Blogi - Cuckold Forum Skocz do zawartości

Blogi

Na wymarciu

Na wymarciu   Wgnieciona w przestrzeń między słowami Wychłodzona przez bylejakość spojrzenia Wysuszona wygórowanymi oczekiwaniami Zwiedziona obietnicą szybkiego spełnienia   Wystygłam   Ilustracja:  Lora Zombie

SplitKiM

SplitKiM

Uciekając z domu

Uciekając z domu   Ukradłam tę chwilę tylko dla siebie Składam pokłon do stóp nieuwagi Gdzie, kiedy i jak? Nikt nie wie Zrzuciłam sztywny kokon rozwagi   Poza waszym zasięgiem wzroku Bezczelnie upajam się złudzeniem Kąpiąc się w bezkresnym mroku Ponad wami znajduję ukojenie   Nieświadomość wasza mnie nie wzrusza Rozkłada się wachlarzem możliwości Bo tam gdzie nocą wędruje moja dusza Tam dla was przepaść emocjonalnej nicości   Zwinnie unikam wszelkich domysłów Spokojem was karmiąc jak chlebem By pięć do syta zaspokoić zmysłów Szósty zachować tylko dla siebie   Matko… droga w tę stronę Cię nie dotyczy Nie płacz i nie próbuj mnie szukać Drogowskazy jak milion krwawych biczy Czekają cierpliwie by Cię oszukać   Ojcze… choć złamane zasady i serce Wbrew twej woli i przykazaniom Składam niewdzięcznie dziś Ci na ręce Słowa i czyny które tak ranią   O brzasku jednak droga ta ma kres swój Pokornie w ciszy zawsze do was powracam Oto najlepszy z najlepszych wizerunek mój Kiedy tak słodko się w kłamstwo obracam   --- Ilustracja: Lora Zombie

SplitKiM

SplitKiM

Jak Nikt nauczył Aine prawdę mówić... w nieklimatycznym towarzystwie ...

Mam w telefonie numer do znanego tutaj wszystkim Nikta ...   No ale przecież ...ani nie jest to tajemnica ,ani sensacja...że ludzie do siebie numer mają i czasami sobie rozmawiają   Przedwczoraj ,jednak nie gadaliśmy ,więc nie miałam go w ostatnich połączeniach ... I siedząc w bardzo nieklimatycznym towarzystwie  , wieczorkiem  ...słyszę jak mi coś brzęczy w tylnej kieszeni spodni...   Nasłuchuje... bo znam ten dźwięk ,ale to nie jest mój dzwonek, aaaa syyygnaaał alarmujący, że to ja do kogoś dzwonie...  -O fuck!  -wymsknęło mi się pod nosem .... Po czym nerwowo wyciągnęłam telefon z kieszeni ... Patrze... I cholera nie dowierzam ... Ja dzwonie do Nikta... !     Szybko się rozłączyłam ...zrobiłam klasyczny wdech /wydech ... spaliłam chyba lekko cegłę ...   A wszyscy patrzą na mnie ...  ~oooo ...ale maaam wiiidoooowniiiie ...   -Kto dzwonił ? -Stało się coś ? ... pytają wszyscy jak z automatu...   -yyy ...to Nikt ,yyy to znaczy ja dzwoniłam do Nikta ...-odpowiedziałam z bezczelnym uśmiechem na ustach     (chwila ciszy zapadła)   -Aaaa Nikt ... -powtórzyła za mną ,chichocząc znajoma...myśląc że żart złapała ...   Ja na to z powagą ...i lekko zmarszczonymi brwiami ...   -No tak ,Nikt . Nikty  czasem do mnie dzwonią ,a czasem ja do nich ...      Kuniec historyjki                  

Aine

Aine

 

Kalosze

Kalosze. Pozwolą na przejście stopą suchą. Chyba. Zdejmiesz je, niespiesznie. Bo przecież mamy czas. Od codzienności dzieli nas parsek. Tylko dziś.

Zouza

Zouza

O tym jak wybucha księżyc ...

Nie chciałam  już biec, stało się logiczne , że go nie dogonię ...   Bo czy zaćmienie księżyca, można tak po prostu złapać ?   Przywłaszczyć sobie  go na wyłączność ,zaklepać obecność ...   Dobrze wiedziałam ,że to tylko krótka chwila    Ostrzegałam siebie samą  ,prosiłam!    ~Nie idź tam ... rozpaczliwie błagał mój tył głowy ...     No ale to przecież ja jestem ...ja podążam za mrokiem    Za tajemniczym pożądania smakiem    Ten jednak zdawał się być zbyt daleko      Biegłam za tym księżycem , ile starczyło sił !    a teraz doceniam chwilę ,kiedy zatrzymałam się w porę nad przepaścią ...       Księżyc ten ,w otchłań wpadł ...   Zabrał ze sobą moje łzy...   Wybuchł ...rozpadł się na świetliste kawałki    i powiedział do mnie :   -Patrz ! ile w koło światełek ,do każdego tunelu dostajesz bilet.   Podróżuj,zwiedzaj ...chłoń kolejne tajemnice.    Ja się kiedyś odrodzę ...i wrócę tu do Ciebie.       Następne zaćmienie podobno w 2123 roku ...   Tak mi się kojarzy z numerem alarmowym.   Nie zadzwonię...        

Aine

Aine

 

W ciemności

Przy płomyku świec dla ciebie zatańczę Nie zobaczysz łzy, szybko po policzku płynącej Nie zauważysz opadających ust kącików Zajęty krągłością pośladków I tylko przez chwilę zdziwisz się, że ciemno tak Oczu blask wyłączono Pstryk. I nie ma.    

Zouza

Zouza

 

Jerzy - prolog.

Elementarny problem z moim kochankiem polega na tym, że jest martwy.   Nie jest to jednak największy z problemów.   Gdybym spędziła z nim ten czas, kiedy jeszcze żył, wówczas mogłabym koić ból straty wspomnieniami które, być może, dałyby satysfakcję z tego, co zdążyliśmy przeżyć razem a ona z kolei popchnęłaby mnie do tego, by żyć dalej. Może nawet znaleźć kogoś, z kim napisałabym nową historię?   Niestety nie było nam to dane.   Gdybym jednak mogła go chociaż poznać, rozmawiać z nim, napawać jego obecnością... wówczas cieszyłabym się choćby i tym. Może mogłabym też rozwiać kilka wątpliwości, znaleźć odpowiedź na pewne pytania.   Ale nie miałam nawet i takiej szansy.   Czasami myślę, że gdybym mogła powiedzieć, że zakochałam się w, powiedzmy, Kurcie Cobainie albo jakimś dawno zmarłym pisarzu, wtedy ludzie po prostu pokiwaliby z politowaniem głową nad platonicznym zauroczeniem. Ale by je po trochu rozumieli.   Niestety tak się nie stało.   Jerzy był kolegą mojej starszej o ponad dekadę siostry. Zanim odszedł nie zdążył się przysłużyć niczym dla narodu. Nie był sławny ani nie dokonał żadnego heroicznego czynu.
Po prostu był.
A potem zmarł na krótko przed moimi ósmymi urodzinami.   Nigdy go nie poznałam.
Miłość do niego przysłania mi wszystko.

rita

rita

Odczarować moc księżyca...

Pozbawić sie swojej własnej wyjątkowości -nie trzeba i nie wolno.   Są sposoby by dostrzegać piękno całego świata, nie karcąc się przy tym porównaniami.   Właśnie w tym sęk tkwi, a nie drzazga , by samemu się nie okaleczać.   A masochizm może stać się przyjemną pełnią ,jeśli jest wyzwolony dojrzale.   Odpowiednio i na czas .  
Tak wiele od Nas zależy ,czy tak mało?   I czy przypadkiem, to nie podły świat, wciąż Nas porównuje ,pokazując jaka potęga w pięknie i sile ...   "Słabości nie ujawniaj ,w ogóle je skasuj ,są Ci niepotrzebne ...przereklamowane ."  
Oj nie ... spójrz...   ...to słabości malują pięknym ustom kontury ...a oczom dodają blasku.   Słabości piszą naszą historie przez odmienność wyjątkową.   Pokazują tęsknoty głodne i te marne niepotrzebne ograniczenia.   By łatwiej było walczyć w tych naszych małych wojnach...  
I ta niezwykła świadomość ,nasza własna ,że to ktoś zawładnął nad Nami ...   ...a my nie mamy na to wpływu,ani też nie chcemy mieć .Prawda ?   Siedzi w głowie mocno, kojarzy się i przypomina ,aż po niekontrolowany dreszcz.  
Dreszcz zapowiadający niezwykłe zaćmienia księżyca, trochę jakby częściej ...  
-Trochę ?   -Tak ,bo trochę w innym wymiarze znaczy dużo więcej ...

Aine

Aine

Syndrom niedorżnięcia -Przeklęte 69 !

Nauczyłam się już, by nie pisać niczego na siłę ,co ma jeszcze dojrzeć niech dojrzewa ... co ma się tlić niech się tli ...a co ma zgasnąć niech kurwa wreszcie zgaśnie ...
Nie będę pisać o tym co w danej chwili czuję na pół gwizdka w dodatku po przeciwnej stronie ulicy ...czyli po chujowej stronie ,bo nie chcę mi się szukać pasów ,ani świateł ... w dupie to mam.
Nie chcę mi się ,jak mi się zachcę to przefrunę ,znajdę sposób by do tego wrócić ...
I znowu zaczęłam od dupy strony ,
w dodatku zgubiłam wątek i zapomniałam o co mi chodziło właściwie...   Syndromowe wywody ,fuck!   Faza księżyca pt: Zerżnij mnie bo mogę dostać wścieklizny i kogoś pogryźć ,pewnie kurwa hurtem to uczynię ,bo jak się bawić to przecież w grupie większa frajda...taki frustrujący paradoks, bo nie przepadam za tłokiem ,tfu ....przebywać w ciasnym tłoku nie lubię ,ale na tłoku to mogę posiedzieć ,najlepiej na takim co mnie na wylot przetłoczy...Oo! Widzicie jak mi się wszystko ładnie kojarzy . .. ?   Hmmm czy ja się szczepiłam na wściekliznę, no nie pamiętam ,psy za to zaszczepiłam jakoś teraz -wiosną .Trzeba było i siebie...   A niech ktoś wpadnie na to by mi kaganiec kupić , to już ma przerąbane ,nawet jak tylko o tym pomyślał Słysze te Wasze myśli o kagańcu dla Aine...   Bez przesady , może i zboczona jestem ...może i suka do potęgi entej ,ale nigdy w życiu nie będę się łasić po zwierzęcemu ,skakać na Pana machać łapkami i szczekać jak jakiś maltańczyk jebany.
Spieprzać ode mnie z takimi fantazjami i zabrać ze sobą te kagańce .   Dobra ,ale miało być dziś o skojarzeniach trochę i o przeklętej liczbie 69 ...   Jak się nauczyłam cyferek i adresu ,to się okazało że mieszkam pod numenem 6/9, bez zboczeńskich doświadczeń, już miałam skojarzenie takie : że ktoś specjalnie stworzył dwie odwrócone cyferki by merdały się po brzuszkach . Burę dostałam w przedszkolu za taką teorie .
A takie to straszne było ,że panie prawie płakały ze śmiechu ... To świntuchy wiedziały lepiej ode mnie ,że nie po brzuszkach to merdanie jest.. .   Od przedszkola więc patrzyłam spod byka na tą kombinację cyfr... i jakoś tak wyszło że podrosłam...zdawało mi się że będę mieć te 170 z hakiem ... ale nie dałam rady , 169 ... jak to ?
No ja pierdole ,nie ta kolejka ...po rozum sobie stanęłam nie po wzrost .   W dowodzie będę mieć liczbę, co już dobrze wiedziałam że po brzuszkach się nie merda.
O fuck, pomyślałam ...żeby mi tylko waga nie skoczyła do 69 bo się zastrzelę , na pewno się znajdzie jakiś kaliber 69 dostępny na czarnym rynku, specjalnie dla mnie za 69 zł i 69 gr ,bo w promocji z okazji 69 lecia czarnego rynku ...
No ale jak widać się nie zastrzeliłam ... I coraz częściej myślę o tym że dożyje 69 lat .   A na przykład bateria w moim telefonie ma tylko chwile 100% ,nim się ocknę, już mam 69 % a potem to znowu zdycha ... no to ładuję ...
Miałam kiedyś też taką co tylko do 69% się ładowała ,wieczne 69 i ni chuja dalej nie chcę iść .Co za ograniczony telefon cały żywot w jednej pozycji ...chyba był pancerny ,odlewany na hucie specjalnie dla mnie ,tyle razy lądował na ścianie ...
Oczywiście ,domyślacie się ,że za 69 ?   No ale lecimy dalej ,Aine zmieniła adres ... awansowała z 6/9 na 69 ,toż to ,została wyeliminowana kreska która blokowała merdanie się tu i ówdzie .
Pełnoletnia 21-latka pozbawiona blokującej kreski ,Ha!
Wolność normalnie ,koniec lizania się przez szybę ...   Potem sie jeszcze dowiedziałam, że do pracy muszę dojeżdżać autobusem 69 ,no myślałam, że padnę ...pewnie jeszcze 69 minut... ?   Na szczęście trochę krócej ... no bo przecież jakby to miało być inaczej , musiałam wysiąść centralnie obok domu z numerem 69 ... tam sobie postawili kolejny przystanek .   A co mnie skłoniło do tego wywodu? jakoś ostatnio ta liczba dopada mnie nawet tu ,a to upatrzę sobie post 69 ...ewentualnie xxxx69 coś-tam ... nigdy nie zerkam, na liczby wyświetleń profilu a kiedy tak przypadkiem spojrzałam to jest -9069...albo lajków 3669 ...   Uwaga! Przedstawiciele teorii spiskowej 69, wiedzą już że jestem na tym forum .
Zaraz dla mnie przygotują 69 facetów ,każdy bedzie mnie miał 69 minut .
Mój syndrom nie będzie, już się wściekał ...bo dostanie 69 przyjemności ,po 69 min.
Będę mogła sobie w spokoju dopić herbatę, co na opakowaniu miała 69 i zjem ciastko, jedno, paczki ,za 6.90...   I zrobię coś konstruktywnego ,zanim znowu mnie dopadnie 69 nowych skojarzeń  
Koniec ...zaraz tu będzie 69 wyświetleń i ja tu na pewno wpadnę właśnie na ten czas...

