Blogi - Cuckold Skocz do zawartości

Blogi

 

Czego nie przewidziałem umawiając się z kochanką w swoim domu…

Umówiłem się niedawno z potencjalną kochanką. Rzecz sama w sobie nie jest wyjątkowa i robiłem już to nieraz wcześniej jednak tym razem korzystając z faktu, że Rita wyjeżdża na kilka dni pozostawiając mi wolną chatę spotkanie ma się odbyć u mnie a koleżanka została zaproszona na wieczór filmowy z winem i opcją rozwinięcia spotkania do śniadania. I niby wszystko jest tak jak zawsze – Rita im bliżej terminu mojej randki chodzi coraz bardziej nakręcona, szerzej się uśmiecha i częściej wskakuje do łózka jednak….   - A co zamierzasz jej puścić ? - Jeszcze nie wiem dokładnie ale klaruje mi się ogólna koncepcja - Ja na Twoim miejscu puściłabym….   Ot rozmowa jak każda inna która przeszłaby bez echa gdyby nie rzucone wkrótce:   - W ogóle jak K. przyjedzie to pozdejmowałabym nasze zdjęcia, żeby czuła się komfortowo (koleżanka zna nasz układ ale sama nie jest z klimatu).   Nieco zaskoczony skwitowałem to pobłażliwym uśmiechem i przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Kolejne dni objawiają jednak kolejne rady, porady i luźne myśli rzucane spontanicznie przez Ritę w losowych wybranych momentach:   - Ale chyba pojedziesz po nią i odwieziesz później ? - Przygotuj jej tylko osobne ręczniki w łazience. Kupiłam właśnie takie fioletowe i myślę, ze będą dobre. - Pamiętaj tylko, żeby prześcieradło zmienić zanim K. przyjedzie - Tylko zaopatrz dobrze lodówkę na rano, żeby na śniadanie K. miała jakiś wybór - W ogóle jak zanim K. przyjdzie to możesz….   I tym sposobem znów mogę poczuć się jak nastolatek któremu przejęta matka lub ojciec udziela rad przed pierwszą randką syna. W sumie to urocze i rozczulające a już z całą pewnością nie przewidziane przeze mnie wcześniej. Ciekawe jakie jeszcze „złote rady” przyniosą kolejne dni   ------------------------------------------------------------------------------------------------   No i oczywiście fajnie jest mieć taką żonę, która troszczy się nie tylko o męża ale także o jego kochanki. Choć i tak podejrzewam, że w gruncie rzeczy najbardziej cieszy ją świadomość, że dzięki temu mieszkanie będzie posprzątane na błysk

Wichura

Wichura

Paczkomat.

Dokładnie w niedziele zamówiłam kilka  potrzebnych mi rzeczy na allegro ,w tym metalowy korek analny ...  Zazwyczaj zamawiam tak,by kurier doręczył mi paczkę do domu ...nie lubię się włóczyć po pocztach czy odbierać paczek w paczkomacie.  Tym razem jednak wybrałam opcję paczkomat  -z uwagi na to co zamawiam i że moje jedno dziecię  zostało w domu . Niekoniecznie bym chciała ,żeby mi którąkolwiek z paczek otworzyło...mimo iż wie ,że tak się nie robi to wolałam nie ryzykować . Przedczoraj odebrałam trzy paczki  ,w żadnej z nich nie było tego kawałka metalu na którym mi najbardziej zależało ...hmm...    No trudno...    Wczoraj rano dostałam sms'a  z kodem do paczkomatu ,więc już byłam przekonana ,że wreszcie się doczekałam . Zrobiłam obiad i pobiegłam ją odebrać...nic nadzwyczajnego kliknęłam kilka guzików ,wpisałam kod i zabrałam z niego paczkę . Nie pasowała mi tylko jej waga ,jakaś taka ciężka,no ale przecież na ulicy nie będę sprawdzać zawartości ...   Weszłam do domu ,uruchomiłam ekspres i sprawdziłam czy dziecko mam na tyle zajęte ,żeby nie przybiegło z zaskoczenia sprawdzić co ciekawego zamówiłam  Teren bezpieczny ! Rozcięłam kopertę  ,wyjęłam z niej pudełko obklejone taśmą ...więc i z taśmą się rozprawiłam szybko ... wyciągnęłam z niego metalowy przedmiot zawinięty bardzo dokładnie folią bąbelkową ...   Oesu ,co ja za bydle zamówiłam !   Nieee ,ja czegoś takiego nie zamówiłam ,aż tak pokręcona nie jestem . Sprawdziłam jeszcze raz na kogo zaadresowana jest paczka ...No na mnie , ale nie ma mowy ,że to ja się pomyliłam  ~ kuźwa,zaraz do nich zadzwonię ...jaja sobie ze mnie robią ,przecież to jest po pierwsze za duże ,po drugie zbyt ostre...niech sobie sami to w tyłek wsadzą!    Obejrzałam sobie ten metalowy, ciężki ...korek analny???? ...z każdej strony ...i zrozumieć nie mogłam ...    Jakiś żartowniś z tej firmy mi za to zapłaci ... No nie daruję !   Włączyłam kompa ,odpaliłam maila i szukam tego zamówienia ... jest!  Nie widzę numeru telefonu... Trudno wymaluje im słownie swoje zażenowanie...  Zrobiłam zdjęcie rzekomego korka analnego ...   ~Ja im pokaże różnicę ...nie taki korek zamawiałam ...     Błyskawicznie napisałam do nich maila,załączając zdjęcie i wyłączyłam komputer.   ~Dobra...idę się kawy napić i wypadałoby trochę popracować ...   I tyle co zdążyłam z kawą zasiąść przy stole ,dzwoni telefon. Zerkam na wyświetlacz... to mój M...   - No co tam ...-przywitałam go od niechcenia... - Uuu...a co Ty taka nie w humorze ?  - szkoda gadać ,czekałam na zamówienie ,pobiegłam odebrać je z paczkomatu  ,a w środku zupełnie nie to co chciałam dostać . -No to napisz im maila i po kłopocie... Jak zwykle przejmujesz się banałami.  -Już napisałam maila ... -aaaa właśnie ,a moją paczkę odebrałaś ?  -jaką paczkę ?  -nooo nieważne,zamówiłem z Twojego konta ,bo byłaś niewylogowana ... -Co zamówiłeś?!  - ... Halo... Czy Ty zawsze musisz wszystko wiedzieć...? Nic ważnego.  Taki metalowy przedmiot, nic co by Cię interesowało , powinien niebawem dotrzeć.  Dostaniesz sms'a, odbierz mi tą paczkę, bardzo Cię proszę...      I wtedy mi się zapaliła lampka... paczkomat ,ciężki kawałek metalu.    -....ooo fuck!  -co się stało ?  -a nic,mogłeś mi chociaż powiedzieć, że coś zamawiasz... -no ale to nie było nic ważnego  -no nie,wcale ...wyobraź sobie ,że właśnie zjechałam w mailu ludzi z firmy... xxx..za to że sobie robią żarty i mi przysłali gigantyczny korek analny... a wygląda na to ,że moja paczka widocznie jeszcze nie doszła ... Bo  to po Twoją biegłam jak wariatka . -Chwila ,Mała...bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem ...czy Ty myślałaś ,że to co było w mojej paczce było korkiem analnym ? Hahahahaha...Czy ten Twój syndrom może czasami myśleć trzeźwo ... ?  -Bardzo śmieszne...zwijam się ze śmiechu! Chcesz coś ode mnie jeszcze, bo nie mam teraz czasu, maila muszę wysłać z przeprosinami... Pewnie mają tam niezły ubaw ze mnie...  -nie, już nic nie chcę,Mała. Zrobiłaś mi niezły dzień...korek analny... Hahaha...  -spadaj...        

