Blogi - Cuckold Skocz do zawartości

Blogi

Pustostan...

Mam w  posiadaniu klucze do takiego miejsca .Stara ,ale bezpieczna kamienica niedaleko centrum miasta ... jest bezpańska... Dlatego tak dobrze się rozumiemy. Z najnowszych doniesień wiem ,że pozostał tam jeden dziki lokator ...dwa piętra niżej niż lokum na pietrze ostatnim ...   Mieszkanie znajdujące się miedzy dwoma strychami i wyżej się uciec nie da ...są tam dwa pokoje ,kuchnia ,łazienka ...i ciemny korytarz...   Nie ma tam wody ,nie ma prądu ... wcześniej mnie to raziło ,stawiało przeszkodę nie do pokonania . Warunków komfortowych, tam raczej brak ,nie ma tam ładnych mebli ,świeżych ścian , kwiatów ..   Taki pustostan  praktycznie , kilka starych gratów drzemiących w  dekadenckim nastroju ... Duch tego miejsca ,opuszczony ...znudzony nie raczył nawet uchylić powiek kiedy  pojawiałam się tam sama. -No bo po co przyszła ? i tak pójdzie ...nie zostawi wspomnień które tchnęły by w niego życie... Jak kiedyś ,gdy wchodziłam  tam z walizką bielizny i szpilek ...jak kiedyś ,kiedy nie przychodziłam tam sama...     ~ Oj ,Duchu znudzony ,przestałeś wierzyć we mnie ... ? Przyszłam Cię wskrzesić ,wlać w Ciebie odrobinę życia,nim jednak się to stanie ,muszę tu odrobinę posprzątać  ,wykurzyć te Twoje łzy samotności przez otwarte okna.   Duch z niedowierzaniem otworzył sklejone powieki ,a jego sino-szarą twarz  oślepił blask  słońca ... Usta spierzchnięte próbowały zapytać co się dzieje ...lecz żadne pytanie nie było dobre. -Co robisz ?  -Jaki masz plan ? -Dlaczego tu sprzątasz ?   Oczy jego  po chwili przyzwyczaiły się do światła ,nie pytały o nic, obserwowały tylko jak niosę im   pierwiastek nadziei... na to, że coś się wydarzy ,coś co pozostawi rozkoszne wspomnienia ...i  sycący niedosyt ...   Kiedy już ogarnęłam pomieszczenia do stanu używalności  , już wiedziałam,że najbardziej przyda mi się największy pokój . Kuchnia bez wody i prądu jest praktycznie bezużyteczna ... łazienka ,podobnie ...choć ta się w jakimś stopniu służyć może.   Mały pokój...no niby jest tam zepsute łóżko  ,a po za tym nic godnego uwagi... Drugi pokój posiada piec kominkowy , ale teraz mi się nie przyda ...jest łóżko w stanie niewiele lepszym od tego z poprzedniego pokoju ,jest stare biurko...fotel  który kiedyś uwielbiałam    i dwie szafy z lustrami . Zabawne,tym razem  musi mi wystarczyć świadomość iż te lustra tam są ,bo wpatrywać się w nie ,nie będzie możliwości . Jest wykładzina na podłodze...jest materac... i naprawdę całkiem sporo miejsca ...   Zamknęłam okna ,spojrzałam na każde drzwi raz jeszcze ... zaciągając się ostatni raz  odświeżonym zapachem tego miejsca... niech pamięć olfaktoryczna dobrze go sobie zakoduję ,żeby mogła mi przypominać...poganiać mnie do działania...   -Nie martw się Duchu ,niebawem tu wrócę ... Nasycisz mną zmysły ...Czekaj na mnie ,nie wątp we mnie ,Ty najlepiej wiesz jak bardzo nie znoszę wątpiących ... -Będę na Ciebie czekał,zawsze czekałem  -przemówił  do mnie już przez zamknięte drzwi ...     Wracając do domu , przypomniałam o sobie komuś ,krótką wiadomością ...tak w skrócie Wam przytoczę. "Miejsce na spełnienie Twojej fantazji gotowe ,dam Ci znać kiedy ,czekaj na wiadomość."   Nie znam go  właściwie , tylko wirtualnie jest mi bliski  ...widziałam go na fotkach  które zbyt wiele nie odkrywały . Raz jeden,rozmawialiśmy przez telefon i do dziś na wspomnienie o jego głosie mam dreszcze ...  Czy mu ufam ?  Myślę, że nie budzi  we mnie podejrzeń ,że krzywdy mi nie zrobi  ...takiej na którą się nie zgodziłam .  Pełnego zaufania  nie mam nigdy w tak świeżej realnej relacji ...Strach pewnie będzie i jego karmił ...   ~Cóż mi będzie jeszcze potrzebne? hmm ,teraz na pewno kartka i długopis...   Lista zakupów :   Folia aluminiowa x 3 Taśma dwustronna...  Woda... Dużo wody mineralnej  Hmm... Nadprogramowo zabiorę ze sobą wino i fajki...  W stresie oczekiwania lampka wina i papieros może być kojący.      Folia potrzebna mi do całkowitego zaciemnienia mieszkania ,wraz z taśmą dwustronną stworzy duet niezawodny ,nie wpadnie tam ani jeden promień światła . Nie może ,ma być ciemno .   Woda,to chyba wiadomo ...w kranie jej tam nie mam ...   To tyle w kwestii objaśnień...   Plan jest taki :   Wysyłam do niego ,wiadomość ,że to właśnie ten dzień . Podjeżdżam taksówką pod kamienicę , wiedząc doskonale ,że on gdzieś w pobliżu stoi ,obserwuję mnie ...    Na sobie mam strój który nigdy więcej mi się nie przyda ,będzie za pewne doszczętnie potargany  ...  strój spisany na straty.Nie będzie go widać pod materiałem płaszcza.Zobaczy prawdopodobnie tylko  czarne szpilki ...zobaczy makijaż o jaki prosił ... Teraz sobie może popatrzeć ,później pewnie niewiele z niego zostanie ...     Wejdę na górę ,drzwi zamknę tylko na klamkę ,otworzę okna...by wpuścić odrobinę świeżego powietrza . Naleje sobie lampkę wina  czy zapale przed? -nie wiem ...Nie znam jeszcze tej skali stresu ...nie wiem czy będę tego potrzebować ... Kiedy minię około dwadzieścia minut , wino odstawię w bezpieczne miejsce ,okna pozamykam ...   Wiem jak Duch będzie się niecierpliwił  wraz ze mną ...   W tych ciemnościach będę czekać na dźwięk otwieranych się drzwi  ,na dźwięk ich zamykania...  On ...będzie mnie szukał po omacku  ...a kiedy znajdzie ,nie wiem co będzie ...  Możliwe ,że mnie wymaca  ...możliwe ,że sprawdzi dogłębnie jak bardzo jestem mokra... Nie mam takiej pewności ,może przecież od razu zedrzeć ze mnie ten strój tak bardzo nieistotny  i przerżnąć...   Jego decyzję.Jego fantazja ...niech ją spełni po swojemu ...   Oddam się w jego ręce ...     cdn.  

Aine

Aine

 

Chce mi się

Chce mi się strasznie: zabawnej, swobodnej i pewnej swojej wartości. Pełnej pasji, poukładanych granic i czułej. Jej błyszczących oczu i pełnych ust, którymi całuje a nie tylko czeka by być całowaną. Pasm włosów które odgarnia lekko zniecierpliwiona ich ciągłym opadaniem na interesujacą twarz.   Jej bioder opiętych spodniami, które chetnie bym rozpięła. Miękkich piersi które przytulę do swoich. Jej zdecydowanych ruchów i zapachu dobrych perfum. Zmieniania pozycji w zależności od humoru. Jej krzyków których się nie krępuje.   Bardzo mi się chce od wczoraj tej,której nie ma. Ale może kiedyś będzie.

rita

rita

Krople deszczu...

Dzień jak co dzień, z tą różnicą, że leje... a ostatnio rzadko pada . Wyściubiłam nosa przez uchylone drzwi ... Jasna cholera! Bez parasola ani rusz...  Chwyciłam mój ulubiony . Klasyczny kij ze srebrną nasadką  i masywną rękojeścią ,bez zbędnych zakrzywień ... i pobiegłam na przystanek .   O godzinie 7:16 wsiadłam do autobusu... 
Miałam wizję usiąść na samym końcu ,zazwyczaj tak robię , lecz Pan siedzący przy drzwiach zaraz za szybą, szybko zabrał swoją torbę z siedzenia.Taka zwyczajna ,męska, wylądowała na  jego kolanach. 

Popatrzyłam z zaciekawieniem na niego przez chwilę ... ~No dobrze, nie będę chamska, usiądę obok Pana... Skoro zadał Pan sobie tyle trudu... Choć nie byłam pewna czy zabrał tą torbę, bo mu nerwową, kulturalną-sytuację wytworzyłam ,czy może chciał bym rzeczywiście zajęła obok niego miejsce...hmm...

Zerkam na niego w szybie, ale oczywiście tak, jakbym patrzyła na przeszklone drzwi... Już się nauczyłam jak to się robi... Za to On robi to podobnie do mnie, ale daje się złapać...
Patrzy na moją dłoń w której dzierżę dumnie parasol na kiju...   Aaa, to tak... 
Chyba wiem jakie Pan ma skojarzenia... Chętnie jeszcze pobudzę wyobraźnię, ale nie tak bardzo mocno... Na razie dyskretnie...    Dlatego, że wiem... Co rano Pan do pracy jeździ , tym samym autobusem. A Pana córka...nie siedzi z Panem ,bo jeździ  tym samym autobusem, do szkoły z kolegą w dziwacznych okularach .Jaką one robią krzywdę temu chłopcu...Aż się niekiedy zastanawiam ,czy on takich oksów nie nosi celowo ,gdyby je zdjął ,to przecież by się nie opędził od dziewczęcych spojrzeń ...A tym sposobem jest tylko jej własnością ,kruchej blond-skromności ,córki mojej dzisiejszej ofiary. Widzę ich ,siedzą naprzeciwko...     ~Spokojnie, ona zaraz wysiądzie... On też .Pan się tak nie denerwuję ...Jeszcze zostaniemy sami...    Póki co... Moja dłoń delikatnie i niewinnie rozciera krople wody na wilgotnej rękojeści...
~Widzę jak Pan  zerka, jak nerwowo napina uda...poprawia torbę i spogląda na córkę ...    Widzę  choć nie patrzę tak, by mógł to dostrzec...    ~Jest zakręt, jest skwer ,przystanek za zakrętem...pamięta Pan ?dzieci będą tutaj wysiadać ,podnosimy łapkę ...machamy...jeszcze uśmiech... O tak... Bardzo ładnie ...   No i już ,po bólu ...   Teraz moje oczy mogą bezczelnie zajrzeć po ten  skryty wzrok, spod czapki z daszkiem...   Nic nie mówię, spojrzeniem nakazuje...  -Poprawi  Pan teraz tę torbę na kolanach  ...Oo ,właśnie tak...Tak by moja dłoń mogła swobodnie rozpiąć suwak ...   Rozpinam powoli, by reszta pasażerów nie wyłapała gwałtownych ruchów...  Chwytam "rękojeść" twardą ,pulsującą  i rozcieram  na niej opuszkiem  wilgotne krople... gorące ...   Zerkam w szybę, chwytam w swoje macki jego spojrzenie... Poddał się mi... Zupełnie...    ~zabawimy się teraz , spuszczę z Ciebie ten Twój stres...             

