Blogi - Cuckold Forum Skocz do zawartości

Blogi

 

Idź w stronę gwiazd...

To był chłodny, wieczór zimowy,   Gdy uświadomiłem sobie, Że idziesz tam nie będąc na to gotowy, Że nie powiem już niczego Tobie, Że nie dokończymy już tej rozmowy, Została cząstka Ciebie w moim sercu i głowie...     Do zobaczenia...     

_nikt_

_nikt_

 

Andrzejki - cd. opowiadania "W Pubie"

Ostatnie opowiadanie z tych wyciągniętych z archiwum i lekko poprawionych.   Andrzejki
Patrzył na ekran komputera i zastanawiał się nad tym czy wszystko zostało ujęte w niezbędne słowa.
Jeszcze raz przeczytał treść napisanego maila.
- Jest OK, pomyślał i kliknął „wyślij”.
Jeszcze tylko parę takich maili, kontrola harmonogramu i do domu. Dzisiaj to się sporo zasiedział – ale nie miał innego wyjścia.
To nic, że kolejny tydzień zostaje po godzinach. Kiedyś ta faza projektu musi się skończyć i wtedy będzie wychodził normalnie. Zresztą nikt na niego w domu nie czeka. No może poza rybkami w akwarium, które chętnie by coś zjadły. Ale one zawsze by coś zjadły.
Zadowolony z siebie, oderwał wzrok od ekranu i rozejrzał się po pokoju.
Nic się nie zmieniło od ostatnich dziesięciu minut.
No może kawy trochę ubyło z jego kubka. Ciekawe czy w Jej kubku również ubyło kawy.
Sięgając po swój kubek zimnej już kawy, starał się zajrzeć do Jej kubka, jakby od tego zależał smak jego własnego napoju.
Nie widać poziomu! Bezowocny wysiłek. Nic tam nie ma – albo jest mało.
Mocząc usta we własnej kawie, znad kubka, spojrzał na Nią. Po raz n-ty w ciągu ostatniej godziny. Mógł ciągle zerkać na Nią i zawsze chciał to robić ponownie.
Czasem ich spojrzenia się spotkały. Ona lekko się uśmiechając szybko odwracała wzrok. On zresztą też. Podobała mu się, ale przecież nie będzie się ostentacyjnie gapił.
Dobrze, że siedziała naprzeciwko.
Od miesiąca oswajał się z Jej obecnością.
W pokoju panował lekki półmrok wpływający do środka przez okna – jak w każdy listopadowy wieczór.
Większość współpracowników już wyszła.
Patrzyła skupionym wzrokiem w ekran swojego komputera.
Światło bijące z ekranu subtelnie oświetlało Jej skupioną twarz. Pisała coś marząc czoło.
Widocznie nie było to coś prostego ani przyjemnego. To chyba jeszcze chwilę będzie nad tym siedzieć - pomyślał.
- Zostaw to i chodź po kawę - powiedział patrząc na Nią.
Oderwała wzrok od ekranu i spojrzała na niego.
- Właściwie masz rację. Może jak zrobię sobie chwilę przerwy to wpadnie mi do głowy jakiś świeży pomysł.
Obydwoje wstali łapiąc swoje kubki.
Poczekał aż obejdzie biurko i przepuścił Ją jako pierwszą.
Szła lekko kołysząc biodrami, obcisła garsonka podkreślała kształt tych bioder.
Prześlizgnął się wzrokiem po jej sylwetce, od nóg zaczynając a na karku skończywszy.
Jak zawsze, zgrabna, ponętną i budząca pożądanie.
Niemalże czuła na sobie jego wzrok i było Jej z tym dobrze. Lubi podobać się mężczyznom. Lubi być pożądana.
W chwili kiedy spotkali się w zespole to coś, co połączyło ich w taksówce uleciało.
Rozmawiała z nim zawodowo. Tak, jakby się wcześniej nigdy nie spotkali. Nawet nie próbował nawiązać do tamtych chwil. Wiadomo, knajpa, klimat alkohol itd.
Każdemu mogło się zdarzyć. Zresztą nie mieli wiele czasu na porozmawianie. Dopiero dzisiaj mieli chwilę na pogawędkę i nikt im nie przeszkadzał.
Przygotowali świeżą kawę i jeszcze chwilę rozmawiali o sprawach projektu niewybrednie komentując priorytety.
Pożartowali, że jeszcze trochę to będą wychodzili do domu tylko umyć się i przebrać.
Nikomu nie chciało się wychodzić z kuchni, pustej o tej godzinie i nawet przytulnej.
Zaczęła się częściej uśmiechać i ten Jej służbowy formalizm nieco się ulotnił, przemieniając Ją z szefa w kobietę. Mocno kuszącą kobietę.
Miesięczna frustracja gdzieś zginęła. Patrzył na Nią, jak coś opowiada, zdawkowo przytakując. Wydarzenia z taksówki przeplatały się z uwagą poświęcaną na przytakiwanie.
- Co robisz w Andrzejki – zapytał, chcąc wypełnić chwilę ciszy, która niechybnie prowadziła do decyzji o opuszczeniu kuchni.
- Siedzę w domu. Znajomi wystawili mnie do wiatru, decydując się na imprezę wyjazdową, taką, na którą nie mam ochoty w tym roku – powiedziała.
Banalnie zabrzmi, jak powiem, żeby przyjechała do mnie – pomyślał.
- W sumie, ja też chyba będę siedział w domu. Może …
???, spojrzała na Niego pytającym wzrokiem.
- Nie chciałbym, aby to banalnie zabrzmiało…
- Nie krępuj się…
- Po pracy możemy wyskoczyć na miasto, zjeść coś i …
- I ?
- Możemy spróbować szczęścia z wkręceniem się do jakieś imprezowi.
- Szczerze? To siedzenie po godzinach tak mi dało w kość, że nie chce mi się nigdzie chodzić – powiedziała sprawdzając wzrokiem poziom napoju w kubku.
Eee co mi tam, pomyślał.
– Możemy nabyć butelkę wina i posiedzieć w spokoju oglądając Discovery. Kameralnie i relaksująco.
Dłuższą chwile milczała, patrząc w kubek.
- Może być. Trochę spokoju się przyda – powiedziała po prostu na niego patrząc.
- OK.
- Jutro po pracy jestem umówiona z koleżanką i pewnie zjemy coś na mieście. Podjadę do ciebie około 20-ej. Gdzie mieszkasz?
Podał jej adres i wrócili do biurek, dokończyć bieżące sprawy.
Jutro andrzejki…
***
Domofon zadzwonił tuż przed 21-ą.
Jednak przyjechała – powiedział do siebie zadowolony.
Myślał, że już raczej nie przyjedzie.
Dzwonił wpół do dziewiątej – ale odpowiedziała mu jedynie skrzynka pocztowa.
Pewnie koleżanka namówiła Ją na jakąś imprezę – pomyślał.
No cóż – mało atrakcyjne menu i oferta kablówki to ubogie atrybuty.
Włączył laptopa i bez celu przeglądał blogi na jednym z portali.
Dźwięk domofonu przywołał go w połowie opisu fantazji, zrealizowanej przez jedną z blogerek.
Otworzył drzwi i zaprosił Ją do środka, pomógł zdjąć płaszcz i zaprosił do salonu.
Przekroczyła próg, zatrzymała się i rozejrzała.
Salon był oświetlony jedynie dwoma wolno stojącymi lampkami oraz światłem z akwarium.
Ciemne kolory mebli i ścian pogłębiały wrażenie ciemności, która była przełamana jedynie bielą tapicerki sofy i fotela.
- Przytulnie tu. To był cały komentarz.
No tak, nic dodać nic ująć – pomyślał sobie.
Podeszła do akwarium i zaczęła oglądać podpływające do niej rybki, a te podpłynęły do szyby myśląc, że pewnie dostaną coś do jedzenia.
Stojąc w progu patrzył na Nią.
Na sobie miała szarą, obcisłą sukienkę sięgającą do połowy uda oraz grube czarne
getry z lycry ze szwem.
Całość podkreślała zgrabną figurę i przyciągała wzrok.
- To chyba był dobry pomysł, żeby posiedzieć w domu – powiedziała, odwracając się od akwarium i podchodząc do kanapy.
Usiadła, założyła nogę na nogę i dalej się rozglądała.
- I jak spotkanie z koleżanką – zapytał.
- Udane. Bardzo udane. Trochę się zagadałyśmy obgadując jej faceta. Ciekawy gość.
- Kosztowało nas to butelkę wytrawnego wina i moje spóźnienie – powiedziała patrząc na niego.
Dopiero teraz zobaczył Jej błyszczące i uśmiechające się oczy. Wino chyba jeszcze działało.
Ciekawe co dokładnie obgadywały. Pewnie obgadały go co do każdego pieprzyka na ciele i wszystkich łóżkowych zwyczajów – pomyślał.
- Pójdę po obiecane wino i jakieś zakąski – powiedział i poszedł do kuchni.
Chwilę siedziała i rozglądała się po salonie.
- Jak na mieszkanie kawalera to ma urządzone nawet z odrobiną wyczucia - pomyślała.
Jej wzrok zatrzymał się na włączonym laptopie.
Wstała, podeszła i zaczęła czytać zawartość ekranu ….
- Może to mało eleganckie, ale ciekawe czym się zajmuje. Nie zablokował komputera, więc to pewnie nic istotnego - pomyślała.
Tak ją wciągnęło, że nie usłyszała jak wrócił.
Nie przerywał jej. Zatrzymał się i patrzył na jej sylwetkę pochyloną nad komputerem.
Na wypięte do tyłu, rysujące się pod sukienką pośladki, zgrabną figurę. Znowu wróciły wspomnienia z taksówki.
Bezszelestnie podszedł do stolika i odwrócony tyłem, z cichym stukiem postawił kieliszki i butelkę wina, dając Jej szansę na oderwanie się od ekranu, zrobienie mądrej miny i wymyślenie usprawiedliwienia.
- Czy to twoja codzienna, wieczorna literatura? – spytała, bez nuty zażenowania w głosie.
Odwrócił się i spojrzał na nią, samemu mając nie tęgi wyraz twarzy.
Lekko uśmiechnięta z chochlikami w oczach patrzyła na niego.
- No, nie. T.. tylko dzisiaj, tak jakoś wydukał.
- Jeszcze zakąski – wydukał i chciał iść do kuchni ale nie ruszył się.
Jej spojrzenie przyciągało jak magnes.
Stali chwilę w bezruchu, czekając, kto pierwszy wykona sensowny ruch.
Podeszła do niego i pocałowała go.
Objął Ją nie przerywając pocałunku.
Powoli, niespiesznie, delektując się Jej smakiem i ciepłem ciała przebijającego przez materiał skukienki.
Zarzuciła mu ramiona na szyję przyciągała go do siebie nie pozwalając mu przerwać pocałunku. Przywarła do niego całym ciałem. Objął ją i uniósł w górę.
Objęła go nogami. Znowu poczuł Jej ciepło. Jak wtedy przed pubem.
Niosąc Ją jakby była piórkiem podszedł do kanapy i ułożył ją na plecach samemu będąc na górze. Nadal obejmowała go nogami. Nie przerywali pocałunku.
Poczuł jak rośnie. Ona też to poczuła. Zaczęła się lekko ocierać o jego budzącego się do własnego życia penisa. Podciągnął sukienkę i wsunął pod nią dłoń. Nie miała stanika. Piersi były ciepłe, delikatne i spragnione pieszczot. Sutki tylko czekały aby zamienić ich pieszczotę na drżenie Jej ciała. Poddawały się pieszczotom i za chwilę znowu były tak samo spragnione.
Wyswobodził się z Jej objęć i ukląkł obok kanapy.
Lekko się uniosła, ściągnął z Niej sukienkę odrzucając ją na bok. Zdjął z Niej getry wraz z majtkami. Leżała teraz na kanapie, naga i czekająca.
Szybko zrzucił koszulkę i spodnie z bielizną. Członek już sterczał przyciągając Jej wzrok.
Klęknął obok Niej i zaczął Ją całować. Ona ujęła dłonią sterczący członek i zaczęła delikatnie go pieścić. Całował jej szyję ,ramiona, piersi, brodawki piersi. Im poświęcił nieco więcej czasu. Poprzez ich pieszczotę językiem i ustami wywołał u niej pożar. Pożar i powódź , która nie gasi pożaru tylko jest jego objawem.
Nie przerywając pieszczoty piersi położył rękę na jej dziurce. Była gorąca i mokra. Bardzo mokra. Lekko ją ugniatał otwartą dłonią. Ona coraz mocniej ruszała ręką nieomal nie doprowadzając go do wytrysku. Wycofał się zabierając członka z Jej dłoni.
Otworzyła oczy i spojrzała na niego.
- Co z zabezpieczeniem – zapytał.
- Biorę tabletki. Możemy bez niczego.
Ucałował dłoń, która go tak dzielnie pieściła, wstał i uklęknął na kanapie pomiędzy Jej nogami.
Nie będę Jej pieścił językiem, bo dojdzie - pomyślał.
Ujął członka w rękę i zaczął nim wodzić wokół wejścia do dziurki, zahaczając o łechtaczkę.
Członek był twardy. Nie pamiętał kiedy ostatni raz był tak napięty. To wszystko przez Nią.
Ona tak na niego działała.
Wszedł w nią powoli. Czuł jak Jej ciało się wygina pod wpływem tej przyjemności.
Położył się i przywarł do Niej ciałem, opierając ciała na wyprostowanych rękach.
Objęła go nogami. Poczuł Jej dłonie na pośladkach.
Poczuł, że należy do Niej. On Ją bierze, ale to Ona go posiadła.
Zaczął się powoli ruszać. Powoli ale zdecydowanie i głęboko.
Ona przytuliła się jeszcze mocniej drżąc i odpowiadając ruchem bioder na jego ruchy.
Jej głowa była obok jego głowy, tuląc się gorącym policzkiem w gorący policzek.
Jej oddech był głośny i wpadał jak wicher w jego ucho, nakręcając go jeszcze bardziej.
Zaczęła cicho pojękiwać. Im dłużej się kochali tym tempo wzrastało, łącząc się z coraz głośniejszymi oddechami i pojękiwaniem.
Doszli niemal jednocześnie. On cicho i nieco szybciej, ona bezwiednie pojękując w takt jego ruchów chwilę później.
Czuła jak wybucha w niej. Poczuła w środku to zalewające ją ciepło i wtedy zatraciła się w orgazmie, tracąc kontrolę nad ciałem i rzeczywistością…
Leżeli w ciszy. Przytuleni do siebie, rozpamiętując to co przed chwilą się zdarzyło.
Jego ręka błądziła po Jej głowie zanurzając się we włosach, pieścił Jej kark i szyję, ramiona
Było Jej dobrze. Leżała odprężona, grzała się jego ciepłem i zastanawiała się nad tym, co się właśnie wydarzyło.
On też czuł jej ciepło. Krążył myślami wokół Jej obrazu sprzed paru chwil.
Jeszcze długo mogliby leżeć w tej ciszy, zatopieni we własnych myślach.
- Co z tymi przekąskami – zapytała, uśmiechając się.
- Też zgłodniałem – odpowiedział z uśmiechem patrząc w jej wesołe oczy.
Wstali i ubrali się, żartując z bałaganu jaki wywołali.
Wino, zakąski, miejsce na kanapie i oferta kablówki nigdy nie były jeszcze tak dobre jak w te andrzejki.     Sygnatura opowiadania: 3128a7dfa56425368de234127b70e2bd2ceffad1

misio

misio

 

Otulam Cię...