Aine

Aine

Krople deszczu ... 3

7:16   Poniedziałek, składam mokry parasol. Autobus podjeżdża na przystanek punktualnie.    Krople deszczu płyną po szybach,no i dostrzegam go w środku. Siedzi na końcu autobusu ,ale moje  ulubione miejsce jest wolne...    ~nie, nie będzie tak, że kiedy masz ochotę to się na mnie czaisz...-myślę sobie.      Patrzymy na siebie kiedy ludzie wysiadają... Wsiadają kolejni... To zaledwie sekundy, a ja już stąd czuję jego skrajne podniecenie.Zaciągam się nim ostatni raz i robię krok w tył...  Śmiech mnie diabelski ogarnia wewnątrz, choć na zewnątrz widać ledwo subtelną uśmiechniętą złośliwość... Nie wsiadam. Drzwi się zamykają, autobus rusza do przodu, a on ma  na twarzy wymalowany obraz rozczarowania...   ~cóż, nie ze mną takie podstępy... od podstępów jestem ja ...     Zostałam na przystanku sama, pół godziny czekania na kolejny ...  Spóźnię się do pracy... No trudno. Życie ze mną...a praca tym bardziej, nie jest łatwa.    Siadam na ławce  i obserwuje do znudzenia jak krople deszczu  poganiają się wzajemnie na szybach przystanku.    Myślę o nim... Co może mieć teraz w głowie, jaką ułożył sobie teorie na to, że nie wsiadłam jak zawsze do  tego autobusu.  Czy złapię się na mój lep czy tego już nie ogarnie...hmmm .Ciekawe ...     7:46    Tym razem wsiadam choćby nie wiem co,dostatecznie zmarzłam ,a i czasu mam coraz mniej by ogarnąć w pracy papiery przed spotkaniem . O tej godzinie częściej zazwyczaj przyjeżdża autobus długi ,taki łamany przegubowiec-jakby ktoś nie wiedział jaki to...Tym  razem jednak trafiłam na krótki,niewiele miejsc siedzących zostało wolnych . Nie mam wyboru, więc siadam na pierwsze miejsce które jest po prostu wolne .Wyjmuję telefon i przeglądam pocztę...wpatrując się w tekst służbowej wiadomości .Czuję na sobie czyjeś spojrzenie... Nie ,nie skupie się na tym teraz...wygaszam ekran i podnoszę wzrok  ...    Jest!  Złapałam winowajcę ...nie znam gościa...hmmm...naprawdę go nie znam . Ciekawie ubrany szatyn z brodą wcale się nie speszył ,kiedy nasze spojrzenia się zderzyły. Podoba mi się to,że nie wymięka ...ciekawe czy taki z niego twardziel w kontakcie bezpośrednim... chętnie bym to sprawdziła ,ale nie mam na niego jeszcze pomysłu . Jego wzrok mnie paraliżował całą drogę ,gdybym miała wstać chyba bym nie umiała...   Ciekawa byłam gdzie wysiada... ~serio ...market Aldi?  Magazynier ?...Ochroniarz?...no bo na kasjera to mi nie pasuję zupełnie... Oo fuck! ,ale on ma tyłek ...i te nogi krzywe... Iko by nie pogardziła...    Kiedy zniknął mi z pola widzenia ,a autobus ruszył wróciłam do rzeczywistości. Nic się więcej nie wydarzyło tego dnia ,przynajmniej w autobusach.     7:16   Wtorek . Zachmurzenie bez opadów ...więc parasola nie mam    Stoję na przystanku i czekam na mój ulubiony autobus do którego nie wsiądę ,przyszłam tu jednak pół godziny wcześniej ,bo chcę żeby mnie mój stęskniony towarzysz porannych podróży widział na przystanku.  Podobnie jak dzień wcześniej ,zafundowałam mu rozczarowanie . Ależ to satysfakcjonujące ...  W pracy już wiedzieli ,że zamierzam przyjeżdżać z lekkim opóźnieniem . Zapowiedziałam taką ewentualną ewentualność na najbliższy czas ,bowiem nie wiem ile może potrwać taka misja ...i czy mi się wcześniej nie znudzi .   7:46   W tym autobusie szukam kolegi z brodą ...no jest! tylko tym razem siedzi z przodu zaraz za kierowcą . Ja siadam z tyłu,tak jak lubię ...nie patrze na niego ,za to zerkam uważnie na przystanki ...bo jak będzie przystanek Aldi to on przecież wstanie...logiczne. I nawet jak mnie nie zauważy ,to chociaż sobie na ciekawe tyły popatrzę ...   Kiedy wstał ,szykując się do wysiadki ,rozejrzał się po autobusie i tym razem to on  mnie złapał na gapieniu się ...   Ups...   ~chyba spaliłam cegłę... a to mi się nie zdarza często .   Po pierwsze dać się tak złapać ,po drugie zalać się rumieńcem zawstydzenia...co nie oznacza ,że odpuściłam sobie dalszą jego tyłów obserwację ...   ~Noo boooskie ma te nogi...Iko żałuj ,że tego nie widzisz...    Podobnie wyglądała środa...i czwartek ...a nawet piątek ...dlatego już Wam tą nudę odpuszczę... W kolejny poniedziałek i wtorek nie byłam w pracy ,i dopiero środa pozwoliła mi na kontynuację tejże akcji..   7:16   Środa.Słońce nie może się zdecydować czy świecić czy nie ...zapowiadają deszcz...mam parasol.   No wiecie ,nie wsiadam ,mimo iż autobus jakby nie był pewien czy ma beze mnie jechać ...niestety mojego towarzysza drogi do pracy o tej godzinie nie dostrzegłam tym razem.   ~`czyżby się poddał ...? ma wolny dzień ? a może jest chory ? ...może go po prostu nie zauważyłam ...   No trudno ,ja się chętnie przejadę z ochroniarzem z Aldi . Tak ,zdążyłam się dowiedzieć dokładnie na jakim stanowisku Aldiemu służy... Przyjdzie pewnie pora na to ,żeby odwiedzić go w sklepie ...ale nie tak szybko.Mam czas...     7:46     Jest i mój autobus ,tak bardzo byłam zainteresowana gdzie to dziś Brodaty siedzi ,że kierując się na tył autobusu nie zauważyłam kto siedzi na jego końcu... Zorientowałam się w połowie drogi ... i dużo nie brakło  ,żebym  roześmiała się w głos...   ~No proszę ...kolega z innego czasu ,chyba postanowił się spóźniać wraz ze mną do pracy . Jeśli to nie przypadek ,a faktycznie na to wpadł, to zapunktował dzisiaj szalenie. Siadam obok niego ...rozglądając się jeszcze za tym z brodą ...jest ...stoi przy wejściu ze słuchawkami w uszach  . To niech stoi,ja mam ochotę sprawdzić jak się czuję mój sąsiad na siedzeniu ...  Dyskretnie ,nie patrząc na niego wsuwam rękę pod jego torbę ...ależ jest twardy ...nawet nie musiałam prosić żeby rozporek rozpiął ...  Zrobił to błyskawicznie ,a jego kutas wyskoczył ze spodni...    Kilka ruchów wystarczyło... a po mojej dłoni spłynęła gorąca sperma ... W tym samym czasie ,kilka siedzeń dalej ,ale na przeciwko Nas usiadł Ochroniarz z brodą ...kiedy miejsce  to zwolniły nauczycielki ze szkoły podstawowej. Wpadłam na to ,bo sprawdzały prace dzieci .Jedna od matematyki ,a druga od polskiego...taki kontrast jeździ czasem razem .   No ale wróćmy do Brodatego... W tych okularach go jeszcze tu nie widziałam ,a wygląda tak znajomo... Patrzy się na mnie , to mi niespecjalnie pozwala wyciągnąć ręki zalanej spermą spod torby sąsiada... To nie było śmieszne ,zwłaszcza ,że musiałam to zrobić szybko bo do autobusu wsiadły kanary...   Fuck...   Ten się gapi...Ci już idą ...kurwa...jakie ciśnienie! ...ale udało mi się sprytnie wyciągnąć dłoń.  To nic ,że niemalże wszystko co na niej miałam ,wytarłam w jego torbę...   Znalazłam bilet ,pokazałam kontrolerom  ,a sąsiad mój szuka i szuka w torbie swojej ... Stres go pożarł ,bo przecież jego nagi fiut odpoczywa właśnie pod ową torbą  ...   Ja myślałam ,że padnę ze śmiechu ... a tu powagę zachować trzeba ...   Na szczęście ten bilet w końcu znalazł ...ulżyło mu ,mnie chyba też. Wtedy jednak zwróciło moją uwagę dziwne unoszenie w górę telefonu Brodatego. Jakby Nam robił zdjęcie ,kiedy zorientował się ,że to mogło dziwnie wyglądać,opuścił telefon...i coś tam sobie na nim pisał .     Chwilę później mój towarzysz podróży co przeniósł się w czasie z 7:16 na 7:46  wysiadł ...podając mi na pożegnanie wizytówkę jakiejś firmy ... -to chyba Pani wypadło ,jak szukała pani biletu .    Spojrzałam na niego ...zdziwiona ,wizytówki nie poznaje ,ale wzięłam ,dziękując uprzejmie. Szybko się zorientowałam ,że zapisał na niej numer telefonu . Schowałam ja więc do portfela ,kto wie,może i ją wykorzystam ...   A Brodaty,wysiadł chwile po nim ...cały czas pisał coś na telefonie    Ja oswobodzona od nadmiaru wrażeń ,zajrzałam w swój telefon.      Sms.?   "Hej Aine,nie wiem czy nie skasowałaś jeszcze mojego numeru . Znamy się z  forum...kiedyś pisaliśmy chwilę ... "Przepraszam jeśli przeszkadzam ,chciałbym tylko wiedzieć czy jeździsz autobusem nr...XX Bo jestem prawie pewien ,że jeździmy nim razem "       ~Kto ?    Ooo Kurwa...Brodaty to...? Ten ...On...    Faktycznie ! Skojarzyłam zdjęcie sylwetki mężczyzny z brodą ,w okularach ... z tą z autobusu...     Dłuższą chwile nie wiedziałam co mam mu odpisać... O mały włos nie przejechałam własnego przystanku.Wysiadłam  i jak na złość nie tylko zaczęło lać... ale wiało tak ekstremalnie ,że parasola rozkładać nie było sensu...   Mokra stałam pod budynkiem firmy ,paląc cienkiego mentola ... rzadko pale ...ta chwila jednak tego wymagała. Przeciągnięty niedopałek wylądował w kałuży ...   ~dobra,pora odpisać!        Już wkrótce cdn...

Aine

Aine

 

Cały On...

Jest duszą towarzystwa,  Zawsze humorem tryska, Kiedy wiatr mu włosy rozwieje, Nieraz wątpliwości zasieje, Ciekawe prowadzi dysputy, Rzadko bywa napruty,  Jest mistrzem tańca,  Z każdym wychyli grzańca,  Kobiety z gracją adoruje,  Ciężko się oprzeć gdy flirtuje,      

_nikt_

_nikt_

 