Aine

Aine

 

Partycypant

A więc, przeciętnie, świeżo upieczony już prawie bywalec istniejącego od wczoraj portalu randkowego to pan w wieku 36 lat, tak zmęczony, że wyglądający na 59. W pracy z działu IT mu mówili że jak jest zielona kłódka w pasku adresu, to znaczy że jest dobrze i że nie fraud. To patrzy czy jest. Widzi że jest. Bez obaw poda wszystkie dane swojej karty kredytowej, oczywiście  tylko po to by potwierdzić rejestrację i z której nie ma zamiaru wydać ani grosza. Znajduje się wśród 100 tysięcy osób które nie istnieją, nigdy nie istniały i nie będą istnieć, zainstalowanych tam hurtem razem z randką za co admin z Prabutów koło Kwidzynia dopłacił 49 dolarów w opcji zniżkowej do skryptu. Miasto simsów musi przecież sprawiać wrażenie żywego. Jest taki tłok że prawie słychać klaksony samochodów stojących w korkach.   Partycypant, uzupełniając się zmyślnie, zaznacza ptaszki odpowiednich pól, co go interesuje. A więc, pragnie partycypować w: kopaniu po jajach przez siedemnastoletnie, wyciąganiu kiszki odbytem, frotteryzmie chikan, voyeur, cake fartingu, gdy mama z kolegą, gdy młoda ze starcem, dymać milf, molestować, zmuszać, być w gang bangu, wsadzać do dupy chińskie penisy z gumy, lać prościutko do paszczy, cuckoldzie, wtykać w gloryhole, wąchać majtki siostry, masturbować się w oknie, blachary, żona z szefem, sex z kuzynką, bez gumy. Zaznacza że jest: Wykształcony, mobilny, dojedzie w granicach całej Polski. Z Warszawy. Pali czasami, Alkohol, czasami.   System się ożywia, a ponieważ system nie jest pewien do kogo mówi, to konstrukcja sex botów jest unisex, by zapobiec wpadce. "Cześć Kotku, co porabiasz? Od dawna na tym portalu? Co sądzisz o <zmienna> chcesz spróbować ze mną?". W miejsce <zmienna> system wstawi jedno losowo wybrane z  wcześniej zaznaczonych pól "Hej, miło że do mnie piszesz Skarbie od <CAKE FARTING> dzieli nas jedynie krok." "Cześć, widzę że chcesz <WYCIĄGANIE KISZKI ODBYTEM> to świetna opcja na wieczór, może mnie skusisz?". "Pozdrawiam ze <WARSZAWA> u mnie nudy i chętnie spróbuję z Tobą <WĄCHANIE MAJTEK SIOSTRY>! "Cześć, co Cię do mnie sprowadza <WYDYMAM_CI_SUKO_WSZYSTKIE_OTWORY>! Extra że piszesz! Mieszkam we <WARSZAWA> a Ty gdzie mieszkasz? Uwielbiam basen, taniec, pływanie, <MASTURBOWANIE W OKNIE> a także wieczorne spacery i kino".   Ponieważ Partycypant zdrowo się już podkręcił, pragnie odpowiedzieć na randkowe wiadomości, lecz niestety, on nie może. Brak jest opcji Premium. Chciałby zobaczyć z kim rozmawia chociaż, zajrzeć pod spódnicę, lecz bez Premium są wszystkie zablurowane. Więc kupuje. To właśnie ten moment o który chodziło, zeszło z karty dodanej podczas rejestracji zupełnie za free. Pan Jezus upada po raz pierwszy. Po tygodniu zagubienia, to by nawet chciał zrezygnować ale każdego dnia przekłada to na jutro, bo właściwie to nie wie jak zrezygnować. Drugi miesiąc. Pan Jezus upada po raz drugi. Partycypant, otrzymuje od czterdziestu, do dwustu pięćdziesięciu powiadomień na dobę o chętnych na molestowanie, zmuszanie i bycie w gang bangu, znajdujących się w promieniu dwa i pół kilometra od niego. Wali konia myśląc o tym że kiedyś któraś z nich mogłaby być naprawdę. Czuje że nie umył pod pachami ale nie przeszkadza. To swoje z nikim nie musi dzielić. Odwraca jeszcze raz kołdrę tym mokrym do góry, żeby go nie drażniło, się nie przyklejało. Płaci. Pan Jezus, upada po raz trzeci i czwarty. Już nie wstaje.

Sem.

Sem.

 

1997

Przypomniałem sobie. Były to krótkie chwile, mgnienia niewidzialnego ostrza, które rozrywało mi serce na pół. Zawsze pojawiały się w obecności ludzi dookoła, podczas dobrej zabawy, ubierania się, zawsze niespodziewanie. Nagle czułem, że tak bardzo prawdziwy jestem. Jeśli ledwie preludia zbijają mnie z nóg, to co będzie dalej? Oknem na oścież, dolatywały do mnie pyłki dmuchawców zdmuchiwanych przez dzieci w nadziei, że marzenia się spełniają. Kobieta, na dwunastu centymetrach obcasa, chodziła ze mną na balkon zapalić. Jeden papieros i robiło się nam cholernie niedobrze i dobrze. Brąz przy brązie, krzesło przy kaloryferze, obdarte przy obdartym, stare przy starym, brudne przy brudnym. Piękno przy pięknie. Wymiętolona kanapa z widokiem na MTV które bardziej słychać niż widać, bo po odsunięciu ciężkich zasłon, słońce rozeszło się natychmiast po kościach, ścianach, oblepiło wszystkie tłuste przedmioty wampirzej nory. W tym telewizor. Po raz kolejny  "Last Cup Of Sorrow"  Faith No More. Myślałem wtedy, jakim trzeba być cholernym bucem, by nazwać płytę "Album Of The Year".  W drewnianej szafie wisiały na wieszakach twarze zerwane poprzedniej nocy. I jeszcze poprzedniej. I jeszcze. Ze strzępów szyi tej ostatniej ciągle kapie krew. Maltretowane równomiernym stukiem chińskiej tortury fibrynogennych szkieletów drewniane deski uginają się, a krople zbierają się we wklęśnięciu. Kałuża stoi. Leży najwłaściwiej ujęta. Wieczorami, pies z jęzorem przeskakiwał wysoką trawę a potem próbował przemycić truchło do domu. To rzeczywiście był album roku. Jest nim szczególnie w tej chwili.

Sem.

Sem.

 

Wietnam...

Zaczęliśmy przygodę motocyklową z Wietnamem.. pojawiamy się tu w porze suchej wiec teoretycznie nie powinno padać... oczywiście teoretycznie... Ruszamy z Sajgonu do Hanoi... Cała podróż będzie trwać 14 dni... codziennie w innym miejscu...  Internet śmiga w jakości 4G- jedyne 14 dolarów za 2 tygodnie🥰

Mia

Mia

 

Jak przez mgłę...

Mija czas i przykryje to mgła, Dziś już nie my lecz Ty i ja, Ostatnich kilka słów i spojrzeń, Nie ma dobrych rozwiązań, Chyba wie to każde z nas, Pożegnanie trudny to czas...    

_nikt_

_nikt_

 

Wspomnień czar...

Chyba każdy z Nas to przeżył...   Poznaliśmy się latem, niby przypadkiem, A jednak ciągnęło nas do siebie ukradkiem, Uciekaliśmy nocą do siebie żeby wracać rankiem, Zachłysnęliśmy się tą miłością jak wina dzbankiem, Było pięknie, byłaś Kochanką a ja Kochankiem, Dziś ożywiam te chwile siedząc przed kominkiem...    

_nikt_

_nikt_

 

Trudne rozmowy...

Nie słyszałem Cię dzień, może dwa, Ta cisza między nami wciąż trwa, Odezwij się choć słowem do mnie, Niech głos Twój sobie przypomnę, Nie każ mi czekać zbyt długo, Bo łza tęsknoty popłynie strugą...    

_nikt_

_nikt_

 

herb

nakarmił moją próżność i wprawił w zakłopotanie  za każdym razem gdy otrzymuję dobre słowo, miły gest od kogoś, kto praktycznie mnie nie zna, czuję się … zakłopotana, wręcz zawstydzona  jak niewinne dziewczę, na które ktoś zwrócił uwagę i ofiarował mi bezinteresownie swój czas i uwagę   dostałam HERB       od Użytkownika naszego forum, któremu heraldyczne klimaty są bardzo bliskie mam też  interpretację użytej symboliki, nie wiem czy ją umieszczę  - jest tak szczegółowa i intymna, że muszę ją oswoić ... a przecież zna mnie tylko z literek tych na forum przeze mnie zostawianych   a teraz chciałabym Cię Czytelniku zaprosić do zabawy z MOIM HERBEM połechcesz moją próżność czy mnie zawstydzisz? pokażesz mi swoją interpretację użytych symboli?    zapraszam… lekko wprawiona w zakłopotanie proszę o nakarmienie mego ego    AUTOROWI herbu – szczerze, serdecznie dziękuję bo prezent to wyjątkowy i unikalny nadzwyczaj (nie umiałam go zatrzymać tylko dla siebie, tak bardzo chciałam go światu pokazać)

iko

iko

 

Idzie wojna

O tym że niezmiennie namiętnie kocham to miasto, pomyślałem sobie,  gdy ni stąd ni zowąd, usiadł obok mnie minimalistyczny płaszcz, uszyty z folii i chińskiego tworzywa pakunkowego. Nagle z tej futurystycznej wizji luksusu wydobywa się głos "Umarł Karl Lagerfeld".  "Tak, wiem"- odpowiadam płaszczowi zażerając się kandyzowanym imbirem i rozbawiam go moją ulubioną historią o tym, jak Alexander McQueen podczas praktyk krawieckich w Saville Row, bezczelnie wsławił się zniszczeniem garniturów księcia Karola, poprzez napisanie na ich podszewkach "jestem chujem". I nagle podbiega do nas obłąkany mężczyzna rzucając nam w twarz ulotkami i krzycząc "Idzie wojna!!!" No tak ... Zwijam ulotkę, nadjeżdża tramwaj, wsiadając odwracam się by pomachać płaszczowi, dopiero teraz widzę jakie ma ładne zielone oczy.

