Jerzy - cz.1 - Rity fantazje - Cuckold Forum Skocz do zawartości

Rity fantazje

  • wpisów
    16
  • komentarzy
    91
  • wyświetleń
    8843

Jerzy - cz.1

rita

116 wyświetleń

Dajcie znać w komentarzach, czy jesteście zainteresowani ciągiem dalszym.

 

----

 

-Bo Jurek był odważny, a ty jesteś pierdoła.

 

Zajrzałam z ciekawości o kim tak wypowiada się Jolka, ale okazał się, że siedzi na telefonie.

 

-Poszedłby do niej i z nią pogadał….no jak nie? A pamiętasz, jak poszedł do Hanki i siedział z nią do rana? No… tak… tak, wtedy, jak chciała nie iść na maturę… To, że był od niej młodszy to tylko pokazuje, jaką miał siłę przebicia! W sumie dalej jestem ciekawa, czy zdałby swoją.

 

Cicho wycofałam się do kuchni i odłożyłam zakupy, po które wyszłam. Jolka miała mały pokoik na piętrze, mój znajdował się po drugiej stronie korytarza. Między nami była łazienka z toaletą a pokoje łączył długi balkon. Gdy byłam młodsza często zakradałam się po nim i zaglądałam jej do pokoju. Zawsze siedziała z dziewczynami, bo tata nie pozwalał przyprowadzać do domu chłopaków. Co ciekawe Jolka mogła się z nimi widywać, ale u innych i na mieście. Ale nie u nas.

 

Ale Jurka kojarzyłam. Często o nim wspominała, zawsze w pozytywnym kontekście, niemal w samych superlatywach ale nie zwracałam na to szczególnej uwagi. Tyle tylko, że Jurek zginął w wypadku samochodowym, więc była to postać charakterystyczna.

Pamiętam ten dzień, bo był na krótko po mojej komunii. Jolka wpadła zaryczana do domu i pobiegła do pokoju. Mama rzuciła wszystko i poszła za nią a ojciec zamarł z gazetą w ręku i kazał mi siedzieć na dole. Mamy nie było przez długi czas a kiedy zeszła, była blada jak ściana.

 

-Jurek nie żyje.

-Jak to? – ojciec podniosł się i podszedł do matki. Groza sytuacji udzielila się i mi, chociaż nie wiedziałam nawet dobrze o kogo chodzi.

-Jechał z kuzynem maluchem, weszli za ostro w zakręt, rozbili się o wiadukt. Kuzyn leży w śpiączce, Jurka nie odratowali.

-Idę do Jolki – powiedział ojciec zdecydowanym tonem i teraz to on zniknął na dłuższą chwilę.

 

Jolka chodziła zapłakana jeszcze długi czas a później wszystko zaczęło wracać do normy. Poza tym, że na początku dużo czasu spędzała ze swoją paczką i często Jurka wspominali.

 

Teraz kończyła studia a ja gimnazjum. Miała już swoje życie i narzeczonego, ale nadal jeszcze trzymała się z niektórymi ludźmi z tego czasu.

 

Kończyłam układać jogurty na półkach lodówki, kiedy weszła i bez pardonu wyjęła mi jeden z ręki.

-Dzięki – powiedziała otwierając go i wypijając duszkiem.

-Proszę – zamknęłam drzwiczki – Kogo tak opieprzałaś?

-Nie przeklinaj – powiedziała automatycznie, choć sama klęła jak szewc – Tomka.

-?

-Nie znasz.

-I co z nim?

-Jego młodsza siostra chce rzucić studia przed samym końcem.

-Fatalnie – skomentowałam i ziewnęłam – I co by z tym zrobił Jurek?

 

Popatrzyła na mnie ciężkim wzrokiem.

 

-No co?!

-Podsłuchujesz mnie, małpo!

-Nie muszę, darłaś się na całe piętro.

-Sama się drzesz – wyrzuciła opakowanie po jogurcie do śmieci – Jurek najpierw by spytał, co dobrego w jej życie wniesie taka decyzja, a co straci.

-Mądrze.

-Bo to był mądry chłopak – rzuciła już z korytarza – Idę się przejść, nie wiem kiedy będę.

 

Stuknęły drzwi a ja zostałam sama. Rodzice mieli wrócić z pracy za dwie godziny. Do dziś nie wiem, skąd mi się wzięła myśl, żeby przejrzeć Jolki fotografie. Może z nudów?