Do przyuczenia II

Skoro już wiedzieliśmy, że dobrze nam się rozmawia, że na żywo nie brakuje nam tematów i że nie brzydzimy się nawzajem swoim wyglądem - pozostało już tylko ustalić, co dalej?   Miałam akurat nastrój na dość szybkie rozwiązanie sprawy, więc postawiłam ją jasno: chcę się spotkać w celu wiadomym, ale w grę wchodzi tylko pokój do wynajęcia. Nie przyjdę do mieszkania.  Zgodził się, jak i postawił swój, ciekawy dla mnie warunek:   -Ale spotkajmy się bez ciśnienia czy wzajemnych oczekiwań. Zobaczymy po prostu co z tego wyniknie. Może posiedzimy i będzie nam się miło rozmawiać, może będzie z tego coś więcej.   Hmmm. Ok. W najgorszym przypadku spędzę wieczór w miłym towarzystwie. Jednak na wszelki wypadek poprosiłam o rezerwację w miejscu, które znam, gdzie nikt nie prosi o nazwiska i gdzie mogę robić, co mi się podoba, krzyczeć tak głośno, jak tylko zechcę i nikt policji wzywać nie będzie.   Przystał na to, choć Wichura do dziś kręci głową z niedowierzaniem, czemu tak sobie upodobałam to miejsce. Jeszcze będzie o tym, czemu.   Tymczasem nakręcamy się nawzajem przed spotkaniem niedługimi, ale przyjemnymi wiadomościami przeplatanymi pogaduszkami o tym, jak nam minął dzień.  Dzięki tym rozmowom dowiaduję się, że mój miły, przystojny, bardzo normalny kolega ma ciekawe połączenie zainteresowań. Bardzo lubi kobietę rozpieszczać, sprawiać jej przyjemność, obserwować jej reakcje, jak i marzy mu się przymus bezpośredni.   -W sensie gwałtu? -Umówionego.   Zastanowiłam się.   -Czasem lubię. Ale żeby to było tak na 100% jak lubię, to musielibyśmy się znać już baaardzo długo.   Rozumie i rozmawiamy sobie o czymś innym, ale zostało mi to w głowie.    Tego wieczoru zakładam czarne szpilki i pończochy. Do tego żadnych majtek, za to gorset o pomoc w zapięciu którego proszę Wichurę.   -Jasne - kiwa głową - To doskonały wybór na potencjalny masaż, kawę i pogaduszki.   Wywalam na niego język i dokładam do tego obcisły sweterek, czarną sukienkę i skórzaną, plisowaną spódniczkę. Dość wyrazisty makijaż, żeby było go widać w półmroku.  Tak zrobiona żegnam się z mężem, ubieram płaszcz i piszę koledze, że jadę.   Już czeka. Odbiera mnie przy bramie, przepuszcza, prowadzi do pokoju, gdzie jeszcze nie byłam i prosi, żebym chwilę poczekała. Przysiadam na rozległym łóżku. Ściany są czerwone, nad łóżkiem wisi lustro, co bardzo mi się podoba. Obok łazienka.  Na półce stawiam telefon, podpinam ładowanie i włączam ulubioną playlistę.   Wraca. Ubrał się na spotkanie w czarne spodnie i koszulę, do tego czarny krawat kontrastujący innym materiałem. Przynosi proseco a ja z żalem kręcę głową.   -Dla mnie tylko trochę, bo prowadzę.   Napełnia sobie kieliszek, mnie leje 1/4 wysokości i siada obok. Nie wiem o czym rozmawialiśmy przez te dwie minuty, kiedy patrzył to w moje oczy, to na granicę między spódniczką a pończochami, zanim wsunął tam swoją dłoń i położył na łóżku całując namiętnie.   "O...to jednak nie będziemy rozmawiać" - zdążyłam pomyśleć.    Później ściągał ze mnie warstwa po warstwie, badał kawałek po kawałku i milimetr po milimetrze. Wszystko rozwijało się dość klasycznie a mnie bardzo przyjemnie się go rozbierało, dotykało i igrało z reakcjami jego ciała. A wszystko to doskonale widoczne w lustrze. Zaczęłam się trochę martwić, czy będzie tolerował narzucane przeze mnie tempo, ale okazało się, że mamy tu zbieżny gust. A kiedy pozwolił mi się na sobie wyszaleć, aż oparłam się o ścianę i łapałam oddech, posłał mi bezczelny uśmieszek i skwitował:   -Tylko tyle?   Ożesz ty... więcej mi nie było trzeba, żeby odzyskać siły i tak nam upłynęły kolejne kwadranse. Człowiek nie do zdarcia, za to ja zapobiegawczo zapakowałam bidon z wodą. Przydał się obojgu.   Leżymy sobie. Wyciąga olejek i dostaje obiecany, bardzo przyjemny masaż, podczas którego gawędzimy to o tym, to o tamtym oraz o możliwościach lokalowych.   -To co z tym wymuszaniem? Nadal miałbyś ochotę? - pytam widząc, że mimo wszystko kolega jest tak uprzejmy, delikatny i nastawiony na moje potrzeby, że niespecjalnie obawiam się konsekwencji tego pytania.   Patrzy na mnie uważnie i kiwa głową.   -No to może?...   Zamyśla się.   -A lubisz...od drugiej strony? -Zależy z kim. Dzisiaj chętnie. Ale jesteś pewny że chcesz?    Wymownie patrzy, czy na pewno ja tego chce, przewraca mnie na brzuch i bierze gwałtownie od tyłu a ja przez kolejny kwadrans serwuję mu... no niestety tylko namiastkę tego, co bym mogła. Oceniam, że trochę histerycznego krzyku i konkretnego słownictwa to i tak dość, skoro nie ma odwagi nawet chwycić mnie za włosy albo przytrzymać ręką gdzie trzeba.  A jednak zdecydowanie to wystarczyło. Z pięknie rozkrzyczanym głosem leżałam sobie z nim jeszcze do umówionej godziny, kiedy musiałam się pożegnać. Odprowadzil mnie do samochodu, dał buziaka i uśmiechnął przewrotnie:   -Pozdrów męża.   Oj...chyba komuś się te klimaty spodobały...   Epilog I   -I jak było? -Bardzo miło. Ale kolega do przyuczenia. Chętnie pouczę ]:-)   Epilog II   Kilka tygodni później. Wichura leży padnięty po całym dniu a ja obok, rozochocona i kompletnie bez serca dla jego zmęczenia.   -Wiesz co... Tak myslę o tamtym spotkaniu... Ty też nie potrafiłbyś być dla mnie niemiły. -Co? - patrzy na mnie a na twarzy ma wyraz skrajnego rozbawienia. -Niemiły. Ale tak bardzo.   Podnosi się i sięga po pasek od spodni.   -Nie umiałbyś - wzruszam ramionami.   Przez następnych 15 minut mam zapewnione: solidne lanie, nie liczenie się z jakimikolwiek moimi potrzebami, język godny najgorszej dzielnicy miasta, dwa orgazmy w tym jeden taki, po którym zastanawiasz się, czy materac prać, czy wymienić na nowy oraz zdarty głos stłumiony poduszką.   -Coś chciałaś dodać?   Wielki uśmiech i współczucie dla sąsiadów 😉

rita

rita

 

Do przyuczenia I

Tindera zainstalowałam z ciekawości. W końcu tylu moich znajomych "tinderuje", chciałam sprawdzić, jak to działa i czego mogę się spodziewać po tej formie poznawania ludzi.   Jak uświadomił mi prędko Wichura - opis ustawiłam sobie miażdżący w stosunku do tego, co zwykle ustawia się na Tinderze. W sumie mogłam walnąć: "1,68, sex bez zobowiązań" i też by wystarczyło, ale nie... ja chciałam napisać od razu jak się rzeczy mają, więc wyłuszczyłam, że jestem w takim a nie innym związku, mąż o wszystkim wie a ja szukam nowych relacji o charakterze seksualnym.   Tak mniej więcej napisałam.   Prędko okazało się, że dostałam kilka gwiazdek, jakiś super lajków i co tam jeszcze Tinder ma w zanadrzu, aż wpadłam na kogoś, kto nie dość, że wyglądał przyjemnie, to jeszcze miał dłuższy opis a w nim intrygujące zdanie: "...nie zawsze musi być waniliowo".   Hmmm...   Zaczęliśmy pisać. Na początek chciał pogadać o moim opisie. Prędko okazało się, że miał już doświadczenie z jedną hotką, stąd temat nie był mu obcy, ale też nie eksplorował go zbyt mocno. Niedawno zakończył długą relację i poszerzał swoje doświadczenia z kobietami.   Usiadłam głębiej w sako i pisaliśmy dalej: o pracy, o hobby, życiu, ludziach etc. Było o czym rozmawiać a na koniec podsyłał mi fantastyczną muzykę do posłuchania na streamingu, czym tym bardziej zapunktował.    Pierwszy raz od dawien dawna miałam okazję rozmawiać na luzie z kimś, kto na co dzień funkcjonuje w innej rzeczywistości, nie szuka relacji, w jakiej z kolei ja funkcjonuje, była mu ona obca a jednocześnie miał otwarty umysł i był jej ciekawy.   Umówiliśmy się na kawę przed pracą.   Przyszłam w ołówkowej spódnicy, na szpilkach i w białej koszuli. On bardziej na luzie, bo miał jeszcze dużo czasu, ja znacznie mniej. Widziałam go już z daleka - wysoki, szczupły, modnie obcięty. Taki typowy przedstawiciel poznańskich imprez. Tych lepszych imprez. Usiedliśmy nad filiżankami, gdy rozdzwonił mi się telefon. Okazało się, że mogę przyjść dwie godziny później. No to umościłam się w fotelu. Pusta o tej porze kawiarnia, za oknem słońce, ciepło, kwitną kwiaty... jest bardzo miło. Rozmawiamy sobie o wszystkim i niczym, czas leci a on nie spuszcza ze mnie oczu.   Trochę zgłodniałam, idziemy poszukać czegoś otwartego i normalnego w dzielnicy pełnej modnych knajpek za straszne pieniądze, co zapewniło nam sporo czasu na spacer. W jego trakcie przeszliśmy do rozmów półgłosem na temat naszych doświadczeń, co czasami przechodziło do rozmowy szyfrem i półsłówkami, gdy ktoś nas mijał.  Co jakiś czas obejmował mnie delikatnie i to pomagał kogoś minąć, to ochronił przed rowerzystą, to znowu otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Niby nic, ale jakoś ostatnio rzadko mam okazję doświadczać takiej troskliwości, więc chętnie się jej oddałam.   Szybki brunch, używając nowomowy, po czym żegnam się grzecznie i rozchodzimy w swoje strony.   W pracy idę do łazienki, zdejmuję spódnicę, rozpinam bluzkę i robię zdjęcie koronkowego body, jakie miałam pod spodem, co by bardziej wczuć się w klimat spotkania zaplanowanego, jako czysto kawkowe. Wchodzę w aplikację, żeby przesłać mu link na zachętę do kolejnego spotkania, ale zanim to zrobię przed oczami przebiega mi seria wiadomości.   Uśmiecham się szeroko. Wyobraźnia nowego kolegi została solidnie pobudzona, czemu dał upust. Pracowało mi się tego dnia bardzo miło. W przerwach sprawdzałam kalendarz, czas i możliwości na spotkanie numer dwa... 