Aine

Aine

 

Prawo żony - Impreza integracyjna - Akt 2

- To ilu ich jest ? – padło pytanie gdy tylko ruszyliśmy. Oboje siedzieliśmy jak na szpilkach powoli kierując się w stronę imprezy.   - Pięciu ostatecznie. Tzn. ich pięciu, ja i Ty – dodałem szybko   - Yhym….   (cisza)   - Powiedz mi coś o nich…   - Hmmm… co mam powiedzieć…. Tak jak mówiłem wcześniej – głównie studenci lub świeżo po studiach. Takie raczej nieopierzone jeszcze towarzystwo co dużo mówi a ile robi to się okaże . W sumie podobni do wszystkich innych moich kolegów z poprzednich firm. Nie wiem co dokładniej chciałabyś wiedzieć….   - Yhym… Powiedz mi coś więcej o każdym z nich.   w sumie to niegłupie, może będę myślał o czymś innym i się nie rozbijemy   - Więc…. Mateusz. Mateusza jest trochę więcej niż innych. Taki typ wesołka przy kości. Każdy trochę go lubi a trochę śmieje się z niego za plecami. Jak zacznie gadać to ciężko mu przerwać a często gada co mu ślina na język przyniesie. Nieszkodliwy typ. Myślę, że będzie siedział zaskoczony sytuacją i żartował nerwowo, a dalej to ciężko powiedzieć.   - Rafał. Rafał jest totalnie przeciętny. Jak zamkniesz oczy i wyobrazisz sobie studenta informatyki to właśnie on. Trochę introwertyczny, spokojny, raczej sam z niczym nie wyskakuje. Ma jakąś dziewczynę ale na ile to poważne ciężko stwierdzić bo raczej póki co poważnie o życiu nie myśli. Ciężko mi powiedzieć o nim coś więcej.   - Marek i Patryk. W sumie nierozłączna para kumpli. Weseli, zawsze muszą być w centrum uwagi. Czasami bezczelni ale na takim normalnym poziomie. Raczej nie zgasisz ich tak szybko byle czym choć wiadomo, że zaskoczeni będą. Myślę też, że mogą być zainteresowani Tobą jak najbardziej i raczej się nie przestraszą. Jeżeli już to Mateusz i Rafał nie zdecydują się na figle.   Kasia cały czas słuchała mnie w skupieniu tak silnym, że aż mnie niemal peszyła. Widać było, że wszystko co mówię kalkuluje sobie szybko, stara się zapamiętać i ująć w chaotycznie sporządzanym planie działania.   - No i jest jeszcze Radek… - tu zawiesiłem się na chwile szukając odpowiednich słów   - Tak…? Coś z nim nie tak? – Kasia zaczęła się nerwowo podpytywać.   - Nie. Zasadniczo nie, jednak Radek jak dla mnie ma trochę rys skurwiela, a przynajmniej na takiego się kreuje. Mało mówi, jeżeli już to bardzo dosadnie. Podobnie z żartowaniem. Nic mi nie wiadomo, żeby kogoś miał. Poza mną w towarzystwie jest najstarszy. Z pewnością nie uważam go za jakiegoś niebezpiecznego typa i nic Ci z jego ręki nie grozi. Gdyby tak było nie dopuściłbym do takiego spotkania z nim. Niemniej jednak jeżeli na kogoś musisz uważać to na niego i raczej bym go za bardzo nie prowokował.   - Yhym….   Dalej jechaliśmy w ciszy co chwilę tylko zerkając na siebie i nerwowo uśmiechając się. Oboje z poziomem emocji w górnych pułapach skali. Obserwowaliśmy coraz rzadsze zabudowania miasta nieuchronnie zbliżając się do naszego domku.   - A Ty jak się z tym czujesz? – prezerwała ciszę Kasia   - Dobrze. Mnóstwo stresówy, biegania, załatwiania, knucia…. Ale wiesz, że lubię takie akcje. Tak samo jak spełnianie Twoich fantazji. Przyjedziemy, usiądę z drinkiem, zapalę i po prostu będziemy się dobrze bawić.   W odpowiedzi pocałowała mnie jedynie szybko, a dalszą część drogi przejechaliśmy w ciszy wsłuchując się jedynie w głosy w naszych głowach.   Zaparkowałem trochę dalej od domku tak, żeby koledzy tego nie widzieli. Liczyłem na efekt zaskoczenia. Pomogłem Kasi zdjąć płaszcz który zostawiliśmy w samochodzie i ruszyliśmy w stronę imprezy. Podniesione głosy, muzyka i inne dźwięki zabawy które stawały się z każdym krokiem coraz wyraźniejsze sugerowały, że towarzystwo zdążyło się już wstępnie rozkręcić. Otworzyłem drzwi wpuszczając przodem moją gwiazdę wieczoru i wszedłem tuż za nią głośno klaszcząc w dłonie w celu zwrócenia na nas uwagi zgromadzonych.   …. i czas zwolnił….   Miny zgromadzony w środku warte były wszelkich pieniędzy, knucia i czasu poświęconego na przygotowania. Szok, totalne zaskoczenie, rozmowy zawieszone w połowie zdania. Cała uwaga skupiła się na Kasi, która stała pewna siebie wyglądając wprost zniewalająco i tylko ja widziałem jak jej ciało lekko drży z nadmiaru emocji. Ja stałem za nią równie nakręcony, z dziką satysfakcją patrząc na miny kolegów i uśmiechając się szeroko. Nie wiem jak długo tak staliśmy. Pewnie krótką chwilę, która jednak dla mnie wydawała się przedłużać w nieskończoność.   - Panowie, to jest Luiza – przerwałem w końcu przełykając ślinę, mówiąc możliwie pewnym siebie głosem pomimo zaciśniętego gardła. - Luiza, zrób mi drinka i przedstaw się ładnie kolegom.   Weszliśmy do środka i usiadłem w fotelu. Kasia kręcąc tyłkiem podeszła do blatu nalewając mi drinka a ja patrzyłem wciąż z uśmiechem na trwająca reakcję kolegów. Uśmiechali się nie wiedząc za bardzo co mają zrobić. Patrzyli to na mnie, to na nią, to po sobie, nerwowo poprawiając się i starając się wypaść w pierwszej chwili jak najlepiej. W sumie była to ciekawa odmiana do chwil kiedy jedynie ja byłem zestresowany, a reszta bawiła się jak gdyby nigdy nic. Kasia z przesadnym namaszczeniem podała mi drinka i uśmiechając się do kolegów podeszła kołysząc biodrami do każdego z nich przedstawiając się i chwilę kokietując. Wyglądali trochę jak grupka 18latków podczas pierwszej wizyty w klubie go-go. Nie wiedzieli zbytnio co powiedzieć ani gdzie się patrzeć, a ja obserwowałem ten spektakl z uśmiechem.   - To gdzie mogę usiąść – spytała zalotnie Kasia gdy już się ze wszystkimi przywitała a chłopaki mało się nie pozabijali robiąc jej miejsce. W końcu rozsiadła się na kanapie między Markiem i Patrykiem którzy wyglądali na wyjątkowo zadowolonych takim obrotem spraw. Mateusz gdzieś się zmył. Rafał z Radkiem patrzyli wciąż to na nią, to na mnie z wyraźnym uśmiechem i myslami które można było praktycznie czytać z ich twarzy. Tempo rozkręcania się imprezy nieco opadło gdyż nikt nie chciał się wychylać z niczym i widziałem, że Kasia ma z tego niezły ubaw.   - Poczęstuje mnie ktoś papierosem – spytała szybko i zanim koledzy znów się o mało nie pozabijali szukając papierosów (nawet jeżeli sami nie palili) Radek już stał przy niej z otwartą paczką uśmiechając się jedynie wymownie.   Podziękowała patrząc mu chwilę w oczy i wyszła na taras kręcąc tyłkiem a całe zgromadzone towarzystwo łącznie ze mną odprowadziło ją wzrokiem. Gdy tylko wyszła zaczęło się….   - Co to za laska? Skąd Ty ją wziąłeś? Ale to tak na serio ? – chłopaki zasypywali mnie pytaniami jak z broni maszynowej a ja jedynie siedziałem i uśmiechając się szyderczo odpowiadałem.   - No przecież się przedstawiła. Mówiłem, że będą panienki…. – Powiedziałem pociągając z ulgą kolejne solidne łyki drinka.   - Ale to tak na serio, nie wkręcasz nas? – Pytaniom nie było końca   -Tak. Na serio. Bawcie się dobrze – powiedziałem uśmiechając się. Wszyscy byli wyraźnie zaaferowani sytuacją w jakieś się znaleźli i starali się w niej jakoś odnaleźć. W tym czasie Kasia wróciła do nas i rozmowy szybko zmieniły temat.   - To teraz ja pójdę sobie zajarać – wstałem i wyszedłem na taras odpalając papierosa jeszcze w środku. Zaraz za mną wyszedł Radek. Chwilę paliliśmy w milczeniu patrząc się w ciemność rozciągającą się przed tarasem.   - Ty.. A tak serio teraz, co to za jedna ? – spytał poważnie   - Nie wiesz, nie widzisz i nie domyślasz się ? – odpowiedziałem po chwili równie poważnie   - I co z nią można ? - kolejne, równie poważne pytanie padło po krótkiej przerwie która wydawała się wiecznością   - Wszystko. W granicach rozsądku oczywiście. Nie zepsujcie mi jej i ani nie uszkodźcie. Jeszcze mi się przyda.   - Ok – stwierdził krótko i wszedł do środka pstrykając z palca niedopałkiem w przestrzeń przed sobą. Zaraz potem zrobiłem dokładnie to samo.

Wichura

Wichura

Czarne oczy...

Nie był jej szczególnie bliski , właściwie,długo znali się tylko z widzenia...
Ilekroć mijał ją na ulicy , generował w niej olbrzymie pokłady emocjonalnych drgań   Przywoływał jej auto-narracyjne szepty ... osobliwe samogwałty ..
Wpełzały jak olbrzymie wije krocionogi ...do wewnątrz jej mokrej ,pulsującej szczeliny   Ciałem jej sterował przez umysł ,wzrokiem arcygroźne diabolicznym,chłostał   Nie potrafiła uciec przed tym spojrzeniem ,   które swoimi mackami blokowały ją skutecznie pozbawiając ją swobody poruszania ...własnej woli ...   Tak ,uda jej umysłu otwierały się wulgarnie na jego życzenie .       A może wcale nie zamierzała przed nim uciekać ?   Albowiem ciekawość była silniejsza ,chciała być pewna, że to co widzi nie jest tylko wytworem jej nadwrażliwej wyobraźni .   Nie mogła uwierzyć, że jego oczy są czarne ,zupełnie bez jakichkolwiek błotnych zmąceń,   nawet wystawione naprzeciw promieniom słońca nie jaśniały ,lśniły jak dwa mokre węgle   To były oczy z których nie umiała nic wyczytać ,jednak napawały ją paraliżującym lękiem ...
Bała się go i jednocześnie pragnęła by ją dopadł,upolował jak bezbronną zwierzynę.
By cedził lubieżnie przez zęby jej imię , rozbierając niespiesznie sprawiając tą delikatnością ból ...   Ból który napędza do walki ,do obrony, wżerający się w skórę   I zatapia ją w mroku ,jej ukochanym mroku...

Aine

Aine

 

Na dzień dobry

Witajcie, którzyście tutaj zbłądzili   Po długiej przerwie postanowiłem powrócić. Ponieważ poprzednie konto (mp) zostało skasowane muszę wszystkie treści i znajomych odbudowywać od początku   Dlaczego blog? Bo tutaj będę mógł lepiej się wyrazić, opisać uczucia i odczucia, pragnienia i tęsknoty.   Dla przypomnienia:
Mam wspaniałe wspomnienia z czasów, kiedy moja M "miewała przygody" (i przygody przez duże P) i chętnie się nimi ze mną dzieliła. Niestety, w którymś momencie doszła do wniosku, że.. I z jakiegoś powodu "nie przystoi". I przestała mi o nich opowiadać. Bo mam swoje doświadczenie, umiem obserwować i wiem, że z przygodami nie skończyła   Kiedy poznałem Moją M była blondynką (i to jedno się w niej nie zmieniło), miała cudowne loki sięgające za ramiona, zielone oczy, 175 cm wzrostu, szczupłą sylwetkę (teraz nabrała trochę bardziej kobiecych kształtów), miseczka 75B, zgrabne nogi..   Jak to się u nas zaczęło?
Poznałam ją tydzień przed jej osiemnastymi urodzinami, ja jestem od niej 10 lat starszy i byłem jej pierwszym mężczyzną. Na początku nie podchodziłem do tego związku poważnie, choć byłem pod ogromnym wrażeniem jej urody.. Wiedziałem i powiedziałem jej, że zdaję sobie sprawę, iż kiedyś będzie chciała spróbować z innym i ja to zrozumiem.. Nie, nie.. Nie wiedziałem wtedy nawet, ze cuckold istnieje, nie wiedziałem, że może nieść ze sobą takie emocje*.. Po prostu widziałem jak cudownie przeżywa każde nasze zbliżenie, jaką radość daje jej seks. I że kiedyś przyjdzie dzień, kiedy ulegnie pokusie, urokowi kogoś innego i spróbuje.
*(Ok, raz znałem pewną dziewczynę, z którą nie byliśmy w żadnym związku. Lubiliśmy uprawiać ze sobą seks i poznawać rzeczy, na które mieliśmy chęć, ale nie spróbowalibyśmy ich ze stałymi partnerami. I wtedy z Nią spróbowaliśmy trójkąta - miłe przeżycie, z “tym trzecim” uważaliśmy, żeby się nie musnąć nawet.. Ale to nie to samo..)   To było mniej więcej po roku naszej znajomości.. Bzykaliśmy się wtedy jak młode norki. Była na pierwszym roku studiów. I pewnego dnia powiedziała, że jedzie z grupą na rajd pieszy. Miałem wtedy fajną "pracę", znajomych, których ze względu na znajomość z M zacząłem zaniedbywać.. Niech jedzie!   Po jakimś czasie jej znajomi urządzili imprezę na którą wybraliśmy się razem.. Miałem z jej znajomymi dobry kontakt, czasem lepszy niż ona sama. Była już późna pora kiedy podszedł do mnie jeden z jej kolegów i powiedział, że M zamknęła się w łazience z Konradem.
(Konrad czasem przewijał się w jej opowieściach z zajęć. Widziałem go wcześniej raz czy dwa. Był takim młodym gniewnym - bardzo szczupły, ale wysportowany, kręcone włosy za ramiona, lenonki na nosie, negujący otaczająca go rzeczywistość)
Ja.. Już trochę wypiłem i podszedłem do tematu ze spokojem, jednak poszedłem i zastukałem. Nie otwierała, a Tomek, który podszedł ze mną powiedział, żebym miał M na oku, bo coś z tym Konradem kręcą.. Zapukałem jeszcze raz.. Otworzyła po dłuższej chwili i wyszła - jej niesforne włosy były potargane, bluzka dość sfatygowana i niestarannie włożona za pasek spódnicy.. Ominęła mnie nie patrząc w moją stronę i podeszła do stołu gdzie zrobiła sobie drinka. Po dłuższej chwili z łazienki wyszedł i Koniu, ale chyba czuł się nieswojo, bo nie zaszczycił nas swoja obecnością..   Po powrocie do domu rozebraliśmy się i położyli do łóżka. Człowiek młody był, więc spać się nam jeszcze nie chciało. Zapytałem ją o co chodzi z tym Konradem? - Zdradziłam cię. - powiedziała.   - Jak? Kiedy?
I wtedy mi opowiedziała o tym, co się wydarzyło na rajdzie..
Kiedy zaczęła swoją opowieść, tak pobieżnie, bez wdawania się w szczegóły, poczułem niezrozumiałe wtedy podniecenie.. W głowie zaczęły się tworzyć wizje jej i jego, sali gimnastycznej, na której spali. Zacząłem ją pieścić, a ona snuła swoją historię. Będąc w niej szeptałem jej komplementy i prosiłem o szczegóły.. Ona widząc moje podniecenie i brak zazdrości otworzyła się i opowiedziała wszystko z najdrobniejszymi detalami.. I to był ten pierwszy raz zakończony długim, czasem spokojnym, czasem gwałtownym, wspaniałym seksem.   Opowieść mojej M    