Sem.

Sem.

 

Idź w stronę gwiazd...

To był chłodny wieczór, zimowy,   Gdy uświadomiłem sobie, Że idziesz tam nie będąc na to gotowy, Że nie powiem już niczego Tobie, Że nie dokończymy już tej rozmowy, Została cząstka Ciebie w moim sercu i głowie...     Do zobaczenia...     

_nikt_

_nikt_

 

Andrzejki - cd. opowiadania "W Pubie"

Ostatnie opowiadanie z tych wyciągniętych z archiwum i lekko poprawionych.   Andrzejki
Patrzył na ekran komputera i zastanawiał się nad tym czy wszystko zostało ujęte w niezbędne słowa.
Jeszcze raz przeczytał treść napisanego maila.
- Jest OK, pomyślał i kliknął „wyślij”.
Jeszcze tylko parę takich maili, kontrola harmonogramu i do domu. Dzisiaj to się sporo zasiedział – ale nie miał innego wyjścia.
To nic, że kolejny tydzień zostaje po godzinach. Kiedyś ta faza projektu musi się skończyć i wtedy będzie wychodził normalnie. Zresztą nikt na niego w domu nie czeka. No może poza rybkami w akwarium, które chętnie by coś zjadły. Ale one zawsze by coś zjadły.
Zadowolony z siebie, oderwał wzrok od ekranu i rozejrzał się po pokoju.
Nic się nie zmieniło od ostatnich dziesięciu minut.
No może kawy trochę ubyło z jego kubka. Ciekawe czy w Jej kubku również ubyło kawy.
Sięgając po swój kubek zimnej już kawy, starał się zajrzeć do Jej kubka, jakby od tego zależał smak jego własnego napoju.
Nie widać poziomu! Bezowocny wysiłek. Nic tam nie ma – albo jest mało.
Mocząc usta we własnej kawie, znad kubka, spojrzał na Nią. Po raz n-ty w ciągu ostatniej godziny. Mógł ciągle zerkać na Nią i zawsze chciał to robić ponownie.
Czasem ich spojrzenia się spotkały. Ona lekko się uśmiechając szybko odwracała wzrok. On zresztą też. Podobała mu się, ale przecież nie będzie się ostentacyjnie gapił.
Dobrze, że siedziała naprzeciwko.
Od miesiąca oswajał się z Jej obecnością.
W pokoju panował lekki półmrok wpływający do środka przez okna – jak w każdy listopadowy wieczór.
Większość współpracowników już wyszła.
Patrzyła skupionym wzrokiem w ekran swojego komputera.
Światło bijące z ekranu subtelnie oświetlało Jej skupioną twarz. Pisała coś marząc czoło.
Widocznie nie było to coś prostego ani przyjemnego. To chyba jeszcze chwilę będzie nad tym siedzieć - pomyślał.
- Zostaw to i chodź po kawę - powiedział patrząc na Nią.
Oderwała wzrok od ekranu i spojrzała na niego.
- Właściwie masz rację. Może jak zrobię sobie chwilę przerwy to wpadnie mi do głowy jakiś świeży pomysł.
Obydwoje wstali łapiąc swoje kubki.
Poczekał aż obejdzie biurko i przepuścił Ją jako pierwszą.
Szła lekko kołysząc biodrami, obcisła garsonka podkreślała kształt tych bioder.
Prześlizgnął się wzrokiem po jej sylwetce, od nóg zaczynając a na karku skończywszy.
Jak zawsze, zgrabna, ponętną i budząca pożądanie.
Niemalże czuła na sobie jego wzrok i było Jej z tym dobrze. Lubi podobać się mężczyznom. Lubi być pożądana.
W chwili kiedy spotkali się w zespole to coś, co połączyło ich w taksówce uleciało.
Rozmawiała z nim zawodowo. Tak, jakby się wcześniej nigdy nie spotkali. Nawet nie próbował nawiązać do tamtych chwil. Wiadomo, knajpa, klimat alkohol itd.
Każdemu mogło się zdarzyć. Zresztą nie mieli wiele czasu na porozmawianie. Dopiero dzisiaj mieli chwilę na pogawędkę i nikt im nie przeszkadzał.
Przygotowali świeżą kawę i jeszcze chwilę rozmawiali o sprawach projektu niewybrednie komentując priorytety.
Pożartowali, że jeszcze trochę to będą wychodzili do domu tylko umyć się i przebrać.
Nikomu nie chciało się wychodzić z kuchni, pustej o tej godzinie i nawet przytulnej.
Zaczęła się częściej uśmiechać i ten Jej służbowy formalizm nieco się ulotnił, przemieniając Ją z szefa w kobietę. Mocno kuszącą kobietę.
Miesięczna frustracja gdzieś zginęła. Patrzył na Nią, jak coś opowiada, zdawkowo przytakując. Wydarzenia z taksówki przeplatały się z uwagą poświęcaną na przytakiwanie.
- Co robisz w Andrzejki – zapytał, chcąc wypełnić chwilę ciszy, która niechybnie prowadziła do decyzji o opuszczeniu kuchni.
- Siedzę w domu. Znajomi wystawili mnie do wiatru, decydując się na imprezę wyjazdową, taką, na którą nie mam ochoty w tym roku – powiedziała.
Banalnie zabrzmi, jak powiem, żeby przyjechała do mnie – pomyślał.
- W sumie, ja też chyba będę siedział w domu. Może …
???, spojrzała na Niego pytającym wzrokiem.
- Nie chciałbym, aby to banalnie zabrzmiało…
- Nie krępuj się…
- Po pracy możemy wyskoczyć na miasto, zjeść coś i …
- I ?
- Możemy spróbować szczęścia z wkręceniem się do jakieś imprezowi.
- Szczerze? To siedzenie po godzinach tak mi dało w kość, że nie chce mi się nigdzie chodzić – powiedziała sprawdzając wzrokiem poziom napoju w kubku.
Eee co mi tam, pomyślał.
– Możemy nabyć butelkę wina i posiedzieć w spokoju oglądając Discovery. Kameralnie i relaksująco.
Dłuższą chwile milczała, patrząc w kubek.
- Może być. Trochę spokoju się przyda – powiedziała po prostu na niego patrząc.
- OK.
- Jutro po pracy jestem umówiona z koleżanką i pewnie zjemy coś na mieście. Podjadę do ciebie około 20-ej. Gdzie mieszkasz?
Podał jej adres i wrócili do biurek, dokończyć bieżące sprawy.
Jutro andrzejki…
***
Domofon zadzwonił tuż przed 21-ą.
Jednak przyjechała – powiedział do siebie zadowolony.
Myślał, że już raczej nie przyjedzie.
Dzwonił wpół do dziewiątej – ale odpowiedziała mu jedynie skrzynka pocztowa.
Pewnie koleżanka namówiła Ją na jakąś imprezę – pomyślał.
No cóż – mało atrakcyjne menu i oferta kablówki to ubogie atrybuty.
Włączył laptopa i bez celu przeglądał blogi na jednym z portali.
Dźwięk domofonu przywołał go w połowie opisu fantazji, zrealizowanej przez jedną z blogerek.
Otworzył drzwi i zaprosił Ją do środka, pomógł zdjąć płaszcz i zaprosił do salonu.
Przekroczyła próg, zatrzymała się i rozejrzała.
Salon był oświetlony jedynie dwoma wolno stojącymi lampkami oraz światłem z akwarium.
Ciemne kolory mebli i ścian pogłębiały wrażenie ciemności, która była przełamana jedynie bielą tapicerki sofy i fotela.
- Przytulnie tu. To był cały komentarz.
No tak, nic dodać nic ująć – pomyślał sobie.
Podeszła do akwarium i zaczęła oglądać podpływające do niej rybki, a te podpłynęły do szyby myśląc, że pewnie dostaną coś do jedzenia.
Stojąc w progu patrzył na Nią.
Na sobie miała szarą, obcisłą sukienkę sięgającą do połowy uda oraz grube czarne
getry z lycry ze szwem.
Całość podkreślała zgrabną figurę i przyciągała wzrok.
- To chyba był dobry pomysł, żeby posiedzieć w domu – powiedziała, odwracając się od akwarium i podchodząc do kanapy.
Usiadła, założyła nogę na nogę i dalej się rozglądała.
- I jak spotkanie z koleżanką – zapytał.
- Udane. Bardzo udane. Trochę się zagadałyśmy obgadując jej faceta. Ciekawy gość.
- Kosztowało nas to butelkę wytrawnego wina i moje spóźnienie – powiedziała patrząc na niego.
Dopiero teraz zobaczył Jej błyszczące i uśmiechające się oczy. Wino chyba jeszcze działało.
Ciekawe co dokładnie obgadywały. Pewnie obgadały go co do każdego pieprzyka na ciele i wszystkich łóżkowych zwyczajów – pomyślał.
- Pójdę po obiecane wino i jakieś zakąski – powiedział i poszedł do kuchni.
Chwilę siedziała i rozglądała się po salonie.
- Jak na mieszkanie kawalera to ma urządzone nawet z odrobiną wyczucia - pomyślała.
Jej wzrok zatrzymał się na włączonym laptopie.
Wstała, podeszła i zaczęła czytać zawartość ekranu ….
- Może to mało eleganckie, ale ciekawe czym się zajmuje. Nie zablokował komputera, więc to pewnie nic istotnego - pomyślała.
Tak ją wciągnęło, że nie usłyszała jak wrócił.
Nie przerywał jej. Zatrzymał się i patrzył na jej sylwetkę pochyloną nad komputerem.
Na wypięte do tyłu, rysujące się pod sukienką pośladki, zgrabną figurę. Znowu wróciły wspomnienia z taksówki.
Bezszelestnie podszedł do stolika i odwrócony tyłem, z cichym stukiem postawił kieliszki i butelkę wina, dając Jej szansę na oderwanie się od ekranu, zrobienie mądrej miny i wymyślenie usprawiedliwienia.
- Czy to twoja codzienna, wieczorna literatura? – spytała, bez nuty zażenowania w głosie.
Odwrócił się i spojrzał na nią, samemu mając nie tęgi wyraz twarzy.
Lekko uśmiechnięta z chochlikami w oczach patrzyła na niego.
- No, nie. T.. tylko dzisiaj, tak jakoś wydukał.
- Jeszcze zakąski – wydukał i chciał iść do kuchni ale nie ruszył się.
Jej spojrzenie przyciągało jak magnes.
Stali chwilę w bezruchu, czekając, kto pierwszy wykona sensowny ruch.
Podeszła do niego i pocałowała go.
Objął Ją nie przerywając pocałunku.
Powoli, niespiesznie, delektując się Jej smakiem i ciepłem ciała przebijającego przez materiał skukienki.
Zarzuciła mu ramiona na szyję przyciągała go do siebie nie pozwalając mu przerwać pocałunku. Przywarła do niego całym ciałem. Objął ją i uniósł w górę.
Objęła go nogami. Znowu poczuł Jej ciepło. Jak wtedy przed pubem.
Niosąc Ją jakby była piórkiem podszedł do kanapy i ułożył ją na plecach samemu będąc na górze. Nadal obejmowała go nogami. Nie przerywali pocałunku.
Poczuł jak rośnie. Ona też to poczuła. Zaczęła się lekko ocierać o jego budzącego się do własnego życia penisa. Podciągnął sukienkę i wsunął pod nią dłoń. Nie miała stanika. Piersi były ciepłe, delikatne i spragnione pieszczot. Sutki tylko czekały aby zamienić ich pieszczotę na drżenie Jej ciała. Poddawały się pieszczotom i za chwilę znowu były tak samo spragnione.
Wyswobodził się z Jej objęć i ukląkł obok kanapy.
Lekko się uniosła, ściągnął z Niej sukienkę odrzucając ją na bok. Zdjął z Niej getry wraz z majtkami. Leżała teraz na kanapie, naga i czekająca.
Szybko zrzucił koszulkę i spodnie z bielizną. Członek już sterczał przyciągając Jej wzrok.
Klęknął obok Niej i zaczął Ją całować. Ona ujęła dłonią sterczący członek i zaczęła delikatnie go pieścić. Całował jej szyję ,ramiona, piersi, brodawki piersi. Im poświęcił nieco więcej czasu. Poprzez ich pieszczotę językiem i ustami wywołał u niej pożar. Pożar i powódź , która nie gasi pożaru tylko jest jego objawem.
Nie przerywając pieszczoty piersi położył rękę na jej dziurce. Była gorąca i mokra. Bardzo mokra. Lekko ją ugniatał otwartą dłonią. Ona coraz mocniej ruszała ręką nieomal nie doprowadzając go do wytrysku. Wycofał się zabierając członka z Jej dłoni.
Otworzyła oczy i spojrzała na niego.
- Co z zabezpieczeniem – zapytał.
- Biorę tabletki. Możemy bez niczego.
Ucałował dłoń, która go tak dzielnie pieściła, wstał i uklęknął na kanapie pomiędzy Jej nogami.
Nie będę Jej pieścił językiem, bo dojdzie - pomyślał.
Ujął członka w rękę i zaczął nim wodzić wokół wejścia do dziurki, zahaczając o łechtaczkę.
Członek był twardy. Nie pamiętał kiedy ostatni raz był tak napięty. To wszystko przez Nią.
Ona tak na niego działała.
Wszedł w nią powoli. Czuł jak Jej ciało się wygina pod wpływem tej przyjemności.
Położył się i przywarł do Niej ciałem, opierając ciała na wyprostowanych rękach.
Objęła go nogami. Poczuł Jej dłonie na pośladkach.
Poczuł, że należy do Niej. On Ją bierze, ale to Ona go posiadła.
Zaczął się powoli ruszać. Powoli ale zdecydowanie i głęboko.
Ona przytuliła się jeszcze mocniej drżąc i odpowiadając ruchem bioder na jego ruchy.
Jej głowa była obok jego głowy, tuląc się gorącym policzkiem w gorący policzek.
Jej oddech był głośny i wpadał jak wicher w jego ucho, nakręcając go jeszcze bardziej.
Zaczęła cicho pojękiwać. Im dłużej się kochali tym tempo wzrastało, łącząc się z coraz głośniejszymi oddechami i pojękiwaniem.
Doszli niemal jednocześnie. On cicho i nieco szybciej, ona bezwiednie pojękując w takt jego ruchów chwilę później.
Czuła jak wybucha w niej. Poczuła w środku to zalewające ją ciepło i wtedy zatraciła się w orgazmie, tracąc kontrolę nad ciałem i rzeczywistością…
Leżeli w ciszy. Przytuleni do siebie, rozpamiętując to co przed chwilą się zdarzyło.
Jego ręka błądziła po Jej głowie zanurzając się we włosach, pieścił Jej kark i szyję, ramiona
Było Jej dobrze. Leżała odprężona, grzała się jego ciepłem i zastanawiała się nad tym, co się właśnie wydarzyło.
On też czuł jej ciepło. Krążył myślami wokół Jej obrazu sprzed paru chwil.
Jeszcze długo mogliby leżeć w tej ciszy, zatopieni we własnych myślach.
- Co z tymi przekąskami – zapytała, uśmiechając się.
- Też zgłodniałem – odpowiedział z uśmiechem patrząc w jej wesołe oczy.
Wstali i ubrali się, żartując z bałaganu jaki wywołali.
Wino, zakąski, miejsce na kanapie i oferta kablówki nigdy nie były jeszcze tak dobre jak w te andrzejki.     Sygnatura opowiadania: 3128a7dfa56425368de234127b70e2bd2ceffad1