rita

rita

Krople deszczu... 2

Autobus, godzina 7:16... Pamięta ktoś?   Piszę dla Was ten ciąg dalszy...tej konkretnej sytuacji, a może to już relacja...   Ostatnim razem spuściłam z niego stres i tego dnia nie pozwoliłam mu na więcej.  Po wszystkim, powiedziałam. ..  -Zapnij spodnie, zaraz wysiadasz.    Tak, doskonale wiem kiedy wysiada i gdzie pracuje...    Myślę, że był w szoku... Zostawiłam konkretne niedomówienie. Nie poznał mojego imienia, nie dałam mu na to szans. Zapiął spodnie, a ja wstałam by umożliwić mu swobodne opuszczenie autobusu...   Wysiadł, nadal miałam go na oku. Zakręcił się, jakby pierwszy raz widział to miejsce, jakby nie wiedział którędy ma iść...    Był zawstydzony, a ja byłam z tego dumna...      Dzień kolejny...    Ten sam autobus, taka sama pogoda...  Mam parasol...oczywiście, że mam.    Wsiadam, widzę go... Tym razem siedzi po prawej stronie od wejścia. Obok niego siedzi starszy pan, chociażbym chciała to  nie usiadłabym obok. Prawda jest taka ,że nie chcę...  Jego córka siedzi tam gdzie my ostatnio.Jest też chłopiec w paskudnych okularach. Dobrze, niech sobie siedzą... Ja idę na sam koniec autobusu, tak jak to bywa zazwyczaj...  Siadam przy oknie, parasol ustawiam odpowiednio by się nie przewrócił... Torbę stawiam zaraz obok...wyciągam z niej książkę i otwieram tam gdzie ostatnio skończyłam czytać.  Cały czas czuje jak on na mnie patrzy, zwraca na siebie zbyt dużą uwagę... Wierci się...    Za pewne ma teraz w głowie wczorajszy dzień, marzy mu się powtórka z rozrywki.  Nie, nie będzie tak łatwo.    Zerka nerwowo, jakby tylko czekał na moment w którym młodzi wysiądą.  W międzyczasie obok mnie miejsce zostaje zajęte,  rujnuje mu plan. Widzę jego rozczarowanie i bawi mnie to okrutnie...      Młodzi wysiadają , a ja przestaje zwracać na niego uwagę, jakby nigdy nie istniał; jakby nic się między nami nie wydarzyło...   W końcu i on wysiada pogubiony, zawiedziony ...    Kolejny dzień...    Podobna historia, przeszłam obok niego tym razem, nie patrząc w jego stronę widziałam jego rozcieńczony w tłumie wzrok... Nawet gdybym chciała usiąść obok niego, nie dało się, miejsce zajęła pani z sądu...  Ona raczej nie wpadnie na to by wsadzić mu dłoń w spodnie...  Usiadłam na końcu, jak zazwyczaj robię i czytając książkę; czekałam na moment kiedy będzie jego przystanek...  Podniosłam wzrok łapiąc jego spojrzenie, najpierw jego skrępowany uśmiech rozbił się o moją lodową tarczę...  No ale kiedy był już za zamkniętymi drzwiami puściłam do niego oko, okraszone subtelnym uśmieszkiem...  Noo... teraz to mu zrobiłam wodę z mózgu, jego niepewność została pogłaskana po głowie...zaraz potem gdy jego chwilowa pewność została zrzucana z trzech autobusowych stopni.    Weekend wolny, a ja go mam w głowie, czuję, że o mnie myśli...    Ten mój lekko rudy blondyn o zielonych oczach nie ma w sobie nic nadzwyczajnego, ale jego nawoływanie mnie w tłumie już tak.     Poniedziałek, zaczyna swój standard... Słońce pięknie świeci, już nie pada... Wypogodziło się...  Do autobusu wsiadłam ostatnimi drzwiami ,by od razu zająć zazwyczaj wolne miejsce na końcu. Owszem dwa miejsca były wolne, obok mojego, na którym siedział On...  Niespecjalnie mi się wypadało wycofać, kiedy już ruszyłam w jego kierunku...    Usiadłam obok niego... Zachowując kamienną twarz. W głowie kotłowały mi się myśli, a wzrokiem już szukałam jego córki i jej kolegi...  Nie było ich, kilka razy to sprawdziłam... Ani śladu młodzieży akurat tej.    Tego dnia miałam na sobie sukienkę, i w zasadzie to do mnie było łatwiej się dobrać... próbował skorzystać z tego... Jego dłoń... szorstka dłoń na moim kolanie przypomniała mi o kimś innym, o kimś za kim tęsknię...  Pozwolił sobie nią na podróż w górę pod materiałem sukienki...dojeżdżając do cipki...    Czułam, że robię się mokra jeszcze bardziej niż byłam...   Soki sączyły się przez materiał majtek... Ależ miałam wtedy ochotę na jego palce we mnie... Tylko jakoś mi do tego nie pasował... To mi się niezwykle rzadko zdarza nie pozwolić się dotknąć bardziej ,na takim etapie.  Chwyciłam jego dłoń i dyskretnie odsunęłam od siebie.  Kiedy  próbował z nią wrócić gwałtownie złapałam go za krocze, jestem pewna ,że poczuł na kutasie nawet moje paznokcie...    A wzrok... Wzrok mój sprowadził go na ziemię... Nie było już tłumu w autobusie, a wszyscy którzy pozostali siedzieli bliżej przodu i tyłem do nas...  Puściłam jego sztywne, pulsujące krocze... Szeptem cedziłam mu każde słowo prosto do ucha...    -Rozepnij... Spodnie   ~jaki on jest cudownie posłuszny-pomyślałam, obserwując jak bez wahania rozpina guzik, suwak...    -Dobrze... Wyjmij go!   Wyjął z majtek żylastego fiuta i czeka... Za pewne na moją dłoń... ~ O nie... Nie dziś    -Na co czekasz?   Nie umiał odpowiedzieć na proste pytanie...   -weź go w dłoń i pokaż mi jak robisz to sam! No już! Nie masz dużo czasu.     Nie trzeba mu było wiele, już po kilku posuwistych ruchach jego uda mocno się napięły, a on wystrzelił prosto w siedzenie przed sobą...    Jednym najmniejszym palcem zgarnęłam dosłownie krople spermy z czubka jego kutasa i oblizałam...    ~Mmm... Ten smak będę utrwalać, przypominając sobie o nim...      Rzuciłam mu jeden  uśmiech, który miał mu wyjaśnić, że jestem z niego dumna, a potem dodałam wyjmując z torebki chusteczki.  -posprzątaj tu... I nie zapominaj, że to moje miejsce...    Wysiadłam. Tak. Dziś ja pierwsza... On niestety musi jechać na końcowy i zawrócić skoro się nie wyrobił...   