MaciekWaw

MaciekWaw

Scenariusz niezrealizowany,pierwszy...

Namierzyłam Cię ...
Wiem gdzie mieszkasz ...
Wiem jak wygląda Twoja dziewczyna ...
I zamierzam Ci złożyć wizytę ,jak ona tylko wyjdzie z domu....   Siedzie w samochodzie i czekam
Niczego się nie spodziewasz,a ja na myśl o tym przygryzam wargę boleśnie
I uśmiecham się ze smakiem podniecenia ...   Ona własnie wychodzi ...mijam ją na ulicy
Co Ty jej zrobiłeś ,że wybiegła taka wściekła ?
Zdążyłam ją zapytać o godzinę... 8 :20 -burknęła pod nosem ...   Hmm...sprawdzimy jaki jest Twój humor .......
Wchodzę do klatki ...pukam do drzwi
Cisza...czyżbyś spał ...?
Pukam ponownie i słyszę ...- Kurwa ,przecież nie zamknęłaś drzwi !   -oj...też zły...
-wchodzę ,a co mi tam ...
stoisz przy otwartym oknie i palisz papierosa....
jesteś w samych spodniach ...bez koszulki ...
na ten widok boleśnie ściskają się moje mięśnie w podbrzuszu ...mmm rozkosznie...   Podchodzę bliżej ....jedną ręka dotykam Twoich pleców ...
drugą zakradam się od razu w okolice krocza ...
Jesteś spięty ... odwracasz się nerwowo ,odpychając mnie ...i mówisz na szczękościsku...   -Kurwa co Ty ....? Jak ...? Aine ??? - nie wierze ...
-Byłam w pobliżu i wstąpiłam na kawę ...
-a Ty nie w humorze ?
-Nie bardzo ,ale ...   ..choć na tą kawę ...   ...prowadzisz mnie do kuchni ,jesteś rozkojarzony ,zdenerwowany ....
wstawiasz wodę na gaz ...szykujesz kubki ,wsypujesz czarną mieloną ...
i nic nie mówisz ....   Nagle ...
Odwracasz się do mnie i pytasz
-jak mnie znalazłaś ?!
-Hmmm...mam swoje sposoby ,odpowiadam i uśmiecham się złowieszczo ...
-Jakie kurwa sposoby ? -dodajesz i owijasz sobie na dłoni moje włosy ...
ściągając mnie do parteru...   -Przyjechałaś mi zrobić porannego loda ? Pytasz ostro rozpinając spodnie
-Yhym.. -odpowiadam cicho
-Nie słyszałem !
-Tak ,przyszłam Ci zrobić loda...-mówię głośniej zszokowana Twoim zachowaniem
-To ssij suko ! Pokaż co potrafisz !   Biorę go w usta ...zdezorientowana i oblizuje wilgotny koniec ostrza...
Cholera ,ale jest twardy ...pulsujący ...jakby miał zaraz wystrzelić na mnie...
Nie cackasz się ze mną ...przerywając moją powolną pieszczotę wbijasz mi go w gardło ...
tak trzymając mnie za głowę ...z braku powietrza dławię się i unoszę ...   Pozwalasz na łyk powietrza i uderzasz mnie w twarz...   -nie podnoś się Suko !   Kuźwa...ale mnie jara kiedy tak mnie bluzgasz ...
...znowu go wbijasz w moje gardło równie głęboko
i tak kilka długich razy ...ślina spływa mi po brodzie ....szyi ...dekolcie   Znudziło Ci się i każesz mi wstać ...
opierasz mnie o blat kuchenny i nie odrywając ode mnie wzroku
rozrywasz mi bluzkę ...aż guziki strzelają ,każdy w inną stronę kuchni ...
...zrywasz stanik i mocno ściskając ssiesz moje sutki ...
podgryzasz tak mocno ...że odruchowo próbuje się wyrwać ...
boli mnie, a Ty nie reagujesz ...jesteś taki niewyżyty ...   Kąsasz moją szyje ... i unosisz spódnice w górę ...jednym szarpnięciem zrywasz moje majtki ...
Ja pier..do...le! Wymsknęło mi się cicho ...zabolało ...   Jedną ręka znowu chwytasz mnie za włosy ...a drugą badasz moją ociekającą żarem dziurkę ...
masujesz jej zewnętrzną stronę ...a moje nogi same się zaciskają ....jestem strasznie blisko...
i wtedy mnie w nią uderzasz kilka razy z płaskiej dłoni ...
Krzyk dławi mnie i ciałem zaczynają rzucać konwulsje ...
Oczy wywracają się ...i jęczę coraz głośniej...   Patrzysz na mnie podniecony tym widokiem
całe moje ciało drży jeszcze mocniej ...   Bierzesz z blatu butelkę po piwie i gwałtownie wbijasz ją we mnie ...
O kurwa!...-znowu mi się wyrywa z bólu
weszła szyjka i połowa grubszej części ...
Pieprzysz mnie nią i upajasz się grymasem mojej twarzy ....   Wyjmujesz ją i każesz mi oblizać ...cała szyjkę wpychasz mi do ust
...a Ty wyłączasz wodę która i tak gotowała się za długo   ...wyrywam Ci się wtedy i uciekam ...jeśli to można nazwać ucieczką ...   Łapiesz mnie zaraz za drzwiami kuchni i dociskasz mocno do ściany ...   -Co jest ? Gdzie ty kurwa idziesz ,pozwoliłem Ci?-
-Nie ,przepraszam -odpowiadam szeptem   Ręce wykręcasz mi do tyłu i badasz tym razem moją ciaśniejszą dziurkę ...   Wbijasz w nią dwa palce ...a ja się wyginam ...za co wymierzasz mi mocnego klapsa   Ałłaaaa... mocniej się kurwa nie da ? -pyskuje ...
-oczywiście że się da...-odpowiadasz   ...i wtedy dostaje takiego klapsa, że aż mi miękną kolana   Krzyknęłam z bólu...ale Ciebie to nie wzrusza
uderzasz mnie tak mocno jeszcze kilka razy
...mam ochotę rozbeczeć się jak dziecko ...ale zachowuje twarz...   Jestem wściekła ...a tyłek mnie boli jak nigdy
chcę Ci się wyrwać ponownie ale nie udaje mi się ...   Twój kutas gwałtownie rżnie mnie w tyłek ...a ja już nie wiem co boli bardziej ...   chyba te moje sprane pośladki ....wyrywam się , nie chcę ....   To Cię mobilizuje żeby mnie unieruchomić porządnie   Rzucasz mnie na podłogę i chwytając za włosy wbijasz się w obolały tyłek   Pieprzysz z całych sił ,aż w końcu tryskasz we mnie ...ale nie przestajesz ...   a ja krzyczę i wbijam paznokcie w podłogę ...w tym przyjemnym bólu odpływam
...kiedy odzyskujemy oddech ,wstajesz i podajesz mi rękę ...(nie chcę )   ... wstaje ...ale bez Twojej pomocy ...   oburza Cię to i dociskasz mnie do ściany ...znowu ...całujesz moje drżące usta ...
po czym odchodzisz bez słowa do kuchni ...   ...ja idę do łazienki ,doprowadzić się do porządku ...szybki prysznic.
nie mam tu ubrań więc owijam się w różowy ręcznik (pewnie jej )
i wchodzę do pokoju ...   proszę...jest nawet kawa........   siadam ostrożnie na łóżku ,inaczej nawet nie umiem ,tak mi tyłek sprałeś   Uśmiechasz się do mnie znowu tym niewyżytym wzrokiem i zabierasz mi ręcznik   -rozchyl nogi ...mówisz spokojnie   Na to polecenie robię się znowu wilgotna ,ale go nie wykonuje ...
Więc mi w tym pomagasz ...chwytasz za nogi i pociągasz tak że siedzę na brzegu łóżka ....
wsuwasz palec we mnie i drażnisz spuchniętą dziurkę ...   -Lubie Cię tak kurewsko mokrą ...wiesz ....-mówisz do mnie
wyjmujesz palec i każesz mi go oblizać ...   I znowu wsuwasz tym razem już trzy palce ....mmmmm
cztery .... rozciągasz mnie ...a ja dostaje szału z podniecenia
pięć ....ciężko wchodzi ...boleśnie ....opieram się chwytając Cię za dłoń
nie zważasz na to ...coraz ostrzej posuwając mnie ręką ...
soki wypływają ze mnie na Twoja (xxx) pościel ...
prężę się i wije w tej brutalniej rozkoszy   i kolejne konwulsje wypełniają mnie bez reszty ...
wyjmujesz powoli dłoń ...jest taka mokra ....
nakazujesz mi ją oblizać ...tak też robię   ssę każdy palec ...dokładnie ....   po chwili ...odwracasz mnie na łóżku ,masujesz moje pośladki   są naprawdę czerwone ...bolą ...   nie litując się nade mną ,siadasz na mnie, tak by znowu zapakować mi go w tyłek ...
wyrywam się ,nie chcę ...
chwytasz pasek który leży na łóżku i zapinasz razem ręce na plecach   wbijasz się we mnie ...gwałtownie ....krzyczę ....
Nie zważasz na to ,,,rżniesz mnie mocno i ku Twojemu zdziwieniu dochodzę niemalże od razu ...   ale nie zwalniasz pieprzysz mnie dalej taką drżącą ....aż do Twojego końca ....   ... teraz Ty znikasz w łazience ,ja spijam łyk kawy i powili odzyskuje łagodny oddech ...   Napiłabym sie czegoś mocniejszego ,kawa to kiepski pomysł ,
wiem że jest rano i może to nie na miejscu ,ale chrzanić to ,chcę się napić .
Kiedy wracasz z łazienki przebąkuję Ci o tym spokojnie ,
wtrącasz-mam w tylko wódkę w domu i niestety żadnego soku...
No to mnie raczej nie jara ,pije zazwyczaj drinki ew. czerwone półwytrawne wino ,
za piwem nie przepadam ...ale wódka bez przepity ?
To już dla mnie hardcore ... -mówie cicho ,jakby bardziej do siebie...
-Może być wódka z lodem ... - szepczesz z szelmowskim uśmiechem   -yhym... a to chyba wiele nie zmieni ,po za tym że będzie zimna ...   -no to jak ?   -Dobra ,dawaj tą wódkę   Nie trzeba Cię dwa razy prosić ...   znikasz gdzieś w kuchni,po czym wracasz z butelką schłodzonej dobrej wódki ...   -No a lód ?? -pytam ?   -Chwila ...cierpliwości...   Otwierasz butelkę i smakujesz pierwszego łyka   podsuwasz mi do ust szyjkę ...i choć się opieram ,wlewasz mi w usta łyk wódki ...   Znośna w smaku ,ale i tak się krzywię ...   -zimna co ? - mówisz łagodnie   -Jest tak zimna że lodu jej nie trzeba ...   Siadasz na brzegu łóżka ,zsuwasz bokserki ...   i nakazujesz mi usiąść na podłodze między Twoimi nogami ...   Twój kutas jest już prawie gotowy ...   Chwytasz mnie za włosy ...tak ,że mój jęk obija się o ściany pokoju...   wlewasz mi kolejny łyk wódki...   i dodajesz ...- A teraz masz swojego loda do kompletu ...   po czym moje gardło przyjmuje go całego ,tak głęboko jak się tylko da ...   nawet nie umiem się obronić tak mocno mnie trzymasz za włosy ...   przyjemny brak tchu który odbija się echem w moim podbrzuszu ...   jestem znowu tak bardzo mokra ...dotykam się...   Przerwy tym razem nie służą tylko do łyknięcie powietrza ,   za każdym razem wlewasz we mnie łyk wódki ...   mam tylko nadzieje ,że nie każesz mi wypić jej całej ...   Mmmm ....a ten Twój lód do wódki to zajebisty dodatek ...dławię się nim   Aż w końcu tryskasz prosto w moje gardło...   po czym wyjmujesz go i wycierasz ostatnie krople w moje zmęczone usta ...   które rozchylone nadal jeszcze pieszczą Cię gorącym nierównym oddechem ...   Wlewasz mi jeszcze łyk wódki do ust ,tak że nadmiar spływa mi po brodzie,szyi na dekolt ...   dociera po brzuchu do mojej mokrej ,spragnionej ostrego pieprzenia szparki...   ten zimny trunek rozpala we mnie jeszcze większy żar...   Bez zastanowienia ,kładę się na podłodze i dotykam się leniwie sama ,   upajając się Twoim lubieżnym spojrzeniem kiedy to robię...   Palcami zbieram wilgoć i oblizuje ...   I znowu masuje rozchyloną dziurkę ,z której wycieka moje pożądanie ...   masuje i przyciskam mocniej łechtaczkę ...   naprawdę wiele mi nie trzeba,ale nie spieszę się ...   wręcz przeciwnie zwalniam by to rozkoszne cierpienie było dłuższe ,a eksplozja silniejsza ....   Lewą dłonią dotykam piersi ,szczypie sutki mocno ...   a Ty patrzysz na mnie i masujesz już sztywnego kutasa ...   W końcu wybucham ,ciało porywają w taniec silne konwulsje ...   jęczę głośno ,pręży się moje ciało .   Oddech taki nierówny ...nie potrafię oddychać bez jęku ...   Zrywasz się z łóżka i odwracasz mnie tak, że leże na brzuchu ,   szybko i mocno wbijasz się w mój tyłek ...znowu...już nie chcę ...   krzyczę i jęczę coraz głośniej ...na co Ty odpowiadasz mocnym uściskiem dłoni na moim gardle....   jakbyś mnie chciał udusić ...kiedy puszczasz wraz z powracającym oddechem dochodzę znowu ...   a Ty przyspieszasz, tak że kości miednicy trą coraz mocniej o podłogę ...   -Mocniej ! -wyduszam w końcu prowokacyjnie , choć już mocniej się chyba nie da ...   Dostaje za to klapsa ...bardzo bezczelnego klapsa ...jęczę ...   A Ty zwalniasz i znowu wymierzasz klapsa ...i kolejnego ...moje paznokcie rysują Twoją podłogę   ...znowu przyspieszasz i tym razem zlewasz się w mój tyłek ...   Wstajesz i idziesz sobie gdzieś,do kuchni ,do łazienki ...nie wiem   Dochodzę do siebie leżąc tak jak mnie zostawiłeś ...cudownie obolałą...   Po chwili wracasz i każesz mi się ubierać ...Twoja dziewczyna za chwile wraca   Szybko ! -poganiasz mnie klapsem kiedy zbieram się z podłogi ...   Zrywam się i biegnę do łazienki ,ogarniam się ...dosłownie w trybie sekundowym   wybiegam i zbieram swoją potarganą bluzkę , wpycham do torebki   ...i przypominam Ci żebyś pozbierał guziki od bluzki ...które w kuchni strzelały we wszystkie strony ...   -Chyba mam wszystko ,daj mi jakąś koszulkę ,nie będę wracać w staniku ...   rzucasz mi pierwszą lepszą ...zawiązuje ją na boku ,całuje Cię w usta i wybiegam w pośpiechu ...   Wychodzę z bloku i widzę już Twoją dziewczynę ,wraca spokojnym krokiem do domu ,
targa ze sobą jakieś zakupy ...   Uśmiecham się sama do siebie i wsiadam do auta...
poprawiam makijaż i wysyłam Ci sms'a :   " Jeśli jest Ci jeszcze mało mnie ...zatrzymałam się w hotelu (xxxxx)
i zostawiam auto pod Twoim blokiem ,piłam, nie mogę prowadzić ? "   (...)               Dla jasności ,to takie moje wspomnienie -fantazja -wizualizacja ...jak w tytule -scenariusz niezrealizowany...