misio

misio

 

Otulam Cię...

Ciche dźwięki tej piosenki mówią do mnie, Pragnę schować twoją twarz w moje dłonie, Przeplatają się trasy naszych spojrzeń,
Widzę jak lekko kołysze się świecy płomień, Wsłuchuję się w Twój spokojny oddech, Odpoczywasz po dniu w ramionach mych,    

_nikt_

_nikt_

 

Nocne pragnienie...

Za oknem noc, Ogrzewa mnie koc, Deszcz hula wokół, Szukam czegoś w mroku, Czuję jak drżą mi ręce, Nakręcam się w tej udręce, Myśli biegną gdzieś hen, Jedyne o co poproszę to sen...    

_nikt_

_nikt_

 

W pubie ...

Kolejne archiwalne opowiadanie, które publikowałem kilka lat temu na innym forum.   W Pubie To był ciężki dzień w pracy. Czuł się jak po maratonie mentalnego toru przeszkód.
Kiedyś ta praca go zabije.
Chociaż, z drugiej strony to teraz dzięki niej może sobie tu posiedzieć i w spokoju popijać ulubioną szkocką a potem wrócić do nowocześnie urządzonego mieszkania, w modnej dzielnicy, czarterując taksówkę. Czasem się zastanawiał, czy praca to nie taka forma abonamentu na dobra luksusowe. Kończy się dobra praca – kończą się i inne wygody tego świata.
Pogrążony w mieszance myśli, zerkał co jakiś czas na zegarek. Bezwiednie robił to tym częściej im mniej czasu pozostało do godziny dwudziestej pierwszej.
- Co spóźnia się? Zagaił bezosobowo barman, wycierając po raz n-ty jakąś szklankę.
- Jeszcze nie. Odpowiedział mimowolnie zerkając na zegarek, na którym duża wskazówka miała swój wyścig z czasem do cyfry dwanaście.
W lokalu było już nieco gwarno. Muzyka rywalizowała z podniesionymi głosami gości o to kto będzie w danej chwili bardziej słyszalny. Przegrywała jednak nieubłaganie wraz z ilością sprzedanych przez barmana piw i nielicznych drinków.
Rozejrzał się dyskretnie na boki. Nic nie przykuło Jego uwagi na tyle, żeby oderwać się od własnych myśli.
Znowu spojrzał na zegarek. Przed pełną godziną czas wlókł się okrutnie, teraz wlókł się tak samo, ale już po pełnej godzinie.
No cóż. Chyba nie wypije umówionego drinka z kolegą, tocząc techniczne dyskusje na temat właśnie rozpoczętego, strategicznego projektu, kłócąc się o to kto zostanie jego koordynatorem. Nie miał na tyle dużej potrzeby, żeby do niego dzwonić i dopytywać się czy przyjedzie. Pewnie po raz n-ty usłyszałby, że żona kazała mu położyć dzieci i poczytać bajki, zamiast mitingu z kolegą, z groźbą pijaństwa w tle.
Fakt tego zagrożenia nie należało bagatelizować – dla tego był przygotowany, że jutro wyśle do szefa SMS-a, że nie może przyjść do pracy z przyczyn niezależnych od niego.
Dopił resztę trunku, postawił szklankę na barze i energicznie wstał, jednocześnie odwracając się. Zadziałała fizyka. Masa razy przyśpieszenie daje pęd. Tym razem wektor pędu niekorzystnie przebiegał przez inne ciało, w dodatku obce.
Poczuł jak kogoś „przestawia” ramieniem, zanim jeszcze zdążył obrócić głowę.
- Przepraszam! Burknął, nie bardzo kontrolując przekaz przeprosin, gdyż mózg był zajęty przetwarzaniem właśnie otrzymanego obrazu szczupłej wysokiej kobiety.
Wyraz oburzenia malujący się na jej twarzy wcale nie umniejszał wrażenia jakie na nim zrobiła. Dopiero po chwil dotarło do niego, że Ona również zwerbalizowała swoje niezadowolenie.
- Najmocniej przepraszam, nie zauważyłem Pani.
- Na szczęści nic się nie stało – odrzekła, przybierając bardziej pokojowy wyraz twarzy.
- Nieopatrznie stanęłam tuż za panem, próbując rozejrzeć się.
Stała wyprostowana, w szarej, dopasowanej do figury sukience, z włosami upiętymi w kok, trzymając torebkę w jednym ręku, a telefon w drugim. Wyglądała, jak by na kogoś czekała i bezskutecznie do tej osoby wydzwaniała.
Ciekawe czy się doczeka, pomyślał. Chciał powiedzieć jeszcze kilka banałów, ale zanim ubrał je w słowa zadzwonił jej telefon.
Odebrała. Chwilę słuchała i widać było, że nie są to pomyślne wieści.
Powiedziała do słuchawki parę zdań. Ze strzępków, które do niego doleciały wywnioskował, że i Ona również nie będzie miała wcześniej umówionego towarzystwa.
Stała tak jeszcze przez chwilę, rozglądając się i zapewne zbierając myśli – co by tu zrobić z resztą wieczoru, który nie mógł już być realizowany według pierwotnego planu.
- Czy mogę zaprosić Panią na lampkę wina, w ramach przeprosin? Zapytał.
Nie wiedział, czy zaproszenie do Niej dotarło, gdyż nadal stała bez ruchu. Po chwili spojrzała na niego z pytaniem w oczach.
- Mimowolnie słyszałem, że Pani również nie doczeka się umówionego spotkania. Dokończył myśl.
- Niestety. Powiedziała.
Rozejrzała się jeszcze raz po sali, schowała telefon do torebki i odwróciła się w jego stronę.
- Może to i dobry pomysł. Dzisiaj przyjechałam i umówiłam się z miejscowym kolegą na drinka. Miał mnie wprowadzić w tajniki tutejszego życia. – Powiedziała nie patrząc w jego stronę.
- Parę lat tu mieszkam, więc również mogę coś Pani opowiedzieć, a kolega najwyżej uzupełni – odrzekł.
- Ok. Niech będzie. Stwierdziła bez większego entuzjazmu.
Zorganizował drugi stołek i usiedli przy końcu baru, pod ścianą – gdzie była jeszcze odrobina miejsca a przyćmione światło tworzyło przyjemną atmosferę.
Początkowo rozmowa się nie kleiła.
Jakieś kilkadziesiąt minut później oraz wymianie wielu zdań i wypitych dwóch kieliszkach wina znaleźli wspólny język.
Okazało się, że obydwoje niedawno zainteresowali się nurkowaniem.
Wspólne zainteresowanie zostało opite drinkiem, a kolejny został skonsumowany a konto przyszłych, podmorskich przygód.
Opowiadając z przejęciem wrażenia z ostatnich wakacji nie zwróciła uwagi na fakt, że siedzieli znacznie bliżej siebie niż na początku. Przyglądał się jej podczas tego opowiadania.
Miała delikatne rysy twarzy, drobny nos, delikatne brwi i kształtne usta. Oczy powiększone makijażem przyciągały jak magnesy. Upięte w kok włosy, odsłaniały kształtną i delikatną szyję. Drobne ramiona skryte były pod materiałem sukienki, której dopasowany krój podkreślał zgrabną figurę. Sukienka kończyła się przed kolanami, odsłaniając opalone, również zgrabne nogi. Na nogach miała szpilki na koturnie. Pewnie dla tego wydawała się wyższa niż była w rzeczywistości.
Obserwowanie Jej sprawiało mu przyjemność. Zaczął się zastanawiać co sprawia, że takie kobiety znajdują facetów i podświadomie próbował się przypasować do roli Jej faceta.
Opowiadając coś co nie było wcale istotne w tej chwili mimochodem dotknęła go kolanem.
Poczuł na udzie Jej ciepło przez materiał spodni. Zdziwiło go, że nie cofnęła nogi, tylko została ona przy jego udzie. Im dłużej tam była tym mniej słyszał. Za to coraz więcej czuł, a Jej oczy robiły się coraz głębsze. To ciepło z jej kolana zaczęło się rozchodzić także i po nim.
Poczuł, że narasta to uczucie, którego już dawno nie doświadczył. Opanował się, gdyż efekty tego uczucia mogły stać się widoczne a to była ostatnia pożądana w tej chwili rzecz.
Zaczęła coraz częściej poprawiać fryzurę, mimo że było z nią wszystko w porządku.
Zaczął się zastanawiać czy ma kogoś na stałe. Obrączki nie miała lub nie zakładała.
Jak dopiero przyjechała - to może zostanie dłużej. Może będzie mógł Ją znowu zaprosić na kieliszek wina.
Czas spędzony w tak przyjemnym towarzystwie szybko płynie. W tym przypadku zbyt szybko. Koło północy stwierdzili, że czas zbierać. Zadzwonił po taksówkę zaprotestował, jak chciała zadzwonić po swoją mimo, że nie znała lokalnego numeru korporacji. Nie dał się przekonać, żeby zamówił drugą dla Niej, twierdząc, że jako świeżo przybyła jest pod jego opieką i że odwiezie Ją pod drzwi wejściowe kwatery.
Wstała i się z lekka zatoczyła się opierając na nim. Odruchowo objął Ją ramieniem – żeby nie doszło do poważniejszego wypadku. Ich oczy spotkały się na ułamek sekundy. Uśmiechnęła się przepraszająco a on cofnął rękę również przepraszająco się uśmiechając. Zaproponował, aby wzięła go pod rękę i udali się w kierunku wyjścia. Idąc Ona myślała o tym, że musi załatwić numer telefonu do korporacji taksówkarskiej oraz wsiąść numer od niego. On myślał o tym, że w chwili kiedy Ją podtrzymywał czuł przez sukienkę ciepło jej ciała i nie wyczuł materiału stanika.
Nieco wypili, ale nie na tyle, żeby następnego dnia mieć z tego powodu kłopoty.
Taksówka jeszcze nie przyjechała więc stali dłuższą chwilę na dworze.
Zaczęli komentować punktualność taksówkarzy, oraz zastanawiać się jakie mogą być przyczyny opóźnienia.
Była ciepła, gwieździsta, sierpniowa noc. Wokół panowała cisza przerywana jedynie szumem przejeżdżających aut. Cały czas trzymała go pod ramię. W pewnej chwili zamilkli delektując się wieczorem i zatonęli we własnych myślach. Oparła się na nim.