Aine

Aine

Prawo żony - Sen nocy letniej

- Mam ochotę być kiedyś przez Ciebie obudzona w środku nocy i delikatnie wypieszczona – powiedziała kiedyś po kolejnych naszych łóżkowych zabawach - Nie widzę przeszkód – odpowiedziałem bez chwili zastanowienia za to z knującym uśmiechem na twarzy.   Ot kolejna rozmowa jakich wiele i kolejny pomysł wrzucony do naszej szuflady. Szuflady zajmującej najniższy poziom w sypialnianej szafie jednak nie będącej muzeum niespełnienia a raczej sklepem z inspiracjami. Sięgamy do niej co jakiś czas, przebieramy w mniej lub bardziej zakurzonych kartkach i wyjmujemy jedną z nich w chwili gdy nic na to specjalnie nie wskazuje poza korzystnym układem czasu wolnego, przestrzeni i otaczających nas ludzi.   Pawła znaliśmy od jakiś 2 lat spotykając się z nim w różnych konfiguracjach i okolicznościach. On też Agatę znał bardzo dobrze. Był jednym z tych kochanków których już pierwszy dotyk i pocałunek złożony na ciele wyzwala stwierdzenie „o tak… dalej nie szukam”. Szybki kontakt poprzez popularną aplikację, przedstawienie planu, wolny, chętny, działamy.   To był jeden z tych czerwcowych dni kiedy ma się ochotę otworzyć na oścież wszystkie okna w domu i zostawić je tak na cała noc. Piątkowy wieczór jakich wiele w naszym kalendarzu – wygodna kanapa, ulubiony serial, przystawki i wino które tym razem miało zapewnić dobry nastrój także w nocy.   Ok 23:00 już byliśmy w łóżku. Agata w luźnej koszuli nocnej i stringach była zdecydowanie zrelaksowana i chętna na kontynuację wieczoru. Zasłaniając się zmęczeniem czas dzielący ją od zaśnięcia wypełniłem pocałunkami i czułym gładzeniem. Co jakiś czas moje dłonie „błądziły” w bardziej newralgiczne rejony ciała wywołując spodziewane reakcje ale na tym koniec. Na więcej musiała poczekać do jutra – czyli wcale nie tak długo.   Od zawsze miałem zaskakującą umiejętność wstawania o zaplanowanej godzinie bez nastawiania głośnych budzików. Dyskretny sygnał nastawiony na 3 w nocy był jednak tego dnia lub raczej nocy hejnałem odegranym z wieży przywołującym pełna mobilizację. Gorąca czerwcowa noc pozbawiła Agatę okrycia, Pawła natomiast udało się wpuścić do domu bezszelestnie.   Stając po obu stronach łóżka chyba oboje mieliśmy skojarzenie z otaczaniem naszej dzisiejszej ofiary. Kucnąłem przy niej i delikatnie przejeżdżając dłonią przez kark i łopatki, drugą ręką ogarnąłem włosy z jej czoła. Ich miejsce zajęła jedwabna opaska na oczy która w panującym w sypialni półmroku była bardziej elementem klimatu niż ograniczenia zmysłu wzroku. Agata mruknęła przymilająco rozciągając się na łóżku niczym młoda kotka. Leżała na brzuchu i ciężko było stwierdzić czy obudziła się na dobre czy też wciąż trwała w przyjemnym półśnie.   Moje ręce zawędrowały pod koszulkę delikatnie masując jej plecy szerokimi ruchami. Paweł w tym czasie skupił się na jej karku, obojczykach oraz miejscach za uszami. Ponieważ używał do tego jedynie ust cały czas mogła odnieść wrażenie, że za nią znajduje się jedna osoba. Szczególnie w momencie gdy była świeżo obudzona, a poziom serotoniny gonił w krwiobiegu promile pozostałe po wieczornym winie.   Agata przyjmowała nasze pieszczoty i wcale nie wykazywała chęci na większe wybudzenie się z półsnu. Leżąc na brzuchu, pojękując i coraz głośniej oddychając niemo domagała się kontynuacji. W czasie gdy moje ręce zjechały niżej odchylając mokry już pasek stringów i powoli zbliżały się do jej rozpalonego wnętrza Paweł sprawie pozbawił ją koszulki. Każdy mój dotyk przyjmowała z ogromna przyjemnością pojękując i poruszając biodrami jakby zaraz miała dojść. W momencie gdy palce zostały zastąpione językiem wiedziałem już, że jest bardzo blisko. Jednocześnie zamarła na moment uświadamiając sobie najwyraźniej, że czuje w tej samej chwili czyjeś usta na karku oraz język pieszczący delikatne wnętrze.   Tej nocy zmienialiśmy się z Pawłem wielokrotnie na przemian całując, liżąc i masując jej kark oraz pieszcząc palcami oraz ustami cipkę. Agata wiła się na łóżku ciężko dysząc, jęcząc i przyjmując kolejne fale przyjemności spadające na jej ciało.   - Proszę, weźcie mnie...   Ta prośba padała dzisiejszej nocy wiele razy jednak ani razu nie doczekała się słownej odpowiedzi pozostając jedynymi wypowiedzianymi przez cały ten czas słowami. Została spełniona dopiero po długim czasie kiedy jej ciało było już całkiem owładnięte czystą przyjemnością. Tym razem jednak nie było tak jak zwykle czyli ostro, gwałtownie i dziko. Nasze ruchy od początku do końca miały być zdecydowane ale delikatne. Dające przyjemność ale zostawiające niedosyt. Wywołującej orgazm a przy tym prośby o więcej. Takie też pozostały do samego końca.   Paweł wyszedł ok szóstej rano kiedy to wszystkim nam zaczęło już chyba brakować sił. Wróciłem do sypialni i jeszcze raz spojrzałem na łóżko na którym leżała ona. Wymęczona, mokra, spełniona, zasnęła momentalnie tak jak leżała z bezwstydnie rozrzuconymi nogami ściągając jedynie wcześniej opaskę. Przykryłem ją cienkim materiałem letniej kołdry i poszedłem nastawić kawę oraz przygotować śniadanie.   Za otwartym szeroko oknem śpiewał kos.

Wichura

Wichura

Pustostan...

Mam w  posiadaniu klucze do takiego miejsca .Stara ,ale bezpieczna kamienica niedaleko centrum miasta ... jest bezpańska... Dlatego tak dobrze się rozumiemy. Z najnowszych doniesień wiem ,że pozostał tam jeden dziki lokator ...dwa piętra niżej niż lokum na pietrze ostatnim ...   Mieszkanie znajdujące się miedzy dwoma strychami i wyżej się uciec nie da ...są tam dwa pokoje ,kuchnia ,łazienka ...i ciemny korytarz...   Nie ma tam wody ,nie ma prądu ... wcześniej mnie to raziło ,stawiało przeszkodę nie do pokonania . Warunków komfortowych, tam raczej brak ,nie ma tam ładnych mebli ,świeżych ścian , kwiatów ..   Taki pustostan  praktycznie , kilka starych gratów drzemiących w  dekadenckim nastroju ... Duch tego miejsca ,opuszczony ...znudzony nie raczył nawet uchylić powiek kiedy  pojawiałam się tam sama. -No bo po co przyszła ? i tak pójdzie ...nie zostawi wspomnień które tchnęły by w niego życie... Jak kiedyś ,gdy wchodziłam  tam z walizką bielizny i szpilek ...jak kiedyś ,kiedy nie przychodziłam tam sama...     ~ Oj ,Duchu znudzony ,przestałeś wierzyć we mnie ... ? Przyszłam Cię wskrzesić ,wlać w Ciebie odrobinę życia,nim jednak się to stanie ,muszę tu odrobinę posprzątać  ,wykurzyć te Twoje łzy samotności przez otwarte okna.   Duch z niedowierzaniem otworzył sklejone powieki ,a jego sino-szarą twarz  oślepił blask  słońca ... Usta spierzchnięte próbowały zapytać co się dzieje ...lecz żadne pytanie nie było dobre. -Co robisz ?  -Jaki masz plan ? -Dlaczego tu sprzątasz ?   Oczy jego  po chwili przyzwyczaiły się do światła ,nie pytały o nic, obserwowały tylko jak niosę im   pierwiastek nadziei... na to, że coś się wydarzy ,coś co pozostawi rozkoszne wspomnienia ...i  sycący niedosyt ...   Kiedy już ogarnęłam pomieszczenia do stanu używalności  , już wiedziałam,że najbardziej przyda mi się największy pokój . Kuchnia bez wody i prądu jest praktycznie bezużyteczna ... łazienka ,podobnie ...choć ta się w jakimś stopniu służyć może.   Mały pokój...no niby jest tam zepsute łóżko  ,a po za tym nic godnego uwagi... Drugi pokój posiada piec kominkowy , ale teraz mi się nie przyda ...jest łóżko w stanie niewiele lepszym od tego z poprzedniego pokoju ,jest stare biurko...fotel  który kiedyś uwielbiałam    i dwie szafy z lustrami . Zabawne,tym razem  musi mi wystarczyć świadomość iż te lustra tam są ,bo wpatrywać się w nie ,nie będzie możliwości . Jest wykładzina na podłodze...jest materac... i naprawdę całkiem sporo miejsca ...   Zamknęłam okna ,spojrzałam na każde drzwi raz jeszcze ... zaciągając się ostatni raz  odświeżonym zapachem tego miejsca... niech pamięć olfaktoryczna dobrze go sobie zakoduję ,żeby mogła mi przypominać...poganiać mnie do działania...   -Nie martw się Duchu ,niebawem tu wrócę ... Nasycisz mną zmysły ...Czekaj na mnie ,nie wątp we mnie ,Ty najlepiej wiesz jak bardzo nie znoszę wątpiących ... -Będę na Ciebie czekał,zawsze czekałem  -przemówił  do mnie już przez zamknięte drzwi ...     Wracając do domu , przypomniałam o sobie komuś ,krótką wiadomością ...tak w skrócie Wam przytoczę. "Miejsce na spełnienie Twojej fantazji gotowe ,dam Ci znać kiedy ,czekaj na wiadomość."   Nie znam go  właściwie , tylko wirtualnie jest mi bliski  ...widziałam go na fotkach  które zbyt wiele nie odkrywały . Raz jeden,rozmawialiśmy przez telefon i do dziś na wspomnienie o jego głosie mam dreszcze ...  Czy mu ufam ?  Myślę, że nie budzi  we mnie podejrzeń ,że krzywdy mi nie zrobi  ...takiej na którą się nie zgodziłam .  Pełnego zaufania  nie mam nigdy w tak świeżej realnej relacji ...Strach pewnie będzie i jego karmił ...   ~Cóż mi będzie jeszcze potrzebne? hmm ,teraz na pewno kartka i długopis...   Lista zakupów :   Folia aluminiowa x 3 Taśma dwustronna...  Woda... Dużo wody mineralnej  Hmm... Nadprogramowo zabiorę ze sobą wino i fajki...  W stresie oczekiwania lampka wina i papieros może być kojący.      Folia potrzebna mi do całkowitego zaciemnienia mieszkania ,wraz z taśmą dwustronną stworzy duet niezawodny ,nie wpadnie tam ani jeden promień światła . Nie może ,ma być ciemno .   Woda,to chyba wiadomo ...w kranie jej tam nie mam ...   To tyle w kwestii objaśnień...   Plan jest taki :   Wysyłam do niego ,wiadomość ,że to właśnie ten dzień . Podjeżdżam taksówką pod kamienicę , wiedząc doskonale ,że on gdzieś w pobliżu stoi ,obserwuję mnie ...    Na sobie mam strój który nigdy więcej mi się nie przyda ,będzie za pewne doszczętnie potargany  ...  strój spisany na straty.Nie będzie go widać pod materiałem płaszcza.Zobaczy prawdopodobnie tylko  czarne szpilki ...zobaczy makijaż o jaki prosił ... Teraz sobie może popatrzeć ,później pewnie niewiele z niego zostanie ...     Wejdę na górę ,drzwi zamknę tylko na klamkę ,otworzę okna...by wpuścić odrobinę świeżego powietrza . Naleje sobie lampkę wina  czy zapale przed? -nie wiem ...Nie znam jeszcze tej skali stresu ...nie wiem czy będę tego potrzebować ... Kiedy minię około dwadzieścia minut , wino odstawię w bezpieczne miejsce ,okna pozamykam ...   Wiem jak Duch będzie się niecierpliwił  wraz ze mną ...   W tych ciemnościach będę czekać na dźwięk otwieranych się drzwi  ,na dźwięk ich zamykania...  On ...będzie mnie szukał po omacku  ...a kiedy znajdzie ,nie wiem co będzie ...  Możliwe ,że mnie wymaca  ...możliwe ,że sprawdzi dogłębnie jak bardzo jestem mokra... Nie mam takiej pewności ,może przecież od razu zedrzeć ze mnie ten strój tak bardzo nieistotny  i przerżnąć...   Jego decyzję.Jego fantazja ...niech ją spełni po swojemu ...   Oddam się w jego ręce ...     cdn.  