Aine

Aine

 

Prawo żony - Impreza integracyjna - Akt 1

Zmiana pracy zawsze dostarcza nowym wrażeń i emocji. Tym razem jednak nie wiązały się one wyłącznie z perspektywą rozwoju, lepszej kasy czy samym faktem zmiany środowiska w którym będę spędzał jakby nie patrzeć kilka godzin dziennie. Tym razem plan był dużo bardziej nietypowy a okazja wręcz idealna do realizacji starej fantazji odłożonej jakiś czas temu na stosik „czekających na właściwy moment”. Lepsza sposobność mogła już się nie trafić, toteż od pierwszego dnia zacząłem bacznie obserwować moich nowych współpracowników i obmyślać plan działania.   Jeden z zespołów IT dużej ogólnopolskiej korporacji w którym się zatrudniłem składał się z 8 osób i kierownika. Męskie grono w wieku 20-30 lat, studenci lub świeżo upieczeni absolwenci o sposobie bycia oraz zainteresowaniach typowych dla informatyków choć naturalnie różniący się między sobą. Na ile zdążyłem zorientować się przez pierwsze dwa tygodnie pracy żaden nie był jeszcze żonaty choć część była pewnie w mniej lub bardziej poważnych związkach. Póki co siedziałem i obserwowałem nowych kolegów, by w końcu po niecałym miesiącu wyjść z „luźną propozycją”:   - To co… jestem tu nowy więc może jakaś mała integracja ? Mam domek pod miastem przy jeziorze. Sobota, jakieś browarki, wódeczka…
…panienki (dodałem z przymrużeniem oka). Co Wy na to ? – Starałem się przybrać możliwie wyluzowany ton głosu choć zdenerwowanie ściskało mi żołądek niczym imadło.   Zgodnie z przewidywaniami pomysł chwycił momentalnie, a wszyscy zareagowali bardzo entuzjastycznie. Wszyscy poza kierownikiem którego w przedsięwzięcie postanowiłem nie angażować a co wytłumaczyłem stwierdzeniem, że „po co nam jeszcze szefostwo na imprezie”. Koledzy trochę bronili kierownika, że swój facet itd. ale specjalnie nie drążyli tematu płynąc na fali entuzjazmu.   - A te panienki sam załatwiasz ? – spytał ktoś z śmiejąc się głośno.
- Zobaczymy co się da zrobić. Swoich przywozić nie musicie – wóda wystarczy – odparłem uśmiechając się szeroko. Żart jak widać chwycił i się spodobał. Gdyby tylko widzieli w tym momencie, że wcale nim nie jest…   Wspomniany domek też nie był mój prawdę mówiąc. Wynająłem go z wyprzedzeniem na konkretną datę z góry zakładając, że pomysł imprezy przyjmie się w zespole. Drewniany, nad jeziorem, na dole duży salon z kuchnią, na górze sypialnie mogące pomieścić całe towarzystwo, dwie niezależne łazienki – czego chcieć więcej.   W dniu imprezy jako „gospodarz” musiałem być oczywiście pierwszy na miejscu. Przy okazji jeszcze raz wszystko sprawdziłem, przygotowałem co trzeba i niecierpliwie spoglądając na zegarek usiadłem z papierosem na tarasie nerwowo stukając butem o deski. Cały czas się zastanawiałem jak to wszystko dziś wypali i jak moi nowi koledzy zareagują na niespodziankę którą im szykowałem. Miejsce było położone mocno na uboczu i każdemu osobno musiałem wcześniej wysłać informację jak mają tu dojechać. Pierwsi trzej koledzy pojawiali się ok 19:00. Obserwowałem ich z tarasu patrząc jak idą zadowoleni niosąc siatki z alkoholem i starałem się nie dać po sobie poznać zdenerwowania.   - Cześć
- Cześć, ktoś już jest ?
- Jesteście pierwsi
- To panienki jeszcze nie przyszły ?
- Jak to nie, przecież jesteście – wbijajcie do środka – powiedziałem żartując i wchodząc wraz z nimi do domku. Serce podchodziło mi jednak do gardła.   Weszliśmy i impreza zaczęła się powoli rozkręcać. Ktoś puścił muzykę, otworzyły się pierwsze butelki z alkoholem, luźne gadki dotyczyły pracy, gier i wspominania na wyścigi wcześniejszych imprez działowych, o których chętnie mi opowiadali. Słuchałem tego z udawanym zaangażowaniem, uczestniczyłem w rozmowach, uśmiechałem się pod nosem i cały czas starałem się ich przejrzeć oraz przewidzieć jak potoczą się dla nich losy dzisiejszego wieczoru.   - A Ty czemu nic nie pijesz? – ktoś w końcu zauważył , że moja szklanka napełnia się wyłącznie wodą mineralną
- Będę musiał jeszcze na moment gdzieś podskoczyć, ale nie przejmujcie się tym. Nadrobię – powiedziałem z uśmiechem mając nadzieję, że uda mi się ich zbyć. W końcu ile można rzucać aluzje dotyczące panienek…   Wkrótce także dołączyła pozostała dwójka kolegów. W sumie było nas sześciu i byliśmy w spodziewanym komplecie, gdyż pozostali z różnych przyczyn ostatecznie odwołali swoją obecność. Impreza toczyła się dalej swoim rytmem, a atmosfera zrobiła się wraz z pierwszymi wypitymi piwami jeszcze bardziej swobodna. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się jakbyśmy znali się od dawna i tylko ja wychodziłem co chwilę na papierosa aby choć odrobinę uspokoić toczące się przez moje ciało i głowę emocje. W końcu jednak uznałem, że nadszedł ten moment.   - Ja zaraz wrócę. Jak już wspominałem muszę jeszcze podskoczyć gdzieś na chwilę. Nie wypijcie wszystkiego – rzuciłem z nerwowym uśmiechem i szybkim krokiem poszedłem do samochodu. Serce waliło mi jak młot, krew pulsowała w skroniach. Droga do domu zajęła mi raptem 15 minut.   Kasia czekała gotowa, podniecona i chyba jeszcze bardziej zdenerwowana niż ja. Zdążyła się już ubrać i przygotować. Krótka, czarna, plisowana mini więcej odkrywała niż zakrywała. Biała bluzka z dużym dekoltem mocno opinała się na dorodnych piersiach. Pod spód ubrała stringi i koronkowy stanik. Na nogach czarne kabaretki na pasie oraz szpilki, a całość dopełniał dosyć mocny jak na nią makijaż.   - Wow. Wyglądasz tak, że zaraz nigdzie nie pojedziemy tylko sam Cię tu zerżnę – powiedziałem ze szczerym zachwytem   W odpowiedzi jedynie uśmiechnęła się szeroko   - Gotowa?
- Sam zobacz – powiedziała przez zaciśnięte gardło, a moja dłoń została poprowadzona pod spódniczkę gdzie poczułem wilgotny materiał majtek i uśmiechnąłem się szeroko
- Zatem jedźmy, koledzy czekają.   Pocałowałem ją namiętnie i pomogłem ubrać płaszcz. Wyszliśmy z mieszkania kierując się w stronę samochodu.

Wichura

Wichura

 

Człowiek jest stworzony do życia nago…

kiedy tak sobie leżeliśmy w cieniu sosen
wcale nie było gorąco
delikatna trawa
poduszka chłodnego mchu
to kamienie grzeją
rurami z dwu boków
rykiem i biegiem
wełnianym i jedwabnym
pancerzem pchającym
do zielonego Wuja Sama   Sierpień 2014   To jeden z moich starszych erotyków - przypominam go na dobry początek lata

Kocio

Kocio

 

O poetach - cytat, który przesłał mi kolega

"Pan rozkłada dywan na strasznej, spalonej pustyni, kładzie się na nim i czuje, że leży na zielonej łące. Tak, nasze dywany przypominają kwitnące łąki. Pan widzi kwiaty, widzi ogród, sadzawkę i fontannę. Między krzewami przechadzają się pawie. A dywan to trwała rzecz, dobry dywan zachowa kolor na wieki. I w ten sposób, żyjąc w nagiej i monotonnej pustyni, pan żyje jak w ogrodzie, który jest wieczny, który nie traci barwy ni świeżości. A jeszcze można sobie wyobrazić, że ten ogród pachnie, można usłyszeć szum strumienia i śpiew ptaków. I wtedy pan czuje się dobrze, pan czuje się wyróżniony, pan jest blisko nieba, pan jest poetą."   Kto wie skąd ten cytat, gdzie i kto rozkłada ten dywan?   https://kociofrance.wixsite.com/kocio/single-post/2018/06/09/O-poetach

Kocio

Kocio

 

Co jakiś czas aktualne

Siedzę w szafie. Przytulam się do podkulonych nóg, kładę ufnie głowę na kolanach, obejmuję ramionami. Bezpiecznie, cicho. Nawet przez chwilę udaje mi się nie myśleć, choć nie, wewnętrzny dialog szemrze w tle, schizofrenicznie. Wyciszam dręczące półgłosy, tyle razy już o tym rozmawiałyśmy, Frejko... Ciiiiii nic już nie mów, moja kochana, ja Cię przytulę...   Konfrontacja.   Zapomniałam się, zapomniałam o uśpionym na dnie szafy obrzydliwym potworze, który nigdy nie zrezygnował ze mnie. Otworzyłam drzwi na mikrosekundę, a on czujnie skorzystał z okazji. Patrzę mu w oczy oniemiała. Po tylu latach odrażająco tłusty, silniejszy niż pamiętałam, bezczelnie wystawia do mnie kąsający ogniem bezsilności jęzor a mrok jego spojrzenia spycha mnie w czarną otchłań beznadziei. Drętwieję, zaskoczona. Próbuję machać na oślep rękami, rzucam mu w twarz żałośnie brzmiące wyzwiska. Śmieszna jesteś. Monstrum wypasione latami zaprzeczenia nic sobie z tego nie robi. Więc umęczona wchodzę do szafy, zamiana miejsc. Moszczę się wygodnie, posiedzę tu sobie troszeczkę....
Jeszcze sobie przypomnę, jak Cię pokonać, skurwysynu. Okiełznam Cię. Ale za chwilę. Na razie po cichu przytulam się do własnych kolan.

Freyka

Freyka

 

Dla Tej, na którą czekam

Kiedy myślę o Tobie,
mam Cię przed oczami
nie mogę się skupić
lecę w niebo jak pijany
ustami Twymi się upić
w niebo usiane gwiazdami
marzę o piersiach białych
i tym co pomiędzy udami   Czerwiec 2018   https://kociofrance.wixsite.com/kocio/single-post/2018/06/04/Dla-Tej-na-ktora-czekam

Kocio

Kocio

Syndrom niedorżnięcia -jedenastu wrobionych ...