Zaskoczony zerknął na nią, napotykając jej szeroko otwarte oczy. Dłuższą chwilę ich spojrzenie tonęło w oczach drugiej osoby. To była chwila, ale w ich głowach w tym czasie przeleciało małe tornado. Żadne nie cofnęło wzroku, przyciągając wzrokiem drugą osobę.
Wypity alkohol lekko szumiał w głowie, sprawiał, że krew krążyła jeszcze szybciej, wrażenia były mocniejsze a opory mniejsze. Byli tu i teraz. Co będzie jutro nie miało znaczenia.
Ich usta się spotkały. Pocałunek był namiętny i długi. Smakowała latem i obietnicą.
Przyciągnął Ją do siebie i objął bez przerywania pocałunku. Przylgnęła do niego wtulając się w jego ramiona. Przez cienki materiał poczuli ciepło swoich ciał. Czuł jak ogarnia go pożądanie.
Nadjeżdżająca taksówka w brutalny sposób przypomniała im o rzeczywistości.
Z niechęcią spojrzeli w jej kierunku.
Oderwali się od siebie z lekkim ociąganiem. Sprawdziła, czy fryzura nadal jest na miejscu i podeszła do taksówki. On otworzył drzwi taksówki, i przytrzymał je otwarte. Jak wsiadała, chłonął widok jej sylwetki i smukłych nóg, nieco bardziej niż poprzednio odsłoniętych z powodu podciągającej się przy wsiadaniu sukienki. Obszedł taksówkę i wsiadł z lewej strony.
Siedziała odwrócona do okna. Nie odzywała się. Chwilę zastanawiał się, czy się nie wygłupił.
Dotknął Jej ramienia. Odwróciła się. Ich oczy ponownie się spotkały. W jej oczach widział wewnętrzną walkę. Pożądanie zmagające się z logiką. Chwilę tak trwali patrząc sobie głęboko w oczy. Dotknął jej ręki. Nie cofnęła jej.
Taksówkarz zapytał się o adres.
- Chwileczkę. Odpowiedział nie przerywając mostu ich spojrzeń i unosząc jej dłoń aby ją musnąć ustami.
Ona również nie odrywając od niego oczu, podała taksówkarzowi adres.
To będzie jakieś piętnaście minut jazdy pomyślał.
Nie tracąc czasu przysunęli się do siebie i zaczęli się całować. Tym razem bardziej namiętnie. Jeszcze mocniej smakowali swoje usta.
Położył lewą rękę na Jej talii, a ona przylgnęła do jego ręki jak kot spragniony pieszczoty.
Czuł jak jej ciało wygina się, domagając się głaskania i pieszczenia.
Zastanawiał się przez chwilę co taksówkarz sądzi o takim obrocie sprawy, ale stwierdził, że dla taksiarza to nie pierwszyzna i nie ma się czym przejmować.
Przesunął rękę z talii na pierś. Dobrze wcześniej poczuł. Nie miała na sobie stanika.
Zadrżała, jak by się wachała, ale nie przerwała pocałunku.
Pierś była idealna. W stosunku jego ręki nie była za duża ani za mała. Przykrył ją dłonią czując jej sprężystą miękkość i coś jeszcze.
Przez cienki materiał sukienki czuł sterczący jak samotny żołnierz sutek. Potwierdzał on tylko albo aż, to co mówiły usta – pożądanie.
Delikatnie zaczął go masować przez oporny materiał, myśląc jak popieścił by go ustami, gdyby tylko mógł. Złapał go przez materiał i lekko pociągnął ,ściskając. Ona cichutko jęknęła.
Przeniósł dłoń na drugą pierś i pieścił ją w ten sam sposób, masując całą pierś, leciutko ściskając i ciągnąc sutek. Ach, gdyby nie ta sukienka.
Przestali się całować. Ona wtuliła się w jego szyję, głośno łapiąc oddech, tuż przy jego uchu.
- Pieść mnie… Szepnęła.
Ciekawe czy też myślała o zerkającym w środkowe lusterko taksówkarzu. Nawet jeśli patrzył – to było jej pewnie obojętne co sobie myśli, a być może nawet jej się to podobało, że patrzy na nią taksówkarz, obcy mężczyzna …
Przesunął rękę z piersi na jej prawe udo. Delikatnie przeciągnął dłonią po górze uda od kolana do granicy sukienki. Drugi raz, i trzeci, kolejny już nieco dalej - pod sukienkę.
Przeniósł rękę na Jej lewe udo. Dłoń zsunęła się na wnętrze uda i znowu najpierw lekko pogładziła część uda a potem coraz głębiej pod sukienkę, aż dotknęła materiału stringów.
Nie tracąc kontaktu z Jej skórą przesunął całą dłoń na stringi, a po nich przesunął ją w dół, obejmując jej cipkę dłonią.
Ona cichutko zajęczała, rozchyliła mocniej uda i lekko, powoli zaczęła poruszać biodrami w odpowiedzi na pieszczotę. Stringi, grzane Jej ciałem były ciepłe i jedwabiste w dotyku. Szybko odnalazł właściwe miejsce kierując się przebijającą przez ich materiał wilgocią.
Ona głośno oddychała i od czasu do czasu cichutko pojękiwała. On miał w spodniach ciśnienie bomby atomowej, ale nie mógł jej zdetonować. Nie tutaj i nie teraz. I tak taksówkarz miał darmowe show. Ciekawe czy jemu też ciśnienie podskoczyło. Od samych dźwięków na pewno – a do tego miał jeszcze lusterko…
Za daleko już zaszli więc musiał ugasić Jej pożar, inaczej mógł on na niego sprowadzić kataklizm.
Chwilę jeszcze pogładził Jej cipkę przez materiał stringów delektując się jej przyśpieszonym oddechem i tańcem jej ciała. Odsunął ten skrawek materiału na bok.
Była naga w dosłownym słowa tego znaczeniu. Wydepilowana albo ogolona – nieważne jak, ważne co. Podnieciło go to jeszcze bardziej. Przesunął środkowym palcem lewej dłoni po szparce i lekko naparł na nią. Palec zagłębił się między wargami korzystając z ich wilgoci. Chwilę popieścił wejście do dziurki zwilżając palec jeszcze mocniej. Po chwili Przesunął go wyżej odszukując ten magiczny, orgazmowy guziczek.
Lekko, raz z jednej, raz z drugiej strony zaczął masować łechtaczkę, doprowadzając Ją do nieustającego cichego pojękiwania w akompaniamencie tańca jej ciała.
Przez głowę przemknęła mu myśl, żeby taksówkarz nie przydzwonił w jakąś latarnię, patrząc się do do tyłu. Przesunął palec z powrotem w dół.
Delikatnymi okrężnymi ruchami znowu pieścił wejście do dziurki.
Dołączył do tego drugi palec – serdeczny. Teraz uzbrojony w dwa wilgotne palce przesunął dłoń wyżej biorąc łechtaczkę między nie i poruszając góra-dół. Nie chcąc przeciągać struny ostatni raz popieścił ją całą ręką a potem przesunął ją w dół jednocześnie wchodząc palcami w jej dziurkę.
Mając dwa palce w dziurce, wnętrzem dłoni dotykał Jej łechtaczki. Zaczął powoli poruszać ręką w górę i w dół, pobudzając palcami punkt G, a wnętrzem dłoni łechtaczkę. Ona cała drżała, odpowiadała biodrami na jego ruchy i pojękiwała nieustannie.
Dużo Jej nie trzeba było. Po chwili tej nierównej walki, Jej uda się zacisnęły, zamykając jego dłoń w słodkim potrzasku, całe jej ciało wygięło się spazmatycznie i kilkukrotnie zadrżało. Jeszcze przez chwilę nie przerywał, a potem powoli zwolnił ruchy i przestał. Dłoń została między jej udami – jako zakładnik, z czułością tuląc to co przed chwilą posiadła. Trwali tak bez ruchu, kontemplując to co się wydarzyło. Powoli zaczęły do nich docierać dźwięki otoczenia, obrazy i fakt, że nadal jadą taksówką. Poprawione stringi wróciły na miejsce. Sukienka opadła niżej. Jemu mimo nie zaspokojenia, ciśnienie już też nieco opadło, zastępując instynkt racjonalnym myśleniem.
Dalej trwała przytulona do niego, sącząc spokojny miarowy oddech do jego ucha.
Każde z nich znowu uciekło w świat swoich myśli.
Kilka chwil później auto zatrzymało się, a taksówkarz zdławionym głosem oznajmił przybycie pod podany adres.
Spojrzeli na siebie. On dalej miał rozochocony wzrok, ale Ona, już zaspokojona, miała lekko spłoszone spojrzenie. Już wiedział, że sprawiając Jej przyjemność sam się dzisiejszego wieczoru owej pozbawił. Wymienili się numerami telefonów, pożegnali krótkim pocałunkiem i Ona poszła w kierunku wejścia do budynku lekko kołysząc biodrami i stukając obcasami o chodnik.
Przyłapał taksówkarza na odprowadzaniu Jej pożądliwym wzrokiem.
Podał swój adres i taksówka ruszyła.
To była długa droga dwóch facetów pogrążonych we własnych zaplątanych myślach z wspólnym żeńskim mianownikiem. Jak dojechali na miejsce, On zapytał się o kwotę, unikając wzroku taksówkarza, zapłacił podaną kwotę z dużym napiwkiem. Taksówkarz podziękował, również unikając Jego wzroku.
Wszedł do domu. Nic na pozór się nie zmieniło. Był tu jak co dzień, ale dzisiaj tylko ciałem. Myśli krążyły gdzieś indziej. Cały czas przypominał sobie wydarzenia z taksówki. Podniósł i powąchał dłoń. Pachniała kobietą i emitowała wszystkie te feromony, dla których mężczyźni tracą głowy.
Wziął prysznic i dla zneutralizowania napięcia zaopiekował się butelką wytrawnego wina, która to w połączeniu z książką przyniosła mu sen… Siedział w pracy usiłując zebrać do kupy myśli i zaplanować pracę na dwa dni do przodu.
Trochę jeszcze czuł niewyspanie i efekty spożytej butelki wina.
Otworzyły się drzwi i do pokoju weszła Ona, a za Nią jego szef.
Dzisiaj miała na sobie grafitową, nieco luźniejszą sukienkę, która również podkreślała jej figurę, czarne rajstopy i szpilki. Włosy miała spięte w korporacyjnego kucyka – ale i tak obłędnie wyglądała. Lawina obrazów z taksówki przeciążyła jego mózg, odbierając mowę i generując, chyba niezbyt inteligentny wyraz twarzy.
Poznajcie koordynatora nowego projektu nad którym niedawno rozpoczęliście prace. Powiedział jego szef…
Sygnatura opowiadania: 5bc99d760157b6b2b3d2390bbb7fb035ebb1049a