W każdym razie weszłam do jej pokoju, uważnie przejrzałam półki, wyjęłam jeden z albumów z czasów późnej podstawówki i zaczęłam przeglądać. Ogniska..więcej ognisk…jakaś wycieczka szkolna…zakończenie roku…Tłumy postaci, zawsze wychodziła gdzieś z paczką albo z całą klasą.

 

O, jest! Stoi w otoczeniu kilku chłopaków. Może coś pisze z tyłu? Kiedyś gdy wywoływanie zdjęć było powszechne to był zwyczaj podpisywania się przez sfotografowanych.

 

Nie myliłam się. „Tomek, Jerzy, Jolka, Marcin i Rafał – Beskid 1997”.

Odwracam zdjęcie i patrzę na drugą postać po lewej. Raz, drugi i trzeci.

Usiadłam i zaczęłam jeszcze raz przeglądać album. Potem kolejny. Wszędzie szukałam chłopaka o coraz dłuższych, jasnych włosach obwiązanych często bandamą. W jeansowej katanie i w ciężkich butach. Na zdjęciach robionych rok przed wypadkiem ma włosy ścięte na krótko ale z dłuższą grzywką z kręcącymi się końcami. Nosi koszule i jeansy. Na ręku ma sporej wielkości zegarek a na szyi miga rzemyk. Ciekawe, co na nim wisiało?

Jedno jest pewne. Im dłużej oglądałam te zdjęcia, tym coraz bardziej wpadałam.

Kiedy rodzice wrócili do domu – byłam już zauroczona na amen.

 

--

 

Zauroczona. Ale jeszcze nie zakochana. Kolejne dni poświęcałam na zapuszczanie wici.

 

-Mamo, a kto to był ten Jurek, co miał wypadek przed maturą Jolki?

 

Mama podniosła głowę znad krzyżówki.

 

-Jurek Hojnicki? Jola chodziła z nim do klasy. W zasadzie to już w przedszkolu byli razem ale się nie bawili. A potem zaprzyjaźniła się z jego siostrą z klasy wyżej, może pamiętasz, Grażynka.

-Coś pamiętam – blefowałam, bo widziałam ją oczywiście na zdjęciach. Zupełnie nie byli do siebie z Jurkiem podobni. Z głowy wyskoczyło mi także wspomnienie tego dnia, gdy Jolka wróciła z informacją o wypadku. „Idę do Grażyny!” – krzyknęła, wychodząc wieczorem. Nie wróciła do rana, ojciec się martwił.

-Bardzo miły chłopak. Oczytany. Miał same szóstki z polskiego, wróżono mu karierę polonisty, ale on sam nie wiedział gdzie i na co chce iść. No i ostatecznie nie musiał tej decyzji podjąć – westchnęła – A czemu pytasz?

-A tak mi się przypomniało. Gdzie go pochowali?

-Tu u nas, na cmentarzu. To będzie w tej nowej części, ale nie na samym końcu, bo tam chowają tych co teraz zmarli, musisz patrzeć…bo ja wem? Tak z dziesięć rzędów wcześniej.

 

 

Dziesięć rzędów wcześniej, pół godziny i kilka „choler jasnych” później udało mi się w końcu znaleźć nagrobek. Imię, nazwisko, data urodzin, data zgonu… żadnego zdjęcia. Kilka podeschniętych kwiatków, pełen wody po niedawnym deszczu znicz. Trącąca już myszką żelbetonowa płyta. Prawie anonimowo. Niewiele się stąd dowiem, ale nie po to tu przyszłam. Z naddartej siatki wyjmuje nowy znicz i wywalam stary. Ostrożnie podpalam knot. Mam jeszcze chryzantemę, kładę ją na środku.

 

-Cześć, Jurek.

 

Stoję w milczeniu czas jakiś, czując się trochę głupio a trochę jakbym dotknęła jakiejś tajemnicy. Potem żegnam się i odchodzę odprowadzana wzrokiem wchodzącej przez bramę kobiety ze staromodnym rowerem.

 

-Dzień dobry! – rzuca schrypniętym głosem.

-Dzień dobry – rzucam i zwalniam. Znam ją? Chyba nie.

-Dawno nikogo nie było na Jureczka grobie. Znałaś go?

