowi śniadania (nawet jeśli mogę dłużej pospać).

 

Nie łączę tego z D/s :D;) .

 

Lula.

  • Lubię 4
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 22.11.2018 o 08:27, Sailor&Lula pisze:

Codzienne obcowanie z "Właścicielem" (że tak to ujmę ;) ) jest w moim odczuciu jedną wielką stymulacją tych "uległych ośrodków przyjemności", zatapianiem się w tym po czubek głowy.

 

Stąd zapytałam o ryzyko "przeerotyzowania" w 24/7. Choć może u Was już się to wszystko jakoś harmonijnie unormowało.

Chyba jest dokładnie tak jak to ujęłaś. Jakoś się to unormowało i trwa, dostarczając nam obojgu bardzo częstej przyjemności. Nie nieustannej, ale właśnie częstej. Może właśnie dlatego nie dotknęło nas to "przeerotyzowanie". Po tylu latach mam przekonanie graniczące z pewnością, że taki stan będzie trwać, nie zamieniając się w coś niebezpiecznego.

 

  • Lubię 3
  • Dziękuję 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Nie wiedziałam gdzie się na ten temat wypowiedzieć, bo w wątku "Z czym wracamy ze spotkań" nie chciałam ciągnąc off-topu. Postanowiłam zrobić to tutaj.

 

Nie rozumiem co ma choroba taka jak alkoholizm wspólnego ze świadomym dążeniem do związku jakiego pragnę? Porównanie totalnie z 4 liter. 

 

Tak, dla ukochanej osoby zrobimy wiele i jesteśmy w stanie pójść na daleko idące ustępstwa. Jednak te ustępstwa mają swoje twarde granice - przynajmniej w moim przypadku. Bo, gdy one mocno naruszają moją przestrzeń i wymuszają na mnie zachowania, które powodują u mnie silny psychiczny dyskomfort, to nie ma o nich żadnej mowy. 

Dla ludzi nierozumiejących lub niechcących zrozumieć istoty natury kobiety dominującej mogę brzmieć jak rozkapryszony dzieciak. Trudno. Nie zamierzam z  tym walczyć. 

Zastanowiło mnie natomiast jedno. 

Wyobraźmy sobie, że to @skrzat jest dominującym w naszym związku. Na początku naszej wspólnej drogi ustalamy, że jestem jego kobietą. Tylko z nim uprawiam seks i tylko jemu ulegam. On natomiast ma ochotę sypiać z innymi kobietami. Mnie to pasuje i na to przystaję. I nagle po kilku latach ja oświadczam, że chcę mieć kochanków. On jest przeciwny, bo jest mężczyzną mocno terytorialnym i jego życiowa kobieta ma być tylko jego. Tak ma być i już.  

Czy wtedy @skrzat również brzmi jak rozkapryszony dzieciak? 

  • Lubię 6

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.