Aine

Aine

 

Chce mi się

Chce mi się strasznie: zabawnej, swobodnej i pewnej swojej wartości. Pełnej pasji, poukładanych granic i czułej. Jej błyszczących oczu i pełnych ust, którymi całuje a nie tylko czeka by być całowaną. Pasm włosów które odgarnia lekko zniecierpliwiona ich ciągłym opadaniem na interesujacą twarz.   Jej bioder opiętych spodniami, które chetnie bym rozpięła. Miękkich piersi które przytulę do swoich. Jej zdecydowanych ruchów i zapachu dobrych perfum. Zmieniania pozycji w zależności od humoru. Jej krzyków których się nie krępuje.   Bardzo mi się chce od wczoraj tej,której nie ma. Ale może kiedyś będzie.

rita

rita

Krople deszczu...

Dzień jak co dzień, z tą różnicą, że leje... a ostatnio rzadko pada . Wyściubiłam nosa przez uchylone drzwi ... Jasna cholera! Bez parasola ani rusz...  Chwyciłam mój ulubiony . Klasyczny kij ze srebrną nasadką  i masywną rękojeścią ,bez zbędnych zakrzywień ... i pobiegłam na przystanek .   O godzinie 7:16 wsiadłam do autobusu... 
Miałam wizję usiąść na samym końcu ,zazwyczaj tak robię , lecz Pan siedzący przy drzwiach zaraz za szybą, szybko zabrał swoją torbę z siedzenia.Taka zwyczajna ,męska, wylądowała na  jego kolanach. 

Popatrzyłam z zaciekawieniem na niego przez chwilę ... ~No dobrze, nie będę chamska, usiądę obok Pana... Skoro zadał Pan sobie tyle trudu... Choć nie byłam pewna czy zabrał tą torbę, bo mu nerwową, kulturalną-sytuację wytworzyłam ,czy może chciał bym rzeczywiście zajęła obok niego miejsce...hmm...

Zerkam na niego w szybie, ale oczywiście tak, jakbym patrzyła na przeszklone drzwi... Już się nauczyłam jak to się robi... Za to On robi to podobnie do mnie, ale daje się złapać...
Patrzy na moją dłoń w której dzierżę dumnie parasol na kiju...   Aaa, to tak... 
Chyba wiem jakie Pan ma skojarzenia... Chętnie jeszcze pobudzę wyobraźnię, ale nie tak bardzo mocno... Na razie dyskretnie...    Dlatego, że wiem... Co rano Pan do pracy jeździ , tym samym autobusem. A Pana córka...nie siedzi z Panem ,bo jeździ  tym samym autobusem, do szkoły z kolegą w dziwacznych okularach .Jaką one robią krzywdę temu chłopcu...Aż się niekiedy zastanawiam ,czy on takich oksów nie nosi celowo ,gdyby je zdjął ,to przecież by się nie opędził od dziewczęcych spojrzeń ...A tym sposobem jest tylko jej własnością ,kruchej blond-skromności ,córki mojej dzisiejszej ofiary. Widzę ich ,siedzą naprzeciwko...     ~Spokojnie, ona zaraz wysiądzie... On też .Pan się tak nie denerwuję ...Jeszcze zostaniemy sami...    Póki co... Moja dłoń delikatnie i niewinnie rozciera krople wody na wilgotnej rękojeści...
~Widzę jak Pan  zerka, jak nerwowo napina uda...poprawia torbę i spogląda na córkę ...    Widzę  choć nie patrzę tak, by mógł to dostrzec...    ~Jest zakręt, jest skwer ,przystanek za zakrętem...pamięta Pan ?dzieci będą tutaj wysiadać ,podnosimy łapkę ...machamy...jeszcze uśmiech... O tak... Bardzo ładnie ...   No i już ,po bólu ...   Teraz moje oczy mogą bezczelnie zajrzeć po ten  skryty wzrok, spod czapki z daszkiem...   Nic nie mówię, spojrzeniem nakazuje...  -Poprawi  Pan teraz tę torbę na kolanach  ...Oo ,właśnie tak...Tak by moja dłoń mogła swobodnie rozpiąć suwak ...   Rozpinam powoli, by reszta pasażerów nie wyłapała gwałtownych ruchów...  Chwytam "rękojeść" twardą ,pulsującą  i rozcieram  na niej opuszkiem  wilgotne krople... gorące ...   Zerkam w szybę, chwytam w swoje macki jego spojrzenie... Poddał się mi... Zupełnie...    ~zabawimy się teraz , spuszczę z Ciebie ten Twój stres...             

Aine

Aine

 

Partycypant

A więc, przeciętnie, świeżo upieczony już prawie bywalec istniejącego od wczoraj portalu randkowego to pan w wieku 36 lat, tak zmęczony, że wyglądający na 59. W pracy z działu IT mu mówili że jak jest zielona kłódka w pasku adresu, to znaczy że jest dobrze i że nie fraud. To patrzy czy jest. Widzi że jest. Bez obaw poda wszystkie dane swojej karty kredytowej, oczywiście  tylko po to by potwierdzić rejestrację i z której nie ma zamiaru wydać ani grosza. Znajduje się wśród 100 tysięcy osób które nie istnieją, nigdy nie istniały i nie będą istnieć, zainstalowanych tam hurtem razem z randką za co admin z Prabutów koło Kwidzynia dopłacił 49 dolarów w opcji zniżkowej do skryptu. Miasto simsów musi przecież sprawiać wrażenie żywego. Jest taki tłok że prawie słychać klaksony samochodów stojących w korkach.   Partycypant, uzupełniając się zmyślnie, zaznacza ptaszki odpowiednich pól, co go interesuje. A więc, pragnie partycypować w: kopaniu po jajach przez siedemnastoletnie, wyciąganiu kiszki odbytem, frotteryzmie chikan, voyeur, cake fartingu, gdy mama z kolegą, gdy młoda ze starcem, dymać milf, molestować, zmuszać, być w gang bangu, wsadzać do dupy chińskie penisy z gumy, lać prościutko do paszczy, cuckoldzie, wtykać w gloryhole, wąchać majtki siostry, masturbować się w oknie, blachary, żona z szefem, sex z kuzynką, bez gumy. Zaznacza że jest: Wykształcony, mobilny, dojedzie w granicach całej Polski. Z Warszawy. Pali czasami, Alkohol, czasami.   System się ożywia, a ponieważ system nie jest pewien do kogo mówi, to konstrukcja sex botów jest unisex, by zapobiec wpadce. "Cześć Kotku, co porabiasz? Od dawna na tym portalu? Co sądzisz o <zmienna> chcesz spróbować ze mną?". W miejsce <zmienna> system wstawi jedno losowo wybrane z  wcześniej zaznaczonych pól "Hej, miło że do mnie piszesz Skarbie od <CAKE FARTING> dzieli nas jedynie krok." "Cześć, widzę że chcesz <WYCIĄGANIE KISZKI ODBYTEM> to świetna opcja na wieczór, może mnie skusisz?". "Pozdrawiam ze <WARSZAWA> u mnie nudy i chętnie spróbuję z Tobą <WĄCHANIE MAJTEK SIOSTRY>! "Cześć, co Cię do mnie sprowadza <WYDYMAM_CI_SUKO_WSZYSTKIE_OTWORY>! Extra że piszesz! Mieszkam we <WARSZAWA> a Ty gdzie mieszkasz? Uwielbiam basen, taniec, pływanie, <MASTURBOWANIE W OKNIE> a także wieczorne spacery i kino".   Ponieważ Partycypant zdrowo się już podkręcił, pragnie odpowiedzieć na randkowe wiadomości, lecz niestety, on nie może. Brak jest opcji Premium. Chciałby zobaczyć z kim rozmawia chociaż, zajrzeć pod spódnicę, lecz bez Premium są wszystkie zablurowane. Więc kupuje. To właśnie ten moment o który chodziło, zeszło z karty dodanej podczas rejestracji zupełnie za free. Pan Jezus upada po raz pierwszy. Po tygodniu zagubienia, to by nawet chciał zrezygnować ale każdego dnia przekłada to na jutro, bo właściwie to nie wie jak zrezygnować. Drugi miesiąc. Pan Jezus upada po raz drugi. Partycypant, otrzymuje od czterdziestu, do dwustu pięćdziesięciu powiadomień na dobę o chętnych na molestowanie, zmuszanie i bycie w gang bangu, znajdujących się w promieniu dwa i pół kilometra od niego. Wali konia myśląc o tym że kiedyś któraś z nich mogłaby być naprawdę. Czuje że nie umył pod pachami ale nie przeszkadza. To swoje z nikim nie musi dzielić. Odwraca jeszcze raz kołdrę tym mokrym do góry, żeby go nie drażniło, się nie przyklejało. Płaci. Pan Jezus, upada po raz trzeci i czwarty. Już nie wstaje.

Sem.

Sem.