Historia dość stara ,ale jakoś mi tak pasuję podpiąć pod mój - Syndrom Niedorżnięcia !
Temat mieści się w linku - Patrz post 1 i 53   https://www.cuckoldplace.pl/topic/6982-ratunku-syndrom-niedor%C5%BCni%C4%99cia/page-6?hl=syndrom   To był piękny letni dzień ,piątek targowy .Musiałam ogarnąć zakupy przed wyjazdem reszty domowników .Warzywa ,owoce ,mięso ,saaameee nudne rzeczy.   W moim ciele i duszy szalało już napięcie przedmiesiączkowe, syndrom niedorznięcia uruchamiał się więc ze zdwojoną siłą . Na każdym kroku wariowałam i wszystko mi się kojarzyło z jednym.Z seksem oczywiście ,albo z jego chwilowym brakiem .   Wyszłam na ten targ ,miałam zamiar to szybko załatwić i wrócić do domu ,zakopać się w pościeli i nie wychodzić aż do jutra . Jutro przecież będę tu sama , ogarnę sobie kogoś na ten czas . Kogoś kto mnie zmęczy odpowiednio -myślałam   Tylko kogo ? Przecież mnie się nie da zmęczyć tak łatwo , zbyt szybko się regeneruję i wychodzę ciągle na niewyżytą ...   Myśli mi się kotłowały w głowie całą drogę ,kogo mam na jutro zaprosić do siebie ...   Wymieniałam sobie wszystkich możliwych do osiągnięcia na już , i każdy jeden zdawał się być zbyt małą dawką seksu dla mnie . Żaden nie był kiepski ,brałam pod uwagę tylko tych z górnej półki .   Dotarłam na targ ,spojrzałam na listę .
-rzodkiewka
-sałata
-pomidory
-ziemniaki
-jabłka na szarlotkę
-koperek
-udka z kurczaka
-żeberka   ~ a na co mi te żeberka ?   Dobra ,od mięsa trzeba zacząć .   Przedarłam się przez tłum ,jest,moja budka z mięchem .
-Dzień dobry panu ,ja tylko żeberka dziś,około 1kg
-Już się robi ...a ozorów nie chcesz ,pytałaś o nie ostatnio.
-Ozory ? Ja pytałam? ...niemożliwe .
-Tak Ty , o języczki pytałaś mnie ...-powiedział machając na przemian brwiami z głupim uśmiechem na twarzy .
-Wmawia mi pan teraz ,żadne języki mnie nie interesują - rozumie pan?   Jasne że nie rozumiał ,zwłaszcza, że na koniec zaprzeczyłam sama sobie z rozedrganym głosem .
Tak pytałam jakiś czas temu o te cholerne ozory . Też to pamiętam.   -Nie chcę tych języków już ,przepraszam Do widzenia
-Do widzenia   Ufff .dobra udka teraz...   -Dzień dobry , cztery udka poproszę
-Dzień dobry ,jak miło Cię widzieć Skarbie
-Duże chcesz czy mniejsze
-Mniejsze raczej
-a szyjki mam takie ładne do rosołku ,zobacz   No zatkało mnie ,jak wzięła do ręki tą indyczą szyje i mi macha przed nosem ...chyba otworzyłam usta ,ale szybko zamknęłam ,jakbym się obawiała że mi tą szyje wepchnie do buzi ...   Kawał surowego mięcha w postaci szyi kojarzył mi się z jednym ..   -Nie ,chciałam tylko udka ,rozumie pani ,nie mam szyi na liście ani ozorów też!   -Nooo dobrze ,tylko zapytałam
-Oj ,przesadziłam .Przeprosiłam szybko panią Zosię i kupiłam tą cholerna szyję żeby jej nie był przykro . Z tym martwym kutasem w torbie wróciłam się po te ozory ,jak ja nie lubię tej swojej natury ... ciągłego poczucia winy .   -Wie Pan co ,przypomniałam sobie że to jednak ja chciałam te ozory .
-No mówiłem ,już pakuje Ci języczki
-Gdzie ? ...- ja to powiedziałam ? O rany...
-Noo no do torby ,panienko .
-Aaa tak .   Zapłaciłam i szybko się zmyłam ,zmierzając ku warzywom   Luknęłam na listę . Dwie ostatnie pozycje mogę skreślić.   No kurwa, jakie znowu pozycję Ci po głowie chodzą ,głupia Ty ... cicho cicho cicho!   Dobra teraz szybko namierzaj ,kto ma pomidory? a nie ma ogórków !   O tam !
Obczaiłam stoisko na winklu alejki , teleportowałam się tam dosłownie i z marszu poprosiłam o pomidory i resztę rzeczy z listy . Niestety za winklem też było ich stanowisko ,mieli ogórki cukinię i cały zestaw korzeni ...   Tu mi się udało odeprzeć nadchodzący atak -atakiem ...   -I tylko to mam na liście ,nic więcej nie kupię ,nie wolno mi ,bo mnie w domu zbiją ...
-Yyy dobrze   Pani uśmiechneła się do mnie jakoś dziwnie odbierajac ode mnie pieniądze ,po chwili dodała   -Nie będę miała wydać tej końcówki ,dorzucam ogóreczka ,dobrze?
-do brze...   ~ no czy ten chujokształtny erotomański nalot na mnie się nie skończy ? Taa jasne ,końcówki nie mam to ogóreczka dam ?   Szybko stamtąd uciekłam .   Myk myk ,jak struś pędziwiatr wyprułam do przodu ,do wyjścia .   Niestety bramę którą chciałam wyjść zastawił samochód dostawczy z jajami .   No jasny gwint !   Skutecznie mnie unieruchomił ,to też od razu wyhaczyła mnie pani od jaj.Chcąc nie chcąc musiałam się przywitać   -dzień dobry
-a dzień dobry   -Jakie dziś jajeczka dajemy ?
-Nie mam siły... na nadprogramowe jajka jeszcze ...
-Dziś mamy te największe , policzę taniej dla naszej stałej klientki
-Dobra,wezmę dwadzieścia
-11 zł to będzie   Ładnie ze sztucznym uśmiechem się pożegnałam i wybiegłam szybko póki nikt inny nie wpadł na to by mi drogę odciąć.
Dobra przeżyłaś ,szkoda tylko że masz tyle zboczeństwa w torbach .
Od ozorów po jajca za 11 zł/ 11 ...11 ...jaaa wieeeem ! Wymyśliłam . Ja to jednak jestem genialna!   Do domu to już chyba biegłam ,szybciej niż wspomniany wcześniej struś .Proszę sobie tego nie wyobrażać , ja gwarantuję że to musiało komicznie wyglądać .   Wpadłam do kuchni ,szybko wypakowałam samo mięcho do lodówki ,resztę zostawiłam w torbach i zaszyłam się na balkonie obmyślając swój doskonały plan.   Rozpisałam go skrupulatnie co do godziny ,nastawiając alarmy oddzielające osobne porcje seksu .   Plan był taki :   Skoro naliczyłam jedenastu kolesi z górnej półki ,a nie mogę mieć ich wszystkich na raz, to mogę ich przecież wrobić w inną grę ,będą przychodzić jeden po drugim,tak w bezpiecznej odległości czasowej żeby się nie zderzać w moich drzwiach.
Udało mi się nawet wszystkich telefonicznie złapać ,wstępnie umówić ... poszło gładko .Niektórzy musieli się mocno dostosować do mojego napiętego czasu i miałam nadzieje że nie będą próbować przestawiać swoich godzin ,bo spłonę na stosie za to czarowanie .       Dom miałam pusty już po 3 rano/w nocy (zależy jak dla kogo ).   Zgodnie z moim planem pierwszy miał przyjść o 4 ,spóźnił się tylko chwile .
Dlaczego tak wcześnie ,bo mieszkał obok mnie ,miał najbliżej ,wykorzystał już wcześniej na mnie cały urlop .Powiedział żonie, że musi być wcześniej w pracy ,a tak na serio to przed pracą był u mnie . I musiał koniecznie wyjść przed 6 .
To taki kochanek wyjątkowo namiętny ,najbardziej mu odpowiadają pozycje kiedy może patrzeć w oczy .Zawsze świetnie całował i to bez wątpienia było jego ogromnym atutem .
A w dodatku miał analne zapędy ,choć często się to kończyło tylko na wpychaniu palców.
Jednak dwie godziny (niecałe) z nim nie były w stanie mnie zmęczyć .
Wyszedł o 5:45. Do pracy jednak poszedł bez bokserek . Bezczelnie je ukryłam .w szczelinie łóżka tak dla głupiego żartu .       Ledwo zdążyłam wziąć prysznic i napić się wody ,zadzwonił dzwonek .Jest! Moja dwójeczka ...
Ten wrobiony wybraniec szczególnie upodobał sobie wpychanie mi fiuta głęboko w gardło ... i przynajmniej raz ,podczas każdego spotkania musiałam doznać orgazmu spod jego palców . Lubił też sprawdzać jak bardzo szeroko jestem w stanie rozłożyć nogi i jarało go to moje rozciągniecie do szpagatu... Wcisnęłam mu kit że ciocia do mnie przyjedzie po 8 ,a to taka stara konserwa i on koniecznie musi wyjść przed 8 .
Wyszedł oczywiście jak prosiłam .
Bez majtek .
Zaczęło się podobać to zbieractwo pamiątkowych gaci.   Moja trójeczka ustalona na 10 też się nie spóźniła ,tu tylko problem przewidywałam z wypędzeniem go. Ciężki do spławiania gatunek.
Przywitałam go w drzwiach, po kolejnym prysznicu ,a on wprost uwielbiał mnie taka mokrą , więc wiedziałam, że pod ten prysznic wepchnie mnie znowu.... tak było ,zdjął ze mnie sukienkę którą w pośpiechu ubierałam , swoje ubranie też gubił po drodze do łazienki . Ja go lubiłam za tą jego zmysłowość ,sposób dotykania i jednego z największych kutasów jakie miałam . On nie chciał nigdy dobrać się go mojego tyłka i przyznam, że na tamtym etapie to się z tego cieszyłam .
Bałabym się ,że mi wyjdzie gardłem .
No i faktycznie miałam z nim problem ,nie chciał sobie iść ,w ostatniej dobrej chwili wypchnęłam go z domu (bez bokserek ),na ulicy mijał się już z moją czwórką .   Uff... na bezdechu patrzyłam czy trójka się nie odwraca jak czwórka wchodzi do domu ,kilka minut po 12
Udało się , ale ku mojemu zdziwieniu ten mnie wyciągnął do kuchni .
-Chyba nie przyszedłeś mi grzebać w lodówce ?
-Nie ,szukam czegoś
-Yhym,a czego ?   Wyśledził w końcu wzrokiem ogórka ,umył go ... posadził mnie na stole i wepchnął to warzywo które dostałam na targu w gratisie prosto w moją cipkę.Nie to żeby mi się nie podobało ,ale nie wytrzymałam ,chwyciłam go za krocze w celu sprawdzenia ,czy oby na pewno zabrał ze sobą kutasa . Okazało się że go ma ,nie zapomniał .To dobrze bo nie było by sprawiedliwie liczyć ogórka jako czwarty element układanki .Po za tym musiałam sprawić żeby zgubił majtki .
No i w końcu zgubił ,pyskował ,nie chciał wyjść bez nich .A jak mu zaproponowałam że mu pożyczę moje to nie chciał . No cóż .   Piąteczka miała się zjawić o 14 ,tylko się tak niefortunnie złożyło, że nie zdążyłam wziąć prysznica choćby szybkiego ,dla zmycia zapachu poprzednika ...
A ten od razu do lizania się zabrał , dobrze że chociaż swojego języka użył ,a nie tych co mam w lodówce . Nie zorientował się że nie był pierwszy tego dnia . I majtki też biedaczek zgubił .
Cóż,ta sama śpiewka o 16 będzie moja ciocia -konserwa ... poszedł .   Szósteczka na 16 się spóźniła 20 minut ... niedobrze . Wpadłam w poślizg ...
Lekko zmęczona już tymi prysznicami ,rozebrałam go już w korytarzu ,chowając jego bokserki do buta . Jego długi dystans musiałam nieco podkręcić ,żeby zdążył się wyrobić przed 18 ...
Udało się ,ale tylko dlatego że obiecałam mu kolejne spotkanie następnego dnia wieczorem na dłużej .   Siedem . Jak siedem grzechów głównych -tak mi się skojarzyło jakoś...   1. Pycha- nie wydaje mi się żebym jej aż tak nadużywała , muszę przecież wierzyć trochę w swoje możliwości
2.Chciwość-tylko jedenastu ,to nie jest tak dużo ...
3. Nieczystość-czysta jestem aż za bardzo ,tyle pryszniców wziąć jednego dnia to aż za czysta
4. Zazdrość-nie wywołuje ,dlatego spławiam ich z dokładnością mojego czasu
5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu-tak,zdecydowanie dziś za mało piłam i nic nie zjadłam
6. Gniew-tylko troszkę się gniewają za te majtki .
7.Lenistwo-co to to nie ,ciężko pracuje od 4.  
Jest 18 i mój siódmy samiec,ten bardziej brutalny analnie ,nieobliczalny gardłowo ... wymęczył mnie przyznaję ,na chwilę miałam dość ... mało tego przegapiłam czas ...   Dobrze ,że byliśmy w pokoju od strony ogródka ,to go wypuściłam drugą stroną ,strasząc oczywiście ciotką konserwą . Majtki w pośpiechu i tak zostawił . Oh Yeah!   O 20,przed ósemką musiałam grać ,że spałam ,bo na głowie panował mi ogólny nieład , przeprosiłam na chwile ,wzięłam szybki prysznic i wyszłam do niego czynić swoją powinność ... a on cudownie wymyślił sobie kawą mnie uraczyć ,sama bym na to nie wpadła .I w sumie skończyło się na ujeżdżaniu go podczas picia kawy .Jakoś mało kreatywny był tego dnia ...a bokserki zgubił jak reszta .   O 22 przyszedł dziewiąty ,trochę mnie potargał ,bo to lubi szczególnie ,potem zgłodniał to mu zrobiłam kanapki z ogórkiem ,proponowałam coś innego ,ale się uparł na ogórka .Przynajmniej się nie zmarnuję ,Po jedzeniu o mały włos nie zasnął , to musiałam zrobić kolejny alarm . Wyskoczył z domu jak poparzony ,bez majtek .   Po północy ,dziesiąty ,marudzący ,że czas kiepski na seks ,że musiał pieszo iść kawał drogi ....ale lodem nie pogardził ,od razu nabrał sił na rżniecie ...majtki zgubił ,i zawiedziony że do rana zostać nie może przed 2 wyszedł.       A po drugiej mój przyjaciel się pojawił jako jedenasty,blisko mieszkał więc przyjść o tej porze żaden problem ,już nie musiałam liczyć czasu ,seks był namiętny ...już na więcej nie miałam siły ,bokserki wcisnęłam znowu w szczelinę łóżka i zasnęłam w jego ramionach .
O 6 już go nie było ,poszedł do pracy . A ja spałam i spałam i spałam ... wykończyłam mój syndrom wtedy ,skutecznie .Na chwile.