 

Spalam buraka.

 

-Nn…nie, to kolega siostry.

-Coś tak właśnie mi się wydawało, że za młoda jesteś – kiwnęła głową i ruszyła przed siebie.

-A pani go znała? – zawołałam. Zatrzymała się.

-To mój sąsiad. Był. Zawsze pytał, czy mi czegoś ze sklepu nie trzeba, takie uczynne dziecko. A jak grał ładnie na gitarze!

 

Pomachała mi ręką i poszła dalej a ja wróciłam do domu z nowymi informacjami w głowie.

 

-Tata, a co to był za Jurek co go tak Jolka często wspomina?

 

Złapałam go w garażu tak, żeby nie było przy tym świadków. Ojciec wytarł dłonie w robocze spodnie i śmiesznie zmarszczył nos.

 

-Ten co się zabił na wiadukcie? Jej kolega z klasy. A czemu pytasz?

-A tak z ciekawości. Często o nim mówi.

-Nie dziwne – wrócił pod maskę – Włóczyli się wszędzie, miał dobry wpływ na ludzi. Co chwilę wyciągał kogoś z tarapatów, bardzo go szanowali. Uczył się nieźle, coś tam nawet wydał ale ja nie wiem co.

-Wydał?

-Mieli jakiś konkurs w szkole który wygrał. Wypuścił jakiś tomik…czy książkę…nie wiem, musisz o to Jolkę spytać. W każdym razie jego rodzice myśleli, że pójdzie na polonistykę, ale wiadomo, jak się to skończyło.

Westchnęłam. Że też ze wszystkiego rodzice musieli najlepiej zapamiętać jak się uczył. Oni zawsze są tacy?

-Nie widziałam go tu nigdy.

-Bo tu chłopaki nie mają wstępu – zarechotał – Szlag by to… przepraszam, pompka mi się odpięła.

Przez chwilę wkręcał coś z namysłem.

-Jolka jeździła z nim na obozy i wycieczki, praktycznie co weekend gdzieś się razem szlajali. Tyle o nim mówiła że byłem pewny w którymś momencie, że się z nim spotyka, ale on miał tam chyba jakąś swoją… jej się spytaj. Możesz mi podać tamten klucz? Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli kupić nowe auto.

 

Jolka najmniej z nich wszystkich chciała ze mną rozmawiać.

-A po co ci to? – z miejsca się zjerzyła.

-Z ciekawości.

-Z ciekawości to ty lepiej przejrzyj słówka na niemiecki bo z takimi ocenami to się do „piątki” nie dostaniesz. Wynocha mi stąd, kolokwium jutro piszemy.

 

Siedząca na ziemi szatynka obrzucila mnie wesołym spojrzeniem i pomachała, kiedy siostra bez ceregieli wystawiła mnie za drzwi.

 

-Ciesz się, że masz tylko starsze rodzeństwo – usłyszałam.

-To też ma swoje minusy. A kto to był ten Jurek?

-A chcesz sobie zrobić przerwę?

-Tak.

-Herbatki?

 

Odskoczyłam od drzwi w samą porę i schowałam się za fikusa. Jolka poszła na dół a ja wbiegłam do siebie, weszłam na balkon, zabrałam stojącą tam szklankę i cicho podkradłam się pod drzwi balkonowe. Gdy wróciła przyłożyłam ją do zasłoniętej firanką szyby.

 

-Malinowa.

-Pycha!

-Jurek to był mój kolega z klasy. Z liceum. Ale przed liceum chodziliśmy razem do przedszkola i podstawówki. Takich facetów już dzisiaj nie robią.

 

Przez chwilę się śmiały.

 

-Jurek – kontynuowała – To był bardzo wrażliwy chłopak. A przynajmniej jak ktoś go znał, to o tym wiedział. Na co dzień to taki normalny – popijał z chłopakami piwo, gadali o samochodach, do znudzenia mordowali na gitarze chwyty Dżemu. Boże, jak ja teraz nie znoszę Dżemu…

 

Znowu śmiechy.

 

-I tak mogłaś z nim przegadać o pierdołach cały wieczór, ale kiedy zeszło na poważne tematy to dopiero wtedy widziałaś, ile w nim siedzi. Jakie on miał przemyślenia, jakie celne puenty…nie wiem skąd mu się to brało.