Ciche dźwięki tej piosenki mówią do mnie, Pragnę schować twoją twarz w moje dłonie, Przeplatają się trasy naszych spojrzeń,
Widzę jak lekko kołysze się świecy płomień, Wsłuchuję się w Twój spokojny oddech, Odpoczywasz po dniu w ramionach mych,    

_nikt_

_nikt_

 

Nocne pragnienie...

Za oknem noc, Ogrzewa mnie koc, Deszcz hula wokół, Szukam czegoś w mroku, Czuję jak drżą mi ręce, Nakręcam się w tej udręce, Myśli biegną gdzieś hen, Jedyne o co poproszę to sen...    

_nikt_

_nikt_

 

W pubie ...

Kolejne archiwalne opowiadanie, które publikowałem kilka lat temu na innym forum.   W Pubie To był ciężki dzień w pracy. Czuł się jak po maratonie mentalnego toru przeszkód.
Kiedyś ta praca go zabije.
Chociaż, z drugiej strony to teraz dzięki niej może sobie tu posiedzieć i w spokoju popijać ulubioną szkocką a potem wrócić do nowocześnie urządzonego mieszkania, w modnej dzielnicy, czarterując taksówkę. Czasem się zastanawiał, czy praca to nie taka forma abonamentu na dobra luksusowe. Kończy się dobra praca – kończą się i inne wygody tego świata.
Pogrążony w mieszance myśli, zerkał co jakiś czas na zegarek. Bezwiednie robił to tym częściej im mniej czasu pozostało do godziny dwudziestej pierwszej.
- Co spóźnia się? Zagaił bezosobowo barman, wycierając po raz n-ty jakąś szklankę.
- Jeszcze nie. Odpowiedział mimowolnie zerkając na zegarek, na którym duża wskazówka miała swój wyścig z czasem do cyfry dwanaście.
W lokalu było już nieco gwarno. Muzyka rywalizowała z podniesionymi głosami gości o to kto będzie w danej chwili bardziej słyszalny. Przegrywała jednak nieubłaganie wraz z ilością sprzedanych przez barmana piw i nielicznych drinków.
Rozejrzał się dyskretnie na boki. Nic nie przykuło Jego uwagi na tyle, żeby oderwać się od własnych myśli.
Znowu spojrzał na zegarek. Przed pełną godziną czas wlókł się okrutnie, teraz wlókł się tak samo, ale już po pełnej godzinie.
No cóż. Chyba nie wypije umówionego drinka z kolegą, tocząc techniczne dyskusje na temat właśnie rozpoczętego, strategicznego projektu, kłócąc się o to kto zostanie jego koordynatorem. Nie miał na tyle dużej potrzeby, żeby do niego dzwonić i dopytywać się czy przyjedzie. Pewnie po raz n-ty usłyszałby, że żona kazała mu położyć dzieci i poczytać bajki, zamiast mitingu z kolegą, z groźbą pijaństwa w tle.
Fakt tego zagrożenia nie należało bagatelizować – dla tego był przygotowany, że jutro wyśle do szefa SMS-a, że nie może przyjść do pracy z przyczyn niezależnych od niego.
Dopił resztę trunku, postawił szklankę na barze i energicznie wstał, jednocześnie odwracając się. Zadziałała fizyka. Masa razy przyśpieszenie daje pęd. Tym razem wektor pędu niekorzystnie przebiegał przez inne ciało, w dodatku obce.
Poczuł jak kogoś „przestawia” ramieniem, zanim jeszcze zdążył obrócić głowę.
- Przepraszam! Burknął, nie bardzo kontrolując przekaz przeprosin, gdyż mózg był zajęty przetwarzaniem właśnie otrzymanego obrazu szczupłej wysokiej kobiety.
Wyraz oburzenia malujący się na jej twarzy wcale nie umniejszał wrażenia jakie na nim zrobiła. Dopiero po chwil dotarło do niego, że Ona również zwerbalizowała swoje niezadowolenie.
- Najmocniej przepraszam, nie zauważyłem Pani.
- Na szczęści nic się nie stało – odrzekła, przybierając bardziej pokojowy wyraz twarzy.
- Nieopatrznie stanęłam tuż za panem, próbując rozejrzeć się.
Stała wyprostowana, w szarej, dopasowanej do figury sukience, z włosami upiętymi w kok, trzymając torebkę w jednym ręku, a telefon w drugim. Wyglądała, jak by na kogoś czekała i bezskutecznie do tej osoby wydzwaniała.
Ciekawe czy się doczeka, pomyślał. Chciał powiedzieć jeszcze kilka banałów, ale zanim ubrał je w słowa zadzwonił jej telefon.
Odebrała. Chwilę słuchała i widać było, że nie są to pomyślne wieści.
Powiedziała do słuchawki parę zdań. Ze strzępków, które do niego doleciały wywnioskował, że i Ona również nie będzie miała wcześniej umówionego towarzystwa.
Stała tak jeszcze przez chwilę, rozglądając się i zapewne zbierając myśli – co by tu zrobić z resztą wieczoru, który nie mógł już być realizowany według pierwotnego planu.
- Czy mogę zaprosić Panią na lampkę wina, w ramach przeprosin? Zapytał.
Nie wiedział, czy zaproszenie do Niej dotarło, gdyż nadal stała bez ruchu. Po chwili spojrzała na niego z pytaniem w oczach.
- Mimowolnie słyszałem, że Pani również nie doczeka się umówionego spotkania. Dokończył myśl.
- Niestety. Powiedziała.
Rozejrzała się jeszcze raz po sali, schowała telefon do torebki i odwróciła się w jego stronę.
- Może to i dobry pomysł. Dzisiaj przyjechałam i umówiłam się z miejscowym kolegą na drinka. Miał mnie wprowadzić w tajniki tutejszego życia. – Powiedziała nie patrząc w jego stronę.
- Parę lat tu mieszkam, więc również mogę coś Pani opowiedzieć, a kolega najwyżej uzupełni – odrzekł.
- Ok. Niech będzie. Stwierdziła bez większego entuzjazmu.
Zorganizował drugi stołek i usiedli przy końcu baru, pod ścianą – gdzie była jeszcze odrobina miejsca a przyćmione światło tworzyło przyjemną atmosferę.
Początkowo rozmowa się nie kleiła.
Jakieś kilkadziesiąt minut później oraz wymianie wielu zdań i wypitych dwóch kieliszkach wina znaleźli wspólny język.
Okazało się, że obydwoje niedawno zainteresowali się nurkowaniem.
Wspólne zainteresowanie zostało opite drinkiem, a kolejny został skonsumowany a konto przyszłych, podmorskich przygód.
Opowiadając z przejęciem wrażenia z ostatnich wakacji nie zwróciła uwagi na fakt, że siedzieli znacznie bliżej siebie niż na początku. Przyglądał się jej podczas tego opowiadania.
Miała delikatne rysy twarzy, drobny nos, delikatne brwi i kształtne usta. Oczy powiększone makijażem przyciągały jak magnesy. Upięte w kok włosy, odsłaniały kształtną i delikatną szyję. Drobne ramiona skryte były pod materiałem sukienki, której dopasowany krój podkreślał zgrabną figurę. Sukienka kończyła się przed kolanami, odsłaniając opalone, również zgrabne nogi. Na nogach miała szpilki na koturnie. Pewnie dla tego wydawała się wyższa niż była w rzeczywistości.
Obserwowanie Jej sprawiało mu przyjemność. Zaczął się zastanawiać co sprawia, że takie kobiety znajdują facetów i podświadomie próbował się przypasować do roli Jej faceta.
Opowiadając coś co nie było wcale istotne w tej chwili mimochodem dotknęła go kolanem.
Poczuł na udzie Jej ciepło przez materiał spodni. Zdziwiło go, że nie cofnęła nogi, tylko została ona przy jego udzie. Im dłużej tam była tym mniej słyszał. Za to coraz więcej czuł, a Jej oczy robiły się coraz głębsze. To ciepło z jej kolana zaczęło się rozchodzić także i po nim.
Poczuł, że narasta to uczucie, którego już dawno nie doświadczył. Opanował się, gdyż efekty tego uczucia mogły stać się widoczne a to była ostatnia pożądana w tej chwili rzecz.
Zaczęła coraz częściej poprawiać fryzurę, mimo że było z nią wszystko w porządku.
Zaczął się zastanawiać czy ma kogoś na stałe. Obrączki nie miała lub nie zakładała.
Jak dopiero przyjechała - to może zostanie dłużej. Może będzie mógł Ją znowu zaprosić na kieliszek wina.
Czas spędzony w tak przyjemnym towarzystwie szybko płynie. W tym przypadku zbyt szybko. Koło północy stwierdzili, że czas zbierać. Zadzwonił po taksówkę zaprotestował, jak chciała zadzwonić po swoją mimo, że nie znała lokalnego numeru korporacji. Nie dał się przekonać, żeby zamówił drugą dla Niej, twierdząc, że jako świeżo przybyła jest pod jego opieką i że odwiezie Ją pod drzwi wejściowe kwatery.
Wstała i się z lekka zatoczyła się opierając na nim. Odruchowo objął Ją ramieniem – żeby nie doszło do poważniejszego wypadku. Ich oczy spotkały się na ułamek sekundy. Uśmiechnęła się przepraszająco a on cofnął rękę również przepraszająco się uśmiechając. Zaproponował, aby wzięła go pod rękę i udali się w kierunku wyjścia. Idąc Ona myślała o tym, że musi załatwić numer telefonu do korporacji taksówkarskiej oraz wsiąść numer od niego. On myślał o tym, że w chwili kiedy Ją podtrzymywał czuł przez sukienkę ciepło jej ciała i nie wyczuł materiału stanika.
Nieco wypili, ale nie na tyle, żeby następnego dnia mieć z tego powodu kłopoty.
Taksówka jeszcze nie przyjechała więc stali dłuższą chwilę na dworze.
Zaczęli komentować punktualność taksówkarzy, oraz zastanawiać się jakie mogą być przyczyny opóźnienia.
Była ciepła, gwieździsta, sierpniowa noc. Wokół panowała cisza przerywana jedynie szumem przejeżdżających aut. Cały czas trzymała go pod ramię. W pewnej chwili zamilkli delektując się wieczorem i zatonęli we własnych myślach. Oparła się na nim.
Zaskoczony zerknął na nią, napotykając jej szeroko otwarte oczy. Dłuższą chwilę ich spojrzenie tonęło w oczach drugiej osoby. To była chwila, ale w ich głowach w tym czasie przeleciało małe tornado. Żadne nie cofnęło wzroku, przyciągając wzrokiem drugą osobę.
Wypity alkohol lekko szumiał w głowie, sprawiał, że krew krążyła jeszcze szybciej, wrażenia były mocniejsze a opory mniejsze. Byli tu i teraz. Co będzie jutro nie miało znaczenia.
Ich usta się spotkały. Pocałunek był namiętny i długi. Smakowała latem i obietnicą.
Przyciągnął Ją do siebie i objął bez przerywania pocałunku. Przylgnęła do niego wtulając się w jego ramiona. Przez cienki materiał poczuli ciepło swoich ciał. Czuł jak ogarnia go pożądanie.
Nadjeżdżająca taksówka w brutalny sposób przypomniała im o rzeczywistości.
Z niechęcią spojrzeli w jej kierunku.
Oderwali się od siebie z lekkim ociąganiem. Sprawdziła, czy fryzura nadal jest na miejscu i podeszła do taksówki. On otworzył drzwi taksówki, i przytrzymał je otwarte. Jak wsiadała, chłonął widok jej sylwetki i smukłych nóg, nieco bardziej niż poprzednio odsłoniętych z powodu podciągającej się przy wsiadaniu sukienki. Obszedł taksówkę i wsiadł z lewej strony.
Siedziała odwrócona do okna. Nie odzywała się. Chwilę zastanawiał się, czy się nie wygłupił.
Dotknął Jej ramienia. Odwróciła się. Ich oczy ponownie się spotkały. W jej oczach widział wewnętrzną walkę. Pożądanie zmagające się z logiką. Chwilę tak trwali patrząc sobie głęboko w oczy. Dotknął jej ręki. Nie cofnęła jej.
Taksówkarz zapytał się o adres.
- Chwileczkę. Odpowiedział nie przerywając mostu ich spojrzeń i unosząc jej dłoń aby ją musnąć ustami.
Ona również nie odrywając od niego oczu, podała taksówkarzowi adres.
To będzie jakieś piętnaście minut jazdy pomyślał.
Nie tracąc czasu przysunęli się do siebie i zaczęli się całować. Tym razem bardziej namiętnie. Jeszcze mocniej smakowali swoje usta.
Położył lewą rękę na Jej talii, a ona przylgnęła do jego ręki jak kot spragniony pieszczoty.
Czuł jak jej ciało wygina się, domagając się głaskania i pieszczenia.
Zastanawiał się przez chwilę co taksówkarz sądzi o takim obrocie sprawy, ale stwierdził, że dla taksiarza to nie pierwszyzna i nie ma się czym przejmować.
Przesunął rękę z talii na pierś. Dobrze wcześniej poczuł. Nie miała na sobie stanika.
Zadrżała, jak by się wachała, ale nie przerwała pocałunku.
Pierś była idealna. W stosunku jego ręki nie była za duża ani za mała. Przykrył ją dłonią czując jej sprężystą miękkość i coś jeszcze.
Przez cienki materiał sukienki czuł sterczący jak samotny żołnierz sutek. Potwierdzał on tylko albo aż, to co mówiły usta – pożądanie.
Delikatnie zaczął go masować przez oporny materiał, myśląc jak popieścił by go ustami, gdyby tylko mógł. Złapał go przez materiał i lekko pociągnął ,ściskając. Ona cichutko jęknęła.
Przeniósł dłoń na drugą pierś i pieścił ją w ten sam sposób, masując całą pierś, leciutko ściskając i ciągnąc sutek. Ach, gdyby nie ta sukienka.
Przestali się całować. Ona wtuliła się w jego szyję, głośno łapiąc oddech, tuż przy jego uchu.
- Pieść mnie… Szepnęła.
Ciekawe czy też myślała o zerkającym w środkowe lusterko taksówkarzu. Nawet jeśli patrzył – to było jej pewnie obojętne co sobie myśli, a być może nawet jej się to podobało, że patrzy na nią taksówkarz, obcy mężczyzna …
Przesunął rękę z piersi na jej prawe udo. Delikatnie przeciągnął dłonią po górze uda od kolana do granicy sukienki. Drugi raz, i trzeci, kolejny już nieco dalej - pod sukienkę.
Przeniósł rękę na Jej lewe udo. Dłoń zsunęła się na wnętrze uda i znowu najpierw lekko pogładziła część uda a potem coraz głębiej pod sukienkę, aż dotknęła materiału stringów.
Nie tracąc kontaktu z Jej skórą przesunął całą dłoń na stringi, a po nich przesunął ją w dół, obejmując jej cipkę dłonią.
Ona cichutko zajęczała, rozchyliła mocniej uda i lekko, powoli zaczęła poruszać biodrami w odpowiedzi na pieszczotę. Stringi, grzane Jej ciałem były ciepłe i jedwabiste w dotyku. Szybko odnalazł właściwe miejsce kierując się przebijającą przez ich materiał wilgocią.
Ona głośno oddychała i od czasu do czasu cichutko pojękiwała. On miał w spodniach ciśnienie bomby atomowej, ale nie mógł jej zdetonować. Nie tutaj i nie teraz. I tak taksówkarz miał darmowe show. Ciekawe czy jemu też ciśnienie podskoczyło. Od samych dźwięków na pewno – a do tego miał jeszcze lusterko…
Za daleko już zaszli więc musiał ugasić Jej pożar, inaczej mógł on na niego sprowadzić kataklizm.
Chwilę jeszcze pogładził Jej cipkę przez materiał stringów delektując się jej przyśpieszonym oddechem i tańcem jej ciała. Odsunął ten skrawek materiału na bok.
Była naga w dosłownym słowa tego znaczeniu. Wydepilowana albo ogolona – nieważne jak, ważne co. Podnieciło go to jeszcze bardziej. Przesunął środkowym palcem lewej dłoni po szparce i lekko naparł na nią. Palec zagłębił się między wargami korzystając z ich wilgoci. Chwilę popieścił wejście do dziurki zwilżając palec jeszcze mocniej. Po chwili Przesunął go wyżej odszukując ten magiczny, orgazmowy guziczek.
Lekko, raz z jednej, raz z drugiej strony zaczął masować łechtaczkę, doprowadzając Ją do nieustającego cichego pojękiwania w akompaniamencie tańca jej ciała.
Przez głowę przemknęła mu myśl, żeby taksówkarz nie przydzwonił w jakąś latarnię, patrząc się do do tyłu. Przesunął palec z powrotem w dół.
Delikatnymi okrężnymi ruchami znowu pieścił wejście do dziurki.
Dołączył do tego drugi palec – serdeczny. Teraz uzbrojony w dwa wilgotne palce przesunął dłoń wyżej biorąc łechtaczkę między nie i poruszając góra-dół. Nie chcąc przeciągać struny ostatni raz popieścił ją całą ręką a potem przesunął ją w dół jednocześnie wchodząc palcami w jej dziurkę.
Mając dwa palce w dziurce, wnętrzem dłoni dotykał Jej łechtaczki. Zaczął powoli poruszać ręką w górę i w dół, pobudzając palcami punkt G, a wnętrzem dłoni łechtaczkę. Ona cała drżała, odpowiadała biodrami na jego ruchy i pojękiwała nieustannie.
Dużo Jej nie trzeba było. Po chwili tej nierównej walki, Jej uda się zacisnęły, zamykając jego dłoń w słodkim potrzasku, całe jej ciało wygięło się spazmatycznie i kilkukrotnie zadrżało. Jeszcze przez chwilę nie przerywał, a potem powoli zwolnił ruchy i przestał. Dłoń została między jej udami – jako zakładnik, z czułością tuląc to co przed chwilą posiadła. Trwali tak bez ruchu, kontemplując to co się wydarzyło. Powoli zaczęły do nich docierać dźwięki otoczenia, obrazy i fakt, że nadal jadą taksówką. Poprawione stringi wróciły na miejsce. Sukienka opadła niżej. Jemu mimo nie zaspokojenia, ciśnienie już też nieco opadło, zastępując instynkt racjonalnym myśleniem.
Dalej trwała przytulona do niego, sącząc spokojny miarowy oddech do jego ucha.
Każde z nich znowu uciekło w świat swoich myśli.
Kilka chwil później auto zatrzymało się, a taksówkarz zdławionym głosem oznajmił przybycie pod podany adres.
Spojrzeli na siebie. On dalej miał rozochocony wzrok, ale Ona, już zaspokojona, miała lekko spłoszone spojrzenie. Już wiedział, że sprawiając Jej przyjemność sam się dzisiejszego wieczoru owej pozbawił. Wymienili się numerami telefonów, pożegnali krótkim pocałunkiem i Ona poszła w kierunku wejścia do budynku lekko kołysząc biodrami i stukając obcasami o chodnik.
Przyłapał taksówkarza na odprowadzaniu Jej pożądliwym wzrokiem.
Podał swój adres i taksówka ruszyła.
To była długa droga dwóch facetów pogrążonych we własnych zaplątanych myślach z wspólnym żeńskim mianownikiem. Jak dojechali na miejsce, On zapytał się o kwotę, unikając wzroku taksówkarza, zapłacił podaną kwotę z dużym napiwkiem. Taksówkarz podziękował, również unikając Jego wzroku.
Wszedł do domu. Nic na pozór się nie zmieniło. Był tu jak co dzień, ale dzisiaj tylko ciałem. Myśli krążyły gdzieś indziej. Cały czas przypominał sobie wydarzenia z taksówki. Podniósł i powąchał dłoń. Pachniała kobietą i emitowała wszystkie te feromony, dla których mężczyźni tracą głowy.
Wziął prysznic i dla zneutralizowania napięcia zaopiekował się butelką wytrawnego wina, która to w połączeniu z książką przyniosła mu sen… Siedział w pracy usiłując zebrać do kupy myśli i zaplanować pracę na dwa dni do przodu.
Trochę jeszcze czuł niewyspanie i efekty spożytej butelki wina.
Otworzyły się drzwi i do pokoju weszła Ona, a za Nią jego szef.
Dzisiaj miała na sobie grafitową, nieco luźniejszą sukienkę, która również podkreślała jej figurę, czarne rajstopy i szpilki. Włosy miała spięte w korporacyjnego kucyka – ale i tak obłędnie wyglądała. Lawina obrazów z taksówki przeciążyła jego mózg, odbierając mowę i generując, chyba niezbyt inteligentny wyraz twarzy.
Poznajcie koordynatora nowego projektu nad którym niedawno rozpoczęliście prace. Powiedział jego szef…
Sygnatura opowiadania: 5bc99d760157b6b2b3d2390bbb7fb035ebb1049a