misio

misio

Stokrotki na wietrze...

...   metafizyka powietrza   podpowiada mi,że...   podzielę się oddechem     dumnie ,prosto stoję   na polanie stokrotek   teraz wiem jak pachną     a lustrze widzę prawdę   kruchą ,porcelanową   widzę ją pierwszy raz   i boje się     ziaren piasku na wietrze   szorstkości śniegu   bo nie mam już łupiny   jestem naga.  

Aine

Aine

 

Poranek - krótkie opowiadanie

Sporo lat temu popełniłem to opowiadanie na innym portalu. Teraz wrzucam tutaj - po minimalnych korektach. Udanego czytania.   PORANEK
Było rano. Obudziłem się ni to wyspany ni to dalej śpiący.
Leżąc na plecach zastanawiałem się czy wstać czy jeszcze chwilę poleżeć.
Przyjemnie było tak sobie poleniuchować w wolny dzień. Nic nie jest pilne i nie musi być zrobione. Taka chwila oddechu od codziennych obowiązków i zajęć, które niby nie są potrzebne ale bez nich to kiepsko się żyje. A bez niektórych wręcz można sobie utrudnić życie.
Zamknąłem oczy.
Leżąc z przymkniętymi oczami i rozważając czy wstać czy jeszcze trochę poleniuchować moje uszy zarejestrowały szmer po prawej. Szmer szmerem. Sam w sobie nic ciekawego pod warunkiem, że nie dochodzi z bliskiej odległości i do tego jeszcze z łóżka.
Ponieważ oczy nie są zbyt oddalone od uszu i funkcyjnie stanowią uzupełnienie zmysłów – zostały otworzone i skierowane w kierunku szmeru.
Ona leżała na boku, tyłem do mnie. Kołdra narzucona na ciało kończyła się na wysokości ramion, które były przez nią skrywane i nieśmiało ukazywały się zza rąbka materiału, przechodząc w delikatną szyję. Burza blond włosów pochłonęła poduszkę i nic nie wskazywało na fakt, żeby chciały zakończyć swoją okupację. Ot taka pościelowa symbioza żywej i martwej natury.
Powolne, delikatne unoszenie się i opadanie kołdry sugerowało, że właścicielka burzy włosów i pięknej szyi jest jeszcze w stanie hibernacji.
Próbując zebrać trzy myśli na krzyż i zaplanować działania związane z początkiem dnia przyglądałem się spod półprzymkniętych oczu kształtom wytyczonym przez linie kołdry i jej tła, wędrując wzrokiem od kształtnej szyi ku końcu sylwetki przechodzącemu w nieład kołdry.
Wyciągnąłem rękę i delikatnie, nie chcąc zburzyć ulotności chwili dotknąłem Jej ramienia.
Delikatnie. Nic się nie stało. Tempo wznoszenia się i opadania kołdry nie zmieniło się. Delikatnie dotykając Jej skóry przeciągnąłem dłonią z ramienia w kierunku szyi, ostatecznie obejmując ją dłonią i pieszcząc delikatnie znajdujące się na niej niewidoczne włoski.
Najwyżej zostanę skarcony groźną miną albo w najgorszej sytuacji dostanę po łapkach za taką pobudkę.
Ku mojemu zdziwieniu nie została spełniona żadna z powyższych, wymyślonych przeze mnie gróźb. Głowa się delikatnie przesunęła na poduszce, ale nie było trzęsienia ziemi.
Nie poprzestawałem na pieszczeniu Jej szyi.
W głowie zaświtała mi przelotna myśl. Uśmiechnąłem się do siebie i stwierdziłem, że inni mogą wcielać przelotne myśli w życie. Mi to nie grozi.
Ona jest cudowną kobietą, ale wrodzone, praktyczne podejście do życia nie pozwala na spontaniczne podejście do seksu.
Ośmielony brakiem reakcji na pierwszą pieszczotę stwierdziłem, że poszaleje.
Do głaskania włączyłem jedno Jej ramię, te - które bardziej wystawało spod kołdry.
Nieco zaintrygowany – co będzie dalej obserwowałem czy zmienia się tempo unoszenia i opadania kołdry, czy przypadkiem się nie budzi. Nic się nie zmieniło.
Wróciła przelotna myśl, która okazała się mniej przelotna niż myślałem, przekształcając się z fazy przelotności w fazę koncepcji. Może jednak spróbuję.
Przesunąłem rękę po Jej ramieniu dalej niż poprzednio odkrywając nieco więcej ciała.
I tak powoli za każdym muśnięciem przesuwałem tę kołdrową granicę coraz dalej.
Brak reakcji uznałem za kontynuację snu (co za sen!) albo za bezobjawowe przyzwolenie na kontynuację moich działań.
W pokoju było ciepło więc nie martwiłem się, że Ona zmarznie. Delikatnie zsuwałem kołdrę z Jej ciała odsłaniając coraz to większe partie Jej kształtnych ramion, pleców, lędźwi i pośladków.
Oczom mym prezentowała się leżąca na boku sylwetka zgrabnej kobiety.
Prześlizgiwałem się oczami po Jej ciele – od delikatnej szyi poprzez równie kształtne ramiona i plecy aż po pośladki – chłonąc piękno Jej ciała i drżąc z obawy, że ulotna chwila zaraz minie.
Ale nic się nie działo. Stwierdziłem, że działam dalej. Aż spełnię część lub cały plan – albo rozsypie się on w proch w momencie kiedy Ona zareaguje.
Dotknąłem Jej pośladka. Najpierw delikatnie, palcami, po to aby po chwili powtórzyć pieszczotę całą dłonią. Kolejny raz zadziwiła mnie gładkość Jej skóry. Po chwili przeniosłem się na drugi pośladek.
Zamarłem z niepewności, gdy drgnęła. No tak. Jednak wcześniejsza myśl była ulotna a plan do bani…
Już zacząłem przygotowywać wytłumaczenie, czego to ja tam szukam i dla czego Ona leży odkryta, gdy przekręciła się lekko na brzuch podciągając lewe kolano nieco wyżej.
Hmm…
Po dłuższym stanie zamrożenia ruchów i oczekiwania na trzęsienie ziemi doszedłem do wniosku, że lepiej być nie może.
Teraz miałem jeszcze większą możliwość pieszczot.
Powoli obróciłem się na łóżku – głową w kierunku jej stóp. Przed oczami miałem widok, który każdego mężczyznę hetero od lat dwunastu do lat kilkudziesięciu elektryzuje i sprawia że penis zaczyna żyć własnym życiem, redukując myśli do jednego pragnienia.
Jej wypięte pośladki były okrągłe gładkie i prosiły się o niekończącą się pieszczotę. Ich obłość przechodziła w smukłość długich ud potęgując efekt pożądania tych kształtów.
Lekko rozchylone pośladki odsłaniały Jej słoneczko - owoc zakazany, który tym bardziej kusi im bardziej jest niedostępny. Ledwo powstrzymałem się aby języczkiem delikatnie wykonać na nim kilka ruchów okrężnych powodujących pożar w moich lędźwiach i nie mniejszy u Niej. Ale po kolei. Przyroda to kolej rzeczy, a im lepiej przestrzegany tym lepsze są jego efekty.
Przeciągnąłem ręką po Jej udzie lekko muskając skórę. Spojrzałem na Nią. Pierś unosiła się szybciej niż poprzednio a przynajmniej tak mi się wydawało.
Sen to czy nie sen. Teraz było mi to już obojętne. Za daleko zaszedłem, aby przerywać. Lawina pożądania już ruszyła zabierając mnie i zabierała się do wciągnięcia Jej ciała i umysłu.
Przeniosłem się z pieszczotą na drugie udo.
Pociągłymi ruchami zaczynającymi się na udach a kończących na pośladkach naprzemiennie pieściłem jej jedno i drugie udo za każdym razem zbliżając pieszczotę bliżej jej dziurki.