-Ile razy ktoś z nas miał problem, to rzucał co robił i mu pomagał. Raz jedna z koleżanek zaciążyła na początku liceum. Straszna kiszka. Facet ją zostawił, rodzicom bała się powiedzieć, w szkole tym bardziej. Jurek się o tym dowiedział, zabrał ją gdzieś do jakiejś fundacji, jak pogadali z dziewczyną i jak z nią potem wszędzie poszedł, to przyznała się i rodzicom i szkole. Co lepsze to nawet okazało się, że ją wszyscy wspierali, ale finalnie oddała je do adopcji. I zgadnij kto ją potem siedział i pocieszał?

-Jurek.

-A pewnie. Albo inna chciała nie podchodzić do matury. Nic nie umiała, kompletne zero. Wprowadził się do niej na dwa tygodnie, kuli jak szaleni, nie dawał jej odpocząć, przyszła na maturę jak zjawa.

-I zdała?

-Ledwie, ale zdała. A była pewna, że nie zda.

-Strasznie porządny ten Jurek był.

 

Kiwnęłam głową. Ładny, porządny chłopak.

-I tu cię zaskoczę. Bo to był bardzo porządny, bardzo towarzyski, bardzo uczynny człowiek. No kurwa chodzący ideał.

-Coś tu musi być nie tak?

-Ano musi. Bo takich mrocznych poematów jak on i takich kawałków to nikt inny nie pisał.

-Hmm?

-Mroki, szatany, ciemne ogrody… pamiętasz, jaka kiedyś była moda na takie kawałki?

-Boże, i on do tego tak męczył Dżem? – studentka roześmiała się perliście – A to numerant. Co jego rodzice na to?

-Niewiele, bo mieli obraz bardzo idealnego syna. A on co jakiś czas schodził z kolegami do piwnicy…co się tam działo, to wiem tylko z jakiś plotek, ale można się domyślić. Kobiety, seks, wino, może odurzacze.

Znajoma zatoczyła się ze śmiechu.

-Mimo wszystko bardzo go szanowaliśmy. Jego odejście nas załamało. Było, minęło A teraz mamy anatomię na głowię.

-Ano… to od czego zaczniemy?

 

Zabrałam z jej albumu zdjęcie, gdzie stoi razem z nim przed jakimiś drzwiami w wiejskiej chacie. Może z imprezy? Zagięłam je tak, że został sam Jerzy.

-Ciężko sobie wyrobić o tobie zdanie – mruknęłam.

Wiele godzin spędziłam, wpatrując się w tę fotografię, odwiedzając kwaterę i łapiąc teraz uważniej Jolki wstawki o Jurku.

-…mówił, że barszcz, to musi być barszcz, a nie siki. Zawsze dosypywał dwie łyżeczki pieprzu…

-…wracając z wycieczki wjechał motocyklem w stóg siana, Tomek myślałam, że dostanie zawału a potem nie mogli z tego stogu wyjść, tak się śmiali. Może to jakaś była zapowiedź tego wszystkiego…

-…potępiał takie zachowanie. Mówił, że tylko tchórze nie potrafią stanąć twarzą w twarz z tym, za co chcieli wziąć odpowiedzialność.

Wprost nie chciała mi nic powiedzieć. Pytałam jeszcze raz i po raz kolejny pokazała mi drzwi. Zaczęłam więc planować całą strategię wydobywania informacji naokoło. Gdy wyszła na imprezę bez skrupułów przejrzałam jej pamiątki ze szkoły pochowane w pudłach pod łóżkiem. Wygrzebałam kartki wysłane jej przez Jurka, życzenia urodzinowe spisane na odręcznie zrobionych bilecikach, zasuszone płatki z osiemnastkowej róży od niego oraz bilety koncertowe schowane w kopercie z dopiskiem: „Jerzy-zaproszenia”. Kat, Wilki, Dżem. Niezły przekrój. Przesłuchałam dyskografię z tamtego okresu i próbowałam wyobrazić sobie moją siostrę ryczącą z tłumem „Łzę dla cieniów minionych”. Wyobraźnia mnie zawiodła.

 

Ale na innych obszarach pracowała jak szalona. Nocami śniło mi się, że siedzę obok Jurka na jakimś murku. Trzymamy się za ręce a on patrzy oczami o brązowych tęczówkach i nie mówi nic. A potem rzuca się przed siebie i znika.