misio

misio

Stokrotki na wietrze...

...   metafizyka powietrza   podpowiada mi,że...   podzielę się oddechem     dumnie ,prosto stoję   na polanie stokrotek   teraz wiem jak pachną     a lustrze widzę prawdę   kruchą ,porcelanową   widzę ją pierwszy raz   i boje się     ziaren piasku na wietrze   szorstkości śniegu   bo nie mam już łupiny   jestem naga.  

Aine

Aine

 

Poranek - krótkie opowiadanie

Sporo lat temu popełniłem to opowiadanie na innym portalu. Teraz wrzucam tutaj - po minimalnych korektach. Udanego czytania.   PORANEK
Było rano. Obudziłem się ni to wyspany ni to dalej śpiący.
Leżąc na plecach zastanawiałem się czy wstać czy jeszcze chwilę poleżeć.
Przyjemnie było tak sobie poleniuchować w wolny dzień. Nic nie jest pilne i nie musi być zrobione. Taka chwila oddechu od codziennych obowiązków i zajęć, które niby nie są potrzebne ale bez nich to kiepsko się żyje. A bez niektórych wręcz można sobie utrudnić życie.
Zamknąłem oczy.
Leżąc z przymkniętymi oczami i rozważając czy wstać czy jeszcze trochę poleniuchować moje uszy zarejestrowały szmer po prawej. Szmer szmerem. Sam w sobie nic ciekawego pod warunkiem, że nie dochodzi z bliskiej odległości i do tego jeszcze z łóżka.
Ponieważ oczy nie są zbyt oddalone od uszu i funkcyjnie stanowią uzupełnienie zmysłów – zostały otworzone i skierowane w kierunku szmeru.
Ona leżała na boku, tyłem do mnie. Kołdra narzucona na ciało kończyła się na wysokości ramion, które były przez nią skrywane i nieśmiało ukazywały się zza rąbka materiału, przechodząc w delikatną szyję. Burza blond włosów pochłonęła poduszkę i nic nie wskazywało na fakt, żeby chciały zakończyć swoją okupację. Ot taka pościelowa symbioza żywej i martwej natury.
Powolne, delikatne unoszenie się i opadanie kołdry sugerowało, że właścicielka burzy włosów i pięknej szyi jest jeszcze w stanie hibernacji.
Próbując zebrać trzy myśli na krzyż i zaplanować działania związane z początkiem dnia przyglądałem się spod półprzymkniętych oczu kształtom wytyczonym przez linie kołdry i jej tła, wędrując wzrokiem od kształtnej szyi ku końcu sylwetki przechodzącemu w nieład kołdry.
Wyciągnąłem rękę i delikatnie, nie chcąc zburzyć ulotności chwili dotknąłem Jej ramienia.
Delikatnie. Nic się nie stało. Tempo wznoszenia się i opadania kołdry nie zmieniło się. Delikatnie dotykając Jej skóry przeciągnąłem dłonią z ramienia w kierunku szyi, ostatecznie obejmując ją dłonią i pieszcząc delikatnie znajdujące się na niej niewidoczne włoski.
Najwyżej zostanę skarcony groźną miną albo w najgorszej sytuacji dostanę po łapkach za taką pobudkę.
Ku mojemu zdziwieniu nie została spełniona żadna z powyższych, wymyślonych przeze mnie gróźb. Głowa się delikatnie przesunęła na poduszce, ale nie było trzęsienia ziemi.
Nie poprzestawałem na pieszczeniu Jej szyi.
W głowie zaświtała mi przelotna myśl. Uśmiechnąłem się do siebie i stwierdziłem, że inni mogą wcielać przelotne myśli w życie. Mi to nie grozi.
Ona jest cudowną kobietą, ale wrodzone, praktyczne podejście do życia nie pozwala na spontaniczne podejście do seksu.
Ośmielony brakiem reakcji na pierwszą pieszczotę stwierdziłem, że poszaleje.
Do głaskania włączyłem jedno Jej ramię, te - które bardziej wystawało spod kołdry.
Nieco zaintrygowany – co będzie dalej obserwowałem czy zmienia się tempo unoszenia i opadania kołdry, czy przypadkiem się nie budzi. Nic się nie zmieniło.
Wróciła przelotna myśl, która okazała się mniej przelotna niż myślałem, przekształcając się z fazy przelotności w fazę koncepcji. Może jednak spróbuję.
Przesunąłem rękę po Jej ramieniu dalej niż poprzednio odkrywając nieco więcej ciała.
I tak powoli za każdym muśnięciem przesuwałem tę kołdrową granicę coraz dalej.
Brak reakcji uznałem za kontynuację snu (co za sen!) albo za bezobjawowe przyzwolenie na kontynuację moich działań.
W pokoju było ciepło więc nie martwiłem się, że Ona zmarznie. Delikatnie zsuwałem kołdrę z Jej ciała odsłaniając coraz to większe partie Jej kształtnych ramion, pleców, lędźwi i pośladków.
Oczom mym prezentowała się leżąca na boku sylwetka zgrabnej kobiety.
Prześlizgiwałem się oczami po Jej ciele – od delikatnej szyi poprzez równie kształtne ramiona i plecy aż po pośladki – chłonąc piękno Jej ciała i drżąc z obawy, że ulotna chwila zaraz minie.
Ale nic się nie działo. Stwierdziłem, że działam dalej. Aż spełnię część lub cały plan – albo rozsypie się on w proch w momencie kiedy Ona zareaguje.
Dotknąłem Jej pośladka. Najpierw delikatnie, palcami, po to aby po chwili powtórzyć pieszczotę całą dłonią. Kolejny raz zadziwiła mnie gładkość Jej skóry. Po chwili przeniosłem się na drugi pośladek.
Zamarłem z niepewności, gdy drgnęła. No tak. Jednak wcześniejsza myśl była ulotna a plan do bani…
Już zacząłem przygotowywać wytłumaczenie, czego to ja tam szukam i dla czego Ona leży odkryta, gdy przekręciła się lekko na brzuch podciągając lewe kolano nieco wyżej.
Hmm…
Po dłuższym stanie zamrożenia ruchów i oczekiwania na trzęsienie ziemi doszedłem do wniosku, że lepiej być nie może.
Teraz miałem jeszcze większą możliwość pieszczot.
Powoli obróciłem się na łóżku – głową w kierunku jej stóp. Przed oczami miałem widok, który każdego mężczyznę hetero od lat dwunastu do lat kilkudziesięciu elektryzuje i sprawia że penis zaczyna żyć własnym życiem, redukując myśli do jednego pragnienia.
Jej wypięte pośladki były okrągłe gładkie i prosiły się o niekończącą się pieszczotę. Ich obłość przechodziła w smukłość długich ud potęgując efekt pożądania tych kształtów.
Lekko rozchylone pośladki odsłaniały Jej słoneczko - owoc zakazany, który tym bardziej kusi im bardziej jest niedostępny. Ledwo powstrzymałem się aby języczkiem delikatnie wykonać na nim kilka ruchów okrężnych powodujących pożar w moich lędźwiach i nie mniejszy u Niej. Ale po kolei. Przyroda to kolej rzeczy, a im lepiej przestrzegany tym lepsze są jego efekty.
Przeciągnąłem ręką po Jej udzie lekko muskając skórę. Spojrzałem na Nią. Pierś unosiła się szybciej niż poprzednio a przynajmniej tak mi się wydawało.
Sen to czy nie sen. Teraz było mi to już obojętne. Za daleko zaszedłem, aby przerywać. Lawina pożądania już ruszyła zabierając mnie i zabierała się do wciągnięcia Jej ciała i umysłu.
Przeniosłem się z pieszczotą na drugie udo.
Pociągłymi ruchami zaczynającymi się na udach a kończących na pośladkach naprzemiennie pieściłem jej jedno i drugie udo za każdym razem zbliżając pieszczotę bliżej jej dziurki.
Spojrzałem na Nią. Oddychała wyraźnie przyśpieszonym oddechem. Oczy pozostawały nadal zamknięte, usta lekko rozchylone, ręce pozostawały rozrzucone w śpiącej pozycji, ciało pozornie sprawiało wrażenie śpiącego ale już czuwało. Jak radar odbierało wszystkie pieszczoty, kumulując je w głowie w postaci nieznośnego uczucia niezaspokojenia aż do chwili gwałtownego uwolnienia podczas orgazmu. Byłem pewny, że już nie śpi.
Delikatnie musnąłem Jej dziurkę. Raz drugi, trzeci troszeczkę bardziej zdecydowanie, po jednej i po drugiej stronie słodkie przerwy, delikatnie – jak bym dotykał kwiat, bojąc się że jego płatki opadną. Jej ciało zadrżało. Zaczął się magiczny taniec pieszczot i drżenia. Czas kiedy to na każdą pieszczotę Jej ciało odpowiadało ruchem, Magicznym tańcem ciała, czarującym, wciągającym, hipnotyzującym do takiego stopnia, że nie można było przestać a w konsekwencji prowadzącym do spełnienia.
Delikatnie zacząłem masować Jej rowek.
Powolutku przeciągałem palcem w jedną i w drugą stronę rozchylając go po milimetrze. Pieszczotom tym towarzyszył taniec jej bioder, powodujący nieplanowane przybliżanie się dziurki do mojej ręki, sprawiający wrażenie, że zaczęła żyć własnym życiem zabiegając o dodatkową intensywność pieszczot niż ta którą ją rozbudziłem. Jej oddech był wyraźnie przyśpieszony, ciało drżało i układało się w tańcu mikro ruchów, słychać było jej ciężki oddech świadczący o podnieceniu i podjęciu drogi ku wybuchowemu końcowi.
A z kończeniem nie miała problemu. Była jak rozpędzony pociąg, który stanie tylko na stacji orgazm hamując równie głośno, impulsywnie i po zatrzymaniu wysadzając tylko jednego, zmęczonego pasażera.
Na rowku dziurki pojawiła się kropelka. Mała, błyszcząca, niepozorna a jakże wiele mówiąca o tym co się zdarzyło i jeszcze więcej obiecująca. Kropelka jej pożądania.
Dotknąłem jej palcem, po którym się rozeszła smarując go. Nie czekając lekko naparłem palcem na jej rowek. Palec zanurzył się w jej dziurce z towarzyszącym temu zjawisku Jej pomrukiem i niesłyszalnym drżeniem ciała. Opuszkiem palca zacząłem pieścić wejście do jej dziurki. Powoli, nie spiesząc się najpierw w jedna stronę, potem w drugą stronę. Odpowiedzią było drżenie Jej ciała, ruch bioder mający na celu nabicie się dziurki na palec. Ale byłem czujny i lekko go cofnąłem chcąc przeciągnąć pieszczotę. Przesunąłem palec ku górze i ruchem okrężnym zacząłem osaczać Jej łechtaczkę. Palec był wilgotny od Jej soków dających poślizg i jednocześnie zwielokrotniających przyjemność dotyku. Zdawało się, że wilgoć jest wszędzie. Uwielbiałem to. Szalałem za jej wilgocią. Mogłem ją smakować w dowolnych ilościach, pożądałem jej.
Oczami wyobraźni widziałem jak wilgotna kuca nade mną i mokrą dziurką nabija się na mój język sprawiając sobie przyjemność a mi szaleństwo zmysłów.
Pieściłem Jej łechtaczkę przy akompaniamencie jej cichego pojękiwania.
Aby mieć lepszy zasięg usiadłem. Palcami lewej ręki również zacząłem pieścić jej dziurkę.
Po chwili wilgotnym od Jej soków paluszkiem prawej ręki zacząłem delikatnie pieścić Jej słoneczko, nie przerywając pieszczoty dziurki i łechtaczki.
Najpierw delikatnym ruchem okrężnym paluszka wodziłem po różowej obwódce słoneczka w jedną stronę, powoli, bez pośpiechu. Potem w drugą stronę. Drugą ręką w tym czasie skupiłem się tylko na łechtaczce.
Po chwili, niespodziewanie dla Niej zmieniłem taktykę. Paluszek lewej ręki powędrował do dziurki a tym z prawej ręki delikatnie naparłem na centrum Jej słoneczka, leciutko się w nim zagłębiając. Delikatnie nim poruszałem nie wchodząc głębiej.
Jej ciało stymulowanie w dwóch najbardziej erogennych miejscach drżało i wiło się wśród przyśpieszonego, płytkiego i szybkiego oddechu przerywanego cichym pojękiwaniem
Dalej miała zamknięte oczy. Usta otwarte łapały szybki, spazmatyczny oddech. Nozdrza poruszały się w rytmie Jej oddechu. Była piękna.
Kobieta ma różne oblicza. Ale to oblicze zostawia tylko dla swojego kochanka, który potrafi sprawić, że jej ciało płonie z pożądania i daje spektakl dostępny tylko dla Niego i nikogo więcej.
Nie chciałem żeby szczytowała bez mojego udziału.
Delikatnie wycofałem obydwa paluszki. Przez Jej twarz przemknęło uczucie zawodu – że nie będzie tak do końca.
Mój i największy przyjaciel każdego mężczyzny był już od dawna w stanie alarmu.
Naprężony, sztywny zwarty do walki a jednocześnie wrażliwy i drżący.
Ona nadal leżała na prawym boku z podciągniętą wysoko lewą nogą. Prawa była wyprostowana.
Klęknąłem za nią. Lewą rękę oparłem na uniesionej nodze, prawą na biodrze.
Spojrzałem w dół. On dotykał wejścia do Jej dziurki. Chwilę się zastanawiałem czy nie wejść do środka. Przemogłem chęć bycia w Niej i złapałem go w prawą dłoń.
Zacząłem wodzić nim po Jej dziurce, wejściu do środka, łechtaczce, ocierać się nim o łechtaczkę. Ona zajęczała i wyszeptała, że dużo już Jej nie brakuje i zaraz skończy.
OK sygnał był czytelny. Gaś pożar chłopie albo będziesz miał nabrzmiały problem.
Wszedłem w Nią i poczułem otulające mnie ciepełko i wilgoć. Ona zajęczała cichutko.
Zacząłem się z Nią kochać. Po takim wstępnie Jej dużo nie brakowało. Mi szczerze mówiąc również. Moją przyjemność potęgował Jej widok, nieobecny wyraz Jej twarzy zastygłej w ekstazie, widok mnie naprzemiennie znikającego w Jej dziurce i pokazującego się, drżenie Jej ciała i to ciche, niemożliwe do powstrzymania pojękiwanie.
Ten spektakl nie był długi. Doszliśmy niemalże równocześnie. Wzbierająca we mnie fala rozkoszy przelała się do Niej wzmagając Jej i tak niesamowity sztorm orgazmu.
Przez chwilę jeszcze poruszałem się dając Jej i sobie odrobinę czasu na uspokojenie.
Wyszedłem z niej powoli i delikatnie pozostawiając za sobą białe dowody zbrodni na Jej udzie.
Przyjemnie było patrzyć na jej dziurkę okraszoną bielą po moim wytrysku. Odrobinka właśnie wyciekała z dziurki potwierdzając odbyte przed chwilą misterium.
Zamknąłem oczy zatrzymując pod powiekami obraz kobiety którą właśnie posiadłem.
Otworzyłem oczy.
Mój wzrok spotkał się z Jej pytającym wzrokiem.
Ona leżała twarzą do mnie, patrząc się na mnie rozbudzonymi oczami, przykryta do ramion.
Ja leżałem tak jak się obudziłem pierwszy raz. Czułem jak mój członek jest nabrzmiały.
Coś było nie tak. Chyba przysnąłem i całe niesamowite zdarzenie było snem…
Cholera.
Wyciągnąłem rękę i musnąłem Ją po policzku wspominając z uśmiechem, co robiliśmy w śnie.
Jej oczy również uśmiechnęły się do mnie.
Przesunęła się w moją stronę łóżka i wsunęła pod moją kołdrę, muskając kolanem sterczący członek.
Jej oczy przez ułamek sekundy wyraziły przyjemne zaskoczenie, po czym uśmiechnęły się kokieteryjnie. Przywarła do mnie całym ciałem. Pocałowaliśmy się namiętnie. Poczułem jak jej dłoń obejmuje mojego członka.
Może to nie będzie tylko poranny sen…..   Sygnatura opowiadania: 63fd08f2e3fbcacdfa941d305a736a80db6f69a3  

misio

misio

Niechciane zaklęcia ...

Sroga cisza...   lodowaty pomruk nicości     ja -ta wijąca się   we własnych lękach       w niechcianej rezygnacji   z jedną tylko nadzieją     że jest gdzieś ...   jej druga połowa powietrza.      

Aine

Aine

 

Wspomnienia cz. 1

Hej.    Kiedyś namówiłem żonę na poznanie rozkoszy w układzie trójkąta.    Na początku nawiązałem znajomość przez internet z młodszym facetem od nas o 12 lat i przedstawiłem mu propozycję wspólnej zabawy.  Podczas rozmowy przekazaliśmy sobie kto co lubi, kto czego oczekuje i na co może liczyć a czego unikać.  Następnie spotkaliśmy się w tróję w jednej z knajpek w okolicy.  Po  przywitaniu usiedliśmy aby porozmawiać i aby żona mogła ostatecznie podjąć decyzję czy idziemy do naszego lokalu.  Pamiętam że otrzymała tam od niego prezent - erotyczną bieliznę w kolorze czarnym.  Po wypiciu drinka i piwka żona zdecydowała że możemy przenieść nasze spotkanie do bardziej ustronnego miejsca.  Chłopak był bardzo napalony i podniecony, cały w stresie.  Jak przyszliśmy na miejsce i łyknęli kolejnego łyka drinka moja pani dostała pierwszego zaczepnego całusa od niego. Po paru cmokach stwierdziła że chyba dobrze by było się pokazać w nowych ciuszkach które dostała dziś w prezencie.  Oczywiście potwierdziliśmy naszą ochotę na to, wstała i wyszła zabierając strój ze sobą aby się przebrać.  Po paru minutach wyszła skompo ubrana i zobaczyła że my oboje siedzimy na kanapie całkowicie nadzy i czekamy aż wróci.  Młodemu bardzo szybko zesztywniała pałka jak ją zobaczył. Usiadła między nami i powiedziała "jak się wam podobam?".  W odpowiedzi  usłyszała : "Bosko" i zaczęliśmy ją całować i dotykać.  Po chwili pieszczot gdy ona także nam pieściła ptaszki przeszliśmy dalej a mianowicie on zaczął ją wylizywać pomiędzy udami.  Ledwo zmoczył jej cipkę to zaraz ułożył ją wygodnie do tego aby włożyć w nią jego pałkę. Ja w tym czasie obserwowałem to stojąc przed żoną i wkładałem jej mojego fiuta w usta a ona stękała.    Czy warto pisać dalej ?

Egreg75

Egreg75

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła ...