 

1997

Przypomniałem sobie. Były to krótkie chwile, mgnienia niewidzialnego ostrza, które rozrywało mi serce na pół. Zawsze pojawiały się w obecności ludzi dookoła, podczas dobrej zabawy, ubierania się, zawsze niespodziewanie. Nagle czułem, że tak bardzo prawdziwy jestem. Jeśli ledwie preludia zbijają mnie z nóg, to co będzie dalej? Oknem na oścież, dolatywały do mnie pyłki dmuchawców zdmuchiwanych przez dzieci w nadziei, że marzenia się spełniają. Kobieta, na dwunastu centymetrach obcasa, chodziła ze mną na balkon zapalić. Jeden papieros i robiło się nam cholernie niedobrze i dobrze. Brąz przy brązie, krzesło przy kaloryferze, obdarte przy obdartym, stare przy starym, brudne przy brudnym. Piękno przy pięknie. Wymiętolona kanapa z widokiem na MTV które bardziej słychać niż widać, bo po odsunięciu ciężkich zasłon, słońce rozeszło się natychmiast po kościach, ścianach, oblepiło wszystkie tłuste przedmioty wampirzej nory. W tym telewizor. Po raz kolejny  "Last Cup Of Sorrow"  Faith No More. Myślałem wtedy, jakim trzeba być cholernym bucem, by nazwać płytę "Album Of The Year".  W drewnianej szafie wisiały na wieszakach twarze zerwane poprzedniej nocy. I jeszcze poprzedniej. I jeszcze. Ze strzępów szyi tej ostatniej ciągle kapie krew. Maltretowane równomiernym stukiem chińskiej tortury fibrynogennych szkieletów drewniane deski uginają się, a krople zbierają się we wklęśnięciu. Kałuża stoi. Leży najwłaściwiej ujęta. Wieczorami, pies z jęzorem przeskakiwał wysoką trawę a potem próbował przemycić truchło do domu. To rzeczywiście był album roku. Jest nim szczególnie w tej chwili.

Sem.

Sem.

 

Wietnam...

Zaczęliśmy przygodę motocyklową z Wietnamem.. pojawiamy się tu w porze suchej wiec teoretycznie nie powinno padać... oczywiście teoretycznie... Ruszamy z Sajgonu do Hanoi... Cała podróż będzie trwać 14 dni... codziennie w innym miejscu...  Internet śmiga w jakości 4G- jedyne 14 dolarów za 2 tygodnie🥰

Mia

Mia

 

Jak przez mgłę...

Mija czas i przykryje to mgła, Dziś już nie my lecz Ty i ja, Ostatnich kilka słów i spojrzeń, Nie ma dobrych rozwiązań, Chyba wie to każde z nas, Pożegnanie trudny to czas...    

_nikt_

_nikt_

 

Wspomnień czar...

Chyba każdy z Nas to przeżył...   Poznaliśmy się latem, niby przypadkiem, A jednak ciągnęło nas do siebie ukradkiem, Uciekaliśmy nocą do siebie żeby wracać rankiem, Zachłysnęliśmy się tą miłością jak wina dzbankiem, Było pięknie, byłaś Kochanką a ja Kochankiem, Dziś ożywiam te chwile siedząc przed kominkiem...    

_nikt_

_nikt_

 

Trudne rozmowy...

Nie słyszałem Cię dzień, może dwa, Ta cisza między nami wciąż trwa, Odezwij się choć słowem do mnie, Niech głos Twój sobie przypomnę, Nie każ mi czekać zbyt długo, Bo łza tęsknoty popłynie strugą...    

_nikt_

_nikt_

 

Idzie wojna

O tym że niezmiennie namiętnie kocham to miasto, pomyślałem sobie,  gdy ni stąd ni zowąd, usiadł obok mnie minimalistyczny płaszcz, uszyty z folii i chińskiego tworzywa pakunkowego. Nagle z tej futurystycznej wizji luksusu wydobywa się głos "Umarł Karl Lagerfeld".  "Tak, wiem"- odpowiadam płaszczowi zażerając się kandyzowanym imbirem i rozbawiam go moją ulubioną historią o tym, jak Alexander McQueen podczas praktyk krawieckich w Saville Row, bezczelnie wsławił się zniszczeniem garniturów księcia Karola, poprzez napisanie na ich podszewkach "jestem chujem". I nagle podbiega do nas obłąkany mężczyzna rzucając nam w twarz ulotkami i krzycząc "Idzie wojna!!!" No tak ... Zwijam ulotkę, nadjeżdża tramwaj, wsiadając odwracam się by pomachać płaszczowi, dopiero teraz widzę jakie ma ładne zielone oczy.

Sem.

Sem.

 

Idź w stronę gwiazd...

To był chłodny wieczór, zimowy,   Gdy uświadomiłem sobie, Że idziesz tam nie będąc na to gotowy, Że nie powiem już niczego Tobie, Że nie dokończymy już tej rozmowy, Została cząstka Ciebie w moim sercu i głowie...     Do zobaczenia...     

_nikt_

_nikt_

 

Andrzejki - cd. opowiadania "W Pubie"