Aine

Aine

Krew na ustach ...3

Zdążyłam się zorientować ,że podnieca go widok mojej krwawiącej wargi ... miałam też w pamięci jak pisząc z nim sama się na to zgodziłam ,na te kilka kropli krwi , na ryzyko ,że może uderzyć mnie zbyt mocno .   Nie zrobił tego przecież , ugryzł mnie ...a reszta potoczyła sie sama .
W całym jego zamiłowaniu do zadawania bólu ,była masa zmysłowego wyczucia .
Moje morale były jednak mocno pokiereszowane ,upstrzone przygasłym już lękiem ,krwią naznaczone.
Szumiało mi w głowie jeszcze ,choć wracał już spokojny oddech...   ~ nic mi nie zrobił   ...ulżyło mi ?   Nie. Wcale nie .   Bo to już nie był lepki strach . ..ani zimny wiatr na karku sygnalizujący odprężenie.
Pora przyszła na budzącą się pustkę , brak tej wiernej jak pies duszy ,czekającej po drugiej stronie miasta. Duszy która właśnie teraz powinna czuć trud oczekiwania . Ból i spełnienie...tyle mi brakuje do mojej pełni.   Wiktor,choć znaliśmy się tak krótko ,był wyjątkowy ... ale nie był w stanie dać mi tego wszystkiego za czym tak tęskniłam.   W tej chwili nie chciało mi się już nawet z nim rozmawiać ,ani na niego patrzeć...marzyłam o odpoczynku..
By być sama... Nie był mi na tyle bliski ,wypiłam z nim cały dzban chemii która zdążyła się w nim zebrać .Teraz dzban jest pusty, on się napełni ponownie ...powoli .kiedyś...
Kwestia czasu .  
-Usiądż i poczekaj – powiedział spokojnie wyrywając mnie tym samym z zamyślenia.   Już nawet nie pytałam -po co ? siadłam na brzegu łóżka ,on wyszedł z pokoju .   ~ nie
nie chcę
nie chcę na nic już czekać !   Chcę chwili bez Pana W!   ~teraz ktoś inny powinien zlizywać ze mnie smak,,,, jego smak...-na tą myśl chłód z karku odpłynął ,a gorąca iskra pędziła przez korytarze ,tuż pod moja skórą .  
Słyszę ,jak Wiktor odkręca wodę ... szykuję wspólną kąpiel ?
Mam nadzieje że nie. Rozglądam się po pokoju ...uciekłabym chętnie . Ale jak ?   -Uspokój się ! -karciłam się w duchu   Po chwili wchodzi spowrotem do pokoju i patrzy na mnie ,nic nie mówi .   -No co ? Dlaczego tak patrzysz ?
-Smutnooka ... Czego Ci jeszcze brak ...
-Niczego -uśmiechnęłam się jakby pod przymusem   ~ przecież Ci nie powiem ... nie zrozumiesz-pomyślałam  
-Czegoś Ci brak ciągle ? Nie dałem Ci tego ,prawda ?
-Yyy...nie . To nie tak .To bez sensu, nie zrozumiesz
-Skąd wiesz ile mogę zrozumieć ?
-Nie wiem ,w sumie Cię nie znam
- W tym wszystkim brak Ci miłości ,prawda ?
-Miłość tu wszystkiego nie załatwi .
-Nie ? Więc co...   Nie odpowiadam, właśnie skończyło się w mojej głowie płukanie ,rozkręca się wirowanie- 1200   ~Nie ! Nie ma miłości .Nie takiej jaka jest mi potrzebna ! Nie mów do mnie o miłości ...   -Halo ,jesteś tam... Smutnooka ?
Chodź ,kąpiel dobrze Ci zrobi   Wziął mnie na ręce i zaniósł prosto do wanny
Woda była dokładnie taka jak lubię ,nie zimna nie gorąca ...powoli koiła każdy centymetr mojego obolałego ciała
Wiktor wyszedł .
Słyszę go już na dole ,uruchamia ekspres ...chyba otwiera lodówkę .Szuka czegoś w szufladzie ze sztućcami . Kawa się robi w tle sama.   Reszty dzwięków nie jestem pewna ,nie umiem ich zidentyfikować  
Po dłuższej chwili jest już w łazience .   Stawia obok mnie tace, na której jest jakiś sok ,chyba porzeczkowy ,woda z cytryną .
Kawa ,na szczeście czarna . Dwa tosty ,z czym to zagadka już . Jogurt naturalny i truskawki.
- co to ?
-Śniadanie .Nie wiedziałem co lubisz...wybierz sobie co chcesz   -Nie lubię tostów ,ale nie przejmuj się i tak nic nie przełknę . W ogóle to trzeba było lodówkę całą przynieść ,naprawdę przesadziłeś .
-Bardzo zabawne.Wypij chociaż jogurt
-Kawę wypiję i wodę ,przepraszam  
................
-Dziwna jesteś -wyrzucił mi na odchodne ....   -No patrz ,dopiero teraz się zorientowałeś ? Swój do swojego ciagnie ...   -Ja nie jestem dziwny ,jadam tosty .
-No ale prysznic bierzesz sam ...
-Nie zawsze ...
Jeszcze z Tobą nie skończyłem .   -Nie ?
-Nie ,mam zamiar zmęczyć Cię bardziej ...
-Oł...miło mi.   Nachylił się niespiesznie ,pocałował mnie w czoło i wyszedł.   Skorzystałam z okazji by wypić kawę ... O tak ,kurewsko trzeba mi teraz kofeiny .
I wody też ,dobrze ,że pomyślał o słomce, bo z tą cytryną miałabym problem w obecnej chwili .   Dotknełam wargi ...ssss ,ałć ...   ~sama chciałaś ,sama......to masz.   Odstawiłam szklankę i zanurzyłam się cała ,wstrzymując powietrze.   1,2,3,4,5,6,7........18,19.........28...34 ...   Wynurzyłam się ,przetarłam oczy.
Wiktor był już obok ... wchodził do wanny
Świetnie .   -Co dla mnie masz tym razem ?
-Pocałunek
-Bedzięsz znowu gryzł ?
-Nie ,niekoniecznie   Zbliżył się i pocałował mnie bardzo delikatnie , jakby jego język był tylko narzedziem do okradania mnie z oddechów .Też sobie kilka wziełam od niego .   Potem na mnie patrzył ,zbierajac moje włosy do tyłu...nachylił sie i szepnął mi do ucha   -Tutaj Cię ugryzę ,suko...ale nie mocno   Zdecydowanie ,to nie było mocno ,ale skutecznie mnie zapalił
A kiedy wepchnął mi język do ucha ,wiedziałam że już po mnie .
Na każdy jego wiraż przypadał jego przyspieszony oddech ...   Wystarczyło że z zaskoczenia ,zdecydowanie wbił we mnie swoje palce ,a moje ciało wygieło w łuk z jękiem ...   -Usiądź wyżej,tu na brzegu wanny -powiedział mi spokojnie   Tak też zrobiłam   -Rozchyl uda...   Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać . Moje drżące uda same się przed nim otworzyły...   Chwycił ję mocniej pchając na boki i bez grama delikatności ,odnalazł łechtaczkę i przygryzł ją ...   Odpowiednio mocno by zabolało ,a jednocześnie zaszczepiło kolejne pragnienie  
Bez rozwijania czerwonego dywanu wepchnął we mnie dwa palce ,
szybko trzy ,
a już po chwili rozciągał mnie czterema , walcząc o miejsce dla piątego ... kurewsko przyjemnie bolało   Dobrze, że wanna była zabudowana dookoła płytkami ,bo inaczej leżałabym już poza nią ...   Dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać jakie właściwie dłonie ma Wiktor ... Długie ,w miarę szczupłe palce , smukłe ,na moje szczęście.   Kiedy doszedł kciuk ,wciskał dłoń coraz głębiej...   Nie krzyk ,nie jęk i nie oddech ...to była mieszanka wszystkiego na raz w nieogarniętym szale .   Nie liczyłam pchnięć ,nie umiałam ..ale kiedy wyciągnął dłoń ,rozedrgane ciało podarowało mu wytrysk...   Chwytał krople na dłoń ...ile zdołał złapać  
-No proszę ,tego się nie spodziewałem ,suko  
Powiedział z zachwytem ,po czym poczęstował mnie moimi własnymi sokami ...   -jesteś cudowna ,ale mam niedosyt ...chcę więcej Twoich płynów...
-więcej nie mam ...innym razem ,zapisz się na termin .-dodałam z przekąsem
-Piss suko ...   Znowu wkładał palce w moją prze-kurewsko obolałą dziurkę ...   -Proszę ...mówisz i masz...   Chciał deszczu ,gorącego deszczu, to chętnie mu go dam ...rozluźniłam mięśnie Kegla ,strumień popłynął na jego dłoń ...A wtedy szybko uniósł się i swoim strumieniem wlewał się w moje wnętrze ...gorący mocz działał jak balsam ...   Odrobinę tego złotego eliksiru dostałam jeszcze na pękniętą wargę...   Oblizałam się ze smakiem ,pozazdrościł mi i,więc odebrał go pocałunkiem ...       -Teraz kapiel Smutnooka,razem
i prześpimy się ... a potem odwiozę Cię do domu   -Dobrze
-Tak wiem że Ci było dobrze .
- Yhymmm  
Kąpiel zamieniła się w szybki prysznic... zaniósł do łóżka   Wtuliłam się ,pozwolił mi na to ,choć oboje zdawaliśmy sobie sprawę ,że to nie jego dłoni mi teraz brak ...  
Śniłam o rogatym materacu ...dopełnieniu .   Jeszcze tylko takiej chemii mi trzeba...       The End .