Eksperyment na ostro...      Składnik ten, potrzebny mi był ... konkretnie to rosołu, który gotuje się na kościach z kaczki wcześniej upieczonej ... taki kuchenny recykling . Świetnie smakuje z nitkami z cukinii, zamiast makaronu ,poszarpanym mięsem (o ile zostało ) ...  i papryką chili ,której ja sobie osobiście nie żałuję . Uwielbiam! Przepis to może nie tutaj... ale istotne dla mnie było to ,że owa papryka się do mnie przybłąkała ...często jej używam choć ostatnio przyznaje ,nie było czasu  szukać po sklepach tej świeżej czy w zalewie...dodawałam więc proszkowy zamiennik  . Mniejsza z tym...Do tego dania musi być świeża !    Tym razem ją zdobyłam...i już w sklepie biorąc ją do ręki przypomniało mi się, że ten który mi ostatnio umysł opętał , o niej właśnie wspominał... Nie do końca miałam świadomość co może wymyślić ,jakiej ilości kapsaicyny użyje...Ufam mu,to jest pewne . Jednak moja ciekawość była silniejsza  i chciałam spróbować już,teraz.  Jedyne co mnie blokowało ,to, że może być niezachwycony iż eksperymentuje bez Niego. Czuję się jednak usprawiedliwiona ,bo przecież robię to  z myślą o Nim ...   ...do rzeczy... Pierwsza próba...    Rozkroiłam paprykę na pół ...natarłam nią solidnie palce i pobiegłam czym prędzej do łazienki ,co by mnie nikt na tym nie przyłapał ,jak zamierzałam jej użyć... Zamknęłam drzwi ,czubkiem języka dotknęłam ostrości ,jakbym pierwszy raz miała z nią do czynienia ...Upewniałam się czy na pewno ostra ...?  Osz kurwa... jednak ostra...nic się nie zmieniło  ...   Dobra Aine ,bądź dzielna  ,do dzieła...!!!- powiedziałam sama do siebie , dla odwagi i bez zbędnych ceregieli zaaplikowałam sobie ten piekący związek chemiczny którym to Nas obdarzyła natura ,prosto w wilgotną jak zawsze cipkę . Naprawdę beznamiętnie wtarłam wszystko co miałam na palcach ...Kapsaicyna na pewno dotarła w każdy możliwy zakamarek...Nie czułam wtedy nawet ciepła.   Czekam trzy sekundy...pięć...aleee lipa,na mnie nie działa ...  Spojrzałam w lustro i już chciałam się nawrzucać tej metodzie ... jaka to ona rozgrzewająca... taaa jasne... ooooFuck ... Noo ale nie zdążyłam ,bo się zaczęło ,mniej więcej po dziesięciu sekundach stałam na baczność przed lustrem ...i tylko spoglądałam w sufit ,czy oby na pewno go nad sobą mam .Bo zdecydowanie lepiej byłoby mieć  gołe niebo ,zamieniając się w rakietę ...ognistą w dodatku i nie mająca czasu czekać ,aż ją z domu wyniosą ... Oooo niee ...Chyba niechcący wystrzelę się w kosmos...  ~Ależ kurwa ogień! ...coś mi się zdaję, że ja jej chyba odrobinę za dużo dałam jak na pierwszy raz...bo mnie wbiła w ścianę .Huh...masakra ...   To pieczenie zamieniało się w kurewskie podniecenie... po udach sączyły się soki ... A dotyk pomagał ,nieziemsko pomagał...nie opierałam się swoim palcom wdzierającym się coraz głębiej w  moją cipkę...   ~A On ...Winowajca...Na pewno zrobił to specjalnie ,podsunął mi pomysł ,ale nie ostrzegł ,że o wiele łatwiej było by gdyby tu był ze mną ... Już ja bym wiedziała co mu teraz zrobić mam...Oj ,cierpiałby w tym samym piekle co ja...   Ciekawość moja została sprawdzona...     Pragnienie  pulsowało we mnie, jakby mi tam ktoś basy włączył na fulla ,ale orgazm wcale nie przychodził szybciej ...Za to jak już przyszedł ...to miałam wrażenie ,że się nie skończy i że zaraz przyjdzie kolejny... ziemia mi się pod nogami rozstąpiła ...Nic dziwnego ,piekło wzywa piekło ...   Tylko że ja sobie nie mogłam pozwolić na kolejny ,bo mi się przypomniało, że zostawiłam wszystko włączone na kuchni... jak zwykle   Tylko tak to ja nie wyjdę ,nie ma opcji ...Wiem czym zneutralizować zbyt ostry papryczki smak w daniach ,ale "tam" ? I to jeszcze w łazience ...Wskoczyłam pod prysznic... Uff ,pomógł żel do higieny intymnej ...pożar ugaszony ,można wracać do garów...   I kiedy tak przy tych garach stałam ...analizowałam, to co się przed chwilą wydarzyło ,co mogłam zrobić lepiej  ,inaczej ... Otworzyła mi się też furtka w głowie z szeregiem możliwości dla tej małej podstępnej papryczki .   No tak ,ale o sutkach to już zapomniałam !  Szlag... nadrobię to ...             

Aine

Aine

 

Pytanie na dziś.

Dziś naszło mnie pytanie czy istnieją kobiety które szukają niezobowiązującej lecz stałej znajomości z facetami w celach typowo erotycznych.    Wiem że są kobiety które maja jak to powiadają poukładane życie i nie interesuje ich dodatkowa rozrywka. Sądzę jednak że każdy potrzebuje i chce czasem coś posmakować innego niż na co dzień.   

Egreg75

Egreg75

 