Innym razem skaczemy w tłumie na koncercie a on jest w samych spodniach. Po takiej nocy budziłam się czerwona na twarzy i mokra między nogami.

Kilka razy uczyliśmy się razem w przytulnym pokoju siedząc na sztucznej skórze z niedźwiedzia. W tle migotał grzejnik z żarówką imitującą płomień, z głośników płynęły rockowe ballady. Tłumacząc mi zawiłości biologii powoli rozpinał mi bluzkę przysuwając się coraz bliżej…

Ten niewinny amok trwał czas jakiś aż przyszła jesień i nieco mnie otrzeźwiła. Zwłaszcza pójście do nowej szkoły i wyprowadzka Jolki do narzeczonego.

-Wiele zmian na raz – uznała, zabierając ostatnie pudło i bezpowrotnie odcinając mnie od wielokrotnie przeglądanych zdjęć.

Nowa klasa pełna przestraszonych, zainteresowanych i zblazowanych szesnastolatków prezentowała się dobrze. Usiadłam obok nijakiej blondynki i rozejrzałam uważnie. Po czym jakby mnie piorun strzelił.

W ostatniej ławce siedział długowłosy blondyn z bandamką na czole i z brązowymi oczami. Widząc moją osłupiałą minę pytająco uniósł brwi i pomachał mi niepewnie.

Odwróciłam się do okna i wytarłam mokre dłonie o spodnie.

Tak zaczęło się moje szukanie ciebie w innych.

 

Jarek miał twoje oczy i włosy. Lubił też mocniejszą muzykę ale i mocniejsze używki. Przez pierwsze pół roku nie mogłam się skupić na nauce, bo szybko znalazłam okazję, by się z nim zapoznać, pobyć na paru imprezach a ostatecznie zostać jego dziewczyną, przez co zamiast skupiać się na lekcji patrzyłam się w lusterko oparte o piórnik, w którym odbijała się jego postać. Gdy w końcu udało nam się spędzić wspólnie noc przymknęłam oczy i zza pewnej mgły widziałam jego blond włosy i brązowe tęczówki wyłaniające się z półmroku pokoju.

Tej nocy byłam z Jerzym. I kolejnej. I następnej.

Nie da się jednak długo oszukiwać rzeczywistości. Szybko wyszło, żę fizyczne podobieństwo jest jedynym. Jarek dostał się tu chyba tylko cudem albo niesiony na dobrej opinii w szkole. Pała goniła pałę, zaczął też wagarować i do końca semestru zostawił naszą klasę, kilka niespłaconych pożyczek oraz moją osobę, która z kolei została postawiona przed faktem posiadanej bardzo niskiej średniej.

Odkuwałam się kolejne pół roku a zdjęcie Jurka odważnie postawiłam wprost na biurku, żeby motywował mnie do pilniejszej pracy. Rodzice tu nie zaglądali bez wyraźnej potrzeby a Jolka szykowała się do ślubu i rzadko odwiedzała dom. A jeśli już, to nie mój pokój.

Wyrobiłam się przed końcem roku i w nagrodę za postępy pojechałam na dwutygodniowy obóz żeglarski.

Tam spotkałam Marcina.

Marcin był krótkowłosym szatynem o pół głowy niższym ode mnie, barczystym, silnym i uzdolnionym muzycznie. Kiedy rozpalaliśmy ognisko brał gitarę i wyprawiał na niej takie cuda, o jakich mi się nawet nie śniło. Spod wpółprzymkniętych powiek słuchałam tego, myśląc o tym co mógł grać Jurek i jakby tu wydobyć jego nagrania. I od kogo?

Marcin smakował solą i był bardzo zdecydowany w obyciu. Po łagodnych i niepewnych stosunkach z Jarkiem jego mocne pchnięcia, gwałtowne przestawianie mnie z pozycji do pozycji i gorący oddech jaki czułam tuż przy uchu, gdy mówił mi rzeczy od których przestawał mi przeszkadzać chłód płynący od wody – robiły na mnie silne wrażenie. W ciemnościach łatwo było wyobrazić sobie, że to nie on a Jerzy uderza biodrami o moje biodra pokazując swoją drugą naturę.

Wraz z końcem obozu pożegnaliśmy się wylewnie i nie spotkaliśmy nigdy więcej.

 

C.D.N

  • Haha 1

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.