Ostatnie opowiadanie z tych wyciągniętych z archiwum i lekko poprawionych.   Andrzejki
Patrzył na ekran komputera i zastanawiał się nad tym czy wszystko zostało ujęte w niezbędne słowa.
Jeszcze raz przeczytał treść napisanego maila.
- Jest OK, pomyślał i kliknął „wyślij”.
Jeszcze tylko parę takich maili, kontrola harmonogramu i do domu. Dzisiaj to się sporo zasiedział – ale nie miał innego wyjścia.
To nic, że kolejny tydzień zostaje po godzinach. Kiedyś ta faza projektu musi się skończyć i wtedy będzie wychodził normalnie. Zresztą nikt na niego w domu nie czeka. No może poza rybkami w akwarium, które chętnie by coś zjadły. Ale one zawsze by coś zjadły.
Zadowolony z siebie, oderwał wzrok od ekranu i rozejrzał się po pokoju.
Nic się nie zmieniło od ostatnich dziesięciu minut.
No może kawy trochę ubyło z jego kubka. Ciekawe czy w Jej kubku również ubyło kawy.
Sięgając po swój kubek zimnej już kawy, starał się zajrzeć do Jej kubka, jakby od tego zależał smak jego własnego napoju.
Nie widać poziomu! Bezowocny wysiłek. Nic tam nie ma – albo jest mało.
Mocząc usta we własnej kawie, znad kubka, spojrzał na Nią. Po raz n-ty w ciągu ostatniej godziny. Mógł ciągle zerkać na Nią i zawsze chciał to robić ponownie.
Czasem ich spojrzenia się spotkały. Ona lekko się uśmiechając szybko odwracała wzrok. On zresztą też. Podobała mu się, ale przecież nie będzie się ostentacyjnie gapił.
Dobrze, że siedziała naprzeciwko.
Od miesiąca oswajał się z Jej obecnością.
W pokoju panował lekki półmrok wpływający do środka przez okna – jak w każdy listopadowy wieczór.
Większość współpracowników już wyszła.
Patrzyła skupionym wzrokiem w ekran swojego komputera.
Światło bijące z ekranu subtelnie oświetlało Jej skupioną twarz. Pisała coś marząc czoło.
Widocznie nie było to coś prostego ani przyjemnego. To chyba jeszcze chwilę będzie nad tym siedzieć - pomyślał.
- Zostaw to i chodź po kawę - powiedział patrząc na Nią.
Oderwała wzrok od ekranu i spojrzała na niego.
- Właściwie masz rację. Może jak zrobię sobie chwilę przerwy to wpadnie mi do głowy jakiś świeży pomysł.
Obydwoje wstali łapiąc swoje kubki.
Poczekał aż obejdzie biurko i przepuścił Ją jako pierwszą.
Szła lekko kołysząc biodrami, obcisła garsonka podkreślała kształt tych bioder.
Prześlizgnął się wzrokiem po jej sylwetce, od nóg zaczynając a na karku skończywszy.
Jak zawsze, zgrabna, ponętną i budząca pożądanie.
Niemalże czuła na sobie jego wzrok i było Jej z tym dobrze. Lubi podobać się mężczyznom. Lubi być pożądana.
W chwili kiedy spotkali się w zespole to coś, co połączyło ich w taksówce uleciało.
Rozmawiała z nim zawodowo. Tak, jakby się wcześniej nigdy nie spotkali. Nawet nie próbował nawiązać do tamtych chwil. Wiadomo, knajpa, klimat alkohol itd.
Każdemu mogło się zdarzyć. Zresztą nie mieli wiele czasu na porozmawianie. Dopiero dzisiaj mieli chwilę na pogawędkę i nikt im nie przeszkadzał.
Przygotowali świeżą kawę i jeszcze chwilę rozmawiali o sprawach projektu niewybrednie komentując priorytety.
Pożartowali, że jeszcze trochę to będą wychodzili do domu tylko umyć się i przebrać.
Nikomu nie chciało się wychodzić z kuchni, pustej o tej godzinie i nawet przytulnej.
Zaczęła się częściej uśmiechać i ten Jej służbowy formalizm nieco się ulotnił, przemieniając Ją z szefa w kobietę. Mocno kuszącą kobietę.
Miesięczna frustracja gdzieś zginęła. Patrzył na Nią, jak coś opowiada, zdawkowo przytakując. Wydarzenia z taksówki przeplatały się z uwagą poświęcaną na przytakiwanie.
- Co robisz w Andrzejki – zapytał, chcąc wypełnić chwilę ciszy, która niechybnie prowadziła do decyzji o opuszczeniu kuchni.
- Siedzę w domu. Znajomi wystawili mnie do wiatru, decydując się na imprezę wyjazdową, taką, na którą nie mam ochoty w tym roku – powiedziała.
Banalnie zabrzmi, jak powiem, żeby przyjechała do mnie – pomyślał.
- W sumie, ja też chyba będę siedział w domu. Może …
???, spojrzała na Niego pytającym wzrokiem.
- Nie chciałbym, aby to banalnie zabrzmiało…
- Nie krępuj się…
- Po pracy możemy wyskoczyć na miasto, zjeść coś i …
- I ?
- Możemy spróbować szczęścia z wkręceniem się do jakieś imprezowi.
- Szczerze? To siedzenie po godzinach tak mi dało w kość, że nie chce mi się nigdzie chodzić – powiedziała sprawdzając wzrokiem poziom napoju w kubku.
Eee co mi tam, pomyślał.
– Możemy nabyć butelkę wina i posiedzieć w spokoju oglądając Discovery. Kameralnie i relaksująco.
Dłuższą chwile milczała, patrząc w kubek.
- Może być. Trochę spokoju się przyda – powiedziała po prostu na niego patrząc.
- OK.
- Jutro po pracy jestem umówiona z koleżanką i pewnie zjemy coś na mieście. Podjadę do ciebie około 20-ej. Gdzie mieszkasz?
Podał jej adres i wrócili do biurek, dokończyć bieżące sprawy.
Jutro andrzejki…
***
Domofon zadzwonił tuż przed 21-ą.
Jednak przyjechała – powiedział do siebie zadowolony.
Myślał, że już raczej nie przyjedzie.
Dzwonił wpół do dziewiątej – ale odpowiedziała mu jedynie skrzynka pocztowa.
Pewnie koleżanka namówiła Ją na jakąś imprezę – pomyślał.
No cóż – mało atrakcyjne menu i oferta kablówki to ubogie atrybuty.
Włączył laptopa i bez celu przeglądał blogi na jednym z portali.
Dźwięk domofonu przywołał go w połowie opisu fantazji, zrealizowanej przez jedną z blogerek.
Otworzył drzwi i zaprosił Ją do środka, pomógł zdjąć płaszcz i zaprosił do salonu.
Przekroczyła próg, zatrzymała się i rozejrzała.
Salon był oświetlony jedynie dwoma wolno stojącymi lampkami oraz światłem z akwarium.
Ciemne kolory mebli i ścian pogłębiały wrażenie ciemności, która była przełamana jedynie bielą tapicerki sofy i fotela.
- Przytulnie tu. To był cały komentarz.
No tak, nic dodać nic ująć – pomyślał sobie.
Podeszła do akwarium i zaczęła oglądać podpływające do niej rybki, a te podpłynęły do szyby myśląc, że pewnie dostaną coś do jedzenia.
Stojąc w progu patrzył na Nią.
Na sobie miała szarą, obcisłą sukienkę sięgającą do połowy uda oraz grube czarne
getry z lycry ze szwem.
Całość podkreślała zgrabną figurę i przyciągała wzrok.
- To chyba był dobry pomysł, żeby posiedzieć w domu – powiedziała, odwracając się od akwarium i podchodząc do kanapy.
Usiadła, założyła nogę na nogę i dalej się rozglądała.
- I jak spotkanie z koleżanką – zapytał.
- Udane. Bardzo udane. Trochę się zagadałyśmy obgadując jej faceta. Ciekawy gość.
- Kosztowało nas to butelkę wytrawnego wina i moje spóźnienie – powiedziała patrząc na niego.
Dopiero teraz zobaczył Jej błyszczące i uśmiechające się oczy. Wino chyba jeszcze działało.
Ciekawe co dokładnie obgadywały. Pewnie obgadały go co do każdego pieprzyka na ciele i wszystkich łóżkowych zwyczajów – pomyślał.
- Pójdę po obiecane wino i jakieś zakąski – powiedział i poszedł do kuchni.
Chwilę siedziała i rozglądała się po salonie.
- Jak na mieszkanie kawalera to ma urządzone nawet z odrobiną wyczucia - pomyślała.
Jej wzrok zatrzymał się na włączonym laptopie.
Wstała, podeszła i zaczęła czytać zawartość ekranu ….
- Może to mało eleganckie, ale ciekawe czym się zajmuje. Nie zablokował komputera, więc to pewnie nic istotnego - pomyślała.
Tak ją wciągnęło, że nie usłyszała jak wrócił.
Nie przerywał jej. Zatrzymał się i patrzył na jej sylwetkę pochyloną nad komputerem.
Na wypięte do tyłu, rysujące się pod sukienką pośladki, zgrabną figurę. Znowu wróciły wspomnienia z taksówki.
Bezszelestnie podszedł do stolika i odwrócony tyłem, z cichym stukiem postawił kieliszki i butelkę wina, dając Jej szansę na oderwanie się od ekranu, zrobienie mądrej miny i wymyślenie usprawiedliwienia.
- Czy to twoja codzienna, wieczorna literatura? – spytała, bez nuty zażenowania w głosie.
Odwrócił się i spojrzał na nią, samemu mając nie tęgi wyraz twarzy.
Lekko uśmiechnięta z chochlikami w oczach patrzyła na niego.
- No, nie. T.. tylko dzisiaj, tak jakoś wydukał.
- Jeszcze zakąski – wydukał i chciał iść do kuchni ale nie ruszył się.
Jej spojrzenie przyciągało jak magnes.
Stali chwilę w bezruchu, czekając, kto pierwszy wykona sensowny ruch.
Podeszła do niego i pocałowała go.
Objął Ją nie przerywając pocałunku.
Powoli, niespiesznie, delektując się Jej smakiem i ciepłem ciała przebijającego przez materiał skukienki.
Zarzuciła mu ramiona na szyję przyciągała go do siebie nie pozwalając mu przerwać pocałunku. Przywarła do niego całym ciałem. Objął ją i uniósł w górę.
Objęła go nogami. Znowu poczuł Jej ciepło. Jak wtedy przed pubem.
Niosąc Ją jakby była piórkiem podszedł do kanapy i ułożył ją na plecach samemu będąc na górze. Nadal obejmowała go nogami. Nie przerywali pocałunku.
Poczuł jak rośnie. Ona też to poczuła. Zaczęła się lekko ocierać o jego budzącego się do własnego życia penisa. Podciągnął sukienkę i wsunął pod nią dłoń. Nie miała stanika. Piersi były ciepłe, delikatne i spragnione pieszczot. Sutki tylko czekały aby zamienić ich pieszczotę na drżenie Jej ciała. Poddawały się pieszczotom i za chwilę znowu były tak samo spragnione.
Wyswobodził się z Jej objęć i ukląkł obok kanapy.
Lekko się uniosła, ściągnął z Niej sukienkę odrzucając ją na bok. Zdjął z Niej getry wraz z majtkami. Leżała teraz na kanapie, naga i czekająca.
Szybko zrzucił koszulkę i spodnie z bielizną. Członek już sterczał przyciągając Jej wzrok.
Klęknął obok Niej i zaczął Ją całować. Ona ujęła dłonią sterczący członek i zaczęła delikatnie go pieścić. Całował jej szyję ,ramiona, piersi, brodawki piersi. Im poświęcił nieco więcej czasu. Poprzez ich pieszczotę językiem i ustami wywołał u niej pożar. Pożar i powódź , która nie gasi pożaru tylko jest jego objawem.
Nie przerywając pieszczoty piersi położył rękę na jej dziurce. Była gorąca i mokra. Bardzo mokra. Lekko ją ugniatał otwartą dłonią. Ona coraz mocniej ruszała ręką nieomal nie doprowadzając go do wytrysku. Wycofał się zabierając członka z Jej dłoni.
Otworzyła oczy i spojrzała na niego.
- Co z zabezpieczeniem – zapytał.
- Biorę tabletki. Możemy bez niczego.
Ucałował dłoń, która go tak dzielnie pieściła, wstał i uklęknął na kanapie pomiędzy Jej nogami.
Nie będę Jej pieścił językiem, bo dojdzie - pomyślał.
Ujął członka w rękę i zaczął nim wodzić wokół wejścia do dziurki, zahaczając o łechtaczkę.
Członek był twardy. Nie pamiętał kiedy ostatni raz był tak napięty. To wszystko przez Nią.
Ona tak na niego działała.
Wszedł w nią powoli. Czuł jak Jej ciało się wygina pod wpływem tej przyjemności.
Położył się i przywarł do Niej ciałem, opierając ciała na wyprostowanych rękach.
Objęła go nogami. Poczuł Jej dłonie na pośladkach.
Poczuł, że należy do Niej. On Ją bierze, ale to Ona go posiadła.
Zaczął się powoli ruszać. Powoli ale zdecydowanie i głęboko.
Ona przytuliła się jeszcze mocniej drżąc i odpowiadając ruchem bioder na jego ruchy.
Jej głowa była obok jego głowy, tuląc się gorącym policzkiem w gorący policzek.
Jej oddech był głośny i wpadał jak wicher w jego ucho, nakręcając go jeszcze bardziej.
Zaczęła cicho pojękiwać. Im dłużej się kochali tym tempo wzrastało, łącząc się z coraz głośniejszymi oddechami i pojękiwaniem.
Doszli niemal jednocześnie. On cicho i nieco szybciej, ona bezwiednie pojękując w takt jego ruchów chwilę później.
Czuła jak wybucha w niej. Poczuła w środku to zalewające ją ciepło i wtedy zatraciła się w orgazmie, tracąc kontrolę nad ciałem i rzeczywistością…
Leżeli w ciszy. Przytuleni do siebie, rozpamiętując to co przed chwilą się zdarzyło.
Jego ręka błądziła po Jej głowie zanurzając się we włosach, pieścił Jej kark i szyję, ramiona
Było Jej dobrze. Leżała odprężona, grzała się jego ciepłem i zastanawiała się nad tym, co się właśnie wydarzyło.
On też czuł jej ciepło. Krążył myślami wokół Jej obrazu sprzed paru chwil.
Jeszcze długo mogliby leżeć w tej ciszy, zatopieni we własnych myślach.
- Co z tymi przekąskami – zapytała, uśmiechając się.
- Też zgłodniałem – odpowiedział z uśmiechem patrząc w jej wesołe oczy.
Wstali i ubrali się, żartując z bałaganu jaki wywołali.
Wino, zakąski, miejsce na kanapie i oferta kablówki nigdy nie były jeszcze tak dobre jak w te andrzejki.     Sygnatura opowiadania: 3128a7dfa56425368de234127b70e2bd2ceffad1

misio

misio

 

Otulam Cię...

Ciche dźwięki tej piosenki mówią do mnie, Pragnę schować twoją twarz w moje dłonie, Przeplatają się trasy naszych spojrzeń,
Widzę jak lekko kołysze się świecy płomień, Wsłuchuję się w Twój spokojny oddech, Odpoczywasz po dniu w ramionach mych,    

_nikt_

_nikt_

 

Nocne pragnienie...

Za oknem noc, Ogrzewa mnie koc, Deszcz hula wokół, Szukam czegoś w mroku, Czuję jak drżą mi ręce, Nakręcam się w tej udręce, Myśli biegną gdzieś hen, Jedyne o co poproszę to sen...    

_nikt_

_nikt_

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.