Jerzy - cz.1

Dajcie znać w komentarzach, czy jesteście zainteresowani ciągiem dalszym.   ----   -Bo Jurek był odważny, a ty jesteś pierdoła.   Zajrzałam z ciekawości o kim tak wypowiada się Jolka, ale okazał się, że siedzi na telefonie.   -Poszedłby do niej i z nią pogadał….no jak nie? A pamiętasz, jak poszedł do Hanki i siedział z nią do rana? No… tak… tak, wtedy, jak chciała nie iść na maturę… To, że był od niej młodszy to tylko pokazuje, jaką miał siłę przebicia! W sumie dalej jestem ciekawa, czy zdałby swoją.   Cicho wycofałam się do kuchni i odłożyłam zakupy, po które wyszłam. Jolka miała mały pokoik na piętrze, mój znajdował się po drugiej stronie korytarza. Między nami była łazienka z toaletą a pokoje łączył długi balkon. Gdy byłam młodsza często zakradałam się po nim i zaglądałam jej do pokoju. Zawsze siedziała z dziewczynami, bo tata nie pozwalał przyprowadzać do domu chłopaków. Co ciekawe Jolka mogła się z nimi widywać, ale u innych i na mieście. Ale nie u nas.   Ale Jurka kojarzyłam. Często o nim wspominała, zawsze w pozytywnym kontekście, niemal w samych superlatywach ale nie zwracałam na to szczególnej uwagi. Tyle tylko, że Jurek zginął w wypadku samochodowym, więc była to postać charakterystyczna. Pamiętam ten dzień, bo był na krótko po mojej komunii. Jolka wpadła zaryczana do domu i pobiegła do pokoju. Mama rzuciła wszystko i poszła za nią a ojciec zamarł z gazetą w ręku i kazał mi siedzieć na dole. Mamy nie było przez długi czas a kiedy zeszła, była blada jak ściana.   -Jurek nie żyje. -Jak to? – ojciec podniosł się i podszedł do matki. Groza sytuacji udzielila się i mi, chociaż nie wiedziałam nawet dobrze o kogo chodzi. -Jechał z kuzynem maluchem, weszli za ostro w zakręt, rozbili się o wiadukt. Kuzyn leży w śpiączce, Jurka nie odratowali. -Idę do Jolki – powiedział ojciec zdecydowanym tonem i teraz to on zniknął na dłuższą chwilę.   Jolka chodziła zapłakana jeszcze długi czas a później wszystko zaczęło wracać do normy. Poza tym, że na początku dużo czasu spędzała ze swoją paczką i często Jurka wspominali.   Teraz kończyła studia a ja gimnazjum. Miała już swoje życie i narzeczonego, ale nadal jeszcze trzymała się z niektórymi ludźmi z tego czasu.   Kończyłam układać jogurty na półkach lodówki, kiedy weszła i bez pardonu wyjęła mi jeden z ręki. -Dzięki – powiedziała otwierając go i wypijając duszkiem. -Proszę – zamknęłam drzwiczki – Kogo tak opieprzałaś? -Nie przeklinaj – powiedziała automatycznie, choć sama klęła jak szewc – Tomka. -? -Nie znasz. -I co z nim? -Jego młodsza siostra chce rzucić studia przed samym końcem. -Fatalnie – skomentowałam i ziewnęłam – I co by z tym zrobił Jurek?   Popatrzyła na mnie ciężkim wzrokiem.   -No co?! -Podsłuchujesz mnie, małpo! -Nie muszę, darłaś się na całe piętro. -Sama się drzesz – wyrzuciła opakowanie po jogurcie do śmieci – Jurek najpierw by spytał, co dobrego w jej życie wniesie taka decyzja, a co straci. -Mądrze. -Bo to był mądry chłopak – rzuciła już z korytarza – Idę się przejść, nie wiem kiedy będę.   Stuknęły drzwi a ja zostałam sama. Rodzice mieli wrócić z pracy za dwie godziny. Do dziś nie wiem, skąd mi się wzięła myśl, żeby przejrzeć Jolki fotografie. Może z nudów? W każdym razie weszłam do jej pokoju, uważnie przejrzałam półki, wyjęłam jeden z albumów z czasów późnej podstawówki i zaczęłam przeglądać. Ogniska..więcej ognisk…jakaś wycieczka szkolna…zakończenie roku…Tłumy postaci, zawsze wychodziła gdzieś z paczką albo z całą klasą.   O, jest! Stoi w otoczeniu kilku chłopaków. Może coś pisze z tyłu? Kiedyś gdy wywoływanie zdjęć było powszechne to był zwyczaj podpisywania się przez sfotografowanych.   Nie myliłam się. „Tomek, Jerzy, Jolka, Marcin i Rafał – Beskid 1997”. Odwracam zdjęcie i patrzę na drugą postać po lewej. Raz, drugi i trzeci. Usiadłam i zaczęłam jeszcze raz przeglądać album. Potem kolejny. Wszędzie szukałam chłopaka o coraz dłuższych, jasnych włosach obwiązanych często bandamą. W jeansowej katanie i w ciężkich butach. Na zdjęciach robionych rok przed wypadkiem ma włosy ścięte na krótko ale z dłuższą grzywką z kręcącymi się końcami. Nosi koszule i jeansy. Na ręku ma sporej wielkości zegarek a na szyi miga rzemyk. Ciekawe, co na nim wisiało? Jedno jest pewne. Im dłużej oglądałam te zdjęcia, tym coraz bardziej wpadałam. Kiedy rodzice wrócili do domu – byłam już zauroczona na amen.   --   Zauroczona. Ale jeszcze nie zakochana. Kolejne dni poświęcałam na zapuszczanie wici.   -Mamo, a kto to był ten Jurek, co miał wypadek przed maturą Jolki?   Mama podniosła głowę znad krzyżówki.   -Jurek Hojnicki? Jola chodziła z nim do klasy. W zasadzie to już w przedszkolu byli razem ale się nie bawili. A potem zaprzyjaźniła się z jego siostrą z klasy wyżej, może pamiętasz, Grażynka. -Coś pamiętam – blefowałam, bo widziałam ją oczywiście na zdjęciach. Zupełnie nie byli do siebie z Jurkiem podobni. Z głowy wyskoczyło mi także wspomnienie tego dnia, gdy Jolka wróciła z informacją o wypadku. „Idę do Grażyny!” – krzyknęła, wychodząc wieczorem. Nie wróciła do rana, ojciec się martwił. -Bardzo miły chłopak. Oczytany. Miał same szóstki z polskiego, wróżono mu karierę polonisty, ale on sam nie wiedział gdzie i na co chce iść. No i ostatecznie nie musiał tej decyzji podjąć – westchnęła – A czemu pytasz? -A tak mi się przypomniało. Gdzie go pochowali? -Tu u nas, na cmentarzu. To będzie w tej nowej części, ale nie na samym końcu, bo tam chowają tych co teraz zmarli, musisz patrzeć…bo ja wem? Tak z dziesięć rzędów wcześniej.     Dziesięć rzędów wcześniej, pół godziny i kilka „choler jasnych” później udało mi się w końcu znaleźć nagrobek. Imię, nazwisko, data urodzin, data zgonu… żadnego zdjęcia. Kilka podeschniętych kwiatków, pełen wody po niedawnym deszczu znicz. Trącąca już myszką żelbetonowa płyta. Prawie anonimowo. Niewiele się stąd dowiem, ale nie po to tu przyszłam. Z naddartej siatki wyjmuje nowy znicz i wywalam stary. Ostrożnie podpalam knot. Mam jeszcze chryzantemę, kładę ją na środku.   -Cześć, Jurek.   Stoję w milczeniu czas jakiś, czując się trochę głupio a trochę jakbym dotknęła jakiejś tajemnicy. Potem żegnam się i odchodzę odprowadzana wzrokiem wchodzącej przez bramę kobiety ze staromodnym rowerem.   -Dzień dobry! – rzuca schrypniętym głosem. -Dzień dobry – rzucam i zwalniam. Znam ją? Chyba nie. -Dawno nikogo nie było na Jureczka grobie. Znałaś go?   Spalam buraka.   -Nn…nie, to kolega siostry. -Coś tak właśnie mi się wydawało, że za młoda jesteś – kiwnęła głową i ruszyła przed siebie. -A pani go znała? – zawołałam. Zatrzymała się. -To mój sąsiad. Był. Zawsze pytał, czy mi czegoś ze sklepu nie trzeba, takie uczynne dziecko. A jak grał ładnie na gitarze!   Pomachała mi ręką i poszła dalej a ja wróciłam do domu z nowymi informacjami w głowie.   -Tata, a co to był za Jurek co go tak Jolka często wspomina?   Złapałam go w garażu tak, żeby nie było przy tym świadków. Ojciec wytarł dłonie w robocze spodnie i śmiesznie zmarszczył nos.   -Ten co się zabił na wiadukcie? Jej kolega z klasy. A czemu pytasz? -A tak z ciekawości. Często o nim mówi. -Nie dziwne – wrócił pod maskę – Włóczyli się wszędzie, miał dobry wpływ na ludzi. Co chwilę wyciągał kogoś z tarapatów, bardzo go szanowali. Uczył się nieźle, coś tam nawet wydał ale ja nie wiem co. -Wydał? -Mieli jakiś konkurs w szkole który wygrał. Wypuścił jakiś tomik…czy książkę…nie wiem, musisz o to Jolkę spytać. W każdym razie jego rodzice myśleli, że pójdzie na polonistykę, ale wiadomo, jak się to skończyło. Westchnęłam. Że też ze wszystkiego rodzice musieli najlepiej zapamiętać jak się uczył. Oni zawsze są tacy? -Nie widziałam go tu nigdy. -Bo tu chłopaki nie mają wstępu – zarechotał – Szlag by to… przepraszam, pompka mi się odpięła. Przez chwilę wkręcał coś z namysłem. -Jolka jeździła z nim na obozy i wycieczki, praktycznie co weekend gdzieś się razem szlajali. Tyle o nim mówiła że byłem pewny w którymś momencie, że się z nim spotyka, ale on miał tam chyba jakąś swoją… jej się spytaj. Możesz mi podać tamten klucz? Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli kupić nowe auto.   Jolka najmniej z nich wszystkich chciała ze mną rozmawiać. -A po co ci to? – z miejsca się zjerzyła. -Z ciekawości. -Z ciekawości to ty lepiej przejrzyj słówka na niemiecki bo z takimi ocenami to się do „piątki” nie dostaniesz. Wynocha mi stąd, kolokwium jutro piszemy.   Siedząca na ziemi szatynka obrzucila mnie wesołym spojrzeniem i pomachała, kiedy siostra bez ceregieli wystawiła mnie za drzwi.   -Ciesz się, że masz tylko starsze rodzeństwo – usłyszałam. -To też ma swoje minusy. A kto to był ten Jurek? -A chcesz sobie zrobić przerwę? -Tak. -Herbatki?   Odskoczyłam od drzwi w samą porę i schowałam się za fikusa. Jolka poszła na dół a ja wbiegłam do siebie, weszłam na balkon, zabrałam stojącą tam szklankę i cicho podkradłam się pod drzwi balkonowe. Gdy wróciła przyłożyłam ją do zasłoniętej firanką szyby.   -Malinowa. -Pycha! -Jurek to był mój kolega z klasy. Z liceum. Ale przed liceum chodziliśmy razem do przedszkola i podstawówki. Takich facetów już dzisiaj nie robią.   Przez chwilę się śmiały.   -Jurek – kontynuowała – To był bardzo wrażliwy chłopak. A przynajmniej jak ktoś go znał, to o tym wiedział. Na co dzień to taki normalny – popijał z chłopakami piwo, gadali o samochodach, do znudzenia mordowali na gitarze chwyty Dżemu. Boże, jak ja teraz nie znoszę Dżemu…   Znowu śmiechy.   -I tak mogłaś z nim przegadać o pierdołach cały wieczór, ale kiedy zeszło na poważne tematy to dopiero wtedy widziałaś, ile w nim siedzi. Jakie on miał przemyślenia, jakie celne puenty…nie wiem skąd mu się to brało. -Ile razy ktoś z nas miał problem, to rzucał co robił i mu pomagał. Raz jedna z koleżanek zaciążyła na początku liceum. Straszna kiszka. Facet ją zostawił, rodzicom bała się powiedzieć, w szkole tym bardziej. Jurek się o tym dowiedział, zabrał ją gdzieś do jakiejś fundacji, jak pogadali z dziewczyną i jak z nią potem wszędzie poszedł, to przyznała się i rodzicom i szkole. Co lepsze to nawet okazało się, że ją wszyscy wspierali, ale finalnie oddała je do adopcji. I zgadnij kto ją potem siedział i pocieszał? -Jurek. -A pewnie. Albo inna chciała nie podchodzić do matury. Nic nie umiała, kompletne zero. Wprowadził się do niej na dwa tygodnie, kuli jak szaleni, nie dawał jej odpocząć, przyszła na maturę jak zjawa. -I zdała? -Ledwie, ale zdała. A była pewna, że nie zda. -Strasznie porządny ten Jurek był.   