Spojrzałem na Nią. Oddychała wyraźnie przyśpieszonym oddechem. Oczy pozostawały nadal zamknięte, usta lekko rozchylone, ręce pozostawały rozrzucone w śpiącej pozycji, ciało pozornie sprawiało wrażenie śpiącego ale już czuwało. Jak radar odbierało wszystkie pieszczoty, kumulując je w głowie w postaci nieznośnego uczucia niezaspokojenia aż do chwili gwałtownego uwolnienia podczas orgazmu. Byłem pewny, że już nie śpi.
Delikatnie musnąłem Jej dziurkę. Raz drugi, trzeci troszeczkę bardziej zdecydowanie, po jednej i po drugiej stronie słodkie przerwy, delikatnie – jak bym dotykał kwiat, bojąc się że jego płatki opadną. Jej ciało zadrżało. Zaczął się magiczny taniec pieszczot i drżenia. Czas kiedy to na każdą pieszczotę Jej ciało odpowiadało ruchem, Magicznym tańcem ciała, czarującym, wciągającym, hipnotyzującym do takiego stopnia, że nie można było przestać a w konsekwencji prowadzącym do spełnienia.
Delikatnie zacząłem masować Jej rowek.
Powolutku przeciągałem palcem w jedną i w drugą stronę rozchylając go po milimetrze. Pieszczotom tym towarzyszył taniec jej bioder, powodujący nieplanowane przybliżanie się dziurki do mojej ręki, sprawiający wrażenie, że zaczęła żyć własnym życiem zabiegając o dodatkową intensywność pieszczot niż ta którą ją rozbudziłem. Jej oddech był wyraźnie przyśpieszony, ciało drżało i układało się w tańcu mikro ruchów, słychać było jej ciężki oddech świadczący o podnieceniu i podjęciu drogi ku wybuchowemu końcowi.
A z kończeniem nie miała problemu. Była jak rozpędzony pociąg, który stanie tylko na stacji orgazm hamując równie głośno, impulsywnie i po zatrzymaniu wysadzając tylko jednego, zmęczonego pasażera.
Na rowku dziurki pojawiła się kropelka. Mała, błyszcząca, niepozorna a jakże wiele mówiąca o tym co się zdarzyło i jeszcze więcej obiecująca. Kropelka jej pożądania.
Dotknąłem jej palcem, po którym się rozeszła smarując go. Nie czekając lekko naparłem palcem na jej rowek. Palec zanurzył się w jej dziurce z towarzyszącym temu zjawisku Jej pomrukiem i niesłyszalnym drżeniem ciała. Opuszkiem palca zacząłem pieścić wejście do jej dziurki. Powoli, nie spiesząc się najpierw w jedna stronę, potem w drugą stronę. Odpowiedzią było drżenie Jej ciała, ruch bioder mający na celu nabicie się dziurki na palec. Ale byłem czujny i lekko go cofnąłem chcąc przeciągnąć pieszczotę. Przesunąłem palec ku górze i ruchem okrężnym zacząłem osaczać Jej łechtaczkę. Palec był wilgotny od Jej soków dających poślizg i jednocześnie zwielokrotniających przyjemność dotyku. Zdawało się, że wilgoć jest wszędzie. Uwielbiałem to. Szalałem za jej wilgocią. Mogłem ją smakować w dowolnych ilościach, pożądałem jej.
Oczami wyobraźni widziałem jak wilgotna kuca nade mną i mokrą dziurką nabija się na mój język sprawiając sobie przyjemność a mi szaleństwo zmysłów.
Pieściłem Jej łechtaczkę przy akompaniamencie jej cichego pojękiwania.
Aby mieć lepszy zasięg usiadłem. Palcami lewej ręki również zacząłem pieścić jej dziurkę.
Po chwili wilgotnym od Jej soków paluszkiem prawej ręki zacząłem delikatnie pieścić Jej słoneczko, nie przerywając pieszczoty dziurki i łechtaczki.
Najpierw delikatnym ruchem okrężnym paluszka wodziłem po różowej obwódce słoneczka w jedną stronę, powoli, bez pośpiechu. Potem w drugą stronę. Drugą ręką w tym czasie skupiłem się tylko na łechtaczce.
Po chwili, niespodziewanie dla Niej zmieniłem taktykę. Paluszek lewej ręki powędrował do dziurki a tym z prawej ręki delikatnie naparłem na centrum Jej słoneczka, leciutko się w nim zagłębiając. Delikatnie nim poruszałem nie wchodząc głębiej.
Jej ciało stymulowanie w dwóch najbardziej erogennych miejscach drżało i wiło się wśród przyśpieszonego, płytkiego i szybkiego oddechu przerywanego cichym pojękiwaniem
Dalej miała zamknięte oczy. Usta otwarte łapały szybki, spazmatyczny oddech. Nozdrza poruszały się w rytmie Jej oddechu. Była piękna.
Kobieta ma różne oblicza. Ale to oblicze zostawia tylko dla swojego kochanka, który potrafi sprawić, że jej ciało płonie z pożądania i daje spektakl dostępny tylko dla Niego i nikogo więcej.
Nie chciałem żeby szczytowała bez mojego udziału.
Delikatnie wycofałem obydwa paluszki. Przez Jej twarz przemknęło uczucie zawodu – że nie będzie tak do końca.
Mój i największy przyjaciel każdego mężczyzny był już od dawna w stanie alarmu.
Naprężony, sztywny zwarty do walki a jednocześnie wrażliwy i drżący.
Ona nadal leżała na prawym boku z podciągniętą wysoko lewą nogą. Prawa była wyprostowana.
Klęknąłem za nią. Lewą rękę oparłem na uniesionej nodze, prawą na biodrze.
Spojrzałem w dół. On dotykał wejścia do Jej dziurki. Chwilę się zastanawiałem czy nie wejść do środka. Przemogłem chęć bycia w Niej i złapałem go w prawą dłoń.
Zacząłem wodzić nim po Jej dziurce, wejściu do środka, łechtaczce, ocierać się nim o łechtaczkę. Ona zajęczała i wyszeptała, że dużo już Jej nie brakuje i zaraz skończy.
OK sygnał był czytelny. Gaś pożar chłopie albo będziesz miał nabrzmiały problem.
Wszedłem w Nią i poczułem otulające mnie ciepełko i wilgoć. Ona zajęczała cichutko.
Zacząłem się z Nią kochać. Po takim wstępnie Jej dużo nie brakowało. Mi szczerze mówiąc również. Moją przyjemność potęgował Jej widok, nieobecny wyraz Jej twarzy zastygłej w ekstazie, widok mnie naprzemiennie znikającego w Jej dziurce i pokazującego się, drżenie Jej ciała i to ciche, niemożliwe do powstrzymania pojękiwanie.
Ten spektakl nie był długi. Doszliśmy niemalże równocześnie. Wzbierająca we mnie fala rozkoszy przelała się do Niej wzmagając Jej i tak niesamowity sztorm orgazmu.
Przez chwilę jeszcze poruszałem się dając Jej i sobie odrobinę czasu na uspokojenie.
Wyszedłem z niej powoli i delikatnie pozostawiając za sobą białe dowody zbrodni na Jej udzie.
Przyjemnie było patrzyć na jej dziurkę okraszoną bielą po moim wytrysku. Odrobinka właśnie wyciekała z dziurki potwierdzając odbyte przed chwilą misterium.
Zamknąłem oczy zatrzymując pod powiekami obraz kobiety którą właśnie posiadłem.
Otworzyłem oczy.
Mój wzrok spotkał się z Jej pytającym wzrokiem.
Ona leżała twarzą do mnie, patrząc się na mnie rozbudzonymi oczami, przykryta do ramion.
Ja leżałem tak jak się obudziłem pierwszy raz. Czułem jak mój członek jest nabrzmiały.
Coś było nie tak. Chyba przysnąłem i całe niesamowite zdarzenie było snem…
Cholera.
Wyciągnąłem rękę i musnąłem Ją po policzku wspominając z uśmiechem, co robiliśmy w śnie.
Jej oczy również uśmiechnęły się do mnie.
Przesunęła się w moją stronę łóżka i wsunęła pod moją kołdrę, muskając kolanem sterczący członek.
Jej oczy przez ułamek sekundy wyraziły przyjemne zaskoczenie, po czym uśmiechnęły się kokieteryjnie. Przywarła do mnie całym ciałem. Pocałowaliśmy się namiętnie. Poczułem jak jej dłoń obejmuje mojego członka.
Może to nie będzie tylko poranny sen…..   Sygnatura opowiadania: 63fd08f2e3fbcacdfa941d305a736a80db6f69a3  