Aine

Aine

Krew na ustach ... 2

Nie miałam już sił ,on sam mnie tak bardzo nie zmęczył ,pomogły mu schody .
Poczułam ogromną ulgę ,gdy wyszedł ze mnie i przyciągnął do siebie ...by skończyć w moich ustach . Smakował mi...   Pozwolił mi wstać i skorzystać z łazienki , jednak chwili prywatności mi już pożałował.
Szedł za mną po schodach ,palcem badał delikatnie otarcia na plecach ...   W zupełnym milczeniu zamknął za Nami drzwi.
Posadził mnie na komodzie ,obok umywalki ...odkręcił wodę i wyjął waciki z szuflady.
Przemył mi dwa niewielkie pęknięcia wargi ,pocałował mnie w skroń i wyszedł ...   -Weź prysznic i przyjdź do sypialni obok . Nago.
-A czy mogłabym zejść po moja torebkę ?
-Po co ? Czegoś Ci brak ? Woda ,Żel i ręcznik ...tylko ,nic Ci więcej nie potrzeba
...resztę dam Ci ja.
-Dobrze -patrzyłam na niego ,niezadowolona ...   Niezadowolenie wynikało ze świadomości jego racji ,nic mi nie było potrzebne ,torebka miała dać mi fałszywy komfort .   Odkręciłam wodę i niespiesznie zmywałam z siebie nasz pot,zapach perfum ...ślinę ,krew z piersi...   Niewiele jej było, tej krwi,ale czułam nieznaną mi dotąd satysfakcję że jest .
Sama sobie nie umiałam tego wyjaśnić .Krwawe katharsis...czyżby ?   Balsam Nivea ,zwyczajny ,kremowy zapach ,szampon, również Nivea... nie używam takiego ,ale chyba nie mam wyboru.
Woda odrobinę zmyła zmęczenie...   Szczypała mnie warga i bolały plecy ...czułam że wewnątrz też mnie przytarł ... ale pragnęłam go jeszcze ,nie miałam pojęcia co tym razem mnie czeka .
Lęk przed nieznanym zablokował mnie kiedy stanęłam w drzwiach sypialni , Wiktor też brał prysznic ,na dole ...ale w przeciwieństwie do mnie on teraz stał przede mną całkowicie ubrany .
Wychodzi gdzieś ? A mnie zostawi ,przywiąże nagą do kaloryfera i zostawi... -panikowałam wewnątrz.   -Nie lękaj się -powiedział spokojnym tonem   Zbliżył się do mnie ,chwycił za podbródek i spojrzał mi głeboko w oczy.
Nic nie mówiąc pocałował mnie i choć to robił delikatnie , ból malował mi lekki grymas na twarzy ...mimowolnie oddech mi przyspieszył.   Odszedł znowu bez słowa ,a ja stałam jak wryta w ziemie . Nie wiedziałam czy wolno mi zrobić krok ...miałam kilka takich przygód w życiu . Nigdy wcześniej nie czułam się tak zniewolona. Nie musiał mnie wiązać ,nakazywać . Ciszą odbierał mi siły .   Wrócił szybko z winem i dwoma lampkami ,usiadł w głebokim fotelu i przywołał mnie do siebie .   -Chodź , usiądź na mnie   Podeszłam do niego ,jak na pstrykniecie palcy ,nie zawahałam się ani przez chwilę ... usiadłam na Nim jak o to prosił . Nalał wina i podał mi lampkę . Cały czas na mnie patrzył ...   Upiłam spory łyk ...na wypadek jakby więcej nie było mi dane .
-To krepujące ... -powiedziałam niepewnie
-Co masz na myśli Moja Droga ?
-To, że tak patrzysz na mnie ,nic nie mówisz ,mam przesyt ciszy.. Proszę Cię dozuj ją ostrożnie , kiedyś rozwalała mnie na kawałki ,teraz jest dopełnieniem przyjemności ...ale...
-...ale zapala Ci się czerwona lampka. Rozumiem . I naprawdę cieszę się że o tym mówisz .
A powiedz mi jeszcze ,ta Twoja uległość wrodzona jest czy nabyta?
-Pytasz o genezę ... myślę że pół na pół .Tyle musi Ci wystarczyć póki co .
-Jestem cierpliwy ,powiesz jeśli będziesz gotowa. A teraz ,proszę ,otwórz...
-Co to ?
-Nie pytaj ,otwórz.   Niepewnie odebrałam od niego srebrne ,niewielkie pudełko ,otworzyłam ...
W środku był delikatny łańcuszek z zaciskami na sutki .Znam klamry ,bardzo dobrze.Jednak te były wyjatkowe . Jak rasowa biżuteria ,biżuteria której używam tylko na wyjątkowe okazję .
Na co dzień moją ozdobą są słuchawki ,bez nich się nigdzie nie ruszam ...   -Podobają Ci się
-Tak ,bardzo
-Lubisz błyszczeć ?
-Niekoniecznie ,lubie swój naturalny blask niczym nie zmącony .
-Prawidłowo , bardziej Cię widzę w kąpieli z czarnych pereł z krwią na ...
-Z krwią na ? Hmm ....jeden sznur czarnych pereł posiadam ...
-Krew do Ciebie pasuję ,wydobywa mrok ze spojrzenia ,podkreśla lęk jaki w sobie nosisz ...
Nie ważne...-przerwał i sięgnął od razu po klamry, zapiął mi na sutkach ...stopniowo regulował ucisk   Przyjemny ból przeszywał mnie od czubka głowy po końce palców u stóp ...   Upiłam kolejny łyk z ciężkim oddechem .
Siedziałam na Nim naga, robiło mi się wilgotno ,wiedziałam że zostawię ślad na jego spodniach ...
Wierciłam się kiedy dotykał moich sutków ,ocierałam się o jego twarde krocze . Uwięzione ostrze.   Spojrzał na mnie z błogim spokojem,założył mi mokre kosmyki włosów za ucho i pocałował zachłannie ,czułam że ta warga znowu szczypie ...i ten metaliczny posmak krwi.   Jego dłonie przyciągały mnie do siebie mocniej ,moje ciało wyrywało się z uścisku , sutki pulsowały .bolało ...   Jego palce chwyciły gwałtownie moje pośladki ,rozchylając je ,aż w końcu sprawnie wbił we mnie dwa palce .
Jęk sam się uwolnił...   Odrywał się od moich ust tylko po to by językiem drażnić obolałe sutki ...   Kilka takich podejść ,łapczywego przeskakiwania z ust na sutki ...i błagałam go by mnie zerżnął
Ciało prężyło się ,ja próbowałam walczyć z jego paskiem bezskutecznie ,karcona za każdym razem
Wściekle wkurwiały mnie już jego palce w moim tyłku ,jeszcze bardziej wyły o pomoc moje sutki ...   Ocierałam się ...i tylko tyle mi było wolno ,może mi nawet w tym odrobinę pomagał ...   Tylko to wciaż za mało ...błagałam każdym spojrzeniem o więcej ,każdy mój oddech,jęk ujawniał moje pragnienia ...   Moja skóra ,mięśnie ...puszczalskie nerwy...one były blisko ,bardzo blisko ,wyłaziły spod skóry......   Wtedy wystarczyło jedno pociągnięcie za łańcuszek ,który zerwał boleśnie klamry z sutków ,ten jeden ruch wprawił ciało w taniec którego nie mogłam kontrolować .
Orgazm bezczelnie panoszył się we mnie , nie słabł wcale ,wrecz się nasilał kiedy Wiktor przygryzał moje sutki trzymając mnie w silnym uścisku ...   A nektar z mojego krocza starannie moczył jego spodnie ... wypracowując sobie nieświadomie karę...   Z nieświadomości wyciągneło mnie gwałtowne szarpnięcie za włosy i stanowczy ton Wiktora.   -Zobacz co zrobiłaś suko!
Zliżesz to w tej chwili ...
No już ! Na kolana!  
Na drżących nogach nawet nie byłam w stanie ustać ,po prostu zsunęłam się z jego kolan ,prosto na podłogę . .. i bez wahania ,bez jego ponagleń ,bez pomocy zlizywałam swoje soki z jego nabrzmiałego krocza ,jeszcze w spodniach . To pewnie nie było by tak przyjemne ,gdyby nie świadomość że czułam każde drżenie jego fiuta .
Nie mogłam sie go doczekać ...   Z transu w jaki odpłynełam wyrwał mnie świst pejcza... i pieczenie skóry na plecach
Nie wiem co pierwsze było ,czy ten świst ,czy uczucie przeszywającego bólu...   Przerwałam na chwile poprzednią czynność ,przyswajając informację co właściwie się stało ...   Kiedy poprawił raz jeszcze ,byłam pewna że nie śnie ...  
-Rozepnij mi spodnie dziwko i wsadź sobie go w gardło ,nie pomogę Ci w tym.   W duchu przytaknełam ,zatwierdziłam rozkaz .
Wolno mi było dobrać się w końcu do jego kutasa , rozpiełam pasek ,spodnie ...nie miał bielizny .
Wyskoczył mi przed oczy twardy jak skała kutas , jego szczyt był mokry ,przełknełam ten smak głodu i wpuściłam go do swoich ust ,niespiesznie go oblizując ...   -W gardło suko !- zasyczał i mocno ugodził mnie po raz kolejny w tyłek ,rzemienie sprawnie znajdowały każde wgłębienie ,miałam wrażenie, że ich końce sięgały do mojej mokrej cipki..
Starałam się być posłuszna , połykając prawie jego ostrze ...ale kiedy mnie smagał traciłam siły ,potrzebowałam powietrza ...   Czułam ogień na skórze ... nie wiem ile razy ,nie wiem jak długo walczyłam kiedy dociskał moją głowe do granic możliwości , znowu wzbierała we mnie wsciekłość ...chciałam sie wyrwać z uścisku ,uciec mu ...wykrzyczeć ...
''Nie chcę ! Wystarczy ...mam dość "   Nie zrobiłam tego , wydusiłam tylko ciche – "Nie"   -Słucham ?   ~ ja to powiedziałam ...oesu ,niemożliwe ...   -no słucham suko ,co znaczy "nie" ?
-...nie chciałam tego powiedzieć...przepraszam   Pogładził mnie po włosach ,jakby przyjmował przeprosiny ,po czym gwałtownie podniósł mnie za szyje ,wstając już ciągnął mnie przed sobą w strone łóżka   -Mnie ! ...się ! ...kurwa ! Nie ! mówi ! Nie !!!
Rozumiesz ?   Chciałam pokiwać głową , potwierdzić że rozumiem doskonale . ..ale nie miałam takiej mozliwosci   Rzucił mnie na łóżko i patrzył mi w oczy ,rozpinając koszule ... a kiedy zsunął z siebie też spodnie ,ja już brałam głęboki wdech, wiedząc ,że za chwile w jakiś sposób odbierze mi życiodajny tlen.   Trochę się pomyliłam ,odwrócił mnie szybko,skrzyżował mi ręce na plecach i powolnie wchodził w mój tyłek ...nie przyspieszał ,wściekle błagałam o szybciej i mocniej ,ale on wiedział że powolne ruchy bolą mnie najbardziej .   Mocno wbijał palce w moje biodra ...   Już żałowałam każdej litery która się składa na " NIE"   ~N jak nienawidzę ... I jak ironia ... E jak ewakuacja   Zapragnełam uciec ,chociaż chyba nie miałam na to pomysłu.   Kiedy już sam potrzebował przyspieszenia ,oblało mnie uczucie ulgi ...i spełnienie ,dreszcz ...   Czułam jak jego sperma panoszy się w moim tyłku ...  
Zszedł ze mnie ,pociągnął mnie za włosy stawiajac na baczność obok siebie ...   Drżał ,ja też uspokajałam oddech ...patrzył mi w oczy ... i pocałował .   Pocałunek był krótki ,delikatny ....czuły...
...tylko zakończył go drastycznie szarpiąc zębami moją pokiereszowaną wargę ...   Poczułam znajomy smak ... i ciepło mojej B Rh +   Wiktor uśmiechnął sie do mnie i powiedział, rozcierajac ją palcami po moich wargach :   -Mówiłem Ci że do twarzy Ci z krwią na ustach ?               ... może będzie cd.

Aine

Aine

 