Kiwnęłam głową. Ładny, porządny chłopak. -I tu cię zaskoczę. Bo to był bardzo porządny, bardzo towarzyski, bardzo uczynny człowiek. No kurwa chodzący ideał. -Coś tu musi być nie tak? -Ano musi. Bo takich mrocznych poematów jak on i takich kawałków to nikt inny nie pisał. -Hmm? -Mroki, szatany, ciemne ogrody… pamiętasz, jaka kiedyś była moda na takie kawałki? -Boże, i on do tego tak męczył Dżem? – studentka roześmiała się perliście – A to numerant. Co jego rodzice na to? -Niewiele, bo mieli obraz bardzo idealnego syna. A on co jakiś czas schodził z kolegami do piwnicy…co się tam działo, to wiem tylko z jakiś plotek, ale można się domyślić. Kobiety, seks, wino, może odurzacze. Znajoma zatoczyła się ze śmiechu. -Mimo wszystko bardzo go szanowaliśmy. Jego odejście nas załamało. Było, minęło A teraz mamy anatomię na głowię. -Ano… to od czego zaczniemy?   Zabrałam z jej albumu zdjęcie, gdzie stoi razem z nim przed jakimiś drzwiami w wiejskiej chacie. Może z imprezy? Zagięłam je tak, że został sam Jerzy. -Ciężko sobie wyrobić o tobie zdanie – mruknęłam. Wiele godzin spędziłam, wpatrując się w tę fotografię, odwiedzając kwaterę i łapiąc teraz uważniej Jolki wstawki o Jurku. -…mówił, że barszcz, to musi być barszcz, a nie siki. Zawsze dosypywał dwie łyżeczki pieprzu… -…wracając z wycieczki wjechał motocyklem w stóg siana, Tomek myślałam, że dostanie zawału a potem nie mogli z tego stogu wyjść, tak się śmiali. Może to jakaś była zapowiedź tego wszystkiego… -…potępiał takie zachowanie. Mówił, że tylko tchórze nie potrafią stanąć twarzą w twarz z tym, za co chcieli wziąć odpowiedzialność. Wprost nie chciała mi nic powiedzieć. Pytałam jeszcze raz i po raz kolejny pokazała mi drzwi. Zaczęłam więc planować całą strategię wydobywania informacji naokoło. Gdy wyszła na imprezę bez skrupułów przejrzałam jej pamiątki ze szkoły pochowane w pudłach pod łóżkiem. Wygrzebałam kartki wysłane jej przez Jurka, życzenia urodzinowe spisane na odręcznie zrobionych bilecikach, zasuszone płatki z osiemnastkowej róży od niego oraz bilety koncertowe schowane w kopercie z dopiskiem: „Jerzy-zaproszenia”. Kat, Wilki, Dżem. Niezły przekrój. Przesłuchałam dyskografię z tamtego okresu i próbowałam wyobrazić sobie moją siostrę ryczącą z tłumem „Łzę dla cieniów minionych”. Wyobraźnia mnie zawiodła.   Ale na innych obszarach pracowała jak szalona. Nocami śniło mi się, że siedzę obok Jurka na jakimś murku. Trzymamy się za ręce a on patrzy oczami o brązowych tęczówkach i nie mówi nic. A potem rzuca się przed siebie i znika. Innym razem skaczemy w tłumie na koncercie a on jest w samych spodniach. Po takiej nocy budziłam się czerwona na twarzy i mokra między nogami. Kilka razy uczyliśmy się razem w przytulnym pokoju siedząc na sztucznej skórze z niedźwiedzia. W tle migotał grzejnik z żarówką imitującą płomień, z głośników płynęły rockowe ballady. Tłumacząc mi zawiłości biologii powoli rozpinał mi bluzkę przysuwając się coraz bliżej… Ten niewinny amok trwał czas jakiś aż przyszła jesień i nieco mnie otrzeźwiła. Zwłaszcza pójście do nowej szkoły i wyprowadzka Jolki do narzeczonego. -Wiele zmian na raz – uznała, zabierając ostatnie pudło i bezpowrotnie odcinając mnie od wielokrotnie przeglądanych zdjęć. Nowa klasa pełna przestraszonych, zainteresowanych i zblazowanych szesnastolatków prezentowała się dobrze. Usiadłam obok nijakiej blondynki i rozejrzałam uważnie. Po czym jakby mnie piorun strzelił. W ostatniej ławce siedział długowłosy blondyn z bandamką na czole i z brązowymi oczami. Widząc moją osłupiałą minę pytająco uniósł brwi i pomachał mi niepewnie. Odwróciłam się do okna i wytarłam mokre dłonie o spodnie. Tak zaczęło się moje szukanie ciebie w innych.   Jarek miał twoje oczy i włosy. Lubił też mocniejszą muzykę ale i mocniejsze używki. Przez pierwsze pół roku nie mogłam się skupić na nauce, bo szybko znalazłam okazję, by się z nim zapoznać, pobyć na paru imprezach a ostatecznie zostać jego dziewczyną, przez co zamiast skupiać się na lekcji patrzyłam się w lusterko oparte o piórnik, w którym odbijała się jego postać. Gdy w końcu udało nam się spędzić wspólnie noc przymknęłam oczy i zza pewnej mgły widziałam jego blond włosy i brązowe tęczówki wyłaniające się z półmroku pokoju. Tej nocy byłam z Jerzym. I kolejnej. I następnej. Nie da się jednak długo oszukiwać rzeczywistości. Szybko wyszło, żę fizyczne podobieństwo jest jedynym. Jarek dostał się tu chyba tylko cudem albo niesiony na dobrej opinii w szkole. Pała goniła pałę, zaczął też wagarować i do końca semestru zostawił naszą klasę, kilka niespłaconych pożyczek oraz moją osobę, która z kolei została postawiona przed faktem posiadanej bardzo niskiej średniej. Odkuwałam się kolejne pół roku a zdjęcie Jurka odważnie postawiłam wprost na biurku, żeby motywował mnie do pilniejszej pracy. Rodzice tu nie zaglądali bez wyraźnej potrzeby a Jolka szykowała się do ślubu i rzadko odwiedzała dom. A jeśli już, to nie mój pokój. Wyrobiłam się przed końcem roku i w nagrodę za postępy pojechałam na dwutygodniowy obóz żeglarski. Tam spotkałam Marcina. Marcin był krótkowłosym szatynem o pół głowy niższym ode mnie, barczystym, silnym i uzdolnionym muzycznie. Kiedy rozpalaliśmy ognisko brał gitarę i wyprawiał na niej takie cuda, o jakich mi się nawet nie śniło. Spod wpółprzymkniętych powiek słuchałam tego, myśląc o tym co mógł grać Jurek i jakby tu wydobyć jego nagrania. I od kogo? Marcin smakował solą i był bardzo zdecydowany w obyciu. Po łagodnych i niepewnych stosunkach z Jarkiem jego mocne pchnięcia, gwałtowne przestawianie mnie z pozycji do pozycji i gorący oddech jaki czułam tuż przy uchu, gdy mówił mi rzeczy od których przestawał mi przeszkadzać chłód płynący od wody – robiły na mnie silne wrażenie. W ciemnościach łatwo było wyobrazić sobie, że to nie on a Jerzy uderza biodrami o moje biodra pokazując swoją drugą naturę. Wraz z końcem obozu pożegnaliśmy się wylewnie i nie spotkaliśmy nigdy więcej.   C.D.N

rita

rita

Pauza

Tak sobie zacznę ten Nowy Rok ...2019 ,bo chyba mi wolno ... a jeśli nie to i tak mam to gdzieś ...   Niech to będzie  pauza z podkładem muzycznym ,która niesie w tle oczekiwania udrękę ,w ciszy ...bez słów ...         ale słowa przyjdą ,nowe ...      

Aine

Aine

Strefa bólu...

Jak go poznałam to już nieistotne ,ta cała bezsensowna otoczka nieważna jest.   Szukał suki,suki inteligentnej ,ułożonej ,posłusznej ,młodej ...i takiej niewinnej ...   a udawać niewinnej nie muszę ,bo nie od razu wyglądam na wyrafinowaną dziwkę,taka moja natura...   Jeśli znajdzie się  ktoś odpowiedni  ,kto odpowiednio chwyci za włosy ,zwiąże ,obezwładni z resztek sił to nie ma siły która pozwoliłaby mi pokazać pazury ...wtedy naprawdę jestem uległą ułożoną suką ,która z jednej strony bardzo się boi ,z drugiej ten strach ją tak podnieca ... że zrobi wszystko ...wszystko czego on tylko zapragnie ...       Pierwszy Nasz telefon ,sprawy przyziemne ,ja byłam pod urzędem ,on podobno był w domu sam. Jego głos ...taki podniecony faktem, że już przy pierwszej rozmowie gra nade mną ... Upajał się faktem że jestem delikatna ,posłuszna ...prowadził mnie jak w tańcu ...     Kolejny telefon ...   Kolejna wiadomość ...   Kolejne jego przygotowanie ...   Przygotowanie na ból ..   Ból którego się bałam ...   Ból którego nauczył mnie pragnąć ...   Nie mogłam się już doczekać ...       I w końcu spotkanie ...   Czekało mnie nowe doznanie ...     Nie znałam tego bólu ,ale wiedziałam, że to będzie coś więcej niż dotychczas przeżyłam         Przywitał mnie w progu... "Zapraszam niezwykła dziewczyno "   Nogi nie były w stanie prowadzić mnie już tak zgrabnie ,naprawdę się bałam   Pomijając fakt ,że na jego życzenie w majtkach miałam pinezki zawinięte w chusteczkę higieniczną ... na początku czułam tylko delikatne ukłucia ... z każdą chwilą było ich coraz więcej ,a pulsujące uczcie bólu przy każdym kroku nasilało się ...     Zamknął drzwi ...   I kazał mi stanąć w rozkroku ...   I zbadał czy zrobiłam o co prosił .   Grzeczna dziewczynka ... niesamowita ...moja ...   zdjął mi majtki ,chusteczka z pinezkami upadła na podłogę . Podniósł ją ...powąchał ...schował do kieszeni .   Zrobiłaś to dla mnie ...będzie nagroda Sssuko Mmmoja !   Będzie ból ...chodź ,zbyt długo czekałaś ...Aine ...zbyt długo ...       Dostałam lampkę wina...   A kiedy powoli ją sączyłam on zapinał mi klamry na sutkach i łechtaczce...   Zapinał ...sprawdzał czy odpowiedni ma zacisk ...odpinał ,zaciskał mocniej   ... a ze mnie już płynęły soki ...zbierał je palcami i oblizywał     -myślę że jesteś gotowa ...wyjątkowo pozwolę Ci go poczuć...   Rozpiął spodnie ,i swoim nabrzmiałym kutasem wszedł we mnie , gwałtownie ... tak że klamra docisnęła mocniej łechtaczkę ...zabolało ...aż brakło mi powietrza ...ciało prężyło się mimowolnie ...   Kilka gwałtownych pchnięć ...kilka jęków bólu...drżałam    Chwycił swoją walizkę i wyciągnął z niej narzędzia zbrodni ...     spirytus i igły ...     odkręcił go i polał mnie nim,dokładnie ,okolice żeber...zimno...   krocze mi pulsowało ,z każdym pchnięciem bardziej ...   A on kolejno otwierał sześć igieł ...nie były grube    -Okolice żeber masz takie wrażliwe ...już je uwielbiam Ssssuko Mmmmoja...   Wbijał jedną ...drugą... trzecią w ciało chroniące żebra lewego boku   Potem kolej przyszła na prawy  bok...   Gorąco mi się zrobiło ...i tak zachłannie go pragnęłam       Zdjął klamrę z łechtaczki i posuwał mocniej podduszając mnie lekko ...   Przy okazji grał na plastikowych zakończeniach igieł ,jak na strunach ...   Orgazm przyszedł już po chwili ,potem drugi ...trzeci ...czwarty ...   Przy piątym wyjął dwie igły bardzo powoli dopieszczając mnie bólem ... jedną z jednego boku ,drugą z drugiego i pocałował mnie ...   Spijał mi z ust grymas ...   Pragnęłam go jeszcze bardziej ...   Potem kolejne dwie igły spadły na ziemie ...   Dostałam w twarz,bo byłam zbyt głośna...     ... spijał z ust  orgazm który ból skumulował   I jeszcze dwie ostatnie ...   Targały mną dreszcze ... a on pociągał za klamry na sutkach i jebał z całych sił ... kiedy dochodził zerwał je ...mój okrzyk bólu dodał mu mocy ...nie przestawał    Zacisnął dłonie na piersiach ...po chwili na miejscach gdzie były igły ... i znowu bezwarunkowo targały mną konwulsję ... a on wepchnął dwa palce w mój tyłek i dodał ...   -Celowo tyłek zostawiam na jutro ...      