misio

misio

Niechciane zaklęcia ...

Sroga cisza...   lodowaty pomruk nicości     ja -ta wijąca się   we własnych lękach       w niechcianej rezygnacji   z jedną tylko nadzieją     że jest gdzieś ...   jej druga połowa powietrza.      

Aine

Aine

 

Wspomnienia cz. 1

Hej.    Kiedyś namówiłem żonę na poznanie rozkoszy w układzie trójkąta.    Na początku nawiązałem znajomość przez internet z młodszym facetem od nas o 12 lat i przedstawiłem mu propozycję wspólnej zabawy.  Podczas rozmowy przekazaliśmy sobie kto co lubi, kto czego oczekuje i na co może liczyć a czego unikać.  Następnie spotkaliśmy się w tróję w jednej z knajpek w okolicy.  Po  przywitaniu usiedliśmy aby porozmawiać i aby żona mogła ostatecznie podjąć decyzję czy idziemy do naszego lokalu.  Pamiętam że otrzymała tam od niego prezent - erotyczną bieliznę w kolorze czarnym.  Po wypiciu drinka i piwka żona zdecydowała że możemy przenieść nasze spotkanie do bardziej ustronnego miejsca.  Chłopak był bardzo napalony i podniecony, cały w stresie.  Jak przyszliśmy na miejsce i łyknęli kolejnego łyka drinka moja pani dostała pierwszego zaczepnego całusa od niego. Po paru cmokach stwierdziła że chyba dobrze by było się pokazać w nowych ciuszkach które dostała dziś w prezencie.  Oczywiście potwierdziliśmy naszą ochotę na to, wstała i wyszła zabierając strój ze sobą aby się przebrać.  Po paru minutach wyszła skompo ubrana i zobaczyła że my oboje siedzimy na kanapie całkowicie nadzy i czekamy aż wróci.  Młodemu bardzo szybko zesztywniała pałka jak ją zobaczył. Usiadła między nami i powiedziała "jak się wam podobam?".  W odpowiedzi  usłyszała : "Bosko" i zaczęliśmy ją całować i dotykać.  Po chwili pieszczot gdy ona także nam pieściła ptaszki przeszliśmy dalej a mianowicie on zaczął ją wylizywać pomiędzy udami.  Ledwo zmoczył jej cipkę to zaraz ułożył ją wygodnie do tego aby włożyć w nią jego pałkę. Ja w tym czasie obserwowałem to stojąc przed żoną i wkładałem jej mojego fiuta w usta a ona stękała.    Czy warto pisać dalej ?

Egreg75

Egreg75

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła ...

Eksperyment na ostro...      Składnik ten, potrzebny mi był ... konkretnie do rosołu, który gotuje się na kościach z kaczki wcześniej upieczonej ... taki kuchenny recykling . Świetnie smakuje z nitkami z cukinii, zamiast makaronu ,poszarpanym mięsem (o ile zostało ) ...  i papryką chili ,której ja sobie osobiście nie żałuję . Uwielbiam! Przepis to może nie tutaj... ale istotne dla mnie było to ,że owa papryka się do mnie przybłąkała ...często jej używam choć ostatnio przyznaje ,nie było czasu  szukać po sklepach tej świeżej czy w zalewie...dodawałam więc proszkowy zamiennik  . Mniejsza z tym...Do tego dania musi być świeża !    Tym razem ją zdobyłam...i już w sklepie biorąc ją do ręki przypomniało mi się, że ten który mi ostatnio umysł opętał , o niej właśnie wspominał... Nie do końca miałam świadomość co może wymyślić ,jakiej ilości kapsaicyny użyje...Ufam mu,to jest pewne . Jednak moja ciekawość była silniejsza  i chciałam spróbować już,teraz.  Jedyne co mnie blokowało ,to, że może być niezachwycony iż eksperymentuje bez Niego. Czuję się jednak usprawiedliwiona ,bo przecież robię to  z myślą o Nim ...   ...do rzeczy... Pierwsza próba...    Rozkroiłam paprykę na pół ...natarłam nią solidnie palce i pobiegłam czym prędzej do łazienki ,co by mnie nikt na tym nie przyłapał ,jak zamierzałam jej użyć... Zamknęłam drzwi ,czubkiem języka dotknęłam ostrości ,jakbym pierwszy raz miała z nią do czynienia ...Upewniałam się czy na pewno ostra ...?  Osz kurwa... jednak ostra...nic się nie zmieniło  ...   Dobra Aine ,bądź dzielna  ,do dzieła...!!!- powiedziałam sama do siebie , dla odwagi i bez zbędnych ceregieli zaaplikowałam sobie ten piekący związek chemiczny którym to Nas obdarzyła natura ,prosto w wilgotną jak zawsze cipkę . Naprawdę beznamiętnie wtarłam wszystko co miałam na palcach ...Kapsaicyna na pewno dotarła w każdy możliwy zakamarek...Nie czułam wtedy nawet ciepła.   Czekam trzy sekundy...pięć...aleee lipa,na mnie nie działa ...  Spojrzałam w lustro i już chciałam się nawrzucać tej metodzie ... jaka to ona rozgrzewająca... taaa jasne... ooooFuck ... Noo ale nie zdążyłam ,bo się zaczęło ,mniej więcej po dziesięciu sekundach stałam na baczność przed lustrem ...i tylko spoglądałam w sufit ,czy oby na pewno go nad sobą mam .Bo zdecydowanie lepiej byłoby mieć  gołe niebo ,zamieniając się w rakietę ...ognistą w dodatku i nie mająca czasu czekać ,aż ją z domu wyniosą ... Oooo niee ...Chyba niechcący wystrzelę się w kosmos...  ~Ależ kurwa ogień! ...coś mi się zdaję, że ja jej chyba odrobinę za dużo dałam jak na pierwszy raz...bo mnie wbiła w ścianę .Huh...masakra ...   To pieczenie zamieniało się w kurewskie podniecenie... po udach sączyły się soki ... A dotyk pomagał ,nieziemsko pomagał...nie opierałam się swoim palcom wdzierającym się coraz głębiej w  moją cipkę...   ~A On ...Winowajca...Na pewno zrobił to specjalnie ,podsunął mi pomysł ,ale nie ostrzegł ,że o wiele łatwiej było by gdyby tu był ze mną ... Już ja bym wiedziała co mu teraz zrobić mam...Oj ,cierpiałby w tym samym piekle co ja...   Ciekawość moja została sprawdzona...     Pragnienie  pulsowało we mnie, jakby mi tam ktoś basy włączył na fulla ,ale orgazm wcale nie przychodził szybciej ...Za to jak już przyszedł ...to miałam wrażenie ,że się nie skończy i że zaraz przyjdzie kolejny... ziemia mi się pod nogami rozstąpiła ...Nic dziwnego ,piekło wzywa piekło ...   Tylko że ja sobie nie mogłam pozwolić na kolejny ,bo mi się przypomniało, że zostawiłam wszystko włączone na kuchni... jak zwykle   Tylko tak to ja nie wyjdę ,nie ma opcji ...Wiem czym zneutralizować zbyt ostry papryczki smak w daniach ,ale "tam" ? I to jeszcze w łazience ...Wskoczyłam pod prysznic... Uff ,pomógł żel do higieny intymnej ...pożar ugaszony ,można wracać do garów...   I kiedy tak przy tych garach stałam ...analizowałam, to co się przed chwilą wydarzyło ,co mogłam zrobić lepiej  ,inaczej ... Otworzyła mi się też furtka w głowie z szeregiem możliwości dla tej małej podstępnej papryczki .   No tak ,ale o sutkach to już zapomniałam !  Szlag... nadrobię to ...             

Aine

Aine

 

Pytanie na dziś.

Dziś naszło mnie pytanie czy istnieją kobiety które szukają niezobowiązującej lecz stałej znajomości z facetami w celach typowo erotycznych.    Wiem że są kobiety które maja jak to powiadają poukładane życie i nie interesuje ich dodatkowa rozrywka. Sądzę jednak że każdy potrzebuje i chce czasem coś posmakować innego niż na co dzień.   

Egreg75

Egreg75

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.