Talenty Akime, cz.9-ostatnia

Filip był nie mniej zaskoczony i zmieszany. Zanim zrobił cokolwiek Akime sama wstała i podeszła do dziewczyny.   -Cześć, jestem Akime.
-Chyba cię pamiętam - powiedziała powoli - Patrycja.
-Wiem, kojarzę cię. Przysiądziesz się?
-Nie wiem, czy nie przeszkadzam - przeniosła i utkwiła wzrok w Filipie, który tymczasem dopinał ostatni guzik w koszuli.
-Ależ absolutnie, ja już zresztą wychodziłam, chodź.   Nie czekając na odpowiedź podeszła do chłopaka i skinęła głową w stronę drzwi wyjściowych. Filip wstał powoli i ją odprowadził. Dopiero tam zdała sobie sprawę, że nie zabrała ze sobą ich zeszytu, więc stali pod drzwiami i patrzyli na siebie. On niezdolny do powiedzenia czegokolwiek, ona bez pomysłu, jak się pożegnać. Wreszcie wspięła się na palce i łagodnie pocałowała go w policzek.   Uścisnął jej dłonie i uśmiechnął się niepewnie. Odeszła pośpiesznie i dopiero po czasie uświadomiła sobie, że nie napisała mu najważniejszego.   "Filip, bierz coś przeciwzapalnego, to ważne!".   Nie odpisał. Ani tego dnia, ani kolejnego ani przez następne dwa tygodnie. Na tę i na kolejne wiadomości z pytaniem, jak się czuje. Spanikowała, że coś mogło się stać, ale gdy dwukrotnie o różnej porze podeszła pod jego dom widziała raz jego z Pati w ogrodzie a innym razem jak siedzieli we dwójkę w salonie.   Wydawało jej się, że nie opuszcza go na krok.   Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Zabrała się za czytanie jakiejś książki, chodziła opalać z koleżankami, oglądała zaległe odcinki ulubionych seriali.   Wszystko to nie miało smaku. Kładąc się spać znowu słyszała jak jego krzyk przechodzi w śmiech a śmiech w krzyk. Czuła się źle. Czuła się niewłaściwie. A jednocześnie było to fantastyczne.   Po trzech tygodniach ciszy sms od niego niemal zwalił ją z nóg.   "Masz czas spotkać się o 16:00 w parku na Mickiewicza?"   Rzuciła wszystko i pobiegła do lustra. Podkrążone oczy, włosy w nieładzie generalnie - wyglądała dramatycznie. Prędko potwierdziła termin i rzuciła się "robić". Ta sama współlokatorka, która diagnozowała jej zakochanie, teraz kiwała z politowaniem głową.   -Zbajerował cię, zostawił a teraz chce się spotkać?   Popatrzyła na nią ciężko, co tylko spowodowało kolejne skinienie pełne wyrozumiałości.   -Łap moje perfumy i rzuć go w cholerę, ale niech czuje co traci.   "Zielona herbata". Akime zachichotała nerwowo.
A co tam. Psiknęła hojnie i ubrała białą sukienkę.   O 16:00 stała przy bramie wejściowej świdrując wzrokiem tłum rodziców z dziećmi i zakochanych par.   -Cześć.   Nie obejrzała się sądząc, że to nie do niej.   -Akime?   Tym razem odwróciła się z przerażeniem, że ktoś ze znajomych wpadł na nią, jak czeka na Filipa...ale był to on sam. Ale jakby nie on. Z przyciętymi włosami, spokojem malującym się na twarzy i w lekkich, jasnych ubraniach. Z rzemykiem na dłoni a dłońmi w kieszeniach.Ze skórzaną torbą przewieszoną przez ramię. Pachnący dobrymi perfumami i taki po prostu... szczęśliwy. Promieniał szczęściem i spokojem, jakiego u niego nie widziała.
A głos, który zdążyła zapomnieć, brzmiał głęboko i trochę niepewnie, jakby zastanawiał się, czy go rozumie.   -Mówisz? - spytała z głupia frant, bo co miała zrobić. Otworzył na to torbę i wyciągnął...ich zeszyt. I jej długopis.
-Przepraszam, nie zależało mi na uczeniu się czytania z ruchu warg. Możesz mi to napisać?   "Mówisz! Filip, masz piękny głos, jak mogłam go zapomnieć?"   Uśmiechnął się niepewnie.   -Miałaś go na nagraniu.   "Jak śpiewasz to brzmi jeszcze inaczej".   -Śpiewać jeszcze nie próbowałem, ale nie sądzę że dam radę.   "Jak widać możesz więcej, niż Ci się wydaje":   Znowu uśmiech. Gdzieś wyparowało z niego całe szaleństwo. Znowu miał ciepłe spojrzenie a wokół oczu pojawiło się kilka zmarszczek.   -Czy mogę cię prosić, żebyś była teraz moimi uszami? Znajdziesz nam w parku miejsce, gdzie będziemy sami? Nie wiem jak głośno mówię. Nie chce ludzi dookoła a mogę kogoś nie zobaczyć i nie usłyszeć.   Kiwnęła głową i ruszyli powoli główną aleją. Trwało to trochę, ale wyszukała wreszcie mały murek na uboczu, gdzie prawie nikt nie chodził. Za nim był długi pas trawy i droga ekspresowa.
Przysiedli. Rozejrzał się dookoła dla pewności i odchrząknął.   -Myślałem od kilku dni o tym spotkaniu a jak przyszło co do czego, to nie wiem, jak zacząć.   "Może od tego miejsca, gdzie się ostatnio widzieliśmy?"   -Tak... - zawahał się - Pati.   Przez moment dobierał słowa.   -Jak tylko wyszłaś Pati zaczęła mi się przyglądać, jak sęp ofierze. Zawsze podejrzewałem, że ma szósty zmysł. No więc widziała, że coś jest nie tak, ale nie wiedziała co. Zdążyłem zabrać nasz zeszyt ze stołu i ją zagadać, tyle że po godzinie dostałem temperatury i Pat wygoniła mnie do łóżka. Dopiero rano przeczytałem smsa od ciebie, ale nie odpisałem, bo wróciła zobaczyć, jak się czuję no i... wszystko się wydało.   Krew odpłynęła jej z twarzy. Poza tym wciąż przeżywała szok słysząc nie tylko, jak mówi, ale też jak dużo porównując z tym, jak wcześniej lakonicznie pisał.   -Ja czułem się dobrze, ale gdzieś w ferworze rozmów i żartów nie zauważyłem, że podwinęła mi się koszulka. Podeszła i z zaskoczenia podciągnęła mi ją pod szyję. A potem musiałem ją przez pół godziny uspokajać, bo wpadła w histerię i na zmianę płakała albo chciała mnie zabrać do szpitala. Nie musiała długo dedukować żeby dojść do wniosku, że sam sobie tego nie zrobiłem a ostatnio widziała nas razem, no więc...   Wyciągnął papierosy. Nie musiał pytać jej o zdanie. Sama chętnie by się teraz zaciągnęła.   -Kolejne pół godziny przekonywałem, żeby cię nie szukała, nie wydłubywała oczu i generalnie została w domu. Finalnie wpadła mi do pokoju, znalazła telefon i go skonfiskowała. Dlatego nie mogłem ci odpisać.   "Czy was coś łączy?"   -Wieloletnia przyjaźń. To dziewczyna Kosmy - zaciągnął się - Miała na tyle taktu, że nie czytała naszych wiadomości, ale widziała, że próbowałaś się ze mną skontaktować. Ciebie uznała za wariatkę, mnie za chorego i dobitnie powiedziała gdzie mam sobie wsadzić moje oburzenie, że zabrała mi telefon.   Wbrew woli zachichotała. Mimo lęku, jaki ją dopadł, znowu nie mogła oderwać oczu od tego, jak palił.Jak rozchylał usta, pośpiesznie obejmował wargami cienką końcówkę, przymykał oczy, zaciągając się i jak dym wypływa z półotwartych ust. Nabrała ochoty, żeby w końcu spróbować, jak to jest się całować.   -Było to o tyle ciekawe, że Pati to osoba bardzo spokojna, wyrafinowana a słowo "dupa" przychodzi jej z ogromnym trudem.   Rzucił niedopałek na ziemię, rozgniótł go butem i rozejrzał dookoła.   -Nigdy nie mówiłaś mi w jakim akademiku mieszkasz więc nie wiedziałem, gdzie cię szukać. O ile uwolniłbym się od Pat. A ona postanowiła mieć mnie na oku. I cóż, żeby być zupełnie z tobą szczerym...tylko ciężko mi o tym mówić...   Przerwała mu gestem. W milczeniu odprowadzili mijającą ich parę emerytów.   -Jak już jej minęła pierwsza złość, to chciała zrozumieć. Czułem się, jakby jedna z was zraniła mnie dosłownie, a druga kazała rozdzierać wszystkie rany, ale mentalnie. A gdy już jej to trochę wyjaśniłem, to...   Znowu się zmieszał. Spojrzał z rozpaczą na papierosy. Akime machnęła ręką, zapalił kolejnego.   -Jesteście, jak noc i dzień - podjął pozornie bez związku - Przyszła i zrobiła mi dokładnie to, co ty, ale jeszcze inną drogą. To tancerka, wiesz? Kiedyś grała, ale rzuciła wszystko, żeby tańczyć. Nauczyła mnie alfabetu, którym piszesz na dłoni i opisywała mi tak cały świat. Prostymi gestami. Zabierała na długie spacery, opowiadała różne rzeczy... wszystko w ten sposób. Nie poznałabyś, że prowadzi ze sobą kalekę. Nie zniósłbym tego. A jak to opisywała...   Zamyślił się a siedząca obok niego dziewczyna miała wyjątkowo bogatą wyobraźnię. Widziała w niej delikatną blondynkę kreślącą mu na dłoni kolejne litery gestami subtelnymi, jak lot motyla. A one same? W jakie zdania się składały? Patrząc na jego reakcję domyślała się, że przekraczały jej możliwości. Wielokrotnie.   -Kilka dni przed jej wyjazdem rozpinała mi koszulę w tym samym miejscu, gdzie ty. Tyle że potem zrobiła wszystko, żebym ani przez moment nie czuł bólu. Żadnego.   W końcu popatrzył jej w oczy. Była nieco speszona, nie przygotowana na taki temat.   -Nigdy wcześniej tego nie robiłem. A ty?   Speszyła się jeszcze bardziej, zarumieniła i pokręciła głową.   -Wiesz co? Mimo, że było to piękne, mimo, że rozstawaliśmy się w zgodzie, ja musiałem potem popatrzeć w oczy Kosmie i wiem, że nie mogę mu tego powiedzieć, bo jego to zniszczy a ani dla Patrycji ani dla mnie nie ma to żadnego znaczenia, bo to było tylko narzędzie do osiągnięcia celu. Brzmi znajomo?   Patrzyli sobie w oczy. Kiwnęła głową.   -Na koniec zostałem ze wszystkim sam. W głowie mam bałagan, nie znam lepszego słowa po angielsku, żeby to opisać. Obie chciałyście mi pomóc. Obie pomogłyście. Każda na swój sposób. Jedna jak noc, druga jak dzień. Obie piękne na swój sposób, bo potrafię docenić i bezksiężycową noc i słoneczne południe. Tylko wiesz co, Akime? Czuję się też wykorzystany. Czuję, że każda z was wzięła sobie coś z tego i że nie kierował wami czysty altruizm.   Znowu ktoś ich minął, choć tym razem nie zdążyli zareagować. Na szczęście był to młody chłopak z iPodem i słuchawkami.   -Patrycję potrafię zrozumieć, bo znam ją od lat i znam jej motywy - wrócił do swojego monologu - Ale nie rozumiem ciebie, Akime. Nie rozumiem co z tego miałaś. Czy lubisz krzywdzić, tak po prostu? Lubisz patrzeć, jak zadajesz ból? - odwrócił się do niej - Po tym czasie chciałbym zrozumieć...   Kręciła głową już od dłuższego czasu więc z ulgą ale i złością kreśliła w zeszycie kolejne zdania.   "Nie. Nie kręci mnie samo zadawanie bólu, jeśli za tym nie idzie nic dla drugiej osoby. Lubiłam patrzeć, jak idziesz przez to, jak się łamiesz, wzmacniasz, boisz a potem śmiejesz. Lubię to uczucie".   Przeczytał kilka razy po czym podniósł wzrok i zapatrzył w przestrzeń.   -No widzisz, Akime, a mnie się wydaje, że jednak do pełni szczęścia chciałabyś czegoś więcej.   Rozejrzał się. Było zupełnie pusto. Pochylił się nad jej uchem.   -Kiwnij głową, czy mówię teraz dość cicho?   Zaprzeczyła.   -A teraz?   Kiwnęła. Teraz mówił niemal szeptem, prosto do jej ucha.   -No więc myślę, że jednak bardzo chciałaś też usłyszeć to, co mi siedziało w głowie. Wydrzeć wszystko,co tam było moje i tylko moje - końcami palców ujął jej policzek z drugiej strony i przysuął twarz bliżej siebie - Że lubisz robić o ten jeden krok dalej, póki nie grozi to spaleniem za sobą mostu. Myślę, Akime, że chciałaś usłyszeć, jak w myślach błagałem cię, żebyś przestała, bo to co robiłaś, sprawiało mi cierpienie - zjechał ręką w dół,do jej biodra - To, jak i moje wycie z przerażenia, gdy wiązałaś mi oczy. Przypuszczam, że chciałabyś usłyszeć, jak mówię "Nie, proszę, nie w to miejsce, nie tam, gdzie boli najbardziej" - odwrócił ją w swoją stronę i chwycił za ramiona - Zakładam - wyszeptał, kładąc nacisk na każde słowo - że sprawiłoby ci przyjemność móc wydusić ze mnie choćby jedno słowo czego zrobić nie mogłem, bo z całych sił chciałem zostawić coś dla siebie.   Odsunął się i przyglądał, jakie wrażenie wywarły na niej jego słowa zapalając ostatniego papierosa. I nie mogła zrobić nic by ukryć, że miał rację. Była wstrząśnięta i czuła, jak gorąco, które uderzyło jej do głowy rozlało się teraz po całym ciele. Miała jasność, że wszystko to widać, jak na dłoni. Dlatego po prostu patrzyła na niego i czekała na kolejny ruch, który nie nadchodził. Po minucie, która dłużyła się niemiłosiernie sięgnęła po zeszyt.   "Więc żałujesz? Albo mam cię przeprosić? Czego oczekujesz?"   Zaśmiał się nad wyraz serdecznie.   -Żałuję? Nie żartuj. Broniłem cię przed wściekłością Pati jak lwica. Wyrwałaś mnie wreszcie ze skorupy w jakiej tkwiłem przez wiele miesięcy. Mówiłem ci: noc i dzień. Każda piękna na inny sposób... Nie, nie jestem zły. Nie żałuję. Chciałem się tylko upewnić, czy rozumiem. A kiedy już rozumiem... to też nie jestem zły. I nie żałuję. Przyjmuję to do wiadomości. Ja byłem potrzebny tobie. Ty mi. Narzędzia do celu... czy to ma znaczenie?   Sam pokręcił głową i zeskoczył z murka.   -Akime, miałbym prośbę. Czy możemy ten wieczór spędzić tak po prostu normalnie? Wiesz..kilka godzin razem, jeśli moje towarzystwo bez specjalnych atrakcji ci odpowiada.   Wypuściła z siebie całe powietrze a wraz z nim ogromne napięcie i kiwnęła głową.   -To chodź.   Przez kolejne godziny pokazywał jej miasto, zabrał na lody, rozmawiali o wszystkim i niczym w modnej kawiarni otoczeni malutkimi świeczkami upchanymi po równie miniaturowych słoiczkach. Albo milczeli patrząc z mostu na łódki pływające po rzece. Gdy dochodziła północ zaproponował jej, żeby przenocowała u niego.   -Bez podtekstów - dodał - Chciałbym po prostu skończyć ten dzień w twoim towarzystwie.   Wrócili do niego i zdziwił ją pusty dom.   -Nie masz szczęścia do poznania moich rodziców. Tym razem wyszli na urodziny do ciotki. No naprawdę, nie żartuję - zaśmiał się na widok jej miny a potem westchnął.   "?"   -Bądź raz jeszcze moimi uszami i puść to, proszę.   Podał jej nośnik, na którym zapisany był tylko jeden kawałek.   -Możesz nastawić tak głośno, jak zwykle?   "Jak zwykle", uśmiechnęła się. Podkręciła tak, aż podłoga się trzęsła i po kilku sekundach zaczęła bezwolnie kiwać głową.   "Dobre. Skąd to masz?"
"Tylko się nie zraź. Od Pati. Rytm fajny, ale opisała mi dokładnie całą melodię i zakładam, że jest tak dobra, na jaką wyglądała" - odpisał, żeby nie przekrzykiwać.
"Jest doskonała".
"Akime, lubisz prowadzić?"
"?"   Zobaczyła wyciągniętą przed siebie rękę i zrozumiała.   "Będę twoimi uszami".   Zastanawiała się, kiedy ostatnio miała okazję tańczyć i doszła do wniosku, że już dawno tego nie praktykowała. Coś jej jednak w tym wszystkim nie pasowało. Było za ładnie, za miło, za sympatycznie.   Gdy tylko zrobiło się cicho sięgnęła po zeszyt.   "Ty się ze mną żegnasz?"   Jedno skinięcie głowy znaczyło więcej, niż jakiekolwiek słowo.
Stała nieruchomo z zeszytem w ręku. Powoli odłożyła go na biurko, podeszła do odtwarzacza i puściła jeszcze raz.   Gdy muzyka już ucichła stali jeszcze jakiś czas bez słowa. W końcu puściła go i spytała, gdzie może się przespać. Pokazał jej przytulny pokój gościnny i tam zostawił. Nasłuchiwała jego kroków, póki światło wpadające przez szparę drzwi nie zgasło a z góry słychać było zamykające się drzwi.   Jakiś czas później wrócili jego rodzice.   Obudził ją na tyle wcześnie, że wyszli, zanim tamci wstali i pożegnali się przed bramą stonowanym uściskiem dłoni.   ----   Zmienił numer.
Usunął konta na portalach społecznościowych.
Nie pisał. Nie dzwonił.   Kiedy wyjeżdżała nie powstrzymała się przed pójściem pod jego dom, gdy było już zupełnie ciemno. Przez pół godziny patrzyła w światło palące się w oknie na piętrze. Wreszcie schyliła się i na piasku podjazdu narysowała jeden znak, który oznaczał pożegnanie.   Chciałaby powiedzieć, że to ją zmieniło. Że na nią wpłynęło... jakoś.   Ale gdy wróciła i dała sobie czas znowu zaczęła żyć swoim życiem i wracać na stare tory. Mijały miesiące a potem lata i stał się dla niej tylko wyrazistym wspomnieniem. Ciekawym doświadczeniem.   Któregoś dnia nie była pewna, czy dobrze pamięta, jak ma na imię.
Jego głos wyleciał jej z głowy o wiele wcześniej.   ---   Zmienił numer. Usunął konta. Nie pisał i nie dzwonił.   Gdy miał pewność, że już wyjechała, zaczął wychodzić spokojniej z domu.
Często oglądał swoje plecy mając świadomość, że to co na nich było zostanie już na zawsze.
Wybudzony ze stuporu, który przez pewien czas trzymał go przy życiu, opuszczony przez dwie kobiety, które do tego doprowadziły któregoś dnia usiadł na moście i kontemplował jadące pociągi czując, jak wszystkie myśli w jego głowie uspokajają się, znajdując sobie miejsce. Stopniowo wypalił paczkę mentolowych papierosów, które na jakiś czas stały się jego nałogiem.   A potem wstał i wrócił do domu.
Do siebie.   ---     dla tych, którzy chcą usłyszeć, od czego trzęsła się podłoga.

rita

rita

×