Aine

Aine

Sok malinowy w drewnianej trumnie...

Pora odwiedzić Bar Niespełnionych Artystów ,jest blisko centrum ,Txxxxxxxxn się zwie .Dawno go oblał już ekran ciszy . Nie ma tam mnie (nieskromnie)wiem ,że dlatego właśnie jego iskra zgasła . Ciekawa byłam co tam słychać po latach mojej tam dawnej rozpusty ...moich polowań.   I oto jestem , buty czarne na platformie i z szerokim obcasem ,podarte dżinsy , wyciągnięty t-shirt i skóra ...zwyczajna krótka ramoneska . Tusz na rzęsy i wystarczy ...nie trzeba mi dziś więcej . Wchodzę , przy stolikach zastygnięte od lat postacie budzą się ,nie wiem czy mnie poznają ,ja ich wszystkich pamiętam . Dokładnie ... choć nie ma tych których naprawdę chciałam tu zastać . Smutne ...   -Witam ,Panie Janku ... Wujaszku Mój Drogi ...   (i nastała krepująca cisza)   -Aine ,to naprawdę Ty ? Gdzie Ty się dziewczyno podziewałaś ? ... Oni ... Tyle osób pytało o Ciebie.. A ja martwiłem się że ... -( łzy odjęły mowę Wujaszkowi...) -No nie ,Wujek twardziel nie płacze ! Nie pozwalam ! -Chodź niech Cię przytulę ,Nimfo Moja ...nadal takie długie włosy masz ...piękne . -Oj bywały po drodze i krótkie bardzo , i kolorowe ...lata dziwnych zdarzeń . -Czego się napijesz Moja Droga ? ...oczywiście na koszt firmy ! -A mamy sok w trumience ? -dodałam rozbawiona -No Kochana ,Trumienka zarosła kurzem ,a sok pewnie po terminie sporo ,nie pozwoliłem nikomu go ruszać . -Oj , to co sprawdzamy czy mam sobie lecieć do Żabki po nowy ? -Nigdzie nie polecisz ... -i zawołał jednego starego bywalca ... Wojtek ,jest misja ,po sok malinowy biegniesz szybko do Żabki .   Pan Wojtek uśmiechnął się tylko i nawet nie dyskutował . Poleciał ,przyniósł sok malinowy  z Herbapolu ...   -No to teraz piwa się mogę napić ,polej Wujaszku   Wujaszek oczywiście nalał szklane piwa z sokiem bez słomki ...pogadaliśmy ,opowiedzieliśmy sobie ile to się działo przez te lata ,w tym czasie odkurzył starą skrzynkę w kształcie trumny ,w niej właśnie zawsze był sok dla mnie ... Stary sok ,no cóż ...wino się z niego zrobiło ,raczej nie do wypicia . Pogrzebaliśmy w koszu na amen .   Rozglądałam się niecierpliwie po lokalu ,pajęczyny po kątach zawsze dodawały uroku temu miejscu ... Wypatrzyłam w końcu kolegę łysiejącego z wąsem ,zapomniałam jak miał na imię  ... on nigdy mnie nie interesował przecież . Przyjaźnił się za to z pewnym G... i kolega z wąsem ,zerkał na mnie również ,SMS-ując gdzieś ,chyba się domyślałam gdzie ,chociaż pewna nie byłam ,wcale ...   I wtedy wszedł do baru P... ,niespełniony nie-artysta, ale bankowiec zdegradowany . Odwróciłam głowę szybko ,ciekawa byłam czy mnie rozpozna ,wypatrzy .   Nie musiałam długo czekać ...   -No proszę ,kto to zazwyczaj pił piwo z sokiem ? Gdzie Cię przywiało dziewczyno na stare śmieci ? -W odwiedziny przyszłam , zatęskniłam ... -Za mną Moja Droga ? -Jeśli chcesz ,tak sobie to tłumacz . Nie zaprzeczam ,głęboko utkwiłeś mi w pamięci ...ale nie byłeś jedyny który tak głęboko tę kotwicę zarzucił . -Wiem ...O właśnie ,patrz kto wchodzi ,G  słynny szaleniec długo cierpiał po Twoim zniknięciu . -To on ? Gdzie jego włosy ? ...nie poznałabym go -Haha ,on Cię chyba już rozpoznał ...     Miałam rację łysy kolega z wąsem słał sms'y do G... P...do mnie mówił jeszcze ,nie słyszałam już...   Chwycił mnie wzrok G ...wstałam i udałam się w kierunku toalety . Pobiegł za mną ,czego się spodziewałam ...   -Aine,szukałem Cię ...odszedłem od żony ...cały czas Cię szukałem ... -G...a Ty znowu to samo ? -Kochałem Cię ...a Ty ...a Ty zniszczyłaś wszystko ...tak Nam dobrze było... -Byłeś nieszczery ,kłamałeś ...i cóż że było Nam dobrze ,nie wystarczyło to na tamten czas . A teraz pozwól ,że skorzystam z toalety ,sama ...     -Słyszysz G... ! Zostaw dziewczynę !-warknął wujaszek     Kiedy wyszłam z toalety ,G... już nie było ...pamiętam jak on całował ,wtedy chyba nie miałam lepszego porównania ,był doskonały ... po za tym nudny w swojej brutalności ,lubił mnie rżnąć na podłodze ,na ostrym dywanie ...zawsze mi zdzierał skórę powlekającą kręgi ... Był żonaty o czym mi nie powiedział ,mogłam się domyślić ,ja lat 18 on 29 wtedy ... charyzmatyczne spojrzenie ,obwąchiwał mnie ,ocierał się o mnie przy każdej możliwej okazji ...włosy długie związane w kucyk . Działał na mnie ... popłynęłam prawie . I wtedy głaz jeden pogrzebał wszystko . Żona ,prawie już była ...ale... Szybko mi wtedy przeszło ,a on popłynął ,desperacko mnie szukał ,ścigał ,nachodził ... Nie chciałam go już , był dla mnie zbyt miękki ,zadręczyłabym go ... Nie pragnęłam zemsty ,ale musiałam mu pokazać, że jest ktoś inny ,i tu szybko znalazłam się w ramionach P... Tak tego  P... który pastwił się znowu ...po tylu latach nad moimi włosami ... Liczy pewnie, że mnie zerżnie dziś ,za te wszystkie nieobecności ukarze ... Zwolennik palcówki na śpiocha ... i głębokiego gardła .. hmm ...i seksu w wannie .. ech ...no i amfy ,przed tym  właśnie uciekłam .   -Możesz moje włosy zostawić ?..widoki mi zasłaniasz -szorstko mu zaznaczyłam, że już mnie nie interesuje .   No cóż ,brutalnie się potoczyło dla nich tym razem ...ale nie dla mnie . Szybko ściągnęłam wzrokiem dwóch nowych tutaj ,przynajmniej mi nieznanych . Dopijali piwo ...jakby w pośpiechu by się czym prędzej znaleźć przy barze . Wujaszek ,wypełnił im kufle do pełna -Pierwszy raz Cię tu widzę ... zabłądziłaś ? -zagadnął śmiało jeden z nich . -raczej się odnalazłam ... -Oo ,to może Nam opowiesz historię cudownego odnalezienia ? -dlaczego nie ...i tak nie mam nic więcej w planach _dodałam i jeszcze raz rzuciłam wrogie spojrzenie P... -a więc ...zapraszamy do stolika ...     Właściwie nie wypytywali ,w skrócie przedstawiłam swój status dotyczący tego miejsca ...oni dodali że są tu kilka dobrych lat ...minęliśmy się w czasie... Nieważne ... Dopiliśmy to piwo wspólnie ,wspólnie wsiedliśmy do taksówki . Niewiele młodsi ode mnie , niepewni czy się zgodzę na nich dwóch razem .   Jeden się z lekka wycofał ...ach Dawid miał na imię ...,drugi nie pamiętam ,chyba Paweł   W trójkę weszliśmy do jakiegoś domu i wtedy padło pytanie :   -Możemy się Tobą wspólnie zająć ...? -No nie wiem ... a nie muszę się Was obawiać ? -Raczej nie ,będziemy delikatni ... - heh ,jak słodko ...A czy ja powiedziałam ,że chcę delikatnie ...? -hmm ...no nie ,ostro lubisz ? -pokaż mi jak to jest ostro dla Was ...wtedy Ci odpowiem...       Obaj niepewni ,napaleni macali niedbale ,niezdecydowanie ... Dopiero kiedy byłam już naga ...uklękłam ...obrabiałam dwa fiuty tak jak lubię ... oni natomiast nabrali pewności siebie .   Ten co jego imienia nie pamiętam posadził mnie na sobie ... upajając się grymasem twarzy kiedy Dawid w pośpiechu wdzierał się w mój tyłek ... wymierzał klapsy siarczyste ...   Efektu wow nie było ale dość hardcore'owo mnie potraktowali ... przeplatanka taka ,podział dziur ...i gardło głęboko ściorane ... I kiedy jak jeden dochodził w moim gardle ,drugi w tyłku ...a mnie zalewały dreszcze rozkoszy ...pocałowali się ...   Lekki szok mnie dopadł ,ale ten widok wywołał kolejny skurcz ...do tej chwili nie wiedziałam, że mi się kiedykolwiek to spodoba ...   Taka Nowość wzięła mnie z zaskoczenia ...       The End.

Aine

Aine

¡ɐzɔzsılƃz ı ʎuoɯǝp ɐ ʎɹɐɯ ʎɹɐzɔ ǝıu

Migające cienie Ciśnienie niemierzalne Nocne zjawy –postacie z folii I lampa wisząca na starym drzewie Zapala się, to znowu gaśnie Kołysze na zardzewiałym haku Śmieje się ze mnie trup na sznurze I te koty! Wszędzie się pojawiają Wyproszony znak z pustego nieba I zające –zwiastujące skok do piekła Samobójczym krokiem, staczam się Ptaki dziobią dach starej kamienicy Skrzeczą nawołując mój strach Jeszcze się nie pali A widzę ten biały dym I krew na desce do krojenia Cały we krwi wymazany nóż Z blatu kuchennego kapie na podłogę A ja? Nie jestem jeszcze gotowa!

Aine

Aine

 

Prawo żony – Impreza integracyjna - akt 3

Towarzystwo w środku wydawało się powoli dochodzić do siebie po pierwszej fali zaskoczenia. Nawet Mateusz pojawił się ponownie w salonie i siedział w fotelu wyglądając na kogoś kto nie wie w którą stronę się patrzeć. Kasia w dalszym ciągu siedziała na kanapie między Markiem a Patrykiem eksponując swoje nogi w tak oczywisty sposób, ze bardziej chyba się nie dało. Wysoko podwinięta spódniczka odsłaniała je na prawie całej długości łącznie z pasem do pończoch. Z rozbawieniem patrzyłem jak siedzący prawie naprzeciwko nich Rafał nawet nie próbuje ukrywać swojego rozbieganego po ciele Kasi wzroku.   Nasza gwiazda wieczoru też chyba zaczęła się czuć nieco pewniej. Siedziała kokietując swoich rozmówców ciałem, wymownymi spojrzeniami oraz coraz bardziej dwuznacznymi odpowiedziami na zadawane jej pytania, których zresztą nie brakowało. Wszyscy z wyjątkiem Mateusza który wciąż jedynie siedział, patrzył i słuchał ochoczo podchwytywali jej gierki mimo, że nie mieli z nią najmniejszych szans we flircie. Obserwowałem ich z części kuchennej popijając drinka i zastanawiając się jaki będzie dalszy rozwój wydarzeń i czy Radek faktycznie wyjdzie z inicjatywą. Na odpowiedź nie musiałem zresztą długo czekać.   Radek przez krótka chwilę obserwował całe towarzystwo po czym powoli podszedł do laptopa z którego grała muzyka i przez chwilę przeszukiwał Youtuba. Po chwili bieżący kawałek urwał się w połowie a z głośników popłynęły pierwsze dźwięki „INXS – „Need you tonight”.         - Co Wy na to, że teraz ja sobie usiądę a koleżanka pokaże nam jak się rusza i co chowa pod tymi ciuszkami ? – Powiedział pewnie z szyderczym uśmiechem przerywając gwałtownie rozmowy.   I świat ponownie zwolnił wprost przeciwnie do mojego tętna   Kasia lekko zbita z tropu i nagle wytrącona z rozmów w których czuła się bardzo pewnie spojrzała na mnie wzrokiem w którym wyrażało się jednocześnie pytanie, niepewność oraz podniecenie. Uniosłem nieco brwi, uśmiechnąłem się w geście który w założeniu miał oznaczać „No cóż… działaj” i wziąłem większy łyk drinka prawie osuszając szklankę. Wstała i kołysząc biodrami przeszła na środek zwalniając miejsce Radkowi, który rozsiadł się wygodnie między chłopakami. Widziałem, ze jest nieco speszona i szuka mnie wzrokiem. Nie uciekałem przed nim. Wręcz przeciwnie – chciałem dodać jej spojrzeniem pewności i zapewnić, że wszystko jest dobrze. Wyszła na środek i powoli zaczęła tańczyć.   Muzyka grała a Kasia powoli zaczynała się rozkręcać. Wpatrzona w nią jak w obrazek widownia obserwowała jak coraz śmielej porusza swoim ciałem. Cień niepewności na jej twarzy został zastąpiony uśmiechem który stawał się z każdą chwilą bardziej zadziorny. Obserwowałem jak powoli wczuwa się w muzykę a jej ruchy nabierają płynności w prowokującym tańcu. Co jakiś czas zbliżała się nieśmiało do któregoś z chłopaków by po chwili odsuwać się poza zasięg ich dłoni kręcąc tyłkiem i biodrami. Prowokująco łapała za guziki bluzki tylko po tym by zaraz puszczać je z uśmiechem dziewczynki która właśnie nabroiła. Powoli znów odzyskiwała pozorną kontrolę nad sytuacją.   Koledzy w tym czasie siedzieli mocno już nakręceni. Nic nie mówili obserwując ją niczym wygłodniałe psy wiercąc się nerwowo i poprawiając w fotelach. Jedynie Radek był dziwnie spokojny siedząc wciąż z uśmiechem i miną która z jednej strony wskazywała na zadowolenie rozwojem wypadków a z drugiej na intensywne knucie. Dużo bym wtedy dał za możliwość czytania w jego myślach ale niestety – na tym etapie sam już stałem się jedynie aktorem i widzem całego przedstawienia.   W międzyczasie kawałek zmienił się na coś spokojniejszego. Sam już nie pamiętam co poleciało ale nie miało to też dla mnie żadnego znaczenia i pewnie nawet gdyby z głośników rozległ się hejnał mariacki nie zrobiłoby to na mnie większego znaczenia. Kasia szybko podłapała nowy rytm a jej ruchy stały się chyba jeszcze bardziej zmysłowe. Powoli zbliżyła się do Mateusza który siedział jakby rażony piorunem. Widząc to powoli zaczęła ocierać się o niego by po chwili usiąść okrakiem na jego kolanach. Odrzuciła włosy do tyłu i wciąż zmysłowo poruszając ciałem zaczęła powoli rozpinać bluzkę tuz przed jego twarzą. Salon przeszyły gwizdy uznania i pomruk dzikiego zadowolenia choć sam Mateusz wyglądał jakby zaraz miał skończyć we własnych spodniach.   A więc zaczęła od najsłabszego. Zobaczymy jak jej pójdzie dalej.   Miałem ochotę znów zapalić ale zdecydowanie nie chciałem ani tracić show ani płacić kary za palenie w wynajętym domku. Stałem więc jak przykuty do wyspy oddzielającej mnie od salonu próbując ratować drinkiem suchość opanowującą moje usta. Kasia w tym czasie nie przerywając tańca wstała z Mateusza a bluzkę rzuciła mi na blat. Uśmiechnąłem się szeroko zabierając ją na bok i na dłuższą chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Ekscytacja, podniecenie, nuta niepewności ale też uczucie – myślę, że to właśnie widziałem wtedy w jej oczach i sam zresztą czułem się podobnie.   Taniec i pokaz trwał dalej w najlepsze. Zmysłowy krok Kasi poprowadził ją tym razem w kierunku Rafała, który chyba tylko na to czekał. Zaczęła tańczyć tyłem do niego prowokująco wypinając się i kręcąc tyłkiem. Rękoma trzymała krawędź spódniczki podciągając ją nieznacznie do góry po to by po chwili opuszczać znów w dół. Wyciągnął ręce chcąc ją pomacać jednak w odpowiedzi dała mu po łapach uśmiechając się mocno rozbawiona.   Cała ona…   Wkrótce jednak spódniczka opadła na ziemie a Kasia została w samej bieliźnie.   Ona jedna i 5 wygłodniałych facetów – moich kolegów z pracy. To się nie dzieje…   Serce waliło mi jak szalone a cała sytuacja wydawała się nierealna. Wszystko jednak działo się tuz przed moimi oczami. Kasia w samych stringach, staniku, pończochach i szpilkach wiła się coraz śmielej pomiędzy chłopakami. Patrzyli na nią jak zafascynowani popijając nerwowo drinki, wiwatując i głośno dopingując. Ona natomiast wyraźnie się nakręcała łasząc się do nich coraz śmielej. Zrzucając stanik pozbawiła ich wszelkich wątpliwości a salon po raz kolejny wypełniły głośne wiwaty. Chwilę jeszcze droczyła się zasłaniając piersi dłońmi i z szyderczym uśmiechem podeszła do kanapy. Zarzuciła ręce na szyję Patryka odrzucając włosy do tyłu.   Ja ten widok widziałem nie raz a jednak wciąż po tylu latach sprawiał, ze miękną mi nogi. Dla nich natomiast był jak grom jasnego z jasnego nieba. Zanim się otrząsnęli znów tańczyła na środku wijąc się zmysłowo. Wsunęła palce wskazujące obu dłoni pod paski stringów na swoich biodrami i zaczęła się nimi bawić. Kusiła i droczyła się ruszając nimi delikatnie w górę i dół. Nasz wzrok ponownie spotkał się na dłuższą chwilę i tym razem widziałem w nim wyraźne pytanie.   Nogi mi lekko dygotały ale byłem pewny odpowiedzi, Skinąłem głową.   Cdn.

Wichura

Wichura

Zaproszenie...

Zaproszenie do Twoich marzeń przyjmuję, bez chwili zawahania...   Wchodzę cała przemoknięta...    -Wiesz, tak bardzo się spieszyłam do Ciebie , że nie wzięłam parasola...   Pomagasz mi zdjąć  płaszcz, kradniemy sobie nawzajem kilka głodnych spojrzeń...   Jestem ciekawa czy zobaczyłeś w moich oczach ...jak bardzo pragnę Twoich ust...   Ty się już zdradziłeś...   Mnie zdradza jeszcze przemoknięta sukienka...  Sutki mocno się odznaczają...    Ach tak... Już wiesz, że nie tylko parasola zapomniałam...   

Aine

Aine

 

#pomysły #1

Przeczytaj to nim wiejdziesz do kina. Następnie zamień się miejscami z którąś z dziewczyn jak będzie trzeba i wyobraź sobię tę sytuację siedząc już wygodnie  w fotelu.



Siedzisz w kinie z koleżankami, seans trwa od dłuższego czasu. Usiadłaś wewnątrz rzędu jako ostatnia z nich. Obok Ciebie siedzi jakiś facet w garniturze.
Ładnie pachnie. Odruchowo przechylasz się co jakiś czas w jego stronę i próbujesz rozpoznać perfumy. On to chyba dostrzega i obraca się w Twoją stronę uśmiechając. Udajesz, że tego nie widzisz..

Zakładasz nogę na nogę i wygodniej rozsiadasz się w fotelu. Czujesz zmęczenie i senność, powieki same opadają Ci ciążąc.

W pewnej chwili czujesz rękę na swoim kolanie. Chyba przysnęłaś na moment, bo nie bardzo rozumiesz, co się dzieje. Dłoń wędruje coraz wyżej po udzie.
Obracasz głowę i widzisz, że nieznajomy z szelmowskim uśmiechem wpatruje się w Ciebie czekając na reakcję..

Jesteś spanikowana, ale jednocześnie coraz bardziej podniecona. On nie zabiera ręki, tylko zaczyna nia delikatnie poruszać w górę i w dół po udzie. Postanawiasz wstać i wyjść, by nie wywoływać zamieszania i ochłonąć.
Zdejmujesz nogę z nogi i zamierzasz wstać, gdy nagle jego dłoń mocno dociska Twoje udo do fotela i wędruje błyskawicznie w kierunku krocza. Zalewa Cię fala gorąca ze strachu i podniecenia. To drugie bierze jednak górę.
Mimowolnie rozchylasz uda by ułatwić mu dostęp, a on natychmiast to wykorzystuje. Chwyta Cię za cipkę przez spodnie i majtki i zaczyna pocierać ja palcami..

Oddychasz coraz głośniej i z coraz większym trudem usiłujesz zachować ciszę. Obracasz się w stronę dziewczyn, ale żadna nie zwraca na Was uwagi. Osuwasz się na fotelu jeszcze niżej i zamykasz oczy.
Ręka nie przestaje pracować i wiesz, że robisz się coraz bardziej wilgotna. On musi czuć to nawet przez spodnie i nie zamierza przestać. Unosisz w górę i w dół biodra w fotelu by przyspieszyć nieuchronne i ulatwić mu zadanie.
Chwyta Cię mocno w kroku, jego palce są coraz agresywniejsze. Jeszcze kilka sekund i nie wytrzymasz, czujesz to doskonale..

Orgazm nadchodzi szybciej niż myslałaś. Spazm podniecenia zalewa Twoje ciało a Ty mimowolnie wydajesz głośny jęk rozkoszy. On ściska Ci krocze i czeka, aż opadniesz na fotel. Otwierasz oczy i ze strachem spoglądasz na koleżanki.
Facet niespiesznie zabiera dłoń i poprawia sie w fotelu. Zastanawiasz się, czy ktokolwiek to widział..?

Poprawiasz się i zakladasz nogę na nogę czując, że cały kostium masz mokry od własnych soków. Powoli odzyskujesz jasność widzenia. Błogie odprężenie zalewa Twoje ciało.

Obracasz głowę w stronę nieznajomego i chwytasz go za dłoń, która przed momentem była źródłem perwersyjnej rozkoszy.
Pochylasz się do niego i wkładając sobie ponownie jego rękę między uda szepczesz mu na ucho "Zrób to jeszcze raz.."
Tym razem nie przejmujesz się już tym, czy ktokolwiek zobaczy co się z Tobą dzieje. Jego palce powtórnie rozpoczynaja zabawę, a Ty wzdychasz głęboko i myślisz już tylko o tym, by dojść ponownie..

Należy Ci się ten relaks po tak ciężkim dniu. animation.gif1.mp4 animation.gif.mp4

AlexDark

AlexDark

Zeszłoroczny śnieg

Zeszłoroczny śnieg   Zeszłoroczny śnieg dziś za oknem pada
Chcąc zasypać to nikłe wspomnienie 
Lecz na głos o tym mówić nie wypada
Zbyt śmiałe i próżne to wydarzenie   Byliśmy tam razem na wskroś pijani
W pogoni za śmiesznym pragnieniem
W chłodzie betonu beztrosko skąpani
Chcąc ciepła się poić złudzeniem   I karmiłeś mnie pustymi słowami
Zarówno wtedy jak i teraz bez znaczenia
By móc wargi kąsać wargami
Pod cienką kołdrą mego przyzwolenia   Lecz niech pozostanie tej chwili tajemnicą
Które z nas było wówczas bardziej naiwne
Kto był tam koniem a kto woźnicą
I czyje myśli były bardziej piwne   Bo zeszłoroczny śnieg dziś za oknem pada
Napełniając mnie z wolna swym chłodem 
Szepnął mi do ucha - Mała moja rada
Nie próbuj więcej lodu topić lodem   ---  Ilustracja: Paul Maguire

SplitKiM

SplitKiM

Na wymarciu

Na wymarciu   Wgnieciona w przestrzeń między słowami Wychłodzona przez bylejakość spojrzenia Wysuszona wygórowanymi oczekiwaniami Zwiedziona obietnicą szybkiego spełnienia   Wystygłam   Ilustracja:  Lora Zombie

SplitKiM

SplitKiM

Uciekając z domu

Uciekając z domu   Ukradłam tę chwilę tylko dla siebie Składam pokłon do stóp nieuwagi Gdzie, kiedy i jak? Nikt nie wie Zrzuciłam sztywny kokon rozwagi   Poza waszym zasięgiem wzroku Bezczelnie upajam się złudzeniem Kąpiąc się w bezkresnym mroku Ponad wami znajduję ukojenie   Nieświadomość wasza mnie nie wzrusza Rozkłada się wachlarzem możliwości Bo tam gdzie nocą wędruje moja dusza Tam dla was przepaść emocjonalnej nicości   Zwinnie unikam wszelkich domysłów Spokojem was karmiąc jak chlebem By pięć do syta zaspokoić zmysłów Szósty zachować tylko dla siebie   Matko… droga w tę stronę Cię nie dotyczy Nie płacz i nie próbuj mnie szukać Drogowskazy jak milion krwawych biczy Czekają cierpliwie by Cię oszukać   Ojcze… choć złamane zasady i serce Wbrew twej woli i przykazaniom Składam niewdzięcznie dziś Ci na ręce Słowa i czyny które tak ranią   O brzasku jednak droga ta ma kres swój Pokornie w ciszy zawsze do was powracam Oto najlepszy z najlepszych wizerunek mój Kiedy tak słodko się w kłamstwo obracam   --- Ilustracja: Lora Zombie

SplitKiM

SplitKiM

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.